Revenge

Zawiał leki wiatr nasuwając jej kosmyk na oczy. Nie poprawiła go obserwując jak zza budynku po drugiej stronie targu wyłania się potężna sylwetka znajomego maga. Zatrzymał się rozglądając, po czym napotkał jej wzrok.

- Pozostałych jeszcze nie ma?- spytał Anders podchodząc.

- Merrill i Varric będą czekać na nas przy wyjściu do miasta.- powiedziała i ruszyli w stronę bramy.

- Denerwujesz się?- zapytała- Nie pierwszy raz staniemy przeciwko templariuszom.

- Wiem, boje się, że nie będziemy mogli im pomóc.

Spojrzała na słońce.

- Jeśli twój informator się nie mylił mamy jeszcze dużo czasu. Będziemy tam przed nimi.

Ją też niepokoiła ta sytuacja. Nie mogła uwierzyć, gdy Anders przedstawił jej plan jednego z najgorszych templariuszy z Katowni. Przewiezienie magów do innego kręgu miało być zaledwie pretekstem by wyciągnąć ich z twierdzy. Nigdy nie mieli tam dotrzeć.W bunt transportowanych maginów i ich konieczną eliminację uwierzyłby każdy.

- Wiem, ale i tak się martwię.

Karl był w kręgu i już nie żył. Uzdrowiciel był w kręgu i wiedziała, że boi się, że kiedyś będzie musiał tam wrócić. Ona nigdy tam nie trafiła. Tak naprawdę niewiele wiedziała o tym miejscu.

- Anders, jak jest w kręgu?- zapytała.

- Przecież wiesz.

- Wiem, że templariusze pastwią się nad magami. Wiem, że nieraz używają byle pretekstu by kogoś wyciszyć i nadużywają władzy. Ale… nigdy tam nie byłam.

Uzdrowiciel westchnął.

- Inni decydują o każdym aspekcie twojego życia- powiedział- Spróbuj się do kogoś przywiązać, a wykorzystają to przeciwko tobie. Wierzysz w prawdę? Miłość? Jak to tylko dostrzegą użyją tego by cię zranić i poniżyć. To nie jest życie Hawk.

- Wiem, że to było głupie pytanie.- powiedziała- Chciałam tylko…

- W porządku.- powiedział posyłając jej lekki uśmiech- Inaczej to wygląda z zewnątrz, a inaczej, gdy się tym żyje.

Varric i Merrill czekali na nich za bramą.

- Jak to dobrze, że mamy akurat tam misję. Tak dawno nie byłam na plaży.- rozmarzyła się dalijka.

Hawk nie mogła się nie uśmiechnąć. Merrill była mistrzynią w komentarzach zupełnie nie na miejscu.

Ruszyli w stronę Okaleczonego Wybrzeża ale gdy znaleźli się w wyznaczonym miejscu podniosła rekę i wszyscy się zatrzymali. Piasek był ciepły, a słońce świeciło sprawiając, że dzień był wręcz idealny na spacer. Jednak nie dla nich.

- Co..- zaczął Anders, ale teraz i on zauważył już ślady stóp na piasku.

- Już tu są.- powiedziała. Nie widziała śladów zasadzki wokół jaskini- Idziemy, bądźcie czujni.

Szła szybko i nagle doszły do niej odgłosy walki.

- Nie- usłyszała jęk maga.

- Anders!- krzyknęła za nim ten jednak znikał już za najbliższym zakrętem- Biegiem!- rzuciła i ruszyli za nim.

Gdy znaleźli się w wielkiej grocie nie mogła sobie nawet pozwolić na rzucenie okiem na jaskinie. Anders błyszczał białą energią i rzucał się właśnie na kilku templariuszy. Wokół leżały ciała w długich szatach.

Przybyli za późno. Posłała magiczną strzałę w templariusza, który próbował zajść uzdrowiciela od tyłu.

- Varric…

- Wiem.- odparł krasnalów wyrzucił grad strzał.

Rozejrzała się szybko w odległym koncie pod ściana walczyła jeszcze dwójka magów, a Anders najwyraźniej pod władaniem Justica rzucił się w największy wir walki. Zacisnęła zęby mając nadzieję, że mag nie zrobi czegoś głupiego i ruszyła do drugiej grupy. Pióropusz lodu, który rzuciła nie tylko nie zrobił większego wrażenia na okutych w najlepsze zbroje templariuszach, lecz jeszcze bardziej ich rozjuszył. Zrobiła unik, gdy jeden zamierzył się na nią z mieczem i sięgnęła po płomienie. Jeden z walczących magów upadł na ziemię. Nie mogła się do nich dostać. Widziała jak Merrill próbuje przetrzeć sobie drogę zabójczymi korzeniami, ale jej magia nie pozwalała jednocześnie na obronę i atak.

Zaryzykowała. Rzuciła ogień w żołnierzy atakujących ostatniego ocalałego maga, a sama zasłoniła się kosturem przed kolejnym atakiem. Poczuła uderzenie w bok, które niemal zwaliła ją z nóg. Instynktownie posłała tam kule ognia i wycofała się przyciskając dłoń do krwawiącego boku. Tylko kosztowała ją pomoc nieznajomemu magowi. Merrill stanęła przed nią oplątując dwóch napastników korzeniami, a Hawk czerpiąc energie z gniewu rzuciła na nich płomienie. Cofnęła się ciągnąć Merrill za sobą, gdy przed nimi rozpętała się burza śnieżna.

- Justice.- warknęła wiedząc, że Anders nigdy nie użyłby tego czaru, nie o takiej mocy. W zamkniętym pomieszczeniu równie dobrze mógł trafić nim ich, jak i napastników. Schowały się za skały nie mogąc zrobić nic innego, gdy wokół rozpętała się burza śnieżna.

Gdy czar opadł grunt błyszczał od lodu. Merrill położyła dłoń na jej boku i wysyłała tam uzdrawiającą energię.

- Dziękuję.- powiedziała Avannath, czując jednak ogromna różnice pomiędzy umiejętnościami dalijki i Andersa. On był mistrzem w swoim fachu. W każdym razie ból zniknął, a krwotok został zatamowany. Teraz dopiero mogła ocenić poziom zniszczeń, jakiego dokonali. Wokół leciały rozrzucone ciała w pół nadpalone wpół zlodowaciałe.

- Spóźniliśmy się.- powiedziała cicho podchodząc do dwóch magów, którym próbowała pomóc.

Spięła się, gdy poczuła za sobą magię, ale to był już tylko Anders. Nie duch Pustki.

Wokół leżało jeszcze wiele zwłok.

- Piętnastu magów.- powiedziała- Takich jak my.

Jej głos był bez wyrazu.

Słyszała jak Anders odwraca się i odchodzi. Spojrzała za nim. Czy to był jej wina?

- Chodź Hawk.- obudziły ją słowa krasnoluda- Nic nie mogliśmy zrobić.

Na ziemi przed nią leżał mag, a obok niego kobieta. Miała jak i ona ciemne krótkie włosy. Jej oczy kiedyś pewnie pełne życia teraz spoglądały w bezdenną pustkę, a obok niej powiększała się kałuża krwi. Zacisnęła dłonie. Nie zamierzała tak skończyć. Czy jednak mogli zrobić coś więcej?

Wstała i wyszła z jaskini.

Dlaczego czuła jednak, że to jej wina?

Mag stał koło klifu wpatrując się w przestrzeń pod sobą, lecz jej nie widząc.

- Anders…- powiedziała podchodząc do niego.

- Pytałaś jak jest w kręgu…- powiedział cicho- Na początku wszystko wydaje się być w porządku. Masz plan dnia nowe obowiązki, ale widzisz przestraszone spojrzenia innych i czujesz, że coś jest nie tak. Ale w to nie wierzysz… Potem znika kolega, którego niedawno poznałeś i nikt nie wie, co się z nim stało. Pewniej nocy wyrywają cię z łóżka i poznajesz prawdę na własnej skórze, i już nic nie jest takie jak wcześniej. Życie zmienia się w koszmar. Nieustanną niepewność, dziś przyjdą po mnie? I słyszysz krzyki i już wiesz, że wzięli kogoś innego, kroki i znów krzyki, wezmą więcej, niech tylko mnie ominą…

- Anders, już jesteś bezpieczny.- powiedziała.

- Czyżby?- powiedział odwracając się do niej- Wystarczy że ktoś dowie się o Justicie, jeden donos i będę miał templariuszy pod drzwiami…

- Anders! Spójrz mi w oczy.- powiedziała, a gdy to zrobił zobaczyła w nich ból- Nigdy na to nie pozwolę. Nigdy nie pozwolę żeby cię zabrali. A jeśli to zrobią przysięgam, że wyciągnę was stamtąd, choć bym miała pozostawić z Katowni dymiący krater. Każdego z was.- powiedziała patrząc na Merrill.

Anders uspokoił się i wziął ją za rękę. Nawet nie zauważyła jak w jej dłoni pojawiła się kula ognia. Położył swoją dłoń na jej i ogień zgasł.

- Wiem, że byś to zrobiła, Avannath.- powiedział cicho.

- Dziś zawiedliśmy.- powiedziała patrząc na ziejące ciemnością wejście do jaskini- Ale nie zrobimy tego więcej. Dowiedz się, dlaczego twój kontakt się pomylił.

- Tak zrobię.- powiedział- Chodźmy stąd.

Ogarnięta niewesołymi myślami nawet nie zauważyli, kiedy wrócili do miasta. Poszła do domu ale nie mogła usiedzieć na miejscu. Gdy słońce już zachodziło ubrała płaszcz i wzięła kostur.

- Już wychodzisz Avannath?- zapytał Bodahn.

- Tak, mam jeszcze coś do załatwienia.- skłamała- i dodała- Powiedz Sandalowi żeby nie huśtał się na żyrandolu.

- Och nawet o tym nie wiedziałem serah. Żałuje, że sprawiamy ci tyle kłopotów.

- Ależ nie sprawiacie!- powiedziała szybko. Bodahn był krasnoludzkim kupcem, którego poznała na wyprawie w Głębokich Ścieżkach. Tam też odnalazła jego przybranego syna, który za bardzo oddalił się od grupy. Sandal był genialnym zaklinaczem. Potrafił każdą broń wzbogacić o dowolną runę bądź też tworzyć własne. Żył jednak tylko w swoim świecie, a cały jego dialog ograniczał się w zasadzie do dwóch słów powtarzanych w różnych intonacjach. Lubiła ich. I pomimo, że mieszkali w jej domu nie ponosząc żadnych opłat, to ona odnosiła więcej korzyści z takiej sytuacji. Nie każdy miał kupca i tym bardziej genialnego zaklinacza pod swoim dachem. Zapewniła go po raz kolejny, że cieszy się z ich obecności i wyszła kierując się do długich stromych schodów by opuścić Górne Miasto.

I znów była tutaj. Nad zatoką, a twierdza po drugiej stronie wydawała się dziś z niej szydzić. Nie znała tych magów. Ale to nie miała znaczenia. Z tym właśnie walczyła, a dziś rycerze zwyciężyli. Gdyby coś takiego spotkało Merrill, bądź Andersa zrównałaby z ziemią Katownie nawet, jeśli miałoby to kosztować ją własne życie.

Templariusze. Wiedziała, że nie wszyscy są okrutnymi rządnymi krwi sadystami typu Kellera, którego zabili tydzień temu. Wiedziała, że niektórzy wierzą w to, co robią i z tymi się zgadzała. Ale pozostali… Ogarnęły ją mroczne myśli. Jak jednak mogła zmienić losy Kręgu? Anders i Merril byli bezpieczni tylko do chwili aż ktoś odkryje, że uzdrowiciel ma w sobie ducha pustki, a dalijka posługuje się zakazaną magią. Magowie w jaskini nie popełnili nawet takich występków. Templariusze nie potrzebowali powodu. A jeśli nawet to każdy był dla nich równie dobry.

- Może to już czas wyjść z twojego cienia.- pomyślała patrząc na warownie.

Doki były ciche, gdy wracała. Pojedyncze kroki przewały jej myśli. Schowała się w cieniu obserwując postać. Przez chwilę księżyc wyłonił się zza chmury oświetlając zbroje templariusza. Coś w niej drgnęło. Magia sama zmaterializowała się na ręce. Szedł powoli, a ona stała niezdecydowana. Samotny templariusz. Zupełnie sam w dokach. W miejscu gdzie wszytko może się wydarzyć. Zatrzymał się jakby rozglądając niepewnie. A ona wciąż stała bijąc się z myślami. Sekundy mijały. Templariusz wciąż tu był, jakby czekał aż podejmie decyzję. Kusząc. Wokół nie było nikogo tylko cisza i łagodny szum fal dobiegający od zatoki.

Odwrócił się do niej plecami najwyraźniej wybierając kierunek, ale ona już wiedziała, co zrobić. Jej spojrzenie było zimne. Nie wychylając się zbytnio z cienia rzuciła w jego stronę uderzenie umysłu. Templariusz zakołysał się, złożyła kaptur na głowę i podeszła biorąc go pod rękę. Mężczyzna stawiając niepewnie kroki z zamglonym wzrokiem dał się prowadzić.

Obudził się i zamrugał, wokół była ciemność. Chciał się poruszyć, ale poczuł, że nie może tego zrobić. Jego ręce oplatał gruby sznur, a nogi przywiązane były do krzesła.

Patrzyła jak się budzi. Zastanawiała się czy opaska, którą przewiązała mu oczy wystarczy.

Chciał cos powiedzieć, ale z jego ust wyrwało się kilka nieartykułowanych głosek. Knebel skutecznie przeszkadzał w komunikacji.

Otworzyła usta i równie szybko je zamknęła, czując ulgę. Nie była skrytobójcą. Rzuciła szybki czar na zmianę głosu.

- Wiesz, dlaczego tu jesteś?- usłyszała męski suchy głos, który wydobył się z jej ust.

Templariusz pokręcił głowa.

- Więc nie czujesz się winny za gnębienie magów w kręgu? Magów, których powinniście chronić. Nie mordować.

Patrzyła jak zrozumienie spływa na jego twarz.

- Jesteście gorsi od tych, których tak się boicie. Pastwicie się nad słabszymi, może nadszedł czas by pokazać wam świat z ich perspektywy.

Zobaczyła na jego twarzy sprzeciw.

- Ale najpierw zadam ci kilka pytań. Będziesz odpowiadał krótko i zwięźle rozumiesz?

Skinął głową po chwili.

- Nic więcej. Jeśli będę chciała żebyś wyłożył mi swoją biografie, zapytam.- wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze tak, by nie usłyszał że może on należeć do kobiety.

- Od tego czy powiesz prawdę będzie zależało twoje życie.- powiedziała obojętnie.

Usunęła knebel.

Nie było żadnego zagrożenia. Już wcześniej rzuciła zaklęcie, które nie przepuszczało żadnych dźwięków. Kolejnym zablokowała jedyne drzwi. W dokach było mnóstwo takich opuszczonych budynków zamieszkanych przez niski lewel społeczny, i wykorzystywane do chwili takich jak ta.

- Jak się nazywasz?

- Earl Radclif. Jestem…

Uderzenie. Stróżka krwi spłynęła z jego rozciętej wargi.

- Chyba nie zrozumieliśmy się.- powiedziała- Ja pytam ty odpowiadasz krótko i zwięźle, rozumiesz?

- T-tak.- odpowiedział teraz jak by z wahaniem.

- Jakie jest twoje stanowisko?

- Jestem młodszym templariuszem.

- Co należy do twoich obowiązków?

- Nadzoruje trening nowych rekrutów.- wiedziała jak chciał powiedzieć coś jeszcze, ale w porę zrezygnował.

Na jej ustach pojawił się przebiegły uśmiech. To chciała osiągnąć. Zastraszenie, ale nie takie, jakiego używali zwykle przesłuchując rabusiów. Nie. Templariusze zasługiwali na coś lepszego.

- Opowiedz mi o kręgu.- rzuciła.

- C-co chcesz wiedzieć?

Cisza.

Patrzyła na niego.

- Prawdę. Jak wyglądają relację między wami a magami.

- My… magowie uczą się tam ujarzmiać swoje moce. My tylko utrzymujemy porządek, gdy któryś zwróci się do demonów…

- To wie każde dziecko!- przerwała ostro- Chce prawdy, a nie definicji z podręcznika! Myślisz, że byłbyś tu gdyby tak to naprawdę wyglądało?

- Magowie są niebezpieczni. Nigdy nie wiadomo, kiedy zwrócą się…

- Dlatego ich torturujecie?- pytanie zawisło w powietrzu.

- My nigdy…

- Chcesz powiedzieć, że nie macie nic na sumieniu?

- Kim jesteś? Chcesz sprawiedliwości?- zaczął- Nie da się jej wyegzekwować. W przypadku magów tego nie można tak po prostu ocenić, podzielić na biel i czerń, nie…

- Nie jestem sprawiedliwością- przerwała mu- I nie chce jej, bo jak powiedziałeś nie da się jej wyegzekwować. Jestem tym, co pozostało. Jestem Revenge- Zemstą.

- Cokolwiek chcesz zrobić, jeszcze jest dla ciebie nadzieją. Nikomu nie powiem, tylko mnie wypuść.

- To wszystko co mi masz do powiedzenia?- powiedziała i wyciągnęła nóż.

Miał coś odpowiedziec, ale zawahał się czując jak podchodzi do niego i go okrąża.

- W takim razie już cię nie potrzebuje.- powiedziała i przycisnęła mu nóż do gardła.

- Czekaj!- wyrzucił z siebie przerażonym głosem- Nie rób tego!

- Daj mi jakiś powód.- odparła obojętnie.

- Jeśli ci powiem… prawdę. Jaka mam pewność, że mnie puścisz?

- A jaką pewność mają magowie w kręgu, że przeżyją kolejny dzień?

Patrzyła na jego twarz i skrzywiła się, gdy na jego obliczu pojawiło się zrozumienie.

- Anders miał rację.- pomyślała- To samo dzieję się tutaj.

- Tylko prawda może cię uratować.- powiedziała cicho odsuwając nóż.

- Było…- zaczął próbując uspokoić oddech- kilka incydentów, sytuacji, w których żaden templariusz nie powinien brać udziału.

- Mów.

- Ja… rekruci, to po części moja wina. Nie dopilnowałem ich. Uwzięli się na jednego adepta… Rano znaleziono go martwego.

- Co się stało?

- Nie wiem, trudno było ocenić, wyglądało to jakby sam rzucił na siebie kule ognia.

Zacisnęła dłonie.

- Wiesz, kto to zrobił?

- Na początku nie wiedzieliśmy, ale… oni się tym chwalili przed kolegami. Dla nich to było jak trofeum. Skok w dorosłość.

- Nazwiska.

- Co chcesz zrobić?

- Jeśli nie dowiem się tego od ciebie to od kogoś innego. W dokach łatwo o samotnych templariuszy. Co gorsze nikt was tu nie będzie szukał. Raczej nie rozpowiadacie o dodatkowych działkach lyrium, które tu kupujecie.

- Nie wiem, kim jesteś…

- Wiesz.- przerwała mu- Już ci powiedziałem. Chcesz żyć?

- Nie za taką cenę.- odparł.

Uniosła brwi. Nie doceniła go.

- Chronisz ich? Są tego warci?

- Pewnie nie, ale…

- Masz rodzinę Earl? Przyjaciół?

Widziała jak jego mięśnie się spinają i już znała odpowiedź.

- Magowie też ich mają, przynajmniej nim trafią do kręgu.

- Dużo o nich wiesz.- powiedział spokojnie, choć w jego głosie słychać było napięcie.

- Wręcz przeciwnie, zaczynam wnioskować, że jednak zbyt mało. Są tego warci?- powtórzyła pytanie.

- Nie.- odpowiedział po chwili- Morlon, Dalasag i Keanu.

- Jak wyglądają?

Westchnął.

- Wszyscy Są w wieku około 18 lat, Morlon ma czarne krótkie włosy, łatwo go poznać, bo wciąż nosi się na czarno. Dalasag to jeszcze dzieciak.. ale chyba najgorszy z nich wszystkich. Słomiane włosy, ma tatuaż z gryfem na prawym ramieniu. Keanu. Brunet. Zawsze chodzi w ich cieniu. Co chcesz z nimi zrobić?

- To już pozostaw mi.- powiedziała- Mówisz o rekrutach jak by to oni byli przyczyną.

- Starsi templariusze raczej się tym nie chwalą.

- Co ty nie powiesz.

Gdy znów nastała cisza powiedział szybko.

- Jest jeszcze ktoś. Nie wiem czy to prawa, ale chodzą o nim opowieści, że to on stosuje wyciszenie, jako karę za każde przewinienie.

- I nazywa się?

- Jaoga Harug. Ma…

- Wiem jak wygląda.- powiedziała przypominając sobie ostatnia opowieść Andersa. Jego kontakt w kręgu coś podejrzewał, ale nie mieli dowodów.

Kierowana siódmym zmysłem wstała i obeszła go. Więzy krepujące mu dłonie były niemal luźne. Machnęła dłonią i napięły się wrzynając w skórę.

- Jesteś… magiem…- powiedział zaskoczony.

- To cię tak dziwi? Przecież to oczywiste.

- Musisz zrozumieć, że nie wszyscy tacy jesteśmy…

- Chcesz powiedzieć, że nie masz nic na sumieniu?

Cisza.

- Myślisz, że jesteś tu przypadkowo?- zapytała blefując- Że akurat ciebie porwałem? Że nie sprawdziłem wcześniej twojej przeszłości?

- Nic nie mogłem zrobić.- odparł w końcu- Myślałem, że to wygłupy… byliśmy tacy młodzi, a oni.. nim zauważyłem, co się dzieję było już za późno. Przysięgam, że nigdy więcej nie brałem udziału w czymś takim!

- Każdy templariusz ma cos na sumieniu.- pomyślała nie do końca zadowolona swoją zagrywką i jej wynikiem. Wolałaby się mylić.

- Co chcesz zrobić?

- Oni wszyscy zginą. Wrócisz tam i ostrzeżesz ich. Powiedz o naszym spotkaniu i przekaz im moje słowa. Każdy, kto podniesie rękę na maga w Kręgu- zginie. Znajdę ich. Revenge ich znajdzie.

Wyciągnęła nóż i obeszła go. Złapała jego dłoń przycisnęła do niej ostrze wycinając mały znak.

- Pozostawiam ci to byś nie zapomniał o naszym spotkaniu.- powiedziała- Zostałeś naznaczony. Będę cię obserwować, a jeśli zrobisz coś, co mi się nie spodoba znów się spotkamy, i już nie będziemy rozmawiać.

Templariusz chciał coś odpowiedzieć, ale nagle wszystko ucichło

Po uderzeniu umysłu, rzuciła zaklęcie oczyszczające na całe pomieszczenie, by ukryć wszelkie ślady swojej obecności tutaj. Przecięła mu więzy i wyszła wcześniej sprawdzając czy nikogo nie ma na ulicy. Założyła kaptur na głowę i ruszyła do domu okrężna drogą.

Rano spotkała się z innymi wyruszając na kolejne zadanie. Na szczęście wymagało głównie uwagi uzdrowiciela, dzięki czemu mogła spokojnie oddać się swoim myślą. To, co zrobiła wczoraj przyszło samo. Jak by rzeź w jaskini była kroplą, która przepełniła czarę. Wiele razy ścierała się z templariuszami. Zawsze była to jednak otwarta walka. Nigdy podstępna i skryta jak zrobiła to wczoraj. Nigdy, jako skrytobójca, działający w cieniu i ukrywający swoją tożsamości. Może nawet tak było lepiej. Może tylko tak mogła coś zmienić.

Jaoga Harug. Zastanawiała się jak do niego dotrzeć. Doki były najlepszym miejscem. Mało świadków ciemne uliczki, a jeśli nawet ktoś coś zobaczył będzie wolał zachować to dla siebie. Zastanawiała się czy wczoraj nie popełniła żadnego błędu. Ale prócz spóźnionego zaklęcia na zmianę głosu nic takiego sobie nie przypominała. Zaskoczyło ją to. Nie zostawiła żadnych śladów, a templariusz nigdy nie dowie się, z kim rozmawiał.

Może nie powinna ich kazać ostrzec…- pomyślała- Nie. Wolała by się bali. Tak jak magowie w kręgu. Na początku mu nie uwierzą, ale da im dowody na to, że Earl mówi prawdę.

- Avannath?- zapytał Varric- Wszystko porządku?

- Oczywiście, zamyśliłam się tylko.- odparła.

- Od rana jesteś jakaś milcząca.

Spojrzała czy Andersa nie ma w pobliżu i powiedział cicho.

- Anders miał wczoraj rację mogliśmy przewidzieć, że cos pójdzie nie tak.

- Nie mogliśmy.- powiedział twardo Varric- I nie obwiniaj się o to. Sama nie zdołasz zmienić świata.

Skinęła lekko głową, ale w duchu pomyślała tym razem spokojnie- Jeszcze zobaczymy.

Wykonali proste zadanie dla jednego z kupców i rozdzielili się na rynku w Górnym Mieście. Skierowała się do Dolnego Miasta.

Stwierdziła, że jeśli ma nie wpaść, zwłaszcza przed własną drużyną musi być przewidywalna.

Pchnęła drzwi do małej chatki Merrill.

- Och, Avannath- dalijka ucieszyła się na jej widok- Mogłaś powiedzieć, że będziesz posprzątałabym.

- Nie przejmuj się tym.- powiedziała, mieszkanie Merrill zawsze było zabałaganione- Przyszłam tu, bo mam prośbę.

- Oczywiście, czego potrzebujesz?

- Wybieram się za miasto i nie chce żeby się ktoś dowiedział. Zwłaszcza Anders.

- Och masz tajemniczego wielbiciela?- zapytała elfka ciekawie.

- Nie, to raczej misja, tylko nie spodobałaby się Andresowi.

- Jeśli to misja, nie możesz iść sama.- powiedziała dalijka poważnie.

- To nie jest normalna misja.- zaczęła tłumaczyć, już lekko zirytowana- I gdybym nie poradziła sobie sama wzięłabym kogoś z was, wierz mi.

- Och.. W porządku.

- Chce cię prosić byś skłamała. Jeśli ktoś będzie pytał o dzisiejszą noc powiedz, że byłam z tobą. Poszłyśmy do obozowiska.

- I tak miała tam wpaść, równie dobrze mogę zrobić to dzisiaj.- odparła elfka.

- Merrill to dla mnie bardzo ważne.

- W porządku Hawk możesz na mnie liczyć.

Nie było to takie trudne pomyślała, gdy opuściła chatkę Merrill. Choć z drugiej strony nie czuła się do końca dobrze prosząc ją o to.

Uśmiechnęła się jednak, a jej myśli zajęte były już czymś innym. Teraz już nic nie stało jej na przeszkodzie.

Gdy nastał zmrok schowała się w mroku Katowni. Trudno jej było dowiedzieć się czegoś o Jaoga Harudze nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Podejrzewała, że Varric mógłby jej dać jego rozkład dnia razem z rodzajem ulubionych dań i numerem butów, ale potem gdyby zniknął, zaczęłyby się niewygodne pytania.

To był jej pierwszy planowany wypad, jako Revenge. Zwykle przesiadywała wieczorami w Wisielcu w razie, więc gdyby ktoś pytał, poprosiła Merrill o alibi. Ufała jej i jak przewidziała zgodziła się bez problemu, nie zadając zbytnich pytań. Oficjalnie była z nią w obozowisku. Nieoficjalnie była tam tylko dalijka a ona…

Stała, ukryta w cieniu nie bardzo wiedząc, co robić. Wiedział, że templariusze wymykają się nocą do doków kupować nielegalnie dodatkowe nielegalne porcje lyrium. Każdy o tym wiedział, ale nikt nie robił nic by to zmienić. Przy wejściu do Katowni płonęły pochodnie, dlatego mogła wyraźnie widzieć, kto wchodzi i kto opuszcza twierdze. Mogła tam wejść w ciągu dnia, a właściwie tylko na dziedziniec. Jej obecność nie wzbudzała tam żadnych podejrzeń. Pomagała już jednemu z nich Ser Thraskowi w delikatniej misji. Ku jej zdziwieniu okazało się, że są po tej samej stronie, ale Thrask był wyjątkiem.

Zamrugała, gdy zobaczyła połyskującą bezwłosą głowę w świetle pochodni. Jej serce zabiło szybciej, gdy Jaogem rozmawiał z wartownikami i ku jej poszerzającym się uśmiechu opuścił twierdze.

Tym razem była przygotowana. Poczekała aż zniknie za zakrętem i ruszyła za nim opatulona w długi płaszcza z kapturem, który trzymany magią nie mógł się osunąć. Pomyślała, że było by zabawnie zabić templariusza parę kroków od Katowni. Tym napędziłaby im jeszcze większego strachu, ale rozsądek podpowiadał jej, że to było tylko niepotrzebne ryzyko. Jak podejrzewała, cel ruszył do doków. Uderzenie Umysłu- pomyślała- nie będzie nawet wiedział cos się stanie. Anders miał rację była w nim piekielnie dobra. Obiekt uderzony falą przez chwile nie widział i nie czuł niczego jakby śpiąc. Po kilku minutach w zależności od mocy zaklęcia budził się wracając do swoich obowiązków nie świadomy, że cokolwiek się stało.

Gdy uznała, że ulica jest odpowiednia i wokół nie dostrzegała nikogo schowała się za rogiem i posłała niewidzialne zaklęcie. Najpierw pomyślała, że nie podziałało. Mężczyzna szedł nadal nagle jednak zatrzymał się, ale nie obejrzał. Złapał się dłonią za głowę i już wiedziała, że w tej ciemności niemal spudłowała. Wyciągnęła nóż i podeszła do oszołomionego templariusza.

Nim jeszcze zrozumiał, co się dzieję przejechała mu ostrzem po szyi. Z jego ust wyszło kilka gulgoczących dźwięków. Po czym upadł łapiąc się za gardło.

Nie czuła, że sytuacja wymaga powiedzenia czegoś w stylu- Za krąg- czy też bardziej wulgarnej i nieprzyzwoitej opcji.

Odwróciła się rzucając czyszczące zaklęcie na sztylet i swoje dłonie, ale nagle zamarła i jej usta rozchyliły się w iście demonicznym uśmiechu. Zaciągnęła ciało templariusza do pobliskiego budynku i zdjęła ciężką zbroję. Gdyby się nad tym zastanowiła z oburzeniem odrzuciłaby ten pomysł, ale nie chciała myśleć. Posunęła się daleko, a chciała jeszcze dalej. Chciała zrobić coś, co wreszcie zatrząśnie kręgiem.

Założyła zbroje templariusza sprawdzając czy osłania każdy fragment jej ciała. Następnie hełm i przejrzała się w rozbitym lustrze na podłodze, nie pewna rezultatu. Jaogem był od niej wyższy, ale było ciemno, co działało na jej korzyść. Wyszła na zewnątrz i zaklęciem zamknęła drzwi. Magię oczyściła plamę z krwi na drodze i ruszyła w kierunku twierdzy.

- Złapią mnie. – myślała- To się jeszcze nikomu nie udało. Cholera złapią mnie i nie tylko ja będę mnie problemy, ale też Anders, Merrill… - mimo to nie zwalniała kroku jakby kierowała nią jakąś niewidzialna siła.

Wstrzymała oddech i ruszyła w kierunku bramy pewnym służbowym krokiem. Ku jej uldze przy nikt jej nie zaczepił. Dzięki zaklęciu miała męski głos, ale strażnik mógłby rozpoznać w różnice w głosie znajomego przecież templariusza.

- Co teraz?- pomyślała bez przekonania znajdując się w zewnętrznym dziedzińcu oświetlanym jedynie światłem pochodni. Wokół stało kilku templariuszy. Im dłużej będzie się zastanawiać tym szybciej zaczną coś podejrzewać.

Na placu zauważyła wartownika.

- Niech to ci się nie wyda dziwne, niech to ci się nie wyda dziwne.- myśli były się w jej głowie.

- Spokojnie u was?- zapytała.

- Tak. Spokojna noc, to diable nasienie dawno już śpi.

Nie odpowiedziała, jeśli znał, a na pewno znał Jaoge, wiedział, że był poważny, tacy zawsze są poważni. Jej głos również nie wydał mu się dziwny. Miała szansę.

- Nie widzieliście rekruta Morlona?- zapytała niby obojętnie.

- Myślę, że już śpią.- powiedział strażnik.

- Kwatery dla rekrutów- odpowiedziała poważnie – Zaprowadźcie mnie, to pilne.

- Ale ja nie mogę…- sprzeciwił się wartownik.

- To rozkaz.- powiedziała ostro.

Strażnik ruszył niezadowolony a ona za nim, jak sądziła ktoś taki jak on, nie musi wiedzieć gdzie są kwatery poszczególnych rekrutów. Zresztą jak wiedziała zajmował się tym Earl.

- To tutaj.- powiedział strażnik.

- Dobrze, a teraz wracajcie na wartę i ani kroku z tamtą!- zagroziła.

- T-tak jest.- rzucił strażnik i szybko znikł z korytarza.

Poczekała aż kroki ucichną.

Otworzyła drzwi i rzuciła uderzenie umysłu. Niepotrzebnie wszyscy spali. Światło księżyca wpadało przez okno.

Spojrzała na śpiących, nie mogła się pomylić, nie mogła… Pod oknem zobaczyła chłopaka o kruczoczarnych włosach, pozostali mieli ciemne, ale tylko on miał czarne. Wyciągnęła nóż. Nie wahała się. Już nie mogła. Nie w środku twierdzy. Rzuciła zaklęcie czyszczące i wyszła.

- Wolniej!- upominała się w duchu, choć jej nogi same ciągły ją do wyjścia- Stwórco, uda mi się!

Jeszcze tylko trochę jeszcze tylko..

Pochodnie przy bramie przez chwile oświetliły jej twarz ukryta pod hełmem. Po czym otuliła ją ciemność. Poczekała aż znajdzie się za zakrętem i oparła się wykończona o ścianę budynku.

Nie mogła w to uwierzyć. Udało jej się. Wróciła do doków odkładając oczyszczona wcześniej zbroję. Otuliła się w własny płaszcz i znikła wśród wielu cieni przemykających nocą po mieście.

Bała się. Nie panicznie, lecz czuła cień strachu pełzajmy jej po plecach, gdy się obudziła. Czymś innym było zabić templariusza w obronie własnej. Kto wie ilu mieli ich na swoim koncie. Ale czymś innym to, co zrobiła. Rzuciła wyzwanie całemu zakonowi stąpając po kruchym lodzie. Mimo to jej uśmiech stał się szeroki i nie mogła go powstrzymać przez chwilę.

Weszła do Wisielca i zamówiła lekkie danie –starając się nie myśleć, z czego naprawde się składa- i usiadła koło baru. Uśmiechnęła się. Ale szybko skarciła się w duchu.

- Spokojnie Hawk jak będziesz cała w skowronkach inni zaczną pytać. W porę zdołała ukryć uśmiech nim Anders zwalił się najwyraźniej czymś poruszony na krzesło obok niej.

- Hawk nie uwierzysz jak cos ci powiem?

- Czyżby?- pomyślała zastanawiając się czy jej działania mogły wywrzeć taki skutek.

- Raczej nie. Niedawno wstałam.-powiedziała ziewając przeciągle.

- Wczoraj w kręgu ktoś zamordował templariusza.

- A jednak...- pomyślała zachowując kamienną twarz.

- Nielsen- mój kontakt nie powiedział mi nic wcześniej, bo uznał, że to nie warte zachodu, ale teraz…

- Po kolei Anders.

- Nie tak dawno jeden z templariuszy zjawił się w zakonie gadając, że został porwany i wymienił kilka osób, które zginą za znęcenia się nad magami.

- I?

- Nikt mu nie uwierzył, Nielsen też nie. A wczoraj jeden z tej nich został znaleziony martwy. W środku twierdzy!

- Może to porachunki między nimi.- rzuciła.

- Nie, Hawk drugi z wymienionych nie pojawił się od rana.

- Zbieg okoliczności?

- Avannath, nie rozumiesz? Ktoś wreszcie wziął sobie do serca los magów! Wszedł nocą do samej twierdzy i udało mu się z stamtąd uciec!

- O ile to prawda, to rzeczywiście nie lada wyczyn.- przyznała.

- Zagrał na nosie całemu kręgowi. Teraz już nikt tam nie będzie czuł się bezpieczny!

- Tak ci się podoba pomysł samotnego mściciela?- odpowiedziała z błyskiem w oku.

- Avannath mówię poważnie! Thrask ma powziaść śledztwo, a pozostała wymieniona dwójka zaszyła się w Katowni żeby nie wystawiać się na niepotrzebne niebezpieczeństwo.

- Daj znać jak ten twój mściciel…

- Zemsta- przewał jej

- Co?

- Nielsen mówił ze nazywa siebie Revenge. Zemsta.

- Nawet, jeśli to, co mówisz jest powiązane- zaczęła- Jeśli zrobiła to ta sama osoba, myślisz, że długo uda jej się ten proceder? Krąg istnieje nie od dziś.

- Myślałem, że… Przecież zawsze leżał ci na sercu los magów z kręgu.- powiedział uzdrowiciel rozczarowany.

- Anders, podoba mi się to, co robi, ale… nie sposób, w jaki to robi. W tym nie ma nic chwalebnego. To tylko kolejny skrytobójca i tyle.

- Powiedz to magom w kręgu.

- Co z nimi?- zapytała szybko.

- Nielsen mówił, że już od dawna nie widział nadziei w ich oczach.

- Och…- wymsknęło jej się.

Czy nie tego właśnie pragnęła?

- Anders, po prostu trudno w to uwierzyć. Z dnia na dzień.

- Wiem. Sam nie mogłem, ale… to nadaje magom nadzieję. I wysyła jasny sygnał do templariuszy- Strzeżcie się. Dosięgnę was nawet w zakonie…- powiedział z błyskiem w oku, a ona nie mogła już powstrzymać tego, że kąciki ust unoszą się w górę.

Mogła przewidzieć, że Anders tak przejmie się tym wydarzeniem. W końcu sama wczoraj nie mogła uwierzyć, że się jej udało. Musiała jednak przyznać, że miała dużo szczęścia. Strażnicy jej nie zatrzymali, a wartownik nie znał dobrze jednej z głównych postaci kręgu, jakim był Jaoga Harug, albo przynajmniej nie chciał z nim wdawać się w sprzeczki. Trudno jej było oglądać to wszystko z boku, niedowierzać, gdy sama była tematem tej rozmowy. Może zrobiła za dużo. Jej wczorajszy wariacki wyczyn najwyraźniej przypadł wszystkim do gustu, ale tylko ona wiedziała ile strachu ją kosztował.

Wyczuła kłopoty nim jeszcze zobaczyła Varrica.

- Hawk, Thrask chce się z tobą spotkać, w sprawie jakiegoś śledztwa.

- Nie jakiegoś Varric, Revenge załatwił dwóch templariuszy w ciągu jednej nocy.- powiedział Anders.

- Drugiego jeszcze nie znaleźli. – podsunęła Avannath ostrożnie.

- Znaleźli.- dodał Varric- Właśnie dlatego Thrask chce z tobą porozmawiać.

- W porządku.- powiedziała i choć nie dała tego po sobie poznać poczuła zimną dłoń chwytającą ją za żołądek.

- A jeśli Trak cos znalazł? Nie.- powiedziała sobie twardo- Nie zostawiłam żadnych śladów. Wyłapała wzrok Andersa, który najwyraźniej wpatrywał się w nią.

- Myślisz o tym, co ja?- zapytał.

- Czyli?

- Czy naprawę chcemy się w to mieszać?

Uff…

- Chce się dowiedzieć, co się naprawdę stało.- powiedziała- Zbierajcie się idziemy.

Dziwnie było znaleźć się tu w ciągu dnia. Pomimo że było południe było teraz więcej strażników niż w nocy. Nie mogła uwierzyć, że tak ich przestraszyła.

- Serah Hawk, dobrze że jesteś.- powiedział Thrask- Potrzebuje twojej pomocy. Zawsze byłaś lepsza w konspiracjach i tropieniu.

- Słyszałam o tych zabójstwach. Macie jakieś podejrzenia?- zapytała.

- Nic konkretnego. Chciałbym cię prosić o pomoc w tej sprawie.

- Templariusze sami są sobie winni.- powiedział Anders.

- Hawk ucisz tego apostatę i przypomnij mu, że jest w środku Katowni.- ostrzegł Thrask.

- Anders jest moim przyjacielem.- powiedziała- I ma rację.

- Cholera Hawk, nie mogę pozwolić żeby po Katowni latał jakiś mściciel i zabijał naszych ludzi.

- Raczej niebezpieczny morderca.- pierwszy raz wtrącił się Fenris.

Wiedziała, że zabranie go było dobrym pomysłem. On zawsze potrafił postawić ją do pionu i…. popsuć nastrój.

- Czego ode mnie oczekujesz?- zapytała starając się zignorować protesty Andersa.

- Porozmawiaj z ludźmi. Earlem, został porwany przez Revenge. Od niego się wszystko zaczęło. I… strażnik dałby głowę, że rozmawiał wczoraj z Jaogom, który jak ocenili nasi specjaliści już wcześniej nie żył. Wartownik sam go zaprowadził pod drzwi kolejnej ofiary.

- Więc podał się za zamordowanego templariusza? Nikt nie zauważył różnicy?- zapytała mając nadzieję, że jej twarz naprawdę wyraża zdziwienie.

- Hawk, Jaoga nie był miłym typkiem. Ludzie woleli schodzić mu z drogi. Jeśli nawet coś wydało mu się dziwnego wolał to zignorować.

- Sam sobie pościelił los.- tym razem słowa wyszły z ust Fenrisa, choć bardziej spodziewałaby się ich po Andersie.

- Dobrze porozmawiam z nimi.- zgodziła się.

- Jest jeszcze ta dwójka jaką nam podał Earl. Jeden Dalasag wyszedł rano wbrew ostrzeżeniom. Keanu, jego współlokator zamknął się w swoim pokoju i nie wpuszcza nikogo. Chyba jest przerażony.

- Znajdź tego Dalasaga i sprowadź go z powrotem, nim będzie za późno.- poleciła.

- Wiem, już wysłałem za nim ludzi. Mam nadzieję, że zdążą.

Dalasag ją na razie nie interesował. Bardziej ciekawił ją Keanu. Jego zachowanie wskazywało, że pokazywał jeszcze jakieś ludzkie uczucia.

- Jak zginęli?- zapytała- powiedziałeś, że strażnik zaprowadził go pod drzwi ofiary.

- Nóż. Nie zostawia śladów, a dziś każdy go używa, nawet kapłani w Zakonie.

- Niczego nie obiecuje.- powiedziała- Gdzie znajdę Earla i tego wartownika?

- Earl jest przed wejściem na wewnętrzny dziedziniec, a wartownik dostał dziś wolne możesz go znaleźć na placu koło studni. Nie kazałem im opuszczać Katowni.

- W porządku. Postaram się czegoś dowiedzieć.

Najpierw znalazła wartownika. Była ciekawe czy ją pozna, ale ten tylko obojętnie na nią spojrzał.

- Jestem serah Hawk. Thrask prosił mnie bym z tobą porozmawiała o wczorajszym wydarzeniu.

- Opowiedziałem im już wszystko.

- Przykro mi, ale będziesz musiał to wszystko powtórzyć.

- Ech wczoraj stałem na straży… gdyby z niej nie zszedł…- zaczął niezadowolony.

- Trzymaj się faktów.

- Podszedł do mnie Jaoga a przynajmniej tak wyglądał. Ta zbroje poznałbym wszędzie. Miał też hełm i od razu spytał mnie tym swoim tonem czy nic się nie dzieję, a kiedy odparłem, że jest spokojnie kazał się zaprowadzić pod kwaterę Marlona.

- I tak po prostu posłuchałeś?- zapytał Varric.

- Jaoga nie lubi jak się mu sprzeciwia, jest jednym z bliskich ludzi komtur. Wolałem nie narażać się na jej gniew albo tego szaleńca.

- Szaleńca?

- Każdy w kręgu wie, że nienawidzi magów i nie szczędzi okazji by im o tym przypomnieć. Kilku zniknęło podczas jego dyżuru.

Spojrzała na Andersa jego oczy wyrażały- A nie mówiłem?

- Zauważyłeś w jego zachowaniu coś dziwnego?

- Nie, choć…

Cholera…

- Miał trochę inny głos, ale ton pozostawał ten. Sam nie wiem czy to był Jaoga, ale tamten był do niego podobny.

- Z głosu.- rzuciła szybko. Nie lubiła być porównywana do maniakalnych templariuszy nawet, jeśli tylko takiego udawała.

- Tak. Może był nieco niższy. Twojego wzrostu, ale było ciemno, więc uznałem to za złudzenie i …

- Zostawiłeś mordercę z śpiącą ofiarą.- dokończyła.

- Przecież nie mogłem wiedzieć.

- Następnym razem nie schodź ze służby. – zakończyła.

Zaklęła, gdy na widoku pojawił się Earl.

- Ty pewnie jesteś Hawk.- zaczął- Thrask mówił, że będziesz chciała ze mną porozmawiać.

- Powiedz mi o tych templariuszach, jakich wymienił skrytobójca.

- Był na niej, Jaoga, Morlon, Dalasag i Keanu. Z nich tylko ta dwójka nadal żyje.

- Earl chce najpierw porozmawiać z Keanu. Nie sądzie by ten Revenge chciał się tu dostać za dnia, ale wolę dmuchać na zimne. Nie opuszczaj kręgu.

- W porządku.- odpowiedział

Ruszyła do kwater rekrutów i zaklęła w połowie drogi. Nie powinna wiedzieć gdzie są kwatery rekrutów.

- Thrask mówił ze gdzie jest Keanu?- zatrzymała się na środku placu.

- Mówił jedynie, że zamknął się w swojej kwaterze i nikogo nie wpuszcza.- rzucił Anders.

- Zapytam strażnika.- dodała.

Wróciła do nich i wskazała schody.

- Pokój czterdzieści dwa

I znów szła tym korytarzem. Choć jej twarz była kamienna w duchy uśmiechała się. Dobre stosunki z Thraskiem sprawiły że pozwolił jej prowadzić śledztwo. Przeciwko niej samej.

Zapukała.

- Keanu, jestem serah Hawk. Prowadzę śledztwo w sprawie ostatnich zabójstw.

Żadnej odpowiedzi. Spojrzała na towarzyszy udając zaniepokojenie.

- Keanu, chcemy ci pomóc.

Nadal cisza.

- Fenris mógłby?- zapytała odsuwając się od drzwi.

Elf kopnął w zamek i drzwi odskoczyły na bok.

- Szkoda, że to robi tyle hałasu.- pomyślała wyobrażając sobie tą sama scenę w ogarniętej śnie twierdzy.

- Dziękuje.- powiedziała i weszła do środka.

- Na łóżku skierowany w stronę okna siedział jak podał Earl chłopak o jasnych brązowych.

- Keanu- zaczęła.

- Zostawcie mnie. Nic mi już nie pomoże. Jaoga i Morlon zostali wymienieniu i niczyją. Ja i Dalasag będziemy następni. Jeśli Revenge dostał się nawet tutaj, nie ma dla nas bezpiecznego miejsca.

Cień zadowolenia przemknął w jej spojrzeniu. Zamrugała.

- Każdy zasługuje na druga szansę.- powiedziała.

- Powiedz to Morlonowi. Nikt już nie może mi pomóc.- zakończył chowając twarz w dłoniach.

Spojrzała na niego surowo.

- Powiedz mi wszystko.

- Co?

- Dlaczego Revenge was ściga?

- To… był pomysł Dalasanga, złapać maga i zobaczyć czy magia uchroni go przed ogniem. Nie uchroniła. Krzyczał, ale Dalasag się śmiał. Stwórco, jaki byłem głupi! Dałbym wszystko żeby to cofnąć… Gdybym wiedział…

- Że dosięgnie cię zemsta nigdy byś tego nie zrobił. – nie próbowała nawet ukryć gniewu w swym głosie.

- Ja nie wiedziałem, że to tak się skończy. Że to w końcu spadnie na nas…Już nigdy nie podniosę ręki na maga, przysięgam.

Spojrzała na niego. Nie mówił do niej. Mówił do siebie. Uwierzyła mu.

- Wierzę ci. Earl przeżył.- udała, że się zastanawia- musimy się tylko dowiedzieć dlaczego- Nie opuszczaj twierdzy Keanu i… przepraszam za drzwi.

- Głupi dzieciak. – rzucił Fenris.

- W kręgu nie będzie bezpieczny. – dodał Varric.

- Sami słyszeliście, co zrobił.- powiedział Anders- Co by było gdyby tym magiem była wasza siostra, brat?

Miał racje, ale po tym, co usłyszała nie mogła nic już zrobić. Miała tylko nadzieję, że ostrzeżenie od Revenge powstrzyma go przed podobnymi czynami.

- Serah Hawk.- powiedział Earl, gdy do niego podeszła.

- Wybacz, że musiałeś czekać. Opowiedz mi wszystko od początku.

- Wszyłem wieczorem do doków i…

- Ciekawe, po co templariusz miałby się udawać wieczorem do doków?- Anders udał, że się zastanawia i niemal się uśmiechnęła.

- Ja… - rycerz zająknął się.

- To żadna tajemnica.- powiedziała krótko- Kontynuuj.

- I wtedy, nagle znalazłem się w zupełnej ciemności. W jakimś budynku. Nie pamiętam nawet uderzenia ani..

- Magia.- rzucił Fenris jak by to było jakieś ciężkie przekleństwo.

Spojrzała na niego z urazą. Jak dotąd nic nie było w stanie zmienić jego stosunku do magii. Chyba jedynie Danariusa, swojego byłego pana nienawidził bardziej.

- Uderzenie umysłu.- powiedział Anders- Nie zostawia śladów. Nasz skrytobójca jest sprytny. A skoro zdołał cię przenieść z ulicy do budynku musi być w tym dobry. To był mocny czar…

- Mów dalej. – powiedziała szybko, bojąc się że Anders doda dwa do dwóch i nie daj boże wyjdzie mu cztery.

- On… pytał jak się nazywam, co robię, chciał żebym opowiedział mu o Kręgu, ale… moja odpowiedz nie spodobała mu się. Potarł przecięta wargę.

- Co mu powiedziałeś?- zapytała.

- To, co uczy krąg.

Usłyszała parsknięcie maga.

- Ale zagroził, że mnie zabije, więc… powiedziałem mu to co wiem.

- I wydałeś na nich wyrok.- powiedział pełnym pogardy głosem Fenris.

- To nie tak! Nie chciałem, ale zagroził, że znajdzie moją rodzinę.

- W porządku.- powiedziała.

- Powiedział, że oni wszyscy zginą. Że mam ich ostrzec. Ze dopadnie każdego, kto podniesie rękę na maga.

Nie musiała się odwracać by wiedzieć, że Anders się uśmiecha.

- Wypuścił cię byś ostrzegł pozostałych.- powiedziała- Dałeś mu jeszcze jakiś powód do tego?

- Co?

- Keanu i Dalasag są kolejni. Może wiesz cos, co pomogłoby ich uratować?

- Ja… nie wiem. Choć, powiedział też, że tylko prawda może mnie ocalić. Nie wiem, co to znaczy.

Podniósł dłoń.

- Powiedział, że zostawia mi to, ze zostałem naznaczony. I że jeśli dowie się, że podniosłem rękę na maga wróci po mnie.

Spojrzała na znak, który sama stworzyła na dłoni templariusza. Patrzyła tak jak by widziała go po raz pierwszy w życiu. Sama musiała sobie pochlebić. Zrobiła kawał dobrej roboty. Na dłoni widniał całkiem zgrabny znak Kirkwall.

- Może pamiętasz coś z jego zachowania? Stylu, w jaki mówi? Cokolwiek, co mogłoby nam pomóc?

Earl zastanowił się a Hawk spojrzała na niego niezbyt przyjaźnie.

- Był magiem. Tego jestem pewien. Użył magii by zacisnąć więzy.

- To oczywiste.- rzucił Fenris.

- Też tak odpowiedział, gdy zapytałem.

- A więc ma poczucie humoru.- skwitował Anders- Najwyraźniej całkiem dobrze się bawiąc. Musiała przyznać, że to było ciekawe uczucie patrzeć na tych wszystkich przerażonych templariuszy, z których praktycznie każdy miał cos na sumieniu. Patrzeć jak ich zwykłą dumę i wyższość zastępuje strach.

- Hawk, też masz wrażenie, że nastąpiła miła odmiana.- spytał Anders.

- Mag psychopata terroryzuje cały krąg, to nazywasz miłą odmianą?- zapytał elf.

- Może lepszą odpowiedzią była by Sprawiedliwość.- powiedział uzdrowiciel patrząc na niego wyzywająco.

- Zemsta. – poprawiła cicho Avannath- Sprawiedliwości już nie można osiągnąć, pozostała Zemsta.

Ale Anders ją usłyszał i skinął głowa jak by to była kolejna jej teoria.

- Zostańcie tu.- powiedziała- Chce porozmawiać z Keanu sama.

- Masz jakiś pomysł?- zapytał Anders.

- Chyba tak.- powiedziała uśmiechając się lekko.

Wyszła po pięciu minutach.

- Co mu powiedziałaś?- zapytał.

- Każdy zasługuje na druga szansę.- tak przynajmniej sądzę- Keanu żałuje tego, co zrobił, trzeba tylko by Revenge też się o tym dowiedział.

- Jak chcesz to zrobić?

- Powiedziałam mu by odtąd nie pilnowali go templariusze, ale magowie. Tacy, którym ufa.

Anders spoważniał i skinął głową.

- To może się udać. Pokaże tym, że ma wśród nich przyjaciół. To na pewno da mu do myślenia.

Thrask czekał na nich przy wyjściu.

- Niestety rozczaruje cię, ale nie wielu udało nam się ustalić.- powiedziała.

- Każdy szczegół się przyda.

- Revenge to fanatyk magów. Sam też jest magiem Zabija tylko tych, co mają cos na sumieniu. Earl dał mu powód i nazwiska. Ale nie sądzę by Keanu miał się, czego obawiać. Teraz, kiedy podnieśliście alarm i wszędzie pełno straży. Na jego miejscu nie zaryzykowałabym ponownego wejścia do katowni. Po prostu pilnuj by on jej nie opuścił. Znaleźliście Dalasaga?

- Jeszcze nie.- zaprzeczył.

Pokręciła głową.

- Lepiej żeby teraz nie szwendał się sam po mieście. Spróbuje powęszyć na miejscach zbrodni może dowiem się coś nowego.- zakończyła.

Na niewiele im się to jednak zdało. Anders odkrył ślady po jej zaklęciach czyszczących i wyciszających. Poza tym tym nie było żadnych tropów, za co pochwaliła się w duchu.

Tego wieczoru znów poszła do doków, ale twierdza nie wydawała już się jej taka groźna. Zamierzała porozmawiać z Keanu, jako Revenge, ale najpierw chciała dorwać Dalasanga. Według Earla był najgorszym z trójki. Ruszyła spokojnie do domu.

Wstała późno, bo na dziś nie przewidywała żadnego zadania. Leniwie założyła jedną ze swoich szat. Nie tych typowym dla magów, lecz raczej poszukiwaczy przygód. Szaty dla maga zawsze wydawały jej się zbyt słabe. Zbyt wielu magów ubranych w nich widziała martwych.

Zrobiła to. Zagrała wszystkim na na nosie. Templariuszom, Thraskowi. I nie dała się przejrzeć własnej drużynie. Jednak na samą myśl o tym, że mogliby się dowiedzieć, że to ona jest samozwańczym Revenge, coś aż ściskało ja w dołku. Dokończy to co zaczęła, a potem, Revenge zniknie. Aż do czasu, gdy będzie znów potrzebny.- zdecydowała.

W Wisielcu było o tej porze wielu ludzi. Rozsiadła się wygodnie w swoim ulubionym miejscy skąd widziała każdy zakamarek wątpliwej reputacji baru. Miała już zamówić piwo, gdy cos odwróciło jej uwagę. Tatuaż z gryfem. Przyjrzała się mu. Jego właściciel nie mógł mieć więcej niż 18 lat. Miał też jasne włosy dokładnie tak jak mówił Earl. Brakowało jedynie zbroi z wygrawerowanym na piersi mieczem, jaką nosili templariusze. Nie mogła się mylić. Zniknął w drzwiach męskiej toalety.

Spojrzała na swoje dłonie.

- Czekać aż wyjdzie i śledzić go?- pomyślała- A jeśli wtedy znajda go templariusze?

Rozejrzała się. W Wisielcu było dziś dość tłoczno. Mogła pójść za nim, a jeśli coś pójdzie nie tak mogła obronić się tym, że prowadzi przecież śledztwo i zabiera go do Katowni.

- Nie ryzykuj.- mówił jej cichy głos w jej głowie- Nie masz przebrania. Ktoś może cię zobaczyć.

Wstała idąc tak by jej sylwetka znalazła się w cieniu. Nikt na nią nie patrzył, a jeśli nawet była tu stałym gościem. Drzwi do męskiej toalety zasłaniała ścianka. Nikt nie zobaczył jak wchodziła.

Był tam. Stał do niej odwrócony tyłem. W każdej chwili ktoś mógł wejść. Spojrzała na kabiny, były puste. Rzuciła zaklęcie na swój głos i wyciągnęła nóż. Złapała go za szuje i przytknęła ostrze do gardła nim zaczął się bronić.

- Kazałam przekazać byś się mnie spodziewał.- usłyszała swój niski męski głos.

- Revenge.- było ostatnim słowem, jakie wypowiedział, gdy ostrze przejechało po jego szyi plamiąc jej szatę.

Usłyszała hałas i jedna z przegród kabin zaczęły się uchylać. Nie myśląc wiele rzuciła tam pierwszy czar, jaki wpadł jej na myśl- błyskawicę- i nie oglądając się wypadła na zewnątrz.

Wzięła wdech i spokojnie ruszyła do baru.

Nóż ukryła w szatach, rzuciła zaklęcie czyszczące na oślep. Podeszła do baru i zamówiła piwo.

Wdech- wydech, wdech wydech – powtarzała sobie.

- Stwórco ktoś tam był! Jak mogłam go nie zauważyć?- wyrzucała sobie zastanawiając się czy mógł coś widzieć.

Spod baru patrzyła kontem oka na wejście do męskiej toalety, i niemal zakrztusiła się piwem widząc jak wychodzi z nich Anders.

Skupiła się na piwie nic więcej. Jeśli ją widział będzie wiedzieć.

Podszedł do niej.

- Hawk, on tu jest.- powiedział szybko.

- Kto?- zapytała nie rozumiejąc.

Zaradziła się? Wydawało się, że zobaczył coś w jej spojrzeniu. Na policzku miał krwawe otarcie.

- Revenge.

- Co?- udała zdziwienie rozglądając się po Wisielcu, wokół było zbyt dużo ludzi- Widziałeś go?

- Nie. Właśnie zabił Dalasaga. Tak przynajmniej podejrzewam, ze to on.

- To może być każdy.- powiedziała rozglądając się uważnie.

- Hawk musze z tobą poważnie porozmawiać.

- A nie wolisz poszukać mordercy?.- powiedziała modląc się by na jej ręce nie było kropli krwi, nie odważyła się jednak na nią spojrzeć- Gdzie to się stało?

W męskiej toalecie. Obeszła go kierując się tam. Na podłodze zbierała się już ładna kałuża krwi. Wystarczyło jednak spojrzenie by zobaczyć, że jest martwy. Anders stał za nią, więc pozwoliła sobie na uśmiech zadowolenia i wtedy to do niej dotarło.

Nie zdjęła zaklęcia na głos.

Powiedziała zaledwie parę słów w Wisielcu, gdzie teraz było szczególnie głośno, ale i tak Anders musiał by być idiotą by nie zauważyć zmiany w jej głosie. Zwłaszcza, że tyle, co usłyszał go tutaj. Ściągnęła zaklęcie i chrząknęła.

- Cholerne piwo.- zaklęła- A Varric mówił, że będę mieć chrypkę jak przesadzę.

- Tu już nic nie możemy zrobić. Został tylko Keanu.- dodała. Odwróciła modląc się jej by jej spojrzenie wyglądało naprawdę na zmartwione.

Stał teraz spięty patrząc na nią.

- O co chodzi?- zapytała.

- Chodźmy stąd.- powiedział i wyszedł pierwszy, a ona wreszcie spojrzała na swoje dłonie i z radością zobaczyła że są zupełnie czyste, jak jej szata. Jeszcze miała szanse, Anders nie był głupi, ale wszystko działo się tak szybko.

Patrzyła jak templariusze wynoszą zwłoki, w Wisielcu zrobiło się nagle mniej ludzi. Nikt nie lubił templariuszy. Przynajmniej nie jak byli trzeźwi.

Siedział z boku i… patrzył na nią? Spojrzała na niego i spotkała jego zmartwione spojrzenie.

Nie wie. Nie wie. I ty my tez nie powiesz.- mówiła do siebie.

- Dwa piwa rzucił kelnerce.- gdy się przysiadła.

- Ja poproszę wino.- dodała szybko- O czym chciałeś porozmawiać?

- Hawk… myślałem o tym, myślałem o Revenge.

- Ja też, trudno go ocenić- powiedziała- z jednej strony walczy o sprawiedliwość

- Zemstę- poprawił ją Anders

Zignorowała go- Z drugiej nie jest to nic godnego chwały.

- Musze cię o cos zapytać Hawk i chce szczerej odpowiedzi.

- Pytaj.

Patrzył na nia, zaklęła w duchu, ale jej pokerowa twarz nawet nie drgnęła.

- Gdzie byłaś tej nocy, gdy zginęli pierwsi templariusze?

A jednak…- pomyślała.

Zamrugała teraz też patrząc na niego zdziwiona.

- Dlaczego pytasz?

- Nie było cię w Wisielcu.

- Nie każdy wieczór spędzam w Wisielcu.- odparła niemal sucho.

- Hawk proszę odpowiedz.

- Nie ufasz mi?- powiedziała i poczuła poczucie winy, gdy spuścił wzrok.- Miałam prywatna schadzkę z pewnym szlachcicem.

Jego usta niemal uniosły się w górę.

- To nie w twoim stylu.- odparł.

- Byłam z Merrill- rzuciła jak by to było cos najnaturalniejszego w świecie- Prosiła mnie żebym poszła z nią do obozowiska. Wiesz sam jak dogaduje się z Opiekunka.

Zobaczyła ulgę w jego spojrzeniu.

- Myślałem…- zaczął niepewnie.

- Że to ja jestem Revenge.- dokończyła poważnie.

- Ataki zaczęły się po tym jak nie udało nam się uratować tych magów z jaskini. Nie patrz tak na mnie, wiele rzeczy pasuje.- powiedział- Masz awersje do templariuszy.

- Jak połowa magów w tym mieście…

- Tak, ale połowy magów w tym mieście nie było by stać na coś takiego. Earl mówił, że postać była twojego wzrostu.

- Rozejrzyj się się- powiedziała starając się by jej głos był poważny, nieco zirytowany- Ile osób widzisz tu mojego wzrostu? Dlatego własne nie możemy go znaleźć, do zbyt wielu osób to pasuje. Za dobrze zaciera za sobą ślady. Widziałeś miejsce zbrodni? Nic tam nie pozostało.

- Boje się o ciebie. Jeśli była byś Revenge…. Znajdowałabyś się w wielkim niebezpieczeństwie.

Zagryzła wargę. Chcąc odpowiedzieć cos zgryźliwego. Według niego nie miała nic na sumieniu nie powinna być na niego zła.

- Rozumiem.- odpowiedziała spokojnie- Po prostu zaufaj mi. Nie chce byśmy oskarżali się nawzajem, podczas gdy prawdziwy skrytobójca jest na wolności.

- Pewnie masz rację. Po prostu ostatnio byłaś trochę nieobecna duchem.

- Myślałam o Bethany… matce… - wymieniła swoją rodzinę, która zginęła przez zbytnią wiarę w magie lub szalonego maga krwi- Myślałam- mówiła cicho- Czy to wszystko stało się… przez magię…

- Hawk wcale tak nie myślisz, magia nie jest niczemu winna!- usłyszała jego głos i już wiedziała, że złapał przynętę.

Teraz to był już tylko oburzony Anders z którym umiała sobie poradzić.

Wróciła do domu czując jak boli ją głowa. Nie powinna tego robić. Nie w środku dnia w Wisielcu. Co ja pokusiło? Poczuła się zbyt pewnie, gdy Thrask oddał jej śledztwo? Koniec. Od teraz żadnych wygłupów. Wystarczały jej podejrzenia Andersa. Martwił się o nią wiec spyta Merrill a ona potwierdzi i będzie czuł się głupio, że ją oskarżał… I wszystko wróci do normy. A jeśli nie? Do tego nie mogła dopuścić. Nie potrafiłaby mu spojrzeć w oczy. Z jednej strony mówiła sobie nie powinna sobie tego wyrzucać. Nawet Anders popierał Revenge. Do czasu aż zaczął podejrzewać, że ona nią jest. Z drugiej, dobrze wiedziała, że wystawia się na wielkie niebezpieczeństwo bawiąc się w mściciela. Wiedziała, że do tej pory miała dużo szczęścia. Kiedy teraz myślała o samotnym wejściu do twierdzy czuła zimny dreszcz na plecach. Nie potrafiłaby powtórzyć tego wyczynu. Zdała sobie sprawę, że zbyt dużo miała do stracenia. Gdyby uzdrowiciel się dowiedział, nie mogłaby mu spojrzeć w oczy. Anders był tylko przyjacielem, ale, wiedziała, że nikogo takiego już nie pozna. Nikogo, kto będzie ją tak dobrze rozumiał. Właśnie dlatego nie mogła dopuścić by się dowiedział.

Ale Revenge nie chciał odejść. Chciał spojrzeć jeszcze raz w oczy Keanu i upewnić się, że nie złamie danego słowa. Chciał znaleźć innych i sprawić by magowie w kręgu mogli czuć się bezpiecznie. Chciał by templariusze się bali. Jednego maga… Uśmiechnęła się. Nie, Revenge nie chciał odejść.

Rano ruszyła pod bramę by spotkać się z wybraną na dziś drużyna i wraz z uzdrowicielem, Fenrisem i krasnoludem ruszyli na wybrzeże. Szła przodem zadowolona, że Varric zajmuje całą uwagę Andersa i wróciła do misji Revenge.

Został jej juz tylko jeden cel. Nie sądziła, że przestraszony rekrut mógł być groźny. Nie wiedziała jednak jak się do niego zbliżyć. Pojawianie się na powrót w twierdzy nie brała już pod uwagę. Sama kazała mu przecież nie upuszczać twierdzy.- pomyślała niewesoło.

- Hawk!- usłyszała krzyk Andersa i rzuciła się na ziemię. Lodowy pocisk przemknął obok niej, gdy z zza skał wyskoczyła grupka bandytów rabujących zwykle wędrujących kupców, na których dostali zlecenie. Wstała niezbyt zadowolona ze swojej nieuwagi i złapała za kostur posyłając w rozpraszających się już bandytów niezawodną kule ognia. Przydrożni rabusie nie byli trudnymi przeciwnikami, a ona zabrała dziś najlepszy skład. Jej magia w połączeniu z zaklęciami uzdrowiciela, brutalną siłą elfa i zdolnościami Varrica do wykrywania wszelakich pułapek stanowiły zabójczą mieszankę. Udało im się nawet odzyskać cześć zrabowanego sprzętu.

Po wizycie u pośrednika ruszyli do Wisielca. Anders musiał wrócić do kliniki, a towarzystwo wiecznie ponurego elfa i gadatliwego krasnoluda niezbyt jej odpowiadało. Zamówiła piwo i usiadła przy barze korzystając z jedynej chyba okazji, kiedy nie zajmowała go Izabela.

Obserwowała niemal się uśmiechając jak Varric tłumaczył coś elfowi, a ten z coraz bardziej zirytowaną i znudzoną miną nie dawał się przekonać. Krasnolud był sprytny. Gdy się poznali, dzięki swoim kontaktom to on stanowił jej oczy i uszy w mieście. Ale teraz wszystko się zmieniło. Czasem przez jego kąśliwe uwagi miała go serdecznie dość. Spojrzała na elfa. On wcale nie był lepszy. Odpowiadał krótko, jakby jego monosylaby wyczerpywały temat. Gdy musiał coś tłumaczyć w jego głosie pojawiała się irytacja, jakby mówił coś, co każdy dobrze już wcześniej wiedział. Białe linie na jego skórze zwiększały jego umiejętności, ale zostały nadane podczas mrocznego rytuału, który nie należał do najprzyjemniejszych. Dlatego też, nie przepadał za dotykiem gołej skóry i z tego samego powodu wiecznie chodził w pancerzu. Nie pamiętał też nic co działo się wczesniej. Często ją irytował swoimi uwagami dotyczącymi magii. Odwróciła szybko wzrok, gdy spojrzał na nią. Tak, jego umiejętności w odkrywaniu przeciwnika były nawet lepsze od krasnoluda, a przecież Varric był łotrzykiem. I przydawały się podczas ich zadań, ale tylko podczas zadań.- pomyślała i zerknęła ukradkiem jeszcze raz w jego stronę, gdy odwrócił już wzrok.

Skończyła piwo i wyszła z karczmy kierując się na targ Górnego Miasta.

Na rynku spotkała Ser Thraska. Chcąc nie chcąc podeszła by nie pomyślał ze go unika.

- Hawk dobrze, że jesteś.- powiedział z ulga na jej widok.

-Coś się stało?
- Kenu, uciekł.

- Co?- zapytała zaskoczona.

- Dowiedział się, że Dalasang nie żyje i chyba nie wytrzymał. Poszedł go szukać.

- Revenge.- powiedziała- Musimy go znaleźć.

- Obawiam się, że nie my znajdziemy go pierwsi. Jeśli on na niego polował to ten chłopak już nie żyje.

- Musimy spróbować.- powiedziała czując się głupio.

Thrask był w porządku, a ona znów go oszukiwała.

- Anders- pomyślała to wszystko przez ciebie!

- Pomożesz nam?- zapytał.

- Nie.- odpowiedziała- Nie chce się już w to mieszać. Chyba nie chciałam od samego początku.

- Rozumiem. Wiem, że popierasz Revenge.- przyznał.

- Po części.- powiedziała- Po prostu nie zdołałabym go oskarżyć. Nie potrafiłabym go do was przyprowadzić.

- W porządku. Chyba jednak będziemy musieli poradzić sobie sami.

- Powodzenia.- powiedziała i patrzyła jak templariusz odchodzi, po czym ruszyła do domu.

-Głupiec- pomyślała mając na myśli Keanu- Pierwsi lepsi bandyci go zabiją nie będzie musiał jej szukać. Jak tylko słońce zniknęło za horyzontem, przebrała się i zniknęła w cieniu ulicy.

I jak się spodziewała był tam. Stał samotnie w jednej z najciemniejszych uliczek w dokach, a ona zastanawiała się, jakim cudem ominęły go uliczne bandy.

Chciała ruszyć w jego stronę, ale cos ją powstrzymało. Chłopak rozglądał się panicznie na wszystkie strony. Przysięgła by, że z tej odległości widać było jak drży ze strachu.

- I to jest ten twój straszny templariusz? Przeciwko któremu tak walczysz?- usłyszała głos w swojej głowie.

- Tak.- odpowiedziała sobie- Teraz tak wygląda, ale gdyby nie Revenge miał by na sumieniu jeszcze wiele magów.

Rzuciła zaklęcie na głos i ruszyła w jego stronę. Nie chciała z nim rozmawiać na środku ulicy. Rzuciła na niego uderzenie umysłu i zamarła, gdy odbiło się nieszkodliwie. Najwyraźniej należał do tych nielicznych rycerzy u których spożywanie lyrium sprawiło, że byli odporni na cześć zaklęć mentalnych.

Chłopak podskoczył na jej widok.

Ogień sam popełznął po jej dłoni schowanej pod długim płaszczem. Rozluźniła dłoń i ogień zgasł. Był zupełnie sam.

- Szukałeś mnie.- usłyszała swój zmieniony magia głos.

- I tak byś po mnie przyszedł.- powiedział. Wydawało się, że w jego oczach nie było już strachu, był gotowy na śmierć.

- Wiesz, dlaczego tu jestem.- powiedziała.

Skinął głową.

- Żałujesz tego, co zrobiłeś?- zapytała.

Skinął głową. Wydawało się, że usta nie chcą już go słuchać. W końcu wybąknął ledwie słyszalne- Tak.

Podeszła do niego, a on cofnął się gwałtownie wpadając na pobliskie pakunki. Uklękła obok.

- Daj dłoń.- podał jej, a ona złapała jego drżącą rękę i ścisnęła.

- Daj mi słowo, że już nigdy nie podniesiesz reki na żadnego maga.

Wpatrywał się w nią zahipnotyzowany.

- Nigdy już… nigdy…- zdołał tylko wyszeptać.

Wyciągnęła nóż i nakreśliła na jego ręce krwawy znak.

- Zostałeś naznaczony- powiedziała- Jeśli nie dotrzymasz słowa wrócę po ciebie. A teraz idź.- dokończyła i wstała.

Chłopak wstał nie wiedząc, co robić.

- Zanim się rozmyślę.- dodała spokojnie.

Odwrócił się i pobiegł przed siebie. Miała tylko nadzieję, że nie wpadnie w jakiś dół po drodze. Schowała nóż i ruszyła do Mrokowiska. Wiedziała, że Andersa czeka dziś ciężka noc. Słyszała o tamtejszych zamieszkach.

Weszła do przejścia prowadzącego do jej domu i wrzuciła tam płaszcz i sztylet.

Gdy weszła do Kliniki pochylał się nad dzieckiem. Podniósł głowę jak by wyczuwając jej obecności.

-Pomyślałam, że będziesz potrzebował pomocy.- powiedziała.

Wskazał jej ludzi czekających w kolejce.

Westchnęła. Ale chyba tego właśnie potrzebowała. Wyrzuty sumienia musiała zagłuszyć pracą społeczną.

Gdy skończyli oboje byli zmęczeni. Zdała sobie sprawę, że Anders pracował odkąd tylko wrócili. Na jego dłoniach widać było białe plamy oznaczające wyczerpanie magiczne.

- Cholera, Anders cos ty z sobą zrobił!- powiedziała i nim zdążył zaprotestować położyła mu dłonie na ramionach przenosząc lecznicza energię.

Czuła jak jego ciało się rozluźnia, a skóra znów przyjęła normalny kolor.

Zabrała dłonie i usiadła na pobliskim stole czując jeszcze wyraźniej zmęczenie. Oddała mu cześć własnej energii.

- Chyba musze ci częściej pomagać.- powiedziała.

- Nie obrażę się.- powiedział ciepło, ale wyczuła coś w jego głosie i zdała sobie sprawę, że odkąd przyszła nie odezwał się do niej.

- Słyszałem, że Kenu uciekł.

- Tak, odmówiłam pomocy Thraskowi. Nie sadzę żeby to był dobry pomysł. Nigdy nie powinnam się za to zabierać.

- Nie tylko za to.

Tylko nie to…

- Co masz na myśli?

- Byłem u Merrill. Potwierdziła, że była z tobą.

Patrzyła na niego.

- A potem byłem u Opiekunki.

Musiał zobaczyć zmianę na jej twarzy.

- Potwierdziła, że w obozowisku była Merrill, ale nie ty.

Wstała.

- Nie musze ci się ze wszystkiego spowiadać, Anders.

- To prawda… ale wiesz, że możesz mi zaufać, Avannath.

- Jak na razie to ty nie ufasz mi.

- Nie, to nie tak. Byłem u Merrill i wracałem właśnie do Kliniki, kiedy przypomniałem sobie nasza rozmowę w Wisielcu. Kiedy zapytałem czy jesteś Revenge obróciłaś wszystko w żart, powiedziałaś bym ci zaufała, ale… Nie zaprzeczyłaś. Nigdy tego nie zrobiłaś.

Westchnęła.

- Naprawdę myślisz, że mogłabym być Revenge!- zapytała pozwalając by gniew pojawił się w jej głosie- Włamać się do zakonu? Postawić w stan gotowości cały krąg?- zakończyła niemal ironicznie.

Nie spodobało jej się jego spojrzenie.

- Tak.- odpowiedział nie spuszczając z niej wzroku- Myślę, że ty byś mogła.

- To śmieszne.- powiedziała czując rosnącą panikę i ruszyła do drzwi by jak najszybciej znaleźć się z dala od niego.

Poczuła mocny uścisk na ramieniu. Skrzywiła się. Zbyt mocny.

- Nie możesz teraz odejść.- powiedział.

Powoli odwróciła się i spojrzała na niego. Uścisk zelżał. Widziała to w jego oczach, niepewność. Troskę. Tego właśnie nie chciała zobaczyć. Nie chciała…

- Zrób to teraz- powiedział- Powiedz, że nim nie jesteś.

- A jeśli nim jestem?- zapytała po chwili z lekkim uśmiechem- Nie sądzisz, że mogłabym cię okłamać?

- Nie- zaprzeczył szybko nie spuszczając z niej wzroku- Bo znam cię już zbyt długo. Nie okłamujesz ludzi, których szanujesz. I dlatego że jak cię nigdy nie okłamałem. Nawet, gdy chodziło o Justica.

Uśmiech znikał z jej twarzy wraz z jego kolejnymi słowami.

Nie…. Nie mogę. Nie potrafię go okłamać, ale nie mogę powiedzieć mu prawdy. Nie chce by tak o mnie myślał.

- Powiedz, że nim nie jesteś i już nigdy nie wrócę do tego.

Spuściła wzrok by nie widział toczącej się w niej bitwy. Nie mogła zrobić jednego, a nie potrafiła drugiego.

Nie mogę ci powiedzieć, że to ja. Że z bohaterki stałam się zwykłym skrytobójcą…

- Hawk!- przypomniał się Anders domagając się odpowiedzi. Widziała jego napięte spojrzenie.

Otworzyła usta, ale nie powiedziała tego, co zamierzała. Proste- Mylisz się. Nie mogło jej przejść przez usta.

Spuściła wzrok. Przegrała.

- Niech cię szlag Anders.- rzuciła cicho i uwolniła rękę. Wyszła z kliniki i trzasnęła za sobą drzwiami budząc chyba wszystkie szczury w okolicy. Nie minęła jeszcze schodów, gdy na cos wpadła.

- Wszystko w porządku, Hawk?- zapytał Fenris i wtedy zobaczył jej twarz- Co on ci zrobił!

- Nic!- wypaliła- Zostaw go w spokoju i zajmij się sobą w tym jesteś najlepszy!- wyrzuciła z siebie i zniknęła w przejściu do domu, zostawiając oniemiałego elfa.

W drzwiach Kliniki pojawił się Anders. Spojrzał na przejście do domu Hawk, a potem na elfa.

- Tobie też się dostało?- powiedział niemal przyjaźnie.

- Co ją napadło?- rzucił Fenris.

Anders nie odpowiedział.

Spojrzał na swoje dłonie czując rozchodzącą się jeszcze w sobie fale uzdrawiającej energii od Avannath.

Zamknęła się w domu i kazała Bodhanowi nie wpuszczać Andersa i Fenrisa, jeśli ci pojawialiby się. Zrzuciła z siebie szaty i weszła pod prysznic. Na jej dłoni widniała kropla krwi Keanu. Uśmiechnęła się kwaśno.

- To już nie ważne.- pomyślała- Wszytko stracone. Anders już wiedział. A przez jej własne śledztwo znał każdy jej krok.

Jak mogła do tego dopuścić?- zastanawiała się. Opiekunka. Nie pomyślała o Opiekunce. Nie doceniła go. Wisielec, już wtedy powinna była poczekać. Miał racje, nie zaprzeczyła. Już wtedy podświadomie nie potrafiła go okłamać, a przed chwilą sam zmusił ją do wyznania.

Jak głupio się czuła. Co on mógł teraz o niej myśleć? Bawi się w mściciela, wyżywa na templariuszach… Przestała, bo głowa zaczynała ją bolec coraz bardziej.

A jeśli powie pozostałym? Nie powie. Anders jej nie wyda. Wiedziała o tym i dlatego to bolało jeszcze bardziej. Zakopała się w pościeli nie zamierzając wychodzić z niej do sądnego dnia.

Czas mijał, a ona czuła się tylko jeszcze gorzej. Nagle zauważyła, że ktoś siedzi obok łóżka.

To było silniejsze od niej, na jej dłoni zapłonęła kula ognia.

- Spokojnie- powiedział Varric- Aż tak się nie musisz gniewać. Jeśli chcesz to sobie pójdę.

Rozluźniła dłoń i kula ognia zgasła.

- Długo tu jesteś?- zapytała.

- Jakieś pół godziny.- odparł. Spojrzała na okno było już ciemno.

Przespała cały dzień.

Usiadła.

- Anders cię przysłała?- zapytała ostrożnie

- Nie.

Varric musiał zobaczyć ulgę w jej oczach.

- Hawk, co się z wami dzieję? Fenris mówił się pokłóciliście.

- Tak powiedział?- powiedziała pozornie obojętnie.

- Tak. O cokolwiek wam poszło najwyższy czas o tym zapomnieć. Anders od wczoraj nie opuszcza kliniki! Byłem u niego i zbył mnie słowami. Potem poszedłem do Wisielca! Merrill wygląda jak siedem nieszczęść i powtarza, że wszystko to jej wina, a elf, zamierza chyba dorównać w piciu Izabeli. Podobno jemu tez się dostało.

- Rykoszetem.- powiedziała pozwalając sobie na smutny uśmiech.

- Musisz wyjść z tego gniazdka i zakończyć to szaleństwo.

Nie odpowiedziała. Nie miała zamiaru stąd wychodzić.

- Potrzebuje jeszcze trochę czasu.

- Hawk, dziś, zaraz! O cokolwiek wam poszło nie wierze, że nie da się to naprawić.

Zobaczył ból w jej oczach.

- Nie wiedziałem, że jesteście z ze sobą tak blisko.

- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Ale i nigdy nie będę mieć lepszego. Nie zasługuje na niego.

Krasnolud przewrócił oczami.

- Hawk, przestań ty też wypłakiwać sobie oczy. Trochę odwagi i wszystko się ułoży. Uwierz mi.

- Dobrze.

- Chce cię widzieć za godzinę w Wisielcu.

- Hawk!- Krzyknął widząc znów ten wyraz jej twarzy- To nie koniec świata.

- Dobrze przyjdę tylko już nie krzycz.

- Więc zostawiam się teraz.

Gdy wyszedł opadła znów na poduszki. Godzina, a czuła że potrzebujesz jeszcze, choć tygodnia. Wstała i spojrzała w lustro.

- To wszystko twoja wina.- powiedział z wyrzutem patrząc na odbicie.

Czy mogła zignorować, Varrica? Pewnie tak, ale nie mogła zostawić Merrill i elfa. Oni nie byli niczemu winni.

Ubrała się i uczesała włosy.

- Nie jestem słaba.- powiedziała- Nie jestem słaba. Jestem Revenge i postawiłam w stan gotowości cały krąg, cholera, nie jestem słaba!

Wiedział, że najgorzej będzie spojrzeć znów Andersowi w oczy teraz, gdy już wie.

- Dam sobie radę, dam sobie radę, - powtarzała sama do ciebie, otworzyła drzwi i zobaczyła postać maga, który najwyraźniej nie mógł się zdecydować czy zapukać

- A jednak nie.- dodała w myślach i szybko zamknęła drzwi.

Jakimś cudem zdążył jednak włożyć rękę w szparę.

- Avannath zaczekaj!- powiedział Anders wchodząc, odsunęła się- Musimy porozmawiać.- dodał.

Ogień płonął w kominku obok. a ona nagle pouczyła, że trzęsie się z zimna.

Odwróciła się do niego plecami.

- Wiesz już to, co chciałeś, powinno ci to wystarczyć.- rzuciła.

- Hawk nie mów tak… Ja martwiłem się o ciebie, a im bardziej się nad tym zastanawiałem tym bardziej czułem, że to ty. Mysłałem już że wariuje. Musiałem zapytać... A wtedy w Wisielcu…

- To byłam ja.- powiedział cicho.

- Wiem.

- Przepraszam za tą błyskawicę.- powiedziała po chwili- Nie zuważyłam cię. Gdyby było inaczej…

- Wiem….- powiedział i stanął przed nią nie potrafiła jednak podnieść wzroku- Avennath spójrz na mnie.

Zamknęła oczy.

Objął ją.

- Rozumie cię. Ja też ich nienawidzę. To, co zrobiłaś… Dałaś im nadzieję, ale jednocześnie naraziłaś się na ogromne niebezpieczeństwo. Byłaś w Katowni, stwórco gdybym wiedział, nigdy bym ci na to nie pozwolił… Dlaczego tam poszłaś?

Wzruszyła ramionami.

- To było silniejsze ode mnie.- powiedziała- Wiedziałam, że gdybym zastanowiła się nad tym brakłoby mi odwagi.

- Avannath, jeśli by cię złapali… Nie wiem, co bym zrobił…

- Nic głupszego ode mnie już nie mógłbyś zrobić.

- Uśmiechasz się- powiedział z ulgą i musnął jej usta dłonią.

W końcu podniosła wzrok i spojrzała na niego. Nie zobaczyła rozczarowania, jakiego się spodziewała tylko troskę.

- Nie chciałam byś się dowiedział.- powiedziała- Nie ty.

- Obiecaj mi, że nie zrobisz tego więcej.- powiedział- Nie wystawisz się na takie niebezpieczeństwo.

- Nie będę już tak ryzykować.- przyznała.

- I Revenge już nie pojawi się w Kirkwall.

- Tego ci nie mogę obiecać..- sprzeciwiła się- ale nie pojawi się w najbliższym czasie.

- Na razie mi to wystarczy.- powiedział po namyśle.

- Myślałem o tym templariuszu- dodał po chwili- Kenu, zamierzasz go oszczędzić prawda? W innym wypadku nie radziłabyś mu zaprzyjaźnić się z magami.

- Widziałam się z nim wczoraj nim przyszłam do kliniki.

- Och….

Widziała, że patrzy na nią pytająco.

- Jako Revenge?

- Dostał od niego ostrzeżenie to wszystko.

Widziała że kamień spadł mu z serca.

- Nie rozpoznał cię?

- Anders.- powiedziała z wyrzutem.

- Przepraszam, wiem.. sama to kiedyś mówiłaś. Revenge nie da się tak głupio złapać nie zostawia żadnych śladów.

- Och przestań.- uśmiechnęła się, ale już prawdziwym uśmiechem.

- Postrach kręgu i nadzieja zniewolonych magów.- dokończył poważnie uśmiechając się jednak lekko.

- Dzięki że nie powiedziałeś pozostałym.

- Wesz, że możesz mi zaufać.

- Wiem.

- Chodźmy do Wisielca. Musisz coś zrobić z Merrill, bo wygląda na to ze wszystką winę wzięła na siebie, a elf… -zastanowił się- W sumie nie wiem, co się dzieję w tej jego małej głowie.

- Więc czeka mnie jeszcze ciężki wieczór.

- Tak, ale już ze mną u boku i Avannath. Nie chce żebyś już robiła coś takiego bez mojej wiedzy. Jeśli będę wiedział gdzie jesteś i co robisz, będzie mi łatwiej…

- Mnie chronić.- dokończyła.

To był jeden z powodów, dlaczego nie chciała mu nic powiedzieć. Będzie bał się o nią i jeszcze wpadnie przez to w kłopoty. Wiedziała już, że będzie go trzymać jak najdalej od ciemnych sprawunków Revenge.

- Chodź. –pociągła go za sobą.

Na twarzy Varrica pojawiła się ulga, gdy zobaczył ich razem wchodzący do Wisielca.

- Dzięki Stwórcy!- powiedział, gdy podeszła do niego- Teraz zrób cos z tym.- Skinął głową. I zobaczyła Merrill siedzącą w ciemnym koncie i patrzącą na nią niepewnie.- Bo serce mi się kraje jak na nią patrzę.

- Musze…-zwróciła się do Andersa.

- Idź.- powiedział, posłała mu uśmiech. Usłyszała jeszcze, jak Varric pyta maga, o co im tak naprawdę poszło i poczuła ciepło na sercu. Wiedziała, że u Andersa jej sekret jest bezpieczny.

- Merrill… -zaczęła podchodząc do niej.

- Przepraszam Hawk- wyrzuciła dalijka niemal płaczliwym głosem- Powiedziałam Andersowi to, co mi mówiłaś, ale nie pomyślałam o tym by uprzedzić Opiekunkę, ja…

- Merrill to ja powinnam o tym pomyśleć. Albo ogóle odrzucić ten pomysł. Anders jest zbyt mądry na to. To było głupie z mojej strony.

- Och, widziałam, że weszliście razem. Czyli już się pogodziliście?

- Tak.

- Tak się cieszę, i przepraszam. Obiecuje, że więcej cię nie zawiodę.

- Merrill nie zawiodłaś mnie.- tłumaczyła- Dowiodłaś tylko tego że mogę na ciebie liczyć. Anders nie domyślił się tego, co chciałam ukryć przez to, co usłyszał od opiekunki. Sama się wydałam później a potem… nie potrafiłam go okłamać.

- Kochasz go.- powiedziała dalijka.

- Nie.- zaprzeczyła- to za dużo powiedziane- Anders jest po prostu przyjacielem, jakiego nigdy nie miałam. Chodź usiądziesz z nami.

Postawiła przed Merrill jakiś sok i rozejrzała się za elfem. Varric miał racje. Siedział teraz obok Izabeli i najwytrawniej zamierzali wypić wszystko, co znajduje się w piwnicach Wisielca.

Poczuła kamień w sercu na myśl o rozmowie z nim. Dlaczego? Zapytała sama siebie, ale nie znała odpowiedzi. Powiedziała mu by zajął się sobą bo w tym jest najlepszy. Powiedział to, co myślała już od dawna. Nie wyglądało na to by przez ten czas zaprzyjaźnił się z kimś z ich grupy. Nie przywiązywał do niczego wagi oprócz własnych wartości. Nie można mu było mu nic wytłumaczyć. Zawsze jednak lojalnie stał przy niej, nawet jak się nie zgadzali. Nie zasłużył na takie słowa. Z ciężkim serce ruszyła w stronę baru.

- Fenris.- zaczęła- Chciałabym z tobą porozmawiać- Izabela wydała potężne beknięcie- ale…- zawahała się- nie wiem czy jest to najlepsza chwila.

- Siadaj z nami Hawk- rzuciła piratka i pociągnęła ją między nich. Znalazła się teraz niebezpiecznie blisko elfa.

Spojrzał na nią. Spodziewała się, że po wypiciu takiej ilości alkoholu jego wzrok nie będzie zbyt bystry. Był jednak. Patrzył na nią zupełnie wyraźnie. W duchu przeklęła słabe trunki tej budy.

- Ja… -zaczęła zdając sobie sprawę, że jest bystro obserwowana przez Izabelę.

- Napij się będzie ci łatwej!- powiedziała piratka podsuwając jej do ust wino. Chcąc nie chcąc pociągła kilka łuków.

- Widzisz.- powiedział ucieszona Rivianka, że pomogła.

Uśmiechnęła się do niej z przymusem i znów spojrzała na elfa. Nadal na nią patrzył.

- Fenris, przepraszam za to, co wtedy powiedziałam. Byłam wzburzona, a ty po prostu znalazłeś się w złym miejsc i w złym czasie.- nie odpowiedział nic- Tak naprawdę wcale tak nie myślę.

- Nie umiesz kłamać Hawk.- powiedział patrząc na stojące przed nim wino.

- Wierz mi umiem.- powiedziała z taką pewnością, że nawet ją to zaskoczyło.

Elf spojrzał na nią zastanawiając się prawdopodobnie, co miała na myśli. Westchnęła w duchu. Musiała się bardziej postarać.

- Jest mi głupio z powodu tego, co powiedziałam. Nazwałam cię samolubnym, a przecież odkąd pracujemy razem jesteś lojalny i nigdy nie odmówiłeś udziału w żądnej misji. Stałeś u mojego boku- czy naprawdę tak to ujęła?- nawet, gdy się ze mną nie zgadzałeś. Bez ciebie wiele misji było by o wiele trudniejszych. Jesteś ważnym, członkiem naszej drużyny i nigdy nie chciałabym cię obrazić podobnymi słowami.

- W porządku.- powiedział po chwili obojętnie wracając do szklanki wina.

- Tylko tyle?- rozzłościła się i miała ochotę wytrącić mu ją z ręki. Uspokój się- powtarzała sobie- On już tak ma. On już tak po prostu ma.

- No widzisz!- ucieszyła się Izabela rozumiejąc że już najwyraźniej się pogodzili i zwróciła swojego ogromne oczy na Fenrisa- Mówiłam, że tak naprawde cię lubi! A ty mi nie wierzyłeś!

Elf zakrztusił się winem, a na jej policzkach wykwity rumieńce.

- Już nie żyjesz Izabela.- pomyślała, i rzuciła Andersowi błagalne spojrzenie.

Na szczęście akurat patrzył na nich i je wyłapał. Nie mięły dwie sekundy, a poczuła jego rękę na swoim ramieniu.

- Hawk, chcemy z Varrickiem coś tobą omówić.

- Już idę.- powiedziała z ulgą, rzuciła Izabeli spojrzenie rządne krwi i odeszła z magiem.

Fenris patrzył jak razem odchodzą.

- Są razem.- powiedział po chwili obojętnie.

- Nie.- zaprzeczyła Izabela dziwnie czystym głosem.

- Skąd możesz to wiedzieć?

- Wierz mi, wiem jak kobieta patrzy na swojego mężczyznę i to na pewno nie jest Anders.

- Zaraz…- spojrzał na nią nagle- czy ty przypadkiem nie byłaś właśnie pijana w sztok?

Rivianka uśmiechnęła się szeroko.

- Och przestań, nie mogłam się powstrzymać żeby się trochę nie zabawić waszym kosztem.

- Zaczynam się ciebie bać.- rzucił Fenris i wrócił do swoich myśli nad prawie pustą szklanką.

- Co jest?- zapytał mag, gdy dosiedli się do Varrica i Merrill.

- Izabela.- mruknęła jak by to wszystko wyjaśniało.

Mag nie pytał o nic więcej. Sam wolał się trzymać z dala od bezpośredniej i rozpustnej piratki, która była z nimi tylko dlatego, bo jej okręt rozbił się gdzieś na rafach.