Rada Aveliny
Dla uspokojenia siebie i Andersa zajęła się wykonywaniem zwykłych misji. Ta mogła być niebezpieczna, dlatego teraz szła mając za sobą milczącego elfa, maga który wykorzystywał każdą okazję by pokazać Fenrisowi, gdy ten tylko się odezwał błąd w jego rozumowaniu i Varrica wrzucającego do każdej konserwacji sarkastyczne riposty.
Revenge nie dał o sobie znać od kilku dni. A ona coraz częściej zastanawiała się skąd wziąć kolejne nazwiska. Napadanie w dokach na templariuszy nie wydawało jej się już takim dobrym pomysłem. Choć trochę ją to kusiło. Musiała jednak przyznać, że każdy z nich mógł podać jej najwyżej parę celi. A nie chciała poprzedzać akcji Revenge porwaniami. Nie mogła tez mieć pewności, że nie trafi na kogoś, kto nie ma nic na sumieniu. Bała się też, że porwany templariusz zacznie wyrzucać pierwsze lepsze nazwiska, lub co gorsza nazwiska swoich wrogów. Zupełnie niewinnych osób. Przydałby się jej ktoś taki jak informator Andersa. Gdyby jednak zaczęła pytać Nielsen domyśliłby się, że mag pomaga Revenge. Skąd mogła wziąć takie informacje nie wzbudzając niczyich podejrzeń? Wkraść się do twierdzy i posłuchać nocnych rozmów strażników?- pomyślała kwaśno.
- Hawk, co ty o tym myślisz?- usłyszała Varrica.
- Przepraszam, nie słuchałam was. O co pytałeś?
- Ostatnio w ogóle chodzisz z głową w chmurach. Ponury elf upiera się żeby zawsze chodzić w tej swojej kolczudze.
- Pancerzu.- powiedział mocno znudzony już Fenris- I to nie jest twoja sprawa krasnoludzie. Ludzie Danariusa mogą zjawić się w każdej chwili, musze być na to gotowy.
- Widzisz Hawk? Założę się, że nawet pod prysznic wchodzi w pełnym rynsztunku, bo boi się, że jakiś łowca wyskoczy z nagle z klozetu…
- Skąd wziąć taką listę…- zamyśliła się ignorując ich- Zaraz, lista! Nagle wpadła na genialny pomysł.
- Hawk!- Varric najwyraźniej domagał się poparcia.
- No, więc, Varric ma rację. Czasem mógłbyś zrzucić część rynsztunku i pokazać trochę ciała.- rzuciła nie myśląc wiele by wreszcie dali jej spokój.
Varric wybuchnął śmiechem. A Anders i elf patrzyli na nią tak, jakby nagle zamieniła się, w co najmniej wicehrabiego.
Szlag. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
- Miałam na myśli…, że powinieneś się czasem przebrać… w coś lżejszego.- powiedziała nieporadnie.
- W co na przykład?- podsunął Varric najwyraźniej doskonale się bawiąc.
Zmroziła go wzrokiem.
- Varricu…- zaczęła a jej oczy ciskały błyski.
- Pomyślę nad tym.- powiedział nagle Fenris patrząc gdzieś za horyzont.
Ignorując opadniętą z wrażenia szczękę krasnoluda odwróciła się i rzuciła krótko.
- Idziemy.
Nie mogła już skupić się na pomyśle, na który wpadła zastanawiając się czy naprawdę się nie przesłyszała. Zwolniła zrównując się z nimi i ukradkiem spojrzała na elfa. Miał jednak taki sam wyraz twarzy jak zwykle. Jak by nic się właściwie nie stało. Poczuła znów rumieńce na twarzy. Przed chwilą praktycznie powiedziała, że chciałaby go widzieć nago, a wszystko przez krasnoluda.
Kontem oka widziała na sobie wzrok Andersa. Czy mogła palnąć cos głupszego?
Na szczęście docierali już do jaskiń. Na spotkanie wyszedł im templariusz.
- Przysyła mnie Ser Thrask, mówił, że przyda wam się moja pomoc.
- Tak, jestem Howl. Jesteś apostata Hawk.- Każdy w mieście to wie- dodał widząc jej minę- W jaskini ukrywa się kilku magów zbiegłych rano z kręgu. Jeśli wejdę tam ze swoimi ludźmi najpewniej skończy się stratami po obydwu stronach.
- Dlatego poślecie mnie.
- Tak, spróbuj ich przekonać by wrócili. Zawsze broniłaś magów, jesteś bohaterką Kirkwall posłuchają cię.
- Skąd pomysł, że chcemy żeby wrócili do kręgu?- odezwał się Anders i templariusz dopiero teraz spojrzał na niego.
- Zobaczymy, co da się zrobić.- powiedziała stając pomiędzy nimi.
- Dobrze- powiedział templariusz tracąc zainteresowanie- Będziemy tu na was czekać.
- Nie rób tego więcej.- powiedziała, gdy znaleźli się w jaskiniach- Nie ściągaj na siebie ich uwagi.
- Nie oddamy magów do kręgu.- powiedział twardo.
- Poczekamy tylko aż będą mieć kogoś na sumieniu wtedy to będzie usprawiedliwione.- powiedział chłodno elf.
- Nie wszyscy madzy są tacy sami.- powiedział uzdrowiciel zatrzymując się przed Fenrisem.
- Znowu to samo.- pomyślała.
- Ja o tym zdecyduje.- powiedziała kładąc rękę na ramieniu Andersa- Najpierw chce z nimi porozmawiać.
- Dobrze.- powiedział patrząc na elfa i ruszył z nią przodem.
Zwolniła. W jaskiniach było cicho. Zatrzymała się i wyciągnęła kostur. Słyszała ciche otarcie stali wiedząc, że pozostali tez wyciągnęli broń. Spojrzała na Andersa.
Westchnął zirytowany i też sięgnął po kostur.
Ruszyła przodem i uskoczyła, gdy nagle spod jej stóp wyłoniła się płonąca postać.
- Demony.- powiedziała i sięgnęła po magię.
Lód objął płomienie przygaszając je na chwilę. Widziała kątem oka jak wokół nich pojawia się jeszcze kilka płonących postaci.
- Anders zamieć!- rzuciła i stanęła przed nim by go osłonić, podczas gdy będzie rzucał długie zaklęcie. Nie cofnęła się ani o krok, gdy nagle trzy zjawy ruszyły w jej stronę. Rzuciła na jednego magiczną strzałę i sięgnęła po uderzenie umysłu. Zjawy zakołysały się oszołomione jednak na krótko. Zrobiła krok do przodu chcąc walczyć kosturem- nie mogła użyć mocniejszych zaklęć, gdy wokół byli jej towarzysze. Nagle zobaczyła grzywę białych włosów i elf machnął mieczem zmuszając je do odwrotu.
- Lepiej żeby twój mag się pospieszył.- rzucił.
Poczuła chłód. Powstrzymała się by złapać Fenrisa za rękę i odciągnąć od rozpętującej się zamieci.
- Do tyłu!- rzuciła tylko sama odsuwając się.- Varricu..- chciała ostrzec przyjaciela, ale ten już biegł w ich stronę.
W grocie zrobiło się biało, pomimo że byli poza zasięgiem igiełki lodu kłuł ją w policzki. Anders musiał dodać dużo własnego gniewu do tego zaklęcia. Gdy wszystko ucichło po zjawach nie pozostało nawet śladu.
- Nie ma nic skuteczniejszego na ogniste zjawy niż lód.- uśmiechnęła się ignorując fakt, że jej szatę pokrywał lekki szron.
Zauważyła jak Fenris stara się usunąć z napierśnika cienką warstwę lodu zapewne nie świadomy tego, że kilka kosmyków włosów, również zmrożonych szronem, sterczało na jego głowie w różne dziwne strony. Uśmiechnęła się lekko i napotkała szeroki uśmiech Varrica wlepiającego w nią oczy.
Jej uśmiech zastąpiło wrogie spojrzenie.
- Ani się waż!- powiedziała.
- Spokojnie Hawk.- powiedział krasnolud wyciągając ręce w obronnym geście, nadal jednak szeroko się uśmiechając.
Ruszyli dalej. Wiedziała, że Anders nie miał najlepszej miny. Demony nie świadczyły o niczym dobrym. Uciekinierowie najpewniej zwrócili się po pomoc do demonów. Nie mogła więc, pozwolić im odejść.
- Nieumrali.- szepnął mag.
Spojrzała na miejsce gdzie patrzył i zobaczyła fragment zmruszałej tkanki.
- Bądźcie czujni.- powiedziała równie cicho i ruszyli naprzód.
Przed nimi rozpościerało się wejście do dużej jaskini skąd dobiegało kilka podniesionych głosów.
Odłożyła kostur i ruszyła przodem.
Siedzący najbliżej mag podskoczył na jej widok a pozostali złapali za kostury.
Ubrany w świetną szatę starszy mężczyzna, najwyraźniej przywódca uciekinierów odwrócił się w ich stronę.
- Spokojnie.- powiedziała podnosząc dłoń.
- Jesteś magiem.- powiedział jak by to było ciężkie przekleństwo- Zdrajca na służbie templariuszy!
- Jesteśmy…- zaczęła, ale wtedy usłyszała tylko krótkie – Zabić ich!
Niemal westchnęła żałując, że tak to musi się skończyć. Anders wyszedł przed nią pozwalając jej bezpiecznie złapać za kostur.
Czy naprawdę była taka naiwna, że sądziła, że uda im się to rozwiązać w pokojowy sposób?
Zobaczyła grad strzał i kamienny pancerz uzdrowiciela. Gdzieś w środku tłumu Fenris robił sobie miejsce wymachując długim mieczem.
Nie powinno tak być.-pomysłała i wzrokiem poszukała przywódcy uciekinierów, wycofywał się. Napotkała jego spojrzenie i rzuciła za nim magiczną strzałę. Chybiła niemal o włos. Pobiegła za nim, ale na jej drodze stanęła dwójka magów, zbyt młodych. Wykorzystując gniew rzucała na nich mrożącą falę. Ominęła znieruchomiałe postacie i popędziła za magiem. Chował się w niewielkiej zabudowie i wtedy zrozumiała.
- Znajdzie jakąś osłonę!- krzyknęła szukając wzorku towarzyszy by upewnić się, że usłyszeli- Anders! Osłona!- dodała widząc, że walczy z przeciwnikami nie zwracając uwagi na jej słowa.
Sama rzuciła się za pojedynczy monolitch modląc się by wystarczył. Rzuciła jeszcze na grupkę magów uderzenie umysłu i skuliła się za kamieniem, gdy zewsząd buchnęło gorąco.
- Bariera… Bariera… Jeśli to przeżyje kolejne zaklęcie jakiego nauczę się będzie magiczna bariera.
Pierwsza fala niemal wyrwała jej oddech z piersi. Czuła jak kamień się rozgrzewa. Jeśli się rozsypie będzie po niej. Poszukała wzrokiem innej osłony, ale wszystkie były zbyt daleko. Płomienie zaczęły lizać brzegi kamienia. Odsunęła się na tyle na ile mogła od niego i znów sięgnęła po lód zamierzając spróbował zamrozić kamień. Jeszcze trochę pomyślała skupiając się zwiększając moc zaklęcia i w ostatniej chwili zmieniła cel modląc się by zaklęcie było wystarczająco silne.
Ogień buchnął wzmożoną siłą, gdy napotkał na swojej drodze lód. Piał się ścierając z lodem z jej wyciągniętych dłoni. Nawet nie drgnęła, gdy poczuła, że kamień zaczyna pękać. Jeszcze trochę- pomyślała ignorując panikę, mróz dotarł już do przybudówki. Zebrała resztkę magii jaka była w niej i cisnęła ją z całej siły przez okno. Płomienie w oknie zamieniły się w igiełki lodu. Burza załamała się i zgasła z sykiem.
Uśmiechnęła się. Dorwała go.
Wstała i jej uśmiech znikł. Kamień niemal rozpadł się na dwie części. Jeszcze chwila i ogień przedarłby się do niej.
- Bariera.- powiedziała twardo utrzymując postanowienie.
Rzucając spojrzenie kontem oka czy w przybudówce nic się nie rusza wyskoczyła na środek szukając wzrokiem towarzyszy. Varric wychylał się właśnie zza głazu, a Fenris pojawił się w wejściu do mniejszej groty. Napotkała wzrok Andersa i zobaczyła w jego spojrzeniu to samo, co w swoim. Było blisko.
- Znajdźcie ocalałych.- rzuciła.
Wpadła do budynku gdzie na ziemi leżał mag starając się poruszać na czworakach, podczas gdy obie jego nogi zamieniły się w sople lodu niemal do kolan. Wszystko inne było nadpalone i spopielone, ale pokrywała je cienka warstwa lodu. Kopnęła jego kostur widząc, że chce po niego sięgnąć. Poczuła obecność Andersa za sobą, i wstrzymany oddech. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jej czar przebił się przez ognista burzę. Proste uderzenie lodu.
- Musiał się przebić.- pomyślała twardo- Inaczej była bym już martwa.
- Nie musieliście zwracać się do demonów.- powiedziała, na co mag tylko splunął pod jej nogi. Rozzłościło ją to.
- Nie jesteśmy w zmowie z templariuszami! Przyszliśmy tu żeby zapobiec rozlewowi krwi. Jeśli nie zwrócilibyście się do magii krwi, pozwoliłabym wam odejść.
Wiedziała, że jej nie wierzy.
- Ktoś po ciebie przyjdzie.- powiedziała i rzuciła na niego uderzenie umysłu.
- Możesz go związać?- poprosiła zwracając się do maga.
Anders skinął głowę szukając w szacie sznura. Odwróciła się do wyjścia i usłyszała ostrzegawczy krzyk. Rzuciła się na ziemie, gdy nad nią przemknęła fioletowa energia. Ściana, w która uderzyła zaczęła się kruszyć i rozpadać, aż nie pozostało z niej nic oprócz garstki pyłu.
Uzdrowiciel chciał uderzyć maga by odebrać mu przytomność, ale zobaczył, że ten już jest martwy. Spojrzał na nią.
- Co to było?- spytała wstając.
- Nie znam takiego zaklęcia.- powiedział Anders- Ale oddał za nie życie.
W drzwiach stanął Varric zaalarmowany ich krzykiem.
- Wszystko w porządku?
- Poza tym, że tan mag krwi właśnie o mało nie zabił Hawk to tak.- powiedział rozgniewany Anders.
- Dziękuje.- powiedziała- Gdybyś mnie nie ostrzegł…
- Przestań. Nawet tak nie mów.
- Razem jesteśmy silniejsi.- powiedziała cicho.
- Tak. Razem.- powtórzył patrząc na nią, a ona zdała sobie sprawę, że mówi o Revenge.
Wyszła z budynku. Na środku jaskini stał Fenris z kilkoma magami. Wyglądali na przestraszonych.
- Znalazłem ich w małej komórce na tyłach.- powiedział, gdy podeszła.
- Kim był starszy mag?- zapytała.
- To Havarr.- powiedziała kobieta- Był moim mężem… To on wyprowadził nas z kręgu. Uciekł się do magii krwi, choć ostrzegałam go.- powiedziała.
- Przykro mi.- powiedziała.
- Jesteś magiem jak i my. Pomóż nam.- poprosiła- Nie chcemy wrócić do kręgu.
- Nie tylko Havarr z nami walczył.
- Zamknął nas, bo odmówiliśmy mu pomocy.- broniła się kobieta.
- Wiesz, jakimi zaklęciami władał?
Niechętnie skinęła głową.
- Zbił go fioletowy promień. Zginał jak tylko go użył.- wydawało się ż usta kobiety drgnęły.
- Poświęcił się.- powiedziała cicho spuszczając wzrok- To śmierć. Zniszczy wszystko bez względu na to jak silny jest mag czy duch pustki. Wszystko za cenę własnego życia.
Avannath rzuciła spojrzenie Andersowi.
Było z nią pięciu magów. Patrzyli teraz na nich przestraszeni. Kobieta znów podniosła wzrok, ale patrzyła na nią pewniej.
- Co chcesz zrobić?- zapytał Varric.
- Nie oddamy ich do kręgu!- powiedział Anders.
Zauważyła wzrok Fenrisa. Patrzył na nią.
- Zrób to a znów ich spotkasz.- powiedział chłodno- Magiem krwi nie staje się z dnia na dzień.
- Oni nie są magami krwi!- wskazał ich ręką Anders- Chcesz ich ukarać za winy tamtych!
- Myślisz, że tego zaklęcia nauczył się po ucieczce z kręgu?- powiedział elf patrząc na maga z głęboka pogardą i nagle zrozumiała, o czym mówi.
- Havarr zwrócił się do demonów byśmy mogli uciekł nigdy wcześniej tego nie robił!- powiedziała kobieta.
- Nieprawda.- powiedziała patrząc w jej oczy i wiedziała, że ma rację- Był magiem krwi nim jeszcze uciekliście i wiedzieliście o tym wszyscy.- zrobiła przerwę patrząc na nich- Dlatego za nim poszliście.
- Hawk… - zaczął Anders błagalnym głosem.
- Nie mogę ryzykować.- powiedziała- Pójdziecie z nami.
Rozległy się głosy protestu.
- Albo dołączycie do pozostałych.- zagroziła wskazując głową spalone ciała.
Poddali się.
Varric ruszył przodem ostrzec templariuszy, a oni szli za grupką uciekinierów.
- Zabierzcie ich.- powiedziała do Howla- Pozostali nie żyją. Nic nie mogłam zrobić.
- Dziękuje serah Hawk. Jeśli mówisz, że pozostali nie żyją wierzę, że miałaś dobry powód by ich zgładzić?- zakończył pytaniem
- Tak miałam.- powiedziała kończąc rozmowę nie zamierzając mówić, że byli magami krwi, bo rycerze powzięliby podobne podejrzenia do ocalałych.- Odwróciła się i zaczęła iść.
- Byli magami krwi prawda!- domagał się odpowiedzi templariusz.
Rycerz ruszył za nią zamierzając ją zatrzymać, ale elf stanął mu na drodze.
- Macie już swoich magów.- wycedził i mężczyzna zawahał się.
- Idziemy.- rzuciła.
- Zobaczymy się wieczorem.- powiedziała na pożegnanie, gdy wrócili do miasta i ruszyła za uzdrowicielem.
- Anders, zaczekaj.
Zatrzymał się i spojrzał na nią.
Nie lubiła tego spojrzenia. Trafiało prosto w serce. Mówiło jasno- Jak mogłaś to zrobić?
- Ja… Nie mogłam zrobić nic innego.- powiedziała- Oni prawdopodobnie też parają się magia krwi.
- Obyś miała rację.- powiedział i ruszył do przodu, ale nagle zatrzymał się- Nie mogę uwierzyć, że stanęłaś po jego stronie!
- Kogo?- zapytała zdezorientowana.
Spojrzał na nią.
- Fenrisa?- zapytała zaskoczona- Anders on… miał racje, to wszystko. Oni musieli wiedzieć, że był magiem krwi. Kto wie czy nie ma ich wśród nich więcej.
- Nieważne.
- Nie zaczekaj. – powiedziała łapiąc go za ramię i stając przed nim- Myślisz, że gdybym miała do wyboru poprzeć ciebie lub jego wybrałabym jego? Ledwie go znam, a ty wiesz o mnie wszystko! Nawet więcej niż bym chciała.- dodała ciszej.
- Nie mogłam postąpić inaczej.- mówiła dalej- Nie mogłam zaryzykować wiedząc, że jest duże prawdopodobieństwo, że parają się magia krwi.
- Wiem. Rozumiem cię.- powiedział- Po porostu nie chciałem ich posyłać do kręgu.
- Ja też nie. Nikogo. Ale nie chce mieć na sumieniu wielu niewinnych ludzi, jeśli się pomylę. Powiedz Nielsenowi żeby miał na nich oko. Jeśli coś zauważy… Revenge się tym zajmie.- dodała ciszej.
- Wolałbym żeby Revenge już niczym się nie zajmowała.- powiedział równie cicho.
- Porozmawiajmy o tym, kiedy indziej. I w innym miejscu.
- Uważaj na siebie, Hawk.- powiedział na pożegnanie.
- Ty też, Anders.
ﻰ
Cieszyła się, że ten dzień wreszcie się skończył. Teraz mogła spokojnie pomyśleć o swoim planie. Po co robić listę psychopatycznych templariuszy, szukać informatorów, bądź zdobywać pojedyncze nazwiska od przypadkowych ofiar. Skoro mogli jej ją zrobić sami. Uśmiechnęła się szeroko zastanawiając czy spotka jeszcze Thraska na dziedzińcu Katowni.
Był tam jednak.
- Coś nowego?- zapytała podchodząc.
- Nie. Revenge nie zrobiła żadnego ruchu od spotkania z Kaenu.
- To dobry znak. Może się już znudził.
- Nie sadzę, tacy jak oni nie rezygnują. Raczej obmyśla swój kolejny krok.
- Thrask, zrezygnowałam ze śledztwa, ale jeśli myślisz poważnie, że Revenge nie zrezygnuje mam pewien pomysł.
- Wszystko się przyda. Już od dawna stoimy w kropce.
- Myślałam nad tym, kto może stać się jego następnym celem. Trudno kogoś chronić, jeśli nie wiemy, kto to będzie.
Jego wzrok wyrażał teraz więcej niż zainteresowanie.
- Wiemy jednak, jakich celów szuka. Templariuszy, którzy znęcają się nad magami. Gdybyśmy mieli ich nazwiska…
- Moglibyśmy spróbować ich chronić.
- No właśnie. Przydzielać im więcej partnerów na patrolach lub w ogóle ograniczyć ich zadania do twierdzy. Bo nie sądzę by Revenge chciał się tu znów pokazać.
- Też tak myślę. Dalasagna dorwał w Wisielcu a Keanu… czekał aż wyjdzie poza twierdzę. Myślę, że masz rację… Dlaczego sam na to nie wpadłem?- zdziwił się- Choć zdobycie tych nazwisk nie będzie łatwe. Nie mogę liczyć na to, że każdy dobrowolnie się przyzna…
- Postrasz ich Revenge, jak będzie trzeba wymyśl kolejny atak. W końcu robimy to dla ich dobra.
- Masz rację. Dam znać jak będą jakieś efekty.- powiedział.
- Nie musisz mi tego mówić.- powiedziała w duchu bojąc się żeby nie posunąć się za daleko- Nie prowadzę już śledztwa.
- Więc oficjalnie będziesz moim doradcą.
- Jak chcesz.- powiedziała posyłając mu uśmiech na podżeganie- Powodzenia.
- Przyda się i… Dzięki Hawk.
Nie mogła nie być z siebie zadowolona. Teraz musiała tylko obserwować Thraska. Dowiedzieć się, kiedy skończy Listę i przejąć ją. Nie przewidywała w tym najmniejszych trudności, dlatego też w duchu czuła się, tak jak by ja już miała. Jakby Revenge już ja miała. Opuściła Katownie z iście demonicznym uśmiechem.
Na rynku spotkała Avelinę i podniosła dłoń na jej powitanie. Strażniczka posłała jej spojrzenie mówiące- Poczekaj moment. I wróciła do rozmowy z niezbyt uradowanym kupcem.
- Nie, nie możesz handlować tym w Kirkwall. Prawdo tego zabrania. Jeśli chcesz możesz to robić w dalijskim obozowisku, wszędzie tylko nie w obrębie murów miasta…- usłyszała fragment jej wypowiedzi i cieszyła się, że nie przystała do straży. Gdy pojawiła się w Kirkwall myślała o tym, ale bardzo krótko.
Po krótkiej chwili, która przeciągnęła się do niemal pół godziny Avelina podeszła do niej z niezbyt wesołą miną.
- Ciężki dzień?- zapytała strażniczki.
- Nawet nie pytaj.- odpowiedziała- Ostatnio rzadko się widzimy, słyszałam, że pokłóciłaś się z Andersem.
- Plotkują o mnie w straży?
- Nie, widziałam się z Varrickiem.
- Tak, on to ma długi język.
- To coś poważnego?
- Nie, Nic z tych rzeczy.- dodała szybko widząc jej wzrok- Czy tutaj każdy myśli, że jesteśmy razem?- zakończyła zirytowana.
- Spędzacie razem dużo czasu.
- To dobry przyjaciel. Rozumiemy się bez słów…- przerwała wiedząc Fenrisa na rynku- Myślałam, że Fenris nie wychodzi w ciągu dnia z posiadłości…
- Czasem Hawk zastanawiam się jak udało ci się rozwiązać te wszystkie zagadki i śledztwa. Choć pewnie skupiasz się tylko na tym nie widząc wokół innego świata. Tak to by miało sens.
- Czy jest coś, o czym nie wiem Avelino?
- Nie zauważyłaś, że Merrill chodzi ostatnio jakaś zamyślona? Varric zaszył się w Wisielcu… Nawet on.- wskazała ręką elfa- Nigdy go nie odwiedziłaś, choć byłaś u każdego z nas.
- To inna historia.- zaczęła się bronić- Zaraz, o co chodzi z Merrill? I dlaczego niby Varric nie miałby opuszczać Wisielca?
- Ja pracuje w straży, mam zalewie kilka wieczorów wolnych i tak to zauważyłam, a przecież ty widzisz się z nimi codziennie.
- Avelina pewnie ma rację.- przyznała w duchu- nawet ostatnio całe jej myśli zajmował Revenge.
- Ostatnio- zaczęła- byłam bardzo zamyślona?- zakończyła niewinnie pytaniem
- Więc przestań myśleć, bo najwyraźniej ci to szkodzi.
- Ale Fenrisa nie zamierzam odwiedzać. Nigdy mnie nie zaprosił w przeciwieństwie do was wszystkich.
- Jak często rozmawiacie?- zapytała patrząc na nią znacząco.
- Na misjach…- zaczęła, ale Avelina jej przerwała.
- Jak często rozmawiacie po misjach.
Jedyne, co przychodziło jej do głowy to jej ostatnie nieudane przeprosiny.
- No widzisz?
- Wiem, że ci się ten pomysł nie podoba- dodała widząc jej minę- Wszystkich trzyma na dystans, ale jest w twojej drużynie i z tego, co zrozumiałam bardzo przydatnym członkiem drużyny…
- To, Varric tez słyszał?- żachnęła się, bo tak właśnie brzmiał fragment jej przeprosin tego nieszczęsnego wieczoru.
- Nie to opowiadała Izabela kiedyś, gdy cię nie było...- powiedziała ze śmiechem Avelina.
- Dobra odwiedzę go, ale wierz mi nic z tego dobrego nie wyjdzie. Najpewniej wyrzuci mnie nie m jeszcze zdążę przekroczyć próg. I zwymyśla od pewnych siebie magów czy jeszcze gorzej.
- Nie, nie sądze.
Spojrzała na nią podejrzanie, bo przez krótka chwilę w oczach strażniczki pojawił się dziwny błysk.
Zaklęła. Teraz zamiast planować następny ruch Revenge będzie musiała cały dzień spędzić u Merrill, która prawdopodobnie ma znów problemy z Opiekunką, O co mogło chodzić Varricowi? I zakończyć dzień na odwiedzinach u niegościnnego elfa.
Najpierw udała się do mieszkania Merrill.
Już wchodząc potknęła się o wielkie pakunki, ale po raz setny powstrzymała się od komentarza, że dalijka mogłaby tu wreszcie posprzątać.
- Przepraszam.- powiedziała elfa- Zawsze jak przychodzisz akurat musze zrobić taki bałagan.
- Nie przejmuj się u mnie jest podobnie.- odpowiedziała posyłając jej uśmiech.
- Nie prawda.- odpowiedziała po chwili, ale usiadła już przy stole. Hawk zajęła miejsce obok.
- Zauważyłam, że ostatnio cos cię niepokoi.
- Och naprawdę?
- Nie, szczerze nie miałam o tym zielonego pojęcia.- dodała w myślach i w duchu podziękowała Avelinie.
- Tak.- odpowiedział krótko by nie wziąć na siebie zbyt wielkiej zasługi- Co ci leży na sercu?
- Chodzi o to lustro. Nie mogę go naprawić, choć próbowałam wszystkiego. Nawet – tu wypowiedziała słowo, które Hawk w życiu nie była by w stanie powtórzyć- Nie pomógł a przecież to równie stare i potężne narzędzie.
- Nie ma nikogo, kto mógłby jeszcze cos o tym wiedzieć? Jak je naprawić?
- Jest.
- Wiec, w czym problem?
- Nie spodoba ci się to.
- Pewnie nie.- przyznała.
- Kiedy znalazłam lustro rozmawiałam z pewnym demonem, on na pewno wiedziałby więcej o jego naprawie i budowie.
- Chcesz go znów wezwać?
- Sama nie wiem.
Magia krwi i demony. Wszystko to, z czym walczyli. A znajdowało się tutaj w maleńkiej osóbce nieśmiałej dalijki.
Westchnęła.
- Nie mogę zrobić tego sama. To znaczy mogłabym, ale…
- Z demonami nigdy nic nie wiadomo.
Elfka pokiwała głową.
- Może mogłybyśmy porozmawiać z Andersem… - zaproponowała- W końcu ma w sobie ducha pustki- Może Justice…
- Och on tylko zrobi ta swoja minę i powie „Żadnych układów z demonami!"
Uśmiechnęła się niemal słysząc te słowa w wykonaniu Anders.
- I miałby rację.
- Więc… nie pomożesz mi?
- Merrill…- poczuła wyrzuty sumienie ostatnio nie poświęcała im zbyt dużo czasu, a wymagałaby zawsze byli gotowi- Jak się nazywa ten demon?
- Erahhas. To demon ognia.
- Jakże inaczej- pomyślała, te były najgorsze a biorąc pod uwagę wiek lustra demon musiał być równie potężny.
- Spróbuje się czegoś o nim dowiedzieć.- powiedziała- Ale niczego nie obiecuję.
- Och jesteś cudowna!
- Merrill tylko obiecaj mi, że nie zrobisz tego sama. Nigdy.
- W porządku obiecuje.
- I nie mogę powiedzieć, że to krótko potrwa, ostatnio mam dużo spraw na głowie.
- W porządku.- zapewniła szybko.
Rozmawiały na wiele tematów. Merrill najczęściej opowiadała o życiu w obozowisku i różnicach, jakie zauważała w stosunku do miejskich i wolnych elfów. Nic, co by ją interesowało, ale nie liczył się przecież temat.
Z obozowiska było już tylko kilka kroków do Wisielca. Tak jak przewidywała Avelina, Varric był u siebie. Zapukała cicho, ale nie otrzymała żadnej odpowiedzi.
- Varric?
- To ty Hawk? Wejdź.
- Co ty tu robisz całymi dniami?
Ale krasnolud ku jej zdziwieniu tylko wyszczerzył żeby.
- Tworze historie.- powiedział pokazując jej opasły tom.
- O czym… to jest?- zapytała ostrożnie.
- Avannath, Hawk, bohaterka, Kirkwall, pogromczyni ogrów, zabójczyni smoków…
- Dobrze wystarczy- usiadła czując, że jej nogi robią się dziwnie miękkie- Varric, doceniam twoje zainteresowanie…
- No ja myślę dzięki temu- i wielu moim innych opowieścią- twoja sława wzrośnie. A niech tylko przeczytają jak pokonałaś grupę golemów…
- Varric, w głębokich ścieżkach widziałam po raz pierwszy golema. JEDNEGO golema- zaznaczyła- Potrzeba była całej naszej siły by go pokonać.
- No właśnie!
Przejechała dłonią po twarzy zastanawiając się jak do niego dotrzeć.
- Toleruje twoje plotki… które rozsnuwasz…- zaczęła
- Tak. Poczekaj aż usłyszysz najnowszą…
- Ale nie chce żebyś robił ze mnie zabijakę, pogromcę i bóg wie, co jeszcze. Jestem prostym magiem, boje się golema jak każdy inny, waham się przed trudna misją i czuje ból jak każdy. Nie chce, więc- jeśli już musisz to robić- żebyś pisał o mnie jak o jakieś niezwyciężonej maszynie.
- Och…- wyrwało się krasnoludowi, przez co uznała, że zrozumiał.
- Hawk, nie wiedziałem- Cholera, teraz będę musiał zacząć wszystko od początku…. Bohaterka Kirkwall, pogromczyni golemów o miękkim i wrażliwym sercu…
- Pójdę już.- rzuciła przez zęby wiedząc, że za chwile nie starczy już jej cierpliwości.
Gdy wyszła Varric uśmiechnął się szeroko i wrzucił opasłe tomisko o botanice do szuflady. Pochylił się nad innymi papierami, ale uśmiech długo jeszcze nie znikał z jego twarzy.
Jak by tego było mało czekała ją teraz wizytę u elfa. Przynajmniej zakładała, że jest w domu, bo nie było go w Wisielcu.
Zapukała, ale oczywiście nikt nie otworzył. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka.
Wokół stały podniszczone sprzęty, a ze ścian i sufitu zwieszała się okładzina.
Chrząknęła, nie bardzo wiedząc, co robić. Biorąc pod uwagę, że Fenris w każdej chwili spodziewał się ataku łowców wolała nie nadziać się na jego miecz myszkując po jego posiadłości.
- Hawk?- pojawił się w drzwiach, jak się spodziewała z mieczem gotowym do ataku.
- Tak to ja.- odpowiedziała poddając się.
- Potrzebujesz czegoś?
- Ja… nie. Przyszłam po prostu zobaczyć, co u ciebie.- powiedziała jak by to była najnaturalniejsza rzecz na świecie.
- Och…- wyglądał na zaskoczonego, co zaczęło ją złościć, schował miecz- Po prostu… nigdy wcześniej nie przyszłaś tak bez powodu, a mieszkam tu już od dwóch lat.
Szlag.
- To już aż tak długo…?- wypsnęło jej się nim zdążyła się powstrzymać.
Poczuła się naprawdę głupio, zwłaszcza, że elf najwyraźniej nie spuszczał z niej wzroku i po lekko uniesionym kąciku ust poznała, że najwyraźniej całkiem dobrze się bawił. To jest jeden z tych dni- uznała- kiedy nie powinnam opuszczać domu- ani na krok.
- Więc…- zaczęła i zaraz zganiła się w duchu, była bohaterka Kirkwall, skrytobójcą Revenge, przed którą drżał krąg- Zachowuj się więc jak oni!- Jeśli ci przeszkadzam…- powiedziała powoli.
- Nie, wejdź.- zaprosił ja do środka.
Uśmiechnęła się mając nadzieje, że po jej minie nie było widać, że jest tym rozczarowana.
Usiadł na fotelu i wskazał jej miejsce naprzeciwko.W kominku płonął ogień otulając pokój ciepłym blaskiem.
- Jesteś Revenge, drży przed tobą cały Krąg- powtarzała sobie, ale w kocu poddała się stwierdzając, że w posiadłości tego dziwnego elfa to po prostu nie działa.
- Naprawdę przyszłaś tu bez powodu, Hawk?- zapytał.
- Chodzi o to.. że byłam już u każdego z naszej drużyny, ale nigdy nie odwiedziłam ciebie. Przepraszam.
- W porządku. Nie jestem zbyt towarzyski.
Czy nie powinien właśnie cię wyrzucać za to, że zakłócasz jego cenną samotność?- pojawiła się myśl w jej głowie.
Zignorowała ją szybko.
- Nie chciałbyś mieszkać gdzie indziej?- zapytała mając na myśli niszczejąca posiadłość.
- Dlaczego? To budynek jak każdy inny. Nie mam wścibskich sąsiadów, chyba trochę odstrasza ich mój wygląd.
- Mogę to zrozumieć.- powiedziała.
- A.. tak. Wspomniałaś o tym kiedyś.- poczuła, że na policzkach znów pojawiają się czerwone plamy- Ale nie bardzo mam teraz się w cos przebrać…
- Nie trzeba- powiedziała szybko machając przed sobą trochę zbyt gwałtownie rękami.
- Uduszę Avelinę!- pomyślała- Uduszę ją gołymi rękoma…!
- W piwnicy jest jeszcze trochę butelek wina, może…
- Dlaczego nie?- odpowiedziała szybko zgadzając się i elf znikł w głębi domu.
Czy tylko jej się z nim tak ciężko rozmawiało?- zastanowiła się- Nie.- uznała tylko Izabela miała z nim dobry kontakt. Pasowaliby do siebie- pomyślała kwaśno- oboje najwyraźniej dobrze się bawili wprawiając ją w zakłopotanie.
- Spokojnie- mówiła do siebie- posiedzisz tu z piętnaście minut i wykpisz się jakimś pilnym obowiązkiem.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Z tego, co pamiętała było bardziej… chaotyczne. Elf musiał tu posprzątać. Trochę. Wokół kominka wszystko okrywał popiół, a ze sprzętów zwisały długie pajęczyny. Wzdrygnęła się. Nie lubiła pająków. Jeszcze tylko brakowałoby jakiś wszedł na nią, gdy elf wróci i żeby swoim sposobem poderwała się przerażona na widok tych włochatych odnóży.
Przezornie zaczęła rozglądać się czy nie ma jakiegoś ewentualnego zagrożenia w postaci sześcionogiego miniaturowego potworka wokół niej. Nie… fotel czysto, stół czysto… podłoga…
- Szukasz czegoś?- usłyszała głos elfa, stał w drzwiach z mogłaby przysiąc rozbawionym spojrzeniem.
- Ja… - zaczęła starając się nie panikować- wszystko tu jest takie stare... Zastanawiałam się, z jakiego wieku jest ten stół?
- To całkiem nowy nabytek.- odparł.
Czuła, że chciałaby się zapaść pod ziemię. Wiedziałaś, że tak to się skończy.- powiedział głos w jej głowie.
Przypadkiem jej wzrok omiótł nogę od nieszczęsnego stołu. Drewno już odchodziło, ale widać było jeszcze na nim delikatne rzeźbienie. Była pewna, że teraz takich nie robiono.
- Nie wydaje mi się…- powiedziała przyglądając się nodze od stołu i nagle zamknęła oczy, zdając sobie sprawę, co jest grane.
- Nabijasz się ze mnie.- powiedziała i spojrzała na niego.
Chyba po raz pierwszy odkąd go poznała zobaczyła na jego twarzy niemal prawdziwy uśmiech. Musiała przyznać, że widok był niczego sobie.
- Jesteś u mnie pierwszy raz od dwóch lat. Musze nadrobić stracony czas.- powiedział, podszedł do stołu i zręcznie otworzył butelkę.
Wzięła głęboki oddech czując ulgę. Powoli, tak by tego nie zauważył.
Musiała przyznać, że miał zręczne dłonie. Otworzyć butelkę wina w stalowych rękawicach? To było coś.
- Nie wiedziałem, że interesują cię moje dłonie.- powiedział zauważając jej wzrok.
Tym razem nie dała się jednak podejść.
- Pierwszy raz widzę żeby ktoś otwierał wino w stalowych rękawicach- powiedziała- musiałeś się tego bardzo długo uczyć.
Spojrzał na swoje dłonie jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z otaczającego ich metalu.
- Krócej niż mogłabyś sądzić.- odparł stawiając przed nią kieliszek.
Nie wiele wiedziała o jego przeszłości. Zdecydowała ze woli rozmawiać o nim niż znów wpaść przy zdawkowych pytaniach.
- Czy to należało do twoich obowiązków? Gdy… pracowałeś.
- Chciałaś powiedzieć, gdy byłem niewolnikiem.
Skinęła głową.
- Czasem.- powiedział przyglądając się szkarłatnemu płynowi.- Danarius nie raz wykorzystywał mnie, jako kelnera przy większych uroczystościach. Podobało mu się to, gdy jego goście patrzyli na mnie ze strachem.-powiedział.
Nie bardzo rozumiała, o co mu chodzi.
- Lyrium- przypomniał.
- Może jakbyś miał nim wytatuowanego jakiegoś demona, wtedy świecąc się…
Posłał jej badawcze spojrzenie.
- To znaczy, nie chciałabym cię spotkać nocą w Mrokowisku, gdybyśmy byli wrogami- dodała szybko- ale poza tym… Taca z winem nie czyni cię bardziej przerażającym.- zakończyła.
- Nie jesteś jak jego goście.- powiedział po namyśle.
- Myślisz, że on nie zrezygnował? Sam powiedziałeś, że minęły już dwa lata odkąd tu jesteś.
- Nie. Nie znasz go.
- Musi być ci ciężko.- powiedziała- Nie wiedząc, kiedy znów może się pojawić.
- Przyzwyczaiłem się.- powiedział krótko jakby to wyczerpało wszelką odpowiedź na pytanie.
Wracamy do twojego ulubionego stylu rozmowy.- pomyślała.
- Na twoim miejscu chyba nie zniosłabym czekania. Wiem, co mówiłeś kiedyś o jego twierdzy, ale… chyba zaryzykowałabym żeby tam się dostać. Poza tym nie może tam cały czas siedzieć.
- Ma w swoim otoczeniu silnych magów. Nie miałbym z nim szans. Nie mogę ryzykować, jeśli cena jest moją wolność. Nie, kiedy znam jej smak.
- Rozumiem.- powiedziała- Gdy się pojawi, możesz na nas liczyć.
- Nie jesteś mi nic winna.- powiedział.
- Nie oto chodzi- obruszyła się- Jesteś częścią drużyny, jeśli on się pojawi albo jego łowcy, chce o tym wiedzieć!
- Lubisz pomagać innym Hawk.
- Tylko wtedy, gdy moje myśli nie zaprzątają plany, Revenge.- pomyślała i dodała głośno- Na to wygląda.
- Robi się późno.- powiedziała- A jeszcze musze nakarmić mabari.- powiedziała.
- Nie będę cię, więc zatrzymywał.- powiedział.
Gdy Avannath wyszła uśmiechnął się lekko. Zastanawiał się, kto ją namów do odwiedzin u niego. Bo po jej minie wnioskował, że to nie mógł być jej pomysł. Ostatecznie jednak nie mogąc zdecydować się czy zrzucić winę na Varrica czy też na Avelinę- choć zakładał to pierwsze- porzucił te myśli. Spojrzał na stół i jego kąciki ust znów uniosły się w górę. To było nowe wrażenie, ale musiał przyznać, że całkiem przyjemne, nie często śmiał się sam we własnym domu. Podejrzewał, że gdy wszedł magiczka podziwiała właśnie imponującą warstwę kurzu, który zebrał się na meblach. Nie przyznała się jednak nie chcąc być niegrzeczna. Bo czego innego mogłaby szukać?
Księżyc wisiał już wysoko na niebie, więc dołożył kilka drobnych drew do gasnącego kominka i poszedł spać.
ﻰ
Gwar uliczny. Dochodził nawet przez zamknięte okna. Wolał jednak nie myśleć, jakie dźwięki budzą mieszkańców Mrokowiska. Co Avannath kiedyś mówiła? Że mógłby się przebrać w coś lżejszego. Zastanowił się. W piwnicach posiadłości było kilka ubrań, ale żadne z nich jego zdaniem nie dawało się nawet w najmniejszym stopniu na wyjście na miasto a tym bardziej misję.
Spojrzał w lustro zastanawiając się, co mógłby zmienić w swoim pancerzu. W końcu zdecydował się na usunięcie nałokietnika. Cisze przerwał brzęk metalu, gdy stalowa płytka upadła na blat rozlatującej się szafy. Stanął przed lustrem oceniając efekt. Poranne promienie słońca musnęły odsłonięty fragment skóry. Zdecydował, że brak tego elementu nie będzie przeszkadzał mu w walce. Zgiął rękę nie wyczuwając znajdującego się tam wcześniej oporu. Z drugiej strony… -zamyślił się- po co miałby zostawiać fragment pancerza w domu, skoro mógł przydać się w czasie walki…?
Już sięgał po stalową płytkę, gdy usłyszał z dołu głos Varrica. Zawahał się. Może jednak powinien raz na jakiś czas coś zmienić?
- Elfie nie będziemy tu na ciebie czekać cały dzień!
Skrzywił się nie bardzo wiedząc, co robić.
- Na pewno zaspał!- usłyszał typowy dla krasnoluda ton- albo pewnie ta jego kolczuga zardzewiała przez noc i nie może się teraz ruszyć…
Opanowując złość zszedł na dół rzucając niezbyt przyjazne spojrzenie krasnoludowi.
Avannath uśmiechnęła się lekko do niego, a na uzdrowiciela nawet nie spojrzał.
Gdy wyszli na miasto nie mógł się opanować by nie spojrzeć na łokieć gdzie brakowało części pancerza. Zauważył nagle zainteresowany wzrok krasnoluda i z kamienną twarzą spojrzał spokojnie przed siebie.
- To był zdecydowanie zły pomysł.- pomyślał ponuro. Czuł brak ciężaru pancerza, który zostawił w domu i cały czas go to rozpraszało. Tam gdzie zwykle czuł jedynie chłód stali teraz jego skórę muskały ciepłe powiewy wiatru. W dodatku wolałby jednak żeby pozostali nie zauważyli, że poszedł za radą magiczki.
Ku jego uldze okazało się, że z dzisiejszej misji nic nie będzie. Avannath wróciła zirytowana mówiąc, że Anso źle zrozumiał termin powrotu kupca, z którym mieli prowadzić nie do końca pokojowe negocjacje i misja opóźni się o kilka dni.
Niemal odprężony wszedł na targ w Górnym Mieście. Zadowolony, że zmiana jego stroju obeszła się bez większej uwagi, gdy nagle Varric wydał zduszony okrzyk.
- Elfie! Coś ty zrobił ze swoim pancerzem!- powiedział szczerze zdziwiony.
Hawk odwróciła się zainteresowana, co tez elf mógł zmienić tym bardziej, że kiedyś sama to zaproponowała. Im jednak bardziej patrzyła tym była przekonana, że Varric się pomylił. Tym bardziej, że elf zaprzeczył.
- Zupełnie nic.- odpowiedział obojętnie.
- Ależ tak!- nie ustępował Varric- Tutaj!- powiedziała wskazując maleńki fragment odsłoniętej skóry.
- Więc… Zdecydowałem, że raz na jakiś czas przyda się jakaś zmiana.
- Zmiana? Elfie czy ty widziałeś się w lustrze? Usunąłeś blaszkę nie większą od ziarnka orzecha!
- Naprawdę była taka mała?- podsunęła mu się myśl, czuł jakby, co najmniej zdjął pół napierśnika.
- A zauważyłem to tylko, dlatego bo już od rana dziwnie się zachowywałeś, a chodziło ci tylko o taką maleńką płytkę…
- Nie zachowywałem się dziwnie.- powiedział zirytowanym głosem.
- Ha dobrze ci tak!- pomyślała magiczka przypominając sobie jego wczorajsze żarty z niej i starając się zachować kamienną twarz, ale podejrzewała, że już długo tak nie wytrzyma. - Nie, niedoczekanie twoje…- obruszyła się w myślach, on wczoraj nie nominał żadnej okazji by jej dogryźć.
- No cóż – zaczęła poważnie oceniając wzrokiem znawcy jego „nowy strój" – Myślę, że całkiem ci z tym do twarzy.
Varric wybuchnął rechczącym śmiechem, a jej rozbawione spojrzenie i pozornie chłodny wzrok elfa spotkało się na krótko. Ku jej zdziwieniu nawet nie wyglądał na obrażonego.
Odwróciła się do Andersa z szerokim uśmiechem na twarzy, ale ten patrzył jednak na nią i elfa poważnym wzrokiem.
- Och Anders, o co ci chodzi?- pomyślała.
Varric wziął Fenrisa pod ramię.
- Chodź ze mną, wygląda na to, że będę musiał wyłożyć ci dzisiaj kanony obecnej mody…- chcąc nie chcąc Fenris poszedł za nim.
Westchnęła nadal uśmiechając się szeroko i ruszyła z uzdrowicielem w głąb miasta. Po chwili widząc, że nie zamierza się do niej odezwać zaczęła.
- Wiem, że się nie lubicie, ale mógłbyś czasem to zignorować.
- Nie powinnaś się z nim zadawać. On jest niebezpieczny.
- Dobrze wiesz, że nie. Ma awersje do magii, ale ogólnie jest w porządku. Zresztą… pewnie on tak samo myśli o tobie.
- Nie jestem niebezpieczny.- powiedział chłodno.
- No ty nie, ale Justice…
Zatrzymał się.
- Justice też nie jest niebezpieczny.
Wzięła głęboki oddech.
- Justice nie jest niebezpieczny.- powiedziała- Chyba, że w twojej obecności zginie jakiś mag, a wtedy… trzeba baaardzo szybko uciekać…
- Nic nowego- dodała szybko widząc jego minę- Przyzwyczaiłam się. Wystarczy tylko przed akcją z templariuszami i magami znaleźć sobie porządną osłonę i …
- To nie jest śmieszne.- powiedział- Może powinienem… zrezygnować z udziału w misji.
- Tak jasne- żachnęła się się- i będzie nas leczyć Merrill. Może od razu sama się pochlastam i ułatwię przeciwnikom robotę.
- Nie wiedziałem, że jestem niezastąpiony.- powiedział po chwili już cieplejszym głosem.
- Oczywiście, że jesteś! W dodatku jesteś moim najlepszym-niezastąpionym przyjacielem.
- Postaram się…- zaczął- bardziej panować na Justicem.
- W porządku.- powiedziała.
Patrzył na nią jakoś inaczej?
- Pojdę już do kliniki.- powiedział- Moi pacjenci czekają.
- Będziesz potrzebował dziś mojej pomocy?
- Ostatnio mam mało pacjetów, ale dziękuje za propozycje.
Uśmiechnęła się do niego i ruszyła w przeciwnym kierunku. Zdusiła pokusę by iść wprost do Katowni i wypytać Thraska o listę. Ruszyła do twierdzy wicehrabiego. Avelinie należało się porządne lanie za jej pomysły.
Nim się zastanowiła pchnęła ciężkie drzwi wchodząc do jej biura. Strażniczka pochylała się właśnie z podwładnym nad jakąś mapą.
- Hawk, coś się stało?- zapytała Avelina.
- Poczekam na zewnątrz.- powiedziała krótko decydując, że jednak powinna zapukać i wyszła pozostawiając ich ze zdziwioną miną. Po pięciu minutach strażnik wyszedł.
- Hawk!- dobiegł ją głos z głębi gabinetu przypominającej się właśnie Aveliny.
- O co chodzi?- zapytała- Poza tym mogłaś zapukać.
- Wiem. Przepraszam… Zrobiłaś to specjalnie?
- Co?
- Varric, Fenris.- powiedziała jak by to wszystko wyjaśniało, po namyśle dodała- Merrill.
- Odwiedziłaś ich?- zapytała.
- Tak, Merrill chce żebym przywoływała z nią demona- wyrzuciła z siebie- Varric pisze o mnie jakieś niestworzone historie najwyraźniej zamierzając utrwalić mnie w historii Kirkwall, a Fenris…- przetrwała nadal czując, że na samą myśl, jakiego głupca z siebie zrobiła pieką ją policzki- To jakąś zemsta z twojej strony czy coś?- zapytała patrząc na nią zmęczona.
- Nie mów głośno tego słowa!- ostrzegła cicho strażniczka- Wicehrabia jest ostatnio strasznie uczulony na Revenge, jakby sam miał się stać jego następnym celem.
- Nie wiedziałam, że też się tym zajmuje.
- Komtur się poskarżyła. Zresztą dawno już nie zaatakował i wszyscy nie wiedza, co o tym myśleć.
- Nieważne.- machnęła dłonią, wracając do tematu.- Zrobiłaś to specjalnie.
- Martwiłam się o nich. Uznałam, że chciałabyś wiedzieć. Ty się z nimi lepiej dogadujesz.
Strażniczka niemal parsknęła widząc jej minę.
- Jasne, na przykład Varric, po tym jak chciałam żeby nie pisał o mnie głupot stwierdził ze musi zacząć od nowa.
- To chyba dobrze?- zapytała ostrożnie Avelina.
- Nie!- oburzyła się- Przedtem byłam maszyną do zabijania pogromca potworów a teraz chce zrobić ze mnie jakiegoś romantycznego bohatera, który płaczę nad rozlanym mlekiem!
Avelina uniosła się śmiechem, co wcale jej nie poprawiło nastroju. Gdy wreszcie przestała się śmiać odchrząknęła i spojrzała na nią przyjaźnie.
- Hawk- powiedziała ciepło- Masz na nich duży wpływ, ale sama wiesz, że Varric nie byłby sobą żeby nie powstrzymać się z rzuceniem jakiegoś głupiego komentarza. Tak jak Rivianka zresztą.- dodała.
- I Fenris.- dodała magiczka w myślach.
- Zamiast bohaterem stanę się pośmiewiskiem miasta.- powiedziała.
- No cóż może za bardzo ich rozpuściłaś. Na misjach cię słuchają, ale towarzysko… Zresztą ostatnio byłaś trochę nieobecna duchem. Może chcą tym zwrócić twoją uwagę.
- Hm.- chrząknęła obrażona- Po prostu, nie dawaj mi więcej żadnych rad.
- Hawk, nie bądź dzieckiem!
- Doceniam twoja troskę- powiedziała po chwili- Masz rację ostatnio żyje w zupełnie innym świecie, postaram się to zmienić.- Ciekawe jak- powiedział głos w jej głowie, ale zignorowała go- Czym stwórca mnie pokarał taką kompanią?- zakończyła.
- Mnie też rzadko odwiedzasz, wiesz?- powiedziała strażniczka i widząc jej minę znów się roześmiała.
- Nie, masz rację.- powiedziała magiczka- wpadnij dziś do Wisielca- Pogadamy trochę- zresztą tobie też należy się odpoczynek.- powiedziała łypiąc spojrzeniem na stertę dokumentów, których nie tknęłaby nawet dwumetrowym kijem.
Gdy wyszła ruszyła w stronę Katowni. Mijając bramę stwierdziła, że wolałaby włamać się tu jeszcze raz niż musieć przeżyć drugi taki dzień. Tak. Włamanie do Katowni wydawało jej się w porównaniu z tym dziecinną igraszką. A odwiedzin u elfa wystarczy jej na kolejne dwa lata. Niech myśli sobie, co chce.
Podeszła do sprzedawcy udając, że ogląda towary mając jednak nadzieję, że templariusz ją zauważy. Nie myliła się.
- Hawk!- pomachał do niej dłonią.
Podniosła palec oznaczając by poczekał chwilkę i spojrzała na zupełnie nie godny zainteresowania sztylet. Sprzedawcy zaświeciły się oczy, gdy zachwalał jego wyrób i ostrość ostrza.
Skrzywiła się ważąc go w dłoni.
- Dla mnie zbyt ostry.- powiedziała odkładając broń- Wole bardziej tępe narzędzia. Inaczej nie ma zabawy.- dodała z rzeźnickim uśmiechem.
Niemal parsknęła widząc minę sprzedawcy i ruszyła do templariusza.
- Hawk- powiedział na przywitanie- Miałaś rację. Wystarczyło postraszyć ich Revenge i sami zaczęli przychodzić.
- Czyli ci się udało?- zapytała.
- Tak.- powiedziała rozglądając się niepewnie i wyciągnął kartkę drobno zapisaną nazwiskami.
- Dużo ich.- powiedziała mając nadzieję, że jej spojrzenie nie przypomina teraz wzroku głodnego rekina.- Dobrze, że masz to przy sobie.
- Jutro wraca komtur. Przekaże jej listę a na razie… bałem się to ukryć w Katowni skoro Revenge kiedyś tu był. To obosieczna broń.- powiedział patrząc na nią.- Jeśli dostała by się do rąk skrytobójcy.
- Wiem. Myślałam o tym.- powiedziała z powagą- Jakie kroki chcecie podjąć?
- Na razie zabroniliśmy młodszym rycerzom, opuszczać Katowni. Starsi…- zawahał się się- nie przyjmą takiego rozkazu.
- Są zbyt pewni siebie i to może ich zgubić.- powiedziała.
- Liczę, że komtur przemówi im do rozsądku.
Jutro lista znajdzie się poza jej zasięgiem.- przemknęło jej przez myśl.
- Wydajesz się zmęczony. -powiedziała-kiedy ostatnio odpoczywałeś?
- Nie mogę sobie teraz na to pozwolić.
- Daj spokój! Revenge to jeszcze nie koniec świata. Zresztą ostatnio się nie pokazuje. Dziś wieczorem spotykam się ze znajomymi w Wisielcu. Mógłbyś też przyjść. Wrzucisz trochę na luz…- i widząc, że jakoś to do niego nie przemawia- Moglibyśmy pogadać o tym, co zrobić, jeśli Revenge znów się pojawi.
- Doceniam troskę Hawk, ale nie mogę. Nie teraz zwłaszcza, kiedy mam listę. Jeśli doszłoby to do skrytobójcy…
- Och przestań, kto się niby wygada, ty? Ja? Czy templariusze którzy się zgłosili? Przecież ich głowa od tego zależy.
- Nie mogę Hawk. To zbyt niebezpieczne. Ryzykowałbym ich życiem.
- To, dlatego nie możesz go złapać.- powiedziała po chwili- Myślisz o tym w kółko i brak ci obiektywnego spojrzenia.-westchnęła- ale to twój wybór.
Odwróciła się. Jeden krok. Drugi. Szlag. Trzeci…
- Hawk, zaczekaj!- jej serce podskoczyło z radności.
- Dobrze, przyjdę. Wezmę z sobą kilku zaufanych ludzi. Mam nadzieję, że na coś razem wpadniemy i nie będzie to jałowa rozrywka.
- Też tak myślę.- odpowiedziała niemal poważnie- Więc widzimy się wieczorem. A Listą się nie przejmuj. Przecież będziemy tam wszyscy. Revenge nie miałby szans.- dokończyła i ruszyła z Katowni zostawiając templariusza z nie do końca pewną miną.
Gdy wyszła wzniosła oczu ku niebu.
- Zgodził się!- wolałaby nie myśleć, co by się stało gdyby Revenge był zmuszony napaść Thraska wieczorem poza katownia. Jeśli w ogóle by z niej dziś wyszedł. A więc Wisielec.- zamyśliła się i przypomniała sobie, że będzie tam też, co najmniej Avelina, której obiecała również poświęcić uwagę. Na cóż razem z Thraskiem na pewno znajdą wspólny temat. Tylko jak w takim razie miała ukraść mu listę, skopiować ją i odłożyć niezauważona? Skrzywiła się. Łotrzykiem była miernym. Nie potrafiłaby ukraść wypadającego portfela z damskiej torebki nie zwracając przy tym na siebie uwagi, a co dopiero grzebać w kieszeniach templariusza. Thrask- pomyślała kwaśno- Thraska na pewno nie zdziwi grzebanie w jego kieszeniach…
Varric. Nie… Nie mogła go w to mieszać. Zresztą znając go sam najpierw przewertowałby dokument nim by jej go oddał. Poza tym wystarczyło jej, że Anders wiedział. Nie miała zamiaru kryć się jeszcze przed wzrokiem krasnoluda, którego, wyimaginowana czy też prawdziwa siatka szpiegowska mogła tylko utrudnić życie Revenge.
Pozostał tylko Anders. Dwóch magów przeciwko jednemu templariuszowi. Wisielec. Alkohol. To mogło się udać. Tylko, co zrobić z Aveliną? Nie miała pojęcia, o której się zjawi, podobnie jak templariusz. Avelina mogła skutecznie pomieszać jej plany.
Trudno. Najpierw postara się przekonać Andersa. W końcu poprosi go tylko o stanie na czatach, podczas gdy ona pożyczy sobie nic nieznaczący dokument. Nie miało to wiele wspólnego z zwykłymi działaniami Revenge.
Stanęła przed drzwiami Kliniki mając juz cały plan w głowie i zawahała się. Poczuła ból w piersiach. Nie powinna mieszać go w sprawy Revenge. W Wisielcu zawsze jest dużo ludzi- chodź wiedziała, że to było wadą, ale tez zaleta tego miejsca. Nie mogła się zdecydować, gdy nagle drzwi kliniki otworzyły się.
- Hawk?- powiedział uzdrowiciel na jej widok- Wydawało mi się, że czuje twoją magie. Co tu robisz?- zapytała patrząc na plac przed jego Kliniką.
- Chciałam porozmawiać.- zaczęła.
- Oczywiście wejść.- powiedział przepuszczając ja.
Spojrzała na jego wdzięczną ptasią zbroje i spięte z tyłu głowy włosy. Jak mogła go narażać?
- Ale- usłyszała błagalny głos w swojej głowie- Nie poradzisz sobie bez niego. Przecież nie każesz mu zabijać templariuszy- w czym tez nie jest zły…- dodała z uznaniem- To tylko głupia kartka. Pijany templariusz, trochę czaru i nikt nic nie zauważy.
- Cos się stało?- zapytał widząc jej zamyślone spojrzenie.
- Potrzebuje twojej pomocy Anders.- powiedziała powoli patrząc mu w oczy.
- Oczywiście. O co chodzi?
- Ja… Thrask ma coś, pewien dokument, który chce pożyczyć bez jego wiedzy.
- Na jasne.- pomyślała- Anders nie jest głupi.
- To on prowadzi śledztwo w sprawie Revenge?
Skinęła głowa.
- Znalazł coś? Podejrzewa cię?
- Tssss- powiedziała rzucając szybko zaklęcie wyciszające.
- Przepraszam.- powiedział.
- Konspiracje nie jest taka łatwa.- przyznała słabo się uśmiechając.
- Znalazł coś na ciebie?- powtórzył pytanie.
- Nie, nie domyśla się. W ogóle. Ale ma coś, co mogłoby mi się przydać.
- Tobie czy Revenge?
- Czy to nie to samo?- zapytała niewinnie
- Nie.- odpowiedział poważnie.
- Revenge.- powiedziała poddając się- Thrask będzie dziś w Wisielcu. Jak siądzie nad kuflem rzucę na niego uderzenie umysłu, pożyczę pewną kartkę i pójdę do Varrica ja przepisać. Potrzebuje kogoś, kto będzie miał oko na Thraska i w razie czego, żeby poprawił czar. Jakby zaczął się budzić nim wrócę.
- Cholera Avannath, to jest Wisielec będzie tam masa ludzi!
Te same myśli tłukły się w jej głowie, ale naprawdę nie uważała tego za taki zły pomysł.
- Tym lepiej.- powiedziała cicho- Kto ośmieliłby się napadać na templariusza w takiej spelunie?- i po namyśle dodała- Zwłaszcza, gdy przyjdzie z kolegami…
Wydawało się, że brakło mu oddechu.
- Mówiłem, że nie masz ryzykować!- wyrzucił w końcu- A ty chcesz okradać templariusza w środku baru pełnego pijaczków, templariuszy i bóg wie, kogo jeszcze!
Podziękowała sobie w duchu za zaklęcie wyciszające, bo w tej chwili w całym Mrokowisku słychać było by krzyk rozeźlonego uzdrowiciela.
Nie miała zamiaru jednak dać tak na siebie krzyczeć. Nawet jemu.
- Więc mi nie pomożesz.- stwierdziła i odwróciła się by odejść.
- Czekaj…- jęknął.
Zatrzymała się, ale nie odwróciła.
- Kiedy chcesz to zrobić?-zapytał.
- Za… -zastanowiła się patrząc na niego- godzinę.
- Cholera Hawk! To cud, że cię jeszcze nie złapali, jeśli działasz w ten sposób.
- To nic wielkiego.- powiedziała.
Przyłożył dłoń do czoła.
- Powiedz mi wszystko jeszcze raz. Powoli i po kolei.
- Wieczorem idziemy do Wisielca. Czekamy na Thraska…
- Skąd wiesz, że przyjdzie?
- Bo go zaprosiłam.
Widziała, że chciał, choć powiedzieć, ale się rozmyślił, więc mówiła dalej.
- Przysiada się do nas. Jego kumple siadają gdzieś z boku. Zamawiamy coś mocnego i może jego kolegom tak z byle jakiej okazji, np. z wdzięczności dla obrońców miasta…
- Każdy wie, że nie lubisz templariuszy.- powiedział ledwo panując na swoim głosem.
- No, więc wymyślimy inny powód. Ja wymyślę. Kiedy już trochę wypije i pogadamy jak złapać Revenge…
Znów jękną.
- Hawk!
- Inaczej by nie przyszedł.- broniła się- Kiedy już… kiedy minie trochę czasu. Rzucę na niego uderzenie umysłu. Musze siedzieć obok niego.
- I jak zamierzasz to zrobić żeby czar złapał tylko jego?
- Och… o to się nie martw.
- Jeśli połowa gości zacznie nagle kiwać się w oszołomieniu reszta może coś podejrzewać.
- Daj spokój wiesz, że jestem w tym dobra!
Wyciągnął ręce w obronnym geście najwyraźniej przytłoczony jej planem.
- Siedzę obok niego. Znajduje kartkę. I idę do Varrica. Tu wkraczasz ty. Siadasz obok niego i pilnujesz by nikt nie zainteresował się pijanym templariuszem. Będzie wyglądał jak by przysnął, więc po prostu miej na niego oko. Jeśli zacznie się budzić…
- Pamiętam mam go walnąć zaklęciem i modlić się żeby nikt z setki gości Wisielca tego nie zauważył.
- Nie… - zamyśliła się- jest piątek będzie może z czterdziestu, plus obsługa.- dodała podejrzewając, że to jednak nie poprawi mu nastroju- Jak wrócę wracasz na swoje miejsce, a ja odkładam dokument. I Thrask budzi się jakby nikłyby nic. Gadamy, a potem zabiera kumpli i wracają do Katowni.
- To wcale nie wygląda prosto.- powiedział.
- Ale jest proste, to znaczy mogą wyjść małe komplikacje…
- Tak?
- Zaprosiłam wcześniej Avelinę, nie mogę tego już cofnąć. Powiedziałam, że potrzebuje trochę odpoczynku i jeśli to odwołam, a potem dowie się, że jednak byłam w Wisielcu, będę mieć u niej przechlapane.
- To ważniejsze od zdemaskowania cię?
- Już za późno by to odwołać.
- Straż miejska. – rzucił -Więc zmień termin spotkania z Thraskiem.
- Nie mogę, jutro oddaje Li… dokument, i już będzie poza moim zasięgiem.
- Co to za dokument?- zapytał.
- To…- zaczęła i rzuciła pierwsze, co przyszło jej na myśl- przydział patroli do doków. Jeśli Revenge wyskoczyłaby jakaś sprawa- powiedziała czując na sobie ciężki wzrok maga- wolałabym wiedzieć, gdzie chodzą templariusze by przypadkiem na nich nie wpaść.- zakończyła patrząc na niego, starając się by nie drgnął jej nawet najmniejszy nerw na twarzy.
- Wolałbym żeby Revenge nie wyskakiwały żadne sprawy!- powiedział przez zęby.
- Ja też, ale to tak na wszelki wypadek..
- Rozumiem.- powiedział- Nie mogłaś powiedzieć mi wcześniej?
- Wcześniej się nie dało. Przyszłam tu prosto z Katowni, gdzie właśnie zaprosiłam Thraska.
- Hawk!
Nie odpowiedziała.
- I co to w ogóle za plan? Długo nad nim myślałaś? No tak.- dodał- Przyszłaś tu prosto z Katowni, więc wymyśliłaś to po drodze. Avannath… jeśli dzisiejsza noc spędzimy w swoich domach, bez templariuszy na karku to jutro osobiście pojdę do zakonu i podziękuje Stwórcy.
- Czyli się zgadzasz?- ucieszyła się i szybko spoważniała widząc jego spojrzenie- To znaczy jestem ci bardzo wdzięczna za pomoc i zrozumienie, i postaram się już nigdy więcej nie mieszać cię w- znów ostrzeżenie w jego zwykle nieszkodliwych piwnych oczach- To znaczy nie wykorzystywać pomocy Revenge, gdy nie będzie to absolutnie konieczne dla dobra magów.
Chyba jakoś to przyjął, bo odwrócił się zbierając swoje rzeczy.
- Ech, nie było tak źle.- pomyślała.
- Jak ja się w to wpakowałem….?- mruknął uzdrowiciel pod nosem.
- Jeśli coś pójdzie nie tak.- powiedział, gdy szli ulicami Dolnego Miasta- Nie patrz na nic tylko uciekaj tylnimi drzwiami.
- Nic nie pójdzie nie tak.- powiedziała- Zresztą Thrask najwyżej pomyśli, że chce chronić Revenge.- skłamała.
Biorąc pod uwagę, czym była lista i że sama zainicjowała jej powstanie Thrask musiałby być głupcem żeby nie zacząć jej podejrzewać.
- Uda się.- przekonywała samą siebie.
Pchnęła drzwi Wisielca i rozejrzała się wchodząc. Jęk wyrwał się mimo woli z jej ust.
- Tylko Avelina tak?- powiedział gorzko uzdrowiciel.
Przy barze siedziała Izabela, a przy ich zwykłym stoliku siedzieli zajęci rozmową Merrill, Varric, Fenris i Avelina.
- Możesz jeszcze zrezygnować.- powiedział.
- Nie.- zaprzeczyła szybko.
Thraska jeszcze nie było. Ruszyła do ich wspólnego stolika wiedząc, że jeśli siądą we dwoje sami wzbudza ich podejrzenia. Przywitała się z wszystkimi i usiadał obok Merrill. Patrzyła na Izabele najwyraźniej już w poważnym stopniu upojenia alkoholowego, choć wiedziała, że z nią nigdy nic nie było wiadomo. Nie, musi brać pod uwagę ich wszystkich.
- Spokojnie pomyślała, nic się nie komplikuje.- i spojrzała na Andersa, który patrzył na nią najwyraźniej odgadując jej myśli. Musi po prostu poczekać na templariusza i potem się z nim oddalić. I z Andersem.
- Nie.- powiedział lodowato Fenris- Nie mam zamiaru nosić surdutu ani żadnej innej równie niepraktycznej części garderoby!
- Ale odmieniłbyś zupełnie swój wygląd- przekonywał go Varric ku uciesze Aveliny i Merrill.
Uśmiechnęła się lekko, ale w sercu czuła chłód. Czy nie za dużo ostatnio od siebie wymagała? Może powinna zrobić Revenge dłuższą przerwę? A jeśli nawet, to lista była jej potrzebna.
- Coś się stało?- zapytała Avelina widząc jej ponure spojrzenie.
- Tez miałem o to zapytać.- dołączył się krasnolud- oboje z Andersem wyglądacie jak…
- Znowu się pokłóciliście?- zapytała ostrożnie Merrill.
- Nie.- zaprzeczyli oboje trochę zbyt szybko, spojrzała na maga. Nie ma, co świetnie im idzie.
- Zakochani już tak mają- powiedział Varric jak by to wszystko wyjaśniało.
Zacisnęła dłonie. Gdyby nie umiejętności i kontakty Varrica już dawno wywaliłaby go z drużyny za jego długi język. Varric zwrócił się do Merrill
- Zauważyłaś jak na siebie patrzą? Nieśmiało, ale tak naprawdę w głębi serca…
- Tak Varricu, jesteśmy razem! Dasz nam teraz spokój?- powiedziała chłodnym głosem.
- Och…- wyrwało się Merrill. Anders zasłonił twarz dłonią najwyraźniej mając dość.
Pozostali wpatrywali się w nią jak zahipnotyzowani.
- Hawk…- zaczął krasnolud- Ja nie wiedziałem przepraszam. Tak tylko paplam…
- Naprawdę jesteście razem?- wtrąciła się zataczając lekko Rivianka, której słuch najwyraźniej polepszał się, gdy chciała.
- Nie.- warknęła.
- Cholera, niemal ci uwierzyłem.- powiedział urażony Varric.
Zauważyła spojrzenie Fenrisa i… czy to była ulga w ego oczach. Co tu się na Stwórcę dzieję?- pomyślała.
- Chodź Avelino porozmawiamy spokojnie.- powiedziała łapiąc ją pod ramię- Bo niektórych najwyraźniej zaczyna za bardzo interesować moje prywatne życie.- powiedziała łypiąc na Varrica. Była pewna, że tego mu nie wybaczy.
- Nie musisz się tak unosić.- powiedziała strażniczka, gdy usiedli sami.
Spojrzała na drzwi. Ani śladu Thraska.
- Setki razy powtarzałam, że nie jestem z Andersem i co to dało? Może rzeczywiście staniemy się parą tylko po ty by wszystkich uszczęśliwić.
- No na pewni nie wszystkich.- powiedziała cicho strażniczka.
- Przepraszam- dodała- Varric potrafi mocno działać mi na nerwach.
- W porządku. Znam to. Musiało trochę minąć żebym przyzwyczaiła się do jego komentarzy.
- Opowiedz mi, co się dzieje w straży?
- Bez zmian. Poza tym, że Revenge napędziła wszystkim strachu. Wiesz… atakuje tylko templariuszy, ale to nasze zadanie by utrzymywać bezpieczeństwo w mieście po zmroku. A wygląda na to, że doki to jego ulubione miejsce.
- Avelino pytałam, co u ciebie a nie jak idzie wam praca.
- Przepraszam Hawk. U mnie no wiesz. Większość dnia spędzam na patrolach.
- Tym, więc lepiej, że udało mi się dziś wyciągnąć cię z twierdzy.
- Hawk.- usłyszała znajomy głos i zobaczyła Thraska.
Musiało być z nią naprawdę źle, jeśli nie widziała jak wchodził.
Widząc jej minę dodał- Wszedłem tylnim wejściem. Nie chciałem zwracać na siebie uwagę.
- Oczywiście.- rozejrzała się za wolnymi stolikami, ale poza tym zajmowanym już przez kolegów Thraska nic nie spostrzegła.
- Siadaj.- rzuciła szybko widząc, że czeka niezdecydowany- Cieszę się, że udało ci się do nas dołączyć. To Avelina jest, kapitanem Straży miejskiej.
Przywitali się i Thrask najwyraźniej zadowolony odparł.
- Przyda mi się opinia straży.- powiedział.
- W jakieś sprawie?- zapytała strażniczka i widząc jego spojrzenie – dodała- Revenge. Nam tez spędza to sen z powiek.
- Hawk, masz jakiś pomysł?
- Ja… - zaczęła nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
- Tak myślałem.- odparł zawiedziony templariusz- Zaprosiłaś mnie tylko po to bym odpoczął od obowiązków.
- Nie, to nie tak.- powiedziała szybko- Nie mam żadnego pomysłu, ale wspólnie może coś wymyślimy.- zakończyła.
- U nas nic nowego się nie dzieję. Choć nowością dla mnie jest to, że nasi ludzie już nie kręcą się po dokach.- powiedział.
- Więc skąd biorą lyrium?- zapytała, Avelina poruszając publiczną tajemnice, która był nielegalny handel templariuszy lyrium.
- Przymykamy oczy na drobnych dostawców kręcących się po katowni.
- Drobni dostawcy… Katownia…- pomyślała czując jak Revenge uśmiecha się szeroko.
- Handlarze lyrium w biały dzień w Katowni, jeszcze miesiąc temu bym w to nie uwierzyła.- powiedziała.
- Nie- powiedział cicho Thrask- przychodzą wieczorem i spotykają się w umówionym miejscu. Wszędzie jest masa straży, kontrolujemy to.
- Skoro tak mówisz.- pomyślała.
- Myślicie, że Revenge pochodzi z Kirkwall?- zapytała Avelina.
- Dlaczego nie?- wzruszyła ramionami.
- Ataki zaczęły się niedawno. Dlaczego nie wcześniej? Możliwe, że przybyła z zewnątrz. Atakuje w dokach. Statkiem łatwo uciec w razie wpadki.
- Kolejny mag apostata w dokach.- powiedziała zrezygnowana Avelina- A nie myśleliście żeby zastawić na niego jakąś pułapkę? Puścić samotnego templariusza?
- Próbowaliśmy, wybrałem nawet tych, którzy… nie kryją się z tym, że nie darzą magów sympatią. To na nic. Jakby zapadł się pod ziemię.
- Może przerzucił się na inny krąg.- powiedziała Hawk i skinęła na kelnera zamawiając mocny alkohol.
- Nie… ja dziś nie pije.- powiedział Thrask.
- Ja też.- zaprzeczyła Avelina- Musze być zawsze w gotowości.- powiedziała i spojrzała na Thraska, z którym najwyraźniej dobrze się rozumieli.
- Więc tylko dla mnie.- powiedziała.
Cały plan wziął w łeb. Nie mogła czekać aż Thrask wyjdzie i napaść z Andersem na czterech templariuszy, którzy siedzieli przy sąsiednim stoliki i-jak zauważyła ponuro- musieli być chyba największymi z wszystkich rycerzy. To musi zdarzyć się tutaj. Nagle uśmiechnęła się.
- Przepraszam na chwilę.- powiedziała i ruszyła w stronę baru.
- Sirok.- zwróciła się do barmana, który gdy była zainteresowana opowiadał jej plotki- Zrobisz mi przysługę?- a kiedy konspiracyjnie skinął głową zaczęła- Widzisz tych templariuszy?- powiedziała, bardziej poczuła niż zobaczyła uzdrowiciela, jak zatrzymuje się obok niej- Zanieść im coś mocnego i powiedz, że to od niej.- zakończyła cicho patrząc w stronę pozornie pijanej Izabeli.- Taki mały rewanż.- wyjaśniła szczerząc zęby.
- Mówisz masz Hawk.- powiedział barman najwyraźniej obyty w takich sytuacjach i skinął na jedną z kelnerek.
- Nieźle.- mruknął Anders.
- No pewnie przy okazji odegram się na Izabeli za…
- Ale Thrask nadal siedzi z Aveliną. Mogę ją od ciebie odciągnąć.
- Nie wypił jeszcze ani kropli i nie wypije.- powiedziała cicho- Zresztą na jak długo zdołasz ją odciągnąć? Będziesz mi potrzebny przy stoliku. Czekaj… - Cholera- pomyślała nie chciała jej w to mieszać- Poproś Merrill- powiedziała słabo- Powiedz, że ja ją proszę niech z nią pogada… o czymkolwiek i nie puści wczesnej niż jak do nich znów podejdziesz. Powiedz jej żeby wymyśliła cos dobrego Avelina nie jest głupia.
- Jesteś pewna?
- Nie mogę czekać aż wyjdą.
- Zaczekaj- zatrzymała go, gdy już chciał odejść. Zaczekaj aż oni…- skinęła na templariuszy, którzy rzucali już ucieszone spojrzenia w stronę niczego nie świadomej Izabeli.
- Dobrze.
- Nic trudnego.- pomyślała- Jak tylko Avelina zniknie. Wszystko pójdzie po jej myśli.
Przysiadła się do nich.
- Nie.- zaprzeczyła Avelina- straż ma swoje obowiązki nie mogę przekazać ci żadnych moich ludzi.
- Mówię tylko o współpracy z strażą miejską.- mówił Thrask.
- Znam już ta współpracę. Cullen był u mniej miesiąc temu i powiedział, że mamy się wam podporządkować. Po moim trupie!- powiedziała.
Złapała spojrzenie Aveliny i odwróciła się by zobaczyć, jak Merrill przywołuje ją dłonią.
Avelina zamyśliła się i wstała.
- Przepraszam was na chwilę.- powiedziała.
- Wiesz Hawk.- powiedział Thrask- ale nie słuchała już, co mówił. Wyciągnęła dłoń pod stolikiem powtarzając sobie.- Maleńkie zaklęcie tylko jeden słaby promień. Spojrzała mu w oczy i wyrzuciła z siebie energię.
Jego spojrzenie się zamgliło. Rozejrzała się nikt nic nie zauważył. Przesiadła się obok niego. Anders usiadł naprzeciw. Sięgnęła dłonią do jego kieszeni, kiedy uzdrowiciel podłożył templariuszowi wino pod nos.
Pusta. Sięgnęła niżej. Mając nadzieję, że nikt nie patrzy. Na piersi pod koszulą miał coś twardego. Znalazła coś. Ignorując przerażony wzrok Andersa pochyliła się bliżej w stronę templariusza i sięgnęła do wewnętrznej kieszeni wyciągając plik dokumentów Przejrzała je szybko i wyciągnęła znajomą kartkę. Spojrzała znacząco na Andersa i wstała ruszając do pokoju Varrica.
Szła spokojnie słysząc z tyłu jak uzdrowiciel wstaje. Zerknęła na stoli templariuszy. Stali teraz pod barem najwyraźniej starając się uwieść wściekłą Riviankę. Nie uśmiechnęła się jednak. Gdy znalazła się za drzwiami złapała pierwszą lepszą kartkę i zaczęła przepisywać.
Nie doszła nawet do połowy, gdy usłyszała za sobą cichy oddech.
Magia.
- Spokojnie.- odskoczył Varric- Przyszedłem zobaczyć, czego szukasz w moim pokoju- uśmiechnął się rubieżnie.
- Potrzebowałam… papieru.- powiedziała gasząc ogień, który nagle pojawił się na jej dłoni.
- Widzę. Co to?- zapytała wskazując na kartkę, którą przezornie zakryła dłonią.
- Nie twoja sprawa.
- Czyli coś ważnego...
- Pokaże ci, powiedziała- jeśli ty pozwolisz mi zajrzeć tam.-wskazała sejf kryjący się za obrazem gdzie Varric trzymał swoje najcenniejsze dokumenty.
- Dobra zapomnij.- rzucił i wyszedł dając jej spokój.
Wróciła do listy modląc się by Anders panował nas sytuacją.
- Szybciej.- pomyślał uzdrowiciel.
Thrask rzeczywiście wyglądał jakby spał już nad kuflem.
- Co mu się stało?- zapytała Avelina podchodząc niezdecydowana- Mówił, że nie będzie nic pił.
- Templariusze.- skwitował widząc jak Merrill patrzy na niego przepraszająco z drugiego końca sali.
- Gdzie Hawk?- zapytała.
- W toalecie.- rzucił.
Zaklął, gdy strażniczka ruszyła w tamta stronę, ale nie miał czasu się tym przejmować, bo Thrask właśnie zaczął coś mamrotać najwyraźniej budząc się.
Skupił się na zaklęciu i wysłał w jego stronę uderzenie umysłu. Przechodząca obok kelnerka zachwiała się.
Znów zaklął. Hawk najwyraźniej zapomniała, że poza zaklęciami uzdrawiania jego czary nie były takie precyzyjne jak jej. Wstał szybko i podszedł do kelnerki sadzając ją na najbliższym krześle.
- Cos się stało?- zapytał jeden z gości podchodząc.
- Jest jej tylko słabo.- powiedział zabierając z jej rąk tace i ku swojemu przerażeniu widząc jak Thrask osuwa się z ławy i zwala pod stół z nie do końca cichym świstem.
Złapał wzrok zdziwionej Aveliny podchodzącej właśnie do stołu, po czym jej wzrok spoczął na nim i wcale nie był przyjazny. Kilka osób też patrzyło w miejsce gdzie zniknął templariusza, ale nie był to niecodzienny widok w najgorszej tawernie w mieście.
Schodziła właśnie ze schodów, gdy zobaczyła Avelinę z marsową miną idąca w stronę Andersa, który kłócił się z jakimś bywalcem o zamroczoną kelnerkę. Zamarła. Wszędzie poznałaby efekt uderzenia umysłu. Thraska nigdzie nie było. Anders zauważając ją wysłał jej spanikowane spojrzenie. Zaszła szybko drogę Avelinie.
- Avelino, szukałam cię!- powiedziała uśmiechając się. Avelina wciąż patrzyła pod jej ramieniem na Andersa, ale najwyraźniej dała spokój.
- Tez cię szukałam.- powiedziała.
- Nie widziałaś Thraska?- zapytała ogarniając stół gdzie jeszcze przed chwilą siedział, zaniepokojonym spojrzeniem. Czy pod stołem naprawdę coś leżało? Avelina widząc jej zdziwienie, pokiwała tylko głowa.
- Spodziewałby się, kto?- powiedziała z niesmakiem- A wydawał się być taki porządnym,
- Mężczyźni.- skwitowała- Pomożesz mi?
Strażniczka westchnęła i razem, próbowały wyciągnąć ważącego z dwieście funtów templariusza spod stołu.
- Zaczekaj chyba się gdzieś zaklinował.- powiedziała i zniknęła pod stołem. Wyszukała szybko wewnętrzną kieszeń i wyciągnęła plik dokumentów dokładając listę. Wsunęła je do kieszeni.
- Wszystko w porządku?- usłyszała mocno podchmielony głos i poderwała się uderzając głową o blat.
- Spróbujmy teraz.- powiedziała wychodząc z pod stołu i rozcierając głowę- Wasz dowódca trochę wypił.- powiedziała do templariusza wykonując dłonią wszędzie zrozumiany znak totalnego pijaństwa.
- Ooch…- powiedział ze zrozumieniem pijany templariusz- Pomogę wam.
Chciała zaprzeczyć, ale zauważyła, że ściągnęli na siebie już uwagę połowy wisielca. W końcu wspólnymi siłami udało im się ułożyć go do pozycji siedzącej.
- Dziękuje.- powiedziała chcąc by jak najszybciej templariusz się zmył.
- Avelino, chce jeszcze o czymś z tobą porozmawiać.- podeszła Merrill najwyraźniej chcąc ratować sytuację.
- Wiesz Hawk.- chyba mam na dziś dość twojego rodzaju rozrywki.- powiedziała strażniczka i rzucając dalijce lodowato- Innym razem Merrill- ruszyła do drzwi.
Chciała iść za nią, ale powstrzymała się i rozejrzała za Andersem. Thrask właśnie się budził i był by znów wpadł pod stół gdyby go nie podtrzymała. Usiadła szybko obok biorąc sprzed jego twarzy wino.
Zamrugał.
Jego koszula była pomięta a na włosach wisiała mu długa pajęczyna. Nie mówiąc już o jego spodniach. Podłoga wisielca nie należała do najczystszych nawet rano, a był już późny wieczór. Zrobiła jednak pokerową twarz, patrząc na niego tak, jak robiła to w chwili rzucania zaklęcia.
- Wszystko przez to, że nie ma porozumienia między nami i strażą.- powiedział dobitnie.
Skinęła poważnie głową zgadzając się starając się zignorować pająka chodzącego mu po ramieniu.
Spojrzał na swoją rękę lekko ubrudzoną czymś szarym i wytarł ją dokładnie.
- A co ty o tym myślisz?- dodał. Pająk opuszczał się mu właśnie na napierśnik.
- Po części masz rację.- przyznała opanowanym głosem- Ale musisz zrozumieć, że Avelina nie chce by jej ludzie zajmowali się czymś innym. Jak powiedziała tez mają swoje obowiązki.
- Wiem, ale..- zawahał się, rozglądając- Gdzie ona jest?
- Och, widziałam jak wychodziła. Chyba niezbyt lubi ten lokal.
- I ma rację. Tylko pijaństwo i rozpusta.- powiedziała mierząc bywalców lokalu surowym wzrokiem.
- M-masz rację, ale- powiedziała obserwując jak pająk wspina się z powrotem- Lubię to miejsce.- dokończyła.
- Dziękuje, że mnie zaprosiłaś Hawk.- powiedział drapiąc się po szyi gdzie właśnie zniknął mały sześcionogi potworek- ale myślę, że to nie jest też miejsce dla mnie. Wstał.
- Daj mi znać, jeśli uda ci się czegoś dowiedzieć.
- Pójść z tobą?- zapytała patrząc na wątpliwej trzeźwości templariuszy.
- Nie.- zaprzeczył i sięgnął do koszuli sprawdzając czy dokumenty są na miejscy.- Damy sobie radę. Do zobaczenia.- powiedział i poszedł w stronę swoich ludzi.
- Czy na jego plecach na pewno była duża plama po wymiocinach?- zastanowiła się i poczuła magię Andersa. Odwróciła się. Patrzył właśnie zdziwiony na brudne plecy Thraska.
Przysiadł się do niej.
- Masz to?- zapytał zmęczonym głosem.
- Mam… Masz… Podbite oko? Co się stało?
- Wziąłem ta… kelnerkę na górę, bo ten chłoptaś się strasznie mnie czepiał. Właśnie kładłem ją na łóżku Varrica, gdy się obudziła… Myślała, że chce…
- Och…- wyrwało jej się.
- Jak ja będę mógł się tu teraz znów pokazać?
- Przestań, one są do tego przyzwyczajone...
Oboje przerwali rozmowę patrząc jak zahipnotyzowani, gdy Thrask z pajączyna na włosach i brudnym strojem szedł w stronę drzwi na czele pijanych templariuszy.
- Myślisz, że nie zauważy?- zapytał niemal obojętnie.
- Nie wiem.- powiedziała i opuściła głowię opierając czoło bez siły o wątpliwej czystości blat stołu- Jedno jest pewne- podniosła głowię i spojrzała mu w oczy- Nie ma już szans u Aveliny.
Oboje wybuchnęli śmiechem.
- Stwórco! Hawk…jak zobaczyłem, że leci pod stół myślałem, że już po nas.
- Daliśmy radę.- powiedziała- Tylko, co ja mam mu teraz powiedzieć jak zapyta gdzie się tam umorusał?- i znów zaczęli się śmiać aż poczuła łzy radości w oczach. Spojrzała na niego.
- To był zły pomysł.- powiedziała rozglądać się po bywalcach- Już nigdy spraw JEGO nie będę rozwiązywać tutaj. Nigdy.
I dopiero teraz umoczyła usta w słodkim płynie. Choć czuła, że musiała by wypić kilka butelek żeby odreagować dzisiejszą noc. Przysunęła wino w jego stronę, uzdrowiciel nie odmówił. Patrzyła jak kilkoma łykami pochłania pół dużego kufla.
- Ech, jeśli ktoś cos zauważył dowiemy się jutro.
Wstała.
- Chodź odprowadzę cię do Mrokowiska.
- Czy to nie ja powinienem odprowadzać ciebie?
- Przecież wiesz ze przejście do mojego domu jest parę kroków od kliniki.
- Już idziecie?- zatrzymał ich Varric.
Anders coś mu mówił, więc poruszyła tylko ustami w słowo „Dziękuje" Patrząc na Merrill. Dalijka u uśmiechnęła się. Fenris siedział z pochmurnym czołem nawet na nich nie patrząc.
Przez całą drogę sięgała do kieszeni sprawdzając czy lista nadal tam jest. Wzięła też kilka innych kartek tych, które leżały pod nią u Varrica by znany z ciekawości nie odkrył wartości listy, po piśmie, które mogło przebić na kolejne strony.
- Dziękuje, Anders.- powiedziała- Bez ciebie nie dałabym rady.
- Musze przyznać, że rzeczywiście nie.
- Masz wolny cały najbliższy tydzień za to.- powiedziała odchodząc.
- Trzymam cię za słowo.
Sięgnęła dłonią do kieszeni wreszcie mogąc obejrzeć swoją zdobycz i zamarła. Nie było jej. Odwróciła się . Anders właśnie z pochmurnym czołem przeglądał JEJ listę.
- Anders!- krzyknęła i wyrwała mu ją z rąk.
- To nie jest lista patroli.- powiedział niemal spokojnie.
- Ale byłaby gdybyś jej nie zabrał!- powiedziała z wyrzutem i przewidując dalszy tok rozmowy rzuciła zaklęcie wyciszające.
- Pomogłem ci. Mam chyba prawo wiedzieć, co to…- znieruchomiał- Zaraz czy to jest to, co myślę?
- Zależy, co myślisz.- odparła kwaśno.
- Hawk.
- To nic takiego. To tylko lista templariuszy, którzy handlują lyrium.- skłamała.
Spojrzał na nią.
- Kiedy mówisz cos tak bez zająknięcia zaczynam się ciebie bać.
- Już ci mówiłam. To przyda się Revenge.
- Czy to lista jej kolejnych celów?- zapytał chłodno.
- To lista templariuszy, którzy mają coś na sumieniu.- poddała się.
- To, więc jedno i to samo.
- Nie. Revenge nie wybrał jeszcze żadnych kolejnych celów.- Ale dzięki temu ma, w czym wybierać- dodała w myślach.
- Nie mów tak jak by to była obca osoba. To ty jesteś Revenge. I to ty wpadniesz w kłopoty.
- Już ci powiedziałam- zaczęła spokojnie- na razie nic nie planuje.
- I Thrask ci pomógł?
- Jasne, że nie. Inaczej nie musiałabym mu jej kraść.
- Skąd miał coś takiego?
- Powiedziałam mu- zaczęła zmęczonym głosem- żeby zrobił listę templariuszy, którzy podpadli magom. W ten sposób będzie im łatwiej ich chronić. Ewentualnie przewidzieć kolejny cel Revenge.
- Cieszę się, że jestem po twojej stronie.- powiedział po chwili.
- Jak już mówiłam na razie nic nie planuje. Po prostu wole to mieć…
- Jak by, Revenge nagle chciała o sobie przypomnieć.- dokończył.
Skinęła głową.
- Chce wiedzieć, jeśli do tego dojdzie.
- W porządku.
- Zanim do tego dojdzie.- zaznaczył.
- Zrozumiałam.
To był ciężki, dzien. Zwaliła się na łózko niemal bez tchu. Jeśli jutro obudzi się bez templariuszy walących do jej drzwi, to mogła uznać dzisiejszą akcje w Wisielcu za udaną. Spojrzała na listę. Nie miała się siły nawet cieszyć. Schowała ja pod poduszkę i zanurzyła w chłodnej pościeli. Nic się nie stanie, jeśli jutro trochę się spóźni.
