Przyjaciele mimo woli

Obudziło ja pukanie do drzwi.

- Taaak?- zapytała nie do końca obudzona.

- Hawk, przepraszam, że cię budzę- powiedział Bohdan- ale Varric i Fenris czekają na dole już od godziny.

- Co takiego.- podskoczyła i przypomniała sobie, że umówiła się z nimi tutaj.- Och… powiedz im, że będę za pięć minut.. Nie za piętnaście!- I nie czekając aż krasnolud zniknie wyskoczyła półnaga pędząc pod prysznic.

- I? – zapytał Varric Bodahana, z pod którego brody wychodziły czerwone rumieńce.

- Ona… e… Zaraz zejdzie.- powiedział i zniknął w drzwiach kuchni.

- Co się ostatnio dzieję z tą Hawk?- zapytał.

Szybko wzięła prysznic i doprowadziła włosy do porządku. Nie – stwierdziła musi je umyć. Wskoczyła pod wodę i po chwili wycierała je suchym ręcznikiem. Nie wiele to jednak dało.

- Szlag!- pomyślała- Jak mam wyjść na miasto z takimi włosami- Zaraz…- wpadła na genialny pomysł.

Krasnolud wbrew sprzeciwowi elfa ruszył na górę. I stanął w jej drzwiach jak wryty. Nad podłoga unosiła się niewielka kula ognia, a sama magiczka suszyła nad nią włosy.

- To się nazywa praktyczna magia.

Złapała pierwszą poduszkę, jaka wpadła jej pod rękę i rzuciła w niego, co krasnolud z łatwością ominął.

- Zaczekaj na dole.- zagroziła.

Słysząc hałas elf stanął w drzwiach. I uniósł w zdumieniu brwi. Pierwszy raz był w jej pokoju i musiał przyznać, że panował w nim większy chaos niż w jego opuszczonej rezydencji. Wszędzie walały się poduszki i ubrania, a na szafce przy łóżku obok kobiecych szpargałów błyszczały w porannym, słońcu runy i kilka ostrzy. Jak by tego było mało, na środku pokoju płonęła kula ognia powoli osmalając sufit. Zdziwiony, że Hawk może być taką bałaganiarą nie zauważył lecącej poduszki, która plasnęła go prosto w twarz.

Varric ryknął ze śmiechu.

- Trzeba było zostać łotrzykiem elfie, to byś ją ominął!

Kula ognia zgasła z sykiem. Hawk porwała kostur i ruszyła w ich stronę cofnęli się odruchowo, ale ona tylko przeszła między nimi z wzrokiem dalekim od szacunku.

- To twoja wina.- pomyślała- Gdybyś wstała wcześniej ci durnie nie wpadliby do twojej sypialni! Co gorsze widzieli ją w możliwie najgorszych okolicznościach.

Biorąc pod uwagę sprawunki Revenge i ostatnia akcję w Wisielcu, zupełnie zignorowała rosnący bałagan.

- Nie wiedziałem, że w kwestii wystroju wnętrz, bierzesz przykład z Merrill.- podsunął krasnolud, gdy ją dogonili.

- Nie miałam ostatnio czasu, sprzątać.- powiedziała lodowato- Za dużo misji…

- Nie długo sprzątanie tam będzie się już zaliczało do misji i to wcale nie tych najłatwiejszych…- przestrzegł- Co myślisz elfie?- zwrócił się do Fenrisa.

- Myślę, że powinniśmy zająć się zadaniem.- powiedział swoim zwykłym obojętnym tonem.

- Lepiej go posłuchaj. – rzuciła za siebie zaciskając dłonie na kosturze a w jej umyśle pojawiła się wizja ognistej burzy roznoszącej ulubione gniazdko Varrica na strzępy.

- Uzdrowiciel nie idzie z nami?- zapytał po chwili krasnolud najwidoczniej woląc nie przesadzić.

- Nie.- powiedziała chłodno.

No tak Andersowi dała wolne. Jakoś nie wyobrażała sobie spotkania z Aveliną lub tym bardziej Izabelą po wczorajszym wieczorze zwłaszcza, że była pewna, że piratka dowie się, kto nasłała na nią pijanych templariuszy. Nie chciała brać też Merrill, bo wczoraj prosiła ją znów o przysługę, a jeszcze nie zrobiła nic w sprawie Lustra.

- To tylko rozmowa z kupcem.- powiedziała- Damy sobie radę w trójkę.

- Jak chcesz.- powiedział krasnolud wymieniając z elfem zdziwione spojrzenia.

Wybrzeże. Kupiec powinien być na południowym krańcu Okaleczonego Wybrzeża. Szła szybko w milczeniu. I ku jej zdziwieniu elf i krasnolud również nie rozmawiali. Zatrzymała się, wyczuwając niebezpieczeństwo i złapała za kostur mając zamiar roznieść na strzępy wszystko, co wyłoni się zza skał. Zebrała płomień na dłoni widząc powoli wychylając się głowę jakiegoś krasnoluda.

- Czekaj Hawk!- poczuła uścisk Varrica na dłoni i zgasiła płomień patrząc na niego pytająco.

- Znam go. Może nie będzie trzeba użyć siły.

- Hej Merlon!- krzyknął ruszając do przodu- To ja Varric.

Zza skały wychyliła się teraz cała głowa.

- Varric? A już myślałem, że to łowcy nasłani przez Anso.

- To też prawda. –dodał- ale skoro to ty, możemy się dogadać.- powiedział- To może zająć trochę czasu Hawk.- rzucił patrząc na nią.

Odłożyła kostur i podeszła do klifu. Świetnie. Akurat dzisiaj, kiedy chciała powalczyć, wszystko uda się załatwić przez negocjacje. Fenris stanął obok.

- Przepraszam za dziś rano.- powiedział- Nie powinienem iść za Varrickiem, ale usłyszałem krzyk i instynktownie wyczułem magie. Pomyślałem, że możesz mieć kłopoty.

- Ciekawe, jakie?- pomyślała zirytowana- Demon wyskoczył mi spod łóżka?- powstrzymała się jednak by to powiedzieć. Czy on nie wiedział, że każdy mag zabezpieczał swój dom zaklęciami i urokami, jak sama to zrobiła z posiadłością, jak i Anders z klinika?

- A ja przepraszam za poduszkę.- powiedziała, choć wiedziała, że nie zabrzmiało to do końca szczerze- ale sam się o to prosiłeś. Zresztą myślałam, że zrobisz unik.

- Rozproszył mnie…- przerwał widząc jej lodowate spojrzenie i zamiast powiedzieć „bałagan" zakończył- Nie spałem dobrze ostatniej nocy.

- Hawk.- powiedział Varric wracając po piętnastu minutach- dogadałem się z nim. Omówimy jeszcze szczegóły i idziemy do Anso wyjaśnić sytuację.

- W porządku.- powiedziała- Ruszymy przodem.

Varric i kupiec szli z tyłu, a Fenris maszerował obok niej.

Przywołała płomień na dłoń i patrzyła jak płonie a wokół jak na złość zero przeciwników.

- Mogę iść z tyłu, jeśli wciąż jesteś na mnie zła za rano.- powiedział elf patrząc podejrzliwie na płomień wywołany magia.

- Nie. To nie to.- powiedziała- Po prostu miała dziś ochotę na porządną rozwałkę.

- Jeśli chcesz możemy wpaść nocą do doków. Tam zawsze coś się szykuje.- zaproponował.

Uśmiechnęła się i rozluźniła dłoń. Kula ognia zgasła.

- Rozważę to.- powiedziała posyłając mu przyjazne spojrzenie.

Im dłużej szła tym bardziej upewniała się, że Fenris się nad czymś zastanawia.

- Nad czym tak rozmyślasz?- zapytała.

- Niczym konkretnym.- odpowiedział chyba odruchowo.

- Jak chcesz.

- Naprawdę chcesz wiedzieć?- zapytał i zobaczyła jego poważne spojrzenie. Trochę zbyt poważne.

- Czemu nie.

- Zastanawia mnie cos się tak naprawdę wydarzyło wczoraj w Wisielcu.

I po co pytała?

- Och, my tylko rozmawialiśmy to wszystko.

- Kiedyś ci powiedziałem, że nie umiesz kłamać.- dodał, nie podobał jej się ten jego poważny ton.

- To tylko spotkanie towarzyskie nic więcej, sam widziałeś.

- Widziałem jak w jednej chwili rozmawiasz z Thraskiem i Aveliną. W drugiej Thrask śpi nad kuflem a ty…. Chyba najwyraźniej chcesz sprawdzić czy naprawde jest mężczyzną…

Zaczerwieniła się.

- To mógłby zrozumieć, ale wyglądało na to, że uzdrowiciela też to interesowało…. Choć zawsze podejrzewałem, że z nim jest cos nie tak.- dodał pod nosem.

- Ja… e..- chciała odpowiedzieć, ale powstrzymał ją dłonią.

- Puściłby to mimo uszu, ale potem lecisz do Varrica- wiem, bo sam mi opowiadał, że myszkowałaś w jego pokoju- a Anders podrywa kelnerkę i ten templariusz…- skrzywił się z niesmakiem.

- To…- zaczęła, ale znów jej przerwał.

- W między czasie Merrill papla Avelinie trzy po trzy bardziej bezsensownie niż zwykle, o ile jest to możliwe, a gdy zirytowana strażniczka odchodzi, dalijka ma taka minę jak by, co najmniej właśnie przywołała demona w środku Katowni. Chcesz słuchać dalej?

Nie odpowiedziała. Zatkało ją. Ona obmacująca Thraska? Więc tak to wyglądało z boku? Stwórco… A myślała, że tak dobrze im poszło…

- W następnej chwili Thrask cudownie trzeźwieje i rozmawia całkiem przytomnie ignorując to, że jego strój wygląda jak by właśnie wytarzał się w odpadkach. Mogę zrozumieć jedynie to, że uzdrowiciel dostał kosza.- zakończył patrząc na nią.

Spojrzała na klif unikając jego wzroku. I ona ma mu niby teraz z tego ułożyć zgrabna wyjaśniającą wszystko historie, pomijając oczywiście najważniejsze fakty? Potrafiła i lubiła zmyślać, ale to było ponad jej siły.

Westchnęła, widząc, że elf czeka na wyjaśnienie.

- No, więc…- zastanowiła się, ale choć się starała nic nie mogło przyjść jej do głowy. Zauważyła jego chmurne spojrzenie.

- Jeśli chcesz coś zmyślić- powiedział- Chętnie posłucham. Jestem ciekawy jak to wszystko wytłumaczysz.

- To… bardzo skomplikowane.- powiedziała.

- Domyślam się.- odparł i widząc, że magiczka na próżno próbuje ułożyć wydarzenia z uprzedniej nocy w logiczną całość dodał- Wiem, że masz z Andersem tajemnice, ale następnym razem jak wpadniesz w…- zawahał się się- niecodzienną sytuację możesz poprosić mnie o pomoc. Na pewno będę bardziej skuteczniejszy niż Merrill.

Spojrzała na niego zaskoczona. To wszystko? Żadnych wyjaśnień. Co więcej zaoferował jedynie chęć pomocy.

- Wiesz, nie chciałabym cię miesząc w moje mroczne sprawy.- powiedziała z błyskiem w oku.

- Nie nazwałbym ich mrocznymi, biorąc pod uwagę jak ostatecznie wyszedł na tym Thrask powiedziałbym, że to raczej brudne sprawy.

Uśmiechnął się.

- W porządku.- powiedziała dziękując w duchu za to, że elf nie domagał się już wyjaśnień- Następnym razem… O ile będzie następny raz- dodała szybko- rozważę twoją propozycję Fenris… wolałabym żebyś zachował te obserwacje dla sebie. To naprawde nie było… tym, na co wyglądało- mówiła nieporadnie- A gdyby trafiło do nie tych uszu, co trzeba.

- To, że rozmawiam z Izabelą nie oznacza, że przejąłem jej zwyczaje.- powiedział mając na myśli nieujarzmione plotkowanie Rivianki.

- Nie to miałam na myśli. Wiem, że tak nie robisz.- skąd niby mogła to wiedzieć skoro prawie z nim nie rozmawiała?- Proszę jedynie o dyskrecje.

- W porządku.- powiedział obojętnie.

Jak ona teraz spojrzy w oczy Thraskowi? Choć templariusze pewnie nic nie widzieli dopilnowała żeby byli pijani. A w Wisielcu nie było wiele osób- Och, kogo ja okłamuje? Wisielec pękał w szwach jak zwykle.- pomyślała kwaśno. Mogła mieć jedynie nadzieję, że byli zajęcie swoimi sprawami.

- Nie musisz się tym tak przejmować. Tylko ktoś, kto interesował się wami cały czas to zauważył. Moja uwagę zwrócił uzdrowiciel, bo zamiast jak zwykle rozmawiać z Varrickiem, nie spuszczał z ciebie wzroku.- powiedział patrząc w przestrzeń.

- A…aha.- powiedziała i patrzyła na niego podejrzliwie.

Fenris zwracał uwagę na Andersa tylko wtedy, gdy musiał. Nie cierpiał go z wzajemnością zresztą.

- Widocznie Anders zupełnie nie nadaje się na konspiratora.- pomyślała ponuro- Skoro tak łatwo go przejrzeć.

- No… -zamyśliła się- Fenris na pewno byłby w tym lepszy z tą jego wiecznie poważną twarzą, na której rzadko pojawiały się jakiekolwiek emocje. Ale biorąc pod uwagę charakter działań Revenge podejrzewała, że prędzej by ją wydał niż pomógł. Pomijając nawet awersje do magii. Nie. Revenge działał sam. A Andersa już nigdy nie poprosi o pomoc choćby nawet templariusze siedzieli jej na karku.- przysięgła sobie.

Mijali właśnie ostatni skręt wśród skalistych odłamków, gdy poczuła mrowienie na palcach. Obecność magii. Zatrzymała się. Fenris rozglądał się podejrzliwie dookoła najwyraźniej też wyczuwając niebezpieczeństwo.

- Ty tam! Na dole!- usłyszała głos i podniosła głowę szukając źródła głosu- Jesteś w posiadaniu skradzionej wartości. Odsuń się od niewolnika i odejdź.

- Łowcy!- rzucił przez zeby elf i jego znaki zaświeciły na niebiesko.

Nad nimi na występie stał mężczyzna w towarzystwie dwóch magów. Usłyszała kroki i przed nimi zza skał wyszła grupka łowców niewolników.

Zaklęła. Akurat dziś musiała nie wziąć pełnej drużyny, a Varric zamarudził gdzieś z tyłu.

- Odsuń się Hawk.- powiedział elf nie patrząc na nią.

- Nie doczekanie twoje.- pomyślała

- On nie jest niewolnikiem!- krzyknęła i rzuciła płomień, który zdążył jednak tylko osmalić szaty napastnika nim ten zniknął z występu skalnego.

- Cholera Hawk! Jest ich za dużo.- powiedział Fenris i rzucił się na pierwszego napastnika.

Modląc się by Varric się pospieszył posłała lód na idących na nią łowców i odbiegła do tyłu. Nie była dobra w bezpośredniej walce. Poczuła drżenie powietrza i uskoczyła unikając o krok błyskawicy, która wyrwała dziurę w pobliskim głazie. Kolejni łowcy byli już przy niej. Modląc się by zdążyć zebrała energie odsunęła się i posłała w nich uderzenie umysłu. Elf wykończył dwóch z nich i podbiegł do niej wycofując się.

Łowcy zaczęli ich okrążać, choć ją bardziej martwiło to gdzie zniknęło nagle dwóch wrogich magów. Cofnęła się i za plecami poczuła skałę. Niebieskie światło bijące od elfa wzmogło się i wyrzucił kilku najbliższej stojących napastników w powietrze czerpiąc energię z ukrytego pod skóra lyrium. Zamieniła w sopel lodu łowcę, który próbował zajść ich od tyłu. Varrica nadal nie było widać.

- Bariera… dlaczego nadal nie nauczyłam się tej cholernej bariery!- pomyślała przywołując mabari.

Pies rzucił się na przeciwników, wiedziała jednak, że to na nie wiele się zda. Nagle w powietrzu świsnęły strzały. Zbyt długo pracowała z Varrickiem by nie poznać ataku jego legendarnej kuszy Bianki.

- Spróbuj potrzymać ich na dystans. Potrzebuje pół minuty.- rzuciła do elfa, choć wiedziała, że używając odrzucenia z lyrium, nie zostało mu już wiele asów w rękawie.

Rzuciła pióropusz lodu na grupkę, z którymi walczył, skupiła się i sięgnęła po ogień. W jej stronę ruszyła trójka łowców, ale strzały szybko powaliły ich na ziemie. Już niemal kończyła, gdy poczuła uderzenie energii i osunęła się na ziemię. Czar zaczął wymykać jej się z rąk.

Próbowała się skupić walcząc z uderzeniem umysły. Wokół rozległ się szum rozpętującej się lodowej burzy i oni najwyraźniej mieli być epicentrum.

- Weź się w garść Hawk.- powiedziała sobie czując jak błyskawica rozrywa jej ramie.- Uda się.- Chłód stawał się nie do wytrzymania.

Sięgnęła po gniew i złapała wymykający się czar.

- Nie, nie zginie tutaj!- Zacisnęła dłonie i otworzyła je by nagromadzona energia mogła się uwolnić. Bardziej poczuła niż zobaczyła jak Fenris staje obok niej by nie stać na drodze zaklęciu. Ogień buchnął z jej dłoni osmalając jej włosy. Wstała panując nad nim. Nie czuła już bólu w ramieniu, a efekt uderzenia umysły nagle zniknął. Była tylko ona płomienie i gniew na napastników.

- Nie dostaniecie nikogo z mojej drużyny!- pomyślała i sięgnęła głębiej aż cała utonęła w magicznej energii.

Nagle źródło jej mocy znikło. Opadła wyczerpana na ziemię błagając by to wystarczyło. Dopiero po chwili, jakby przez mgle spojrzała na efekty zaklęcia.

- Nie, nie było z nią dobrze.- pomyślała widząc wśród ognistej burzy żywiołaki ognia biegające między skałami.

- Chyba przesadziłam.- powiedziała czując jak ogień zbliża się do nich i zemdlała.

Woda. Krople. Zaczęły ją drażnić. Znów woda.

Otworzyła oczy i Fenris, który najwyraźniej przykładał jej do twarzy mokry kompres. Zawahał się.

- Nic mi nie jest.- od razu powiedziała i aż jęknęła przy kolejnym ruchu.

- Nie ruszaj się Hawk.- Powiedział Varric- Masz szczęście, że elf miał w zanadrzu jakąś osłonę z lyrium inaczej oboje byście się tam usmażyli. Twoje lewie ramie, jeśli szybko czegoś z nim nie zrobimy no… Więcej ci nie posłuży.

- Co? – spojrzała na swoje ramię grubo zabandażowane tkaniną.

- Błyskawica- jęknęła- któryś z magów ją rzucił.

Rozejrzała się.

- Przynieśliśmy cię tutaj- powiedział krasnolud- tam nadal jest gorąco jak cholera.

Westchnęła próbując zebrać myśli.

- Dostaliśmy ich?- zapytała w końcu.

- Tak. Rozwaliłaś ich ta burza. A drugiego maga dobił elf, choć pewnie nie było to nawet konieczne. Tymi, co przeżyli zajęła się Bianca.

- Przywołałam mabari…

- Tak… wiem. Przykro mi.

Westchnęła. Nie powinna tego robić. Nigdy nie przepadała za tym futrzakiem, ale teraz zrobiło jej się żal.

- Kupie ci nowego.- pocieszał ją Varric.

- Co to była za magia?- zapytał niemal obojętnie Fenris, gdy usiadła.

- Nie wiem. Chyba chciałam dać z siebie wszystko. I dałam. Nie mam siły nawet wstać.

- Więc nie wstawaj. Zaniosę cię do Kirkwall.

Varric parsknął widząc wyraz jej twarzy.

- Ja… chyba zostało mi jednak trochę siły.- powiedziała próbując wstać.

Nagle zakołysała się i była by upadła gdyby elf jej nie podtrzymał.

- Dziękuje.- powiedziała odzyskując równowagę- Dam radę iść sama.

- W porządku.- odparł obojętnie.

Stała tak odzyskując oddech i nagle zwróciła się do nich.

- Czy to tylko moja głowa… Czy tam naprawę latały żywiołami ognia?

- Tak i to jakie!- powiedział Varric- Szkoda, że uzdrowiciel tego nie widział.

- Jesteś pewna, że użyłaś właściwego rodzaju magii?- zapytał elf.

Ach, więc o to ci chodzi- domyśliła się czując rosnące w niej wzburzenie.

- Tak. Jestem pewna, że nie miało to nic wspólnego z magią krwi ani pomocą demonów. Nawet, jeśli miałabym tam zginąć, nie zrobiłabym tego.- powiedziała zła i postawiła kilka niepewnych kroków czując, że nie jest w stanie pokonać kilku metrów nie mówiąc już o powrocie do Kirkwall.

Zaklęła. Czy to musiał być akurat elf? Varric ledwie dostawiał jej do pasa. Nawet, jeśli by chciał nie mogłaby się na nim oprzeć. F

Fenris chyba specjalnie patrzył teraz na klify najwidoczniej podziwiając morską aurę.

Złapała kostur. I podpierając się na nim postawiła kolejnych kilka kroków. Elf i Varric ruszyli obok niej w milczeniu. Gdy zatrzymała się po kilku krokach żaden z nich tego nie skomentował.

Wiedziała, że robią to specjalnie.

- Dobra!- rzuciła- Wygraliście. W tym tempie prędzej zburzą Kirkwall nim tam dotrzemy.

Varric wyszczerzył zęby, ale Fenris nawet się nie odwrócił. No jasne. Przed chwilą przecież odrzuciła jego pomoc i to niezbyt grzecznie.

Chrząknęła, czując, że za chwile zwali się na piasek, bo w głowie szumiało jej coraz bardziej niepokojąco.

- Fenris, byłabym bardzo wdzięczna, jeśli mógłbyś mi użyczyć ramienia.- powiedziała poważnie.

Krasnolud odwrócił się, ale dobrze widziała, że dusił się ze śmiechu.

- W porządku.- odpowiedział elf.

- Nie, wystarczy, że…- zaczęła protestować widząc, że chce ją wziąć na ręce.

- Och daj spokój.- mruknął podnosząc ją na rękach- Tak będzie szybciej.

Był silny. Pomimo że miał drobną sylwetkę podniósł ją jakby nic nie ważyła. Zaskoczyło ją to, choć przeciec zawsze wiedziała, że walczy ważącym chyba z kilkadziesiąt kilogramowym mieczem, którego ona zapewnie nie była by w stanie nawet podnieść.

- No to możemy iść.- powiedział krasnolud i ruszyli w stronę miasta.

Starając się ignorować to, że była właśnie niesiona przez ponurego elfa wyrzucała sobie dzisiejsze błędy. Najpierw zapomniała o porannym spotkaniu. następnie zlekceważyła jedną z głównych zasad i ruszyła z niepełną drużyną. Potem… wciąż nie znała bariery. Gdyby nie on…- pomyślała czując przyjemny chłód od jego napierśnika. Najpewniej nie wyszliby z tego żywi. I na do datek nieudane zaklęcie. Ognista burza była zbyt mocna? Nie wiedziała nawet, że ją stać na tak mocny czar, i niewiele brakowało żeby zmiotła również ich z powierzchni.

Zauważyła, że Varric łypie na nią z uśmiechem od ucha do ucha.

Wykonała delikatnie, tak by elf nie zauważył dłonią gest na szyi mówiący, że nie przewiduje jego długiego życia.

- Pójdę przodem- rzucił chcąc by w jego głosie nie było słychach rozbawiania- Lepiej żebyśmy teraz nie natknęli się na przypadkową bandę.

Nie mogła w to uwierzyć. Już dawno powinna wyrzucić go z drużyny. Bezwartościowy karzełek z słowotokiem! Zacisnęła dłoń zapominając, że trzyma rękę na ramieniu Fenrisa.

- Przepraszam.- powiedziała szybko zabierając ją.

Elf nic nie odpowiedział idąc z zamyślonym wzrokiem.

- Z każdą chwila jestem bliżej Kirkwall.- pomyślała chcąc znaleźć się już w Klinice Andersa.

- To ja przepraszam.- odparł Fenris.

- Za co?- zapytała patrząc mu w oczy. Były takie głębokie i smutne. Nigdy nie patrzyła w nie z tak bliskiej odległości. Patrząc na nie niemal zapomniała, o czym rozmawiają.

Spojrzał przed siebie.

- To przez mnie znaleźliście się w niebezpieczeństwie.

- To nie prawda! Dobrze wiesz, że to jest moja wina!

- Twoja?

Westchnęła.

- Nie wzięłam pełnej drużyny. Naraziłam was na niebezpieczeństwo. Co ze mnie za przywódca, jeśli popełniam takie błędy?- zakończyła cicho.

- Jesteś dobrym przywódcą.- powiedział po chwili jakby zastanawiając się nad tym.

- Tak. Najwidoczniej nie dzisiaj... I nigdy więcej nie mów mi, co mam robić.- powiedziała- Nie zostawiłabym nikogo z was! I była bym dumna móc zginać za każdego z was. No może z wyjątkiem Varrica…- dodała pod nosem.

Elf patrzył na nią. Nigdy nie spotkał się jeszcze z takim poświęceniem. W Tevinter nawet magistrowie chowali się za innymi, jakiekolwiek poświęcenie z ich strony było po prostu śmieszne. Nienawidził magii i wszystkiego, co z sobą niosła. Ale po raz kolejny zdał sobie sprawę, że Avannath nie zasługiwała na to przekleństwo, jakim według niego była magia. Żałował tylko, że nie może tego zmienić.

Gdy znaleźli się pod kliniką podziękowała elfowi i ujęła rękę Andersa, który pomógł jej usiąść.

Gdy ściągnął bandaż aż westchnął.

- Avannath coś ty z sobą zrobiła?

- Dasz rade coś z tym zrobić?- zapytała.

- Tak, ale… od kiedy dajesz się tak lać innym magom? Merrill nie mogła, chociaż zatamować krwawienia?

- Nie- odpowiedziała, głupio zrobiła i zasłużyła sobie na to- Bo jej tam nie było. Nie zabrałam jej. Poszłam tylko z Fenrisem i Varriciem.

- Nie zastałaś jej?- spytał z chmurnym czołem- Trzeba było wziąć Avelinę, albo… cholera, Hawk przecież wiesz, że bym z tobą poszedł!

- Dziwie się, że masz tylu pacjentów skoro tak ich traktujesz.- burknęła.

Westchnął.

- To moja wina.- powiedziała- Po prostu uznałam, że damy rade sami. To nie była trudna misja.- dodała szybko widząc jego wzrok.

- Widzę.- powiedział lodowato nakładając dłonie nad jej zmasakrowane ramie.

Wstrzymała oddech czując jakby ktoś palił jej ranę żywym ogniem. Po chwili ból zaczął słabnąc aż znikł zupełnie. Na ramieniu nie pozostało nawet śladu po ranie.

- Dziękuję.- powiedziała oceniając efekt.- Wiem.- dodała szybko widząc, że już otwiera usta by ją zbesztać- Zachowałam się bezmyślnie, co gorsza naraziłam pozostałych i jakby coś im się stało nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Ale przez to też nigdy już nie popełnię takiego błędu.

- Uważaj na siebie.

- Wiem. Wierz mi nie wyjdę z domu dopóki Ne nauczę się stawiać porządnej bariery.

- Trzymam cię za słowo.

Już kilka godzin później pożałowała tych słów. Była dobra w uderzeniu umysłu. Bardzo dobra. A po dzisiejszym dniu wywnioskowała, że w żywiole ognia jest jeszcze lepsza niż sądziła. Ale bariera po prostu jej nie wychodziła. Czar wyślizgiwał się jej z rąk jak śliski wąż i jedyne, co udało jej się osiągnąć po kilku godzinach ćwiczeń, to szara otaczająca ją mgiełką, która rozproszył Sandal wpadając bez pukania.

Przejrzała księgę zaklęć, ale inne czary na magiczne tarcze były jeszcze bardziej skomplikowane. Skupiła się znów. Zamknęła oczy. Energia skupiła się wokół niej, nabrała szarej barwy- powinna być biała, ale dobre i to- niemal wypuściła czar, gdy z radością zobaczyła białe przebłyski.

- Dobrze teraz tylko musze ją wypróbować.- pomyślała rozglądając się, czego by tu użyć, gdy nagle drzwi do jej pokoju otwarły się i zaczepiły o jej barierę a ta rozpłynęła się z cichym sykiem.

- Niech to szlag!- rzuciła.

- Przychodzę nie w porę?- zza drzwi wychyliła się Izabela.

- Nie wejdź. Ćwiczyłam właśnie pewien czar i- wskazała ręką na zanikającą już szarą mgiełkę.

- Może podchodzisz do tego na zbyt poważnie. Za bardzo się skupiasz. Spróbuj się trochę zrelaksować.

Usiadła wiedząc, że jest to recepta Rivianki na wszystko.

- Mówię poważnie.- powiedziała.

- Może. Spróbuje później.

- Przyszłam bo…

- Siadaj.- wskazała jej fotel.

Na szczęście posprzątała po powrocie do domu i jej pokój lśnił już czystością. Choć w przypadku Izabeli bałagan nie zrobił by na niej żadnego wrażenia. Spojrzała na Rivianke.

- Czy… -zaczęła piratka- Czy ty ostatnio mnie unikasz?

- Ja… Oczywiście, że nie!- odpowiedziała.

- Wszystkich zabierasz na misję nawet tą małą magiczkę krwi. A ze mną ostatnio rozmawiałaś… no widzisz nawet nie pamiętam.

Zastanowiła się. Avelina miała racje. Izabela również. Przypomniała sobie, że wciąż nie zrobiła nic w sprawię lustra Merrill.

- No widzisz nawet teraz mnie ignorujesz!

- Nie to nie tak.- powiedziała szybko- Mam ostatnio na głowie trochę więcej spraw niż zwykle. I właśnie zastanawiałam się jak ci to wynagrodzić.

Rivianka spojrzała na nią podejrzliwie. Ale zaraz na jej twarzy pojawił się uśmiech.

- Jeśli naprawdę chcesz to nadrobić, wpadnij dziś do Wisielca. Zrobimy sobie babski wieczór i pogadamy za wszystkie czasy.

- Nie wiem…- zaczęła wiedząc, że spotkanie w towarzystwie Izabeli bez dużej ilości alkoholu jest niemożliwe.

- Opróżnimy Sarasowi piwniczkę z białego wina.- ucieszyła się.

- Izabela ja...- zaczęła zastanawiając się.

Planowała by zrobić coś by podnieść swoja reputacje po nieudanym zadaniu na wybrzeżu i czuła, że upicie się wraz z Izabelą jest ostatnia rzeczą, jaką jej trzeba, ale zobaczyła w oczach Rivianki słabo ukryty żal.

- Myślę, że to nie najgorszy pomysł.- rzuciła w końcu ku ucieszę piratki.

- Izabela- zapytała po chwili- Czy Varric chce mnie wyswatać z Fenrisem?

- Oh nie- zaprzeczyła- On tylko widzi, że nie możecie znaleźć wspólnego języka i chyba go to bawi.

Gdy wyszła opadła ciężko na łóżko. Zaklęcie jej nie wychodziło, a do tego cały wieczór będzie musiała odmawiać picia alkoholu, które prawdopodobnie Rivianka i tak w nią wmusi.

Jak na razie miała dość zaklęć. Wyszła z domu i ruszyła do kliniki w Mrokowisku. Najwyższy czas by wywiązała się z obietnicy danej Merrill. Dalijka już dwa razy pomogła jej mniej lub bardziej fortunnie, ale wiedziała, że zawsze może na nią liczyć. Dlatego teraz, była zdecydowana przekonać uzdrowiciela do pomocy.

Nawet nie zauważył jak weszła pochylając się nad kobieta siedzącą na fotelu. Paskudna rana na jej głowie pod wpływem zielonej mgiełki wydobywającej się z jego dłoni zaczęła się zasklepiać, aż zniknęła zupełnie. Będzie musiała kiedyś poprosić Andersa o lekcję, może mogłaby się nauczyć bardziej zaawansowanych zaklęć uzdrawiających. Jej poprzednia rana była o wiele ponad jej możliwości.

- Pomóc ci?- poruszyła ustami, gdy na nią spojrzał przyjmując kolejnego pacjenta, ale tylko zaprzeczył głową. A więc pacjenci wymagali zaawansowanych zaklęć.

Gdy zrobił przerwę podszedł do niej.

- Powinnaś odpocząć.- powiedział- Nie jedynie twoje ramie oberwało w dzisiejszym starciu.

- Nic mi nie jest. Naprawdę.- zapewniła.

- Varric mówił, że przyzwałaś żywiołaki.

- Nie celowo…

- Robisz się w tym coraz lepsza.- powiedział z uznaniem.

Nie była tego taka pewna. Zastanawiała się czy to nie przez to, że jej i życie jej towarzyszy wisiało na włosku. Choć cichy głosik w jej głowie mówił jeszcze o czymś. To była sprawka Revenge. Działając, jako skrytobójca poczuła się pewniej. Poczuła, że może zrobić wszystko. Rzucając burze ognia sięgnęła po takie zasoby, o jakich wcześniej mogła jedynie marzyc. Wolała się jednak do tego nie przyznawać.

- Ćwiczyłaś już barierę?- zapytał i gdy skinęła głową dodał- Jak ci idzie.

Skrzywiła się.

- Na pewno nie jest tak źle. Spróbuj.

Westchnęła zrezygnowana. Skupiła się na skomplikowanym czarze. Szara mgiełka zebrała się wokół niej. Anders zmrużył oczy.

Spojrzała na niego.

- To wszystko?- powiedział zdumiony.

Z sufitu spadł kawałek tynku i plasnął na jej barierę, która jak na rozkaz rozpłynęła się.

- No, więc Hawk… może powinnaś zostać przy czarach ognia.- powiedział z namysłem.

- Nie.- powiedziała zdecydowanie- Musze to opanować. A ty nie mógłbyś mi pomóc?

- Ja używam skalnego pancerza. To ma dużo wspólnego z zaklęciami uzdrawiającymi…

- Nie!- powiedziała protestując, wolała zginąć niż chodzić z górą kamieni na sobie.

Więc została jej tylko bariera.

- Ćwicz. Może ci się uda.- powiedział zupełnie bez zapału.- Niektórzy magowie używają ognistych tarcz.

- Wiem, ale to działa przeciwko innym czarom. Z nimi daję sobie radę. Potrzebuje czegoś przeciwko ostrzą i strzałą. A to coś- wskazała na rozpływająca się mgiełkę- Nie powstrzyma nawet kamyczka.

Westchnęła.

- Ale nie po to tu przyszłam. Chce cię prosić o pomoc… Nie!- zaprzeczyła szybko widząc jego minę- Nie dla NIEGO.- zakończyła wiedząc, że za drzwiami czekają kolejni podjęci.

- O co więc chodzi?- spytał spokojnie.

Wiedziała ze wystarczy wspomnieć przy nim o Merrill i od razu odmówi.

Chrząknęła.

- Właściwie to mam sprawę do Justica.

Anders spojrzał na nią podejrzanie.

- Czy mogłabym z nim porozmawiać?- zapytała.

- Nie.

- Nie wiesz nawet, o co chodzi.

- Justice jest duchem pustki. Nie mógłby ci pomóc w niczym zgodnym z prawem. Czyli jednak chodzi o…

- Nie!- zaprzeczyła szybko wskazując jego pacjentów za ścianą.

- Przepraszam. Konspiracja nie jest moją mocną stroną.

- Wiem- i nie zwracając uwagi na jego podniesione spojrzenie mówiła- To nie chodzi o JEGO. Chodzi o… potrzebuje pewnych informacji o jednym demonie.

- Hawk, nie pomogę ci, jeśli nie powiesz mi, o co chodzi.- powiedział poważnie.

- Jeśli ci powiem, o co naprawdę chodzi, to się nie zgodzisz.

- Jeśli nie powiesz, to nigdy się o tym nie dowiesz.

- Nie będzie…- pomyślała niezadowolona.

- Merrill potrzebuje…

- Żadnych układów z demonami!

- Wiem, wiem- rzuciła przypominając sobie jak dalijka go naśladowała w dokładnie tych samych słowach.

- Chce tylko dowiedzieć się czy ten demon jest niebezpieczny i tym przekonać ją by dała sobie spokój lub jeśli naprawde chce go przywołać, chce wiedzieć, czego może się spodziewać.

- Mam nadzieję, że nie zamierzasz jej pomagać?

- Nie. Ale jeśli coś pójdzie nie tak, zamierzam tam być i z nim skończyć.

- Ale bez twojej pomocy może w ogóle nie spróbuje.

- Nie sadzę. Anders. Chce wiedzieć, z czym będzie mieć do czynienia.

- Dobrze.- powiedział po namyśle- Justice się rozejrzy, jak się nazywa?

- To demon ognia Erahhas..

- Przyjdź za dwie godziny, jak skończę z pacjentami.

- Dziękuje.

- Robie to tylko po to żeby was przed nim ustrzec.

- Wiem.

Wyszła z Mrokowiska ciesząc się, że przynajmniej uzdrowiciel wykazał chęć współpracy. Na targu zauważyła Thraska, ale nim zdarzyła zniknąć niepostrzeżenie za rogiem tej pomachaj w jej stronę. Chcąc nie chcąc podeszła do niego.

- Coś nowego zapytała?

- Dałem listę komtur. Na razie nie planuje żadnego ruchu, choć pochwaliła pomysł.

- Revenge się ukrył, więc spuszczacie gardę.

- Może dał sobie spokój. Jak się pojawi komtur mówiła, że ma jakiś plan, ale może się bez tego obejdzie?

- Jaki plan?

- Nie wiem. Nie chce się z tym zdradzić.

- Rozumiem. Może rzeczywiście mamy już to za sobą.- powiedziała chcąc odejść.

- Hawk, czy wczoraj coś mnie ominęło w Wisielcu?

- E.. nie, dlaczego?

- Widziałem się z ta strażniczką… Aveliną, ale nie chciała ze mną rozmawiać.

- No wiesz…

- Nie wiedziałem, że tak ja urazi propozycja współpracy z nami.

- Avelina jest bardzo obowiązkowa. Czasem zwyczajnie przesadza.

- Poza tym nie wiem jak możesz przesiadywać w tym Wisielcu. Strasznie tam brudno.

- Wcale nie, po prostu zależy gdzie się usiądzie.

- Więc chyba nie miałam wczoraj najwięcej szczęścia... Zbroje to chyba będę czyścił przez tydzień.

- Przesadzasz. Daj znać jakby coś się szykowało lub miałbyś z czymś problemy. Chętnie pomogę.

- Dzięki. Doceniam to, że pomagasz templariuszom, choć nie przepadasz za nami.

- Tylko za tymi, którzy za dużo sobie pozwalają.

- To prawda.

- Więc do zobaczenia. – powiedziała.

Zostało jej jeszcze trochę czasu, więc wróciła do domu planując nadal ćwiczyć barierę. Po kilku nieudanych próbach zaczęła wertować po raz kolejny grubą księgę. I znów stwierdziła, że inne zaklęcia są jeszcze bardziej wymagające. Usiadła zrezygnowana i jej wzrok padł na fotel gdzie wcześniej siedziała Rivianka.

- Co mi szkodzi.- pomyślała.

Skupiła się ponownie zamykając oczy i tym razem nie próbowała uchwycić niestabilnego czaru. Westchnęła rozluźniając się. Czuła jak zaklęcie ucieka jej jednak tym razem wydawało się bardziej uporządkowane. Nie próbowała go już złapać tylko nadal skupiała się na barierze. Nagle poczuła jak magia sama wraca do niej i opada niczym płaszcz. Otworzyła oczy i aż westchnęła ze zdziwienia. Otaczała ją szmaragdowa ściana mieniąc się miejscami fioletem.

- Sandal!- krzyknęła odsuwając się od drzwi.

- Oooo zaklęcie…- powiedział krasnolud wchodząc.

- Możesz we mnie czymś rzucić?- poprosiła chce sprawdzić działanie czaru.

Krasnolud rozejrzał się i wziął hantle, na której zwykle ćwiczyła.

- Zaklęcie?- zapytał.

Pomyślała, że mógłby wybrać coś lżejszego, ale ostatecznie machnęła ręką na znak, że się zgadza.

Metal uderzył w szmaragdową ścianę i stopił się.

- Oooo…- powiedziała zaskoczona.

- ….Zaklęcie!- dokończył ucieszony Sandal.

- Nieźle.- pomyślała. Podeszła do drzwi i drewno zaczęło się niebezpiecznie łuszczyć.

Pozwoliła by czar się rozproszył zastanawiając się czy da rade to powtórzyć.

- Mógłbyś to zrobić jeszcze raz?- poprosiła.

Gdy ten rozglądał się za czymś ona znów skupiła się na formule i tym razem już nie wymuszając niczego, ani nie zwalniając nic pozwoliłaby magia znów ją otuliła. Tym razem w barierze było już więcej fioletu.

Sandal stał właśnie przed nią z skrzynka, w której trzymała wybuchowe proszki od Tomwisa.

- Nie, nie to!- krzyknęła szybko przypuszczając, że i bez niszczącej bariery po użyciu ich niewiele zostałoby z jej sypialni.

Krasnolud rozglądnął się za czymś innym w końcu podniósł topór, którego i tak nie używała.

Skinęła głową.

Tym razem topór tez rozpuścił się odrzucając jednak Sandala na ścianę.

- Dobre są te bariery.- powiedziała zdziwiona i spojrzała na krasnoluda, który szukał już kolejnego przedmiotu.

Uzdrowiciel odprowadzał ostatniego pacjenta, gdy przyszła.

- Czy Justice zdołała się czegoś dowiedzieć?- zapytała.

- Nie wiem.- odparł.

- Nie wiesz?

- Chce sam z tobą porozmawiać.

Nagle wizja rozmawiania z Justice nie wydała jej się już tak dobrym pomysłem.

- A nie może tego tobie przekazać?

- Justice jest w porządku.- powiedział.

- Wiem, ale on mnie nie lubi.

- To nie prawda.

- Dobrze. Kiedy tylko będziesz gotowy.

Zamknął drzwi od Klinki i stanął do niej tyłem starając się skupić. Gdy się odwrócił całe jego ciało promieniowało białym światłem.

- Justice.- powiedziała na powitanie.

- Hawk. Demon, o który pytałaś jest bardzo stary. Jest starszy od lustra, który chce naprawić ta elfka krwi. Istniał nim jeszcze w krainach pojawiły się elfy a duchy pustki…

- Jest bardzo stary.- powiedziała- Zrozumiałam. Czy wie jak naprawić lustro?

- Eluvian.- powiedział po chwili- Jeśli ktoś to jeszcze wie to wybrałaś właściwego demona.

- Chce znać jego siłę. W razie, jeśli musiałybyśmy go pokonać.

- Im duch jest starszy tym silniejszy.-odparł tym razem krótko.

- Czy ja mogłabym go pokonać?

- Jesteś śmiertelnikiem, a ten demon istnieje od milionów lat

- Czyli nie mamy szans…

- Musiałby ocenić twoje możliwości.- powiedział patrząc na nią.

- Nie mam zamiaru pozwalać ci wejść w moje ciało!- sprzeciwiła się.

- Wystarczy, że podasz mi rękę.

Poczuła, że uzdrowiciel miał rację. Powinna odpocząć. Jakikolwiek kontakt z duchem pustki zupełnie jej się nie podobał. Poczuła się nagle bardzo zmęczona, ale podała mu dłoń.

Poczuła piekący chłód. Lepka jak pajęczyna czerń. I głębie, w której można było utonąć.

Zamrugała zdając sobie sprawę, że połączenie się przerwało. Justice nadal na nią patrzył.

- Dasz sobie radę.- powiedział po chwili.

- Ja…. Dziękuje!- krzyknęła widząc, że blask słabnie.

Poczuła ulgę, gdy patrzył na nią znów uzdrowiciel.

- Przestraszyłaś go.- powiedział.

- Ja? Czym?

- Nie wiem. Nie chce mi powiedzieć.

- W każdym razie nie miałam takiego zamiaru. Przeproś go ode mnie i podziękuj.- powiedziała chcąc odejść, ale stanął jej na drodze.

- Co zdecydowałaś?- zapytał.

- Justice powiedział, że sobie z nim poradzimy, więc myślę że nie ma dużego niebezpieczeństwa. Mam nadzieję ze Merrill się rozmyśli. Jeśli nie, zamienimy go w kupkę popiołu.

- Nie wiem czy jest taki słaby.- powiedział zastanawiając się najwyraźniej znając część ich rozmowy- Pamiętasz tamto stworzenie w Głębokich Ścieżkach?

- To, przy którym myślałam, że wszyscy zginiemy?

- Tak. On był młodszy od Erahhas.

- Widocznie wiek i moc nie są jednak zasadą.

- Nie to nie to.- powiedział zamyślony- W każdym razie Justice potwierdza, że sobie poradzicie.

- Mówiłam. Bardziej mnie martwi dzisiejszy wieczór.

- Dlaczego?

- Mam go spędzić z Izabelą.

- To na pewno jest dobry pomysł?

- Ostatnio rzadko z nią rozmawiam i… tak wyszło.

- Postaraj się tylko udawać, że coś pijesz to da ci spokój.- powiedział- Jak opowiada z błyskiem w oku o swoim byłym statku, wtedy najczęściej możesz to wylewać nawet przed jej nosem i tak nie zauważy.

- Nie wiedziałam. Skąd to wiesz?

- Zawsze zastanawiało mnie czy elf naprawdę dorównuje w piciu Izabeli.

- Szpiegowałeś ich! A jednak masz coś w sobie z konspiratora.

- Nie, po prostu raz nie trafił do kosza pod barem i zalał Sirokowi spodnie.

Roześmiała się.

- Dzięki za radę. Na pewno się dziś przyda.

Pół godziny później siedziała już w Wisielcu a Izabela opowiadała jej o pirackim życiu. Rada Andersa okazała się strzałem w dziesiątkę. Rivianka kończyła już butelkę, podczas gdy ona tak naprawdę nie wypiła ani kropli.

- Brakuje mi mojego statku.- powiedziała po raz kolejny.

- Zdobędziesz, jakiś.

- Ciekawe jak. Musiała bym mieć załogę. A załogę znajdę prędzej jak będę mieć statek.

- Masz nas.

- No tak… Doceniam to, ale raczej nie widzę was rzucających obowiązki i płynących ze mną na kraniec horyzontu.

Hawk zamyśliła się.

- Łupiąc kupieckie statki.- dodała Izabela po czym uśmiechnęła się z blyskiem w oku- I wszystko inne co wpadnie nam pod rękę.

- No… chyba rzeczywiście nie.

Rivianka wychyliła kolejny kieliszek.

- Jaki statek chciałabyś mieć?- zapytała magiczka.

- Nie wiem. Ale widzę te białe żagle…

Hawk wylała kolejny kieliszek do stojącego pod barem kosza dziękując za to, że powiedziała uzdrowicielowi o spotkaniu.

- Mknę przez fale by dogonić horyzont.- dokończyła.

- Znajdziemy ci taki.- powiedziała.

- Dzięki Hawk. Powiedz mi tylko szczerze. Dlaczego miedzy tobą i uzdrowicielem nic nie ma? Chyba ma wszystko na swoim miejscu?

- Oczywiście!- zapewniła- Po prostu, kiedy spotykasz kogoś… to wiesz, że to to. Anders jest cudowny, ale przy nim…

- Nie czujesz tego czegoś? Jak miękną pod tobą kolana i czujesz, że mogłabyś utonąć w jego oczach.

Przypomniał jej się wzrok elfa. Szybko zamrugała.

- E.. tak. Był w twoim życiu ktoś taki?

- Och nie opowiadałam ci? Byłam kiedyś mężatką.- odpowiedziała Izabela.

- W to na pewno nie uwierzę.

- Ależ tak, nasze małżeństwo nie było długie. Najął skrytobójcę… Nie, nie na mnie. Po prostu ja mu potem podziękowałam.

- Rozumiem.- powiedziała.

- A poza uzdrowicielem masz na kogoś oko?

- Raczej nie. Wiesz chodzi o to ze ludzie z Mrokowiska czy Dolnego Miasta są odważni i waleczni, ale to…

- Barbarzyńcy.- dokończyła Izabela- Tu masz rację.- powiedziała rozmarzona.

Hawk wylała kolejny kieliszek, wydawało jej się, że kosz był bliżej. Podniosła wzrok i napotkała piorunujący wzrok, Siroka. Posłała mu przepraszające spojrzenie.

- A ludzie z twojego otoczenia szlachcice?- zapytała Rivianka.

Poruszyła usta w słowo „przepraszam" do barmana i wróciła do rozmowy z Izabelą.

- Oni może mają trochę stylu, ale ledwie wiedzą jak się trzyma miecz.- powiedziała widząc kotem oka jak zirytowany barman, stara się oczyścić mokra nogawkę.

- No czasem rzeczywiście krzywo go trzymają.- zachichotała- Mi wystarczyło by trochę mięśni, bystry wzrok, wielkie ostrze… No tak na jedna noc, lubię odmianę. A ty, czego szukasz?

- Nie wiem. Myślę, że jak to znajdę to po prostu będę wiedzieć.

- E tam na pewno masz jakieś wymagania. Przecież nie chcesz by był gruby..- wskazała- na siedzącego przy stole tęgiego strażnika, -ani brodaty- pokazała krasnoluda- ani taki chudy- zakończyła celując w siedzącego przy sąsiednim stole Fenrisa.

Zastanowiła się.

- W zasadzie to ostatnie mi nie przeszkadza.

- Widzisz, czyli masz jakieś wymagania.

- Chyba zajmuje jego miejsce…- powiedziała.

- Och nie przejmuj się.- powiedziała machając ręką w stronę elfa.

Fenris już wcześniej zauważając, że mówią o nim i podszedł do baru.

- Izabela?- zapytał.

- Och tak tylko rozmawiamy. Hawk uważa, że jesteś…

- Bardzo utalentowany.- dokończyła szybko za Riviankę- Ta bariera z lyrium, o której mówił Varric uratowała nam życie.

- Efekt uboczny.- powiedział patrząc na swoje znaki.

- Zostań z nami Fenris, rozmawiamy właśnie o…

- O nie!- powiedział Sirok wskazując na elfa i Hawk- Ty i ty od teraz nie będziecie już siadać przy barze! I trzymajcie się ode mnie z daleka!

Hawk i Fenris spojrzeli na siebie i odsunęli się od baru rozglądając za wolnym stolikiem.

- O co może mu chodzić?- rozgniewała się Izabela- Nie tak się traktuje stałych gości!- krzyknęła w stronę baru i trzymając w jednej ręce butelkę złapała Hawk za ramie prowadząc do najbliższego stolika.

Siedli wiec w trójkę przy stoliku który przed chwilą zajmował Fenris.

- Myślałam, że jest w porządku.- nie dawała spokoju piratka- Zawsze dawał mi pierwszego drinka na koszt firmy.

- Może to przez to, że długo zajmowałyśmy bar. Inni tez lubią to miejsce.- powiedziała magiczka.

Rivianka pogroziła w stronę baru i nalała wszystkim kopiate kieliszki.

- Chudy…- powiedziała Rivinaka przypominając sobie, na czym stanęła rozmowa- Czego jeszcze szukasz?

- Ja…- powiedziała czując na sobie wzrok elfa- Już ci mówiłam jak znajdę to będę wiedzieć. Myślę, że już pójdę…

- O nie!- zaprzeczyła tak długo mnie ignorowałaś- Jego zdecydowanie za często bierzesz na misje- wskazała elfa- a mnie…

- Nie każde misje wymagają łotrzyka.- powiedziała miała dodać, że Varric wszędzie ma kontakty, ale wiedziała, że to tylko pogorszy sprawę- Postaram się to zmienić.- zakończyła.

- Och Avannath, zostajesz w tyle!- powiedziała.

- Mi już wystarczy.

- Ale obiecałaś…

Stwierdziła, że biorąc pod uwagę ile wypiła Izabela może sobie pozwolić na kilka kolejek.

- Ech- rozmarzyła się piratka- Nawet nie wiecie, jacy wspaniali mężczyźni są na wyspach. Silni… wysportowani… z dużymi…

- Jeśli zainteresowali się tobą. Najpewniej nie mają dużych wymagań.- wtrącił elf.

- I chwała im za to.- zgodziła się Rivianka wychylając kolejny kieliszek.

- A więc tak wygląda ich rozmowa…- zastanowiła się magiczka.

- Czego nie pijesz Fenris?- zapytała Rivianka.

- Jeśli któraś z was wpadnie pod stół ktoś będzie musiał ją wyciągnąć.

Poczuła lekki szum w głowie i sięgnęła po butelkę.

- Z czego to jest? Sirok chyba tego nie sprzedaje.

- Nie… To orzamarski bimber wzmocniony dodatkowo przez morskich przemytników. Są w tym najlepsi.

- Nie wypije już ani kropli!- powiedziała.

I nie zwracając uwagi na protesty piratki wrzuciła swój kieliszek do pobliskiego kosza.

- Siroka to nie ucieszy.- powiedziała Rivinaka.

- Ale ciebie może przekona.

Czuła pod skórą gorąco jakby wypiła, co najmniej ćwiartkę butelki. Piratka dochodziła już do połowy podśpiewując lekko pod nosem.

- I jak ci się udał ten czar Hawk?- zapytała.

- Udało mi się go zrobić dzięki tobie.

- Oooo mówiłam ci! Pokaż.

- Nie wiem czy to dobry pomysł, ta bariera jest trochę niebezpieczna. Za dużo tu ludzi i sprzętów.

- Wiec chodźmy pod drzwi.- powiedziała.

- Iz jeszcze nie jestem pewna tego czaru.

Zaklęła, gdy potknęła się wstając od stolika.

- Nigdy więcej nie dotykać nic od Izabeli.- przysięgła sobie.

Stanęły pod drzwiami. Biorąc pod uwagę ostatnie zaklęcie Hawk- ognista burzę- Fenris wyrażanie niezadowolony również stanął za magiczka.

- Nie wiem czy to dobry pomysł.-powtórzyła.

- Och zobacz, mało już ludzi… nawet, jeśli coś nie wyjdzie nic się nie stanie…

- No dobrze.- powiedziała chcąc się trochę popisać udanym zaklęciem, które najwyraźniej działało lepiej niż w księdze.

Skupiła się ignorując lekki szum w głowie, sięgnęła po magie powoli jak w swoim mieszkaniu wypowiedziała formułę, ale nadal nic się nie działało.

- Musisz więcej ćwiczyć. Spróbuj jeszcze raz.

- Co to w ogóle jest?- zapytał elf.

- Magiczna Bariera.- powiedziała ignorując jego zirytowany ton i przywołując powtórnie magię, czuła, że byłoby to prostsze gdyby orzammarski bimber nie huczał jej w głowie utrudniając kontrolę nad magią. Powoli wypuściła zaklęcie, które wystrzeliło z hukiem na środek baru.

Stała skamieniała patrząc na zniszczenia.

- To ta bariera?- spytała Rivianka- Myślę, że powinna się raczej nazywać uderzeniem chaosu, albo kula zniszczenia.

- Trochę nie wyszło…

- Nie przejmuj się powiedziała klepiąc ją po ramieniu kiedyś ci się na pewno uda

Obudziła się nagle i rozejrzała niepewnie. Była w swoim domu.

- Jak to dobrze, że to był tylko sen.- przypomniała sobie wieczorne wydarzenia.

Pamiętała jak piratka namawia ja do rzucenia zaklęcia. Chciała rzucić czar, ale w ostatniej chwili zrezygnowała. Tak po prostu.

- Dziękuje za zaproszenie Izabela, ale chyba już pójdę. – i ku rozczarowaniu Rivianki zniknęła w ciemności nocnego miasta.

Przejechała ręka po twarz.

- No tak… - przypomniała sobie sen.- To tak mogłoby się skończyć.

Wstała wiedząc, że i tak już nie zaśnie. Księżyc świecił wysoko, gdy wychodziła na miasto. Twierdza po drugiej stronie zatoki kusiła ją. Nie chciała jednak ryzykować idąc tam sama w środku nocy. Miasto było ciche. Tylko pozornie, jak przekonywała się już wiele razy. W Wisielcu wreszcie coś do niej dotarło. Nie powinna pomagać Merrill. Lubiła ja i wiedziała, że ma u niej dług wdzięczności, ale nie powinna tego robić dla jej własnego dobra. Pewna jej cześć chciała zmierzyć się z demonem, ale rozsądek zwyciężył. Czuła również poczucie winy myśląc o tym jak prosiła o pomoc uzdrowiciela. Była pewna, że zgodził się tylko przez Revenge. Wolał już by zajęła się demonem, z którym sobie poradzi, niż narażała bawiąc w skrytobójcę. Jak by tego było mało wiedziała, że coś jest nie tak z barierą, którą tworzyła. Nic ostatnio nie potrafiła zrobić dobrze.

Zatrzymała się przed drzwiami posiadłości elfa, kiedyś proponował jej wyjście do doków, jeśli tylko potrzebowałaby rozładować napięcie. Ale to było kiedyś i dotyczyło tylko tamtego wieczoru. Najpewniej już spał pomyślała patrząc na unosząc się na niebie księżyc. Usiadła niezdecydowana na jego progu wsłuchując się w cisze miasta. W sumie to nie chciała walczyć. Zastanowiła się, dlaczego nie poszła do Andersa, do kliniki. Do niego mogła zawsze przyjść o każdej porze. Nie, nie chciała tego robiąc po tym jak prosiła go o pomoc. Merrill już na pewno spała podobnie jak Avelina. Izabela, jeśli nie była z kimś w łóżku to i tak nie nadawała się już do rozmowy. Varric był w Wisielcu, a tam nie chciała na razie wracać. Ponury elf wydał jej się najlepszym towarzystwem.

Chmury przesłoniły tarczę księżyca i wokół zapanował półmrok. Nawet górne miasto po zmroku wyglądało lekko przerażająco.

- Wstań powoli i odwróć się.- usłyszała chłodny głos i uśmiechnęła się. Nie spał. Zawsze czujny. Varric się z tego śmiał, ale miał rację. Nie odpowiedziała zastanawiając się co właściwie mogłaby powiedzieć.

- Nie powtórzę drugi raz.- zagroził elf.

- Spokojnie Fenris, to tylko ja.

- Hawk?- zapytał zaskoczony- Nie powinnaś tak się czaić wziąłem cię za łowców.

- Oni też zwykle koczują pod twoimi drzwiami?

- Nie, nie powiedziałbym.- powiedział. Słyszała jak chował miecz.

- Cos się stało?

- Nie. Po prostu nie mogłam zasnąć.

- Mogłaś zapukać.

- A… Nie, nie zamierzałam wchodzić.

Usiadł obok.

- W takim razie cieszę się, że ze wszystkich mieszkań w górnym mieście przysłużył ci się mój próg.

Roześmiała się. Jak udało mu się poprawić jej nastrój?

- Znalazłam się tu przypadkiem.- powiedziała, ale Fenris nadal patrzył na nią.

- Nie musisz się tak przejmować Izabelą. Powinnaś odmówić spotkania w Wisielcu i…- zawahał się.

- Nie włóczyć się nocą po Górnym Mieście?- zakończyła, choć w jej głosie nie było ani kropli rozbawiania.

- Nie wierz w każde jej słowo. Tak naprawdę nie zależy jej na tym by wziąć udział w jakiejś misji i mógłbym przysiądź, że chciała się dziś spotkać tylko po to by wysłuchać najnowsze plotki.

- To nie to, po prostu nazbierało się parę spraw.

- Za dużo bierzesz na siebie.- powiedział tak cicho, że ledwie usłyszała.

Siedziała milcząc obok a czas płynął. Było tak przyjemnie siedzieć tu obok tego dziwnego elfa, podczas gdy cały świat wokół pogrążony był we śnie. Nagle też poczuła się bardzo senna. Ten dzień wydał jej się bardzo długi. Zbyt długi, nawet dla niej…

Znieruchomiał, gdy osunęła się na jego ramie najwyraźniej ogarnięta snem. Patrzył na nią zaskoczony, ale po chwili westchnął i po raz drugi dzisiejszego dnia wziął ją na ręce.

Ziewnęła przeciągłe budząc się.

- Tego jej było trzeba.- pomyślała- Porządnie się wyspać.

Obróciła się na drugi bok kontem oka widząc podniszczone meble.

- Jeszcze z godzinkę…- pomyślała i nagle zamarła- Gdzie jak na Stwórcę jestem?

Rozejrzała się po pomieszczeniu. To nie była jej sypialnia. To nawet nie był jej dom. Rozglądała się z nie najmądrzejsza miną i gdy w końcu wspomnienia wczorajszej nocy i podniszczona rezydencja zaczynały układać się w całość. Wieczór w Wisielcu, zły sen, nocny spacer i rozmowa z elfem.

- O nie…- jęknęła wiedząc, że musiała zasnąć na jego progu.

Wstała podchodząc najciszej jak mogła do okna. Odsłoniła gruba kotarę. Był już dzień. Może przed południem. W domu było cicho. Już miała niepostrzeżenie ruszyć do wyjścia, gdy jej wzrok spoczął na kartce, którą Fenris najwyraźniej zostawił tak by ją zauważyła.

Podeszła z ciężkim sercem i jej oczy powiększając się ze zdziwienia ogarniając słowa.

„Nie wychodź nim wrócę." Brzmiał tekst.

- Co on sobie myśli?- pomyślała ze złością. To, że spała w jego domu, i…- spojrzała zaniepokojona na pościel- pewnie w jego łóżku, nie oznacza, że będzie jej mówił, co ma robić. Przecież każdemu może się zdarzyć zasnąć na czyimś progu….

- Niedoczekanie.- pomyślała chcąc ruszyć do wyjścia ale zauważyła, że po drugiej stronie kartki również jest jakiś napis.

„ I nie złość się."

Prychnęła. Wcale się nie złości. Skąd niby mógłby wiedzieć jak zareaguje? Rozprostowała kartkę, która w między czasie zdążyła się pogiąć w jej zaciśniętej dłoni.

Podrapała się po głowie nie bardzo wiedząc, co teraz zrobić. Na stole obok leżało przygotowane śniadanie, którego wcześniej nie zauważyła. Krótkie „OCH" wyrwało się z jej ust. Czyżby elf naprawdę zadał sobie trud i przygotował dla niej śniadanie? Pomyślała, że musi zmienić o nim zdanie. Nadal się nie tylko, jako wojownik skutecznie odciągając uwagę, gdy ona lub Anders potrzebowali czasu na rzucenie skomplikowanego zaklęcia. Nagle powrót do jej domu nie wydawał jej się już taki naglący. Przeszło jej przez myśl czy w Tevinter należało to również do jego obowiązków. Gdy skończyła, podeszła do okna zastanawiając się gdzie też Fenris mógłby pójść o tej porze i czego chcieć od niej. Patrzyła na ulice, ale nie dostrzegła tam żadnych białowłosych elfów z półtonowymi mieczami.

Westchnęła. Przecież nie będzie siedzieć tu cały dzień. Rozejrzała się po pokoju. Nigdy wcześniej w nim nie była. W zasadzie była jedyne w jego salonie. Wyszła zerkając na korytarz. Widać było, że rezydencja była stara i na pewno przydałby się jej kapitalny remont. W pokoju obok znalazła niemal załamującą się już podłogę. Dawniej musiała to być jadalnia. Na szafce leżała książka. Niczym ucieszone dziecko ruszyła ostrożnie w jej stronę starając się nie stanąć na spróchniałych deskach. Nie zauważyła w rezydencji elfa niczego, co mogłoby wskazywać na jakiekolwiek jego zainteresowania. Dlatego teraz nie mogła powstrzymać ciekawości, co też Fenris mógłby czytać. Patrząc na przedmiot niczym wygłodniały mabari nie zauważyła, że nagle łamie się pod nią podłoga.

- Cholera- zaklęła, gdy jej noga znikła w podłodze niemal do kolana.

Nieważne książka była już w zasięgi ręki. Złapała ją koniuszkiem palca strącając przy okazji leżące obok brązowe worki i rąbnęła na podłogę tracąc równowagę. Warstwa kurzu i białego pyłu uniosła się otaczając ją kłębkiem śnieżnej chmury. Kaszlnęła próbując usunąć pył, który dostał jej się do ust i nosa.

- Czego zawsze jak jestem tutaj nic mi się nie udaje!- wycedziła przez zęby trzęsąc się ze złości.

Wstała chcąc otrzepać się z kurzu i białego proszku oraz próbując jednocześnie wyciągnąć stopę, ale jej wzrok znów padł na książkę. Tym razem użyła magii. Rzuciła lód, który urósł przed nią w powietrzu. Był jednak zbyt wysoki by stanowić odpowiednie oparcie. Czując, że to się źle skończy wyczarowała malutką kule ognia i posłała ją by skrócić bryłę. Powoli zaczęła się topić. Kilka iskier skoczyło na suche i spróchniałe krzesło. Spojrzała na nie podejrzliwie, ale nic nie zuwazyła. Oparła się na kawałku lodu i wreszcie uścisnęła upragnioną zdobycz i… zaniemówiła.

- Hodowla bryłkowców…?- pomyślała zszokowana- Och wiedziałam- jęknęła widząc smużkę dymu ulatującą z krzesła. I posłała tam lud zwiększając ciężar krzesła, o co najmniej kilka kilogramów. Podłoga zatrzeszczała złowieszczo. Czując, że jeszcze będzie mieć czas na rozmyślanie nad dziwnymi zainteresowaniami elfa stwierdziła, że najwyższy czas się ewakuować.

Odłożyła ją ostrożnie i zamarła słysząc jak pozostałe deski trzeszczą pod wpływem jej ruchu. Lód, który wyczarowała powoli się rozpuszczał mieszając z sterta białego proszku i tworząc białą breję na podłodze. Bojąc się żeby przy najmniejszym ruchu nie zapadła się cała podłoga wraz z wątpliwej, jakości stołem i krzesłami zaczęła ostrożnie wydobywać stopę.

- Hawk?- usłyszała głos z dołu.

- Nie…- jęknęła w duchu- To się nie może dziać naprawdę!

Mając nadzieję, że elf nie znajduje się w pomieszczeniu pod nią gdzie jej noga najpewniej wystaje właśnie z sufitu próbowała po raz kolejny się odklinować. Ku jej uldze jakimś cudownym sposobem udało jej się uwolnić i ruszyła szybko do salonu.

- Tu jestem.- powiedziała ukradkiem omiatając wzrokiem sufit. Ku jej radości nie było w nim żadnych dziur.

Elf zaniemówił na jej widok. Od stóp do głów pokrywała ją warstwa białego pyłu.

- O co chodzi?- zapytała z chmurnym spojrzeniem.

- Nie sądziłem, że to łóżko jest takie zakurzone…- bąknął

Popatrzyła na swoje dłonie i szatę, która najwyraźniej zmieniła kolor.

- Tylko spokojnie, tylko spokojnie…- pomyślała wkurzona starając się oddychać powoli. Rzucała zaklęcie oczyszczające. I znów spojrzała na niego.

- Chciałeś ze mną porozmawiać?

- T.. tak.- powiedział nadal patrząc na nią rozkojarzony.

- Przepraszam, że nadużyłam wczoraj twojej gościnności.- powiedziała.

- W porządku.- powiedział po chwili, ale wyczuła w jego głosie gniew.

Czyli był na nią zły albo jednak była tu gdzieś dziura. Zaczęła znów ukradkiem się rozglądać.

- Hawk.- powiedział Fenris chcąc zwrócić na siebie jej uwagę- Chciałbym z tobą poważnie porozmawiać.

Znów ten poważny ton elfa. To nie zapowiadało nic dobrego.

- Tak…?

Wziął głęboki oddech i oparł się o stół.

- Byłem u uzdrowiciela i oboje stwierdziliśmy, że przyda ci się przerwa.

- Co? Byłeś u Andersa?

Ignorując jej zdziwienie mówił dalej.

- Odwołaliśmy dzisiejsza misję.

Jak się spodziewał szok szybko minął z jej twarzy.

- Cooo? Nie powinniście tego robić!- powiedziała chłodno- To jest moja decyzja. Kiedy i co…

- Dopóki zachowujesz się racjonalnie.- przerwał jej.

Miała już go dość na dziś. Wolała nie myśleć ile głupot ostatnio zrobiła. Nie miał prawa jednak prawa jej oceniać. Co więcej, podejmować decyzje za nią i stawiać przeciwko niej uzdrowiciela. Jakim cudem się dogadali?

- Chodzi ci o cos konkretnego?

- Merrill- powiedział jak by to był wyjątkowo natrętny robaczek.

- Merrill…?- zapytała.

- Nie udawaj, że nie wiesz. Pół nocy mówiłaś przez sen o demonach z lustra.

- Naprawdę?- nie miała pojęcia, że mówi przez sen.

- Tak. Ostatecznie zrozumiałem jedynie, że musisz odmówić jej pomocy i przeprosić uzdrowiciela. Wspominałaś też coś o Revenge.

- Co…. Mówiłam… o Revenge?- wydukała niemal tracąc oddech.

- Jakieś głupoty, coś w stylu „strzeżcie się" i o marnym końcu templariuszy.

- Aha…

- Dobra weź ten swój patyk i idziemy.

- To jest kostur i to bardzo potężny, a nie…- sprzeciwiła się się- Zaraz przecież mówiłeś, że odwołaliście dzisiejszą misję.

- Idziemy do tej dalijki.

- Pójdę tam, kiedy będę chciała.- powiedziała z uporem- I na pewno nie z tobą.

- W twoim przypadku Merrill potrafi być bardzo przekonująca. Użyje tego swojego niewinnego głosiku i jutro znów znajdziesz się na moim progu!

- Nie mam takiego zamiaru.- powiedziała lodowato.

- Wiec postanowione.- powiedział.

- Przecież nie mogę iść z tobą!- sprzeciwiła się widząc że nie zamierza zmienić zdania- Powie coś, a ty od razu zaczniesz ją obrażać.

- Nie będę się wtrącał chyba, że będzie to naprawdę konieczne. Czyli gdy zapomnisz, po co tam idziemy.

- Może to nie był zły pomysł?- pomyślała, rzeczywiście bała się, że elfka może ją przekonać. Zwłaszcza, że po części sama chciała zmierzyć się z demonem a była pewna, kto, jak kto ale Fenris na pewno jej na to nie pozwoli.

Elf ruszył do drzwi, a ona po chwili poszła za nim.

- Od kiedy to podejmujesz decyzje za mnie?- spytała zirytowana.

- Od kiedy spisz pod moimi drzwiami.

- Wierz mi więcej już tego nie zrobię!- rzuciła.

Fenris szedł z kamienną twarzą przodem, podczas gdy idąca za nim magiczka mruczała po nosem coś o wszystkowiedzących wścibskich elfach wtykających nos w nie swoje sprawy.

Do obozowiska doszli szybciej niż przypuszczała. Przed drzwiami jednak zawahała się.

- Może to nie jest jednak najlepszy pomysł…- pomyślała- W końcu dalijka może jeszcze śpi.

- Może moglibyśmy przyjść tu wieczorem? Merrill pewnie…

- Nie.

- Dobra.- pomyślała postanawiając, że od tej pory nie weźmie go na żadną misję. Niech siedzi w tej swojej opuszczonej posiadłości aż sama rozpadnie się z nim w środku.

Zapukała lekko i po chwili zobaczyła uśmiechnięta twarz elfki.

- Hawk, nie spodziewałam się ciebie. I… Fenris. Wejdźcie.

Szła przodem omijając nadal stojące pod drzwiami pudło i uśmiechnęła się z satysfakcją słysząc za sobą hałas.

- Och nie przejmuj się Fenris- zaczęła dalijka- Nie miałam czasu sprzątać, ostatnio mam tu taki bałagan.

- Raczej odkąd tu mieszkasz.- usłyszała za sobą i odwróciła się do elfa piorunując go wzrokiem.

- Przyszliście po mnie?- zapytała elfka.

- Nie, nie mamy dziś misji. Ktoś się już o to postarał.- powiedziała chłodno.

- Och, więc, o co chodzi?

- Chciałam z tobą porozmawiać.

- Oczywiście siadaj.

Fenris stanął przy wejściu do małego salonu najwyraźniej nie mając zamiaru się z tamtąd ruszyć.

- Merrill- zaczęła- musze z tobą porozmawiać o… lustrze.

- Ahaa.- odparła, i popatrzyła zdziwiona na elfa.

- Nie pytaj.- powiedziała- Chodzi o to, że, byłam u Andersa i dowiedziałam się trochę o tym demonie od Justica.

- Co ci powiedział?

- Że jest bardzo stary, istniał już nim elfy pojawiły się w krainach. Mówił że wiek określa ich siłę.

- Czyli nie ma nadziei.- odpowiedziała smutno.

- Ja…

Elf chrząknął znacząco.

Westchnęła.

- Nie chodzi o to. Po prostu sądzę, że nie powinnaś tego robić. To znaczy Justice ujął to jasno. Sama nie dasz rady a ja… nie mogę ci pomóc.

- Rozumiem.- odpowiedziała spuszczając wzrok.

Czy naprawdę nie mogła tego zrobić? To był w końcu tylko demon a Justice powiedział, że da radę.

Spojrzała błagalnie na elfa, ale on stanowczo zaprzeczył głową. Po co go tu brała?

- Znajdę inny sposób.- powiedziała Merrill wstając i stanęła do nich tyłem.

- Merrill… Nawet, jeśli by się udało. Nie osiągniesz nic dobrego idąc złą drogą. Wybierając pomoc demona, nawet, jeśli naprawisz to lustro to nic dobrego z tego nie przyjdzie. To jak dar magii, jeśli użyjesz go w złym celu już nic tego nie zmieni. Zawsze będzie w niej cień.

- Nie rozumiesz, Eluvian może odkryć przed nami wiele rzeczy. Zwrócić historie naszego ludu…

- Szukając historii zapominasz o teraźniejszości. Opuściłaś Opiekunkę, choć kocha cię jak własne dziecko. Swój lud, choć miałaś go chronić. Wszystko by gonić cienie.

- To nie tak, Hawk.- powiedziała dalijka zranionym głosem.

- Chciałabym ci pomóc…

Elf prychnął.

- …ale choć trudno będzie ci w to uwierzyć, nie mogę tego zrobić, dla twojego dobra. Wiem, że okazuje się teraz niewdzięczna i… przepraszam.

- Myślałam, że chociaż ty mi pomożesz.

A jak by tak rzucić na elfa uderzenie umysłu…?

- Wiesz, że Hawk poświęciłaby dla ciebie życie, jeśli tego wymagałaby sprawa- powiedział nagle Fenris chłodno- ale nie możesz jej zmuszać by robiła coś wbrew sobie. Każdy ma zasady, w które wierzy i których się trzyma. Chcesz żeby przez ciebie złamała własne i potem nie mogła sobie tego wybaczyć?

- Nie. Przepraszam Hawk, nie wiedziałam, że to ma dla ciebie tak duże znaczenie. Nie chce żebyś czuła się niewdzięczna. Wiedziałam, że nie powinnam cię o to prosić. Może masz rację, że myśląc o przeszłości zapominam o tym, co dzieję się teraz. Chyba powinnam odwiedzić opiekunkę. Brakuje mi jej.

- Zrób to. Na pewno ona tez za tobą tęskni.

- Chyba nie poszło tak źle.- powiedziała, gdy wyszli.

Gdy znalazła się znów na powietrzu znów czuła, że to była dobra decyzja. Nie mogła postąpić inaczej. Zerknęła na elfa. Gdyby go nie było zgodziłaby się.

- Dziękuje.- mruknęła cicho patrząc w zupełnie inną stronę.

- Mówiłaś coś?- udał, że nie słyszy.

- Miałeś rację.- powiedziała w końcu- Dobrze, że ze mną poszedłeś. Gdyby nie ty pewnie teraz już Merrill przygotowywała się do rytuału i zastanawiałabym jak to się wszystko skończy. I obiecuje, że już więcej nie będę spać na twoim progu.

- To mi akurat nie przeszkadza.- powiedział sam do siebie.

- I przepraszam za podłogę.

- Co?- dopiero teraz na nią spojrzał.

- Do Andersa mogę iść sama.- powiedziała szybko zmieniając temat.

- To dobrze. Wizyta w jego klinice wystarczy mi do końca życia.

Zaśmiała się.

- Ale jutro ruszamy znów do akcji.

- Twoja decyzja.- powiedział i odszedł.

Patrzyła za nim pochmurnym wzrokiem. Nie miała zamiaru pozwolić na to żeby stawał jej na drodze, gdy tylko pomyśli o demonie albo magii krwi.

Uzdrowiciel odprowadził kolejnego pacjenta i z pochmurną miną zabrał się za czyszczenie sprzętów. Wizyta elfa już z samego rana popsuła mu humor. Jak wszedł właśnie leczył wyjątkowo skomplikowane złamanie. Gdy skończył elf chrząknął znacząco i chcąc nie chcąc musiał zwrócić na niego uwagę.

- Fenris? Boli cię coś?- rzucił niedbale.

- Przyszedłem porozmawiać o Avannath.

- Coś jej się stało?

- Nie, ale stanie się, jeśli nic nie zrobimy.

- W porządku.- powiedział poddając się- O co chodzi?

- Jesteś podobno jej najlepszym przyjacielem i nic nie zauważyłeś?- zapytał Fenris z ironią.

- Powiedz mi o co ci chodzi, albo wyjdź.

- Chodzi nocą sama po Górnym Mieście narażając się na niebezpieczeństwo, bo nie może się zdecydować czy pomóc tej głupiej elfce krwi.

- Merrill?

- A znasz jeszcze jakąś inną? W sumie nie zdziwiłbym się.

- Nie znam.- odpowiedział lodowato- I co ja mam niby z tym zrobić? I tak zrobi co zechce. Nie zdołam jej przekonać.

- Zawsze wiedziałem, że jesteś słaby.- mruknął elf.

- Hej, co to miało znaczyć?
- Dokładnie to co powiedziałem. Myślę że potrzebuje dnia wolnego, lecz nie mogę sam odwołać jej dzisiejszej misji.

- Więc okazuje się, że ty też do silnych nie należysz.- powiedział z błyskiem w oku Anders.

- Chcesz się przekonać?

Uzdrowiciel uśmiechnął się z pobłażaniem.

- Gdyby nie lyrium pod twoja skórą, gotowałbyś teraz w obozowisku elfi korzeń i gadał z drzewami.

Niebieskie linie błysnęły na jego skórze.

- Ale nie mam w sobie demona, który gdy mu odbije zabija wszystkich wokół bez względu czy są to przyjaciele czy wrogowie. Ale spróbuj ją zranić…

- Myślisz, że mi, na niej nie zależy!- powiedział uzdrowiciel stając już przed nim.

- Jeśli by zależało sam byś się zabił i oszczędził wszystkim kłopotu.

W drzwiach pojawił się kolejny pacjent patrząc zaskoczony na świecącego niebieskim blaskiem elfa i uzdrowiciela z marsową miną, w którego reku jarzył się już białym światłem kostur.

- Chyba… jednak nie czuje się tak źle.- powiedział chcąc odejść.

- Wchodź!- rzucił zirytowany uzdrowiciel i znów zwrócił się do stojącego obok elfa- Dobra. Zajmę się tym.

Weszła do kliniki zamierzają mu wszystko wyłuszczyć, ale właśnie przyjmował pacjenta. Siadła, więc z boku i czekała cierpliwie, obserwując go. Miał takie łagodne spojrzenie a jego uzdrowicielska magia była chyba najlepsza w całym Kirkwall. Lubiła ten jego ciepły wzrok i… mag spojrzał na nią wzrokiem dalekim od wszelkiego ciepła.

Pacjent jeszcze nie wyszedł, gdy Anders zwrócił się w jej stronę.

- Dlaczego ja o tym nie wiedziałem?- zapytał.

- Mówisz o...?

- Tak o Merrill. Uważasz mnie za przyjaciela a nie powiedziałaś mi, że tak naprawdę nie chcesz jej pomóc. Że się wahasz. I mówi mi to ten…

- Elf?- zaryzykowała.

- Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.

- Oczywiście, że jesteśmy.

- Więc dlaczego nie wiem, że nie śpisz po nocach? Myślałem, że chcesz jej pomóc tylko, dlatego wezwałem Justica. Gdybym wiedział, że jest inaczej i że to cię męczy… Avannath przecież mogłaś mi powiedzieć!

- Chciałam jej pomóc, na początku.- powiedziała- Ale potem, zdałam sobie sprawę, że nie powinnam.

- Czy ja ci tego nie mówiłem od dawna? A posłuchałaś akurat jego?

- To nie tak, zdecydowałam już wcześniej, a on usłyszał o tym przypadkiem.

- Odmówiłaś jej?

- Tak.- i widząc jego spojrzenie dodała- Możesz spytać Fenrisa. Uparł się żeby był przy tym.

- Pierwszy raz w życiu przyznam, że miał rację.

- Dlaczego odwołaliście moją misję?

- Elf powiedział, że chodziłaś sama po Górnym Mieście grubo po północy. Liczysz, że rabusie będą omijać cię szerokim łukiem?

Czyli nie powiedział mu o tym, że spała u niego- pomyślała- Gdyby było inaczej Anders na pewno by to jej wytknął.

- Hawk!

- Znam większość, przecież.

- Koteria, co dzień zatrudnia nowych ludzi, poza tym są treserzy mabari, których nie obchodzi, z kim zadzierają, łowcy niewolników, przemytnicy…

- Dobrze, zrozumiałam. Poza tym ty też nie powinieneś mi pomagać.

- Wiem.- powiedział i zobaczyła w jego oczach poczucie winy.

- Anders, przecież wiem, że to przeze mnie- rzucała zaklęcie wyciszające- przez Revenge.

- Myślałem, że jeśli zajmiesz się czymś innym nawet, jeśli to będzie demon… Byłem głupi, ale martwię się o ciebie.

- Gdyby mogła cofnąć czas. To wtedy, skłamałabym.- powiedziała.

- Nie mówi tak- powiedział podchodząc do niej.

- W takim razie obiecaj mi, że nawet, jeśli usłyszysz coś o Revenge nie będziesz starał się mi pomóc.- powiedziała patrząc mu w oczy.

- Jak mógłbym to obiecać?- zapytał zaskoczony.

- Anders, nie mogę… iść nocą na miasto jednocześnie martwiąc się i o ciebie. Dam sobie radę. Obiecaj mi to. Będę dużo bardziej spokojniejsza a przez to też ostrożniejsza, gdy przyjdzie czas. Tylko pod takim warunkiem będę ci mówiąc o kolejnych jego posunięciach.

- Nie możesz tego zrobić.

- Zrobię, jeśli będę musieć.- powiedziała poważnie.

- Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci się stało.

- Proszę Anders.

Odwrócił się od niej i położył dłonie na stole.

- Dobrze.- powiedział zmartwionym głosem- Stwórco spraw by nigdy tego nie pożałował…

- Nie pożałujesz.- powiedziała podchodząc do niego obejmując go w pasie.

- Avannath…

- Zaufaj mi. Nie będę ryzykować, a miasto znam jak własną kieszeń.

- Czy ty…

- Nie- zaprzeczyła woląc go nie martwić. Powie mu o kolejnej misja zaraz przed nią.

Mając cały dzień wolny chodziła po rynku szukając jakiegoś ciekawego sprzętu. Musiała przyznać, że nie sądziła, że jest tak zmęczona. Usiadła na jednej z ławek patrząc na codzienny ruch na bazarze. Już wcześniej była u Izabeli proponując jej udział w kolejnym zadaniu, ale ta odmówiła wymawiając się innymi obowiązkami. Więc Fenris jednak miał rację. Miał rację również, co do Merrill i do niej samej. Czuła, że tej nocy wreszcie spokojnie zaśnie.

- Bryłkowce- pomyślała. To zupełnie do niego nie pasowało. Choć może miał coś z krasnoluda, ale… bryłkowce? Co mogło zaciekawić elfa w tych małych ryjkowatych błotnych stworzeniach, które cały dzień tylko ryły ziemie i popiskiwały? Może było w nich coś, czego nie można było dostrzec na pierwszy rzut oka...

- Hawk.- powiedział Varric dosiadając się bez pytania.

- Varric.- powiedziała starając się go zignorować, ale nagle zmieniła zdanie.

- Varric, co jest szczególnego w bryłkowcach?

Krasnolud patrzył na nią jak by czekał aż dokończy dowcip.

- Pytasz serio?

- Tak. Słyszałam jak przed chwilą ktoś o nich rozmawiał i zainteresowałam się. Jesteś krasnoludem, a wy chyba je hodujecie.

- W Orzammar są głównym źródłem mięsa. Na powierzchni też się je hoduje- wskazał na kupca, który właśnie rozstawiał klatki z piskającymi stworzeniami.

- No, więc…?

- Co chcesz konkretnie wiedzieć?

- Wszystko.

- To popularne stworzenia, często można je tez spotkać na Głębokich Ścieżkach. Nie robią nic poza taplaniem się w błocie i kałużach. Żywią się praktycznie wszystkim nawet wapieniem i miękkimi metalami, ale oczywiście wolą robaki i owady. Niektórzy je oswajają. Podobno są bardzo łagodne i niektórzy lubią ich piski.

- Czyżby chodziło o to?- pomyślała.

- Nie wiedziałem, że interesujesz się zwierzętami.

- Nie wiesz o mnie wszystkiego. A tak w ogóle, co tu robisz?

- Skończyłem pisać moją powieść i stwierdziłem, że świat poza Wisielcem również powinien się o niej dowiedzieć. Hej- krzyknął w stronę grupki dzieci- Chcecie usłyszeć jak Avanntach Hawk pokonała lodowego demona?

Dzieci patrzyły na niego z zainteresowaniem.

- Pójdę już.- mruknęła i ruszyła w kierunku targu krasnoludów.

Rzeczywiście tu bryłkowców było więcej. Stała obok patrząc na nie niezdecydowana, bo nie mogła znaleźć nic godnego uwagi w ich piskach.

- Serah tylko dziś dwa w cenie jednego. Doskonałe łagodne mięso..- zaczął- Sprowadzam egzotyczne gatunki na zamówienie.

- Zastanawiasz się nad kupnem bryłkowca?- usłyszała za sobą głos Aveliny.

- Nie, tak tylko patrzę. Varric opowiada o mnie niestworzone historie na drugim targu.

- Co zrobisz, on już taki jest.

- Może chcesz wybrać się jutro z nami?

- Masz już coś konkretnego na oku?

- Nie, ale Anso zawsze ma dla nas jakieś zadanie.- powiedziała zauważając kupca Solivitusa, który najwyraźniej przywoływał ją gestem. Avelina tez to zauważyła.

- Nie mam nic przeciwko, to będzie jakąś odmiana od ostatnio tylko papierkowej roboty.

- Więc widzimy się jutro rano przy bramie.- powiedziała i posyłając jej ciepłe spojrzenie ruszyła w stronę kupca.

- Serah Hawk, cieszę się, że cię spotkałem. Zastanawiałem się czy mogła być mi wyświadczyć pewną przysługę.

- O co chodzi?

- Potrzebuje kilku dość rzadkich ziół i surowców na magiczne eliksiry. Dobrze bym za nie zapłacił.

- W sumie, dlaczego nie. Mogę poszukać.- powiedziała zgadzając się.

- Większości znajduje się w Sundermont na stokach Rozdartego Grzbietu, choć potrzebuje też dalijskiego tuszu, ale oni strasznie go pilnują, więc z tym chyba będzie ci najtrudniej. Tu masz listę składników. Nie spieszy mi się.

- W porządku. Na razie nie mam żadnych zleceń. Mogę zając się tym nawet jutro.

- Było by cudownie.

Poszła do domu i przejrzała zaległą korespondencję. Kila próśb o pomoc i spotkanie.

- Wszystko w swoim czasie.- pomyślała większość z adresatów poradzi sobie sama, a nawet jeśli nie zatrudnią najemników.

Weszła do sypialni i wyciągnęła spod poduszki listę. Zmrużyła oczy. Czy Thrask jednak naprawdę zrobił ja właściwie? A jeśli znalazły się na niej niewłaściwe nazwiska lub wpisali się też ci templariusze, którzy po prostu bali się Revenge? Nie pomyślała o tym wcześniej. Lepiej było by ją sprawdzić nim podejmie jakieś kroki, ale jak? Na pomysł znów przyszedł jej Nielsen, informator Andersa z Kręgu, ale musiała go odrzucić z tego samego powodu, co kiedyś. Mogła po prostu popytać, ale jak niby wytłumaczy się, jeśli rycerz, o którego pytała zniknie w ciągu tygodnia?

Wyszła wieczorem chcąc przejść się po mieście. Szerokim łukiem omijając dom elfa. Stanęła w dokach patrząc na otulona teraz cieniem twierdzę. Revenge musi się przypomnieć. Gdyby tylko uzdrowiciel nie wiedział była by dużo spokojniejsza. Mogła jedynie wierzyć, że dotrzyma obietnicy. Twierdza stała niewzruszenie po drugiej stronie odbijając się niczym nieugięty los w wodach zatoki.

Usłyszała kroki dobiegające gdzieś z oddali i na skrzyżowaniu stanęli templariusze. Dowódca wskazywał ręką różne strony najwyraźniej rozdzielając ich. Dwójka zaczęła iść w jej stronę. Czuła na dłoni zbierającą się magie, ale pilnowała by kula ognia nie pojawiła się.

- Ach serah Hawk.- nie poznałem cię w tych ciemnościach.

- Coś się stało?- zapytała poznając Cullena. Był rangą niższy od Thraska, ale, pomimo że wiedziała o jego praworządności, nigdy jakoś nie zdołała go polubić.

- Uciekł nam jedne z magów. Musi gdzieś się tu kręcić.

- Uciekł?

- Nie wiem jak to się stało. Lepiej wracaj do domu Hawk. Ser Alrik chce tu wysłać jeszcze jeden oddział. On nie przepada za apostatami.

- Rozumiem. Posłucham twojej rady. Powodzenia.

Westchnęła. Może Revenge powinna to sprawdzić? Albo i nie. Nie wiedziała, o co chodzi a Cullena wolała nie wypytywać. Nie ufał jej tak jak Thrask. Równie dobrze mogło chodzić o maga krwi. Ruszyła, więc do domu i po chwili zanurzyła się w miękką pościel.

Dlaczego Fenris się tak nią zainteresował? Zastanowiła się, co ona zrobiłaby gdyby ktoś z drużyny zasnął na jej progu. Pewnie to samo. Oprócz krasnoluda. Jemu wymalowałaby coś na twarzy i okryła jaskrawą tkaniną dla pewności by każdy przechodzący mógł go zauważyć. Uśmiechnęła się i powoli poczuła jak ogrania ją sen.