Fioletowy Plomien

Dzień zaczynał się powoli. Niemal leniwie słońce zaczęło pełzać po ścianie, aż dotarło do twarzy magiczki. Jęknęła wiedząc, że zapomniała zasłonić zasłon. W skoczyła z łóżka ziewając przeciągle i po chwili szła już schludnie ubrana z uczesanymi włosami ulicami Górnego Miasta. Przy bramie stała już Avelina i Fenris. Merrill szła z przeciwległego końca placu więc pomachała jej ręką na powitanie.

- Dziś mamy proste zadanie.- zaczęła- Poszukamy kilku składników dla Solvitusa. Raczej nie przewiduje żadnych przeciwników poza popularnymi bestiami Sundermont.

- Co to za składniki?- zapytała elfka.

Podała jej listę.

- Jednym z nich jest elfi tusz. Może uda mi się przekonać waszego kupca do pomocy.

- Dla nas to święty składnik używany do rytuałów. Nie sądzę by chciał go oddać ani sprzedać.

- Coś wymyślimy.

Gdy doszli do dalijskiego obozowiska zwróciła się do Merrill

- Trochę tu zostaniemy. Możesz, jeśli chcesz, porozmawiać z Opiekunką.

- Wiem, myślałam o tym dziękuje.- powiedziała i podeszła w stronę ogniska gdzie stała starsza elfka.

- Jak chcesz zdobyć ten tusz?- zapytała Avelina.

- Zaczekajcie tutaj. Najpierw porozmawiam z sprzedawcą.

Jak się okazało dalijski kupiec nie chciał się zgodzić. Obok zobaczyła jednak skrzynkę z jego towarami. Leżała całkiem oddalona. Ciekawe czy była zamknięta?- pomyślała. Elfy żyły w zgodzie ze wszystkimi, nie bali się tak kradzieży jak ludzie z miasta. Zabieranie bez pytania czyjejś rzeczy według nich było po prostu nie do pomyślenia.

- Avelino możesz go zając na chwilę.- zapytała.

- Oczywiście.

Podczas gdy strażniczka podeszła do kupca stanęła za wozem gdzie leżała skrzykną. Nie była zamknięta. Szybko przejrzała składniki i zabrała tusz.

- Dalijczycy.- mruknęła myśląc jak łatwo jej poszło.

- Masz to?- zapytała Avelina wracając z wiązką elfiego korzenia.

- Tak, ale zostaniemy tu jeszcze chwilę.- wskazała na Merrill rozmawiającą przy ognisku.

Czas płynął a elfka nadal nie kończyła. Zaczęła rozglądać się znudzona i nagle jej wzrok padł na zagrodę. Taplając się w płytkim błocie pasły się małe bryłkowce.

Zerknęła na Fenrisa, który siedział bliżej nich, ale wcale nie wydawał się zainteresowany. Nie zraziło jej to. Czekała aż się zdradzi. Małe ryjki popiskiwały, ale twarz elfa nawet nie drgnęła.

- Fenris ostatnio strażnicy rozmawiali o twojej rezydencji.- zwróciła się do elfa strażniczka.

- Naprawdę?- spytał niezainteresowany

- Tak. Nie musisz im grozić. Czasem pozwalamy innym kłamać tylko po to by zachować spokój w mieście.

- Kłam, jeśli musisz. Nie zamierzam się ukrywać.

- Ale to nie jest twoja rezydencja. Gdyby nie to, że ustawiam patrole tak by nie kręcili się w tym miejscu, już dawno wynikły by z tego kłopoty. Postaraj się zachowywać bardziej… spokojnie. Wiem, że to niemal ruina, ale prawo jest prawem.

- Co do tego ostatniego masz rację.- przyznał elf- Ostatnio zapadła się podłoga w jadalni.

Magiczka szybko odwróciła wzrok.

- Przepraszam, że to tak długo trwało.- powiedziała Merrill podchodząc do niej.

- Nie szkodzi… Ruszajmy wiec.- dodała i wraz z trójka towarzyszy skierowała się na ścieżkę prowadzącą do górskiego szczytu.

Wyszli właśnie na niewielką przestrzeń gdzie z ziemi wynurzało się kilka monolitów i nagrobków grubo pokrytych mchem.

- Stójcie.- ostrzegła nagle.

- O co chodzi?- zapytała Avelina.

- Miejcie broń w pogotowiu.

Ruszyła powoli z kosturem w dłoni. Wokół unosiła się lekka mgiełka. Czuła, że zasłona dzieląca ich świat i Pustkę była tu bardzo cienką. Nagle poczuła, że coś łapie ją za kostkę.

- Nieumrali!- krzyknęła i uderzyła końcem kostura w kościsty szkielet, który właśnie wynurzał się z ziemi.

Odsunęła się od postaci i zmiotła ją magiczną strzałą. Nie one były największym zagrożeniem. Przed nią wyrosła wysoka zjawa.

- Jest moja!- krzyknęła i rzuciła w nią kule ognia. Zrobiła unik widząc, że musi być odporna na to zaklęcie. Kolejna strzała pomknęła w jej kierunku tym razem jednak znalazła osłonę za skałą. Nim tylko promień światła przeleciał obok niej. Wyszła zza osłony i przywołała lud. Zjawa zachwiała się jej stopy na stałe zostały przymrożone do ziemi, ale pozostała części sylwetki nie była nawet pokryta lekkim szronem. Uderzenie umysłu również nie zadziałało. Zerknęła do tyłu jak radzą sobie pozostali. Na ziemi leżało wiele szkieletów, ale z ziemi wciąż wychodziły nowe.

Zwiększyła moc czaru i rzuciła kolejną magiczną strzałę. Tym razem oceniła, że efekt był lepszy.

- Żadnego ognia.- przypomniała sobie, gdy mimo woli poczuła ciepło na dłoni.

Uchyliła się przed kolejnym atakiem i wyskoczyła obkładając zjawę kosturem. Poczuła drżenie powietrza i obok przeleciała brązowa mgiełka otaczając postać korzeniami. Zaklęcie Merrill. Położyła dłoń na unieruchomionej zjawie i pochłonęła części jej energii życiowej. Zjawa wydała świszczący oddech i rozpłynęła się w powietrzu.

Skinęła głowa dalijce i pomogła pozostałym wykończyć szkielety.

- Jak dalijskie elfy mogły zbudować tu cmentarz.- powiedział elf niedowierzająco.

- To miejsce dobre jak każde inne.- powiedziała Avelina.

- Nie. Zasłona jest tu bardzo cienka, dlatego one wstają.- wytłumaczyła Hawk wskazując na nagrobki.

Na piętrze wyżej znaleźli orichalcum, a w pobliskiej grocie grzyby głębinowe i surowe lyrium. Nie obyło się bez walki z wielkimi pająkami.

- Co nam zostało?

- Żelazodrzewo.

- Musimy wejść wyżej.

Im dalej szli wąską ścieżką prowadzącą w góre tym jej siódmy zmysł krzyczał coraz bardziej. Wokół nie było jednak żadnego przeciwnika.

- Coś tu jest nie tak.- powiedziała w końcu zatrzymując się- Merrill też to czujesz?

- Nie wiem…- powiedziała dalijka i osunęła się na ziemię.

- Wycofujemy się szybko!- krzyknęła, ale jej nogi nagle stały się ciężkie. Zrobiła kilka kroków widząc jak pozostali upadają. I wszystko objął mrok.

Obudziła się i przetarła oczy. Wszystko wokół wydawało się być lekko rozmazane, jakby wibrowało. Niebo było fioletowe i zamiast górzystego krajobrazu rozciągało się przed nimi białe wybrzeże. Przed nimi wznosiły się ruiny świątyni. Morze miało kolor krwi.

- Gdzie my jesteśmy?- usłyszała głos Aveliny.

- Merrill, Fenris!- krzyknęła magiczka.

Pojawili się również niespodziewanie jak ona sama.

- Jesteście cali?- i widząc potwierdzenie dodała- Jak to się stało?

- Musieliśmy przejść przez jakąś niewidzialna barierę. To była pułapka i my w nią wpadliśmy.- powiedziała dalijka.

- Hawk gdzie my jesteśmy?- domagała się odpowiedzi strażniczka.

- W Pustce.- powiedziała- Lepszym pytaniem było by, czego chce od nas demon, który nas tu zwabił. Musimy trzymać się razem. I znaleźć wyjście. Demony są przebiegłe będą chciały przeciągnąć was na swoja stronę. Znają nasze najgłębsze myśli i wykorzystają nasze pragnienia przeciwko nam. A tu będą o wiele silniejsze niż w naszym świecie. Jeśli ktoś z nas da się opętać. Będziemy musieli go zabić.- i widząc ich zaniepokojone miny dodała.- Wtedy ta osoba obudzi się w rzeczywistym świecie.

- Więc czy nie prościej było by…?- zapytała Avelina.

- Nie. Chce dostać tego demona żeby nikogo więcej już nie złapał. Pilnujcie się.- powiedziała.

Szli trzymając się razem, gdy wokół nich świat Pustki delikatnie wibrował. Nagle poczuła uderzenie energii niczym ciepłego powietrza i przed nimi pojawiła się zjawa.

- Kolejni goście…- zasyczała.

- Ty nas tu złapałeś.- powiedziała Hawk.

- Nie, ja jestem tylko wysłannikiem.

Rzuciła w niego magiczną strzałą, ale ta tylko przeleciała przez niego.

- To tylko widmo. Nie zwracajcie na niego uwagę.- powiedziała chcąc ruszyć dalej.

- Tak nie zwracajcie.- zasuczała zjawa- Jak i nie zwracacie uwagę na swoją przeszłość, tyle zostało zapomniane, wszystko zagarnął czas, ale czy jest to konieczne? Czy nie da się nic uratować? Nie. Jest pewne lustro…

Merrill drgnęła.

- Nie słuchaj go, Merrill.

- Lustro da się naprawić. Mogę ci je dać mogę ci oddać przeszłość.- kusił demon.

- Naprawdę możesz to zrobić?- zapytała dalijka.

- Merrill!- krzyknęła.

- Przykro mi Hawk. Nie chciałaś mi pomóc nie przeszkadzaj, więc teraz. Czego chcesz w zamian?- zwróciła się do demona.

- Tylko mnie słuchaj…- zasyczała postać.

- Już po niej.- szepnęła i uskoczyła, gdy w miejscu gdzie jeszcze stała wyskoczyły pnącza.

- Głupia magiczka krwi!- rzucił Fenris.

Po chwili pokonana elfka rozpłynęła się na ziemi.

- To nie jej wina.- powiedziała, choć głęboko w sercu czuła się zawiedziona- Demony mają tu o wiele większy wpływ na nas. Nie myśli się racjonalnie.

- A ty elfie czego pragniesz?- zasyczał demon.

- Odejdź!- rzucił gniewnym głosem

- Wolności. Zrzuciłeś kajdany, ale tak naprawdę nie jesteś wolny? Dam ci moc, dzięki której pokonasz swojego pana.

Chciała go powstrzymać, ale poczuła w głowie dziwną miękkość. Nie mogła się poruszyć.

- Nie słuchaj go.- słowa ledwie uwolniły się z jej ust.

- Będziesz potężniejszy od niego- kusił demon- zniszczysz go zmiażdżysz i odbierzesz swoją zemstę.

Zaklęła widząc, że elf sięgnął po miecz.

Wyrwała się z lepiej ciemności i rzuciła zaklęcie zamrażające. Jak sądziła nawet go nie zatrzymało. Avelina zastąpiła mu drogę co dało jej czas na użycie mocniejszego zaklęcia. Po chwili pokonana postać rozpłynęła się i zniknęła. Dziewczyny stanęły do siebie plecami.

- Nie daj się Hawk.- poprosiła strażniczka.

- Ty też.

- Chcesz chronić swoich bliskich a nawet jego nie potrafiłaś. Nigdy nie wybaczyłaś tego sobie a ja mogę przywrócić ci go z powrotem.- powiedział a Hawk zdała sobie sprawę, że mówi o mężu Aveliny.

- Nikt nie może tego zrobić…- powiedziała Avelina drżącym głosem.

- Jestem demonem mogę wszystko…

- Avelino!- powiedziała trzymając ją za ramię, ale jej wzrok już był mglisty. Odsunęła się, a obok nich pojawiło się widno Weasleya. Strazniczka patrzyła na niego zahipnotyzowana.

- Tylko mnie słuchaj…- powiedział demon.

Miecz i tarcza przeciwko magii. Tylko ogień jej pozostał wiedząc, że uderzenie umysłu tu nie zadziała. Rzuciła, więc płomienie na strażniczkę uciekając przed zabójczą stalą. Poprawiła magiczną strzałą i przycisnęła strażniczkę do ziemi, odbierając jej ostatni dech nożem.

- Nie jest dobrze.- pomyślała. Teraz, jeśli nie pokona demona nie zdoła z stąd wrócić sama. Czy jednak pozostali będą wiedzieć, co zrobić, jeśli się nie obudzi? Być może Merrill.

- Zostałaś tylko ty Avannath.- powiedziało widmo.

Ruszyła przed siebie rozglądając się za prawdziwym demonem.

- Czego ty pragniesz?

Zatrzymała się, bo nagle przed nią wyrosła twierdza odbijająca się w wodzie po drugiej stronie zatoki. Poczuła jak lepkie słodkie macki łapią jej umysł.

- Nie nie tego pragnę.- powiedziała ze złością wyrywając się z sideł demona i idąc przez wizję, która rozpłynęła się w powietrzu.

- Zostałaś sama, wszyscy cię zdradzili. Sama. Nie ma matki. Nie ma Bethany. Nie ma Carvera. Nawet twoja drużyna cię opuściła. Poczuła ból w sercu. Ciemność ogarnęła ją ze wszystkich stron.

- Nie.- pomyślała i sięgnęła po gniew- Nie będziesz mi mówił, co mam robić.

- Ach tak…- powiedział demon i zadrżała. Przed nią pojawiła się wizja. Anders w kałuży krwi i ona, jako Revenge.

- Przepraszam musiałem…- usłyszała przerażona jego głos.

- Zginał przez ciebie.- syknął demon.

- Nie…- jeknęła- To nie prawda.

Machnęła kosturem w powietrzu w miejscu gdzie była zjawa, ale ona nawet nie drgnęła.

- Tylko twoja śmierć może go ocalić, a przecież jesteś gotowa się poświecić by ocalić każdego z nich. To niedaleka przyszłości.

- To tylko demon- powtarzała sobie czując jak znów ogarnia ją ciemność- To tylko demon.

- Jeśli się nie poddasz, znajdę go i…

Iskra gniewu.

- Nigdy!- powiedziała przez zęby- nie groź- biała kula pojawiła się na jej dłoni.- Mojemu przyjacielowi!- wzmocniła magiczna strzałę i wycelowała ją w siebie.

Krzyknęła z bólu, gdy jej rękę przeciął biały płomień. Oddychała szybko opanowując ból.

Demon patrzył już na nią mniej pewnie.

- Wynoś się!- rzuciła i wstała.

Zjawa rozpłynęła się w powietrzu. Rozejrzała się po okolicy. Świątynia. Jeśli demon gdzieś tu był to chował się tylko tam.

- Hawk. – usłyszała za sobą nieznany głos.

Odwróciła się i zobaczyła Justica.

- Co ty tu robisz?- zapytała podejrzliwie.

- Czułem, że jesteś w Pustce, Anders kazał mi tu przyjść.

- Więc opuściłeś go?

- Nie, to niemożliwe. To tylko mała cząstka mojego bytu. Mogę tu przebywać, ale na krótko.

- Wiesz gdzie on jest?- zapytała mając na myśli demona.

- W świątyni. Chodźmy, nie mam dużo czasu. W tym ciele mogę korzystać z umiejętności Andersa. Pomogę ci.

- Dziękuje.- powiedziała.

- Nie robie tego dla ciebie.

- Wiem. Czy on mówił prawdę?

- To demon jak każdy inny. Powiedział to, co musiał by cię przekonać.

Weszli do świątyni. Czekał na nich w środku tym razem była pewna, że nie jest to widmo.

- Dotarłaś tu.- powiedział- i ty zdrajco swojej rasy.

Pomyślała o innych. Jak łatwo zwiódł pozostałych i niemal ją samą. Pomyślała o Andersie leżącym w kałuży krwi. Poczuła jak kula ognia płonie w jej dłoni. Demon coś do niej mówił, ale już go nie słyszała. Okłamał ją, ale ta wizja nie sprawiła, że była słabsza. Kula ognia zadrżała. Fioletowe drobinki zamigotały w płomieniu. Nie zauważyła jak Justice się odsuwa. Nikt nie będzie groził jej przyjacielowi nawet, jeśli to tylko kłamstwo by ją opętać. Nie rzuciła zaklęcia. Po prostu je wypuściła pozwalając by wysyciło się mocą pustki.

- Nie, co ty robisz…- usłyszała syk.

Poczuła jak Justice łapie ją za ramie i wszystko zaczęło się rozpływać.

Obudziła się widząc nad sobą zmartwione oczy dalijki.

- Budzi się!- rzuciła do pozostałych.

Nad sobą miała niebo. Przedtem łagodny błękit, teraz zmienił się w czerń i szarość, tworząc nad nimi wir gdzie w środku migały błyskawice.

- Musimy stąd uciekać.- powiedziała podrywając się na nogi- Szybko!

Ruszyli w duł zbocza.

- Hawk, co się dzieję?- usłyszała głos, Aveliny.

- Nie wiem i tego się boje.

Poczuła magie na skórze niczym drobne krople poprzedzające potężną burzę.

- Za te skały.- powiedziała i schowali się za nimi.

Usłyszała głuchy huk roznoszący się po dolinie i stłumiła pokusę żeby wyjrzeć. Potem usłyszała szum. Potężniał i potężniał zbliżając się do nich.

- Fenris dasz rade zrobić barierę?- zapytała.

Skinął głową i otoczyła ich bezbarwna kula.

Podmuch niemal zmiótł ich ze ścieżki. Kamienie zatrzeszczały. Wstrzymała oddech modląc się by bariera wytrzymała. Nagle wiatr zaczął słabnąć aż znikł zupełnie. Pozostał tylko głuchy grzmot roznoszący się po okolicy.

Spojrzała na elfa i skinęła głową. Bariera znikła.

Wychyliła się zza skały. Na ścieżce leżało kilka połamanych drzew.

- Co to było?- usłyszała pytanie.

- Zasłona się zamknęła.

- Niesamowite… Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Co się tam stało?- powiedziała Merrill.

- Znalazłam tego demona. Justice mi pomógł go pokonać. Chyba trochę przesądziliśmy z woltami.

- Justice tam był?

- Tak pojawił się zaraz potem jak pokonałam ta zjawię.- słyszała jak zalega cisza.

- Przepraszam Hawk- zaczęła Avelina- Nie wiem, co mnie napadło. Niegdyś bym tego nie zrobiła. Wiem że Weasley nie żyje i nic nie zdoła mi go już przywrócić.

- Wiem. – powiedziała uśmiechając się lekko do Aveliny- Demony są silniejsze w pustce.

- Nie zdradziła bym cię.- powiedziała dalijka- nawet dla Eluvian.

- Wiem. Ufam wam wszystkim.

Fenris patrzył w bok, widziała jego zaciśnięte dłonie. Wiedziała, że nienawidził demonów, a mimo to sam tak łatwo dał się podejść, obietnicą wolności.

- To tylko demon.- powiedziała do niego- One już tak działają.

- Nie musisz mnie pocieszać.- odpowiedział z gniewem w głosie.

Widząc, że najwyraźniej wziął to do siebie i nie zamierza o tym rozmawiać, ruszyła ze zbocza a pozostali poszli za nią.

Rozdzieliła się z nimi przy bramie i ruszyła do Mrokowiska. Gdy weszła do kliniki zobaczyła Andersa go z zmartwionym spojrzeniem.

- Avannath!- powiedział- Martwiłem się o ciebie.

Zawahała się, ale podeszła do niego i przytuliła.

- A ja o ciebie.- pomyślała- Demon w pustce pokazał mi cos strasznego.- powiedziała puszczając go.

- Wiem one tak robią. Justice mówił, że mu oparłaś.

- Nie chodzi o to… Obiecałeś mi, że nigdy nie pomożesz Revenge. Nawet, jeśli będzie się znajdował w niebezpieczeństwie- dodała ciszej- Spójrz mi w oczy i powiedz to jeszcze raz.

- Co zobaczyłaś?- zapytał.

- Proszę. Inaczej będę musiała cię gdzieś zamknąć na każdą jego misję.

Uśmiechnął się słabo i dotknął jej policzka.

- Słońce nikt nie zdoła mnie nigdzie zamknąć. Nawet ty.- spoważniał jednak widząc jej wzrok- Obiecuje, że nigdy….

- Proszę.

- Obiecuje, że nigdy nie pomogę, Revenge. Nawet, jeśli dowiem się, że będzie w niebezpieczeństwie.

- Dziękuje.- powiedziała.

- Avannath co tam się stało? Justice mówił, że zginęłabyś gdyby cię z stamtąd nie wyciągnął.

- To nic nowego.

- Zginęłabyś naprawdę.

- Och… Nie wiedziałam, że to możliwe.

- Powiedział, że z tą magia, której użyłaś zamknęłaś zasłonę na Sundermount.

- Pomógł mi.

- Nie. Wycofał się, gdy zobaczył, co robisz. I wrócił po ciebie tylko ze względu na mnie.

- Nie wiem, co to było. Chyba Pustka tak na mnie zadziałała- powiedziała wzruszając ramionami.

- Mamy tą samą moc tutaj, co w Pustce.

- Ale tu nie ma ciebie leżącego we krwi.- pomyślała czując jak mimo woli przechodzi ją dreszcz.

- Cokolwiek to było nie rób tego więcej.

- Nie mam zamiaru. Myślałam, że wysadzi cały Rozdarty Grzbiet. Nie mogłam tego zrobić sama.

- Pewnie nie.- przyznał.

Wróciła do domu stwierdzając, że składniki może zanieść Solivitusowi później. Potrzebowała odpoczynku. Wizja śmierci przyjaciela wstrząsnęła nią wystarczająco mocno, i pomimo że powiedziała, że wybacza pozostałym nie czuła się z tym dobrze. Anders nigdy by jej nie zdradził.- pomyślała. Choć wiedziała, że to nie do końca prawda, znajdując się w pustce władze przejmował nad nim Justice. Nigdy, więc nie będzie mogła się przekonać. Rzuciła się na łóżko zła na siebie. Jak mogła tak myśleć o pozostałych, oceniać przez ten pryzmat ich lojalność? Sama nie dała się podejść. To nie był normalny świat i rządził się swoimi regułami, które demony wykorzystywały z równą łatwością jak oni prawa fizyki.

Wstała. Pamiętała jak kula ognia, którą przywołała zaczęła mienić się fioletem jak i jej nieudana bariera. Skupiła dłoń czując ciepło. Ogień zapłonął spokojnie, kontrolowany. Nie zmieniał jednak koloru.

Co wtedy czuła? Gniew.

Próbowała przywołać to uczucie, ale niewiele to dało.

Zawahała się. Anders… w kałuży krwi. Jej dłoń drgnęła, ale płomień pozostawał czerwony. Odrzuciła tą wizję, wciąż była dla niej zbyt bolesna. Patrzyła przez chwilę na ogień na swojej dłoni.

- To by było na tyle.- pomyślała. Posłała kule ognia do metalowego kosza i patrzyła jak spala się w nim papier. Gdy ogień zgasł zupełnie wyszła zamykać za sobą drzwi.

Resztki płomienia tliły się jeszcze w koszu otulając brzegi zwęglonych kartek czerwoną obwódką aż zgasły zupełnie. Po chwili na ich miejscu pojawił się fioletowy żar. Czarny papier rozpadł się znikając zupełnie razem z pozostałym z nich popiołem. Dno metalowego kosza zaskwierczało i zaczęło się topić.

- Głupie zaklęcie.- pomyślała idąc ulicą. Górne Miasto otaczał już półmrok. Najpierw bariera, potem kula ognia, która niemal zdmuchnęła szczyt Sundermont. Żadne z zaklęć nie działało tak jak powinno.

Zatrzymała się słysząc odgłosy walki za rogiem. Miała już pójść dalej, bo nie było to rzadkie zjawisko, ale wiedziona jakimś przeczuciem cofnęła się i zajrzała za róg. W bocznej uliczce zobaczyła Fenrisa mierzącego się z kilkoma treserami mabari. Już miała przyzywać magię, ale zrezygnowała. Jego miecz robił niezłe zamieszanie i po chwili pozostało tylko dwóch przeciwników. Wiele razy widziała go w walce, ale zawsze było to tylko krótkie spojrzenie by sprawdzić czy pozostali nie potrzebują pomocy. Teraz…. To była zupełnie inna sprawa.

Jego linie lyrium świeciły łagodnie na niebiesko, co oznaczało, że przeciwnik nie wymaga większej uwagi. Wyglądał całkiem… niesamowicie. Stwierdziła. Po chwili w uliczce pozostał tylko elf. Otarł miecz w szatę jednego z napastników i zawiesił go na plecach. Już miała niepostrzeżenie się wycofać, gdy usłyszała jego glos.

- Skoro już tu jesteś mogłaś użyć tej swojej magii.

Nie mając wyboru wyszła z cienia.

- Uznałam, że sam radzisz sobie całkiem nieźle.

Fenris patrzył na nią przez chwilę nieodgadnionym wzrokiem, a potem spojrzał na pojawiający się na niebie księżyc.

- Nie mam zamiaru spać na twoim progu, jeśli o to ci chodzi!- powiedziała chłodno idąc za jego wzrokiem.

- Oby.- odparł obojętnie i ruszył w stronę rezydencji z lekkim uśmiechem, którego Avannath nie mogła już zobaczyć.

Zdusiła pokusie by go zatrzymać i powiedzieć, co dokładnie teraz o nim myśli- czego prawdopodobnie żałowałaby jutro- Ruszyła zirytowana w przeciwnym kierunku. Wisielec. Zaczęła iść długimi schodami do Dolnego Miasta, zastanawiając się, czego tak właściwie się rozzłościła. To był tylko zwykły elf.- mówiła sobie, ale musiała szybko zmienić zdanie- Nie, Fenris nie był zwykłym elfem. Nawet pomijając jego przeszłość na pierwszy rzut oka wyróżniałby się w każdym elfim obozowisku. I wcale nie chodziło tu o jego zbroję, białe włosy czy olbrzymi miecz, który targał wszędzie na plecach jak by w ogóle nie odczuwał jego ciężaru. Było, co w jego spojrzeniu, stylu bycia, co mówiło innym by trzymali się z daleka. Jeśli to nie wystarczyło i ktoś zlekceważyłby te symptomy, zostałby odesłany chłodnym słowem lub jeśli miał pecha powiedzieć coś nieopatrznego, mógłby przez kilka sekund przed śmiercią podziwiać błękitnie lśniące lyrium na jego skórze.

- Trzymać się z dala od jego posiadłości. Trzymać się z dala…- powtarzała sobie przypominając nieszczęsną noc, gdy jakimś dziwnym trafem zawędrowała po d jego drzwi.

W Wisielcu usiadła przy najbardziej oddalonym od baru stoliku- by nie rzucać się w oczy Izabeli i zaczęła rozmyślać.

Po chwili Sirok postawił przed nią kufel piwa, podziękowała skinieniem głowy, ale nie bardzo ją dziś interesowało. W kieszeni miała wziętą z domu listę templariuszy. Potrzebowała kogoś by ją ocenił. Nie miała zamiaru polować na każdego z nich. Musi usunąć głównych prowokatorów i reszta sama powinna domyślić się, co dla nich dobre. Potrzebowała kogoś, kto miał kontakty z ludźmi w Katowni i nagle przypomniała sobie o Solivitusie. Czyżby mógł jej pomóc? To by było jednak ryzykowne…

Zamyślona nie widziała jak w barze pojawił się uzdrowiciel i machnął do niej ręką starając się nie dać namówić Izabeli na drinka.

- Sirok powinien jej dać stałą zniżkę.- powiedział siadając obok niej z marsową miną- założę się, że sama opróżniła już ćwierć jego zapasów. Skąd ona ma na to pieniądze? Przecież rzadko nawet bierze udział w misjach.

- Wygrywa w kości z Varrickiem, Fenrisem, Merrill i… tobą.

- Hej, grałem z nią tylko kilka razy i to jeszcze nie wiedziałem, że oszukuję.

Machnęła dłonią uznając, że temat nie jest warty jej wysiłków.

- Chcesz posłuchać o najnowszych wydarzeniach w kręgu?- zapytał.

- Jeśli to kolejna historia o poniżaniu magów przez templariuszy, to sama dobrze wiem jak jest.

- Tu cię zaskoczę Hawk. Nielsen widział bójkę pomiędzy dwójka templariuszy. Jednym z nim był Ser Alrik, jeden z najgorszych prześladowców, jakich znam. Drugi, nic nieznaczący templariusz.

- Ma tupet porywać się na starszego stopniem.

- Nielsen myślał podobnie, dlatego zaczął pytać. To samotnik, z nikim dużo nie rozmawia i raczej nie rzuca się w oczy. Tak to przynajmniej pozornie wygląda. Udało mu się dotrzeć do informacji zgodnie, z którymi ta postać wygląda dużo ciekawiej.

- Mów dalej.

- Według jego źródeł, ten sam rycerz ujawnił machlojki w dostawach lyrium dwa miesiące temu. Nielsen mówił, że nie było łatwo. Musiała przekupić kilku ludzi i gdy poszedł dalej tym tropem okazało się, że w kluczowych momentach templariusze zapominali, kogo mają wyciszyć bądź zmieniali zdanie i niektórym magom udało się przypadkiem uciec w ostatniej chwili.

- Brzmi całkiem nieźle. Dlaczego ja o tym nie wiedziałam?

- Bo nie siedzisz w kręgu.

- No tak… Kto to?

- O nie.- sprzeciwił się- Revenge miał by sprzymierzeńca? Nie ma mowy.

- Więc dlaczego mi o tym powiedziałeś?

- Myślałem, że to oczywiste, skoro jest ktoś, kto zajmuje się „naszą sprawą" ON może usunąć się w cień.

- Nie zamierzam usuwać się w cień.

- Avannath…

- Nie mam zamiaru o tym rozmawiać i na pewno nie tutaj.- powiedziała widząc jak Varric patrzy w ich stronę.

Wracała do domu w dużo lepszym nastroju. Anders chcąc nie chcąc w końcu wyjawił jej dane templariusza. Sebastian Vael- o ile wykaże niezbędne chęci- mógłby zweryfikować jej listę. Templariusz miał słaby punkt, o którym wiedziało tylko kilku magów. Na szczęście Nielsenowi udało się go odkryć. Vael miał siostrę apostatę ukrywającą się za miastem. W ostatni piątek każdego miesiąca brał dzień wolny i znikał z Kirkwall. Za trzy dni, Revenge stanie na jego drodze.

Następnego dnia odniosła składniki Solvitusowi i przeprosiła za zwłokę. Kupiec zapłacił jej okrągłą sumkę. Jak na złość Anso nie miał dla niej, a zadań od Merrana wolała unikać. Jego sprawy zwykle były podejrzane i nie raz wahała się czy powinna dokończyć zlecenie. Siedziała, więc na rynku zastanawiając, co zrobić z resztą dnia.

Zamrugała, gdy zdawało jej się, że widzi wśród tłumu białe włosy, które nie można było pomylić z niczym innym. Co on robi na rynku w ciągu dnia? Wstała szybko chowając się za dużym krzakiem i obserwując, dokąd idzie. Nagle zatrzymał się przed kupcem sprzedającym bryłkowce.

- Ooo…- wyrwało jej się. Czyżby zamierzał wreszcie kupić upragnionego zwierzaczka?

Ale ku jej rozczarowaniu porozmawiał tylko z kupcem i odszedł w stronę rezydencji. Kusiło ją by podejść i zapytać sprzedawcę, dlaczego transakcja nie doszła do skutku, ale wolała nie ryzykować. Sprzedawcą był krasnolud, co oznaczało, że najpewniej zna Varrica. Gdyby doszło to do jego uszu na pewno wykorzystałby jej zainteresowanie przeciwko niej.

Wyszła więc energicznie idąc w przeciwnym kierunku. Po zastanowieniu uśmiechnęła się jednak i poszła do Aveliny. Następnie ruszyła do obozowiska a potem skierowała się do Wisielca. Za godzinę trzy kobiety czekały na nią przed miastem.

- Jest tak wcześnie…- narzekała ziewając piratka.

- Ja uważam, że to świetny pomysł.- powiedziała Merrill.

- Wolałabym nie marnować czasu na takie…- zaczęła Avelina.

- Cieszę się, że jesteście wszystkie.- powiedziała magiczka podchodząc i ruszyły w stronę wybrzeża śledzone ciekawym wzrokiem ukrytego za krzykami Varrica.

Morze szumiało cicho, a na niebie leniwie przetaczały się białe obłoki.

Avannath rozłożyła się bezwstydnie na kocu i wpatrzyła w niebo.

- Pierwszy raz jestem tu by tylko podziwiać krajobraz.- powiedziała strażniczka- Zwykle patrole…

- Avelino, odpoczywamy. Ani słowa o patrolach.- powiedział magiczka.

- No dobrze.- poddała się.

Merrill chodziła boso po płytkiej wodzie.

- Może to nie był taki zły pomysł.- powiedziała Izabela siedząc obok, której widok morza zawsze poprawiał nastrój.

Nie protestowała, gdy nagle podała jej butelkę wina. Nie zastanawiając się też zbytnio, jakim cudem bez jej wiedzy, udało jej się ją tu przemycić. Usiadła i pociągnęła spory łyk następnie podała butelkę Avelinie.

- Mogłabym trochę podgrzać wodę…- zastanowiła się.

- Obok jest zatoczka ze słodką wodą. zaproponowała Izabela

- Chodźmy spróbować.- odpowiedziała magiczka i obie ruszyły w tamtą stronę.

- Dobra. Zaczynajmy.- powiedziała sama do siebie i wyczarowała kulę ognia, która zaczęła unosić się nad wodą. Kręgi pojawiły się na powierzchni.- Daj mi pięć minut.- powiedziała do piratki.

- W tym czasie przeniesiemy rzeczy tutaj.- powiedziała.

Musiała przyznać, że miejsce było piękne. Nad nią unosiła się skalna ściana, a wokół niej było nic oprócz ciemnych kamieni i złotego piasku. Woda zaczęła bulgotać. Zgasiła kulę ognia i rzuciła lodowy promień by wyrównać temperaturę.

- I jak?- zapytała Rivianka.

- Chyba jest ok.

Woda była przyjemnie ciepła, więc zrzuciła szaty i zanurzyła się w niej pozostając w samej bieliźnie. Avelina i Rivianka poszły za jej przykładem. Merrill siedziała na brzegu mocząc stopy w wodzie. Magiczka usiadła przy brzegu zanurzona po szyje w wodzie i westchnęła zrelaksowana.

- Powinnyśmy częściej robić takie wypady.

Rivianka usiadła obok, a Avelina naprzeciwko nich.

- Nie boicie się, że ktoś mógłby was tu zobaczyć?- spytała Merrill.

- Ciekawe, kto?- zapytała Izabela- Kto ośmieliłby się przerywać wypoczynek postrachowi siedmiu mórz, kobiecie taranowi, magiczce krwi i bohaterce Kirkwall.

- Co? To ja jestem kobieta taranem?- oburzyła się Avelina.

- Izabela tylko nietrafnie to sformułowała.- dodała szybko magiczka- Chodziło jej o to, że jesteś wręcz niezastąpiona w ataku tarczą.

Widziała ze strażniczka nie do końca jej uwierzyła, ale dała spokój.

- Myślicie, że oni mnie nie lubią?- zapytała nagle cicho Merrill.

- Kto?

- Anders, Fenris.

Avelina i Izabela spojrzały na Hawk. Mgaiczka westchnęła.

- To nie o to chodzi Merrill. Anders nie popiera magii krwi. Tego co robisz, ale tak naprawde uważa, że jesteś bardzo utalentowana, i wie, że jesteś wierna naszej drużynie. A Fenris… on w ogóle nie lubi magii. Sama widzisz, że ciężko pozostawić go samego z uzdrowicielem. Choć ostatnio mnie zaskoczył…

- Czym?- zapytała Avelina a Rivianka zrobiła duże oczy.

- No, więc…- zaczęła widząc, że nie potrzebnie zwróciła na siebie zainteresowanie- Odwołali jedną z moich misji.- powiedziała uznając, że im mniej powie tym lepiej.

- O nie!- oburzyła się piratka- Musisz nam powiedzieć więcej.

- To nic takiego po prostu- „zasnęłam na jego progu" dodała w myślach- Przypadkiem wygadałam się, jaka jestem zmęczona i w ogóle, i następnego dnia poszedł do Andersa.

- W takim razie to dziwne, że Klinika jeszcze stoi.- mruknęła Avelina- Anders jest w porządku, poza tym, że ma współlokatora.

- Justice wydaje się nieszkodliwy...- powiedziała Merrill.

- Ciekawe…- zaczęła Izabela rozmarzonym wzrokiem.

- Nawet nie chce wiedzieć, o czym myślisz.- powiedziała strażniczka.

- Choć mógłby zmienić tą zbroję.

- Płaszcz.- poprawiła Hawk.

- Co mu się podoba w tych piórach?- dodała dalijka

- Wygląda jak by miał na ramionach dwa martwe jastrzębie.- powiedziała Avelina.

- Nie…- chciała im wytłumaczyć magiczka- to Feniksy.

- To bardzo zmienia postać rzeczy.- zadrwiła Rivianka- Dwa martwe Feniksy. Jak można w tym chodzić?

Czując, że musi bronić przyjaciela, magiczka chrząknęła.

- Mylicie się.- powiedziała- Wygląda w tym całkiem…- zawahała się.

- Dziwacznie?- podsunęła strażniczka.

- Moja babcia miała taką czapkę…- zaczęła Merrill.

- Nie, przestańcie!- powiedziała Avannath.

- Uroku to mu na pewno nie dodaje.- dodała piratka i nagle przerwała, bo woda zaczęła bulgotać.

Nawet nie zauważyła jak na jej dłoni pojawiła się kula ognia.

- Przepraszam.- powiedziała magiczka gasząc ją- Ale zakazuje wygadywać wam o nim takich rzeczy w mojej obecności.

- W porządku Hawk. Wiesz, że tylko żartujemy.- rzuciła, Avelina.

Wzięła głęboki oddech i zanurzyła się po nos w wodzie, której temperatura skoczyła, o co najmniej kilka stopni.

- Fenris jest całkiem przystojny- powiedziała Rivianka- ale strasznie chudy. Choć Hawk się to w nim podoba.

- Nie!- powiedziała gwałtownie się wynurzając- Podobają mi się szczupli mężczyźni, to wszystko.

- Tacy jak elf?

- Mniej więcej.- odparła w końcu.

- Nie wiem jak on się uchował- zaczęła Avelina- jest zupełnie aspołeczny, a swoim wyglądem straszy pół górnego miasta. Jego sąsiedzi się skarżą, a ja musze im wymyślać jakieś wymówki.

- Ale nie nosi piór.- wtrąciła Merrill.

- Tego by jeszcze brakowało.

- Elf jest w porządku- rzuciła Rivianka.

- Mówisz tak tylko, dlatego bo dzięki niemu nie siedzisz sama przy barze każdego wieczoru.- powiedziała strażniczka.

- Nie prawda! Mogę mieć towarzystwo od reki.

- W to wierzę.- dodała strażniczka- Hawk, a co ty o nim myślisz?

- Zgadzam się z Izabelą.

- Daj spokój, przecież widziałam, że cię irytuje. I ta jego awersja do magii. Na pewno ci się to nie podoba.

- No rzeczywiście…- przyznała w końcu- Czasem mam ochotę wylać mu na głowę kubeł ziemnej wody za te wszystkie jego komentarze.

Dziewczyny wybuchły śmiechem.

- Och… wtedy przypominał by durszlak- zaśmiała się piratka.

- Wiecie, że właśnie ich obgadujemy i to nie zbyt miło.- powiedział Merrill.

- Daj spokój Merrill, to tylko babskie ploty.- powiedziała Avelina.

- Pozostał nam Varric.- powiedziała Hawk uśmiechając się złośliwie- Mały owłosiony karzełek, z długimi uszami i plotący trzy po trzy. Do tego szczerze wierzy, że kogoś interesuje to, co mówi.

Avelina przytaknęła kiwając głową.

- Czasem jak jestem z nim na misji, jak plącze mi się koło nóg, boję się żeby go nie rozdeptać…

Dziewczyny wybuchły śmiechem.

- Bycie niskim też ma swoje zalety..- zaczęła Rivianka

Teraz jednak wszystkie trzy spojrzały na nią.

- Dobra, dobra- powiedziała w końcu poddając się.

- Czy nie mogłyśmy trafić na normalnych mężczyzn?- powiedziała Merrill- Avannath, mogłaś wybrać kogoś mniej...

- Opierzonego.-powiedziała Avelina- bez rozdwojenia jaźni

- Mniej opancerzonego.-dodała piratka

- …i wyższego- zakończyła Hawk.- Co ja wam poradzę, nie miałam wyboru i brałam jak leci.- zawahała się przypadkiem omiatając pobliskie skałki wzrokiem. Czy nie błyskały zza nich małe oczka Varrica? A to, Czy to nie jest wystający kostur? A obok kupka białych włosów?

Mrugnęła, ale dziwne zjawisko znikło. Pozostały tylko skały.

- Co jest Hawk?- zapytała Avelina.

- Nie nic… Coś mi się tylko zdawało.- powiedziała podejrzliwie.

Dziewczyny wróciły do rozmowy, ale je nie dawało to spokoju.

- Zaraz wracam.- powiedziała. Wyszła z wody, wzięła kostur i ruszyła w stronę skał.

Odetchnęła z ulga widząc, że nikt się za nimi nie kryje. Już miała wracać, gdy nagle zamarła. Ślady. Na piasku były ślady stóp.

- O nie…-powiedziała czując jak kula ognia łechcę ją po ręce i ruszyła za nimi. Zza wielkiego głazu dobiegło ją kilku głosów. Nagle zamarły.

- Dobra wyłazić. Wszyscy! Chyba, że chcecie mieć tam istne piekło.- zagroziła i kula w jej dłoni zwiększyła objętość

Zamiast jednak męskiej części drużyny wyszedł, a raczej został wypchnięty zza głazu Anders.

- Avannath… my…- powiedział uzdrowiciel patrząc na nią niepewnie.

- Mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie.- powiedziała wściekła

- Ja...- zaczął zauważając, że jest w samej bieliźnie.

Szlag. Rzuciła na siebie lekkie zaklęcie lodu i jej skóra pokryła się warstwą szronu.

- Już!- krzyknęła.

Kula ognia zaczęła niebezpiecznie buchać.

Dwie godziny wcześniej…

Anders podniósł głowę znad pacjenta a zielona mgiełka z jego dłoni zanikała.

- Więc mówisz, że poszły tam same?

- Tak wyraźnie słyszałem jak mówiły, że chcą coś sobie udowodnić, zmierzyć z utopcami.

- I mają rację. Hawk na pewno da radę, a Avelinę chyba widziałeś w akcji.

- Myślisz, że gdyby to były zwykłe utopce był bym tutaj? Słyszałem o eksperymentach z magią na wybrzeżu, kto wie, co napotkają.

Uzdrowiciel zmrużył brwi.

- Kiedyś na Głębokich Ścieżkach spotkaliśmy monstrualnego gatlocka.

- No widzisz! Nie chce by Stokrotce coś się stało.- powiedział mając na myśli Merrill.

- Będzie tam Hawk, Avelina i… chociaż może masz rację. Nie powinny same chodzić. Wezmę tylko swoje rzeczy.

- Gdyby chciały poprosiłyby nas o pomoc.- powiedział obojętnie elf.

- Już ci mówiłem, sprawa jest bardziej skomplikowana. One myślą, że to zwykłe monstra a to…

- Mam dobra pamięć.

- Jak chcesz. Ja i Anders idziemy.- zrezygnował krasnolud, ale nagle wpadł na pomysł- Wiesz, że Hawk nadal nie nauczyła się tej bariery? A co jeśli twoja osłona z lyrium będzie potrzebna? Pamiętasz wybrzeże, nie zawsze może poradzić sobie sama.

- Więc będzie mieć ciebie i uzdrowiciela.- odparł lodowato.

- Jak chcesz elfie, ale będziesz tego żałował. Już ja im powiem, że nie chciałeś ratować im życia.- powiedział i wyszedł.

Anders spojrzał na niego.

- I co?- zapytał.

- Pójdzie z nami.

Po chwili z rezydencji wynurzył się Fenris. Zatrzymał się jednak z pochmurną miną na ich widok.

- Wiedziałem, że ta bariera cię przekona.- powiedział Varric- No to idziemy.

Szli w trojkę na wybrzeże. Krasnolud dreptał pośrodku.

- A jeśli ich nie znajdziemy?- zamyślił się Anders.

- Tym się nie przejmuj.- powiedział krasnolud.

Gdy dotarli na miejsce słońce już zachodziło.

- Tu są jakieś ślady.- powiedział elf wskazując na miejsce gdzie wcześniej rozłożyły swoje rzeczy.

- Podążamy, więc za nimi.- powiedział Varric prowadząc.

Po chwili dotarli do skałek osłaniających małą zatoczkę.

- Ciii- ostrzegł ich Varric i wychylił zza skały- Są tu.

Anders i Fenris też rzucili okiem.

- Jesteś pewien, że po to tu przyszły?- zapytał zaskoczony uzdrowiciel.

- Tak. Słyszałem jak mówiły, że się tu zatrzymają żeby zwabić utopce. Jak przyjdą wyskoczymy im pomóc.

Elf spojrzał na Varrica podejrzliwie i już miał coś powiedzieć, ale usłyszał swoje imię.

„- To nie o to chodzi Merrill.- mówiła Hawk- Anders nie popiera magii krwi, tego, co robisz, ale tak naprawde uważa, że jesteś bardzo utalentowana i wie, że jesteś wierna naszej drużynie„

- Wcale nie sądzę, że jest utalentowana.- szepnął Anders - Jej magia ziemi jest słaba. Nie mówiąc już o leczeniu…

- Ciii- powiedział, Varric bo dziewczyny rozprawiały już o pierzastych naramiennikach uzdrowiciela.

- Martwe jastrzębie?- Anders powtórzył za Aveliną zszokowany

„moja babcia miała taką czapkę"

Elf parsknął.

- Przynajmniej Hawk cię broni.- powiedział Varric cicho by nie uronić żadnego słowa.

- To – wydukał Anders- moja zbroja tak nie wygląda

- Wygląda, wygląda- potwierdził krasnolud- Słuchaj i ucz się masz jedyna w życiu okazje by wiedzieć, co tak naprawdę o tobie myślą.

Elf miał już odejść, gdy znów usłyszał swoje imię.

„jest zupełnie aspołeczny, a swoim wyglądem straszy pół górnego miasta"

- Widzisz- powiedział Varric- mówiłem żebyś się przebrał.

- Nie obchodzi mnie to, co inni myślą.- powiedział sucho Fenris.

Teraz jednak już cała trójka wychylała się zza skały.

„czasem mam ochotę wylać mu na głowę kubeł ziemnej wody" mówiła Hawk

Varric parsknął a elf zmrużył oczy.

- To by ci się przydało elfie, czasem rzeczywiście jesteś irytu…

- Ciii- tym razem uciszył ich Anders.

- Durszlak a to dobre…

„Mały owłosiony karzełek, z długimi uszami i plotący trzy po trzy. Do tego szczerze wierzy, że kogoś interesuje to, co mówi"

- Wszyscy słuchają moich opowieści- powiedział cicho Varric, więc w to na pewno nie uwie…

„boję się żeby go nie rozdeptać…"

Anders i elf parsknęli jednocześnie.

- A niech to- powiedział zaskoczony krasnolud- a zawsze zastanawiałem się, dlaczego Avelina tak się na mnie patrzy…

„- Czy nie mogłyśmy trafić na normalnych mężczyzn?" rozmarzyła się Merrill

- Co jest niby z nami nie tak?- oburzył się uzdrowiciel i zaraz pożałował tego pytania- Nie mam rozdwojenia jaźni!

- Ciszej… - ostrzegł Varric przestraszony.

„co ja wam poradzę, nie miałam wyboru i brałam jak leci"

Cała trójka zamarła.

- Hawk…- powiedział zranionym głosem Anders

- Chować się!- szepnął krasnolud- Idziemy, jak nas tu z najdą popiół z nas nie zostanie.

Przenieśli się szybko za pobliskie skały.

- Nigdy więcej nie idę na misję z rudą.- powiedział krasnolud.

- Lubię te naramienniki- zażalił się uzdrowiciel patrząc na pióra- I nie jestem pierwszym lepszym, błagała żebym się do niej przyłączył!

Elf milczał.

Nagle wszyscy zamarli słysząc kroki.

- To Hawk.- mruknął Varric zerkając szybko.

- Dobra wyłazić. Wszyscy! Chyba, że chcecie mieć tam istne piekło!- usłyszeli głos rozeźlonej magiczki.

- Ta skała nie wystarczy…- powiedział uzdrowiciel patrząc na głaz, za którym się chowali.

- Ty pójdziesz.- wskazał na niego Varric.

- Co?

- Jesteś jej przyjacielem, nigdy jej nie zawiodłeś i takie tam. Tobie nic nie zrobi!- powiedział wypychając go krasnolud.

- Skąd możesz wiedzieć… - zaczął, ale choć mały, Varricowi udało się go wypchnąć zza osłony.

- Myślisz, że dobrze robisz?- zapyta elf, gdy uzdrowiciel znalazł się na zewnątrz.

- Nic mu nie będzie.- powiedział Varric, lecz jego spojrzenie wskazywało, że nie był tego taki pewny.

- Varric mówił, że idziecie zapolować na topielce- powiedział uzdrowiciel rozkładając ręce- przysięgam! Mówił ze byłyście zbyt dumne by prosić o pomoc i że to niebezpieczne…

- I byłeś na tyle głupi by uwierzyć w to, co papla ten zakichany krasnolud!- powiedziała magiczka podniesionym głosem.

Anders przezornie nie odpowiedział.

- Jak długo tu jesteście?- zapytała.

- Co tu się dzie…- zaczęła Rivianka wychodząc zza skały.

Merrill wydała tylko krótkie „och"

- Co się stało?- zapytała strażniczka mrużąc oczy.

- Varric…- zaczął uzdrowiciel, ale kula ognią z dłoni magiczki buchnęła niebezpiecznie.

- Przepraszam.- powiedział szybko.

- Dobrze wiem, że wy tez tam jesteście, Fenris i ty mały parszywcu!

Dziewczyny spojrzały po sobie wściekłe.

Zza skały wynurzyły się dwie głowy.

Avelina mruknęła o ubraniu i zniknęła za skałą. Rivianka łypała na nich groźnie. Nawet w dłoni dalijki pojawił się kostur, a jej oczy błyszczały niebezpiecznie.

- Nie złość się Hawk.- powiedział krasnolud- Znaleźliśmy się tu przypadkiem…

- Mówiłeś o polowaniu na utopce.- wtrącił elf.

Kula ognia na jej dłoni zamieniła się w śnieg i upadła na ziemie rozsypując się na zgrabne kulki kulki.

Mężczyźni spojrzeli na nie z zagadkowym spojrzeniem.

- Ognia.- rzuciła komendę Hawk i śnieżna piguła pomknęła wprost w twarz uzdrowiciela.

Zrobił unik i schował się wraz z pozostałymi za skałę. Kilka piguł trafiło jednak celu.

- Zaraz ich wykurzę- powiedziała Merrill i podniosła kostur.

Wypadli zza skały skąd wypełzały za nimi zabójcze korzenie. Magiczka uznała, że lud to jednak za mało i sięgnęła po ogień.

- Elfie bariera…- jęknął Varric.

Otoczyła ich bezbarwna tarcza, za późno jednak. Na twarzy magiczki pojawił się szeroki uśmiech. Płomienie liznęły ich na wysokości ramion zapalając rękawy, Varric był niższy, więc teraz płonęły jego włosy, a cała twarz była niemal czarna od sadzy.

Spojrzała na dziewczyny i widziała ich zgadzające się spojrzenie.

- Idziemy.- zarządziła.

- Może zostawimy im parę demonów…?- spytała niewinnie dalijka- Takich słabych…

- Innym razem Merrill.

- I nie było tak źle.- powiedział Varric oddychając z ulgą, gdy zniknęły zza skałą.

- Poczekaj aż zobaczysz się w lustrze.- mruknął elf.

- Pióra mi się przypaliły.- jęknął uzdrowiciel.

- I tak były paskudne. Sam słyszałeś.- dodał Varric i powoli ruszyli w stronę miasta.

Kolejnego dnia ruszyła do Wisielca ziewając przeciągle ku zgorszeniu chodzących po rynku szlachciców. Jutro miała widzieć się z zagadkowym templariuszem i czuła, że dziś i tak nie skupiłaby się na żadnym zadaniu.

Weszła do Wisielca i zamówiła wątpliwej, jakości śniadanie. Ze schodów zaczął schodzić krasnolud. Na głowie miał zgrabna czapkę zapewne zasłaniającą poniesione poprzedniego wieczoru straty w owłosieniu.

Uśmiechnęła się i śniadanie wydawało się być teraz niemal królewskim daniem.

Po chwili zobaczyła w drzwiach uzdrowiciela i odwróciła wzrok. Podszedł jednak do niej i usiadał obok jak zwykle.

- Hawk.- powiedział na przywitanie.

- Anders.- powiedziała chłodno.

- Chyba nie jesteś zła o wczoraj? To był przypadek, Varric…

- Przestań się nim zasłaniać.

- Nie wiedziałem, że wy… ale zaczęliście mówić o nas i…

- Jak dużo słyszeliście?

- Tyle co nic.- zaprzeczył szybko- Czekaliśmy tylko aż… wyskoczą utopce.- zakończył sam nie do końca przekonany swoim wyjaśnieniem.

Zauważyła, że dziś Anders nie miał na ramionach piór tylko zwyczajne naramienniki.

- Jasne.- odpowiedziała i ruszyła do drzwi.

Varric szybko przysiadł się do niego.

- Dalej jest zła?

- Najwidoczniej.

- Elf mówił, że wczoraj patrol mijał jego rezydencje.

- Co z tego?

- No ostatnio Avelina tak je układała żeby tam się nie kręcili. Nie widział straży od dwóch tygodni.

- Czyli wszystkim nam się dostało.

- Na to wygląda.

Wróciła do domu i postanowiła ponownie ćwiczyć barierę. Zgodnie z podręcznikiem. Skupiła się i znów pojawiła się szara mgiełka. Zbyt cienka. Zbyt delikatna.

- Masz mnie chronić.- powiedziała do szarej mgły- A nie rozpływać się przy uderzeniu. Po kilku próbach , wiedziała już że to nie ma sensu. Musi raz na zawsze odrzucić ten pomysł i w sytuacjach awaryjnych używać nieprzewidywalnej fioletowej osłony. Spojrzała na książę i przewertowała ją szukając innych zaklęć.

- Kamienny pancerz, uderzenie kamienia, entropia…- przewracała kolejne kartki- Jaki matoł to pisał?- mruknęła nie widząc nic godnego uwagi. W końcu wrzuciła podręcznik do kosza i wyszła na miasto.

Ruszyła do obozowiska z zamiarem odwiedzenia Merrill. Rozejrzała się po targu w Alienage szukając czegoś ciekawego, ale jak się spodziewała ani broń ani pancerz nie przedstawiał większej wartości. Nadawał się dla koterii i innych ulicznych rzezimieszków a nie jej drużyny.

- Avannath. Dobrze cię widzieć.

- Ciebie tez Merrill. Nigdy nie spytałam, ale jak poszło ci z opiekunką.

- Nie najgorzej, ale nie poruszałam z nią tego tematu.

- Powinnaś.

- Wiem ale nie chce rezygnować z tego pomysłu. Gdybym tylko…

Avannath w umyśle niemal widziała lodowate spojrzenie elfa.

- Nie Merrill i nie myśl już o tym. To może nas wpędzić tylko w kłopoty.

- Dobrze…

- Będziesz dziś w Wisielcu?

- Myślę, że przyjdę.

Nie bardzo wiedząc, co z sobą zrobić ruszyła na rynek w Górnym Mieście, ale tu tez nie znalazła żadnego ciekawego ekwipunku. Pamiętała sprzedawcę, którego można było spotkać gdzieś na Okaleczonym Wybrzeżu, ale nigdy nie chciało jej się tam podejść. Droga była daleka, choć przypuszczała, że u niego znalazłaby lepszy sprzęt.

Zważyła Fenrisa idącego z kupcem.

- Ciekawe, o czym rozmawiają.- pomyślała machinalnie wchodząc za pobliski klomb-Pewnie o hodowli bryłkowców albo elf nie może zdecydować się na gatunek…

- Witaj Hawk.- niemal podskoczyła na głos Aveliny.

- Ostatnio często cię tu widzę.- powiedziała szybko.

- Cały miesiąc mam przydział do tej części miasta, więc raczej jeszcze mnie spotkasz. Na co patrzyłaś?- spytała wychylając się zza kulomba- Fenris?- powiedziała i zmrużyła oczy.- Nie mam zamiaru chronić go przed strażą i narażać się na niepotrzebne pytania za to, co zrobił wczoraj. No przynamniej przez najbliższy tydzień.- dodała po chwili- To na niego patrzyłaś? Rivianka mówiła ze podoba ci się, bo jest chudy.

- Nie! Podobają mi się szczupli mężczyźni! Nie powiedziałam, że ON mi się podoba.- powiedziała szybko i wskazując na stojącego przy straganie elfa.

Avelina zaśmiała się i Hawk zdała sobie sprawę, że zrobiła to specjalnie.

- To nie jest smiesznie.- powiedziała.

- Jest. To jak z sobą rozmawiacie i jak reagujecie na siebie. Varric mówił, że raz niósł cię na rekach z wybrzeża.

- Tak, a on specjalnie poszedł przodem.- powiedziała chłodno.

- No cóż, mam nadzieję, że włosy szybko mu nie odrosną.

- Chyba spaliłam Andersowi naramienniki…- zaczęła.

- Albo sam je zdjął, bo słyszał, co mówiłyśmy.

- Być może, myślisz, że powinnam mu je odkupić?

- Daj spokój Avannath, jeśli rzeczywiście został z nich tylko popiół zrobiłaś mu ogromną przysługę. Widziałam go rano i wreszcie wyglądał jak człowiek.

- No nie wiem, lubił je.

- Więc kup mu wypchanego feniksa i postaw w Klinice. Będzie miał swoje pióra.

Uśmiechnęła się.

- Chyba nie o to mu chodzi, ale dzięki za rade.

- Rozmawiałaś z nim?

- Nie do końca. To był nasz wypad. Nie mieli prawa podsłuchiwać.

- Wiesz, że to krasnolud wszystko wymyślił.- powiedziała strażniczka nagle zainteresowana zgrabną klatką o wymiarach pół na pół metra.

- Varric by się tam zmieścił.- powiedziała Hawk, a strażniczka siknęła głową.

- Nie…- powiedziały równocześnie.

- Ale zawsze można poważyć.- dodała magiczka.

- Wracam do służby.

- Bądź wieczorem w Wisielcu, Merrill też będzie.

- Dobrze o ile nie będzie mnie znów zanudzać dalijską historią…

- Sebastian Vael.- pomyślała. Przyjaciel magów… templariusz. Tylko to ostatnie słowo jej nie pasowało. Choć przypomniała sobie, że Thrask też miał swoje dobre dni. Tak go poznała. Będzie musiała upewnić się czy opuści miasto i zajść mu drogę nim przekroczy bramę. Najlepiej wykorzystać uderzenie umysłu i potem spokojnie porozmawiać- rozmyślała- wiedząc, że zaskoczony templariusz może nie być skory do współpracy. Miała tylko nadzieje że Nielsen się nie mylił. Powoli zbliżał się wieczór i czuła iskrę podekscytowania wiedząc, że jutro o tej porze będzie już przygotowywać się do nocnej akcji. Biorąc pod uwagę małe niebezpieczeństwo nie uznała za konieczność poinformować o tym uzdrowiciela.

Wieczorem pchnęła ciężkie drzwi i weszła do Wisielca. Uśmiechnęła się widząc Avelinę, Merrill i Izabelę przy jednym stole.

- Hawk, wreszcie jesteś.

- Musiałam skoczyć odpisywać na listy. Nie wiedziałam, że tyle się tego nazbierało.

- Ja chciałabym dostawać listy.- powiedziała Merrill.

- Mogę ci kilka oddać.- dodała Hawk patrząc jak Anders, elf i krasnolud siedzą przy barze.

- Opowieści Varrica stracą na zainteresowaniu przez ta jego nową czuprynę.- powiedziała zadowolona.

- Y-y- zaprzeczyła Izabela- słyszałam jak po południu opowiadał, że stracił włosy podczas wali ze smokiem gdzie odegrałaś kluczową rolę. Nie powiedziałabym, że zainteresowanie zmalało. Raczej wzrosło, bo pokazuje teraz swoje nadwątlone włosy.

- Nie mogę w to uwierzyć…

- Z Varrickiem nie wygrasz.- mruknęła Avelina.

- Nie powinniśmy wystawić gałązki oliwnej?- zaczęła piratka- Lubiłam uwagi Fenrisa. Zawsze mówił, co myśli.

- Tego jestem pewna.- powiedziała Hawk- ale to chyba oni powinni nas przeprosić.

- Oh daj spokój, chcesz żeby przyszli na kolanach z kwiatami w zębach?- powiedziała piratka i otworzyła oczy ze zdumienia widząc, że reszta uśmiecha się z satysfakcją- Choć z drugiej strony to by było interesujące…

- Idą- podsunęła Merrill

- No cóż. Łatwo się nie damy.- powiedziała strażniczka.

- Możemy się dosiąść?- spytał ostrożnie uzdrowiciel. Dlaczego nie dziwiło jej, że to jego wybrali do negocjacji?

Wskazała puste krzesła obok stolika i udała, że bardziej interesuje ją stojące przed nią piwo.

Anders usiadł obok niej, później Varric nie mogła się powstrzymać żeby nie spojrzeć na jego nowa czapkę i wystawjące z niej krótkie nieco przyczernione kosmyki. Elf usiadł obok Izabeli, z miną jednak obojętną jak zawsze.

Anders dźgnął krasnoluda w bok. Varric chrząknął.

- To, co zrobiliśmy, to był bardzo głupi pomysł.- powiedział jak by to wszystko wyjaśniało.

Widziała jak uzdrowiciel rzuca mu ostrzegawcze spojrzenie, więc krasnolud westchnął i dodał.

- Jest na przykro z tego powody. Poszliśmy tam w nadziei obronienia was przed krwiożerczymi utopcami i nie dość, że zostaliśmy źle zrozumiani to jeszcze…

- Od kiedy na wybrzeżu gracują utopce?- rzuciła Avelina.

- Jest wiele rzeczy w Kirkwall, o których nie wiesz Ruda.

- Mówiłam cię kiedyś żebyś tak mnie nie nazywał.

- Wybacz. Chce dodać, że nic z tego, co mówiłyście… absolutnie nie dotarło do moich.. naszych uszu. Staliśmy zdecydowanie za daleko i skupialiśmy się jedynie na wypatrywaniu niebezpieczeństwa.

Widząc, że Varric nie zamierza nic dodać, uzdrowiciel zwrócił się do niej.

- Przepraszam Avannath. Jak zwykle miałaś rację, nie powinienem go słuchać.- wskazał kątem oka krasnoluda.

- Dlaczego zdjąłeś naramienniki?

- Ja… przypaliły się trochę. I zanim je naprawie…

Avelina przewróciła oczami.

- Nie chciałam ich zniszczyć.- powiedziała po chwili zdając sobie sprawę, że wszyscy śledzia ich rozmowę.

- No, więc wszystko porządku.- powiedziała ucieszona piratka zarzucając elfowi ręce na ramię, co nie do końca go ucieszyło.

- Trzymaj ręcę przy sobie.- mruknął.

- Oczywiście. Cieszę się, że znów możemy normalnie porozmawiać.

- To będzie chyba pierwszy raz odkąd się poznaliśmy.- rzucił.

- No widzisz.- powiedział uśmiechając się, że ich dawne stosunki wróciły.

- Avelino, Merrill- powiedział uzdrowiciel- Mam nadzieje, że nam wybaczycie. To było bardzo niedojrzałe z naszej strony.

- Skoro tak ładnie prosisz.- powiedziała strażniczka.

- Niech będzie.- powiedziała Merrill.

Pomimo zapewnień uzdrowiciela podejrzewała, że już Varric postarał się o to by nie uronić ani jednego ich słowa.

- Świetnie- pomyślała- teraz ponury elf wie dokładnie, co o nim myślę.

Spojrzała na niego ukradkiem i stwierdziła, że po wylaniu mu na głowę kubła wody jego białe włosy musiałby wyglądać całkiem interesująco. No i ta woda wyciekając ze wszystkich łączeń z jego zbroi…

Zauważając jej wzrok Fenris spojrzał na nią.

- Co mówiłeś Anders?- rzuciła szybko.

- Ja… no właściwe nic nie mówiłem.

Super.

- Nie, mówiłeś wcześniej o naprawie naramienników. Myślisz, że da się coś z nimi zrobić?- zapytała opanowanym głosem, ignorując rozbawione spojrzenie strażniczki.

- Nie wiem.- powiedział zmartwiony- Kilka piór jest zupełnie spalonych. Nie wiem czy nie będzie trzeba wymienić całości. Taki pancerz nie jest łatwo dostępny. Ten sprowadzony był na specjalne zamówienie aż z Denerim…

- A nie chciałbyś…- zaczęła cicho patrząc czy każdy jest już zajęty rozmową- Wypchanego Feniksa zamiast nich?

- Co? Skąd ci przyszedł do głowy taki pomysł?

- Nieważne zapomnij.