Sebastian Vael

Gdy wróciła do domu oceniła jednak, że dzień należał do udanych. Rozciągnęła się na łóżku i wyciągnęła spod poduszki listę.

- Jutro będę wiedzieć…- szepnęła, ale nagle zmrużyła oczy widząc na liście znajome nazwisko.- Sebastianie Vael…? – pomyślała zaskoczona- Czyżbyś miał dwie twarze?

Ufała informatorowi Andersa. Co tajemniczy templariusz robił na tym świstku papieru, będzie musiał jej sam wytłumaczyć.

Następny dzień minął szybko. Wymawiając się szlacheckimi obowiązkami zrezygnowała z zadania, jakie zaproponował jej nowy kupiec. Chcąc nie chcąc, wypełniła kilka zaległych prac jak zaplanowanie remontu schodów czy wytłumaczenie Sandalowi, że jeśli nadal będzie huśtał się na żyrandolu, będzie musiał sobie poszukać nowego lokum. Pomachała z okna przechodzącej Merrill i gdy tylko słońce zaczęło chylić się ku zachodowi opuściła Kirkwall.

Noc była cicha. Na niebie śmiecił jasno sierp księżyca, lecz nawet, gdy stała w jego pełnym blasku światło nie mogło rozjaśnić jej twarzy osłanianej zaklęciem. Nałożyła kaptur i czekała przy drodze w środku małego lasku. Przeszło jej przez myśl, że templariusz będzie wracał inną drogą odrzuciła ją jednak. Biorąc pod uwagę cel jego wizyty raczej nie szukał rozgłosu, a nocą na trakcie można było spotkać różne osobistości. Do tego musiałby sporo nadłożyć drogi. Miała pięćdziesiąt procent szans, lecz wiedziała, że będzie szedł właśnie tędy. Była apostatką, ukrywała się od dziecka. Wiedziała jak myślą ci, którzy mają coś do ukrycia. Nie mógł postąpić inaczej.

Słysząc kroki przygotowała czar. Mogła po prostu zastąpić mu drogę i spróbować porozmawiać. Wybrała magię z zwykłej ostrożności. Rzuciła uderzenie umysły, gdy tylko postać wychyliła się zza drzew.

Rycerz zatrzymał się. Miała już opuścić gardę, gdy zauważyła jak jego miecz błyska w świetle księżyca.

A więc był odporny na ten czar. Wyszła na ścieżkę i posłała mały płomień na jego dłoń. Krzyknął i ostrze wypadło mu z ręki.

- Nie ru…- zaczęła, ale templariusz zrobił nagle coś zupełnie niespodziewanego. Rzucił się na ziemie pod jej nogi przewracają ją.

Runęła na ziemię i sięgnęła po lud próbując zwalić z siebie rycerza. Chwyciła ją jednak za rękę i szron popełzł nieszkodliwie po ziemi. Drugą ręką rąbnęła go kosturem, ale tą też szybko złapał w żelazny uścisk. Widziała, że zamierzał coś powiedzieć, ale nagle zamarł.

- Revenge…- wyszeptał zaskoczony.

Korzystając z jego chwilowego oszołomienia przyzwała ogień. Puścił szybko jej dłoń i odsunął się. Wstała, a kula ognia wciąż płonęła niebezpiecznie.

- Zaczekaj…- powiedział cofając się- Ja… Nic nie rozumiesz. Nie wiem, co słyszałeś, ale to był wypadek. Nie chciałem…

Kula ognia zgasła.

- Chce tylko porozmawiać.

- Niektórzy marnie skończyli na rozmowie z tobą.- powiedział po chwili.

- Nie jesteś na liście moich priorytetów.- rzuciła- Piec minut drogi stronę jest opuszczona chata.

- Wiem gdzie to jest.

- Tam porozmawiamy. Ruszaj.

Stał niezdecydowany i jego wzrok powędrował do leżącego parę metrów od niego miecza.

- Idź.- powiedziała i gdy ruszył przodem zabrała ostrze.

Wszedł do budynku. Światło księżyca jedynie oświetlało stary drewniany stół i krzesła. Revenge weszła za nim i znów przywołała ogień rzucając go do paleniska. Izba rozjaśniła się ukazując pajęczynę i zmurszałe ściany. Spojrzała na okna i po namyśle rzuciła na nie czarną mgłę. Nikt z zewnątrz ich nie zobaczy i nie usłyszy. Położyła miecz pod ścianą i wskazała rycerzowi jedno z krzesło, a sama usiadła naprzeciwko.

- Jak się nazywasz?- zapytała.

Rycerz zesztywniał.

- Dobrze wiesz jak.- powiedział wpatrując się w ciemność pod kapturem- Kolejne pytanie będzie brzmiało, czym się zajmuje, a potem zapytasz o innych.

Niemal się uśmiechnęła.

- Widzę, że rozmawiałeś z Ser Earlem.

Nie odpowiedział.

- Sebastianie Vael, nie znalazłeś się tu z powodu, o którym myślisz. Choć musze przyznać że jesteś na mojej liście. Chce wiedzieć, dlaczego.

- A więc chcesz być sędzią.

- Nie zemstą. - powiedziała- I żeby ją wypełnić potrzebuje ciebie.

Widziała jak się zastanawia.

- Czego ode mnie chcesz?

- Najpierw chce znać motywy, które tobą kierują. Dlaczego stoisz po naszej stronie? Po stronie magów. Czy to przez twoją siostrę?

- Po części- powiedział w końcu- Jeśli ją złapią, nie chce by przechodziła przez to co inni. Krąg powinien chronić magów przed demonami i magią krwi, a nie wpędzać ich w to.

- Mów dalej.

- Kiedyś zrobiłem coś… dopiero potem zrozumiałem, że tak nie powinno być. Byłem głupi.

- Więc to, co robisz teraz wynika z poczucia winy.

- Nie- zaprzeczył- To cos więcej. Nie każdy z nas zadaje sobie trud by zrozumieć wasza sytuację. A jeśli nawet nie każdy chce przyjąć do wiadomości wyniki takich refleksji. Ale nie jestem już ślepy. Widzę, co się dzieję i nie mogę bezczynnie na to patrzeć.

- To, dlatego ujawniłeś tą sprawę z lyrium? Uchroniłeś magów przed wyciszeniem?

- Skąd to wiesz?

- Nie jesteś taki anonimowy jak ci się wydaje.

- Mywałem, że nikt tego nie zauważył. Zresztą zabroniłem im…

- Nie miej do nikogo pretensji.- powiedziała- Poza mną wie o tym garstka osób.

- To i tak za dużo.- odparł zamyślony.

- Boisz się zemsty komtur?

- Nie, nim się o tym dowie będę już daleko stąd.

- Nie możesz odejść. Jesteś mi potrzebny.

- Mówisz poważnie?- zdziwił się.

- Tak. Jeśli tylko chcesz nadal pomagać magom.

- Ja… chce. Myślałem o tym, ale nie sądziłem.. Myślałem, że prędzej będę na twojej czarnej liście.

- Jesteś na niej. Na szczęście w porę dotarły do mnie inne informacje.- zawahał się- Nie jestem sędzią. Jestem zemsta, gdy sprawiedliwość już nie wystarcza, bo jedna z szal opadła za nisko. Cokolwiek zrobiłeś w przeszłości zdążyłeś ją wyrównać.

- Czego potrzebujesz?- zapytał po chwili przyglądając się jej.

Wyciągnęła listę i posunęła ją w jego stronę.

- Co to?- zapytał i wziął kartkę przeglądając nazwiska.

- Jak dobrze znasz tych ludzi?- zapytała.

- Dość dobrze.-odparł z poważną miną- Niektórzy z nich nigdy nie powinny trafić do służby.

- Wszyscy mają coś na sumieniu. Chce żebyś zaznaczył mi wichrzycieli. Tych bez, w których sytuacja w kręgu się zmieni.

- Rozumiem.- powiedział poważnie.

- Zaznacz też tych, których uważasz za nieszkodliwych lub takich, którzy nie powinni się tu znaleźć.

- Nigdy nie sądziłem, że będę ustawiał priorytety na liście Revenge- powiedział i słaby uśmiech pojawił się mu na twarzy.

- Nigdy nie sądziłem, że będę Revenge.- powiedziała ciszej.

Rycerz spojrzał na nią i wrócił do pisania.

- Ci.- powiedział- Zrobiłem przy nim taki znak. Są najgorsi. Ser Alrik chciał też niedługo eskortować grupkę magów do kręgu w Fereldenie. Nie jestem jednak pewny czy by tam dotarli...

- To, dlatego się z nim pobiłeś?

- Tak. Zająłem się już nim.

- Będzie mi potrzebny grafik patroli.- powiedziała po chwili.

- W porządku. Z tym nie będzie problemu. Jak chcesz żebym ci go przekazał?

- Jaki masz przydział w tym tygodniu?

- Dolne Miasto.

- W Alienage jest wielkie drzewo. W jednym miejscu elfy zawieszają kartki z prośbami. Zostawisz to tam, jak pozostałe.

- W porządku.- powiedział nadal się jej przyglądając- Masz bardzo drobne dłonie.- powiedział.

- Co z tego?- zapytała chłodno

- Jak na mężczyznę.- dodał nadal patrząc na nią zaintrygowany.

- To nic niezwykłego

Skinął głową.

- Masz jeszcze jakieś pytania?- dodała.

- Nie, grafik będzie tam jutro rano.

- W takim razie to wszystko. Wyjdź dziesięć minut po mnie.

- W porządku. Revenge… cieszę się, że mogę ci pomóc.

- Liczyłem na to.- powiedziała i znikła za drzwiami.

Templariusz nie poruszył się patrząc na drzwi gdzie zniknęła tajemnicza postać. Czarne mgła na oknach zaczęła powoli opadać. Spojrzał na swoją rękę. Nie, Revenge miała zdecydowanie zbyt drobne dłonie.- pomyślał przypominając sobie jak zdołała ją powstrzymać przed rzuceniem w niego zaklęciem mrozu. „To nic niezwykłego" powiedział, gdy o tym wspomniał. Zgodziłby się z tym gdyby nie to, że gdy przycisnął go do ziemi mógłby przysiąc, że wyczuł nierówności pod jego szatą. Więc albo był bardzo chojnie obdarzonym przez los mężczyzną, albo…

- A niech mnie…- powiedział sam do siebie i rozsiadł się w fotelu z mimowolnym uśmiechem na twarzy.

Spojrzała na płaszcz, który leżał teraz na skrzyni obok jej łóżka, a potem na swoje dłonie. Nawet przez rękawice rycerz zdołał zauważyć, że są drobne. To mogło ją zdradzić. Pomimo że Sebastian był po jej stronie, wolałaby żeby nikt więcej nie poznał jej tożsamości. Jako Revenge nigdy nie pozwoliła nikomu dojść tak blisko do siebie. Sebastian był jednak sprytniejszy niż sądziła. Zaskoczył ją.

Był przyjacielem. Dlatego też nie mogła w pełni wykorzystać mocy zaklęcia. Lepiej było się trzymać od niego z daleka.- postanowiła.

Gdy wrócił do twierdzy skierował swoje kroki do tablicy ogłoszeń w wewnętrznej części. O tej porze nikogo tu nie było. Przepisał rozkład patroli na najbliższy miesiąc. Patrzył na kartkę zastanawiając się. Żałował, że nie udało mu się zatrzymać, choć jedną jej rzecz- o ile się nie mylił i Revenge była kobietą. Było by mu łatwiej odgadnąć jej tożsamości. Spożywanie lyrium nie tylko sprawiało, że był odporny na zaklęcia umysłu takie, jakiego użyła, ale też sprawiło, że potrafił odczytać energię, jaka pozostawała w przedmiotach. To dzięki tej umiejętności odkrył sprawę z lyrium. Dzięki niej udało mu się zaszantażować kilku templariuszy by przymknęli oko na występki kilku magów. Starał się sobie przypomnieć, co czuł trzymając ją za rękę okrytą w czarną rękawiczkę. Działo się to jednak zbyt szybko. Być może gdyby zdołał podać jej dłoń udałoby mu się odkryć, że energia była podobna. Podawanie jednak dłoni wszystkim apostatką poza kręgiem nie było dobrym pomysłem. Zwłaszcza, że na sam widok templariuszy szli zwykle w przeciwnym kierunku lub zwracały się do demonów. Nie. Revenge nie jest zwykłą apostatką. Nie sądziłby przestraszyła się jednego rycerza i na była tak głupia by zaprzepaścić wszystko, co zrobiła korzystając z magii krwi.

- Nie, może rzeczywiście jest mężczyzną a to, co odkryłem to tylko moja wyobraźnia?- pomyślał.

Wcześnie rano wstał jak zwykle i udał się do Zakonu. Nie żeby się modlić. Lubił cisze tego miejsca i łagodne spojrzenia kapłanek. Gdy się pojawił jedna z nich zachichotała na jego widok.

- No może było w tym cos więcej- pomyślał puszczając kolejnej oczko. Uciekła szybko spłoszonym wzrokiem.

Następnie ruszył do Alienage, gdzie zostawił kartę i ruszył z powrotem.

Gdy wrócił w twierdzy już wrzało. Templariusze stali na dziedzińcu pokazując sobie białe kartki.

- Co jest?- zapytał.

- Sam zobacz. Też to dostałeś.- powiedział rycerz i wskazał na rekruta roznoszącego pocztę.

- Ser Foron?- powiedział podchodząc do młodego chłopaka.

- Już…- rekrut zaczął przeglądać plik kopert- To do ciebie.- powiedział niemal cichym grobowym głosem.

Na kopercie było wypisane jego imię i nazwisko. Nie- poprawił- wypalone magią. Rozdarł bok i wyciągnął kartkę papieru. Nawet jego przeszły ciarki na widok tekstu, choć wiedział, że zapewne dostał ten list tylko po to by nie wyróżniać się.

Na kartce napisane krwią zostało krótkie zdanie.

Spodziewaj się mnie. R."

Położył dłoń na napisie i znów wyczuł magią.

- No tak.- pomyślała- była by nieostrożna pisząc to własnoręcznie. To znów była magia.- Ale teraz będę mógł ją łatwiej…

- Nie ciekawie, co?- powiedział templariusz, z którym zwykle ruszali na patrole.

- Ile ludzi to dostało?

- Nie wiem. Nie każdy chce się przyznać. Foron zdradził mi jednak, że kilku starszych też to ma. Widziałem jak Ser Alrik otwiera list. Chyba trochę go to zmroziło.

- Nie dziwie się. Ty też…?- zapytał, choć wiedział, że nie było go na liście.

- Nie i dziękuję Stwórcy, że nie dałem się wczoraj namówić Ser Gerratowi na… Cokolwiek to było. Nie myślałem jednak, że ty…

- Ludzie się zmieniają.- rzucił.

- Tak. Wytłumacz to Revenge jak go spotkasz.- powiedział rycerz i odszedł.

Patrzył przez chwilę na kartkę, ale w końcu wcisnął ją tylko do kieszeni.

- Nie- pomyślał- Nie mogła go ścigać.

Spojrzał na plac. Niektórzy wyglądali na dość przestraszonych.

- Nie powinni być- pomyślał- Nie mogła polować na nich wszystkich.

Nie powinna też ich ostrzegać. Nie mógł zaprzeczyć, że wywarło to całkiem dobry efekt, ale teraz każde będzie uważał. A najbardziej ci, którzy mają najwięcej na sumieniu. Jak więc chciała do nich dotrzeć?- i wtedy poczuł ciężar na piersi, dokładnie tam gdzie schował grafik patroli i zdał sobie sprawę, że sam wskaże jej czas i miejsce. Przynajmniej na początku.

Zaskoczony tym, co odkrył usiadł na ławce pod murem.

- Revenge mogła być kobietą.- pomyślał- ale niewiele to zmieniało.

Donos przyszedł po południu. Wybrzeże, może kilku apostatów. Sam się zgłosił, gdy Cullen szukał ochotników. Po dzisiejszym ranku jakoś nikt nie chciał opuszczać twierdzy, jeśli nie musiał.

- Vael? Sądziłem że będziesz chciał zostać.- powiedział Cullen.

- Revenge nie atakuje w dzięn.- przypomniał- Zresztą nie zamierzam siedzieć w twierdzy jak szczur.

- Rozumiem. Mimo wszystko bądź ostrożny. Komtur już poszła do wicehrabiego mam nadzieję, że uda im się coś zdziałać.

Ruszyli na wybrzeże i Sebastian zaczął się zastanawiać czy wśród apostatów może być Revenge.

- Nie- pomyślał- musiała lepiej się ukryć. Gdyby nie to Thrask wyśledziłby ja już wcześniej.

Demon ognia był pierwszym, na którego natrafili. A więc mieli do czynienia z magami krwi. Zatrzymał się nagle, jeden z kolegów minął go z chcąc atakować i znieruchomiał oszołomiony uruchamiając pułapkę.

- Pułapki!- krzyknął ostrzegawczo i stanął przed kolegą machając mieczem by demon się wycofał. Cullen przypadł do niego i sam też osłaniał zamroczonego atakując bestię. Kolejne były słabsze. Gdy doszli na plaże magowie już na nich czekali.

- Zrobiliście wielki błąd przychodząc tutaj.- powiedziała kobieta wyciągając przed sobą kostur. Trzej magowie za nią zrobili tak samo. Ze wszystkich stron otoczyły ich cienie, a z ziemi zaczęły wyłaniać się ogniste zjawy.

- Trzymać się razem! krzyknął Cullen- Będzie ciężko.

Zaczęli walczyć stojąc do siebie plecami. Cienie nie były silnymi przeciwnikami, ale, podczas gdy oni byli zajęci walką zjawy ognia podchodziły coraz bliżej. Cofnął się przed jedną unikając ognistego podmuchu i nagle koło niego przemknął lodowy pocisk.

Zjawa zaryczała- spojrzał w tamtym kierunku- i niemal nadziała się na miecz białowłosego elfa.

Odepchnął najbliższego cienia i zobaczył grad strzał spadający na magów krwi.

Gdy było po walce, zawiązał ranę na dłoni i zobaczył jak Cullen rozmawia z ciemnowłosą kobietą. Za nim stał dziwny elf, mały krasnolud i… apostata? Teraz zauważył, że kobieta tez miała kostur.

- Kim oni są?- zapytał stojącego obok kolegę.

- Nie znasz Hawk? To ona jakiś czas temu pokonała bunt qunari. Dlatego komtur przymyka oko na nią i jej drużynę. Trzech apostatów na wolności i to za zgodą komtur.- pokręcił głową.

Przypomniało mu się to, o czym myślał wcześniej. Nie wyobrażał sobie żeby Revenge chowała głowę w piasek przed rycerzami.

Stanął za Cullenem obserwując ją. Jej reakcje. Jej wzrok przez chwile padł na niego, ale był równie obojętny jak pozostałych.

- Więc to nie ona.- pomyślał, ale nagle cos go tchnęło.

- Serah Hawk- powiedział gdy Cullen skończył mówić- Słyszałem jak uratowałaś miasto przed qunari.

- Nie zrobiłam tego sama.- powiedziała patrząc na niego i wskazując głową swoich towarzyszy.

- Oczywiście. Mimo to byłby to dla mnie prawdziwy zaszczyt móc uścisnąć ci dłoń.- powiedział i wyciągnął rękę w jej stronę. Dopiero teraz zobaczył w jej oczach krótkie wahanie.

- Ja również doceniam wasza pracę.- powiedziała podając mu rękę i nie spuszczając z niego wzroku.

- Dziękuję serah- powiedział lekko się uśmiechając. Starając się zignorować fakt, że uściska właśnie dłoń Revenge.

- Chętnie posłuchałbym o twoich wyczynach.

- Myślę, że z tym musisz zwrócić się do Varrica.- powiedziała wskazując na małego krasnoluda.

- Nie interesują mnie opowieści z drugiej reki.

Magiczka uśmiechnęła się słysząc jęk zawodu w głosie krasnoluda.

- Wygląda na to, że nie masz innego wyjścia.- powiedziała chcąc odejść.

- W takim razie może mógłbym zaprosić cię na kawę. Choćby za waszą pomoc tutaj, gdyby nie wy byłoby z nami, naprawde krucho.- zaproponował.

Patrzyła na niego lekko rozbawionym wzrokiem. Jak kobieta, która właśnie usłyszała cos miłego. Już wiedział, dlaczego do tej pory jej nie złapali.

- Będę dziś wieczorem w Wisielcu. Jeśli nie zmienisz zdania.

- Przyjdę na pewno.- powiedział uśmiechając się i ruszył do swojego małego oddziału.

- Hawk!- powiedział zirytowany uzdrowiciel- Od kiedy umawiasz się z templariuszami?

- Od chwili, gdy chcąc mi uściskać dłonie.- pomyślała niewesoło.

- Hawk!

- Daj spokój to tylko zwykła kawa.

- Wiesz, że w wisielcu Sirok nie serwuje kawy?- powiedział Varric.

- Jakie to ma znaczenie.- mruknęła.

- Rzeczywiście. Jest całkiem przystojny.- dodał krasnolud starając się obserwować jednocześnie reakcje elfa i uzdrowiciela.

- Avannath to templariusz!- przypomniał się Anders.

- Myślisz, że o tym zapomniałam?- rzuciła.

- Co zrobisz- powiedział krasnolud- Serce nie wybie…- nie dokończył uskakując przed lodowym promieniem.

- Skupcie się.- powiedziała nie przyszliśmy tu na głupoty- Mamy zadanie do wykonania.

Gdy wróciła ruszyła do elfiego obozowiska. Zatrzymała się pod wielkim drzewem i spojrzała z ciekawością turysty na zawieszone przy nim karteczki. Prośby elfów o lepsze jutro w dzielnicy, której mieszkający poza miastem dalijczycy nigdy nie nawali by domem.

- Prośba o pokój…- szukała czegoś, co mogłoby jej wskazać, że była to wiadomości od templariusza- Nowy dom, dostatek, wierna żona?

Znalazła. Na jednej z białych kartek widniał odręcznie napisana prośba.

Niech bogowie ustrzegą nas przed nami samymi w chwilach słabości i przyłożą rękę do zguby kroczących ciemna ścieżką"

Z tyłu przypięta była karteczkę. Niemal się uśmiechnęła. Grafik templariuszy ukryty w wewnętrznej części twierdzy wisiał tu, w Alienage niemal na widoku. Wystarczyło podnieść kartkę by zobaczyć, co ukrywa kolejna. Sebastian był cwańszy niż, na jakiego wyglądał. Podobał mu się jego zuchwały styl. Nawet taką drobnostką zdołał zagrać templariusza na nosie. Zdusiła pokusę by zerwać karteczkę i schować do kieszeni i ruszyła do domku Merrill.

Nie, musiała być ostrożna. Jeśli ktoś ją obserwował nie zauważył nic. Jeśli jednak ktoś wiedziałby, czym jest kartka… Zrobi to tak jak ostatnio kupując koperty. Strój Revenge i Mrokowisko. Było tam dużo uchodźców, którzy za kilka monet wykonywali różne przysługi nie zadając pytań.

Słońce powoli zachodziło, gdy w swojej posiadłości porównywała grafik z lista templariuszy. Ser Donnar, przy którym templariusz dopisał krótką notatkę „odporny na uderzenie umysłu" miał dzisiaj patrol w Mrokowisku.

- Ale nie będzie sam- pomyślała. Templariusze chodzili na patrole trójkami.- trzeba będzie jakoś odwrócić uwagę pozostałych.

Przeszła podziemnym tunelem zostawiając przy wyjściu zawiniątko z strojem.

Westchnęła.

- Idź.- zachęciła sama siebie- Im szybciej tam pójdziesz tym szybciej będziesz mieć to za sobą.

Wiedziała, że Anders nie przyjmuje już teraz pacjentów. Zapukała i widząc, że drzwi są jeszcze otwarte weszła. Uzdrowiciel oczyszczał właśnie stoły, z których podejrzewała zdzierał wraz z zanieczyszczeniami kolejną warstwę drewna.

- Hawk.- powiedział na przywitanie- Idziesz dziś do Wisielca?

- Ja… tak.

- O co chodzi z tym templariuszem? Przecież nie wierze, że zaprosiłaś go za piękne oczy.

- To on mnie zaprosił.- powiedziała i uznając, że im mniej wie tym lepiej dla niego dodała- Chce z nim porozmawiać o kręgu. Może zdołałam dowiedzieć się czegoś nowego, czego nie mówi mi Thrask.

- Przecież Nielsen może dowiedzieć się wszystkiego.

- Nie chce go w to mieszać.

- W co?

Zmieniła jednak zdanie widząc jego spojrzenie.

- Chce zobaczyć krąg z innej perspektywy.

- Czyli jednak ci się podoba.

- Może.- powiedziała w końcu obserwując jego niezbyt wesołą minę- Przyszłam tu, bo chciałam ci coś powiedzieć.

- W porządku.- odpowiedział normalnym tonem, ale widziała, że wziął to do siebie.

- Wychodzę dziś nocą na miasto.

- Czyli rano mam się spodziewać u siebie elfa?- zapytał złośliwie.

- Nie o to chodzi!- obruszyła się- Wychodzą dziś nocą na miasto, coś załatwić.

- Wychodzisz…- zaczął patrząc na nią.

- Tak, nocą na miasto.- powiedziała patrząc na niego znacząco.

- Avannath…- zaczął, ale wiedząc, co chce powiedzieć szybko dodała

- Mówcie ci to tylko, dlatego bo mam do ciebie całkowite zaufanie. I nie chce cię okłamywać. To ci obiecałam i robie to teraz. Nie zapomnij, że również złożyłeś obietnicę. I jeśli gdzieś dziś wychodzisz- dodała po namyśle- użyj przejścia prowadzącego do mojego domu i rusz z Górnego Miasta.

- Chce cię tu widzieć…jak skończysz.

- Nie mogę- powiedziała- Jestem umówiona z tym…

- Hawk!- powiedział opierając dłonie nas stole- Nie, nie chce już nic więcej wiedzieć… Zobaczymy się, więc w Wisielcu. Uważaj na siebie.

Skinęła głową i zadowolona, że ma to już za sobą ruszyła do przejścia. Zabrała zawiniątko i skierowała się do północnej części dzielnicy biedoty.

Stwierdziła, że Mrokowisko było nawet lepszym miejscem dla pola działań Revenge niż doki. Dużo ukrytych przejść i nikogo na pewno nie dziwiła zakapturzona postać. Zatrzymała się przed schodami bocznej uliczki obserwowała drogę. Jeśli Ser Donnar pojawi się dziś w tutaj, na pewno przejdzie główną ulicą. Miała tylko nadzieję, że się pospieszy. Dzisiejsze spotkanie z Sebastianem było, co najmniej niepokojące. Schowała się widząc jak zza zakrętu wyłania się trójka templariuszy. Uśmiechnęła się. Czas był zgodny z grafikiem, musiał go dobrze przepisać. Nawet, jeśli jednak Sebastian domyślił się, jaki zrobi z niego użytek nie mógł wiedzieć, że wybierze akurat ten patrol. A jeśli nawet był na tyle inteligentny zapewne założy, że Revenge będzie ich śledzić aż do doków, przez które najpewniej będą wracać krótsza droga do twierdzy.

Poczekała aż ją minął i przygotowała czar. Wokół nie dostrzegła wielu osób. Uchodźcy przyzwyczajeni do scen, które wywołałyby panikę i przerażenie w górnym mieście, tutaj najczęściej odwracali wzrok zajmując się swoimi sprawami. Ruszyła za nimi w sporej odległości. Nocą nie można było tu spotkać nawet straży miejskiej. Przygotowała czar. Początkowo sądziła, że będzie musiała czymś odwrócić uwagę towarzyszących mu rycerzy. Notatka Sebastiana załatwiła jednak wszystko. Rzuciła uderzenie umysłu, i jak przewidywała dwóch templariuszy zatrzymało się oszołomionych. Ser. Donnar dostrzegł to dopiero po kilku krokach.

Poruszyła dłonią zbierając energię. Lód pokrył jej dłoń. Templariusz odwrócił się i zamarł na jej widok.

- Mówiłem byś się mnie spodziewał.- powiedziała i wyrzuciła w niego pióropusz lodu, na jaki tylko było ja stać.

Oczywiście był za słaby, pokryła go tylko warstwa szronu spowalniając ruchy. Magiczną strzałą przewróciła go na ziemię i szybko ściągnęła rękawiczkę przykładając mu dłoń do odsłoniętej skóry na nodze. Pochłaniając życiodajną energię.

- Bądźcie przeklęci. Ty i każdy mag w tym mieście …- powiedział starając się podnieść miecz.- Nie zdołasz pokonać nas wszystkich.

- Nie.- przyznała i korzystając z nowej energii powtórnie przywołała magiczną strzałę wykańczając nim templariusza. Wstała i rozejrzała się. Jego koledzy wciąż jeszcze się nie obudzili. Rzuciła zaklęcie oczyszczające i ruszyła do nieużywanego przejścia. Nim jeszcze zniknęła za rogiem stwierdziła, że równie dobrze mogła nie oczyszczać przestrzeni. Uchodźcy już klęczeli przy nim okradając zwłoki ze wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość.

Przebrała się i rzuciła kule ognia na płaszcz. Nie miała czasu go odnosić. Poczekała aż spali się do końca i ruszyła niezauważona przez nikogo innym przejściem do Dolnego Miasta.

Ulice były ciche. Na niebie pozostał już tylko cienki sierp księżyca.

- Niedługo nów.-pomyśłała wiedząc, że wtedy noce będą najciemniejsze.

Zatrzymała się i ukryła w cieniu, gdy obok przeszło kilku treserów mabari.

- Zostało pięciu.- pomyślała o pięciu najgroźniejszych templariuszach jakich zaznaczył jej Sebastian..

Wiedziała, że teraz poszło jej łatwo. Nie wszyscy uwierzyli w ostrzeżenie. Twierdzy nie opuszczały jedynie płotki bojące się własnego cienia. Teraz każdy zacznie zaglądać sobie przez ramię a kolejne akcje będą wymagały dłuższych przygotowań. Tak naprawde nie wierzyła by grafik patroli jeszcze jej się przydał. Nie po dzisiejszym ataku.

Zatrzymała się w bocznej uliczce. Nie podobało jej się zaproszenie Sebastiana. Cokolwiek odkrył prawdopodobnie będzie chciał sprawdzić to dziś wieczorem, a jej nieobecności podczas ataku w Mrokowisku nie będzie świadczyć na jej korzyści. Nie- pomyślała- to on będzie jej alibi. Biorąc pod uwagę szkody, jakie wyrządzą uchodźcy nikt nie będzie w stanie określić bliższego czasu zgonu.

Weszła mając jednak nadzieję, że templariusz zmienił zdanie. Nie rozglądając się za bardzo podeszła do baru witając się uśmiechem z Izabelą i zobaczyła jak Anders patrzy na nią z ulgą.

- Randka?- zapytała piratka patrząc znacząco w róg baru gdzie siedział samotnie rycerz- Nie patrz tak na mnie, przypadkiem usłyszałam jak uzdrowiciel się skarżył.

- To nic takiego.

- Wiem. Nie jest chudy jak…

- Dobra dobra.- powiedziała szybko i ruszyła w kąt baru.

- Myślałem, że już nie przyjdziesz.- powiedział templariusz uśmiechając się.

- Mam trochę obowiązków po zadaniach- powiedziała- Całe to szlachectwo jest bardzo męczące.

- Górne Miasto.- powiedział- Słyszałem, że pojawiłaś się tu, jako uchodźca z Lothering, a teraz respektuje cię nawet wicehrabia.

- To akurat nie jest komplement.

Zaśmiał się.

- Nie powiem żeby każda jego decyzja była słuszna, ale, robi, co może.

Nie odpowiedziała przyglądać się mu. Zbyt długo. On jednak nie odwrócił wzorku.

- Widzę, że podobają ci się moje oczy.

- Może.- powiedziała wołając skinieniem dłoni kelnerkę.

- Każdej kobiecie się podobają i te muskuły.- zażartował.

- Wierz mi widziałam lepsze.

- Tak myślałem. Ten drugi apostata wygląda na całkiem nieźle przypakowanego.

- Anders?- zaśmiała się się- Może trochę.- przyznała w końcu.

- Odkąd tu przyszłaś nie spuszcza z ciebie wzroku.

Nie odwracała się, wiedziała ze to prawda.

- Jesteście razem?- zapytał.

Spojrzała na niego. Czyżby rzeczywiście go to interesowało?

- Nie.

- W takim razie jest głupcem.

- To mój przyjaciel.- powiedziała.

- Tym gorzej dla niego.

Uśmiechnęła się. Rzeczywiście miał ładne oczy. Skinął głową rycerzom, którzy usiedli przy sąsiednim stoliku. Spojrzała na nich.

- Nie lubisz nas.- stwierdził.

- Myślisz, że apostata nawet poza kręgiem, nie ma powodu, żeby nie darzyć was sympatią?- zapytała.

- Nie.- odpowiedział patrząc na kolegów- Myślę, że ma. Nie mówimy o tym.

Spojrzała na niego, przez chwile jego oczy stały się smutne. Zauważył jej wzrok i uśmiechnął się do niej.

- Czasem chciałbym zmienić przeszłośc.- powiedział- Nie wiem czy przystąpienie do służby było najlepszym pomysłem.

- Żałujesz tego?

- Żałuje wielu rzeczy. Tak, myślę że ta jest jedną z nich. Często tu przychodzisz?

Uśmiechnęła się.

- Zbyt często.

- Wisielec nie zbyt pasuje do imagu szlachcianki z Górnego Miasta. Sąsiedzi nie są zbulwersowani, że odwiedzasz najgorsza spelune w mieście?

- Nigdy ich o to nie pytałam.

Uśmiechnął się.

- Nie przejmujesz się, co myślą o tobie inni?

- Tylko ci, których szanuje.

- Mam nadzieję, że z czasem ja również na niego zasłużę.

Obok przeszedł szybkim krokiem templariusz i pochylił się nad kolegami siedzącymi przy sąsiednim stoliku. Szok pojawił się na ich twarzach. Templariusz mówił coś i wskazywał na drzwi.

- Chyba coś się stało...-powiedział Sebastian zamyślony.

Templariusze rozmawiali dość głośno. Ukradkiem obserwowała go pijąc piwo. Zauważyła jak drgnął, gdy padło imię „Revenge"

Po chwili spojrzał zamyślony na nią. Również patrzyła mu w oczy.

- Nie boisz się, że będziesz następny?- zapytała po chwili niemal obojętnie.

- Myślę, że nie jestem na liście jego priorytetów.- powiedział i spuścił wzrok zastanawiając się nad czymś.

Templariusze wyszli pośpiesznie z Wisielca. Była pewna, że całą drogę do twierdzy będą oglądać się przez ramię. Uśmiechnęła się przebiegle i zauważyła, że Sebastian ją obserwuje.

- Nie pochodzisz z Kirkwall.- powiedziała zmieniając temat.

- Wiesz, że jesteś pierwsza osobą, która sama to zauważyła?- zapytał uśmiechając się lekko.

- W Kirkwall nie ma takich łuków.

- Nie. –powiedział i położył go na stole. Magiczka zerknęła na niego ciekawie- Należał do moje dziadka. Nawet w Starkhaven, skąd pochodzę jest dość rzadki.

- Widzę.

- Mało jest kobiet, które znają się na broni. Które nie są treserami, mabari ani nie nalezą do koterii.- dodał.

- Nie- zaprzeczyła- Nie, nie mam zbyt dużej wiedzy o łukach. Nigdy nie miała nawet żadnego w ręku. Nie potrafiłabym trafić do celu oddalonego nawet o kilką a metrów.

- Mogę cię nauczyć.- spojrzała na niego. Sebastian Vael był groźniejszy niż się jej wydawało. Nie chodziło mu tylko o Revenge. Chodziło mu o nią.

- Może kiedyś.

- Dlaczego nie teraz?

- Nocą…

- Tutaj.

- W co chcesz celować?:- zapytała rozbawiona.

Rozejrzał się i wskazał typowy dla Wisielca czerwony znak namalowany na ścianie, przypominający smoka wznoszącego się do lotu.

- Głowa.- powiedział.

- Nie. Kiedyś śniło mi się, że jedno z zaklęć… nie wyszło i wysadziło pół baru, poza tym i tak już podpadłam u Siroka.

- A więc jednak obchodzi cię, co inni myślą.

- Nie.- zaprzeczyła zastanawiając się.

- A więc jednak są rzeczy, których się boisz.- powiedział bardziej do siebie niż do niej. Oczywiście, że wiedział. Teraz będzie myślał, że Revenge tchórzy przy byle głupotach.

- Strzelanie z łuku w Wisielcu do nich nie należy.- powiedział i wstała zdecydowanie.

Podniosła delikatne łuk z rogów jelenia.

- Zaczekaj źle go trzymasz.- powiedział i stanął za nią prowadząc jej dłonie swoimi.- Ta tutaj- przy barze usłyszała małą eksplozję, ale nie zwrócili na to uwagi, bardziej interesował ją jego oddech na jej szyi – A ta tu.

Napięła cięciwę i wycelowała.

- Trochę niżej.- powiedział.

- Nie trafie.

- Trafisz. Strzałę wypuść tylko przy bezdechu lub wolnym wydechu.

Skupiła się i wstrzymała oddech. Wypuściła cięciwę i strzała pomknęła wprost do celu.

- Udało mi się!- powiedziała zaskoczona.

- Widzisz to nie takie trudne.- powiedział uśmiechając się, ale nagle jego wzrok powędrował za nią. Spojrzała gdzie patrzył i aż wstrzymała oddech. Przy stolik obok baru Anders, Merrill, Avelina i Varric szybko odwrócili wzrok.

- Twoi przyjaciele?- zapytał po chwili.

- Nie.- odpowiedziała chłodno patrząc w ich stronę.

- Może wyjdziemy?

Powstrzymała się żeby rzucić w nich pióropuszem lodu i skinęła głową.

Zła, że byli obiektem obserwacji szła obok nawet się nie odzywając.

- Gdzie chcesz iść?- zapytał

Uśmiechnęła się. Po chwili stali nad zatoka, a w oddali stała niewzruszenie twierdza.

- Nie wiedziałem, że jakiś mag może lubić to miejsce.

- Apostata.- poprawiła.

- Posłuchaj- zaczął- Nie chce mieć przed tobą tajemnic.

- Dopiero, co się poznaliśmy.

- Wiesz, że to nieprawda.- powiedział patrząc na nią- Nie chcę mieć przed tobą tajemnic, bo tak będzie bezpieczniej dla nas obojgu i bo… chciałbym cię jeszcze spotkać.

- Uścisk dłoni.- pomyślała -już wtedy wiedział.

- Co mnie zdradziło?- zapytała poważnie patrząc na niego.

- Nie rób takiego spojrzenia, bo naprawde zacznę się ciebie bać.

Uśmiechnęła się przepraszająco.

- Mam pewna umiejętność. Potrafię wyczuć energię. Rozpoznać ją. Na kopercie była twoja, a gdy uścisnąłem twoją dłoń… To była ta sama aura.

- Znasz kogoś, kto jeszcze to ma?

- Nie, raczej nie. Myślę, że to rodzinne. Kiedyś było słabe. Gdy dołączyłem do templariuszy lyrium tylko to wzmocniło. O co chodzi?

- Nikt poza tobą tego nie wie.- powiedziała

- Nie musisz się obawiać. Nie zdradzę cię. Mi tez zależy na losie magów. Wiesz, że mam siostrę.

- To nie jest miejsce na taką rozmowę.

- Masz rację. Będę ci nadal pomagał. Teraz, kiedy wiem gdzie cię znaleźć będzie łatwej.

- Wolałabym żebyś jednak nie wpadał do mnie za często i tak już będę mieć przechlapane przez dzisiejszy wieczór.

- Żałujesz że się ze mną spotkałaś?

- Nie. Chodzi o to, że wyszliśmy razem.

- Aha..- domyślił się- No mi to na pewno nie przeszkadza.- powiedział uśmiechając się.

- Sebastian, przychodź do mnie tylko wtedy, jeśli będzie to naprawde coś ważnego. W żadnym innym wypadku. Jeśli wpadnę, nie chce żeby ktoś powiązał mnie z tobą. Na pewno nie w tej sprawie.

- Rozumiem.

- Robi się późno. -powiedziała.

- Odprowadzę cię.

- Jak chcesz.

- Z tego, co słyszałem poszłaś za moimi wskazówkami. Jedna osoba mniej na liście.- dodał, gdy nie do końca zrozumiała.

- Ach.. Tak.

- Było ciężko?

- Nie.

- Nie kłam. On też był odporny… Już ze mną miałaś problem.

- Wiedziałam, kim jesteś- żachnęła się- nie chciałam cię zabić głupku.

- O-o-och. Nie pomyślałem o tym.

Chciała wziąć na misje Merrill, ale ta wymówiła się innymi obowiązkami. Aveliny nie było już w mieście, a Izabela spała i nie nadawała się do zupełnie niczego przynajmniej do południa. Chcąc nie chcąc była teraz na targu przed bramą czekając na Andersa, Fenrisa i Varrica. Po wczorajszym wieczorze stwierdziła, że to zestawienie nie mogło być gorsze. Uzdrowiciel oczywiście przyszedł pierwszy.

- Hawk.- powiedział na powitanie siadając obok.

- Anders.- odpowiedziała zauważając jego wzrok- Co jest?

- To templariusz.

- Wiem jak oni wyglądają, ale to nie jest tym, na co wygląda.

- Myślę, że dostatecznie dobrze widziałem, na co to wygląda.

- No właśnie, jak mogliście wszyscy gapić się na nas!

- Martwimy się o ciebie.

- Więc przestańcie.

- Myślałem, że mówisz mi wszystko. Jestem podobno twoim przyjacielem, czy coś się zmieniło?

- Oczywiście, że nic się nie zmieniło.- powiedziała.

Zamilkli, bo na placu pojawił się białowłosy elf. Skinął jej na powitanie głową, ignorując uzdrowiciela i oparł się o drzewo. Czy tylko ona to czuła czy powietrze wokół było ciężkie...

- Hawk.- powiedział Fenris po chwili tym swoim obojętnym tonem- Nie sądzisz, że za szybko nawiązujesz nowe znajomości?

- Nie.- powiedziała chłodno.

- Widzisz!- powiedział uzdrowiciel wskazując na niego- Nawet temu odmieńcowi to się nie podoba!

- Powiedział mag, który dobrowolnie przyjął demona.- syknął elf.

- To nie demon, tylko duch pustki!

- Jak w szale wyzabija nas wszystkich to nie poczujemy większej różnicy.- powiedział Fenris patrząc na niego groźnie.

Anders wstał.

- Przestańcie- powiedziała szybko stając między nimi.

- Nawet…ON- wskazał w końcu na elfa uzdrowiciel- to zauważył. Hawk to templariusz! I nie mów mi, że to nic poważnego!

- Ja nie pilnuje, kiedy i z kim się widzicie i nie robie z tego sprawy.

- My nie umawiamy się z templariuszami.- mruknął Fenris.

- Hawk jesteśmy MAGAMI, to jest TEMPLARIUSZ! - powiedział Anders jakby była niedorozwinięta - Spałaś z wrogiem!

- Nie spałam z nim!- powiedziała wściekła, a na jej dłoni pojawiła się kula ognia- Jeszcze jedno słowo i.. !- z naprzeciwka szedł do nich Varric, uśmiechnął się od ucha do ucha na jej widok i właśnie otwierał usta by coś powiedzieć- WON!- rzuciła wskazując mu przeciwny kierunek.

- Ale ja jeszcze nic nie powiedziałem.- zatrzymał się zaskoczony.

- Jeśli to zrobisz nigdy więcej nie zabiorę cię na żadną misję!- zagroziła.

Krasnolud obserwował ogień buchający na jej dłoni.

-O-ok.-powiedział.

- Mogłam wziąć Merrill- powiedziała sama do siebie, gdy szli droga do kopalni.

- Nie mogłaś.- powiedział Varric podchodząc.

Spojrzała na niego ostrzegawczo.

- Spokojnie Hawk. Jestem tylko twoim przyjacielem.

- Dlaczego nie mogłam jej wziąć?- spytała po chwili.

- Wczoraj- krasnolud zerknął czy Uzdrowiciel i elf są wystarczająco daleko by go nie usłyszeć- Anders jak was zobaczył, razem, chyba za bardzo się zdenerwował i… wymsknęła mu się błyskawica.

- Co? Jak to mu się wymsknęła?

- No, ten rycerzyk podszedł do ciebie. Wszyscy patrzymy czy do czegoś dojdzie, a tu nagle Bum! Dobrze, że jest niezły w leczeniu, bo Stokrotka przez tydzień nie mogłaby chodzić.- i widząc jej zszokowaną minę przytaknął- Siedziała zaraz obok niego.

- Kończę z wizytami w Wisielcu.

- Teraz to już bez większego znaczenia. Wszyscy wiedza, że jesteście razem. Tylko Izabela w to nie wierzy.

- Nigdy bym nie sądziła, że akurat ona będzie po mojej stronie.

- No. Nie dała się przekonać, a próbowałem wszystkiego…

Zatrzymała się.

- Anders. Pójdziesz ze mną przodem- rozkazała.

- Tak jest.-odpowiedział chłodno i ruszył mijając ją.

Zignorowała to i poszła za nim.

Gdy już wyprzedzili dostatecznie pozostałych spojrzała na niego.

- Pamiętasz templariusza, o którym wspomniał Nielsen?- powiedziała cicho woląc nie ryzykować.

Skinął głową.

- A teraz połącz to z wczorajszym wieczorem.

Spojrzał na nią zamyślony.

- Dobrze.- powiedział widząc, że rozumie- Spotkałam się z nim wcześniej, w przebraniu. Ale wydawało mi się, że zaczął podejrzewać, kim jestem.

- Jak to możliwe?

- Zaraz do tego dojdę. To jest powód, dlaczego się z nim umówiłam.

- Wie, kim jesteś?

- Tak, sam to odkrył. Ma taką dziwna umiejętność. Jest gotowy mi pomóc.

- Więc, ty nie…?

- Jest sympatyczny. I to nie do końca twoja sprawa.

- Będę miał go na oku.-powiedział chłodno po chwili.

Zwolniła pozwalając mu prowadzić. Czy to naprawdę cos zmieniło?- pomyślała patrząc na sylwetkę maga.

Teraz za każdy m razem, gdy się z nim spotka będzie mieć ich na karku. Czy przewaga, jaką zyskiwała dzięki temu Revenge była tego warta?

- To nie tak.- pomyślała. Przecież nie mogli podejmować decyzji za nią.

Oczyścili kopalnie z wielgachnych pająków i odsyłani podziękowaniami górników ruszyli z powrotem. Przejechała dłonią włosy czując, że ma na nich flaki pająka jak i każdy na jakiejś części swojego stroju, i zauważyła spojrzenie elfa. Patrzył na nią jakoś inaczej. Odwróciła wzrok. Może za bardzo zżyła się z ta gromadką. Nie raz pomagała im rozwiązywać ich problemy, teraz widać oni chcieli pomóc jej. Tylko że spotykanie się z templariuszem nie uważała za swój problem. Westchnęła.

W rezydencji weszła pod prysznic i zmyła z siebie zmęczenie wraz z pozostałościami stworków z kopani. Ruszyła do Wisielca i ignorując pozostałych usiadła przy Izabeli.

- Hawk.- uśmiechnęła się do niej piratka.

- Nie masz nic przeciwko?

- Nie. Przyda mi się damskie towarzystwo.

- Wybierze się ze mną jutro na misję?

- Ja…- powiedziała zdziwiona piratka.

- Proszę, nie zniosę ich dłużej sama.

- Varric?

- Nie.- nawet się nie odzywał.. Groziłam mu. Elf, no i Anders. On jest najgorszy. A Merrill nie mogę wziąć.

- Słyszałam. Głupki.- powiedziała pijąc spory łyk z kubka.

- Masz jeszcze ta orzmmarzańską specjalność?

- Niestety tylko zwykły bimber.- powiedziała i nalała jej do brudnego kubka.

- Dziś mi wszystko jedno.- powiedział i wychyliła pół za jednym haustem.

- Och! Nie wiedziałam, że potrafisz tak pić!- ucieszyła się, Rivianka.

- Miałam ciężki dzień.

- Wiem coś o tym.

- Przecież spałaś cały dzień.

- Ale nie sama.

Woląc nie pytać wychyliła kolejna połowę, ale gdy piratka chciała jej dolać zasłoniła dłoń kubkiem.

- Nie- powiedziała- bo znowu…- zerknęła na elfa.

- W porządku.- ku jej zdziwienia Izabela nie nalegała- Gdzie, więc idziemy?

- Dziękuje.- powiedziała- Jestem twoja dłu-żniczką- dokończyła czując, że zaczyna jej się plątać język- Izabela- dodała po chwili- Wpadnij dziś do mnie, co? Muszę, z ki-mć pogadać.

- Ktoś się zawiedzie- powiedziała patrząc na mężczyznę siedzącego z kumplami po drugiej stronie baru- ale, od czego ma się przyjaciół.- zakończyła.

- Jesteś dobrą przyja- diółką.- powiedziała- I po co to piłam.- westchnęła.

- Nic ci nie będzie. Byle Anders nie zauważył, bo mi wykład strzeli.

- Co go to obchodzi, nie jest moim ojcem.

- Ale spróbuj mu to wytłumaczyć.- powiedziała ciszej.

- Chce mi się śpiewać…

- Nie tutaj!- powiedziała szybko piratka- Idziemy.

Wyszły razem z baru śledzone wzrokiem uzdrowiciela.

- Od kiedy one wychodzą razem?- zapytał krasnolud.

- Od chwili, gdy Hawk wychyliła cały kubek bimbru Izabeli i nawet się nie skrzywiła.- powiedział Fenris

- Chyba przesadziłeś dziś uzdrowicielu- powiedział Varric.

- To tem…

- Daruj sobie. Każdy ma oczy, a Hawk nie jest głupia i na pewno nie da sobie rozkazywać. Trochę zaufania chłopie.- powiedział klepiąc go po ramieniu gdzie ledwie dostawał, ale przestał widząc jego wzrok.

- Myślisz, że… powinienem iść za nimi?

- Nie.- odpowiedzieli krasnolud i elf jednocześnie.

Uzdrowiciel patrzył na drzwi niezdecydowany.

- Może zostawiły jeszcze trochę tego bimbru.- powiedział i ruszył w stronę baru.

- Leci apostaaataaa w ognistych szaaataaach.

- Tego nie znam

- Śpiewaj Izabela!

- Dobra a znasz to? Gdzieee taa kejaaa…

- Nieeee tylko nie o morzu!

- Dlaczego?

- Bo jeszcze nie zdobyłam dla ciebie statku.

- Trudno. Nie musiałam rozbijać swojego.

- Jak to?

- Rozwalił się na rafach.- powiedziała smutno.

- Szkoda.

- No.

- Leci apostaaaataaaa…

- Hawk, to ma jeszcze jakieś inne linijki?

- No, czekaj… leeci uzdrowiiiiciel jak boaaaa dussicielll

- Aha… Lecą templariuszeeeee Hawk nastawiaa kuszeee

- No widzisz! Jak chcesz to umiesz… Zaraz ja nie mam kuszy.

- No ale znajdź do nich lepszy rym.

- No racja, niech będzie… Leecii uzdo..

- Dobra przestań Hawk, bo jutro będą mówić, że nie tylko się upiłaś, ale nie umiesz też śpiewać.

- Nie upiłam się. Tylko Anders mnie wkurza.

- Wiem. Może zajrzymy do Fenrisa? Jeszcze go nie ma mogłyśmy pomyszkować po jego…

- NIE!

- Dobra, jeśli nie chcesz.

- Ten dom… Coś z nim jest nie tak.-powiedziała magiczka podejrzliwie patrząc na rezydencję, która mijały- Zawsze jak tam jestem dzieją się dziwne rzeczy.

- Jakie?

- No, podłoga się zapada, budzę się…eee – spojrzała na piratke niepewnie- Tam mieszka zło.- zakończyła w końcu.

- E nie. On po prostu rzadko tam sprząta.

Weszły do rezydencji i Hawk zwaliła się na łóżko. Izabela opadła na fotelu obok. Magiczką podniosła rękę i strzeliła ogniem na świece. Zaraz jednak zerwała się i rzuciła lód na płonące zasłony.

- Cholera.- zaklęła- Nie były najgorsze- powiedziała oceniając materiał.

- Kupisz sobie nowe.- powiedziała piratka i zapaliła świece w tradycyjny sposób.- Ten templariusz, fajny jest?- zapytała.

- No całkiem… Kirkwall to miasto za małe dla mnie. Gdzie się obejrzeć wpadam na Andersa, złośliwe elfy i gadatliwe karzełki.

- O tym chciałaś pogadać?- zapytała piratka przeszukując jej szafki w poszukiwaniu trunków.

- No. Dlaczego oni, Anders… Ja się nie wtrącam do jego spraw.

- No nie ma ich za wiele. Mogłabyś mu jedynie poradzić, która nogę ma amputować albo, na który stół położyć pacjenta.

- Nie, on jest bardziej skomplikowany, to buntownik.

- Jak my wszyscy.- powiedziała i uśmiechnęła się szeroko widząc zalakowaną butelkę czerwonego wina na specjalne okazje.

Hawk patrzyła na to wszystko obojętnie.

- Avannath to mężczyźni. Musisz im postawić sprawę jasno inaczej zaczną ci wchodzić na głowę. Sama widzisz, na trochę im pozwoliłaś i co, Anders wyrzuca ci, z kim się umawiasz, Varric wykorzystuje każdą głupotę by ubarwić swoje historyjki.

- Nie wezmę już ich na misję.

- Zrób to, to się zastanowią, co robią.

- Zrobię. Elfa też nie wezmę, dziwnie się na mnie patrzy.

- Jak?

- No… nie wiem. Inaczej.

- To znaczy jeszcze dziwniej niż zwykle?

- Chyba tak.

- Czasem chciałabym wiedzieć, co myśli. Szkoda, że nie jest mną zainteresowany.

- A kim?

- Nie wiem to na ciebie się dziwnie patrzy.- zaśmiała się widząc jej minę.

- Nie. Nie tak.- stwierdziła- Jutro będzie mnie boleć głowa…?- spojrzała na piratkę.

- Ehe. Dobre to wino.

- Dostałam, od wicehrabiego, podobno kosztuje majątek.

- Och… przepraszam.

Magiczka machnęła ręką.

- Tylko jak mam im powiedzieć, że mają tydzień wolnego żeby nie pomyśleli, że to przez to?

- Hawk, nie przejmuj się tak tym, co myślą.

- Racja, więc jutro idziesz ty. Avelina i Merrill.

- Merrill jeszcze nie jest w stanie. Musisz wybrać z nich trzech mniejsze zło.

- Dobra- zamyśliła się- Elf.

- Dobry wybór, przynajmniej nie będzie nudno.

- Obudź mnie rano.- powiedziała.

- No – powiedziała Izabela i wychyliła do końca butelkę- Musisz mnie poznać z tym wicehrabią…- powiedziała, ale przerwała, bo magiczka już zasnęła.

Obudziła się z bólem głowy. Izabela spała obok na fotelu. Jakimś cudem udało jej się znaleźć gdzieś jeszcze jedną butelkę, zapewne po poprzednich właścicielach.

Wstała i weszła pod prysznic.

- No tak.- pomyślała- Zmiana drużyny.

Gdy skończyła spojrzała na śpiąca piratkę. Izabela była czasem całkiem przydatna.

- Bimber orzmmarzański- powiedziała jej do ucha.

- Co.. Gdzie…?- otworzyła oczy pirtaka- Oh, Hawk okropna jesteś!

- Masz piętnaście minut, będę czekać na dole.

Oczywiście były spóźnione. Pod brama czekała na nich męska część drużyny.

- Odwagi Hawk.- mruknęła piratka.

- Muszę was przeprosić.- zaczęła- Nie zdążyłam w porę poinformować was o zmianie planów.

- Jakich planów?- zapytał uzdrowiciel.

- Przez najbliższy tydzień masz wolne razem z Varrickiem.

Rozległy się głosy protestów.

- Już zdecydowałam.

- Nie możesz iść bez pełnej drużyny.- powiedział Anders.

- Czekamy właśnie na Avelinę.

- Avannath, jeśli to przez to, co…

- Nie. To nie przez to. Po prostu tak zdecydowałam.

- A dlaczego elf Idze?- wtrącił się krasnolud.

- Bo to mniejsze…-piratka przerwała trącona w bok przez magiczne.

- Bo ma barierę z lyrium, która może się przydać. Avelino.- powiedziała na powitanie ignorując Andersa.

- Korzystajcie z wolnego czasu.- rzuciła i ruszyła z nowym składem w stronę bramy.

- Ona zrobiła to specjalnie.- powiedział uzdrowiciel.

- No. Ale ona tu dowodzi.- powiedział patrząc w stronę bramy krasnolud- I decyduje, kogo zabiera. Zapomniałeś o tym?

- Jeszcze będzie mnie prosić żebym wrócił.- powiedział uzdrowiciel zły i odszedł zamaszystym krokiem.

- Się porobiło.- mruknął Varric Nie przeczuwając niczego dobrego.

- Postarajmy się nie wejść na czyjś miecz albo zaklęcie.- powiedziała- Nie mamy dziś ze sobą nikogo z magia leczniczą.

- Myślę, że Merrill dojdzie do siebie za jakiś dwa dni.- powiedziała Avelina

- Po co właściwie idziemy znów na wybrzeże?- zapytała Izabela- Może po misji mogłybyśmy powtórzyć nasz babski wieczór?

Zerknęła na Izabelę a potem znacząco spojrzała na elfa.

- Nim się nie przejmuj.- powiedziała piratka.

- Idę obok ciebie jakbyś zapomniała.- powiedział Fenris.

- Zdecydujemy potem.

- Cudownie!- ucieszyła się Rivianka- Szkoda tylko, że Merrill z nami nie ma.

Misja nie była długa. Zaginiony patrol znaleźli niedaleko od wejścia na wybrzeże. Po drodze spotkali jedynie grupkę bandytów, z którymi jak zauważyła, Rivianka radziła siebie całkiem nieźle. Może powinna brać ją częściej na misje.

- To, co idziemy?- zapytała piratka.

- Nie. Chce odwiedzić jeszcze jedno miejsce.

- To daleko?

- Na końcu wybrzeża.

- To będzie długi spacer…

Ku swojej radości ekscentryczny handlarz miał bardzo dobry kostur, który kupiła wydając na niego niemal wszystkie oszczędności.

- Co w nim takiego niezwykłego?- zapytała, Avelina.

- Zwiększa moc zaklęć. Poza tym po części chroni przed obrażeniami żywiołów.

- Wciąż jednak nie chroni przed zwykłym mieczem.- wtrącił elf zupełnie niezainteresowany jej nowym zakupem

- Więc będę musieć trzymać się od nich z dala.- powiedziała niewiele się przejmując jego chłodnym tonem.

Gdy wrócili do znajomej zatoczki była już nieźle zmęczona.

- To, co idziemy tam?- zapytała piratka.

- Wolałabym wrócić wcześniej, musze jeszcze zrobić rozpis patroli.- powiedziała Avelina.

- Proszeeee- mówiła Izabela.

W zasadzie nie miała nic przeciwko i wtedy spojrzała na elfa. Nie wierzyła, że ktokolwiek zmusiłby go do zrzucenia tej zbroi. Siedziałby obok słuchając jak Izabela i Avelina plotkują. Nie czułby się z nimi dobrze. Zwłaszcza, że od rana byli na nogach. Dołożył swoje trzy grosze do ich kłótni z Andersem, ale to uzdrowiciela chciała ukarać. Varrica mogła za sama już obecność.

- Innym razem Iz.- powiedziała w końcu- Wiesz, że Merrill jeszcze nie doszła do siebie. Było by jej przykro, jeśli by się dowiedziała o tym. Kiedyś wybierzemy się tu wszyscy.- powiedziała.

- Och….- jęknęła zawiedziona piratka i chcąc nie chcąc ruszyła za nią.

Gdy dotarli do miasta Avelina stwierdziła, że musi iść jeszcze na targ, a Izabela ruszyła do Wisielca. Chcąc nie chcą ruszyła z elfem do górnego miasta.

- Lubisz pomagać innym Hawk.- powiedział.

Spojrzała na niego. Nie bardzo wiedząc, co ma na myśli.

- Dlaczego zmieniłaś zdanie? W zatoce.

- Już mówiłam, chodziło mi o Merrill. Poza tym…. Właściwie, powinnam ją odwiedzić- zatrzymała się.

Elf patrzył na nią nieodgadnionym wzrokiem.

- Mam iść z tobą?- zapytał po chwili.

- Raczej nie będzie mnie już namawiać do pomocy przy tym lustrze.

- W porządku.- powiedział ruszając dalej.

Patrzyła jak odchodzi. Może Izabela miała racje.

- Fenris.

Odwrócił się.

- Właściwe… jeśli nie przeszkadzają ci poglądy Merrill i masz wolny wieczór.

Teraz on patrzył na nią. Miał takie zielone oczy. Ruszył w jej stronę i stanął obok.

- Więc..- zaczęła nadal na niego patrząc, nagle poczuła chęć by położyć mu dłoń na policzku i poczuć, jaki jest w dotyku- Możemy iść.

Ruszyli obok siebie.

- Czy elf rzeczywiście patrzył na nią inaczej?- zastanowiła się i patrzyła na niego ukradkiem.

Wyglądał tak jak zwykle, może miał trochę bardziej zamyślone spojrzenie. Przypomniała sobie jak niósł ją z wybrzeża. Być może czuł przy tym jakiś dyskomfort. Wiedziała, że białe linie na jego skórze powstały w mrocznym rytuale powodując ból, który wciąż pamiętał. Przez to też unikał dotyku. Dlatego nigdy nie ściągał rękawic. Czy wtedy, gdy zacisnęła dłoń na jego ramieniu spowodowała mu ból?

- Patrz pod nogi.- usłyszała i niemal potknęła się na wystającej płytce.

- Widzę.- rzuciła chłodno patrząc już jednak pod nogi.

Elf uśmiechnął się lekko.

Merrill ucieszyła się na ich widok.

- Przepraszam Hawk.- mówiła nie jestem jeszcze pewna czy powinnam wychodzić.

- Anders nie mógł tego wyleczyć do końca?

- Nie chodzi o to, po prostu lepiej będzie, jeśli rana sama się zamknie.- powiedziała kuśtykając do stołu- W końcu oberwałam błyskawica z odległości dwudziestu centymetrów.

- Chyba musze jeszcze do niego wpaść…

- Nie. Przeprosił mnie, jak wyszliście. I był tu już dwa razy.

- Cały Anders.- pomyślała.

- Nie podobało mu się, że nadal mam to lustro.

- Mi tez się to nie podoba, ale nie mogę cię zmusić byś się go pozbyła. Wiem ile dla ciebie znaczy.

Merrill uśmiechnęła się.

- Dziękuje.

Gdy wyszli noc już była ciemna.

- Nów.- pomyślała- Idealna noc dla Revenge…- i znów potknęła się lecąc na ziemię.

Widziała jak elf drgnął, ale zawahał się.

- Cholera.- zaklęła rozcierając łokieć- Mogłeś mnie złapać.

- Wiem.- powiedział cicho i po raz pierwszy w jego oczach zobaczyła ból- Wybacz.- powiedział i ruszył w ciemność.

- Dotyk.- pomyślała patrząc za nim zaskoczona- Niósł ją na rękach, ale teraz bał się jej dotknąć. Dlaczego? Odruch? Instynkt? Za mało czasu na decyzje. Zdecydował się wycofać.

Pobiegła za nim wiedząc, że jak odejdzie za daleko już go nie znajdzie. I oczywiście nie znalazła.

- Jakbyś miał się gdzie ukryć.- pomyślała i ruszyła wprost do jego posiadłości. Zapukała. Po chwili pchnęła drzwi i ruszyła do środka. Stał przed kominkiem i patrzył na swoje dłonie.

- Fenris, przepraszam.- zaczęła- Ja… zapomniałam. Czasem najpierw coś mówię potem myślę…

Odwrócił się.

- To nie twoja wina.

- Nie, moja.

- Zawsze bierzesz winę na siebie?- zapytał- Pomagasz innym, czasem zapominając nawet o sobie.

- Taka jestem.

Podszedł do stołu i zdjął rękawicę. Jedną potem drugą. Po raz pierwszy widziała jego dłonie. Wydawały się takie słabe w porównaniu do metalu, który je okrywał.

- Nie nie były słabe.- pomyślała przypominając jak niósł ją jakby nic nie ważyła. Jak władał mieczem jak by to była zapałka.

Patrzył na nie i podszedł do niej. Kierowana nieznanym uczuciem wyciągnęła powoli dłonie w jego stronę. Widziała jak znów się zawahał.

- Nie zranię cię.- szepnęła patrząc mu w oczy. Przez chwile się wahał. Potem wyciągnął je i ostrożnie położył na jej. Ogarnęło ją dziwne, nieznane dotąd uczucie. Linie na jego skórze zalśniły lekko jakby nieśmiało. Patrzyła na ich dłonie razem i czuła jak nagle wokół zrobiło się mało miejsca. Spojrzała mu w oczy. Byli tylko oni. Nie było już Kirkwall, Revenge i templariuszy. Tylko ta chwila. Dotyk jego dłoni i zielone oczy elfa patrzące wprost na nią. Czuła jak przenikają jej duszę.

Odsunął się pierwszy i ruszył do stołu.

- Nie zakładaj ich.- powiedziała.

- Dlaczego?

- Nie wiem.- powiedziała i nie wiedząc, co zrobić ani co powiedzieć, wyszła.

Idąc przez górne miasto machinalnie wybierała drogę. Nawet nie zauważyła jak znów znalazła się w swojej sypialni. Usiadł na łóżku po turecku i spojrzała na swoje dłonie. Co to właściwie było…?

Nagle zza drzwi wyszła Izabela i widząc jej minę zapytała szybko.

- Co ci jest?

- Nic.

- Tu masz pocztę. Przepraszam że ją przejrzałam, ale nudziło mi się, gdy czekałam na ciebie.

- Coś ciekawego?- zapytała.

- Masz widomość od tego templariusza, ale dość dziwną.

Zaczęła otwierać kopertę.

- Pisze, że wcześniejszy prezent od niego już ci się nie przyda. I żebyś była jutro gotowa tam gdzie zwykle. I coś o kolejnym punkcie na liście.

Otworzyła list. Pisało na nim dokładnie to samo.

- To miło, że przejrzałaś moje listy. Zwłaszcza od niego.

- Od czego się ma przyjaciół.- uśmiechnęła się piratka- Choć to trochę dziwny list miłosny. O co chodzi z ta listą?

- To lista miejsce, które chce mu pokazać w Kirkwall.- skłamała- Sebastian nie jest z stąd.

- Aha, szkoda, że nie zostałyśmy w zatoce. Może udałoby mi się przekonać elfa żeby zrzucił ta zbroję.

- Raczej nie.- odpowiedziała znów patrząc na swoje dłonie.

- Też tak myślę, ale warto byłoby spróbować. Jakie mamy planu na jutro?

Spojrzała na Izabelę, która najwyraźniej czuła się tu jak u siebie w domu. Widząc jej wzrok, piratka westchnęła.

- Widziałam jak razem idziecie przez dolne miasto i byłam po prostu ciekawa.

- Szliśmy do Merrill.

- Razem?

- Zaproponował to. A ja nie odmówiłam.

- To wszystko?

- A czego się spodziewałaś?

- Nie wiem. Pomyślałam, że jeśli nie jest zainteresowany mną, na pewno nie Merrill, Avelina… tego nie będę komentować. To może tobą. Z nikim innym się nie przyjaźni.

- Raczej nie.- odpowiedziała zamyślona. W końcu była magiem.- Myślisz, że on….?

- Nie wiem. Czasem wydaje mi się, że patrzy na ciebie inaczej. Ale z nim trudno to poznać.

- Wiem. Nie wracasz do Wisielca?

- Nie, jeśli nie masz nic przeciwko.

Zaprzeczyła głowa.

- Obawiam się jednak, że nie pozostało w tym domu już nic…

- Nie przejmuj się- przerwała jej- pomyślałam już o tym.- i wskazała niewinnie wyglądający pakunek obok jej ulubionego fotela.

- Szampan, prosto z Denerim, pełna skrzynka. I kilka butelek białego wina.

- Skąd to masz?

- Stwierdziłam, że najwyższy czas zwiedzić piwniczkę Sikorka.

- Nie widział cię?

Zaprzeczyła.

- To jest w tym wszystkim najlepsze nie?- powiedziała uśmiechając się i siadając na fotelu.

- Nie przeszkadzaj sobie.- mruknęła widząc jak sięga po pierwsza butelkę- Ja musze jeszcze trochę pomyśleć…

Tak jak sądziła grafik do niczego już się nie nadawał był poprzednim „prezentem" od Sebastiana. Wskazał też kolejną okazję do usunięcia kolejnego celu. W dokach. To dobrze, tam czuła się pewniej. Spojrzała jeszcze raz na list. Pod spodem dopisane było

PS. HG.

Patrząc czy Izabela zajmuje się swoimi sprawami wyciągnęła ze skrzynki po łóżkiem listę. Jurgen Goffe. To musiał być on. Widniał obok niego znak Sebastiana. Nie miała jednak pojęcia jak wyglądał. Może lepiej będzie zaczaić się przy samej twierdzy… nie to było niebezpieczne. Będzie musiała mu zaufać, że się nie pomylił.

Jeden z listów był prośba o pomoc w odnalezieniu zaginionej kobiety porwanej i przetrzymywanej gdzieś w jaskiniach na wybrzeżu. Wiadomość była od jednego ze szlachciców.

- Mogło, więc chodzić o okup.- pomyślała mając zamiar się tym jutro zająć i znów spojrzała na swoje dłonie.

Fenris był w jej drużynie od dwóch lat. Jednak dopiero od niedawna zaczęła widzieć w nim coś więcej niż tylko wojownika. Wystarczył dotyk dłoni i czuła że nagle zobaczyła coś czego nie była w stanie dostrzec wcześniej. Jak mogła być z nim tyle razy na misjach i nie zauważyć nic. Teraz wydawało jej się to nie do pomyślenia. Jak jedna chwila mogła tak zmienić wszystko?- zastanawiała się.

Rano ruszyły z Izabelą. Przed miastem czekali już na nich Fenris i strażniczka. Przywitała się z Avelina i zerknęła na elfa. Przez chwilę ich spojrzenia się spotkały.

- Nie dobrze ze mną.- pomyślała przypominając sobie jak ich dłonie się spotkały.

- Musimy przeszukać kilka jaskiń. Podejrzewam ze nie mogli się ukryć daleko.- mówiła tłumacząc im zadanie. W między czasie zauważyła, że rękawice wróciły na jego dłonie.- I musimy.. – zawahała się zapominając, o czym mówi- się pilnować… To znaczy, pilnować tej dziewczyny. Jeśli ich zaskoczymy, sprawa będzie wyglądać prościej. Inaczej, będziemy musieć ich jakoś przekonać.- zakończyła.

Avelina patrzyła na nią podejrzliwie a Izabela tłumaczyła właśnie elfowi zalety denerimskiego szampana.

W jednej z jaskiń znaleźli kupkę kości, gdy w końcu zobaczył na piasku ślady stóp.

Wyciągnęła kostur.

- Bądźcie ostrożni.-powiedziała i zagłębili się w wejściu.

Chowając się zza skałami oceniła, że w wielkiej jaskini znajduje się około dziewięciu ludzi. Żadnych magów. Po prawej stronie siedziała dziewczyna. Po sznurze na jej dłoniach poznała, że musi być porwana szlachcianką.

- Mam pewien pomysł.- zaczęła- Fenris, dasz radę przedostać się do niej niezauważony?

Skinął głową. Ta część jaskini była w cieniu a porywacze siedzieli teraz przy ognisku na drugim końcu.

- Jak tylko się tam znajdziesz wykorzystaj swoją barierę. Wezwie burze ognia. Będzie tam naprawdę gorąco. Potem do ciebie dołączymy.- nim skończyła mówić Fenris przeskoczył kamienie i zniknął w cieniu.

Spojrzała na jaskinię i wezwała magię. Ogień. Dużo ognia. Płomień w ognisku zadrżał i jeden z porywaczy odwrócił się.

- Jeszcze chwilę.- pomyślała widząc jak bariera otacza zaskoczoną szlachciankę.

Ogień opadł na jaskinie. Kule ognia, żywiołami. Było w nim wszystko. Spojrzała na swoje dłonie. Nie rzuciła zaklęcia. Nie musiała, było zbyt silne. Po prostu pozwoliła mu się wyrwać. Po takim czarze zwykle potrzebowała chwili na oddech. Teraz czuła, że może kontynuować walkę. Gdy ogień nieco ucichł wyskoczyły zza skał otaczając wciąż przestraszonych bandytów. Jeden z nich rzucił się na nią z nożem… i upadł rażony lodową falą. Avelina zajęła się pozostałymi, więc znów spojrzała na swoje dłonie. To już nie był promień, nie pióropusz lodu. Ten czar miał o wiele większy zasięg. I znów nie musiała się starać by go rzucić. Nowy kostur?- zastanowiła się.

- No no, co my tu mamy…- odwróciła się na dźwięk głosu.

W wejściu do jaskini stali nowi przeciwnicy, tym razem byli wśród nich apostaci. Nie myśląc wiele rzuciła na nich ognistą strzałę i cofnęła się. Avelina i piratka ruszyły przodem. Obejrzała się elfa i dziewczynę, ale nie było ich już na poprzednim miejscu.

Wezwała kulę ognia i rzuciła ją na tyły walczących by nie dosięgła również jej sprzymierzeńców. Nagle usłyszała ruch za plecami. Demon ognia wyrósł przed nią, a wokół pojawiło się kilka cieni. Zaryzykowała i znów wezwała mróz. Skrzywiła się czując jak zabiera resztę jej energii magicznej. Więc jednak nic się nie zmieniło. Wypuściła czar, który rozszedł się niczym fala wokół niej zabijace pomniejsze cienie. Cofnęła się i osłoniła przed atakiem demona kosturem. Pochłonął większość ataku, lecz podmuch gorącego powietrza niemal zwali ją nóg. Nagle cała trójka znalazła się przy niej odgradzając ją od demona. Stała z tyłu starając się odzyskać siły.

- Nie- stwierdziła. Nie była im potrzebna. Cofnęła się chcąc zregenerować magiczną energię. Zjawa buchnęła ogniem i rozpłynęła się w powietrzu pokonana.

- Jestem Shelia.- usłyszała za sobą głos dziewczyny.- Nie wiem jak mam wam dziękować.

- Dostałam list z prośbą o pomoc od twojego ojca.- powiedziała- Już jesteś bezpieczna.

- Dziękuje serah, mój ojciec na pewno ci to wynagrodzi.

Zastanowiła się, w oczach dziewczyny błysnęło coś. Jaskinie rozświetlało jedynie ognisko. Łatwo było o przywidzenie.

- Wracamy.- zarządziła obserwując ją kontem oka.

Gdy wyszli z jaskini znów spojrzała na szlachciankę. Zachowywała się normalnie. Czy mogło jej się to przywidzieć?

- Nie- pomyślała- Nie popełnię więcej błędów.- Idźcie przodem.- powiedziała i zrównała się z szlachcianką

- Coś się stało?- zapytała dziewczyna widząc, że magiczka ją obserwuje.

-Anders by wiedział.- pomyślała, ale jego tu nie było

- Jesteś apostatką.- zaryzykowała.

- Co?- powiedziała dziewczyna zatrzymując się- Ja nigdy…

- To ty wezwałaś tego demona ognia. Nie było tam też żadnych magów. To była iluzja.

Dziewczyna uśmiechnęła się.

- Jesteś sprytna, ale ja też.- powiedziała szlachcianka z błyskiem w oku.

- Hawk, co ty robisz?- zapytała Avelina podchodząc z pozostałymi.

- To apostatka, cokolwiek widzicie nie jest to prawdą.

- Zostaw ją Avannath.- powiedziała Izabela nie swoim głosem.

- Dla własnego dobra.- dodała Avelina i zawahała się- Hawk cos tu jest nie tak…- dodała patrząc niepewnie na swoja tarcze.

Wyciągnęła kostur.

- Zostaw ich!- krzyknęła czując lepka mgłę w umyśle. Pochłaniała wszystko. Każda myśl, jaka pojawiała się w jej głowie. O obronie, o ataku.

Szlachcianka zaśmiała się.

- Jesteście tacy sła…- zaczęła, ale nagle jej głos się urwał.

Na jej twarzy nie było już uśmiechu. Tylko szok. Z jej piersi wystawał miecz. Elf wyciągnął go i podszedł do Avannath.

- W porządku?- zapytał.

- Tak.- powiedziała odzyskując głos.

Szlachcianka leżała na ziemi podpierając się rękami. Krew kapała z niej obficie. Walcząc o każdy oddech podniosła dłoń i przyłożyła ją do kałuży krwi, która powiększała się przed nią. Fenris stanął pomiędzy nią, a magiem krwi. Na twarzy szlachcianki pojawił się ostatni przebiegły uśmiech.

Hawk poczuła znów ciemność, silniejszą niż wcześniej. Jej dłoń sama powędrowała do noża. Noża Revenge. Ruszyła powoli. Cicho, do stojącego przed sobą elfa.

Kierowany siódmym zmysłem Fenris odwrócił się zatrzymując ostrze kilka centymetrów przed swoją skórą.

- Hawk!- powiedział przestraszonym głosem.

- Szlachcianka- przemknęło je przez myśl- Musi ją zabić zanim dostanie pozostałych. Odepchnęła ją od siebie i sięgnęła po kostur.

Syknął z bólu, gdy lód minął jego ramię o kilka milimetrów.

- Odsuńcie się!- rzucił do pozostałych widząc, że odzyskują już świadomość.- Hawk, nie chcesz tego zrobić…- powiedział i znów zrobił unik tym razem magiczna strzała roztrzaskała się o kamień.

- Avannath- krzyknęła przerażona Izabela.

Avelina dobiła maga krwi, spojrzała na walczących i zaklęła.

- Coś ty zrobiła?- szepnęła do martwej magiczki krwi.

- Hawk to tylko my.- powiedziała Izabela pokazując puste dłonie.

Koło skał pojawił się kolejny demon. Rzuciła tam kule ognia, ale ten zniknął kryjąc się za nimi. Szlachcianka podchodziła coraz bliżej, a jej zaczynało brakować energii. Nigdzie nie widziała swojej drużyny. Głowa zaczynała ja boleć coraz bardziej. Wycofała się kryjąc za skałami. Mogła jeszcze rzucić uderzenie umysłu. Wyjrzała zza skały, ale szlachcianki nigdzie nie było.

- Nie dobrze.- pomyślała rozglądając się i cofnęła się za skały. Bardziej czując zmysłem niż słysząc za sobą ruch odskoczyła i zasłoniła się kosturem. Mag krwi stanęła naprzeciwko niej. Mówiła coś, ale jej nie słyszała. Ból głowy. Gdyby tylko głowa jej tak nie bolała.

- Wynoś się z mojego umysłu!- powiedziała cofając się.

Widząc swoją szanse w tym, że magiczka niepewnie wycofuje się łapiąc za głowię skoczył w jej stronę. Jedną ręką wyrwał jej kostur, druga złapał ją za rękę. I nie mając jak się obronić przyjął uderzenie w twarz.

- Hawk, to ja!- powiedział zirytowany.

Magiczka krwi złapała jej drugą dłoń w żelaznym uścisku. Zacisnęła usta z bólu i przywołała ogień. Szlachcianka przewróciła ją na ziemie gasząc jej ogień piaskiem.

- To za mało! - pomyślała i na jej dłoni znów pojawił się płomień. Mag krwi musiał ją puścić. Dłoń szlachcianki drgnęła, ale nadal ją trzymała. Miała zielone oczy..

- Jeśli myślisz, że tym mnie powstrzymasz to się mylisz.- usłyszała lodowaty głos, Fenrisa.

Coś było nie tak. Dlaczego miała zielone oczy... Zgasiła ogień. Dlaczego miała zielone oczy?

Ból głowy narastał. Chciała się wyswobodzić, ale poczuła tylko silniejszy uścisk na przegubach i znów się skrzywiła. Poczuła panikę. Ciemność ogarniała ją. Nie uwolni się i nie pokona tego. Po tych wszystkich latach walki z demonami podda się teraz. Usłyszała czyjś głos, ale prowadził w ciemność. W ta słodką ciemność zabierającą jej wszystko. To był głos elfa. Wiedziała, że powinna walczyć. Bronić się tak długo na jak tylko starczy jej sił. Ale część niej chciała iść za tym głosem. Na ślepo. Bez względu na to gdzie prowadzi. Czuła, że wszystko się zapada, ciemność pochłania ją. Było mało czasu na decyzję. Skupiła się na tym głosie ignorując, że wszystko wokół spada, a ziemia usuwa jej się spod stóp. Zostaje tylko ona, w bezgranicznej, przerażającej pustce. Dźwięk układał się w słowa, ale nadal nie potrafiła ich zrozumieć.

Pustka. Nic. Nic już nie pozostało. Ciemność zanikała. Chciała iść za nią. Nie chciała zostać znów sama. Zdławiła w sobie ból. Nie, nie pójdzie w stronę demonów, choćby miała tu zostać na wieczność. Nie wygrają.

I wtedy znów go usłyszała. Tym razem wyraźnie jak by była zaraz obok niej.

- Avannath zostań ze mną.

Powoli jak by to była najtrudniejsza rzecz w jej życiu otworzyła oczy. Patrzyły na nią zielone oczy, ale nie należały już do szlachcianki. Były piękne. Patrzyły na nią przestraszone i zirytowane jednocześnie.

- Cały Fenris.- przeszło jej przez myśl- Fenris?- powiedziała nagle zdając sobie sprawę, że nalezą do białowłosego elfa.

Teraz wpatrywał się w nią zamyślony.

- Jak się nazywasz? Gdzie jesteś?- zapytał nadal jej nie puszczając.

Zamrugała. Pamiętała… ale co się właściwe się stało? Walczyła z innymi z magiem krwi. Stanął przed nią zasłaniając ją. Potem? Ciemność. Jakieś ciemne kształty. Wszystko zbyt kruche… Ciemność i ten głos. Cokolwiek to było wyprowadził ja z tego… To on ja wyprowadził.

Na jego policzku właśnie powiększał się siniak.

- Avannath Hawk. Wybrzeże.- rzuciła leżał na niej, a jego twarz była zaledwie parę centymetrów od niej. Ból.

Zwolnił uścisk na jej dłoniach, ale jej nie puścił.

- Co widzisz?

- Ja…. to zrobiłam?- zapytała patrząc na jego policzek.

- Masz całkiem niezły cios.- powiedział nadal patrząc na nią jakby chciał samym wzrokiem prześwietlić ją i przekonać się czy demon, który ja opętał już odszedł.

- Mam nadzieję, że nie złamałeś mojego nowego kostura.- powiedziała- Nic cię wtedy nie usprawiedliwi.

Jeden z jego kącików ust uniósł się w górę. Puścił jedną jej dłoń. Powoli. Patrzył jej w oczy, ale nie zobaczył nic, czego oczekiwał. Czego się obawiał.

- To tylko ja.- powiedziała.

Puścił ją i wstał. Usiadła rozcierając dłonie przywracając krążenie krwi. I nagle zauważyła przerażona jego rękawice. Stal była czarna od sadzy i miejscami czerwona od krwi. Spojrzała na swoją dłoń, na której też była krew. Trzymał ją za rękę.

- Kula ognia- szepnęła. Nie było innego wytłumaczenia.

Wstała i podeszła do niego.

- Nie trzeba.- powiedział odsuwając się od niej.

Wiedziała ze nienawidził magii. W każdej postaci. Nawet, jeśli była to magia uzdrawiająca.

- Nie bądź głupi.- rzuciła.

Zza skał wyskoczyły z czujnym wzrokiem Avelina i Izabela.

- Fenris?- zapytała strażniczka patrząc na nią niepewnie.

- To Hawk.- powiedział.

- Nie wiem, co tu się stało, ale nie ruszymy z stąd dopóki nie pozwolisz sobie pomóc.

- Co się stało?- zapytała Izabela.

- Ja…- powiedziała czując poczucie winy.

- To był demon.- rzucił zirytowany elf.

- Oh nie wygląda to za dobrze.- powiedziała piratka patrząc na jego rękę- Avannath zna trochę magii leczącej. Więc może…

- Nie.

- Jak chcesz.- rzuciła magiczka stanowczo- W takim razie idziemy prosto do Andersa.

Dziewczyny stanęły za nią i skinęły znacząco głowami popierając ją.

Fenris zawahał się. Wizja przyjęcia pomocy od Andersa musiała dać mu do myślenia. Widziała jak toczy w sobie niewidzialną bitwę. Znała jej wynik.

Widziała w jego oczach złość, ale na chwile pojawił się nich błysk bólu, gdy ściągał rękawice. Skóra była spalona w kilku miejscach, mając taka ranę leżałaby na ziemi i kazała nieść się do Kirkwall. A on… duma. Wiedziała, że była to jedna z jego cech. Musiał wypracować ją już służąc u Danariusa. Maga, który nauczył go nienawiści do każdej istoty obdarzonej magią. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, jaki był, jeśli ta nienawiści nadał płonęła w sercu elfa. To będąc tam nauczył się nie prosić o pomoc. Nigdy.

Nałożyła dłonie nad jego i skupiła się. Zielona mgiełka zaczęła płynąć łącząc ich oboje. Poczuła ulgę, co oznaczało, że magia działa. Skóra zrastała się naprawiając uszkodzone mięśnie. Siniak na jego policzku również zbladł. Kolor mgiełki zmienił się na biel. Krew znikła ukazując zdrową dłoń. Opuściła jedna rękę kierując magie oczyszczającą na rękawice. Zalśniła jak nigdy przedtem. Czar powoli się rozpływał. Wczoraj trzymała go za ręce. Pozwolił jej na to. To, co wtedy czuła… ale czy on tez to poczuł? Spojrzała mu w oczy. Patrzył na ich dłonie zagadkowym wzrokiem i spojrzał na nią. Mgiełka rozpłynęła się całkowicie, a ich dłonie pozostały zawieszone w powietrzu. Tak blisko siebie. Cisza i zielone oczy elfa, w których widach było jeszcze cień złości.

- Jesteś magiem.- przypomniała sobie- On nie lubi magii. Nie lubi takich jak ty.

Odwróciła wzrok i zabrała dłoń.

- Chociaż tyle mogę zrobić.- powiedziała cicho zauważając, że Avelinę i piratkę nagle bardzo zainteresowały fraktury na pobliskich skałach. Jak mogła zapomnieć o ich obecności?

- Wracamy.- rzuciła sama nie wiedząc, co ja rozzłościło.

Avelina ruszyła obok niej, a Izabela z Fenrisem z tyłu.

- Czy to ma sens?- myślała. Rozmawiał z nią. Chyba też ją lubił, ale wiedziała, że nienawidzi magii. Tolerował ją tylko, dlatego że tak byli skuteczniejsi. Jeśli jednak przychodziło do jego kontaktu z magią… Przypomniała sobie złość w jego oczach. Znaki na jego skórze- Lyrium też dawały mu pewne umiejętności magiczne. Zostały mu jednak nadane wbrew jego woli. Wiedziała, że nie używał ich, jeśli nie musiał. Gdyby kiedyś na wybrzeżu jej życie nie było zagrożone nigdy nie dowiedziałaby się, że potrafi postawić coś takiego jak bariera. Nigdy o tym nie wspomniał. Dlaczego? Bo nie chciał by ją wykorzystywała w walce. Miał rację, nawet dziś to zrobiła.

Co się właściwie tam stało? Pamiętała to jak przez mgłę. Jeśli jednak chciała złapać wspomnienia one uciekały. Jego głos. To on ja wyciągnął. Inaczej mogłaby nigdy się z stamtąd nie wydostać. Dlaczego umiejętność magiczki krwi nie zadziałała na niego?- przypomniała sobie.- Będę musieć go później o to spytać.

Na trakcie wiodącym do miasta spotkali grupkę templariuszy. Uśmiechnęła się widząc wśród nich znajomą twarz.

- Avannath!- powiedział Sebastian i dając znak oddziałowi, że zaraz do nich dołączy podszedł do niej.- Otrzymałaś moją wiadomość?

- Tak dziękuje. Miło z twojej strony, że o mnie pomyślałeś.

- Zawsze możesz na mnie liczyć.

- Czy…. nie mógłbyś zdobyć dla mnie jeszcze jednego takiego prezentu?

- Niestety. Chciałbym, ale moi dostawcy są teraz w ciągłym ruchu i ciężko namierzyć ten towar.

- Szkoda.

- Obiecuje, że zajmę się tym jak tylko będzie to możliwe. Lub postaram się znaleźć coś podobnego.

- Nie rób sobie kłopotu.

- To żaden kłopot. Masz może jutro ochotę wyskoczyć na miasto?

Spojrzała w jego oczy. Były brązowe i ciepłe. Jeszcze dzień wcześniej by się zgodziła.

- Raczej nie.

- Och.- wyglądał na zawiedzionego.

- Mam ostatnio dużo pracy.

- Rozumiem, ale mam nadzieję, że…

- Nie wiem czy uda mi się znaleźć wolna chwilę.- i widząc jak patrzy na nią zaskoczony dodała- Koledzy na ciebie czekają.

Avelina i Izabela spojrzały po sobie.

Rozdzielili się na rynku. Wróciła do domu szukając nowego płaszcza na nocna akcję. Z poprzedniego została tylko kupka popiołu. Zwykle w nich nie chodziła. W Kirkwall była znana, dlatego nie ukrywając swojej tożsamości łatwiej mogła uzyskać pomoc i uniknąć kłopotów.

W końcu nie mogąc znaleźć sobie miejsca ruszyła do Wisielca. Chciała jak ostatnio dosiąść się do Izabeli, ale dziś siedziała przy ich wspólnym stoliku i właśnie śmiała się z czegoś, co powiedział Varric.

Anders i elf też tam byli. Nie była pewna czy chce z nimi dziś rozmawiać. Uzdrowiciel na pewno nadal był obrażony o odsuniecie go od misji, a Fenris… Poczuła dreszcz przypominając sobie jego spojrzenie, gdy wyrwała się z mocy zaklęcia. Troska, irytacja. Wszystko to dodawało mu jedynie czegoś egzotycznego. Spojrzała na Varrica. Krasnoluda, który nie miał brody jak każdy jego rodak. Andersa- maga, Szarego Strażnika i kryjącego się w jego cieniu Justica. Izabela, piratka bez statku, która utknęła w Kirkwall napędzając handel alkoholem lepiej niż zapewne cały oddział straży miejskiej. Obserwowała ich z daleka. I ona, bohaterka, apostata i skrytobójca. Byli dziwną grupą.

Przypomniała sobie oczy Sebastiana. Był sympatycznym mężczyzną, jakich jednak gdyby chała znalazłaby wielu w Kirkwall. Tylko jedne oczy sprawiały, że zapomniała formuł zaklęć używanych od zawsze, a dotyk… że cały świat przestawał istnieć. Ale czy naprawde mógł zobaczyć w niej coś więcej niż tylko przywódcę ich grupy? Czy był w stanie zobaczyć coś przez pryzmat apostatki, która była? Pryzmat magii, która zniszczyła mu życie?

Izabela pomachała do niej. Stwierdziła, że zrobi tylko to, po co tu przyszła. Podeszła do nich.

- Anders możemy porozmawiać?- zapytała.

Uzdrowiciel spojrzał na nią i wstał.

- A co chodzi?- zapytał. Oczywiście jego ton nie był już taki ciepły jak zawsze.

Przez kilka sekund miała ochotę złamać obietnice. Był jednak nadal jej przyjacielem. Rozumiała jego uprzedzenia. Sama miałaby podobne na jego miejscu.

- Wychodzę dzisiaj.- powiedziała.

Pozorna obojętność w jego oczach zamieniła się w troskę.

- Nie powinnaś tego robić.- powiedział- Wiem, że chcesz dobrze i…

- To nie jest miejsce na taka rozmowę Anders.- powiedział- Zobaczymy się później.

Nie zatrzymał jej. Choć po części chciałaby to zrobił. Tylko po to by znów mogła poczuć, że się o nią martwi. Ale chyba sama nie dała mu wyboru. Revenge rozdzielał ich. Ona czuła się związana bojąc się o niego. On stał jedynie bezradny nie mogąc nic zrobić. Nie zdołałby jej przekonać.