Po Drugiej Stronie
Po raz pierwszy przebrała się w dokach nie czując przy tym nic. Dawniej zakładając szary płaszcz i przemieniając się w mściciela wiedziała, że broni słabszych. Czuła, że może wszystko. Nigdy nie powinna mu mówić prawdy. Nigdy. Teraz za każdym razem, gdy wychodziła bała się, że nie dotrzyma obietnicy. Że on pojawi się w złym miejscu i stanie się coś strasznego. Nie była już mścicielem. Była apostatą broniącą słabszych, ale apostatką, która ryzykowała już nie tylko swoje życie. Nie, tak będzie prościej. Złamie ta obietnicę- postanowiła- Nigdy więcej nie powie mu już, co robi nocą. Nigdy nie wspomni o Revenge. Po dzisiejszej nocy pozostaną tylko cztery cele. A potem… miała jedynie nadzieję, że Krąg się zmieni. Nie oczekiwała wielkich zmian. Chciała jedynie by magowie mogli czuć się bezpiecznie. Nie, bezpiecznie było złym słowem. Żeby ich los był znośny. Żeby nie musieli wspomniał tego tak jak Anders.
Pomyślała o elfie. Cień na jego życiu położył mag. To było Tevinter, nie Kirkwall. Tu walczyła przeciwko templariuszą, tam ich miejsce zajęli magowie. Czy miało to jakiś sens? Wszystko zależało od tego, kto pierwszy doszedł do władzy. Silniejszy dominował nad słabszym.
- To się nigdy nie skończy.- pomyślała zaciskając dłonie. Była jednak w Kirkwall i tu jej wrogami byli rycerze. Musiała skupić się na nich i spróbować wyeliminować zło, jakiego byli wcieleniem. Zło. Nie ważne czy jest to rycerz, mag krwi czy zjawa.- stwierdziła- Nie walczyła przeciwko jednej grupie. Walczyła przeciwko tym, którzy nadużywają władzy. Kimkolwiek byli. Teraz zrobi to, co musi, a kiedyś spotka Danariusa i- na stwórcę- wyrwie mu oddech z piersi! Choćby za to, a może głównie za to, że przekreślił wszystko, co mogło być miedzy nią a Fenrisem. I mag pożałuje, że kiedykolwiek go dotknął.
Zgasiła ogień, który zaczął płonąc na jej dłoni osmalając szatę. Skręciła w boczna uliczkę i wyszła na innej. Ktokolwiek zainteresował się jej kulą ognia nie powinien jej znaleźć. Usłyszała pijacki śpiew i schowała się w cieniu. Zaraz jednak wychyliła się z powrotem. Miała rację. Na jego piersi błyszczała zbroja templariusza. Zebrała czar, ale rozmyśliła się. Rycerz zataczał się i najwyraźniej kierował do jednego z opuszczonych budynków. Gdy w nich zniknął zawahała się.
Samotny pijany templariusz.
Nie podobało jej się to. Nie po jej ostatnim ataku. Po listach, które otrzymało ponad pięćdziesiąt osób z twierdzy. Sebastian go wystawił. Może nawet upił. Jak bardzo jednak mu ufała?
Czas płynął.
To było zbyt proste, ale przecież zdarzało się w Kirkwall i to wcale nie rzadko. Nie dowie się, jeśli nie pójdzie za nim. Parę kroków. Opuszczony budynek po drugiej stronie ulicy. W dokach, w których czuła się jak u siebie w domu. Morderca magów. Parę kroków.
Anders.
Uśmiech uzdrowiciela, ale tez spojrzenie i zaciśnięte dłonie, z jakimi mówił o kręgu. Spojrzała na budynek, w którym zniknął pijany rycerz. Czuła, że jeśli jej wzrok mógłby zabijać. Templariusz padłby w tej chwili martwy. Wycofała się w cień. Stanęła opierając się plecami o mokry mur. Starała się opanować przyspieszony oddech.
Nie mogła tego zrobić. Spojrzała na swoje dłonie w czarnych rękawiczkach. Nie była żółtodziobem, który działał pod wpływem emocji.
-Nigdy więcej tego nie rób.-powiedziała sobie czując jak mało brakowało. Być może był tam sam. Leżał upojony alkoholem na brudnej podłodze. Sam. To nie miało znaczenia. Nie powinna nawet tego rozważać. Było cicho.
Trzask.
Kula ognia pojawiła się na jej dłoni nim jeszcze jej umysł wyczuł zagrożenie. Na końcu uliczki stało trzech templariuszy, odwróciła się. Parę kroków od niej stało kolejnych trzech zagradzając jej wyjście.
- Za dużo.- przemknęło jej przez myśl robiąc krok do tyłu.
- To już nie ważne. Nie Pojdę z wami.- pomyślała, kula ognia w jej dłoni zalśniła fioletowymi drobinkami- Zginę, ale wezmę was wszystkich ze sobą!
ﻰ
Uzdrowiciel siedział z pochmurnym spojrzeniem, podczas gdy Varric opowiadał jak wracając raz razem z Hawk nocą z Mrokowiska pokonali demona błyskawic. Nie sądził, że było to prawdą. Pomijając fakt, że nie istniały, Avannath na pewno nie poszłaby z nigdzie sama z Varrickiem.
- Gdzie jest Hawk?- zapytał nagle elf.
- Musiała gdzieś wyjść.- powiedział i widząc jego wzrok dodał szybko- Nie twoja sprawa.
Fenris rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie, ale wrócił do rozmowy z Izabelą.
- Powinienem ją zatrzymać.- pomyślał. Nie zrobił tego, bo nadała był na nią zły o wykluczenie go z misji. Co jednak nawet wtedy mógł zrobić? I tak by go nie posłuchała. Zerknął na drzwi. Nadal jej nie było. Zobaczył za to w drzwiach templariusza, z którym widziała się przed wczoraj. Izabela zauważyła jego spojrzenie.
- Już nie jest nim zainteresowana.
- Co?
- Dziś po południu dała mu kosza.
- Jesteś pewna?
- Avelina i Fenris przy tym byli możesz ich zapytać.
- Dzięki Stwórcy- westchnął- Dlaczego?
- Mówiłam wam. Nie jest w jej typie.
Uzdrowiciel spojrzał na nią podejrzliwe.
- Od kiedy ty wiesz więcej ode mnie?- zapytał.
- Od chwili, gdy zacząłeś jej mówić, z kim się ma spotykać i tak dalej.
- Robiłem to dla jej dobra!
- Jasne, rób tak dalej i będzie to koniec waszej przyjaźni.- powiedziała kończąc rozmowę.
- Zbyt dużo emocji targało jego biedne serce, nie potrafił jej puścić a nie mógł zatrzymać, zdecydowała ona, odchodząc.- powiedział Varric – To będzie opowieść tragiczna.
- Nic o niej nie wiecie.- powiedział i wstał idąc do baru.
Zamówił mocny alkohol i wychylił kieliszek jednym haustem.
- Serah Anders?- odwrócił się i zobaczył znajomego templariusza.
- Czego chcesz?
- Nie wiesz gdzie jest Avannath?- zapytał.
- Nie. Z tego, co usłyszałem nie chce się już z tobą spotykać.
- Nie- powiedział- Nie o to chodzi.
Anders już miał odpowiedzieć coś nieprzyjemnego, ale zobaczył jego wzrok. Rycerz patrzył na drzwi zdenerwowany. Widząc jego spojrzenie templariusz powiedział cicho.
- Nie ma jej w domu. Czy ona już…. wyszła?
- O czym ty mówisz?- zapytał czując jakby zimny wąż pełznął po jego skórze.
- Cholera- zaklął templariusz i chciał odejść, ale uzdrowiciel złapał go za ramię.
- Chodź ze mną.- powiedział.
Gdy znaleźli się u Varrica rzucił zaklęcie wyciszające.
- Mów!- rozkazał.
- Musze ją powstrzymać.- powiedział- ale jeśli już poszła…
- Do cholery mów, co się dzieję!- powiedział łapiąc go i przyciskając do ściany.
- Ona… ja, myliłem się.
- Mówiła, że jej pomagasz.- powiedział Anders.
- Czy ty… wiesz?
- Oczywiście, że wiem.- powiedział puszczając go.
- Mówiła, że nie powiedziała nikomu.
- Kłamała żeby mnie chronić. Coś… się jej stało?
- Nie wiem. Wskazałem jej cel, ale potem usłyszałem coś… To pułapka. Musimy ją powstrzymać.
Anders zakrył twarz dłonią. Jego najgorszy koszmar się spełniał.
- Wystawiłeś ją!- powiedział.
- Nie przysięgam! Nigdy bym tego nie zrobił. Dlatego teraz tu jestem. Przecież nie przyszedłbym tu. Czy ona…?
- Wyszła godzinę temu.
- Możemy tam pójść.- powiedział po chwili Sebastian- Może jeszcze uda się ją ostrzec, albo... Może nie jest za późno.
Mógł to zrobić. Mógł wziąć ich wszystkich i iść do doków. Ale co wtedy? Hawk nie była głupia, jeśli nie dała się złapać tylko ściągną na siebie uwagę. Wiedział że tego się bała. Że pojawi się w złym miejscu o złym czasie. Ale jeśli to była pułapka i Hawk w nią wpadła… Stwórco, co miał zrobić? Obiecał jej, cholera dwa razy. Za każdym razem wierciła go tym nieubłaganym spojrzeniem. Oczyma wyobraźni zobaczył ją leżącą w kałuży krwi.
Templariusz nie odzywał się widząc jego spojrzenie.
Musiał postawić wszystko na jedną szalę. Iść tam i jeśli coś pójdzie nie tak zaryzykować życie ich wszystkich. Nawet jej. Lub zostać i czekać. Zaufać. Hawk nie była głupia. Siedzieć i nie robiąc nic, podczas gdy ona mogła tam ginąć.
Obiecał. Izabela miała rację, za bardzo wtrącał się do jej spraw, ale gdyby ją powstrzymał teraz nie doszłoby do tego.
- Zaczekamy na nią- powiedział ochrypłym głosem, czując jakby już wydał na nią wyrok.
Zeszli na dół by nie wzbudzać podejrzeń. Siedli przy barze i oboje patrzyli w stronę drzwi.
- Stwórco niech się nie mylę…- pomyślał
Czas dłużył się w nieskończoność. Drzwi się uchylały ale weszło przez nie jedynie kilku stałych bywalców.
ﻰ
Ogień płonął na jej dłoni.
- Spokojnie- powiedział jeden z rycerzy występując do przodu pokazując jej puste dłonie.
- Czego chcesz?- zapytała, kula ognia na jej dłoni buchnęła oświetlając mu twarz. Płomień na chwile załamał się.
- Nikt nie musi dziś zginać.- powiedział.
- Nie ty o tym decydujesz.
Templariusz nie odpowiedział.
- Wiesz, kim jestem?
- Ser Thrask.- odpowiedziała chłodno.
- Więc wiesz, że bronie twojej sprawy. Spójrz na pozostałych.
Rycerze ściągnęli chełmy. Niechętnie spuściła z niego wzrok i spojrzała na pozostałych. Znała te twarze. Nie wszystkie, ale domyślała się, że łączy ich jedno.
- Nikt z nas nie przejdzie obojętnie obok niesprawiedliwości w Kręgu. Nie zasługujemy na twoja zemstę.
Zawsze podejrzewała, że Thrask'a stać na więcej. Szkoda, że musiała się przekonać, że ma rację w takich okolicznościach.
- Jeśli myślisz, że prze to pójdę z wami dobrowolnie, mylisz się.
- Może nie będzie to konieczne. Mam propozycję. Chce żebyś jej wysłuchał. Obiecaj mi chwilę spokojnej rozmowy.
Propozycję? Nie mogła z nimi wygrać tego była pewna. Nawet, jeśli doszłoby do walki ogień zdmuchnąłby kilku z nich. Pozostali rzuciliby się na nią. Nawet lód nie zatrzymałby wszystkich. Stali za blisko by mogła mieć, choć cień szansy, że jej się uda.
- Po co pytasz skoro nie dajesz mi wyboru.- odpowiedziała chłodno.
Wskazał budynek gdzie zniknął pijany templariusz.
- Tego, na którego czekałeś już tam nie ma. Porozmawiamy tam.
Nie ruszyła się.
- Tylko chwila rozmowy.- powiedział.
- A jeśli twój propozycja nie spodoba mi się?
Przez chwilę nic nie mówił.
- Jest nas wystarczająco wielu. Cześć z nas jest odporna na uderzenie umysłu. Możesz spróbować z nami walczyć, ale wtedy albo zginiesz albo skończysz w twierdzy. Ja daje ci szanse.
Zacisnęła dłonie… i rozluźniła je.
- W porządku.- powiedziała. Wszędzie miała większe szanse niż tutaj w wąskiej uliczce. Dwóch rycerzy ruszyło z przodu. Thrask wskazał jej dłonią, że ma iść za nimi. Ruszyła spodziewając się, że w każdej chwili ostrze wpije się w jej ciało. Thrask nie był z takich, co oszukują. Tak przynajmniej myślała Hawk.
Oczywiście pokój był pusty. Miał jeszcze jedne drzwi z pewne z kolejnym wyjściem, którym ulotnił się je cel. Trzech templariuszy zostało przed wejściem na ulicy. Thrask zamknął za sobą drzwi i spojrzał na dwóch rycerzy stojących za nią.
- Chce mieć twoje słowo.- powiedział- Na chwilę spokojnej rozmowy. Karl i Omar zaczekają w pokoju obok.
To dawało nowe możliwości. Gdzie jednak zniknęła pozostała dwójka?
- Uwierzysz mojemu słowu?- zapytała.
- Ty uwierzyłeś rekrutom.- powiedział. Wiedziała, że miał na myśli templariuszy, których oszczędziła. Łatwiej było nie mówić nic i wykorzystać sytuację. Z tą trójką mogła już sobie poradzić. Wzięła by Thraska za zakładnika nim pozostali weszliby do budynku
- Cokolwiek zrobisz- powiedział trafnie odgadując jej milczenie, nie zdołasz opuścić doków.
Czy mógł wziąć więcej templariuszy? Więcej podobnych do tych? Nie musiał. Wystarczyło, że porozsyłał by ich po dokach i kazał uważać na Revenge. To wystarczyło. Były jeszcze tajne przejścia, ale czy zdołałaby do nich dotrzeć?
- Masz moje słowo.- powiedziała mając nadzieję, że nie pogorszy tylko swojej sytuacji.
Skinął głową na rycerzy, którzy zniknęli za drzwiami. Wskazał jej krzesło. Jeszcze nie tak dawno sama wskazywała tak krzesło Sebastianowi w opuszczonej chacie. Wydawało jej się, że było to dawno temu. Sebastian jej nie wydał. Nie mógł. Wiedział, kim była naprawdę i wtedy Thrask rozmawiałby z nią inaczej.
Usiadła a templariusz spoczął naprzeciwko po drugiej stronie stołu.
- Skąd wiedziałeś, że to będzie on?- zapytała.
- Nie wiedziałem. Wybrałem najgorszego sukinsyna z kręgu i rozpuściłem plotkę, że będzie dziś sam w dokach. Oczywiście po cichu. Taka publiczna tajemnica. Jak widać to wystarczyło.
To Sebastian za szybko połknął przynętę i tym samym zdradził ją. Nie mogła korzystać już z jego pomocy.
- Czekam na twoja propozycję.- przypomniała, gdy zaczął się jej przypatrywać. Pokój oświetlały świece a wiedziała, że nie ma innego oświetlenia, które zakrywałoby więcej niż odsłaniało.
- Zrobiłem listę templariuszy, którzy… nadużywają swojej pozycji w kręgu.- zaczął- Chce to ujawnić to, co tu się dzieję.
Zaśmiała się.
- Co dalej?- spytała ironicznie.
- Pójdę z tym do wicehrabiego. Pominę komtur.
- I myślisz, że będzie jadł ci z ręki?
- Wicehrabia nie jest głupcem. Dzięki tobie wielu z rycerzy zaczęło mówić. Mam ich zeznania. Wszystko, co działo się do tej pory w kręgu w cieniu prawości. Nie może tego zignorować.
- A więc zrobił coś więcej.- pomyślała. Może miał szanse.
- Masz, więc wszystko.- powiedziała po chwili- Czego chcesz ode mnie?
- Zaprzestaniesz ataków.
- Tylko tyle?
- Potrzebuje trochę czasu. Daj mi słowo, że nie kiwniesz palcem prze najbliższe kilka dni. W tym czasie ja przeforsuje ten pomysł. Jeśli zrobiłbym to teraz, był byś tylko kartą przetargową w reku komtur. Nie zgodziłaby się prowadzić śledztwo przeciwko jej najlepszym ludziom w chwili, gdy wciąż był byś zagrożeniem.
- Więc mam być karta przetargową w twoim reku.
Skinął głową.
- Co im powiesz?
- Prawdę. Widziałem się z tobą. Zawarliśmy układ. Revenge wycofa się, jeśli wicehrabia rozpatrzy każde oskarżenie. Biorąc pod uwagę to, co zebrałem nie będzie mógł nie przyznać nam racji.
- Jak mocne są twoje dowody?
- Gdybym miał wątpliwości że wicehrabia może je zignorować nie rozmawialibyśmy teraz.
- Kto jeszcze o tym wie?- zapytała po chwili.
- Moi ludzie.
- Głupiec.- powiedziała cicho.
- Ufam im.
- Jeśli się nie mylisz, od momentu, gdy staniesz w twierdzy Hrabiego każdy z twojej listy będzie chciał cię zabić.
- Wiem o tym.
- Nic nie wiesz.- powiedziała chłodno- Może masz rację, może to ma jakaś szansę… Wystarczy jeden sztylet i nic się nie zmieni. Myślałem, że to ja dzierżę los magów. W tej chwili dzierżysz go ty. Tu nie idzie już o twoje życie.
- Wiem.- powiedział poważnie Thrask- Dlatego mam ich. Wskazał templariuszy stojącymi za drzwiami.
- Jeśli ci się nie uda wyjdę z cienia.
- Uda mi się. Zgadzasz się?
- Tak.
- Mam twoje słowo, że przez najbliższe dni o tobie nie usłyszę?
- Masz moje słowo. Teraz, pozwolisz mi odejść?
- Mam nadzieję, że nie będę tego żałował…Jesteś wolny.
Wstała.
- Bez względu, co się stanie, spotkamy się za trzy dni. W tym samym...
- Nie.- przerwała mu- Doki. Znajdę cię.
- W porządku.
Otworzył drzwi i dał znak templariuszom.
Rycerze nawet nie drgnęli, gdy wychodziła.
Thrask wyszedł i spojrzał w ciemności gdzie zniknęła postać.
- Mam nadzieję, że dobrze robie. -powiedział sam do siebie patrząc w ciemność.
Szła przed siebie i dopiero, gdy zniknęła w nieużywanym przejściu pozwoliła sobie na spokojny oddech. Jednak nie była taka silna jak jej się wydawało- pomyślała opanowując drżenie dłoni. Ruszyła w najbrudniejszy kont przejścia i zrzuciła płaszcz ściągając zaklęcia. Nie chciała z stąd wychodzić. Było zbyt blisko. Nie, nie możesz tu zostać.- powiedziała sama do siebie i ruszyła do Górnego Miasta.
Zmieniła szatę i uczesała włosy. Anders musiał na nią poczekać. Potrzebowała chwili by zebrać myśli. By się uspokoić. Mogła to zrobić w jednej chwili przybierając poważny wyraz twarzy, ale to nie było to. Pierwszy raz dała się złapać. Mogła być już martwa lub prowadzona do Katowni. Co by wtedy zrobił Anders? Wolała o tym nie myśleć.
Szła powoli kierując się do Dolnego Miasta. Zawsze wiedziała, jakie jest ryzyko, ale dziś… Nie. Nic się nie zmieniło. Dała się złapać, bo przestała pracować sama. To był błąd, który popełniła. Zatrzymała się widząc już z daleka Wisielca. Nie chciała tam iść. Revegne mógł być zadowolony. Nie dość, że udało mu się ujść z życiem, gdy wpadł w pułapkę to jeszcze Thrask postara się dokonać niemożliwego. Ale ona sama wciąż widziała obstawiona uliczkę. Bez wyjścia. Jej magia by nie wystarczyła. Nie bała się, że zginie. Bała się, że by przeżyła.
Nie. Nie chciała tam iść. Ale wiedziała, że jeśli się nie pojawi uzdrowiciel będzie się martwił. Jeszcze chwilę w tej słodkiej ciemności gdzie była bezpieczna.
- Revenge, musisz mi użyczyć trochę swojej siły.- pomyślała chcąc iść, ale nagle usłyszała czyjeś kroki. Były bardzo ciche. Znała je. Żałowała, że się zatrzymała, gdy zdała sobie sprawę, do kogo należą.
- Fenris.- powiedziała na przywitanie
ﻰ
Weszli razem do Wisielca. Patrzył, jaka ulga maluje się na ich twarzach. Widział jak Anders chciał ją objąć, ale w porę się rozmyślił. Rozmawiali we trójkę. Jakąkolwiek tajemnice Hawk miała z Andersem templariusz też o niej wiedział. Na początku myślał, że chodzi o coś błahego. Avannath czasem zachowywała się dość… nieprzewidywalnie. Ale dziś już wiedział, że sprawa była bardziej poważna. Cokolwiek to było, sprawiło, że Anders usiadł przy jednym barze z templariuszem, jak by był jego starym kumplem. A przecież jeszcze przed chwilą ledwie mógł znieść rozmowę o nim. To samo sprawiło, że stała tam sama. Przed jedna krótką chwilę przypominała mu siebie, gdy jeszcze uciekał przed łowcami, próbując ukryć się w ciemności. Chciał o to zapytać, ale zrezygnował widząc jej spojrzenie.
Hawk była twarda. Wiedział to w chwili, gdy się spotkali. Na początku obserwował ją, pilnował czy się nie zmienia, czy nie poddaje demonom. Potem… była to już tylko wymówka. Z czasem rozróżniał różne znaki, gesty. Kiedy śmiała się naprawdę, a kiedy uśmiech tylko przykrywał inne emocje. Wiedział jak zachowuje się, kiedy odpowiadając na pytania pomijała prawdę. I wiedział, że cokolwiek stało się dzisiaj musiało ją nieźle przestraszyć. Mogła próbować to ukryć przed innymi, ale jego nie mogła już oszukać.
Nie dał po sobie poznać, że coś zauważył. Gdy wahała się wejść do Wisielca, do którego wpadała przecież o każdej porze dnia i nocy. Nie chciał jej zadawać pytań, na które prawdopodobnie nie chciałaby odpowiedzieć. Nie dzisiaj. Zaoferował tylko to, co mógł zrobić. Pomógł jej pokonać strach i poszedł z nią.
Spojrzał z nienawiścią na uzdrowiciela, z którym teraz rozmawiała. Cokolwiek to było pozwolił jej na to. Był słaby, a ona potrzebowała kogoś silnego. Magia. Gdyby tylko nie było w niej magii…
Widział jak żegna się z nim. Chciał pójść z nią, ale się nie zgodziła. Razem z templariuszem wyglądali już jakby kamień spadł im z serca. Templariusz chciał ruszyć za nią, ale zatrzymała go ciężka ręka uzdrowiciela. Już nie byli przyjaciółmi.
Poszedł za nią. Tak, tylko dla pewności, czy dotrze bezpiecznie do domu. W połowie drogi zatrzymała się i zmieniła kierunek. Poszła do doków. Wiedział gdzie idzie. Zdziwił go tylko, że wybrała tym razem inna drogę do przystani. Kiedyś przypadkiem zauważył ją tutaj, nad zatoką, skąd był najlepszy widok na twierdzę. Przychodziła tu raz na jakiś czas. Zastanawiał się, co tak naprawde myśli patrząc na nią. Strach przed kręgiem? Dumę, bo wciąż była wolna? Czy gniew…
Nie powinna tu przychodzić sama nocą. Z uliczki wyszła ciemna postać. Drobny bandyta. Zatrzymał się zauważając ją i po chwili ruszył w jej stronę. W jego reku błysnęła stal. Elf sięgnął po miecz, ale zawahał się. Jak przewidział zauważyła go nim jeszcze do niej podszedł. Kula ognia zaświeciła na jej dłoni. Bandyta zatrzymali się i zmienił kierunek.
Opuścił dłoń z klingi.
Ile razy był tu, gdy stała sama wpatrując się w warownie? Chciał podejść, ale nie mógł tego zrobić. Powiedziałby za dużo a to nie miało sensu. Nie miało przyszłości. Spojrzał w niebo, bo księżyc zakrywał właśnie obłok, i na nią. Też na niego patrzyła.
- Co się dziś stało?- pomyślał.
ﻰ
Wracała już zwykłą drogą. Myślała, że z Wisielca pójdzie prosto do domu. Nie zrobiła tego jednak. Musiała sobie coś udowodnić- że strach jej nie pokonał. Twierdza jej nie pokonała. Zrobiła to, ale teraz nadal nie czuła się pewnie. Wiedziała, że jutro to przejdzie i spojrzy na dzisiejszy wieczór z innej strony. Było źle, ale wyszła z tego. Nie powiedziała Andersowi o Thrasku. W zasadzie nie powiedziała mu nic. Co mogła zresztą powiedzieć mu na środku Wisielca?
- Nie martw się.- szepnęła tylko, gdy wychodziła.
Zauważyła ulgę w jego spojrzeniu jak tylko ją zobaczył. W zasadzie nawet nie pytał. Bal się, że już jej nie zobaczy. Widziała to w jego oczach. Mógł już być spokojny. Revenge nie pojawi się przez kolejne kilka dni. Sebastianowi przykazała by pilnował Thraska jak by od tego zależało wszystko. Sama nie mogła go chronić. Nie w twierdzy, nie wzbudzając jego podejrzeń. Spojrzała na dom elfa przechodząc obok niego. Przypomniała sobie jego oczy i poczuła się pewniej. Gdyby był obok niej nie bałaby się już. Uratował ją z pustki. Nawet widok jego opuszczonej rezydencji dodawał jej sił. Ruszyła dalej. Wiedziała że nie powinna nawet tak myśleć, ani czuć w ten sposób.
ﻰ
Poranek wydawał jej się taki nierealny po tym, co wydarzyło się wczoraj. Cienie zniknęły. Musiały zniknąć. Stwierdziła że może pozwolić sobie na spóźnienie i stała pod prysznicem czując jak woda zmywa z niej wszystko. cokolwiek pozostało jeszcze po wczorajszej nocy. Pozostały znane emocje. Pewność. Gniew. Troska o jej drużynę i nic więcej. Avelina nie mogła dziś iść z nimi, więc wybrała zamiast niej uzdrowiciela.
Czekali na nią pod bramą. Przyjemniej on i Fenris. Anders siedział na ławce patrząc na rynek, a elf stał jak zwykle oparty o drzewo patrząc w przeciwnym kierunku. Uśmiechnęła się. Cokolwiek się stało nie zdołało jej pokonać. Nie. Sprawiła tylko, że była silniejsza.
- Gdzie Izabela?- zapytała.
- Jak nie przyszłaś po piętnastu minutach, stwierdziła, że i tak się jeszcze spóźnisz i poszła do Wisielca. Czekamy to od czterdziestu minut.
- Przepraszam. Zaspałam.- rzuciła ignorując jego zdziwione spojrzenie. Spojrzała na elfa. Zamrugał powoli i odwrócił wzrok- Więc poczekamy na nią.
- Avannath, co się wczoraj stało?- zapytał cicho Anders.
- Nic takiego. I przez najbliższe dni już się tym nie będę zajmować.
- Czy ktoś…
- Nic się nie stało.- powiedziała patrząc mu w oczy.
Wiedziała, że go tym rani, nie mówiąc mu prawdy. Wolała jednak to niż jakby miał znaleźć się w niebezpieczeństwie przez nią.
Izabela przyszła po piętnastu minutach.
U podnóża Sundermont rozprawili się z grupką bandytów okradająca wędrujących kupców. Uzupełniła zapasy ziół w dalijskim obozowisku i ruszyli do jaskiń. Tam znaleźli kolejną grupkę. Pozostała jeszcze trzecia. Zastanawiała się gdzie mogli się ukrywać i ostatecznie ruszyła z powrotem zamierzając sprawdzić pobliski wąwóz. Przy drodzę stało kilku ludzi. Zatrzymała się nim się zbliżyli. Z tej odległości mogła już dostrzec detale na ich strojach. Spojrzała na twarz elfa. Nie. Myliła się. To nie byli łowcy. Po cokolwiek tu byli nie zatrzymali ich. Jej druzyna musiała wyglądać dziwnie w ich oczach. Być może czekali na kolejnych mniej licznych i na pewno mniej uzbrojonych wędrowców. Jej wspaniałomyślność nie była jednak dziś w najlepszych kondycji. Minęli ich nie zaczepiając bandytów.
Cel zlecenia znaleźli niedaleko wąwozu. Nie była dziś zbyt rozmowna, co Anders nie mógł nie zauważyć i co jakiś czas patrzył na nią, jakby czekając czy się czymś zdradzi. Bezskutecznie. Po wczorajszej nocy nic już nie pozostało. Popełniła błąd i dostała szansę, której już nie zmarnuje. To wszystko. A jeśli plan Thraska przejdzie, nie będzie już potrzebna.
Było już południe, gdy dotarli do miasta. Merrill czekała na nich w Wisielcu. Spojrzała na jej uśmiech i dziękowała sobie, że jej też w to nie wciągnęła. Nikogo już nie wciągnie. A Anders powinien zapomnieć, że cokolwiek mu powiedziała. Była sama. Tak jak na początku.
Była tam z nimi, ale nie wiele rozmawiała. Po chwili pozostał już tylko Varric i Merrill. Nie chciała iść do domu. Jak ona przeżyję te kilka dni? Oczekiwań, niepewności. Teraz wszystko było w rekach Thraska. Jeśli mu się nie uda, wróci. Mogła pojawić się w Katowni, wspomnieć o Revenge. Thrask pewnie by się wygadał. Ale był tam tez Sebastian. Nie, musiała pozostawić sprawy swojemu biegowi. Wyszła z tawerny, jej przyjaciele zajęci rozmowa nawet tego nie zauważyli.
Zatrzymała się pod domem elfa. Zastanawiała się jak sypia. Czy może spać, gdy nad nim wisiała taka groźba. Ona po części kryła się pod kapturem. Ścigali Revenge nie ją. Czy Danarius śnił mu się w nocy? Czy w snach nadal słuchał jego poleceń? Czy uciekał przed łowcami i budził się łapiąc za miecz? Nie mogli jej złapać. Musiała dostać też tego maga krwi. Bez względu na wszystko.
- Nie złapią mnie.- pomyślała i chciała ruszyć dalej, gdy nagle usłyszała dźwięk rozbijanego szkła. Był zbyt mocny by mógł to być strącony wazon. Nie. W jego domu, z tego co zauważyła nie było nawet wazonów.
Nie zapukała, weszła cicho na palcach starając się nie zrobić najmniejszego szmeru. Stanęła przed wejściem widząc połowę salonu, w którym kiedyś siedzieli. Na ścianie pełzały cienie płomieni z niewidocznego dla niej z tego miejsca palącego się kominka. Na ścianie była duża czerwona plama. Spływało z niej strużkami czerwone wino na ziemie, gdzie w małej kałuży leżała roztrzaskana butelka. Wychyliła się ostrożnie. Stał tyłem do niej oparty o kominek i patrzył w ogień. Koło niego leżało więcej szkła. I więcej czerwonego wina wsiąkającego w starą podłogę.
- Musiał mieć bardzo zły dzień.- pomyślała nie wiedząc czy wejść czy wycofać się póki jeszcze mogła.
- Musisz mieć bardzo wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach, jeśli myślisz, że cię nie słyszałem.- usłyszała jego chłodny głos.
Tak. Musiał mieć bardzo zły dzień… ale nie mogła się już wycofać.
Weszła nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
- Usiądź, jeśli już przyszłaś.- powiedział tym samym tonem.
Świetnie. Wczoraj wpadka z Revenge dziś rozwścieczony elf.
Usiadła przy stole. Stało jeszcze na nim z tuzin butelek czerwonego wina. Podejrzewała, że jeszcze tej nocy wszystkie skończą na ścianie.
Nie mówił nic stojąc nadal wpatrzony w ogień.
- Mały wybór kolorów.- mruknęła.
- Co?- zapytał nie odwracając się.
- Do przemalowania ściany.- powiedziała zerkając na plamę po drugiej stronie.
Odwrócił się i spojrzał na ścianę a potem na nią. I w końcu się uśmiechnął słabo, smutnym uśmiechem, ale jednak.
Zignorowała fakt, że jej serce podskoczyło na widok tego uśmiechu i jego smutnych oczu.
- Ciężki dzień?- zapytała.
- Dziś mijają trzy lata odkąd uciekłem. I nadal… nie czuje się w pełni wolny.
- Przyjdzie.- powiedziała- A wtedy go dopadniemy.
- Nie chodzi o to.- powiedział ciszej i znów odwrócił się do kominka patrząc w ogień- Opowiadałem ci jak uciekłem?
Zaprzeczyła głową zapominając, że tego nie widzi nie spuszczając z niego wzroku.
- Zrobił błąd, który nieomal kosztował go życie. Na wyspie szalał bunt. Gdy chciał uciec okazało się, że w statku jest miejsce tylko dla elity. Nie mogli zabrać mnie.
- Zostawił cię?
- Nie miał wyboru. Widok jego twarzy jak patrzył na mnie, gdy odpływali- bezcenny- powiedział, była pewna, że na jego twarzy był teraz uśmiech.
Może mogłaby się przesiąść na drugą stronę? Wtedy mogłaby widzieć jego twarz…
- Zostałem sam. Ranny. Nie miałem dużo szans na przeczycie. Znaleźli mnie qunari.
- Co się stało potem?
- Pomogli mi. Wyleczyli. Byli wolni i łatwo okazywali emocje. Każdy z nich sam decydował o swoim losie. Byłem z nimi rok. Żyłem, walczyłem, przelewałem krew.. Wcześniej nie wiedziałem, czym jest wolność. Nie znałem innego życia. Ale to… nie mogło trwać wiecznie.
- Któregoś dnia Danarius wrócił. Widziałem ulgę na jego twarzy, gdy mnie zobaczył. Jego inwestycja przetrwała.- powiedział patrząc z nienawiścią na swoje znaki na ręce.
- Qunari wiedzieli, kim byłem.- mówił dalej- Nie chcieli mnie oddać. I wtedy Danarius kazał mi ich zabić. Uśmiechał się przy tym, wiedział, że posłucham. I maił rację… Zabiłem ich wszystkich.
- Dlaczego to zrobiłeś?- zapytała po chwili.
- Nie wiem. Nigdy nie byłaś niewolnikiem Hawk. Nie wiesz jak wygląda takie życie. Trwasz z minuty na minutę, czekając tylko na kolejne polecenie. Skazany na kaprysy i humor swojego właściciela. Nie jesteś istotą. Nie masz własnej woli. Jesteś tylko własnością. Ale wtedy… Gdy spojrzałem na ich ciała. Nie mogłem… Uciekłem. I uciekam do tej pory.
- Dopadniemy go.
Nie odpowiedział. Patrzyła na niego. W tym było cos więcej.
- Idź już Hawk...
- Czego się boisz?- zapytała podchodząc do niego- Pomogę ci z nim, przecież wiesz. Wszyscy ci pomożemy.
- Nie. Nie chce żebyś mi pomagała.- powiedział patrząc na nią- Obiecaj mi to.
To nie były jego słowa. To były jej słowa. „Obiecaj mi to Anders, spójrz mi w oczy i powiedz, że mi nie pomożesz" Chciała go chronić, teraz Fenris chciał ją. Przed czym?
- Czego się boisz?- powtórzyła stanowczo i kiedy jego wzrok stał się smutny dodała- Tak łatwo się nas nie pozbędziesz.
Spojrzał znów na ogień i wtedy zrozumiała. Danarius. Qunari. Uratowali mu życie. Żył z nimi rok. A zdradził ich na jedno jego słowo.
- Nie jesteś już niewolnikiem.- powiedziała mocnym głosem- Nie myślisz już jak niewolnik i już nigdy nie będziesz! Nie zdradzisz nas.
- Skąd możesz to wiedzieć?- zapytał. Widziała na jego twarzy ironiczny uśmiech- Zawsze go nienawidziłem a..
- Bo ja ci na to nie pozwolę.- przerwała mu. Spojrzał na nią jej oczy płonęły teraz nieznanym blaskiem- Wyciągałeś mnie z pustki. Uratowałeś przed własnym zaklęciem… Tam byłeś sam. Tu masz nas. Masz mnie. Nie wierze, że mógłbyś to zrobić, ale jeśli to się stanie powstrzymam cię.
Uwierzył jej. Może, więc była jeszcze dla niego nadzieja. Nie wiedział, co miał odpowiedzieć. Proste dziękuje nie wystarczało, ale cokolwiek odpowiedniejsze przychodziło mu na myśl mówiło zbyt dużo.
- Chcesz rozbić pozostałe butelki?- zapytała.
Uśmiechnął się.
- Może później.- odparł.
Poczuła się nagle strasznie słaba. Na samą myśl o tym, że Danarius mógłby mieć nadal na niego jakiś wpływ… Na samą myśl o tym, że mógłby z nim wrócić jej serce zaciskało się w żelaznych okowach. Mogła to wszystko stracić przez wczorajsza wpadkę Revenge.
Zachwiała się. Tym razem ją złapał.
- Avannath!- powiedział przytrzymując ją.
No tak. Za bardzo przejęła się Revenge. Do tego ledwie spała w nocy.
- Może uzdrowiciel powinien…
- Tylko nie Anders!- jęknęła- Nic mi nie jest. To tylko zmęczenie.
- Czy to wiąże się z wczorajszym wieczorem?- zapytał nadal trzymając ją w pasie.
Spojrzała na niego.
Nie mógł nic wiedzieć. Nie mógł…
- Nie patrz tak na mnie. Widziałem, że coś się stało. Od kiedy Anders pije razem z templariuszem?
- To moja wina.- powiedziała próbując się oswobodzić, ale była zbyt słaba i była by upadła gdyby ją znów nie złapał.
- Niech cię..!- pomyślała, gdy znów wziął ja na ręce.
Zaniósł ją na gorę na łóżko, na którym kiedyś spała.
- W porządku?- zapytał siadając obok.
- Już ci mówiłam, że nic mi nie jest- powiedziała chcąc usiąść, ale zrobiło jej się czarno w oczach i znowu opadła na poduszkę.
- Jutro rano idziesz do Andersa.- powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Tak jest.- odburknęła i przekręciła się na bok tyłem do niego.
- To tylko zmęczenie.- pomyślała patrząc na swoją dłoń, która lekko drżała. Przypomniała sobie swoje ostatnie zaklęcia. Nie wszystkie działały tak jak trzeba. Przywołała płomień. Wahał się niestabilnie i zgasł. Tylko nie to… Zacisnęła dłoń.
- Nic ci nie będzie.- powiedział pewnie elf zakrywając jej dłoń swoją. Dlaczego to zrobił…? Stalowa rękawica. Chłód. Zadrżała.
Zabrał dłoń, gdy to zobaczył. Teraz odwróciła się w jego stronę patrząc mu w oczy. Nadal czuła słabość ogarniającą ją. Nie chciała się jej poddać.
Nie powinnaś patrzeć mu w oczy. Nic z tego nie będzie.
- Możesz ją zdjąć, na chwilę?- poprosiła.
Zdjął rękawicę i tym razem wyciągnął dłoń w jej stronę. Nie powinna tego robić. Wyciągnęła rękę i ich dłonie znów się spotkały. Znów to poczuła, tym razem było słabsze, ale głębsze. Przesuwała palce po jego dłoni, powoli, delikatnie. Miał ciepłe dłonie. I znów pierwszy się wycofał. No tak, była przecież magiem. Nawet, jeśli coś poczuł musiał zdawać sobie z tego sprawę.
Widziała, że chce wstać.
- Fenris… Mógłbyś zostać ze mną na chwilę?- zapytała, wiedziała że jutro będzie tego żałować, ale po tym jak zobaczyła, że jej podstawowy czar słabnie zaczynała lekko panikować.
Spodziewała się, że spojrzy na nią zaskoczony. Spodziewała się wszystkiego. Ale nie tego, że skinie głowa bez słowa.
Spojrzała znów na swoją rękę. Na jej dłoni zaczął pojawiać się lód. Zbyt wolno zbyt opornie. Jej dłoń zadrżała.
- Nie rób tego.- powiedział i znów złapał ją za rękę. Tym razem dłonią bez rękawic.
Nie cofnęła lodu. Patrzyła jak sam zanika na jej dłoni trzymanej przez niego, choć wcale tego nie chciała. Mogli ja wszyscy zranić i jakoś by to zniosła. Ale nie to. Magia nigdy jej nie zawodziła. Zawsze była na zawołanie. Tylko nie magia. Zamknęła oczy.
- Avannath spójrz na mnie.
Idź stąd i zostaw mnie w spokoju. Odejdź. Nie potrzebuje cię.
Puścił jej rękę.
Cisza.
Proszę odejdź.
Łóżko zaskrzypiało, ale nie wstał. Znów położył dłoń na jej. Poczuła ciepło jego skóry. Czuła się taka słaba. Tylko jego dotyk dodawał jej sił. Gdyby nagle pojawiło się zagrożenie rzuciłaby może parę iskier. Otworzyła oczy, w których błyszczała jedna łza. Leżał naprzeciwko niej. A w jego oczach zobaczyła spokój, pewność. Chciała zabrać dłon, ale jej nie puścił.
Spuściła wzrok patrząc na ich dłonie leżące razem.
- Na jednej z misji, Danarius rzucił zbyt wiele zaklęć.- powiedział spokojnie niemal ciepło- Gdy skończył i wróciliśmy do twierdzy, nie mógł nawet rozpalić ognia w kominku. Złościł się przez kilka godzin. Dopiero kolejnego dnia jego umiejętności wróciły. Rozmawiał o tym z swoimi gośćmi. Niektórzy opowiadali, że też im się to przydarzyło.
- To nie jest wyczerpanie magiczne.- powiedziała.
- Wiem, wtedy miałabyś białą skórę. Jeden z magów powiedział, że jego magia osłabła na kilka dni po spotkaniu z grupa golemów, której musiał sam stawić się czoła. Myślał, że zginie. Czy to…- jego dłoń lekko zacisnęła się na jej i rozluźniła- Stało się wczorajszego wieczoru?
Nie odpowiedziała. Może miał rację. Może jutro lub za kilka dni wszystko wróci do normy. Chciała znów przywołać lód.
- Nie rób tego.- Powiedział czując pojawiający się chłód.
- Nie jestem słaba.
- Nie. Nie jesteś.
Spojrzała na niego. Powiedział to spokojnie i pewnie. To samo było w jego oczach. Uwierzyła mu.
Uspokoiła się. Jeśli to nie to, Anders na pewno cos wymyśli. Kto mógł tez wiedzieć więcej od ducha pustki? Zamknęła oczy czując ogarniające ją zmęczenie. Ale była już spokojna. I Bezpieczna, bo wciąż trzymał ją za rękę.
Obudziła się po kilku godzinach. Ne zewnątrz było nadal ciemno i podejrzewała, że był środek nocy. Znów nie mogła spać. Nadal leżał obok niej, miał zamknięte oczy i jego oddech był spokojny.
- A więc jednak miał spokojne sny.- pomyślała wpatrując się w niego. Był tak blisko.
Białe włosy opadały mu łagodnie na policzek. Wyswobodziła najdelikatniej jak mogła rękę . To była jedyna okazja by przekonać czy naprawde są takie miękkie w dotyku, na jakie wyglądają. Wyciągnęła dłoń w jego stronę. Przesuwając ją powoli centymetr po centymetrze bliżej jego twarzy. Wstrzymała oddech. Już prawie…
- Co robisz?
Zabrała szybko dłoń pod wpływem przenikliwych zielonych oczu.
- Ja… pająk.
Wstał i strzepnął z włosów nieistniejącego pająka. W środku niej aż coś się skręciło, gdy łagodnie przejechał po białych kosmykach palcami. Była tak blisko.
- Będę na dole jak byś mnie potrzebowała.- powiedział i wyszedł.
- I po co to zrobiłam.- pomyślała patrząc w miejsce gdzie przed chwilą leżał. Chciała dotknąć miejsca gdzie leżałby poczuć ciepło, które pozostawił, ale spojrzała podejrzliwie w stronę drzwi i zrezygnowała.
Obudziła się z samego rana. Znów była w jego łóżku. Tym razem jednak postanowiła to zignorować. Nie miała innego wyjścia. Spojrzała na swoja dłoń. Ogień. Wczoraj ledwie się tlił i zgasł nim mogła dać mu więcej energii. Usiadła i skierowała dłoń przed siebie. Skupiła się na magii zbierając energię.
- Jeszcze trochę… Nie jestem słaba. Jeszcze trochę… Dam radę.- pojawiła się myśl w jej głowie.- Błagam niech się uda…
Kula ognia wystrzeliła z jej dłoni otaczając płomieniami pobliski fotel. Machnęła instynktownie dłonią i mebel pokrył się lodem lekko dymiąc.
- Chyba… się udało.- pomyślała czując ulgę i mając nadzieję, że elf nie był do niego przywiązany. Kolejna rzecz, którą zniszczyła w jego domu. Rzuciła się z powrotem na łóżko szczęśliwa jak nigdy przedtem.
Fenris wyszedł cicho na gorę i stanął w cieniu za drzwiami patrząc na śpiącą magiczkę.
- Avannath.- wypowiedział w myślach jej imię.
Przywoływała burze ognia, jakiej nigdy nie zdołał Danarius, a wczoraj była tak krucha i delikatna jak płatki kwiatu. Zawsze go zaskakiwała i co gorsze, poruszała coś w jego sercu, czego się bał. Lubił na nią patrzeć. Obserwować jak się śmieje. Jak podejmuje z zdecydowanym głosem trudne decyzje. Nawet podobał mu się jej ogień, który pojawiał się nie tylko na jej dłoni, ale też w spojrzeniu zawsze wtedy, gdy czuła silne emocje.
Magiczka poruszyła się. Będzie musiał tu posprzątać w razie jak by chciała jeszcze kiedyś go odwiedzić... Zamrugał w chwili, gdy usłyszał hałas, a gdy otworzył oczy pościel i magiczka zniknęły.
- Avannath?- zapytał wychodząc z cienia zapominając, że chował się w nim.
- Zaraz zejdę!- usłyszał zirytowany głos dobiegający z zza łóżka.
Patrzył w tamta stronę zdezorientowany. Znał wielu magów, ale Avannath na pewno nie przypomniała żadnego z nich.
Mógł ją, więc zostawiać. Sądząc po spalonym fotelu, na którym wciąż błyszczały igiełki lodu jej magia wróciła. Zszedł na dół tak by słyszała jego kroki.
Wstała wściekła wyplątując się z pościeli i spojrzała piorunującym wzrokiem na pająka chodzonego na poduszce, obok miejsca gdzie jeszcze przed chwilą była jej głowa.
- Naprawdę mógłby tu posprzątać!- pomyślała.
Zeszła na dół. Fenris stał przy oknie patrząc na ulicę. Zatrzymała się.
- Kiedy to się właściwie zaczęło?- pomyślała. Dotyk. No tak. Choć w jego obecności zawsze czuła się nie do końca pewnie. Jakby coś wewnątrz niej mówiło – Uważaj na niego.- Stał tu, ale czuła, że tak naprawdę dzieli ich wszystko. Była w niej magia.
- Dziękuje za wczoraj.- powiedziała, nie odwrócił się- Przepraszam, że znów sprawiłam ci kłopot.
- To nic takiego.- powiedział i podszedł do niej.
Stanął i patrzył w jej oczy jakby chcąc coś z nich wyczytać.
- Ja…- zawahała się pod wpływem jego spojrzenia- Moja magia wróciła.
Skinął ledwie zauważalnie głową.
Jej oczy były już pewne. Nie pozostało nich śladu po wczorajszej słabości. Była już na powrót potężnym magiem. Magiem, których się obawiał i których nienawidził. Wczoraj jednak jej dłoń, która zwykle wyrzucała płomienie była tak słaba w jego dłoni. Tego przecież chciał. By magia ja opuściła. Zawsze sądził, że taki dar to przekleństwo. Wczoraj jednak zrozumiał dla niej jest on czymś więcej. Jest jej częścią. Jak powietrze, którym oddychała, dzięki któremu żyła. I będzie musiał się z tym pogodzić, bo nigdy nie będzie inaczej. Nie. Magia w jej dłoniach nie była przekleństwem. Nie była groźna dla niego. Ufał jej. I cokolwiek się stanie, gdy spotka Danariusa wiedział, że będzie w stanie go powstrzymać. Nie mogąc znieść jej spojrzenia podszedł z nów do okna.
- Powinnaś iść do uzdrowiciela. Na wszelki wypadek.- powiedział.
- Wiem.- powiedziała i słyszał jak idze do drzwi.
- Avannath…- słyszał jak się zatrzymała- Chce żebyś wiedziała, że jestem tu, jeśli będziesz mnie potrzebować.
- Wiem dziękuje, ale dziś raczej nie przewiduje żadnych misji.
- Nie mam na myśli tylko misji. Ani tylko rozmowy.
I dopiero teraz spojrzał na nią. Stała nieruchomo w połowie drogi do drzwi. Jakby zaskoczona jego słowami. Spojrzała na niego badawczo jakby chcąc upewnić się czy dobrze usłyszała.
I wtedy uśmiechnęła się lekko. Tak jak nie uśmiechała się jeszcze do nikogo. I choć w jego umyśle wciąż krzyczał głos, że nie powinien tego robić. Że mimo wszystko ona nadal jest magiem. Że nie powinien jej lekceważyć i spuszczać gardy. Odwzajemnił uśmiech czując jak jego serce po raz pierwszy zaczyna bić naprawdę wolne.
Gdy wyszła obserwował ją jak szła ulica aż zniknęła za rogiem. To uczucie tez było obce. Ale, pomimo że wciąż wisiała nad nim groźba Danariusa, pomimo że zrobił coś wbrew sobie widząc jej wzrok jak na niego patrzyła, jak się uśmiechała czuł, że to już nie jest takie straszne. Nie był już sam.
Myliła się… Na stwórcze myliła się. Nie nienawidził jej tak bardzo jak sądziła nawet wiedząc, że była magiem. Widziała w jego oczach akceptacje, walkę i decyzję. Miała ochotę skakać ze szczęścia. Z przeciwko szedł patrol straży miejskiej.
- Avelino!- powiedziała rozpromieniona na powitanie uśmiechając się.
- Coś masz dziś dobry humor Hawk.
- Wydaje ci się.
- Izabela wciąż jęczy o ta zatokę.
- Powiedz jej żeby wybrała wieczór.- rzuciła. Czy naprawde Kirkwall było dziś takie kolorowe czy to tylko jej odczucie?- Szykuj strój Avelino!- powiedziała do coraz bardziej zaskoczonej strażniczki i odwróciła się chcąc odejść.
Avelina położyła jej rękę na ramieniu.
- Co się stało? Opanowałaś wreszcie tę barierę czy to zasługa Sebastiana?- zapytała, ale magiczka tylko machnęła ręką jakby to były drobnostki.
- Nic się nie stało, po prostu mamy piękny dzień.
- Hawk.- powiedziała patrząc jej w oczy.
- Jesteś wspaniała Avelino!- powiedziała i ruszyła zostawiając osłupiałą strażniczkę.
- My tez tak sądzimy.- odezwali się strażnicy.
- Cisza!
- Musze się dziś wybrać do wisielca i dowiedzieć, o co chodzi.- Pomyślała strażniczka ruszając dalej.
Wróciła do domu i rzuciła się na łóżko. Stwórco, wydawało jej się, że czasem na nią patrzył Brala to jednak za zwykłą obserwację, czy jako nie poddaje się demonom. Nigdy nie sądziła, że mógłby patrzeć na nią w ten sposób. A jednak… Wstała nie mogąc znaleźć sobie miejsca i poszła na rynek. Usiadła na ławce łapiąc na twarz promienie słońca. Nagle zdała sobie sprawę, że z boku dobiegają cieniutkie piski. Na jej twarzy pojawił się całkiem nieodgadniony wyraz, a po chwili zastąpił go uśmiech. Ruszyła do dzielnicy krasnoludzkich kupców i podeszła do jednego ze stoisk.
- Serach oferuje najlepsze…- zaczął krasnolud.
- Potrzebuje czegoś specjalnego.
- Na specjalne zamówienie sprowadzamy egzotyczne gatunki. Jaki sobie życzysz serah?
- Sam wybierz. Koszt nie ma znaczenia.
- Dobrze serah będzie pojutrze. Nie zawiedziesz się.
Ruszyła z powrotem i wpadła na Izabelę.
- Hawk, szukałam cię.
- Cos się stało?
- Chodzi o statek.
- Co z nim?
- Dostałam cynk, że skurczysyn, który kiedyś ukradł mi okręt będzie na dniach w Kirkwall. Chciałabym wiedzieć czy mogę liczyć…
- Oczywiście. Daj tylko znać jak się zjawi. Avelina ci mówiła?
- Nie spotkałam jej jeszcze dzisiaj.
- Nadal chcesz iść nad zatokę?
- Oczywiście!- ucieszyła się- Kiedy planujesz nasz wypad?
- A kiedy byś chciała?
- To może dzisiaj? Spotkamy się dziś po południu w wisielcu. Och powiem pozostałym…- powiedziała i ruszyła ucieszona.
Avannath też się uśmiechnęła, ale z innego powodu. Właściwie nie sądziła żeby elfowi spodobał się ten pomysł a wtedy… Wystarczy, że pójdzie z nimi i podgrzeje wodę..
- A kiedy wrócę…- pomyślała- Na stwórcę pokaże ci, że nie możesz rzucać słów na wiatr!
Dziś nawet, Mrokowisko wydawało jej się ciepłe i przytulne.
Zajrzała do Kliniki, ale nie miał teraz pacjentów.
- Anders.- powiedziała uśmiechnięta.
- Avannath.
- Ja…. Mam pewien problem.
- Wiesz, że możesz do mnie przyjść ze wszystkim.- powiedział wskazując jej fotel obok.
Więc już zdążył jej wybaczyć.
- Wiem, i przepraszam, że ostatnio byłam taka… tajemnicza.
- Martwiliśmy się o ciebie.
- Wiem, i przepraszam.
- Nie zamierzasz mi powiedzieć, co się stało?
- Mogę powiedzieć tylko to, że jeśli się uda, Revenge nie będzie juz nigdy potrzebny.
- Oby to była prawda… Więc, o co chodzi?
- Wczoraj, moja magia trochei zawiodła. Nie mogłam przywołać nawet najmniejszej kuli ognia nie mówić już o lodzie.
- To cię cieszy?
- Nie. Po prostu…
- Myślałem, że zostawiłaś tego templariusza.- powiedział z pochmurnym spojrzeniem.
- Anders, to już przeszłość.
- Dobrze. Daj ręce.
Podała mu dłonie.
- Jesteś pewna, że…?
- Nie to nie było wyczerpanie magiczne.
- Nie wiem, co to było, ale dziś najwyraźniej twoja energia ma się w doskonałej kondycji. Mogę zakładać, że to reakcja po silnych przeżyciach albo spotkaniem z kimś, kto ma umiejętność wysysania energii magicznej.
- Myślisz, że to może się powtórzyć?- zapytała a jej uśmiech trochę zbladł.
- Avannath nawet nie wiem, która z tych opcji jest gorsza, ale unikaj tego. Magia nie znika od tak. Jest jak krew, która płynie w naszych żyłach.
- Będę uważać.
- Boje jak tak mówisz. Najlepiej byłoby żeby Justice tez na to spojrzał…
- W porządku.- odpowiedziała- Jeśli musi.
- ale teraz to niewykonalne.
- Dlaczego, coś się stało?- zapytała zaniepokojona.
- Nie, on tylko… Od czasu, gdy wyciągnął cię z pustki, nie chce już mieć z tobą nic do czynienia.
- Och…
- Mówiłem, że go przestraszyłaś. Nie wiem, czym. Po raz pierwszy nie chce ze mną o czymś rozmawiać.
- Przeproś go Anders, naprawde nie chciałam. Nie wiem, co się wtedy stało.
- Wiem, nie przejmuj się przejdzie mu. Kiedyś.
- Mam nadzieję, że nie zepsułam stosunków między wami?
- O to nie musisz się martwić. Mówiłem ci, że po części jesteśmy jednym. Chwilami nie wiem gdzie kończy się Justice, a gdzie zaczynam ja.
- Żałujesz tego? Że pozwoliłeś mu zostać?
- Nie. Ma rację. Jego gniew jest mocniejszy niż mój, ale dzięki temu jestem tylko silniejszy, kiedy trzeba. Poza tym już żaden demon mnie nie opęta.
- Nie jest taki zły jak myślałam na początku. Trochę zbyt gwałtowny, ale.. nawet za to zdołałam go polubić.
- W jednej rzeczy się z tobą zgadza.
- Jakiej?
- Revenge.
Uśmiechnęła się.
- Może jednak jedna osoba zdoła zmienić świat, ale- dodała ku zdziwieniu uzdrowiciela- nie będzie nią Revenge.
- Jeśli będziesz coś wiedzieć…
- Jeśli się uda, wkrótce będzie o tym głośno. I Anders…- stanęła przed nim i spojrzała mu w oczy- Kiedy Sebastian ci powiedział… Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy, że nie ruszyłeś wtedy by mnie szukać.
- Dałem ci słowo, ale nadal…
- Wiem.- przerwała mu uśmiechając się ciepło- Cieszę się, że udało ci się dotrzymać obietnicy. Nie zasługuje na takiego przyjaciela jak ty.
- Hawk gdyby cos ci się stało…
- Nie myśl w ten sposób.- powiedziała i złapała go za rękę.- Spójrz mi w oczy- Nic mi się nie stanie ani tobie. Bo ja cię kryje a ty mnie.
- Avannath nie robie przecież nic.
- Robisz więcej niż myślisz. Dotrzymałeś obietnicy nawet nie wyobrażasz sobie ile to dla mnie znaczy. Zawsze stajesz po mojej stronie. Mogę tu przyjść z każdym problemem o każdej porze dnia i nocy.
Uśmiechną się ciepło.
- Bez ciebie Kirkwall nie było by już takie samo.
- Avannath.- powiedział i przytulił ją.
Trochę za mocno. Wiedziała, że mimo wszystko wciąż się o nią martwi.
- Bądź za dwie godziny w Wisielcu- powiedziała gdy ja puścił- I weź kostium kąpielowy.
- Co?
Uśmiechnęła się zatrzymując w drzwiach.
- Pomysł Izabeli.
Uzdrowiciel przewrócił oczami, ale tylko posłała mu kolejny uśmiech i wyszła.
Nie miał już wielu pacjentów, a wspomnienie przez Avannath o tym, że być może Revenge już nigdy nie będzie potrzebna poprawiło mu nastrój. Wziął strój do przebrania i ruszył wcześniej do Dolnego Miasta. Jak się okazało wszyscy oprócz elfa już byli. Usiadł przy barze z Varrickiem bo koło Hawk siedział właśnie templariusz.
- Jesteś pewien?- zapytała.
- Tak, wszyscy o tym mówią, jutro będzie wiedziało o tym całe miasto. Thrask wyciągnął takie brudy, że nikt nie może zostać obojętny nawet zakon się zaangażował.- mówił Sebastian.
- Zakon? Oby to była prawda.
- Sam widziałem wielką kapłankę jak szła przez dziedziniec katowani.
- Więc jest nadzieja.
- Thrask mówił, że widział się z tobą.
Skinęła głową obok siedziała Merrill i Avelina zajęte rozmową. Izabela piła wino rozglądając się po gościach.
- Tak. Postawił warunek.
- Wiem mówił o tym. Nawet nie wiesz jak komtur była wściekła.
- I dobrze.- pomyślała. Meredith była postrachem każdego maga w Kirkwall.
- Nigdy właściwie jej nie wiedziałam. –powiedziała zamyślona.
- Wierz mi nie masz, czego żałować. Wszędzie węszy magie krwi, a demonów szuka pewnie nawet pod własną poduszką.
Uśmiechnęła się. Izabela poszła po kolejne wino.
- Brakuje tylko Fenrisa.- powiedziała piratka dosiadając się do Andersa i Varrica.
- On tez przyjdzie?- zapytał uzdrowiciel. Byłby raczej ostatnią osobą, jaką widziałby w zatoczce.
- Tez sądziłam, że nie przyjdzie. Ale się zgodził. Ciekawe dlaczego.- powiedziała z błyskiem w oku.
Nie pytając o nic znów spojrzał na templariusza i Hawk. Izabela mówiła kiedyś, że dała mu kosza, ale dziś była w takim dobrym humorze. Musiał się upewnić. Spojrzał znacząco, na piratkę ale tylko zrobiła zdziwioną minę. Spojrzał wymownie na templariusza i Hawk, po czym znów na nią.
Zaprzeczyła zdecydowanie głową i dała znak barmanowi o dolewkę. Uspokojony sam zamówił wino.
- O cholibka…- powiedział po chwili krasnolud.
- Co jest?- zapytał wychylając kolejny łyk.
- Od kiedy elf siada obok Hawk? Zawsze siadał obok Izabeli.
- Bo my zajmujemy jego miejsce.- powiedział uzdrowiciel i zerknął niezainteresowany na nich. Zaraz jednak spojrzał z powrotem.
- Czy on…?
- Nie ma rękawic. Na tyłek Andrasty. Albo rozpadły się na kawałki albo nie mam zielonego pojęcia, co tu się dzieję.
Wrócił do picia i zauważył, że jeden z kącików ust, piratki uniósł się w górę. Wychyliła do końca szklankę mógłby przysiąc jeszcze szczęśliwsza niż przed chwilą. Na moment ich wzrok się spotkał. Spojrzał jeszcze raz niedowierzająco na Hawk i elfa i potem na piratkę. Uśmiech na jej twarzy poszerzył się. Izabela parsknęła na widok jego miny.
- Na tyłek Andrasty…-udało mu się tylko powiedzieć i szczęka krasnoluda opadła na blat.
- Myślałam, że nie przyjdziesz.- powiedziała, jego rękawice wisiały przypięte przy pasie, ręce położył luźno na oparciach krzesła. Musiała się bardzo wysilić żeby znów go nie dotknąć.
Elf widział jej spojrzenie i tylko uśmiechnął się lekko.
- Nie powiedziałbym, że to jest miejsce dla mnie.
- Ale idziesz z nami.
- Jeśli tego chcesz.- odpowiedział po chwili patrząc w bok.
- Chce.
Ich spojrzenia znów się spotkały.
- Avannath mogę cię prosić na słówko.- powiedział Avelina.
Znów zapomniała o ich obecności.
- Hawk- zaczęła strażniczka, gdy znaleźli się sami- Chce z tobą porozmawiać nim będzie za późno.
- Co się stało?
Avelina spojrzała wymownie na stolik, przy którym siedział Fenris.
- Aha.- odpowiedziała magiczka z tajemnicza miną. I zaraz się uśmiechnęła.
- Hawk!
- Co?
- Myślałam, że interesuje cię ten Sebastian.
- Oczywiście, że nie.
- Nie wiem czy.. Fenris jest odpowiednią osobą.
- Dlaczego nie?- zapytała zdziwiona.
Avelina obrzuciła ją piorunującym spojrzeniem, ale widząc, że nic to nie daje dodała.
- Avannath, nie zauważyłaś jak się zachowuje? I nie mówię tu o jego awersji do magii. Wszystkich trzyma na dystans, ciężko z nim nawet normalnie porozmawiać. Nigdy nie zdejmuje zbroi, mieszka sam w opuszczonej rezydencji. Jest w Kirkwall od dwóch lat, a nadal jest jakby duchem.
- Widać to mu odpowiada.- odpowiedziała niezbyt zainteresowana rozmową.
- Chodzi wiecznie ponury i często irytuje się z byle powodu. Jednemu strażnikowi niemal wyrwał serce jak go zaczął wypytywać o posiadłość.
- Powinnaś ich ostrzec żeby go nie niepokoili. To tylko ich wina. Poza tym, co do zbroi to dziś nie ma rękawic.
- Wildze jego dłonie pierwszy raz od dwóch lat, Hawk to nie jest normalne.
- A czy musi być?- zapytała uśmiechając się i patrząc na ich stolik.
- Na Andrastę do ciebie już nic nie dotrze!
- Raczej nie Avelino- odpowiedziała i spojrzała na nią- Rozumie twoje obawy, trochę zaufania. Fenris nie jest taki, jaki się wydaje. No może jest, ale…- powiedział i znów się uśmiechnęła jeszcze szerzej.
- Dobra wracajmy- poddała się Avelina.
ﻰ
- Idealna pora- powiedziała Izabela, gdy wyszli z Wisielca- Jak dojedzmy będzie już zachód słońca.
- Wolałam nasz babski wypad.- powiedziała cicho Merrill do Aveliny.
- Nic już nie będzie takie samo Merrill.- powiedziała strażniczka do zdziwionej elfki.
Gdy dotarli do zatoki dalijka musiała przyznac jej rację. Po raz pierwszy Varric nie odzywał się zupełnie jakby nagle zapomniał słów. Izabela uśmiechała się cały czas jakoś inaczej niż zwykle, a Anders co jakiś czas rzucał spojrzenia Fenrisowi i Avannath idących z tyłu i mrugał jakby nie wierzył w to co widzi.
- To nic takiego Anders-powiedziała do niego cicho.
- Tak myślisz?- zapytał z nadzieją.
- Tak, byli u mnie razem tylko dwa razy, a sama, Avannath przychodziła do mnie częściej.
- Była u ciebie z nim?
- Uhm. A nawet, jeśli- powiedziała oglądać się- To Fenris przynajmniej nie jest templariuszem.
- Jak by to coś pomagało.- odpowiedział lodowato.
Ruszyła przodem i wezwała kulę ognia. Ogień zapłonął ciepło. Zanurzyła dłoń pilnując by nie zgasł i po chwili woda była już ciepła.
- Cudownie- powiedziała Izabela wyskakując z ubrań. Po chwili tylko ona i elf pozostali na brzegu.
Merrill rozprawiała z Aveliną a Varric najwyraźniej odzyskując głos rozmawiał pod nosem z uzdrowicielem.
- Avannath, Fenris wchodzicie?- zapytała Izabela.
Anders parsknął.
- Idź- powiedział Fenris.
- Po co? Mam tu wszystko, czego chce.- powiedziała tak by tylko on słyszał.
Widziała błysk w jego oczach. Jego spojrzenie nabrało intensywności.
- Może później.- rzucił chłodno w stronę zatoczki.
Uśmiechnęła się.
- Hawk musze z tobą porozmawiać.- powiedział krasnolud okryty szlafrokiem.
- W porządku- powiedziała i odeszli na bok.
- Hawk ty się zastanów. On niegdyś nie ściąga tej zbroi. Kto wie, co tam jest?- powiedział teatralnym szeptem, który najpewniej elf też słyszał.
- Co?- wyrwało jej się nie wiedząc czy dobrze usłyszała.
- No wiesz, ciężko myć się w zbroi. Wierz mi sam próbowałem, tak żeby sprawdzić, więc on chyba nigdy się nie my…- spojrzał ponad jej ramię i nagle zmalał- Lepiej… już pójdę.
Odwróciła się. Na twarzy elfa nadal widniała groźba szybkiej i bolesnej śmierci.
Zaśmiała się i złapała go za rękę. Po raz pierwszy naturalnie, odruchowo i pociągnęła za sobą. Zatrzymali się za skałami chronieni przed wzorkiem innych.
- Nigdy… -zapytał- Nie myślałaś żeby go wyrzucić z drużyny?
- Setki razy.- niemal westchnęła- Ale jest dobrym łotrzykiem.
Spojrzała na niego teraz już poważnie.
- Rano powiedziałeś, że jeśli będę cię potrzebować…- powiedziała patrząc mu w oczy.
- Nic sobie takiego nie przypominam.- powiedział. Kącik jego ust uniósł się w gorę na widok jej miny.
- Avelina ma rację- mruknęła, jak by do siebie czując jednocześnie rozbawienie i cień złości.
- W czym?- zapytał szybko.
- Jesteś irytujący.
- Przeszkadza ci to?
Przyłożyła dłoń do ust udając, że się naprawdę zastanawia i z zadowoleniem obserwując jego pierwszą reakcje.
- Zastanów się dobrze, bo nie mam zamiaru być kilka razy dziennie oblewany kubłem zimnej wody.
Musiał się roześmiać widząc jej minę.
- Ja… -zaczęła nieporadnie się tłumaczyć, ale gdy zobaczyła, że się śmieje dodała- Widziałam! Wiedziałam, że wszystko słyszeliście, już ten mały karzełek tego dopilnował!
- Zastanowiłaś się już?- zapytał.
Miał takie zielone oczy. Ale na Stwórcę nigdy jeszcze nie patrzył na nią w ten sposób.
- Myślę… -odpowiedziała nie mogąc oderwać od niego wzroku- Że mi to nie przeszkadza.
Zrobił krok w jej stronę tak, że jej miękka szata niemal dotykała jego napierśnika. Ich usta były już niemożliwie blisko. Niczego nie pragnęła więcej. Zbliżyła się do jego twarzy, elf zrobił to samo. Jego usta były coraz bliżej, czuła na twarzy jego oddech i… nagle odsunął się.
- Co się stało?- zapytała czując uścisk w sercu.
Elf patrzył gdzieś za skały.
- Przepraszam.- powiedziała sądząc, że może się pospieszyła- Ja…
- Nie to.-powiedział cicho zirytowany nadal patrząc zza skały- Tam.
Zamrugała. Fenris zawsze był od niej lepszy w skradaniu jak i wykrywaniu wroga.
- Czy to…?- zapytała z niedowierzaniem.
Skinął głową.
- Zaczekaj tutaj.- powiedziała a w jej oczach czaiła się rządza mordu.
Wiedział, że musi być tym razem ostrożniejszy. Avannath… nie, ona by go nie wyuczyła, ale widział wiele razy jak Fenris chyba jedynie samym instynktem wykrywa ukrywających się przeciwników. Jeszcze jeden mały kroczek. I teraz poczeka w razie jak by coś usłyszał. Dobrze a teraz jeszcze tylko chwilka i będzie mógł zerknąć za skały…
- Co tu robisz?- niemal podskoczył na dźwięk wściekłego głosu magiczki, która nagle pojawiła się zza skał.
- Ja chciałem jeszcze o czymś z tobą porozmawiać.- powiedział Varric czując, że to był jednak błąd. Straszliwy błąd.
- Ależ wiem o czym- powiedziała z demonicznym uśmiechem, kula ognia buchnęła na jej dłoni- Do usług.
- Avannath,… Hawk, nie zachowuj się lekkomyślnie, włosy tyle, co mi odrosły- powiedział cofając się powoli- Avannath!
Płomienie pomknęła za nim.
Anders złapał za kostur słysząc krzyki krasnoluda. Pozostali zrobili to samo. Varric leciał rozpędzony, na jego włosach wciąż płonął ogień, po czym rzucili się w sam środek nich.
- Co…?- zapytała Izabela zdziwiona kryjąc się przed pryskającą na wszystkie strony wodą.
Przed nią wynurzyła się kwadratowa twarz krasnoluda.
- Cholera przeczuwałem, że to był zły pomysł. Wszystko prze głupiego elfa.- powiedział macając się po głowie gdzie na czubku sterczała kępka osmalonych włosów.
- Niech to szlag!- rzucił czując, że znów brakuje sporej ilość- A było już tak dobrze.
- Czy ty…?- zapytała Avelina.
- No ktoś musi to sprawdzić.- powiedział opierając się obok niej z widoczną ulgą, z jego głowy wciąż lekko się dymiło- Kto wie, co mogli tam robić.
- I co robili?- spytała Merrill.
- Nie wiem. –odpowiedział zły krasnolud i nagle zamyślił się- Może następnym razem się uda.
Dziewczyny roześmiały się. Nawet na twarzy Andersa chcąc nie chcąc pojawił się uśmiech.
Wróciła do niego. Na jej dłoni niechętnie gasł ogień.
- Co mu zrobiłaś?- zapytał rozbawiony, bo przed chwilą rozlegały się krzyki łotrzyka.
- Nic mu nie będzie.- odparła strząsając ostatnie płomienie z dłoni.
Stanęła obok niego tak jak przedtem.
Fenris patrzył na nią. Objął w pasie i przysunął do siebie. I wreszcie poczuła na sobie ten chłodny pancerz. Powoli delikatnie splotła mu dłonie na szyi.. Może nie powinna tego robić? Dotyk? Czy to mu nie przeszkadzało… Musiał widzieć jej wahanie. Zobaczyła w jego oczach iskrę złości, po czym wpił się w jej usta.
- Raczej nie…- i to była jej ostatnia trzeźwa myśl.
- Ja ci mówię Anders- powinieneś tam zajrzeć- powiedział krasnolud tęsknie patrząc za skały.
Uzdrowiciel przypomniał sobie jak ostatnio skończyło się słuchanie rad krasnoluda. Naramienniki nadal leżały zniszczone w kufrze.
- Nie.- warknął.
- Ale ten elf…
Anders zakrył dłonią twarz.
- Stwórco... będę żałował, że to powiem, ale przynajmniej nie jest to ten templariusz. Już wolę tego… wypłosza z Tevinter. Avannath zresztą ma trochę rozumu w głowie sama zauważy, że z nim jest coś nie tak.
- Myślę, że jak do tej pory tego nie zauważyła to już nic nie pomoże. Zresztą chyba jej się to właśnie podoba.- powiedziała strażniczka.
- Przejdzie jej.- powiedział Anders i popatrzył błagalnie na Izabelę.
Piratka wychyliła ostatnią kroplę z butelki, która jakimś cudem pół godziny temu pojawiła się w jej ręce i zaprzeczyła głową.
- Nie.- rzuciła- Na to bym nie liczyła.
- Od kiedy jesteś takim znawcą?- zapytała strażniczka.
- Wystarczy tylko czasem posłuchać, co mówi.- powiedziała spokojnie krzywiąc się i wyrzucając za siebie pustą butelkę, która potoczyła się po piasku- Już od dawna wiedziałam, że to będzie on.
- Skąd?
- Kiedyś z nią o tym rozmawiałam.
- I powiedziała ci, że się jej podoba?- zapytał Anders
- Oczywiście że nie.- zaprzeczyła Izabela- Metoda eliminacji.- wyjaśniała- Nie szlachcic, nie mieszczanin. I koniecznie chudy.
- I po tym to poznałaś?- zapytała Avelina podnosząc brwi- To pasuje do chyba jednej trzeciej mieszkańców.
- Niby tak.- powiedziała zamyślona patrząc na skały- Ale tylko przy nim się tak irytowała i była zakłopotana jednocześnie. Do tego Fenris nigdy nie spuszczał z niej wzroku.
- Dlaczego ja tego nie zauważyłem?- spytał, Varric
- Bo patrzył na nią jak wiedział, że nikt tego nie widzi.
- Więc skąd ty o tym wierz?- dodał Anders.
- Bycie pijana ma swoje zalety. Nikt nie zwraca na ciebie uwagi jak śpisz pod stołem.
Przesunęła dłońmi po jego włosach. Stwórco.. miała rację. Były takie miękkie. A policzki szorstkie chropowate, dokładnie takie, jakie powinny być. I usta…
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że przestał. Otworzyła oczy. Nadal stali w objęciach. Patrzył na nią, ale tak ciepło jak nigdy przedtem. Tak, że jej serce znów zgubiło jedno uderzenie.
- Nigdy nie poznałem kobiety takiej jak ty.- powiedział
- I nie poznasz.- uśmiechnęła się łobuzacko.
Pochyliła się znów w jego stronę, elf zrobił to samo. Nagle spojrzała na skały, a potem na niego.
Ledwie zauważalnie zaprzeczył głową. Położyła usta na jego. Powoli nie tak chaotycznie jak wcześniej. Biorąc tylko tyle ile chciał jej ofiarować. Nic więcej.
Wrócili razem i rozdzieli się przed jego rezydencją. Poszła razem z Aveliną, która już nie komentowała niczego widząc jej rozmarzone spojrzenie. Wróciła do domu stanęła w swojej sypialni. Teraz czuła, że może wszystko. Usiadła na łóżku i przywołała barierę. Barierę z księgi, która wcześniej rozpływała się niczym dym. Biała tarcza zalśniła przed nią. Roześmiała się. Podeszła do drzwi I gdy tarcza je dotknęła zatrzeszczały złowrogo.
- Fenris.- powiedziała i przypomniała sobie wieczór, gdy jej magia osłabła- Jesteś moja siłą.
Sięgnęła po księgę z zaklęciami, która wciąż leżała w koszu. Zawahała się. Dno kosza było zupełnie wypalone. Nie mając pojęcia, co mogło się stać usiadła na łóżku i zaczęła wertować kartki.
ﻰ
Ranek był piękniejszy niż zwykle. Słońce świeciło jasno, a ptaki śpiewały jak nigdy przedtem. Ubrała się szybko i ruszyła do jego rezydencji. Już miała zapukać, gdy drzwi się otworzył i stanął w nich elf w pełnej zbroi. Jego spojrzenie było pełne determinacji.
- Co się stało?- zapytała zaskoczona.
Zawahał się. Widziała jak zaciskał swoje dłonie i znów je rozprostował.
- On tu jest.- rzucił przez zęby, a jego oczy ciskały płomienie.
- Danarius.- powiedziała i czuła jak rośnie w niej gniew- Wiesz gdzie jest?
Nie odpowiedział, tylko minął ją chcąc iść dalej. Podbiegła i stanęła przed nim.
- Jeśli myślisz, że pójdziesz tam sam…!- zaczęła, ale wtedy poczuła jego dłoń na swojej. Ogień, który zaczął płonąć na jej dłoni przygasł pod wpływem jego dotyku.
- Avannath…- zaczął.
- Idziemy po pozostałych.- powiedziała chłodno patrząc mu w oczy. Zobaczyła w nich gniew, jaki teraz płonął w jej sercu, ale też ból. Skinął głową.
Promienie słońca odbijały się w piasku lśniąc niczym diamenty. Ona jednak czuła, że nawet w pustce dziś nie było by mroczniej. Fenris najpewniej czując to samo szedł obok niej.
Za nimi szli Varric i Avelina.
Zatrzymał się patrząc na drogę, która ginęła za zakrętem.
- Przygotujcie się.- rzuciła i złapała go za rękę. Spojrzał na nią.
- Dziś skończymy to szaleństwo.- powiedziała- Jestem z tobą.
- Avannath, jeśli…
- Pamiętasz, co ci powiedziałam.
Zza skały wyszedł łowca. Jeden i pokazał puste dłonie.
- Mój pan mówił, że tu przyjdziesz.- zwrócił się do elfa a następnie spojrzał na nią.- Słyszał też o tobie serah Hawk. Respektuje twoja siłę bohaterko i dlatego ma do ciebie propozycje.
- Możesz już zacząć szukać nowego pana.- powiedziała.
- Zaczekaj serah.- powiedział łowca widząc, że sięga po kostur- Czym jest dla ciebie ten niewolnik?
- Nie jest niewolnikiem.
- Jest i mój pan chce go odkupić. Proponuje pięć dwadzieścia tysięcy orenów. Za tę cenę możesz sobie kupić kilku niewolników.
Uśmiechnęła się drapieżnie jej kostur zalśnił bladym światłem. Łowca cofał się.
- To dopiero wstępna propozycja.- usłyszała obcy głos. Zza skały wyszedł starszy mag w długim bogato zdobionym płaszczu. Za nim podążała grupka żołnierzy i kilku magów.
- Nie stać cię. –powiedziała widząc kontem oka jak elf sięga po miecz.
- Czyli znasz jego wartości.- powiedział Danarius dając znak swoim ludziom by ich okrążyli.
- Znam.- powiedziała patrząc w oczy magowi krwi. To był odpowiedzialny za świecące teraz niebieskim światłem linie na skórze Fenrisa- Ale ty nigdy jej nie poznałeś.
Nim zauważyła cos się dzieję Avelina krzyknęła. Potężna kula ognia wystrzeliła w ich stronę. Ruszył krok do przodu i wyciągnęła dłoń. Biała bariera zatrzymała płomień.
Spojrzała na Varrica i Avelinę i skinęła im głową. Ogień zmalał i posłała w rewanżu lód. Załamał się na podobnej barierze i jedynie kilku żołnierzy stanęło w bryle lodu. Elf skoczył do przodu atakując najbliższych magów. Danarius stał za nimi patrząc na niego zamyślony i po chwili na jego twarzy pojawił się przebiegły uśmiech. Magiczna strzała pomknęła w niego, ale w porę się zasłonił. Teraz patrzył już na nią. Rzuciła uderzenie umysłu na magów, które Fenris wykończył kilkoma uderzeniami. Przywołała płomień i linia przeciwników, za którą krył się mag krwi zawahała się.
- Demony!- krzyknęła nim jeszcze spod ziemi wysunęły się ogniste zjawy. Rzuciła znów barierę zasłaniając Aveilnę i Varrica przed atakiem demona, który pojawił się nagle za nimi. Grad strzał padł z nieba i słyszała szczek stali i uderzenia tarczy Aveliny. Rzuciła falę lodu i mniejsze demony rozpłynęły się pozostawiając za sobą jedynie trochę dymu. Widziała jak Fenris przedostał się do Danariusa, ale zawahał zaraz przed nim, gdy ten zaczął coś do niego mównic.
- Ruszyła do przodu nie używając już nawet magii tylko rąbnęła kosturem demona, który chciał ją zaatakować. Uderzenie umysłu zatrzymało się na białej tarczy maga krwi. Nie zdąży.
- Varric, przebijający strzał!- krzyknęła.
Strzała przebiła się przez białą tarcze i starszy mag odskoczył gwałtownie. Elf ponowił natarcie. Widziała, jaka nienawiść pojawia się w jego oczach i aż zadrżała. Odskoczyła unikając żaru, jaki minął ją zaledwie o włos.
- Przyjdzie czas, że nie zdołasz obronić ich wszystkich.- powiedział demon- Nie zdołasz obronić nawet siebie.
Wykończyła go lodem, choć w jej sercu tez pojawił się już lód. Niektóre demony znały przyszłość.
- Nie teraz.- powiedziała do siebie odrzucając ten chłód, który nagle obijał jej serce. Magiczna strzała zwaliła maga krwi z nóg. Elf złapał go za szaty.
- Nie jesteś już moim panem!.- rzucił głosem czystej nienawiści i wbił mu spiczasta rękawice w pierś. Odwróciła się by nie widzieć jak wraz z rękawicą wyciąga serce. Demony straciły połowę swojej siły. Samym kosturem i jedną kula ognia wykończyła wraz z Avelina i krasnoludem pozostałe.
Podeszła do Fenrisa który stał nad zwłokami z opuszczona dłonią, w której wciąż było zakrwawione serce.
- Fenris, już po wszystkim.- powiedziała.
Przymknął oczy powoli i znów je otworzył nie patrząc na nią. Serce plasnęło na piasek. Minął ją i poszedł przodem.
Spojrzała na pozostałych i dała znak, że wracają. Mag krwi leżał zakrwawiony na złotym piasku, a w jego piersi ziała krwawa dziura. Nie mogła pogodzić uczucia ulgi i chłodu, jaki znów pojawił się w jej sercu.
- Co to był za demon?- zapytała martwego maga.
Nie otrzymując odpowiedzi ruszyła za pozostałymi.
Szła za nim w pewnej odległości wiedząc, że pewnie teraz chce być sam, jednak tak blisko by nie spuścić z niego wzroku. Co mógł teraz czuć? Pozostawił tamto życie za sobą, a jednak na jego twarzy nie zobaczyła radości. Cienie, które otaczały go wcześniej jakby wróciły.
- Fenris.- powiedziała zrównując się z nim- Już po wszystkim. On nie żyje.
- Wiem.- powiedział i jego spojrzenie stało się zagubione.
- Tego chciałeś. Uwolnić się.
- Wiem.- odpowiedział sucho.
- Nie- pomyślała- Nie pozwoli by nadal żył w jego cieniu i wspomnieniach z przeszłości.
Zatrzymała się łapiąc go za ramie i też zmuszając go by się zatrzymał. W jego oczach był smutek, ból i gniew jednocześnie.
- Danarius nie żyje.- powiedziała patrząc mu w oczy nie zdając sobie sprawy, jak intensywne jest jej spojrzenie- Nie ma już tamtego życia! Nie ma już łowców! Nie masz już śmiertelnego wroga! Zabiłeś go i już nigdy się nie zawahasz.
Spuścił wzrok, który znów był zagubiony.
- Spójrz na mnie. Jego już nie ma.- powiedziała, gdy znów zobaczyła jego zielone oczy- Ale ty wciąż tu jesteś. Ja tu jestem. I zawsze będę obok ciebie.
- Wiem Avannath…- powiedział już cieplej patrząc gdzieś w bok- Tylko zawsze…
- Nie ma już zawsze. Od dziś wszystko się zmieni. Nie ma już przeszłości. Uwierz w to. Wyrwałeś mu serce z piersi. Jesteś silniejszy od niego. Pokonałeś go i teraz odrzucisz tą przeszłość raz na zawsze. Bo jesteś od tego silniejszy.
Spojrzał znów na nią. Pewności jej głosu dodawała mu sił bardziej niż świadomości, że przed chwila jeszcze ściskał w dłoni serce byłego pana.
- Jesteś silniejszy od tego.- powtórzyła z niezachwianą pewnością dotykając jego policzka.
Cień, który był w nim przez te wszystkie lata zachwiał, widziała to w jego oczach i rozpłynął się. Bezpowrotnie.
- Z tobą, jestem silniejszy.- powiedział w końcu patrząc na nią, a w jego oczach pozostało już tylko ciepło.
- Nigdy więcej tego nie rób. Nie odwracaj się tak ode mnie.
- Z tobą nic nie jest proste Avannath.
- Jeśli myślisz, że prościej było by zatonąć w żalu i bólu jednocześnie, to tak. Nie licz, że będę ci to ułatwiać.
- Zawahałem się, przez chwilę- powiedział- Ale kiedy…
- Przecież obiecałam.
- To była strzała Varrica?
- Tak, nawet on się czasem przydaje.
- Ej słyszałem to.- doszedł ich głos z tyłu i ku swojej uldze zobaczyła jak elf się uśmiecha.
Namówiła go by poszedł z nią do Wisielca. Nie chciała by teraz był sam. Anders niemal wpadł na nich, gdy wchodzili.
- Avannath! Miałaś rację!- powiedział ignorując nawet stojącego blisko niej elfa.
- Usiądźmy.- powiedziała kładąc mu rękę na ramieniu widząc, jaki jest przejęty.
Przy ich stoliku była już Merrill, a Izabela uśmiechała się do nich zza baru.
- Thrask poszedł do wicehrabiego z dowodami przeciwko templariuszą pastwiących się w kręgu nad magami. Przyjął ten wniosek, nawet Zakon to poparł. Od rana wszyscy mówią tylko o tym.
- Co to zmieni?- zapytał Fenris.
- Jeśli znikną czarne owce, a sami templariusze będą kontrolowani w tym, co robią, Krąg już nie będzie taki sam.
- Krąg jest potrzebny.- dodał elf.
- Jest.- poparła go- ale nie taki jak jest teraz. Magowie powinni czuć się bezpieczni.- powiedziała i ku zdziwieniu uzdrowiciela Fenris niechętnie skinął głową.
- Nie wiedziałam, że Thraska stać coś takiego.-powiedziała Izabela.
- Słyszałem, że Revenge mu pomógł- powiedziała uzdrowiciel patrząc ciepło na Hawk.
Uśmiechnęła się i spuścił wzrok widząc, że Fenris na nich patrzy.
- Idziemy dziś tez na zatokę?- zapytała Izabela niemal spadając z krzesła, gdy chciała na nim usiąść.
- Raczej nie mam inne plany na wieczór.- odpowiedziała. I pomachała Sebastianowi, który właśnie pojawił się w drzwiach.
Anders jęknął.
- Mogę?- zapytał templariusz podchodząc.
- Siadaj- wskazała mu krzesło obok Izabeli, która spojrzała na niego ciekawie.
- Słyszeliście już?- zaczął patrząc na magiczkę.
- Kto tego nie słyszał.- powiedział Anders nieco chłodniej.
- Jutro ma być wyznaczona data, kiedy wicehrabia podpisze wniosek. To będzie wielkie wydarzenie. Po raz pierwszy Krąg będzie kontrolowany nie tylko przez templariuszy.
- Jak przyjęła to komtur?
- Nie wiem, ale z tego, co zdołałem zauważyć nawet jej zaufani ludzie schodzili jej dziś z drogi.
Odwrócił się by ukryć diabelski uśmiech, jaki pojawił się na jej twarzy.
Musiała przyznać, że w Wisielcu rzeczywiście mówiono tylko o tym, a imię Revenge padało z różnych stron. Może to było właśnie to? Przełom. Jeśli zakon się zainteresował sprawa może nie skończyć się tylko na Kręgu w Kirkwall ale rozejść na całe Thedas.
- Jakie masz plany na dzisiejszy wieczór?- zapytał Fenris, gdy szła obok niego zamyślona.
Słońce chyliło się już ku zachodowi w Górnym Mieście gwar cichł..
- Pomyślałam, że dziś ty mógłbyś mnie odwiedzić. W ramach rekompensaty za moje wizyty. Chyba jeszcze nawet pozostało mi kilka butelek białego wina Izabeli.
- Co one robią u ciebie?- zapytał nie odpowiadając na propozycję.
Zawahała się. Na tak pospieszyła się.
- Wpada do mnie raz na jakiś czas i zawsze przynosi cos od Siroka. Więc zobaczymy się jutro.- powiedziała, gdy dotarli do jego rezydencji.
- Nie zaprzeczyłem.- powiedział, gdy się zatrzymali i spojrzał jej w oczy.
- Nie zgodziłeś się również. A ja… przecież wiesz.- powiedziała patrząc w bok- Czasem najpierw coś powiem nim pomyślę.
- Lubię to u ciebie. Sandal…?- zapytał.
- Dziś ich nie ma- powiedziała mając na myśli również ojca krasnoluda i patrząc na niego ciekawie- Pojechali na zjazd kupców.
- No nie wiem… Może chodźmy do mnie. Z tego, co pamiętam u ciebie jest straszny bałagan.
Roześmiał się widząc jej spojrzenie.
- To było tylko raz… i nie miała czasu …! Zresztą, kto to mówi, na twoich meblach jest… - położył dłoń na jej ustach i uśmiechnął się.
Ruszyli dalej droga do jej domu.
- Ale naprawdę mógłbyś tam posprzątać.- rzuciła- Warstwa kurzu na niektórych sprzętach nadaje się już do zapisania w kronikach.
- Avannath- powiedział ze śmiechem.
Uśmiechnęła się zamykając za nimi drzwi. Złapała go za rękę i poprowadziła na górę.
Gdy znaleźli się w sypialni Fenris rozejrzał się. Ku jego zaskoczeniu jej pokój lśnił czystością nawet plama sadzy zniknęła z sufitu.
Objęła go za szyję i pocałowała.
- Ale… -powiedział nadal teatralnie się rozglądając- To na pewno twój pokój?
- Oż ty!- rzuciła i pociągnęła go na łóżko.
Leżała na poduszce a jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od niej.
- Avannath.- powiedział patrząc w jej błyszczące oczy.
- Fenris.- powiedziała czując, że już dłużej się nie powstrzyma i objęła go rekami przyciskając do swoich ust. Przyjmowała jego pocałunki. Ledwie przytomna z uniesienia ściągnęła mu z szyi jedna dłoń i machnęła nią w stronę świec.
- Och…- wyrwało jej się.
- Avannath…
- Nie przestawaj.- powiedziała czując jego usta na swojej szyi.
- Zasłony płoną.
- Szlag!- podniosła się i posłała w nie lód. Za dużo. Bryłki lody obciążyły tkaninę I zerwały płótno upadając z hukiem na broń leżącą na kufrze.
Elf zerkał w tamta stronę z nie odgadnionym spojrzeniem. Tym razem ona go całkowała.
- Zawsze wiedziałem, że jesteś bałaganiarą.
- Och przestań.- powiedziała zatapiając się w jego ustach.
W końcu przewróciła go na plecy i usiadła na nim.
- Zrzucisz dla mnie tą zbroję?- zapytała sunąc palcami po jego napierśniku.
Patrzył na nią nieodgadnionym wzrokiem i w końcu odparł głębokim głosem.
- Tylko dla ciebie.- powiedział.
Stal brzęknęła uderzając o podłogę.
Jego skóra była miękkie a spod niej wynurzały się twarde mięśnie. Linie lyrium zaczęły święcić na niebiesko. Zabrała rękę. Wcześniej bała się czy lyrium pod jego skórą nadal sprawia mu ból przez dotyku. Teraz już wiedziała, że nie.
- Co się stało?- zapytał źle odgadując jej spojrzenie.
Zobaczyła w jego oczach niepewność. Przypomniała sobie jak Izabela raz w sekrecie powiedziała, że podejrzewa, że Fenris nie miał nikogo wcześniej. Przynajmniej nie przedtem, niż gdy stracił pamięć.
- Po prostu nie spodziewałam się…- zaczęła zawiedzionym głosem. Więcej niepewności w jego oczach. - Varric mówił, że rzadko się myjesz.
Poduszka poleciała w jej stronę niemal szybciej niż zdołała dostrzec szok na jego twarzy.
Zaczęła się śmiać, szczerym beztroskim śmiechem.
- Jesteś złą kobietą Hawk.- powiedział, ale na jego twarzy tez już był uśmiech.
Świece płonęły aż wypaliły się do końca.
ﻰ
Obudziła się po północy. Było późno, ale wiedziała, że on nadal tam będzie. Patrzała na śpiącego efla.
- Wiec to tak jest budząc się u jego boku.- pomyślała a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Chciała wznów spróbować musnąć jego włosy, ale zrezygnowała. Wstała cicho i ubrała się. Zabrała kostur, małe zawiniątko i ruszyła do drzwi. Zaklęła w duchu i spojrzała na śpiącego.
- Było aż tak źle?- zapytał.
- Nie było w porządku po prostu…- zamarła widząc jego minę- Nie, to złe słowo!- dodała szybko wzięła głęboki oddech próbując znaleźć słowa, które mogłaby opisać dzisiejszą noc spojrzała na niego i powiedziała powoli a jej głos stał się głębszy- Było lepiej niż kiedykolwiek mogłabym sobie wyobrazić.
Uśmiechnął się.
- Fenris- zaczęła. Jak mogła zapomnieć o spotkaniu z Thraskiem? Spojrzała znów na niego i zmieniła zdanie. W zasadzie cudem było, że sobie przypomniała.
Fenris zawsze był lepszy w skradaniu i podchodzeniu wroga. Jeśli za nią pójdzie…będzie mieć duży kłopot. Podeszła do łóżka i usiadła na nim.
Też usiadł a jego spojrzenie było już poważne. Popatrzył zamyślony na jej pakunek.
- Pójdę z tobą.- powiedział.
- Nie wiesz, co mówisz.- odparła nadal zastanawiając się jak to rozegrać.
- Cokolwiek chcesz zrobić, ostatnim razem sprawiło, że niemal straciłaś swoja moc.
Zaprzeczyła głową.
- To nie to.
Elf patrzył na nią przenikliwymi oczami. Fenris nie był Andersem nie da się tak łatwo oszukać a jeśli będzie coś podejrzewał pójdzie za nią.
Spojrzała na swoje dłonie. W jej sercu pojawił się chłód. Niemal zadrżała czując go, ale nie miała wyboru. Uderzenie umysłu a potem… będzie musiał jej zaufać.
Spojrzała na niego pokerową twarzą czując, że to nic nie daje. Patrzył na nią jakby przeczuwając, co chce zrobić.
Nie wie. Nie może wiedzieć…
Powoli rozprostowała dłoń zbierając energię. Złapał ją szybko za rękę.
- To na mnie nie zadziała.- powiedział poważnie- Pamiętasz demona na plaży? Przez lyrum jestem odporny na uderzenie umysły i podobne zaklęcia.- i dodał a w jego głosie pojawił się już chłód- Musisz wymyślić cos lepszego.
Czas płynął.
- Zaufaj mi.- powiedziała poważnie patrząc mu w oczy- Jeśli ta noc cos dla ciebie znaczyła, zaufaj mi.
Zobaczyła zaskoczenie w jego oczach.
- Jak możesz w to wątpić?
- Nie wątpię. Po prostu nie wiem, co mam zrobić byś mnie posłuchał.
Spuścił wzrok zapewne zastanawiając się nad tym, co powiedziała.
Musiała zobaczyć się z Thraskiem, cokolwiek mówili ludzie a nawet Sebastian, to Thrask maił dostęp do wszystkich informacji. Mogło nie być tak różowo jak wszyscy mówili. Mógł potrzebować jej pomocy.
- Dobrze idź.- powiedział wbrew sobie. Uratowała go przed samym sobą, gdy walczył z Danariusem. Nie chciał tego zrobić, ale ponad wszytko, co teraz czuł, był jej coś winien.
Spojrzała na niego zaskoczona.
- Nie pójdziesz za mną?
- Czy to jest niebezpieczne?
- Nie.
Miała już wstać widząc przyzwolenie w jego oczach, ale nakrył jej dłoń swoją.
- Avannath…
- Wrócę za dwie godziny.- powiedziała i spojrzała na niego.
Widziała, że nie chciała jej puścić.
- Zaufaj mi.
Puścił jej dłoń. I długo patrzył na swoją, gdy już wyszła.
Doki były ciche. Weszła do nieużywanego przejścia i zarzuciła na siebie płaszcz z kapturem. Rzuciła zaklęcia i wyszła szybko na ulice trzymając się cienia i jednocześnie rozglądając się. Przy pomniku nad zatoką stał templariusz.
Z tej odległości nie widziała nawet czy to on. Nie. To musiał być on. Wyszła z cienia stając na środku drogi. Templariusz drgnął. Odwróciła się i zaczęła iść do jednego z budynków. Rycerz ruszył za nią.
Thrask wszedł zamykając za sobą drzwi i stanął niezdecydowany, gdy z jej dłoni wystrzeliła biała mgiełka i osadziła się na ścianach rozpływając.
- Co to?
- To żeby nikt nas nie podsłuchał.
- Myślałem, że już nie przyjdziesz.
- Mam wiele spraw na głowie.
Templariusz spojrzał na nią podejrzliwie.
- Nie takich.- zaprzeczyła- Słyszałem, że ci się udało.
- Za trzy dni wicehrabia publicznie podpisze nowa ustawę o kontroli kręgu.
- Wszyscy magowie będą ci wdzięczni.
- Gdyby nie ty nic bym nie miał. Ty i Hawk.
- Kto?
- Nieważne.
- Coś cię martwi?- zapytała widząc jego spojrzenie.
- Komtur. Najpierw była wściekła, ale teraz…
Czekała znów czując jak coś łapie ją za serce.
- Mów.
- Znów zaczęła się uśmiechać, ale tak jakby coś szykowała. Boje się, że może coś wymyślić żeby nie dopuścić do podpisania ustawy. Większość osób na mojej liście to jej zaufani rycerze. Kilku moich ludzi ją śledzi, ale to nic nie daje. Nie wychodzi ze swojego biura.
- Chcesz żebym coś zrobił?
- Stwórco nie, powiedziałem wicehrabiemu, że już nic nie zrobisz i znikniesz jak tylko ustawa przejdzie.
- Naprawdę zrobiłeś dużo.
- Oby tylko wszystko się udało. Mam złe przeczucia. Jeśli… czegoś się dowiem gdzie mam cię szukać?
- Tutaj.- powiedziała- Ja cię znajdę.
Thrask przewrócił oczami. Dziś czekał na nią kilka godzin.
- Jesteś jedynym templariuszem, z którym rozmawiam.
- Wiem wiem- dodał szybko- oby, więc nasze spotkanie nie było już konieczne. I Revenge… bez względu na to czy się uda, dziękuję. Dałeś nadzieje nie tylko magom.
Skinęła głową, przez chwile patrzyła mu w oczy, po czym wyszła. Schowała się w cieniu i zobaczyła na drzwi. Thrask wyszedł po chwili rozglądając się, ale zrezygnował i ruszył droga do katowni.
Weszła do nieużywanego przejścia i zdjęła strój. Ściągnęła zaklęcia. Pomimo tego, że wszystko wydawało się być w najlepszym porządku czuła jakiś niepokój. „nie zdołasz ich obronić, nie zdołasz obronić nawet siebie" Czy demon mógł mówić prawdę? Widziała, co usłyszałaby pytając o to Andersa. „Avannath demony kłamią" Ale wiedziała też, że mówią prawdę jeśli mogą tym kogoś zranić, sprawić by był słabszy.
Wyszła drugą strona ulicy. W oddali nad zatoką widniała twierdza. Przez moment wydawało jej się, że lśni od krwi. Zamrugała i wizja zniknęła. Otulając się szatą przed chłodnym wiatrem ruszyła do górnego miasta niezaczepiana przez nikogo.
Zatrzymała się przed swoimi drzwiami i oparła o nie plecami. Fenris ją puścił, ale widziała w jego oczach, że nie zrobi tego więcej. Wrzuciła płaszcz do kominka na dole i spaliła go. Gdyby go zobaczył mógłby zacząć cos podejrzewać. To był jedyny dowód, który mógł ją zdradzić. Żadnego innego nie mogła zniszczyć. Nie mogła zniszczyć magii, którą miała w sobie.
Czekał na nią, ale nie pytał o nic, choć wiedziała, że chciał. Nie tym razem. Ale nie mogło być następnego. Nie teraz, gdy uwierzyła, że mogą być razem.
- Przepraszam.- powiedziała- ale musiałam wyjść.
Wstał i wrócił podając jej kieliszek wina. Przejechała dłonią po swoim i jego chłodząc je. Uśmiechnął się.
- Czasem magia bywa przydatna.- powiedział.
- Fenris, przepraszam, że wtedy, jak ten demon przejął nade mną kontrolę…
- Już o tym zapomniałem. Zresztą trochę ognia to za mało żeby mnie powstrzymać przed byciem przy tobie.- powiedział i przesunął dłonią po jej dłoni i spojrzał jej w oczy.
Zaprzeczyła.
- Zrób to.
Chcąc nie chcą przywołała ogień. Małą kulę zaledwie płomień, kiedy przejechał po jej dłoni ogień zadrżał.
Lyrium zalśniło na jego skórze. Miała takie delikatne dłonie, a potrafiły zrobić spustoszenie czasem nawet większe od jego miecza. Magia, która naznaczyła jego przeszłość teraz, tutaj w osobie tej czarodziejki była zupełnie słaba. Zbliżył dłoń i ogień momentalnie zgasł. Pokręcił głową niedowierzająco. Jego życie naprawdę musiało się bardzo zmieć, pomyślał.
- Twoje lyrium tez jest bardzo przydatne.
- Dlaczego?
- Nie musze używać świec.
- Lepiej nie.- powiedział rzucając okiem na stos nadpalonych zasłon, z których kapała woda.
Usiadła na nim. Opierając ręce o jego pierś.
- Co chcesz zrobić teraz?
- Kuszące pytanie..
- Oh nie o to mi chodzi.- rozśmiała się - Później…- obiecała.
- O co pytałaś?
- Co zamierzasz zrobić teraz, gdy jesteś naprawdę wolny?
- Nie czuje się tak teraz, gdy na mnie leżysz.
Spiorunowała go wzrokiem.
- Chcesz zostać w Kirkwall?
- To dobre miejsce, jak każde inne. A ty? Myślałem, że lubisz to miasto. Masz już rezydencje, pozycję. Szacunek.
Machnęła ręką.
- Jesteś bohaterką.
- Daj spokój bez was bym tego nie zrobiła.
- Arishocka pokonałaś sama.
- Był powolny. I dzięki stwórcy za to.
Uśmiechnął się, choć gdy zwykle przypominał sobie ich walkę dłonie same zaciskały mu się w pieści. Magiczka zawsze w ostatniej chwili unikała miażdżących uderzeń by po chwili rzucić swój czar. Kilka zaklęć i znów musiała uciekać. Wiele razy sądził, że to był niemal cud, że go pokonała. Ale wtedy jeszcze słabo ją znał. Było w tym coś więcej.
- Kirkwall jest w porządku dopóki wy tu jesteście. Ty, Anders, Merrill, Izabela…- po namyśle dodała- Varric. Cała reszta- rozejrzała się po pokoju- Jest dla mnie bezwartościowa.
- Twój kostur kosztował majątek.
- Nie o tym mówię.
- Wiem. Więc ja też nigdzie się nie wybieram.
Uśmiechnęła się i pochyliła szukając jego ust.
