Syreni Spiew

Gdy się obudziła elfa już nie było. Wspomniał wczoraj cos o przysłudze dla Anso. I musiał wstać wcześniej. Wtuliła się w miejsce gdzie leżał, ale zaraz zerwała się szybko. Słońce było już wysoko na niebie, a umówiła się z Andersem pod Katownią. Chciał kupić coś od, Solivitusa ale jak mu kazała, miał czekać na nią przed dziedzińcem. Apostata ze demonicznym współlokatorem w twierdzy, jej mniemaniem aż za bardzo kusił los.

- Przepraszam.- powiedziała podchodząc.

- Czekam tu od pół godziny.

- Tak krótko? Myślałam, że jest później…

- Nieważne – powiedział i skierowali się na dziedziniec- Czy ty i ten…

- Tak. Przeszkadza ci to?

Uzdrowiciel zatrzymał się.

- Nie lubię go, ale…- zawahał się się- Jeśli ty go lubisz.

- Dziękuje.- powiedziała i uśmiechnęła się się- Jesteś najlepszym przyjacielem, jakiego miałam.

Uśmiechnął się lekko.

Zostawiła go koło kupca i ruszyła do stojącego koło schodów Thraska. Miała to zrobić już wcześniej. Biorąc pod uwagę sprawę z nowa ustawą jej brak zainteresowania mógłby wzbudzić podejrzenia.

- Hawk dawno cię nie widziałem- powiedział na powitanie.

- Wiem, miałam dużo pracy. Słyszałam o tym, co zrobiłeś.- powiedziała już poważnie- Nie sądziłam, że to w ogóle jest możliwe.

- Ja też. Sam bym tego nie zrobił. Twój pomysł z listą bardzo się przydał.

- Cieszę się i przepraszam, że wtedy odmówiłam śledztwa.

- To już nie ważne. – machnął ręką, ale nagle jego mina spoważniała.

Spojrzała za jego wzrokiem. Po drugiej stronie dziedzińca stała wysoka kobieta w zbroi templariusza, ale o wiele bardziej zdobiona. Na jej słomkowych włosach była metalowa obręcz.

- Czy to jest…?

- Komtur.- potwierdził Thrask- Lepiej stad idź Hawk.

Nie bała się jej. Wręcz przeciwnie chciałaby spojrzeć jej w twarz. Była niemal wszystkim, przeciwko czemu walczyła głowa zakonu, ale jej wzrok powędrował do Andersa.

- Do zobaczenia.- mruknęła i ruszyła do kupca.

- Skończyłeś?- zapytała podchodząc do uzdrowiciela.

Skinął głową i jego wzrok zatrzymał się na placu.

- Wiem. Wolałabym żebyś nie rzucał się jej w oczy.

W oczach uzdrowiciela pojawiły się złowrogie błyski.

- Wiem Anders, proszę.

Ruszyli w stronę bramy.

- Serah Hawk.

Niemal zaklęła słysząc gruby kobiecy głos. Odwróciła się.

- Komtur.

- Panują nad sobą Hawk- powiedziała w myślach sama do siebie , mając nadzieję, że Anders tez powściągnie język.

- Cieszę się, że wreszcie mogę cię poznać. Dwa lata temu powstrzymałaś bunt qunari. Co za wyczyn.- powiedziała, ironia w jej głosie była niemal niewyczuwalna. Niemal.

- Kirkwall to moje miasto. Nie mogłam postąpić inaczej.- i pomimo najszczerszych chęci chód wkradł się do jej głosu.

- Doceniam pomoc… takich jak ty.

- Dziękuje.

- Słyszałam o twoim małym udziale w najbliższej ustawie.

Nie odpowiedziała nie chcąc szukać zaczepki. Wiedziała, że komtur bywa nieprzewidywalna.

- Myślisz, że uda wam się zniszczyć moi ludzi…

- Sami sobie na to zasłużyli!- nie wytrzymał Anders- Popierasz to i…

- Anders…- powiedziała cicho kładąc mu rękę na ramieniu.

- Uważaj apostato, gdyby nie przyjaźń tej… kobiety już dawno byłbyś pod moim… nadzorem.

- Prędzej katownia zniknie z powierzchni ziemi. – usłyszała swój własny głos.

- No no…- powiedziała komtur uśmiechając się przebiegle-Oni- powiedziała mając na myśli magów w Kręgu- i tacy jak ty, już wkrótce otrzymacie swoją sprawiedliwość.

Odwróciła się a przebiegły uśmiej prze chwilę błąkał się na jej twarzy.

- Ona coś planuje musiała.- pomyślała zaciskając dłonie.

- Nie wszyscy chowają przed tobą głowę w piasek komtur.- rzuciła za odchodzącą- Uważaj na swoje słowa, bo Revenge może ci je niedługo przypomnieć.

Komtur zatrzymała się. Anders wstrzymał oddech.

- Marze żeby go spotkać apostatko. –powiedziała chłodno- Szaleńca, który jak tchórz atakuje z cienia. I to jest wasz bojownik o wolność?- powiedziała ironicznie.

- Zapytaj o to swoich ludzi.

Uśmiech komtur zbladł.

- Ciesz się swoja wolnością póki możesz. I życiem.- rzuciła.

- Avannath- powiedział Anders cicho, gdy odeszła- Nie powinnaś.

- Chodźmy stąd.

- Ona cos planuje.- powiedziała, gdy szli ulicą- Ale co? Nie wychodzi z katowni, przesiaduje w swoim biurze.

- Jak Wicehrabia podpisze ustawę nawet ona będzie kontrolowana. Nie powinnaś wspomnieć o Revenge. Nie przy niej.

- Nie będzie ci grozić! Może mi, ale nie tobie. Żadnemu z was.- powiedziała mocnym głosem a w jej oczach były wojownicze błyski.

- Avannath- powiedział kładąc jej dłoń na ramieniu.

Westchnęła.

- Masz rację poniosło mnie.- powiedziała.

- Nie powinienem nic mówić. Ona wszytko wykorzysta, jako pretekst.

- Revenge również marzy żeby ją spotkać.- powiedziała sama do siebie

- Avannath!

- Mówiłam ci – odpowiedziała kwaśno- że nic już nie zrobię. Ustawa musi przejść. A wtedy i komtur się zajmą i nie będę potrzebna.

Nagle jej wzrok zmiękł i Anders skrzywił się widząc, na kogo patrzy. Po drugiej stronie ulicy stał Fenris z kilkoma krasnoludami. Gdy ich mijali podeszli do niego i szepnął mu coś do ucha i elf się uśmiechnął.

- Co mu powiedziałaś?- zapytał uzdrowiciel, gdy odeszli.

- Anders!- spojrzała na niego z byka.

- No dobra. – powiedział poddając się.

- Zobaczymy się później. – rzuciła, gdy znaleźli się w górnym mieście.- Przez tą głupia komtur zapomniałabym o najważniejszym.

Nie pytając już, o co jej może chodzić uzdrowiciel ruszył do kliniki.

- Serah. Mam, o co prosiłaś.- powiedział kupiec i pokazał jej klatkę z stworzonkiem.

Uśmiechnęła się na widok małego świnko podobnego stworzenia. Miało małe błyszczące oczka i gładką brązową skórę..

- Wiedziałem, że ci się spodoba serah. To jeden z rzadszych gatunków i bardzo poszukiwany przez znawców.

- Jest idealny.- powiedziała.

Nakrywała klatkę fioletową materią i zabrała piszczące stworzenie idąc do rezydencji elfa.

Jeszcze go nie było, więc postawiła klatkę i usiadła wpatrując się w kominek. Uśmiechnęła się. Wszystko zaczęło się układać. Ustawa przyniesie duże zmiany w kręgu. A Revenge zniknie na zawsze i nie będzie musiała już mieć prze nimi tajemnic. Zwłaszcza przed nim. Spojrzała na zakrytą filetowym materiałem klatkę. Fenris zawsze mieszkał sam w tym dużym domu a teraz, nawet, jeśli jej nie będzie będzie miał towarzystwo.

Usłyszała otwierane drzwi i stanęła obok prezentu.

W drzwiach pojawił się białowłosy elf i uśmiechnął się na jej widok. Podeszła i złapała go za rękę ciągnąc do stołu.

- Zamknij oczy.- powiedziała.

- To ta niespodzianka?- zapytał patrząc zagadkowo na pakunek na stole.

- Uhm.- potwierdziła i ściągnęła tkaninę z klatki- Już możesz otworzyć.

Elf zamrugał zszokowany.

- Piękny prawda?

Skinął głową niezdolny wymówić żadnego słowa.

- Dlaczego… bryłkowiec?- wybąkał w końcu i już miał dodać, że jest elfem a nie jest krasnoludem, ale powstrzymał się widząc jej rozpromieniona twarz.

- Znalazłam u ciebie książkę o hodowli- mówiła a oczy elfa robiły się coraz większe ze zdziwienia- Widziałam też jak nie raz rozmawiałeś z handlarzem nie mogąc się zdecydować czy go kupić. – zawahała się się- Chciałeś inny gatunek?

Spojrzał na jej zmartwioną minę. To chyba nie był najlepszy moment by powiedzieć jej, że nie potrafi czytać a dla kupca wykonywał własną misję.

- Nie.- powiedział patrząc nadal na małe stworzonko, które świdrowało go wzrokiem- Tylko…

- Nie podoba ci się? Mogę go jeszcze zwrócić…

Spojrzał na nią.

- Nie, nie- powiedział i objął ją- Dziękuje, zawsze marzyłem o posiadaniu… bryłkowca.

- Nie wydajesz się zbyt ucieszony.- powiedziała podejrzliwe, gdy ją puścił.

- Po prostu mnie zaskoczyłaś i nikt nigdy nie dał mi prezentu.

Oby ją przekonać podszedł do stołu i otworzył klatkę wstrzymując oddech. Świnka rozejrzała się niepewnie i zaczęła popiskiwać krążąc koło niego.

- Polubiła cię.

- Tak, co za ulga…

- Myślałam, że bardziej się ucieszysz…

- Avannath jestem szczęśliwy. Teraz będę mógł e… założyć hodowle.

- Więc cieszę się, że ci się podoba. Zobaczymy się później umówiłam się z Izabelą w dokach.

- Ok.

Gdy wyszła spojrzał świnkę, która już buszowała po jego pokoju zaglądając w każdy kont.

Tak Avannath na pewno nigdy nie przestanie go zaskakiwać. Poszedł na górę i pochwali wrócił z nieszczęsną ksiązką. Przeglądał ją kilka razy z ciekawości, ale nie miał nawet pojęcia, o czym jest. Rzeczywiście na kilku rysunkach były małe brązowe stworzenia. W końcu usiadł na fotelu nie mogąc uwierzyć, że to jest prawda.

- Co… ja mam z tobą zrobić?- powiedział zszokowany sam do siebie patrząc na świnkę, która zaczynała już ryć w jego łóżku.

- Varric!- powiedziała na widok krasnoluda.

- Hawk?- zapytał podejrzliwe patrząc na jej uradowaną minę i pogładził się po włosach.

Jej wzrok spoważniał.

- Mam nadzieję, że jeszcze ci nie odrosły?- zapytała.

- Nie, na szczęście nie… Twoja kula ognia robi całkiem spore zniszczenia.

- To dobrze.- powiedziała i uśmiech znów pojawił się na jej ustach.

- To na pewno zasługa elfa- pomyślał krasnolud.

- A co tam u naszego elfa?

- Możesz sam go sam zapytać. Myślę nawet, że będzie potrzebował od ciebie kilka rad.

- Co? chce się przebrać?

Zignorowała jego odpowiedź.

- Rób, jaka chcesz- rzuciła w końcu i ruszyła do doków.

Varric patrzył za nia i ruszył do opuszczonej rezydencji nie mogąc wymyślić, w czym tez elf mógłby potrzebować jego rady.

Zapukał wiedząc, że, pomimo że problem łowców został rozwiązany Fenris na pewno nie potraktuje łagodnie intruza.

Zapukał drugi raz, ale nikt mu nie otwierał Już miał odejść, gdy nagle drzwi się otworzyły. Ale tylko trochę i wyjrzała z nich głowa elfa. Tylko głowa.

- Fenris, mogę wejść?

- Nie.

- Cos się stało?- zapytał.

- Czego chcesz?

- No właściwie tak tylko wpadłem.- i widząc groźne spojrzenie w jego oczach wycofał się chcąc odejść.

- Czekaj.- rzucił za nim Fenris i spojrzał na coś wewnątrz domu i znów na niego- Varric mam do ciebie pytanie.

- Wal.- powiedział widząc, że jednak magiczka miała rację.

Elf patrzył na niego badawczo niemal świdrując go wzrokiem i krasnolud patrzył na niego starając się nawet nie mrugnąć.

- Co jedzą bryłkowce?- zapytał elf ze spojrzeniem mówiącym, że jeśli krasnolud nawet drgnie zginie marna śmiercią.

Varric powstrzymał opadającą szczękę.

- No cóż…- powiedział spokojnie tak żeby jego głos nie drgnął i odpowiedział jak by tłumaczył działanie nowej broni- One jedzą wszystko, od owadów po nawet metale. Zwykle mieszkają w Głębokich Ścieżkach, a tam sam wiesz, że nie mają, w czym wybierać.

- Aha.- mruknął elf i ku zdziwieniu krasnoluda wydawało się, że się nad czymś zastawia.

Obaj zamarli, gdy zza drzwi rozległy się piski.

Elf spojrzał na niego ostrzegawczo a krasnolud zamarł przybierając pokerową twarz.

Nagle coś się poruszyło i z szczeliny między drzwi ku konsternacji ich obojga wychylił się ciekawie mały brązowy pyszczek.

- Na tyłek Andrasty…

- Varric…- powiedział elf przez zęby.

- Nikomu nie powiem przysięgam!- powiedział krasnolud patrząc na stworzonko jakby widział bryłkowca po raz pierwszy w życiu.

Elf złapał małą Świnę i zniknął w głębi domu. Varric nie mogą się powstrzymać poszedł za nim i zamknął za sobą drzwi. Gdy wszedł do salonu zobaczył jak Fenris stoi z bardzo głupia mina i patrzy jak świnka właśnie próbuje wejść pod łóżko.

- To oto jej chodziło…

- Co?- zapytał elf.

- Avannath kiedyś pytała mnie o bryłkowce.

- Mogłeś jej to wyperswadować!- powiedział.

- Nie wiedziałem, że chce go dla ciebie. Na tyłek Andrasty! Tylko ona mogła zrobić coś takiego. Co ją w ogóle napadło?

Elf rzucił mu leżącą na kominku książkę.

- Hodowla bryłkowców?- zapytał nie rozumiejąc.

- Znalazła ja u mnie. I pomyślała…

- Aha- rzucił zaraz jednak dodał- czekaj… elfie, przecież ty nie umiesz czytać.

- Ona o tym nie wie.

Varric wybuchnął śmiechem nie zważając już na pochmurne spojrzenie Fenrisa.

- Na twoim miejscu jednak bym się cieszył i to bardzo.- powiedział krasnolud, gdy wreszcie się uspokoił.

- Dlaczego?

- No wiesz Avannath stać na wszystko. Dosłownie WSZYSTKO. Pomyśl jakby to była książka o lodowych tygrysach albo tych górniczych helgakach ważących pół tony.

Elf nie odpowiedział. Z perspektywy Varrica rzeczywiście mała świnka nie wydawała mu się teraz całkiem nieszkodliwa.

- Co chcesz z nim zrobić? To rzadki gatunek.

- A co ja mogę?- powiedział siadając obok- Nie mogę jej przecież powiedzieć, że ostatnią rzeczą, o jakiej bym pomyślał jest… TO COŚ.

Świnka biegała teraz wokół kominka roznosząc popiół po całym pokoju.

- Zawsze możesz zrobić z niej obiad. Dobra elfie idę i zostawiam cię z twoim nowym przyjacielem.

- Varric, jeśli to się roznieście…- powiedziała patrząc na niego poważnie- Znajdę cię a wtedy kula ognia Hawk wyda ci się jedynie letnim wietrzykiem.

- Jednak pasujecie do siebie.- rzucił krasnolud mając już powyżej uszu ich gróźb i zatrzymał się z błyskiem w oku przed wyjściem- Pamiętaj żeby ją wyprowadzać.

Linie lyrium zalśniły i Varric błyskawicznie zniknął za drzwiami.

Niebieskie światło powoli zanikało. Świnka zwabiona blaskiem podeszła do niego i zaczęła ryć jego stopy. Wziął ją na ręce i spojrzał jej w oczy. Świnka patrzyła na niego. Elf zamrugał powoli.

- Iiiiiii?- rozległ się cienki pisk.

Fenris położył ją sobie na kolanach i zakrył twarz dłonią. Bryłkowiec patrzył na niego jeszcze przez chwilę, po czym wskoczył na stół przewracając butelki i kubki, które stanęły na jego drodze.

- Izabela.

- Avannath, potrzebuje twojej pomocy.- powiedziała piratka.

- Statek?

- Tak, Syreni Śpiew zacumował niedaleko wybrzeża. Myślałam, że będzie w dokach, ale..

- To nie ma znaczenia. Jak oceniasz załogę?

- To zwykli bandyci. Część z nich na pewno stanie po naszej stronie, jeśli mnie zobaczą. Gaspar przekonał ich tylko, dlatego bo myśleli, że nie żyje.

- Nigdy nie opowiadałaś mi, co się dokładni stało.

- No, więc… mój poprzedni statek rozbił się na rafach, ale to było tylko jedno zadanie. Na ten czas Gaspar wziął Syrenę.

- A potem nie chciał jej zwrócić?

- Gdy wróciłam już nie było ich w porcie.

- Jak więc znalazłaś się w Kirkwall? Myślałam, że twój statek rozbił się tutaj na Okaleczonym wybrzeżu.

- Nie. To było koło Denerim- i widząc spojrzenie Rivaini dodała- No dobrze… Wiesz, zostałam bez statku i bez grosza przy duszy. Zupełnie spłukana i strasznie zdołowana, a akurat robili załadunek baryłek wina na jakiś liniowiec, więc…

- Poszłaś do ładowni…- powiedziała z niedowierzaniem.

- Ano i wylądowałam w Kirkwall- i uśmiechnęła się- Pewnie do tej pory zastanawiają się, co się stało z tym winem…

- Chyba powinnam się się czegoś takiego spodziewać po tobie.- powiedziała po chwili Hawk.

Dwie godziny później Izabela uzbrojona po zęby prowadziła ich plażą do miejsca gdzie zacumował jej były okręt. Merrill szła za nią a z tyłu Hawk i Varric.

- Hawk?

- Uhm?

- Widziałem twój prezent dla elfa.

- Myślisz, że mu się podoba?- zapytała patrząc na krasnoluda.

- Strzał w dziesiątkę. Myślę, że powinnaś częściej robić takie rzeczy.

- Jeśli ty to mówisz to raczej nie jest dobry pomysł.

- Nie pomyśl. Do tej pory elf nie miał normalnego życia przyda mu się taka odmiana.

- Może.- powiedziała po namyśle.

Zatrzymali się, bo na morzu pojawił się ciemny kształt okrętu. Schowali się za skałami.

- Spuścili szalupę.- powiedziała piratkę- Cześć z nich, więc jest w Kirkwall. Tylko ten księżyc.

- Masz rację, Zobaczą nas już na plaży.- powiedziała Merril.

- Nie zobaczą.- dodała Hawk i skupiła się na zaklęciu.

- A niech to…- powiedziała Varric przyglądając się pozostałym- Wyglądacie jak trzy czarne cienie.

- Ty też.- odgryzła się piratka.

- Zaklęcie czarnej mgły.- rzuciła Hawk- Jak podejdziemy do szalupy rzucę je też na nią.

- Jaki właściwie mamy plan?- zapytała Merrill.

Hawk skrzywiła się.

- Chciałam…

- To moja misja. Więc robimy to po mojemu.- rzuciła piratka.

- Czyli?- zapytał Varric.

- Wchodzimy, przejmujemy statek i wracamy uczcić to w Wisielcu.

- Aha..- odparł i spojrzał na Hawk która zrobiła bezradną minę.

Zeszli do szalupy i gdy otoczył ich cień powiosłowali do okrętu.

- Ciszej!- syknęła Izabela patrząc, jak Varric nieudolnie przejął drugie wiosło- Chcesz ich wszystkich pobudzić nim wejdziemy na pokład!

- Jestem cicho.- obruszył się.

Hawk westchnęła i rzuciła wokół nich zaklęcie wyciszenia.

Morze było czarne i w smolistych falach odbijał się jedynie srebrny blask księżyca. Nie robiąc większego hałasu podpłynęli pod opuszczoną kotwicę.

- Ja wejdę tędy- powiedziała piratka- A wy płyńcie tam- wskazała na do połowy spuszczoną drabinkę na środku burty- Zajmijcie się wartownikami i czekajcie na mój znak.

Nim jeszcze magiczka skinęła jej głową piratka wspięła się po łańcuchu i zniknęła w wnętrzu statku.

- Morze nie jest dla mnie.- podsumował krasnolud.

Popłynęli jednak dalej.

- Varric ty pierwszy. Jesteś łotrzykiem, więc poruszasz się ciszej od nas. Jeśli na górze ktoś jest szybciej go zauważysz.

Krasnolud stanął pod drabinką, która wisiała o metr nad jego głową.

- Przepraszam.- powiedziała Hawk zauważając to- Podsadzimy cię.

- Nie sam wejdę!

- Ciszej!- szepnęła Merrill

- Varric jesteś za niski.- powiedziała magiczka- Tracimy czas.

- Sam wejdę!- burknął, więc magiczka stanęła z boku nie odzywając się już.

Krasnolud stał jeszcze przez chwilę patrząc niewesoło na drabinę, po czym nagle zachybotał się, gdy podniósł się do góry. Złapał drabinkę i spojrzał pod swoje stopy gdzie widniała już plątanina korzeni. Skinął głową Merrill i zaczął się wspinać. Na pokładzie nie było nikogo, a przynajmniej nie dostrzegł żadnego wartownika. Przeskoczył przez burtę wchodząc na pokład i dał znać magiczką, że teren jest bezpieczny. Ruszył cicho obchodząc statek i zobaczył cień stojący za rogiem. Podszedł cicho i uderzył go kuszą. Po czym szybko złapał wartownika by ten nie narobił hałasu upadając.

- Dwóch było na dziobie.- mruknęła Hawk skradając się za nim- A Merrill ruszyła na rufę.

- Hawk nawet nie wiem, co to słowo znaczy.- mruknął skradając się nadal.

Z pod pokładu wybuchnął nagle hałas.

- Izabela..- jęknęła magiczna.

- I całą efekt zaskoczenia szlag trafił.- burknął krasnolud.

Podniósł kusze i opuścił, gdy z wejścia prowadzącego pod pokład wybiegła piratka.

Hawk podniosła dłoń i Rivaini ruszyła w ich stronę.

- Ci, którzy teraz wylecą- powiedziała zdyszana i przejechała ręką po szyi.

Na twarzy łotrzyka pojawił się szeroki uśmiech.

- A ten Gaspar…?- zapytała magiczka przywołując magiczna strzałę.

- Nie będzie przeszkadzał- powiedziała odzyskując oddech i uśmiechnęła się złowieszczo- Już nigdy.

Już miała rzucić magiczną strzałę, gdy piratka złapała ją za rękę.

- Czekaj niech wyjdą wszyscy, inaczej schowają się pod pokładem i będziemy musieli po nich iść.

-Varric…

- Słyszałem.

Na pokład wybiegła grupka marynarzy. Kilku z nich ruszyło w ich stronę. Użyła magii patrząc jak Varric jedną strzałą przeszywa trzech piratów.

- Nieźle.- rzuciła i przywołała ogień ale Rivaini znów złapała ją za ramię.

- Hawk to mój statek, Nie spal go!

Zaklęła i przywołała lód. Trzech bandytów biegnących w och stronę zamieniło się w sopel lodu. A dwóch kolejnych zachwiało się, gdy nagle w ich piersiach wyrósł nóż. Po drugiej stronie rozległy się krzyki.

- Stokrotka- mruknął krasnolud i miał racje.

Kilku piratów rzuciło się uciekając w ich kierunku, lód ich zatrzymał.

- Pokład?- zapytała pirataka.

- Jeśli Merrill oczyściła rufę to nie ma już nikogo.

Izabela wyszła z cienia patrząc na poległych.

- Jon, Faran i reszta wychodźcie.- powiedziała stając obok wejścia.

Na pokładzie pojawiło się około dziesięciu ludzi z rekami w górze. Magiczka wraz z pozostałymi wyszły z cienia.

- To- wyrzucił z siebie pirat- Jest ta twoja armia?

Jego ręka zniknęła w szatach. Ale znieruchomiała, gdy poczuł stal na gardle.

- Tak usłyszał koło swojego ucha kobiecy głos- I lepszej mi nie trzeba.

Z kajuty wybiegł jeszcze jeden mężczyzna a korzenie plątały się za nim.

- To chyba już wszyscy.- powiedziała Merrill podchodząc do nich.

- A ci, którzy zeszli na ląd?

- Nie odważą się tu wrócić. Nie, gdy Gaspar nie żyje.

- Mark, Saran, Hovar, Ion i Korn nie wygłupiajcie się i opuście ręce.

Piraci opuścił dłonie.

- Myśleliśmy, że nie żyjesz.- odezwał się jeden z nich.

- Wiem, jak widać jest inaczej.

- Cieszę się, że wróciłaś.- powiedział kolejny opuszczając powoli ręce.

- Nie ty.- stanęła przy mężczyźnie, który wcześniej szukał noża.

Przysunęła mu nóż do szyjki i pchnęła zmuszając by się cofnął.

- Ty.. co chcesz zrobić?- zapytała pirat cofając się.

Zatrzymał się, gdy znaleźli się przy burcie.

- Pomagałeś mu.- powiedziała i gdy położyła palec na ustach, gdy chciał coś powiedzieć.

Hawk spojrzała na Varrica a ten tylko wzruszył ramionami. Po chwili rozległ się plusk i piratka wróciła do nich.

- W jakim stanie mają się moje armaty?- zapytała Rivaini.

- Musieliśmy jedną wyrzucić żeby nie zaczepić o rafy, ale reszta jest na swoim miejscu.

- Jakieś zniszczenia poczynione pod moją nieobecność?

Widząc, że nie ma już zagrożenia Hawk, Merrill i Varric ruszyli do przodu statku.

- Izabela wreszcie będzie mieć swój okręt.- powiedziała Merrill- Chciałabym kiedyś gdzieś z nią popłynąć.

- Zaproponuj jej to, na pewnie cię weźmie.- rzuciła Hawk patrząc w ciemność- A ty Varric?

- Wolę czuć ziemie pod stopami.

Uśmiechnęła się, ale ciemność, która rozpościerała się teraz przed nimi, gdy księżyc skrył się za gęstymi chmurami fascynowała ją. Oczami wyobraźni zobaczyła twierdzę. Nie taką, jaką była naprawdę. Z wielu miejsc unosił się dym i nagle cała wizja rozpłynęła się w krwi.

- Hawk co się stało?- spytała Merrill.

Wezwała ogień i ciemność rozpłynęła się. Przed nią było tylko morze. Fale szumiały cicho uderzając od burtę statku.

- Nie nic.- powiedziała.

- To co idziemy do Wisielca?- powiedział Izabela podchodząc do nich- Musze zrobić duuuże zapasy u Siroka.

- Zostawiasz statek w ich rekach?- spytał krasnolud.

- To moi zaufani ludzie. A reszta i tak mnie posłucha. To Gaspar i te mędy- powiedziała patrząc na walające się po pokładzie zwłoki- byli najgorsi.

- Czy to oznacza, że odejdziesz z Kirkwall?- zapytała Merrill.

Izabela spojrzała na Hawk.

- Nie- powiedziała po namyśle- Może jeszcze trochę poczekam. Musze uzupełnić załogę.

W Wisielcu czekał już na nich Fenris i Anders taktownie milcząc w swojej obecności. Avelina siedziała obok z nieszczęśliwą mina, która znikła dopiero jak weszli.

- Jak wam poszło?- zapytał uzdrowiciel, a kiedy zobaczyli uśmiech na twarzy piratki już nie potrzebował odpowiedzi.

- Zwykli bandyci, nic specjalnego.

- Hawk mogę na chwilę?- zapytała Izabela patrząc na Hawk.

- Co się stało?- spytała, gdy odeszły

- Moi ludzie mówili że na statku był jakiś mag. Gaspar obiecał przetransportować go tutaj. Nic by nie było tym niezwykłego, ale Ian podsłuchał jak mówił z nim o kręgu i komtur.

- Wielu magów się tego obawia.

- Nie chodzi o to. To on spuścił szalupę. Miał ze sobą jakiś pakunek i kiedy jeden z marynarzy się zbliżył niemal wyrzucił go za burtę.

- Rzeczywiście dziwne. Nie wiesz, co to mogło być?

- Nie. Po prostu chciałam żebyś wiedziała. Ostatnio dużo się dzieję w Kirkwall. Ustawa i ten cały Revenge. Mam złe przeczucia.

Hawk spojrzała jej w oczy, przypomniała sobie wizję twierdzy i chłód, jaki nieraz pojawiał się w jej sercu.

- Ja też Izabelo. Miejmy oczy szeroko otwarte.

Piratka skinęła głową i wrócili do stolika.

Wychylili toast za udaną misję, a Izabela opowiadała o swoich planach załadowania statku zapasami z piwniczki Siroka i ruszeniu w siną dal.

- Wiecie, że do tej pory nie odkrył, że buchnęłam mu skrzynkę Denrimskiego szampana i kilka butelek białego wina?- dodała ciszej i wszyscy wybuchli śmiechem.

Spojrzała na elfa. Nakryła jego dłoń, która położył na stoliku, swoją. Spojrzał na nią ciepło.

- Nadałeś jej już imię?- zapytała.

Fenris odłożył piwo. Powoli.

- Ja…- zaczął zdając sobie sprawę, że nagle rozmowy ucichły. Spojrzał na pozostałych, którzy odwrócili wzrok. Wszystkich nagle zaczął bardzo interesować własny drink lub ściany Wisielca. Zwrócił spojrzenie na Varrica. Który niemal podskoczył na krześle, mruknął coś o pilnych obowiązkach i wstał.

- Może… Nagły zgon.- powiedział przez zęby, gdy krasnolud szybko przechodził obok nich.

Avannath spojrzała zagadkowo na niego i krasnoluda.

- To chyba nie jest najlepszy pomysł.

- Nie myślałem jeszcze nad tym.

- Może..- zastanowiła się.

Anders spojrzał na nią ciekawie tłumiąc uśmiech.

- Hawk- powiedział poważnie elf za nim będzie za późno- Później o tym pomyślimy.

- No dobrze.- poddała się nie wiedząc, o co mu chodzi.

W drzwiach zobaczyła Sebastiana, który rozglądał się najwyraźniej szukając ich. Pomachała mu dłonią, ale jej uśmiech znikł, gdy zobaczyła jego spojrzenie.

Wstała a templariusz do niej podszedł.

- Nie mam dobrych wiadomości.- powiedziała patrząc na nią.

- Co się stało?

- Syn wicehrabiego został zamordowany.

Avelina wstała.

- To niesłychane. Jak to się stało?- zapytała strażniczka.

- Revenge zabił go w dokach.

Zamarła. Szklanka, którą trzymał uzdrowiciel rozprysła się na milion kawałków. Magiczka zerknęła w jego stronę.

- Mów dalej, wszystko po kolei.- powiedziała spokojnie.

Sebastian usiadł z nimi.

- Wyszedł wieczorem z kolegami i zostali napadnięci przez zakapturzoną postać. Jego koledzy przysięgają, że to był Revenge.

- Dlaczego miałby go zabić?- zapytała Avelina- Seamus nigdy nie był przeciwko magom. Z tego co wiem, nie popierał nawet Kręgu.

- Rano pokłócił się na dziedzińcu z jednym z magów. Widziało to może z tuzin ludzi w Katowni.

- Gdzie jest ten mag?

- Nie żyje. Mówili, że to był wypadek, ale chyba templariusze go dopadli.

- Ktokolwiek zabił Seamusa- pomyśłała- zabił też maga by zatrzeć ślady po sobie. Kłótnia była tylko prowokacją. Ktoś chciał ją wrobić w śmierć syna wicehrabiego. Musiała porozmawiać z Thraskiem.

- Co zrobił Thrask?- zapytała.

- Rozmawiał z wicehrabią, ale bardzo krótko, a potem nie miał najlepszej miny.

- Ustawa?- zapytała.

- Nic o tym nie wiem.

- To straszne. Hawk nie powinnaś przerywać śledztwa.- rzuciła Avelina.

- Masz rację.- powiedziała zastanawiając się nad sytuacja.

- Hawk- powiedział Anders- Chce z tobą porozmawiać.

- Dobrze chodźmy.- powiedziała i ruszyli w stronę nie pustego kąta baru odprowadzani zamyślonym wzrokiem elfa i Sebastiana. Nagle ich spojrzenia spotkały się i templariusz szybko odwrócił głowę.

Anders rozejrzał się i powiedział cicho.

- Avannath.

- To nie ja.

- Wiem. Byłaś przecież z Izabelą. Wiem, co mówiłaś. Wiem, że dla ciebie ta ustawa też jest ważna. Nie zrobiłabyś nic, co mogłoby jej zagrozić.

Odetchnęła.

- Ale ktokolwiek to zrobił- kontynuował- zamierza wrobić cię w coś więcej niż tylko zabójstwa templariuszy. Nie rób już nic w tej sprawie. I nigdy nie wychodź nocą.

- Anders nie zamierzam już na nikogo polować. Czekam na tą ustawę i jak ci mówiłam.

- Wiem, przepraszam.

Po chwili wrócili razem do stolika. Elf patrzył przez chwilę na uzdrowiciela. Po czym położył dłoń na jej ręce, która leżała teraz na jej kolanie. Nakryła ją druga dłonią i ścisnęła lekko nie patrząc na niego.

- Hrabia nie jest głupi.-powiedział Varric- Nie odwoła ustawy z osobistych powodów.

- Oby.- powiedziała smutno Merrill.

Spojrzała na nią a potem na Andersa. Nie, do tego nie mogła dopuścić. Spojrzała na Sebastiana. Widziała jak na nią wcześniej patrzył. Już trochę ją znał a nie uwierzył jej. Nie pytał, bo byli z innymi. Ale gdy znajdą się sami na pewno zapyta. Jeśli on uwierzył, że to mogła to być Revenge, choć znał ją, dlaczego nie miał by zrobić tego wicehrabia i Thrask, którzy w zakapturzonej postaci widzieli tylko mściciela. Musiała opuścić Wisielca. Thrask na pewno będzie czekał na nią w dokach. Ale czy będzie sam? Tylko on jednak wiedział jak zareagował wicehrabia. Co planuje i co robić dalej. Musiała się z nim spotkać. Spojrzała jeszcze raz na wszystkich. Była sama. Sama to zaczęła i sama to skończy. Zdała sobie sprawę, że wciąż trzyma rękę elfa i spojrzała na niego. Ich oczy się spotkały.

- Cokolwiek planujesz nie rób tego.- powiedział tak cicho by tylko ona usłyszała.

- Dlaczego myślisz, że coś planuje?- szepnęła.

- Widzę to w twoich oczach.

- Mylisz się.- powiedziała poważnie patrząc w jego zielone oczy.

- Nie umiesz kłamać, Hawk.- powiedział i uśmiechnął się lekko.

- Umie.

- Ze mną nie pójdzie ci tak łatwo.- dodał patrząc na uzdrowiciela.

Spojrzała na Andersa, który rozmawiał właśnie z Aveliną.

- Powinieneś mi czasem zaufać.- powiedziała.

- Ufam ci.

- Oby to była prawda.- powiedziała i wstała.

- Już idziecie?- zapytała piratka- Jeszcze jest wcześniej.

- Dla ciebie zawsze jest wcześniej Rivaini.- powiedział Varric.

- Nie spałam ostatniej nocy.- wytłumaczyła się magiczka.

- W to wierzę.- mruknął Varric pod nosem.

Uśmiechnęła się lekko i razem z elfem wyszli z wisielca.

- Avannath ufam ci, ale… Obiecaj mi, że nie pójdziesz nigdzie tej nocy.

Zatrzymała się i spojrzała na niego.

Nie chciała go okłamywać. Uzdrowicielowi powiedziała jednak kiedyś prawdę i jak to się skończyło. Martwił się za każdym razem, gdy wychodziła, a ona szła bojąc się, że wyjdzie zza rogu, gdy będzie w przebraniu i ściągnie na siebie kłopoty. Nie, nie mogła nikogo już narażać. Kłamstwo było dużo lepsza alternatywą od prawdy. Hawk nie wychodziła. Revenge tak.

- Obiecuje, że nigdzie dziś nie wyjdę Fenris.- powiedziała- To, co się stało dziś… Zależało mi na twej ustawie a teraz nie wiem nawet, co się z nią stanie. Chciałam iść porozmawiać o tym z Thraskiem, ale chyba może to zaczekać do jutra.

Patrzył na nią, ale nie mogła nic odczytać z jego oczu.

- Misja z Izabelą była bardziej męcząca niż sądziłam.- powiedziała.

- Więc chodź do mnie.

- Nie... – powiedziała czując, że tego właśnie pragnie, w jego domu zawsze czuła się bezpieczna- Musze jeszcze pomyśleć nad tą sytuacją. Izabela wspomniała o jakimś magu krwi z dziwną przesyłką, który przybył tym statkiem. Nie wiem czy te sprawy się nie wiążą.

- Avannath nie bierz wszystkiego na siebie.

- Wiem, ale… potrzebuje dzisiaj samotności.

- W porządku.- powiedział- Nie przemęczaj się.- powiedział i pocałował ją w czoło.

Odeszła zostawiając go przed rezydencją. Jeśli naprawdę coś do niej czuje będzie musiał jej wybaczyć.

Przyszła do domu i pogasiła światła zamykając dom zaklęciem. Zabrała płaszcz i wyszła piwnicą prowadzącą do Mrokowiska. Na wszelki wypadek gdyby Fenris jednak zamierzał ją śledzić. Wyjrzała, ale na placu nie było nikogo. Równie dobrze mogła przebrać się tutaj w przejściu obok Kliniki. Nawet jak by teraz ktoś widział tu Revenge, Anders był teraz w Wisielcu i mogło o tym poświadczyć kilka osób. Zarzuciła kaptur na głowę i wyszła. Teraz była, Hawk. Jeśli nawet, jeśli jakiś strażnik zatrzymałby ją. Nie rzuciła zaklęcia czarnej mgły na twarz by nie przestraszyć uchodźców, których chciała poprosić o pomoc. Pilnując by kaptur zasłaniał jej twarz dała małą kartkę i kilka monet chłopcowi w podartym ubraniu i wyszła do doków. Dopiero teraz kryjąc się w bocznym przejściu rzuciła zaklęcie czarnej mgły. Nie tylko pod kaptur, ale na całą swoja postać. Okrążyła doki, omijając wszystkie miejsca gdzie pojawiała się do tej pory. Chłopiec miał dostarczyć Thraskowi wiadomość by stawił się na wschodniej stronie zatoki przy statkach. Jeśli jednak chciał tam dojść musiał przejść przez dzielnice magazynów, gdzie stała teraz. Niczym nie wyróżniać się z mroku, jaki otaczał zaułek.

Po chwili usłyszała kroki. Wyglądało więc na to, że jest sam. Minął ją i zniknął za zakrętem. Teraz pozostało jedynie czekać. Czas płynął a na ulicy już nikt się nie pojawiał. Musiał wiec być sam. Za pół godziny znów go zobaczyła jak szedł tym razem energicznym krokiem najwyraźniej zły, że został wystawiony do wiatru.

Ściągneła zaklęcie pozostawiając je jedynie pod kapturem tak by osłaniało jej twarz. Wyszła z cienia i zatrzymała się na środku drogi. Thrask stanął zaskoczony sięgając po miecz, jego ręka jednak zatrzymała się na klindze i opadła nieszkodliwie.

- Kusisz los przychodząc tutaj.- powiedziała.

Ruszył w jej stronę, ale zatrzymał się, gdy się cofnęła.

- Jestem sam.- powiedział i widząc, że Revenge nadal się nie ruszył dodał ze złością- Nikt inny nie wysiedział by tyle godzin w dokach czekając na ciebie!

- Chodź za mną.- powiedziała i ruszyła do opuszczonego magazynu. Rzuciła zaklęcie wyciszenia i spojrzała na templariusza. Czy przychodząc tu teraz sam nie wpadał w kłopoty?

- Nie powinieneś kusić losu.

- Powiedz mi, że to nie zabiłeś wicehrabiego.

- Nie. Ale jesteś chyba jedyna osobą, która tak myśli.- powiedział kryjąc zaskoczeni swoim głosie- Dlaczego?

- Przez to myślałeś, że nie przyjdę sam?

Skinęła głową.

- Ta kłótnia na dziedzińcu… To było zbyt oczywiste. Zależy ci na ustawie nawet bardziej niż mi. Inaczej nie robiłbyś tego wszystkiego. Porywanie się teraz na syna wicehrabiego było by głupota.

- Ktoś chce cię wrobić.- dodał po chwili.

- Zauważyłem. Co z ustawą?

- Nie jest dobrze. Wicehrabia wpadł w szał. Ze mną nie chciał nawet rozmawiać.

- Wie, że widziałeś się ze mną.

Skinął głową.

- Zamknął się w gabinecie i rozmawia jedynie z komtur. Nic nie wiemy o mordercy. Nie pozostawił żadnych śladów, jak ty wcześniej.

- Znajdę go.

Templariusz nie odpowiedział

- Mów dalej.

- Sprawy się skomplikowały. Wicehrabia nie odwołała ustawy, ale tylko przez presje jaką wywiera na niego Zakonu. Podpisze ją, ale pod jednym warunkiem.- spojrzał na nią- Wcześniej dasz się pojmać.

Nie odpowiedziała. Znalezienie zabójcy, jeśli rzeczywiście nie zostawił żadnych śladów nie było łatwe. O ile nie było niemożliwe. Ktokolwiek chciał ją wrobić zabił maga by usunąć wszelkie tropy. Sam zabójca mógł już dawno pływać na dnie zatoki.

-Nie wiem czy zdołasz go znaleźć.- powiedział rycerz jakby odczytując jego myśli i zapytał poważnie- Co zrobisz wtedy?

- Hrabia stracił syna, ale nie jest głupcem. Nie pozwoli by to wpłynęło na tak ważną decyzję.- powiedziała nie odpowiadając na pytanie.

- Cholera Revenge, nie widziałeś go dzisiaj jak trzaskał drzwiami przed nosem każdego oprócz komtur! Jest teraz pod jej wpływem. To cud, że jeszcze chce podpisać tą ustawę. Nie o to pytałem.

Patrzyła na niego przez chwilę.

- Co zamierzasz zrobić?- zapytał.

Ruszyła do drzwi a on zerwał się za nią.

- Co zamierzasz zrobić, Revenge?

Na jej dłoni pojawiły się płomienie.

- Nie zbliżaj się do mnie templariuszu!

Rycerz zatrzymał się gwałtownie i zaklął, gdy postać zniknęła w cieniu.

Jak miała znaleźć mordercę? Jeśli był magiem nie pozostawił po sobie żadnych śladów. Przeklęła swój niczym niewyróżniający się strój. Płaszcz, który można było dostać w każdym sklepie i magia. Nic, co dałoby się zweryfikować. Dlatego go wybrała. Nie chodziło już nawet o tropienie. Mogła pójść na miejsce zbrodni ze swoją drużyną i poszukać śladów. Swoją intuicją czuła, że go nie znajdzie. Że nie znajdzie już nic. Chłód jaki czasem pojawiał się ogarniając jej serce tylko to potwierdzał. Co mogła zrobić wtedy? Widziała się kilka razy z wicehrabią. Nie sądziła by wycofał coś tak ważnego z powodu spraw osobistych.

Zatrzymała się gwałtownie widząc przemykające postacie. Zakapturzona sylwetka kroczyła przodem za nią szło jeszcze trzech templariuszy. Niby nic niezwykłego, ale ruszyła w sporej odległości za nimi. Zatrzymali się w zaułku gdzie zauważyła kolejną postać. Podeszła bliżej nie zwracając na siebie uwagi. Jedna z postaci pokazywała coś w ciemności i wtedy w dłoni jednej z nich zapłonął zielony ogień. Światło oświetliło na chwile twarz komtur. Głowa zakonu i apostata na nocnych schadzkach nie mogli oznaczać nic dobrego. Czekała dalej w ciemności, gdy nagle usłyszała kroki i zamarła zdając sobie sprawę, do kogo należą. Thrask szedł z bocznej uliczki wprost w miejcie gdzie w zaułku kryły się ciemne postacie. Spojrzała na maga i komtur. Trzej templariusze stali z boku, tak by najwyraźniej nie mogli usłyszeć ich rozmowy. Nie zdoła go już ostrzec. Zniknęła w cieniu.

Rycerz zawahał się widząc trzech templariuszy. Żaden z patroli nie powinien pojawić się o tej porze w dokach. Odwrócił się kierowany zielonym blaskiem i zamarł.

- Komtur?- powiedział zaskoczony widząc maga na wolności i kobietę, która najwyraźniej omawiała z nim coś.

Na jego widok zamilkli.

- Ser Thrask.- powiedziała Meredith.

- Komtur, co tutaj robisz?

- Byłeś dobrym rycerzem.-powiedziała- Szkoda. I skinęła na maga.

Zielony płomień zwiększył objętość oświetlając twarz maga, a templariusz cofnął się, ale było już za późno. Płomień pomknął w jego stronę, zasłonił się instynktownie ręką i poczuł żar. Zieleń rozbiła się o białą tarczę, która wyrosła nagle przed nim.

- Uciekaj!- rzucił Revenge patrząc z wzajemnością na maga, który rzucił zielony płomień.

- Revenge..

- Uciekaj i ukryj się.- powiedziała i ściągała barierę rzucając uderzenie umysły na trzech templariuszy. Czar złapał tylko jednego. Thrask wyciągnął miecz i rzucił się na pozostałych. Nie miała czasu nawet zakląć, bo w nią poleciał zielony promień wybijając dziurę w pobliskim murze. Rzuciła chłód, ale mag i komtur tylko odskoczyli w przeciwne strony. Schowała się za rogiem modląc się żeby Thrask dał radę i zniknął nim będzie za późno, ale w tej samej chwili usłyszała jego krzyk. Wychyliła się i znów ukryła unikając błyskawicy. Usłyszała odgłosy walki i dopiero teraz spojrzała za róg. Templariusz odpierał ataki komtur, a mag stał za nią rzucając właśnie kolejne zaklęcie w jej stronę. Tym razem nie schowała się tylko przeturlała pod płonąca kulą i wymierzyła lud precyzyjnie. Mag krzyknął bo jego ręka pokryła się lodem.

- Thrask!- krzyknęła, templariusz ugodzony oszołomieniem zaczął się już budzić.

Mag mówił coś do komtur, która wycofała się i spojrzała na nią. Meredith ruszyła na nią. Przyjęła pierwsze uderzenie miecza zasłaniając się kosturem. Thrask zabił templariusza i chciał ruszyć na maga.

- Nie masz z nimi szans, uciekaj głupcze!- rzuciła i wyciągnęła dłoń przesyłając mu część bariery, która zatrzymała kulę ognia. Templariusz zniknął za rogiem.

Moment nieuwagi przypłaciła uderzeniem miecza, które zatrzymując się na kosturze zwaliło ją z nóg. Uderzyła głowa o kamień i przez sekundę nie widziała nic. Kostur poleciał kilka metrów dalej. Gdyby nie to, że mag w tej chwili zielonym płomieniem roztapiał lód z ręki widząc że komtur wygrywa, było by już po niej.

- Co teraz zrobisz Revenge.- powiedziała komtur z szerokim uśmiechem podchodząc z mieczem. Wcale nie spiesząc się.

- To.- rzuciła, przyzywając wszystką energię, jaka jeszcze jej pozostała. Na sekundę przed wypuszczeniem płomienia poczuła w sobie gniew na wspomnienie jak groziła jej przyjacielowi i w ogniu pojawiło się kilka fioletowych iskier. Ogień buchnął w twarz i Komtur zaryczała. Magiczka zerwała się i podbiegła do kostura. Meredith leżała już na kolanach, a mag znalazł się nagle przy niej. Thraska nigdzie nie było. Przez chwilę jej oczy i maga się spotkały. Patrzył na nia z taką samą determinacją jak ona na niego. Ale tylko prze chwilę. Zielony płomień wystrzelił w jej stronę nieszkodliwe rozbijając róg budynku za którym zniknęła.

Gdy minęła kilka przecznic zatrzymała się. Nie gonił jej, dlaczego? Leczeni oparzeń po kuli ognia nie powinno zając mu więcej jak kilka sekund. Czując, że tylko kusi los zostając tu dłużej ruszyła do tajemnego przejścia przebrać się. Uśmiechnęła się. Dowiedziała się, że komtur spiskuje z nieznanym magiem. Thrask zdołał uciec i powstrzymała komtur. Tak. Revenge wygrała tą bitwę. Ale uśmiech zmniejszył się, gdy pomyślała o sobie. Mimo wszystko to, co powiedział jej wcześniej templariusz nie wróżyło niczego dobrego.

Szła ulica górnego miasta kierując się do swojej rezydenci. O tej porze panował tu już mrok. Ktoś musiałby podejść naprawde blisko by poznać, kim była. Dlatego nikt nawet nie dowie się o nocnym wypadzie Hawk.

Zatrzymała się przed drzwiami i złapała za klamkę. Nie otworzyła jednak drzwi. Było cicho. Zaklęcie, które rzuciła nim wyszła pozostało niezerwane. I pomimo że rozum mówił jej, że wszystko jest w porządku zawahała się.

- Niech to będą templariusze- szepnęła cicho stojąc przed drzwiami z dłonią na klamce- Błagam…Niech to będzie nawet komtur…

Otworzyła drzwi i weszła do środka. Zatrzymała się i niemal cofnęła z powrotem do drzwi.

Przy kominku stał białowłosy elf.

Odwrócił się i spojrzał na nią. Nie zmieniła wyrazu twarzy starając się zachować dobrą minę do złej gry.

- Fenris.- powiedziała.

- Nie powiedziałaś mi prawdy.- powiedział i popatrzył na jej czoło, którego nie udało jej się do końca wyleczyć. Jej lecząc magia zawsze była zbyt słaba.

- Nie.- odparła.

- Byłaś, chociaż w domu od chwili, gdy się rozdzieliliśmy?- zapytał. Widziała złości w jego oczach.

- Tak.- odpowiedziała po chwili nie patrząc już na niego- Tylko na chwilę.

- Revenge.- pomyślała. Nadszarpnęła jej przyjaźń z uzdrowicielem. A teraz…. Zniszczy i to. Na czym jej najbardziej zależało. I nic nie mogła zrobić. Nie mogła powiedzieć mu prawdy. Nie mogła jego też narażać. Podjęła decyzję.

Elf widział jak zmienia się wyraz jej oczu, patrzył na nią zaskoczony, gdy minęła go z zdecydowanym spojrzeniem i ruszyła na górę.

Gdy znalazła się w swojej sypialni przyjęła ciemność, którą jej oferowała. Położyła się na boku i przyłożyła dłoń do czoła. Wicehrabia nie będzie głupcem i podpisze ta ustawę. Znała go. Mogły porwać go emocje, ale ostatecznie postąpi słusznie. A ona znajdzie mordercę prędzej czy później. Ale… Fenris jej nie wybaczy. Tak łatwo go okłamała. Nie mogła zrobić nic innego. To koniec. Może Revenge zawsze była złym pomysłem- pomyślała. Wtedy jednak przypomniała sobie uzdrowiciela gdy mówił o kręgu, magów którzy zginęli na jej oczach. Komtur spiskującą dziś w nocy z magiem, którzy byli przecież jej największymi wrogami. I wiedziała już, że nie mogła postąpić inaczej.

Pogrążona w myślach nawet nie usłyszała jego kroków. Usiadł obok niej na łóżku.

Był tu. Świadomość tego raniła ją tak mocno jakby odszedł. Nie zasługiwała na niego. Nie będzie mogła mu powiedzieć prawdy. Była sama ze swoją misją i nie mogła się wycofać.

- Nie jesteś sama.- usłyszała jego głos.

Otworzyła oczy.

- Dlaczego sądzisz, że tak myślę?

- Jednej nocy, stałaś tam sama przed Wisielcem. Anders był w środku. Jest twoim najlepszym przyjacielem a bałaś się spotkać nawet z nim.

Miał rację. Wyciągnęła dłoń nie odwracając się i posunęła ja w jego stronę. Złapał ją i uścisnął.

Nie, nie zasługiwała na niego.

Bała się. Złe przeczucia, które nawiedzały ją od niedawna tylka powiększały się z każdym dniem. Czuła, że stanie się coś strasznego. Zamknęła oczy, a w jej umyśle znów pojawił się głos.

Nie zdołasz ich ochronić. Nie zdołasz…"

- Musisz mi powiedzieć, co się dzieję.- głos elfa wyrwał ją niczym ze snu.

Usiadła obok niego. Nadal trzymając jego dłoń. Nie mogła powiedzieć mu prawdy.

- Nie odchodź.- powiedziała po chwili nie patrząc na niego.

Czekała aż zabierze dłoń i odejdzie, bo nie otrzyma odpowiedzi.

- Avannath, nigdzie się nie wybieram.

Spojrzała na niego. Patrzył na nią pewnie.

- Nie będę pytał, ale nie pozwolę ci wyjść kolejnym razem.

- Nie zdołasz mnie powstrzymać.- powiedziała cicho.

- Naprawdę tak nisko mnie cenisz?

- Nie, przecież jesteś w mojej drużynie.

- Masz w niej tez Varrica.

Uśmiechnęła się. Zdała sobie sprawę, że tylko on mógł to teraz sprawić.

Patrzyła na niego. Tylko te zielone oczy niosły jej spokój. Odganiała cienie. Jak mogła myśleć, że da sobie rade bez niego. Nie mogła go stracić. Zbliżyła usta i pocałowała go. Odwzajemnił jej pocałunek. Spojrzeli na siebie i jednocześnie nie szybko, ale tez nie wolno objęli się całując spragnieni swojego dotyku. Westchnęła, gdy poczuła na plecach jego silne dłonie.

- Nie- pomyślała- niech Revenge zniknie, odejdzie- Nawet on nie jest tego wart takiego poświęcenia.

Dotykał ją jakby nie chciał jej już nigdy wpuścić, a ona przyjmowała to z radością. Pragnąc więcej. Wyciągnęła dłoń w stronę świec, ale złapał ją.

- Nie, lepiej nie. -powiedział oddychając ciężko, gdy na sekundę odsunął usta od jej skóry.

- Jak chcesz.- powiedziała gładząc dłonią jego jedwabiste włosy, a drugą przesunęła dłoń po jego skórze kierując ją niżej. Linie lyrium zaświeciły na niebiesko.

- Spryciula.- powiedział kierując jej dłoń znów na swoją klatę- Co się stało?- zapytał po chwili, gdy nagle zaczęła patrząc na niego inaczej.

- Wyglądasz jak niebo nocą.- powiedziała zauroczona

Spojrzał na nią przez chwilę i odwrócił wzrok patrząc w ciemność sypialni. Zauważyła to smutne spojrzenie.

- Fenris. Jesteś piękny i nigdy nie myśl o sobie inaczej.

- To nie piękno.- powiedział - Dodaje mi to tylko kilka umiejętności jak wyrywanie…- położyła mu dłoń na ustach.

- Nocne niebo.- powiedziała jej oczy błyszczały niesamowicie w niebieskie poświacie otaczając ją aurą własnej magii- Jedynie dla nas. Tylko nocne niebo, nic innego nie potrzebujesz. Moje serce już należy do ciebie.

- A więc ja jestem twoim niebem, już na zawsze.- powiedział sunąc dłonią po jej ramieniu.

Obudziła się rano czując go obok siebie i uśmiechnęła się. Niczego nie pragnęła bardziej niż spędzić tak każdy poranek swojego życia. Leżeli na boku przytuleni do siebie. Jego ręka obejmowała ją w pasie. Położyła na niej dłoń nakrywając jego.

Elf nie poruszył leżąc za nią. Nie chciał by wiedział, że się obudził. Cokolwiek stało się wczoraj było prawdziwe jak rana, której nie udało jej się do końca wyleczyć. Nie mogła albo nie chciała powiedzieć mu prawdy i widział w jej oczach, że była gotowa dużo poświęcić by chronić swoją tajemnicę. Bał się wiedząc jak dużo. Przesunęła delikatnie palcami mojego dłoni. Tak bardzo chciałby wiedzieć, o czym myśli. Była, obok ale nadal była dla niego tajemnicą. Teraz nawet większą niż zwykle. Gdyby tylko lyrium pod jego skórą zamiast umiejętności wyrywania serc pozwalało mu odczytać jej myśli.