Justice
Na miejsce zbrodni zabrała Merrill Avelinę i Andersa. Jak się jednak spodziewała nie pozostała tam nawet aura po użytej magii. Nic. To nie było zabójstwo pierwszego lepszego bandyty. To była robota skrytobójcy albo kogoś, komu nieobce są takie rzeczy. Kim był wczorajszy mag używający zielonego płomienia?
- Wiecie, że Izabela nie zamierza nawet zarejestrować statku?- powiedziała Avelina, gdy wracali- Wciąż widnieje na tego Gaspara, który już przecież nie żyje.
- Jeśli chodzi o podatki i opłaty Izabela lubi być anonimowa.- mruknęła Anders.
- W Wisielcu na pewno anonimowa nie jest. Co jest Hawk? Jesteś jakaś milcząca dzisiaj? Cos się stało między tobą i….?
- Nie.- odpowiedziała trochę za szybko.
- Wiedziałam! To nie jest mężczyzna dla ciebie…
- Avelino.- powiedziała magiczka zatrzymując się nagle i zwracając do niej- Nic o nim nie wiesz i wierz mi, jeśli coś stanie się między nami na pewno nie będzie to jego wina.
Merrill i strażniczka spojrzały po sobie.
- Po prostu zajmijcie się swoimi sprawami.- powiedziała chłodno i ruszyła przodem.
- Hawk co jest?- zapytał Anders.
- Chciałabym znaleźć tego mordercę.- powiedziała i zerknęła na dziewczyny idące z tyłu. Avelina nie miała najlepszej miny.
- Znajdziemy go, Varric popyta. Dziś spotykam się z Nielsenem może coś wiedzą w kręgu…
- Na to trzeba czasu. Zaraz… jak to spotykasz się z Nielsenm? Myślałam, że przekazujecie sobie tylko wiadomości.
- Tak, ale tym razem nalega na spotkanie.
- Pójdę z tobą.
- Nie.
- Anders.- zatrzymała się- Gdzie macie się spotkać?
- Avannath już z nieraz się z nim widziałem, to nie pierwszy raz przecież. Nim się jeszcze pojawiłaś przekazywał mi informacje od Karla. Im mniej osób tym lepiej. Wiem jak o siebie zadbać.
- Niepodobna mi się to. Nie teraz.
- Dlaczego?
- Mam złe przeczucia. Czy Justice nie mógłby…?
- Justice nie jest jasnowidzem- obruszył się- To nie ten typ demona.
- Szkoda.
Uśmiechnął się.
- Rzadko mówisz, że jest przydatny.
- Bo rzadko się przydaje.
- Chyba udzielił ci się już styl elfa.
Uśmiechnęła się szeroko.
- Może.
Jutro wicehrabia podpisywał ustawę. Miała tylko nadzieję, że nie okaże się jednak kretynem i jej nie odrzuci, jeśli Revenge się nie pojawi. Kim mógł być mag, który spiskował z komtur? Nie mogła przecież podejść do komtur i nawet ogólnikowo zapytać o coś wiążącego się z wczorajszym wieczorem. Jeśli zaczęłaby coś podejrzewać wszystko szlag by trafił. Z jej czoła zniknęła rana pod kojącą mgiełką z dłoni uzdrowiciela. Przynajmniej to jej nie zdradzi nawet, jeśli spotkają się przypadkowo. Nie mogła też czekać az komtur popełni błąd. Nie mogła też tak szybko znaleźć mordercy. Zaufanie w rozwagę wicehrabiego było jak na razie jedynym wyjściem. A mordercę dostarczy mu później, przed same drzwi twierdzy. Zawiązanego czerwoną wstążką. Nie tylko podpisze tą cholerną ustawę…
- Hawk nie słuchasz nas.- powiedziała Merrill.
- Przepraszam, zamyśliłam się.
- Avelina właśnie mówiła, że jest jej przykro i że nie powinna się wtrącać w wasze problemy.
Magiczka zdusiła chęć by odpowiedzieć coś niezbyt przyjemnego i odparła spokojnie.
- Nie ma spawy, bo my nie mamy problemów. Przepraszam Avelino, najwyraźniej mam zły dzień.
- W porządku Hawk.- powiedziała strażniczka ale wiedziała, że niezbyt ją to przekonało.
Trudno zajmie się tym, kiedy indziej, jeśli jutro ustawa zostanie podpisana mogła osobiście porozmawiać z wicehrabią i cudem przekonać go, że to nie Revenge zabiła jego syna. Choć może powinna wybrać się do niego, jako Revenge? To nie był zły pomysł. Zaraz jednak zobaczyła w umyśle komtur, która ostatnio jak słyszała nie odstępowała go w twierdzy. Nie, lepiej nie. Jak niby miała się do niej dostać w przebraniu? A jeśli by ją złapali, nie mogłaby dać bardziej obciążającego dowodu przeciwko sobie.
- Innym razem.- pomyślała i zatrzymała się widząc elf na rynku. Uśmiechnęła się, ale jej uśmiech zmalał. Cień Revenge zaczął ograniać nawet ich. Jak długo uda jej się zachować to przed nim w tajemnicy? I co zrobi, jeśli to się wyda? Nigdy nie podobały mu się działania skrytobójcy. Nie. Wolała o tym nawet nie myśleć.
- Avannath?- powiedział Anders.
- Idziemy.- powiedział i ruszyli do rezydencji kolejnego zleceniodawcy.
Wysłuchała historii zaginionej żony, ale z uwagi na brak tropów nie sądziła, że mogą zrobić cokolwiek w tej sprawie. Varric zastąpił uzdrowiciela, który wymigał się pilnymi obowiązkami w Klinice. Przeszukali kilka opuszczonych magazynów i natkęli się jedynie na obrączkę na odciętym palcu. W chwili, gdy ją podniosła poczuła, że to kolejny zły znak na jej drodze. Odnieśli dowód zleceniodawcy, który wydawał się być całkiem poruszony jej zabójstwem.
Kończąc dzień w niebyt pogodnym nastroju pożegnała pozostałych i ruszyła do domu. Robił się wieczór. Fenris miał przyjść do niej późno bo wykonywał własne zadanie.
Rozpaliła ogień w kominku zdając sobie sprawę, że zrobiła to tylko dlatego, że czuła chłód, pomimo że noc była ciepła. Podeszła do okna patrząc na ulicę. Przed jej oczami znów stanęła twierdza, choć jej okno wychodziło jedynie na uliczkę z posiadłościami. Czerwień zmyła wszystko. Odsunęła się i nagle poczuła jakby coś złapało jej serce w żelazny uścisk.
Usiadła chcąc się uspokoić, ale to nie pomagało. Zaczęła krążyć po pokoju i przypomniała sobie uzdrowiciela i jego spotkanie z informatorem.
- Anders nie jest głupi da sobie radę- powiedziała sama do siebie, ale cień jej nie opuścił. Zgasiła ogień zamieniając go w bryłę lodu i wyjrzała prze okno. Było cicho. Nawet w cykaniu świerszczy czuła dziś coś złowieszczego.
Usiadała odrzucając to od siebie. Nie mogła tam myśleć. Była magiem, a każdy z nich narażony był na ataki demonów w świecie realnym, jak i we własnym umyśle. Zawsze była dość silna byś stawić im czoła. Nie mogła, więc teraz poddawać się żadnym wizją. Czyniły ją tylko słabszymi. Jak Anders wrócił porozmawia o tym z Justicem, czy duch chce tego czy nie.
Zamrugała. Usłyszała na dole ciche kroki.
- Za wcześnie.- pomyślała i sięgnęła po kostur. Zaczęła schodzić cicho po schodach. Pokój był pusty, a w kolejnym pomieszczeniu wciąż tlił się ogień w kominku.
- Anders- powiedziała z ulgą czując jego energię i odłożyła kostur.
Uzdrowiciel podskoczył na jej widok. Miała coś powiedzieć, ale wyraz jego twarzy sprawił, że zamarła.
- Co się stało?- zapytała.
- Nielsen nie żyje.- powiedziała patrząc nerwowo w stronę okna.
- Co?
- Zginął na moich rękach. Zabili go… Oni wszyscy nie żyją- dodał drżącym głosem- Przepraszam. Nie powinienem tu przychodzić, tu też będą mnie szukać, ale nie wiedziałem, dokąd pójść…
Dopiero teraz zauważyła, jaki jest przestraszony i sama poczuła strach.
- Anders, co się stało?- powiedziała podchodząc do niego- Twoja szata… jest cała we krwi.
- To nie moja krew- dodał szybko- Oni… Justice… Nie wrócę do kręgu! Prędzej sam się zabije!- powiedział zaciskając dłonie i chcąc wyjść.
- Nie wrócisz do kręgu- powiedziała i złapała go za ramię zatrzymując.
- Nie rozumiesz tu też będą mnie szukać!- powiedział chcąc się uwolnić.
Położyła mu dłonie na policzkach by wreszcie na nią spojrzał i odpowiedział najspokojniejszym głosem, na jaki jeszcze było ją stać.
- Nie znajdą cię. Nie pozwolę na to i już nigdy tam nie wrócisz, a teraz powiedz mi spokojnie, co się stało.
- Wszyscy zginiemy… komtur…
- Po kolei!- powiedziała ostro widząc, że nic innego już nie zadziała.
Uzdrowiciel wreszcie zamilkł starając się najwyraźniej uporządkować chaotyczne wydarzenia.
- Nielsen odkrył spisek komtur. Chce jutro w południe za pomocą jakiegoś maga krwi zabić wicehrabiego i wszystkich, którzy będą obecni na podpisaniu aktu. Komtur tam nie będzie. Zwali winę na magów, śmierć hrabiego…
- Anders.- powiedziała łagodnie.
- Powoła się na Prawo Likwidacji. Zabiją wszystkich magów w Kirkwall.
- Co?- powiedziała zszokowana.
- Nielsen to odkrył, dlatego go zabili. Nie zdołałem go obronić, umarł na moich rekach…
- Wiedzieli cię?- zapytała czując jak w jej sercu rośnie gniew przebijając się przez strach i troskę.
Skinął głową.
- Anders, co stało się dalej? Dlaczego jesteś cały we krwi?
- To był Justice. Jak zginał Nielsen schowałem się, ale Justice zobaczył templariuszy… Wpadł w szał… Zabił ich wszystkich.
Nie odpowiedział przerażona jego słowami.
- Będą mnie szukać w Klinice a potem przyjdą tutaj. Avannath musze uciekać.
- Zaczekaj daj mi pomyśleć.
- Nie mogę cię narażać…. Musze..
- Anders na Stwórcę daj mi pomyśleć!- krzyknęła i uzdrowiciel zamilkł.
Odgoniła od siebie powagę tego, co odkrył Nielsen. Będzie na to czas później. Choć czuła, że twierdza znów staje jej przed oczami we krwi.
- Chodź ze mną.- powiedziała i pociągnęła go na górę.
- Nie mamy czasu…
- Chodź!- uzdrowiciel posłusznie poszedł za nią najwyraźniej widząc że i tak go nie posłucha..
Napisała na kartce kilka słów i zostawiła przy łóżku. Wyciągnęła z szafy płaszcz i kazała mu go założyć. Sama ubrała podobny. Rzuciła na niego zaklęcie oczyszczenia zeszli na dół.
- Nie możesz iść ze mną.- powiedział, gdy otworzyła drzwi wyglądając czy droga jest czysta.
- Chyba śniesz, jeśli myślisz, że zostawię cię w takim stanie samego.
- Hawk, jeśli ktoś cię ze mną zobaczy…
- Każdy wie, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Oni widzieli że jestem z Justicem. Z demonem, możesz wyprzeć się tego ze o tym wiedziałaś. Nie będą cię winić.
- Zamknij się i przekaż Justicowi, że jeśli wyjdziemy z tego cało będę chciała z nim porozmawiać. I tak, teraz jak najbardziej może się mnie już bać. Na jego miejscu modliłabym się żeby nam się jednak nie udało.
- Przestań! On wie, że źle zrobił.
- Nie, nie wie.- powiedziała chłodno.
Wyszli ulica czując, że zza każdego zakrętu może wyjść na nich grupka rycerzy. Jak to się stało? Mogła iść z nim, a wtedy może udałoby jej się powstrzymać ducha pustki.
- Gdzie właściwie idziemy?- zapytał uzdrowiciel
- Syrena.- mruknęła.
- Statek Izabeli? Myślisz, że tam nie przyjdą?
- Nie. Tylko my wiemy, że należy do niej. Avelina mówiła o tym rano. Jeśli zrobi się gorąco ruszy ta swoją łódkę i tyle was będą widzieć.
- Nie odejdziemy bez ciebie.
- Nie bądź głupi. Na razie odbijecie tylko od brzegu, tak by nie rzucać się w oczy. Odpłyniecie tylko w razie niebezpieczeństwa bez względu na to, kto będzie na pokładzie, a kogo nie będzie.
- Hawk…
- Co się stanie, jeśli wejdę do Pustki i zabije tam Justica?
- Avannath to mój przyjaciel!
- Pomówimy o tym później. Ktoś idzie.- powiedziała i pociągła do cienia.
Zaklęła widząc z daleka odbijające się światło księżyca w srebrnej zbroi.
- Przeszukują ulice.- powiedziała i ruszała w głąb alei. – Zejdź tym przejściem i ukryj się tam. Użyj czarnej mgły i poczekaj na mnie. Jak nie przyjdę za dziesięć minut idź do statku Izabeli.
- Co chcesz zrobić?
- Postaram się odwrócić ich uwagę.
- Hawk…
- Nie martw się o mnie, w takich sprawach radzę sobie lepiej od ciebie.
Uzdrowiciel uśmiechnął się kwaśno najwidoczniej myśląc o Revenge.
- Nie wychodzą pod żadnym pozorem. Choćby nie wiem, co się stało i tak jestem w lepszej sytuacji.
- Dobrze, nie spieszy mi się do Kręgu,
- W najgorszym wypadku zobaczymy się na Syrenie.- powiedział i pocałowała go w policzek.
Nie mogąc patrzeć jak znika w ciemnościach zupełnie sam, odwróciła się i ruszyła w przeciwnym kierunku. Rzuciła czarna mgłę na siebie i obeszła grupkę rycerzy. Gdy już znalazła się za nimi zamknęła oczy. Ogień w nim była najlepsza. Burza ognia? Nie. Żywiołaki. Same żywiołaki zrobią trochę zamieszania i odwrócą uwagę. Ale czy będzie potrafiła wezwać tylko je? Musi, Anders jej potrzebuje. Wyciągnęła kostur i skupiła się na ogniu ignorując fakt, że płomień, jaki przywołuje szybko zwróci uwagę templariuszy. Płynny ogień. Inteligencja. Psoty. Wszystko płonie. Otworzyła oczy, jej spojrzenie stało się głębsze pod wpływem zaklęcia przez chwilę czar zatrzymał się w niej wysycając energią. Skierowała kostur na koniec ulicy i wyzwoliła zaklęcie. W pierwszej chwili myślała, że nie zadziałało. Zaraz jednak kamienny bruk zaczął połyskiwać w kilku miejscach, a po chwili zaczęły wynurzać się z niego świetliste istoty. Z końca ulicy dobiegły krzyki. Udało się, więc. Ruszyła z powrotem i usłyszała kroki z strony, w którą szła. Schowała się w cieniu i grupka przebiegła obok niej. Ruszyła dalej. Żywiołaki rozjaśniały już każdy kąt zrzuciła zaklęcie czarnej mgły. Jeśli ktoś ją tu zobaczy będzie tylko Hawk, a ona nie miała powodu się ukrywać. Modląc się by Anders był bezpieczny spojrzała na przeciwną boczną uliczkę gdzie było przejście. Musiała przekroczyć główną ulice, która tonęła w blasku walczących na końcu ulicy teraz żywiołaków i templariuszy.
Uda mi się. Uda.
Wyszła na ulice i w ostatniej chwili zmieniła kierunek.
- Hawk.- usłyszała gruby kobiecy głos.
- Komtur.- powiedziała patrząc na chaos, jaki zapanował dalej.
Komtur także tam spojrzała jednak bez większego zainteresowania.
- Gdzie jest ten apostata z którym wszędzie chodzisz?
- Anders? Myślę, że o tej porze jest już w Klinice.- powiedziała, i z satysfakcją zauważyła że na policzku Meredith widnieje paskudna szrama. Widać jej mag nie był dobry w magii leczniczej.
- Nie udawaj, że nie wiesz! Na pewno ukrywa się gdzieś tutaj a ty mu pomagasz.
- Nie wiem, o czym mówisz.
Komtur spojrzała na nią.
- Zamordował dziś kilku templariuszy
- Co?
- Dorwę tego plugawca a wtedy zapłaci za to, że tak długi był na wolności.
- Nie gróź mu!- myśl pojawiła się w jej umysłe. Zacisnęła dłonie starając się opanować.
- Oczywiście wiedziałaś o tym, że jest opętany. Że ma w sobie demona?
Miała odpowiedzieć, że nie wie, ale słowa komtur jak i jej spojrzenie sprawiły, że zmieniła zdanie. Patrzyła na nią tylko nie odpowiadając nic. Gdyby mogła udusiłaby tą kobietę własnymi rękoma.
- Tak myślałam. Przyjaźń z plugawcem zmyje na dobre to całe bohaterstwo z twojej postaci a wtedy i wicehrabia przejrzy na oczy. Walczysz przeciw magom krwi a sama ukrywasz maga opętanego przez demona..
- Nie wiem, o czym mówisz.- powiedziała przez zęby jak by to było przekleństwo rzucone na głowę komtur.
- Oczywiście. Nie trudź się bohaterko, nie zdołasz mu już pomóc.
- Skąd masz tą szramę?- zapytała patrząc na nią spojrzeniem Revenge.
Komtur skrzywiła się.
- Nie pozwolę ci zniszczyć tego miasta, jeśli nie ja to ktoś inny.- dodała.
- Zniszczyć?- komtur zaśmiała się się- Ja je tylko chronię przed takimi jak wy!
Trzech templariuszy ruszyło do uliczki gdzie było podziemne przejście. Odwróciła wzrok widząc jak komtur ją obserwuje.
- Wracaj do swojej rezydencji w Górnym Mieście. Póki jeszcze możesz.- zagroziła komtur.
Templariusze nie wracali. Musieli znać przejście. Spuściła wzrok. Nie pozwoli by go zabrali. By Justice znów przejął nad nim kontrole. Tylko to się liczyło.
Komtur coś mówiła, ale nie słyszała już jej. Zacisnęła dłonie czując pulsującą w nich energie, która chciała się wyrwać.. Nie podniosła wzroku. Rozluźniła dłonie wypuszczając niewidoczną falę. Ogień na końcu ulicy znów rozjaśniał jak na początku. Żywiołaki zachwiały się i zaczęły rosnąć. Komtur zawachała się czująć wibrację powietrza.
- Avannath wracaj do domu.- usłyszała głos Sebastiana, który podszedł do niej i spojrzał z niepokojem na koniec ulicy gdzie znów zaszalał ogień.
Spojrzała na niego.
- Słyszałem, co się stało, ale…
- Wracaj do szeregu rycerzu.- rozkazała Meredith.
Z tajnego przejścia w bocznej uliczce rozległ się huk. Komtur uśmiechnęła się szeroko. Spojrzała na twarz magiczki i jej uśmiech zamarł. Hawk odskoczyła rzucając przed sobą ogień tyle ile zdołała. Pomiędzy nimi wyrosła płonąca ognista ściana odgradzając ją od templariuszy i komtur.
- Avannath nie rób tego!- krzyknął Sebastian.
Po raz ostatni poprzez płomienie spojrzała w oczy komtur. Zobaczyła w nich to samo, co teraz było w niej. Bezbrzeżną nienawiść. I obietnicę- Jeszcze się spotkamy. Wiedziały o tym obie.
Nie czekając na nic więcej zniknęła w ciemności kierując się do podziemnego przejścia. Zadrżała, gdy zeszła pod ziemie. Wszytko wokół pokrywał lód.
- Anders!- krzyknęła i uskoczyła nagle gdy obok niej przeleciał zielony płomień. Schowała się szybko za pakunki. Ciemność. Nie mogła przywołać nic co by ją rozjaśniło. Zamknęła oczy i skupiła się na słuchu. I tylko na tym. Ruch. W jaskini błysnął kolejny promień lodu i w to samo miejsce wystrzelił zielony płomień. Nie wahała się już mając wystawionego maga. Błyskawica przebiła mu bok. W ostatnim gasnącym świetle zaklęcia zobaczyła jak mag ucieka. Ruszyła za nim z płomieniem na dłoni niemal potykając się o martwego templariusza ale nagle stanęła jak wryta. Blask ognia na chwilę oświetlił znajomą postać leżącą na ziemi. Mag znikał już za zakrętem.
- Anders.- powiedziała pochylając się nad rannym. Jego szata znów była we krwi tym razem jego własnej.
- Uważaj.- powiedział uzdrowiciel słabym głosem- On może tu jeszcze być.
- Nie ruszaj się.
- Wycofał się jak wywołałem zamieć ale… Było za mało miejsca… spanikowałem, a oni chowali się za skałami…
Zamknął oczy z bólu, gdy dotknęła jego rany.
- Avannath- powiedział patrząc jej znów w oczy- Zostaw mnie i uciekaj…
Uśmiechnęła się smutno.
- Nie zostawię cię.
- Nie dasz im wszystkim rady. A ja.. .Juz ci nie pomogę. Nie pomogę już nikomu.
Popatrzyła mu w oczy widząc w nich rezygnację przysłanianą prze ból.
- Nic nie mów.- powiedziała tłumiąc powoli pojawiające się łzy i położyła mu ręce nad krwawiącą raną. Była wywołana magią. Magia, której nie znała. Stwórco, nie mogła tego wyleczyć. Nie z jej umiejętnościami a templariusze mogli znaleźć ich w każdej chwili.
Z jej dłoni wypłynęła mgiełka, ale tak słaba, że niczym nie przypominała magii leczniczej uzdrowiciela.
- Anders nie możesz…- szepnęła, ale on już stracił przytomność. Powstrzymała łzy zbierając energię, ale jej magia wciąż była za słaba. Udało jej się zaledwie zatamować krwawienie.
Żył, ale był tak słaby. Światło zaczęło gasnąć. Jak miała go wyciągnąć z przejścia? W tej jednej chwili jej magia wydawała jej się zupełnie bezużyteczna. Bezwartościowa. Była jedynie brzemieniem. Nie, nie podda się. Zamknęła oczy tłumiąc łzy. Nie może się poddać. Usłyszała kroki i przywołała lud.
- Hawk!- Sebastian szedł powoli w ciemności.
Lód minął go zaledwie o kilka centymetrów, templariusz odskoczył.
- Avannath jestem sam!
Powstrzymała kolejny lodowy promień. Odsunęła się od uzdrowiciela i podeszła bliżej tak by nie zdradzić miejsca gdzie leżał. Dopiero teraz przywołała kule światła. Sebastian stał w wąskim przejściu pokazując puste dłonie.
- Na Stwórcę wstrzymaj swoją magię jestem sam!
- Gdzie pozostali, zapytała?- podejrzliwie.
- Żywiołaki- rzucił- Coś się z nimi stało, zaczęły wyłazić z każdej dziury niszcząc wszystko. Nawet komtur rzuciła się by je powstrzymać. Chyba przerwałaś zasłonę, albo nie wiem… Nie wiem, co zrobiłaś, ale ta część doków nigdy nie będzie już wyglądać tak samo… Ruszyłem tu jak tylko bariera ognia, którą rzuciłaś zaczęła słabnąć.
- Nie potrafię rzucić bariery ognia.- powiedziała słabo. Łzy wciąż błyszczały na jej twarzy.
- Czy on…? Zapytał.
- Nie.- zaprzeczyła szybko wychodząc z ukrycia- Musze go stąd zabrać.
- Pomogę ci, tylko szybko. Musze tam wrócić nim zauważą, że zniknąłem.
Przenieśli rannego podziemnym przejściem i wyszli na niskim podeście nad zatoką. Ogień wciąż bił z placu gdzie przed chwilą wezwała żywiołaki. Sebastian pomógł ułożyć go na szalupie
- Sebastian- zaczęła, gdy miała już odbiec i złapała go za rękę- Dziś uratowałeś nas oboje.
Uśmiechnął się, ale słabo.
- Gdzie mam cię szukać?
Zastanowiła się. Tak ufała mu.
- Syreni Śpiew. Nie pozwól by ktoś szedł za tobą.
- Avannath wiem, jaka jest cena.- powiedział dotykając jej policzka.
Nie patrzyła jak templariusz odchodzi. Zabrała wiosła i jak najciszej popłynęła pomiędzy statkami do Syreny.
Morze było spokojne a z doków wciąż błyskała łuna ognia. Dobiła do drewnianej burty i przywiązała łódkę do drabinki, po czym wspięła się po niej. Na widok intruza strażnik złapał za nóż, ale szybko go schował.
- Izabela?- zapytała.
- Pod pokładem.
- Potrzebuje waszej pomocy. Mam rannego. Tylko cicho.
Mężczyzna skinął głowa i dał znak dwóm piratom, którzy podeszli zauważając, że coś się dzieję.
- Ostrożnie.- powiedziała widząc jak schodzą.
- Co się stało?- spytała Izabela nagle zjawiając się obok niej i zobaczyła rannego uzdrowiciela.
- Iz, potrzebuje twojej pomocy.
- Oczywiście.
- Anders zabił kilku templariuszy w Katowni. A właściwie Justice… Ścigali go i niemal dostali nas w dokach.
- Oh, Tak myślałam, że masz coś wspólnego z tym ogniem.
- Musze go gdzieś ukryć.- powiedziała poważnie patrząc na nią.
- Widzieli cię?
Westchnęła.
- Myślę, że komtur coś zauważyła, gdy machnęłam jej ogniem przed nosem.
- W takim razie zostajecie oboje.- zadecydowała.
- Nie wiem, co zrobimy jak będą chcieć przeszukać statki.
- Tym się nie przejmuj. Nie bez powody ta łajba nazywa się Syreni Śpiew. Syrena zwodzi na wiele sposobów. Ma kilka ukrytych kabin. Do tej pory żadni żandarmi ich nie znaleźli, więc będziecie bezpieczni. Jak bardzo z nim źle?
- Oberwał jakąś dziwną magią. Nie mogę tego wyleczyć. Muszę iść po Merrill.
- Zaraz, nie ma mowy żebyś gdziekolwiek szła!- powiedział poważnie piratka- Z tego, co zrozumiałam ciebie też szukają.
- Izabelo…
- Ja po nią pójdę a ty zostań z nim.
- Pozostali będą nas szukać.
- Zostawię im wiadomość w Wisielcu. Nie opuszczaj pokładu Hawk, mówię poważnie.
Skinęła głowa i ruszyła za piratką pod pokład.
ﻰ
Wyczuł niebezpieczeństwo nim jeszcze zbliżył się do rezydencji magiczki. Wszędzie byli templariusze, ale z tego, co usłyszał zdołała uciec. Okrążył rezydencje i wdrapał się po murze czekając aż pokój będzie pusty. Wszedł przez okno do sypialni. Rozejrzał się i zobaczył otwartą szafę i rozsypane szaty. Na podłodze lśniła krew. Zacisnął dłonie, ale w tej samej chwili zobaczył kartkę obok łóżka z napisem „F" jak jego imię. Wziął ją szybko słysząc znów kroki, przejrzał tekst i w jego oczach pojawił się ból. Drzwi się otwarły i stanęli w nich na powrót templariusze. Zasłona powiewała na wietrze przy otwartym oknie, ale nikogo już nie było.
Poszedł do Kliniki, ale tam było podobnie. A więc oboje mieli kłopoty. Avannath musiała opuszczać dom w pośpiechu, a krew… Nie, wolał o tym nie myśleć. Z tego, co zdołał usłyszeć nie dała się pojmać. Gdyby tylko wiedział… Odwołałby to głupie zadanie, wrócił wcześniej i może zapobiegłby temu… cokolwiek się stało. Pomyślał o Wisielcu, ale zmienił zadanie. To Merrill była jej najlepszą przyjaciółką zaraz po uzdrowicielu. Poczuł ulgę, gdy chociaż tu nie zobaczył rycerzy w srebrnych zbrojach. Zapukał i gdy nikt nie otworzył wszedł do środka. Tu też zauważył oznaki pośpiechu. Trzech magów, wszyscy zniknęli.
- Avannath coś ty zrobiła?- pomyślała czując jak zimny dreszcze pełznie po jego skórze.
Karczma była gwarna i zatłoczona jak zwykle. Przy barze siedział Varric jego wzrok był niespokojny i nagle zatrzymał się na nim. Elf ruszył w jego stronę.
- Avannath zniknęła.- powiedział- Szukają jej i uzdrowiciela.
- Wiem, słyszałem o tym. Izabela zostawiła nam wiadomość.- powiedział krasnolud i pokazał mu kartkę.
Wyrwał mu ją z reki i przeleciał krótkie zaszyfrowane pismo.
- Nic jej nie jest…- powiedział nadal ściskając kartkę.
- Spokojnie elfie- powiedział Varrick widząc jego wzrok- Mamy się nie wychylać aż Rivaini po nas wróci.- Nie wiem, co tu się dzieję, ale lepiej ich posłuchać.
- Merrill też zniknęła.
- Co? Wszyscy są magami. Choć z tego, co słyszałem szukają tylko Hawk i Andersa.
- Po co im, więc Merrill?
- Nie wiem, może potrzebowali jej magii.
- Uzdrowiciel sam mówił, że jej magia jest słaba. Jedyne, w czym jest dobra to magia krwi i przywoływanie demonów, a tego na pewno nie będą próbować.
- Ma też magie ziemi.- powiedział Varric- ale ogień i lód Andersa są o niebo lepsze.
- Magia lecznicza...- powiedział zastanawiając się co to oznacza.
- Tak, ale uzdrowiciel przecież umie lepiej, chyba, że…
- Nie jest w stanie.
Spojrzeli po sobie.
Nagle Sebastian zatrzymał się obok nich i zamówił mocny alkohol nawet ich nie zauważając.
- Co się stało rycerzyku?- zapytał, Varric.
Templariusz dopiero teraz spojrzał na nich. Wychylił jednym haustem pół szklanki.
- Wiedzieliście, że Anders ma w sobie demona?- zapytał.
- Wiedziałem- powiedział elf- To wszytko prze niego!
- Czyli wiedzieliście.- pokręcił głową- Hawk mu pomogła, ale teraz jej też szukają.- popatrzył niepewnie na kubek który trzymał w dłoni- Rozwaliła pół doków tymi zywiołakami. Ledwie daliśmy sobie zimni radę.
- Wiesz gdzie oni są?
- Was też będą pytać.-powiedział
- Myślisz, że byśmy ją wydali!- powiedział Fenris łapiąc go za szaty.
- Nie- powiedział templariuszu uwalniając się- ale na razie dla własnego dobra trzymajcie się z dala od doków.
- Rivaini pisała to samo. Musimy zaczekać elfie.- powiedział krasnolud.
ﻰ
Zielona mgiełka opadała z dłoni. Była ciemniejsza niż jej. Wiedziała, że również mocniejsza, ale widziała też po twarzy Merrill, że to, co robi wciąż było niewystarczające.
- Dlaczego akurat Anders?- pomyślała. Gdyby tylko poszła od razu za templariuszami, dlaczego zwlekała… Gdyby nie to, nie leżał by tu teraz i nie oddychał tak jak by zaraz miał on ucichnąć w jego piersi. Czego się bała? Czy w ogóle było się czego bać? Komtur? Templariusze?
- Merrill?- zapytała nie mogąc znieść ciszy.
- Pomagam mu trochę. Tak by przeżył, ale nie zdołam tego wyleczyć. Musze dać mu tyle siły by jak się obudzi był w stanie sam się wyleczyć. Inaczej…- jej głos zawisł w powietrzu. Z jej dłoni popłynęło więcej zielonej mgły.
Spojrzała na uzdrowiciela i wyszła. Morze było ciche. A wszechobecne ciemności bezgwiezdnej nocy sprawiały, że czuła się jeszcze gorzej. Jak mogła na to pozwolić? Dlaczego nie poszła za nimi od razu…Przypomniała sobie słowa Andersa. Komtur, demoniczny mag i Prawo Likwidacji.
Usłyszała jak ktoś wspomniał się po drabince i przyzwała lód. Szron nieszkodliwe na poręcz, gdy zza burty wynurzył się Sebastian.
- To tylko ja.- powiedział widząc ją.
- Jesteś sam?
- Tak, nikt mnie nie śledził. Co z nim?
- Nie jest dobrze. Nie wiem już, co mam robić.
- Nie możesz pojawić się już w Kirkwall.
- Nie rozumiesz.- powiedziała i opowiedziała mu to, co odkrył Nielsen.
- Musimy o tym powiedzieć wicehrabiemu.
- Kto?- zapytała- Po dzisiejszym wieczorze mi już nie uwierzy. Thrask się ukrywa o ile przeżył, ale jego też by nie wysłuchał. Kto pójdzie? Ty? Izabela? Ktoś z mojej drużyny…. Nikomu nie uwierzą.
- Mogę spróbować przekonać Zakon.
- Nie uwierzą że to komtur jest głową spisku, że współpracuje z magiem krwi.
- Avannath mówisz tak jakbyś już się poddała.
Zastanowiła się.
- Nie, to nie tak.- i dodała- Nie mów o tym nikomu.
- Nie możesz tego tak zostawić.
- Nie zostawię. Masz na to moje słowo. Po prostu nie mówi nikomu o tym. Musze pomyśleć.
- Dobrze. Wiesz, że możesz mi zaufać, choć wolałbym…
- Wierz mi tak będzie lepiej.
- W porządku. Zostawiłem twoich przyjaciół w Wisielcu, ale nie wiem czy zdołają tam długo zostać.
- Domyślą się, że jesteśmy tutaj.- pomyślała.
Ciemność. Wokół była tylko ciemność. Spokój, ale w jednej chwili to wszystko znikło. Palące słońce, samo południe i twierdza we krwi. Zamrugała i ruszyła pod pokład gdzie dalijka już wychodziła z pokoju Andersa.
- Merrill mam do ciebie prośbę.- powiedziała patrząc na śpiącego już spokojnie uzdrowiciela. -Chce żebyś coś dla mnie zrobiła.- powiedziała i wytłumaczyła jej, o co chodzi.
- Jesteś pewna?- zdziwiła się elfka- Nigdy nie pozwałaś mi wywoływać demonów nawet w czasie walki by walczyły z nami.
- Nie chodzi o jakiegoś demona tylko tego konkretnego.- i opisała demona, który wygłosił przepowiednie.
- Zabiłaś go.
- Tak, ale musza być inne z jego rodzaju.
- Są.- powiedziała Merrill- Jesteś pewna, że chcesz tego?
- Tak.
- On by tego nie chciał.- powiedział patrząc na rannego.
- Merrill… musze wiedzieć.- powiedziała i elfka skinęła już głową.
- Potrzebuje więcej przestrzeni.
Przestrzeń magazynowa była odpowiednim miejscem.
- Użyj lodu.- powiedziała dalijka- Inaczej Izabela może łatwo stracić statek.
Wyciągnęła kostur i spłynęła z niej śnieżna zasłona. Wszystko wokół ściany i skrzynie zaczęły pokrywach się lodem.
Merrill wyciągnęła nóż i przejechała sobie po ręce. Krople krwi spadały do wykreślonego wcześniej kręgu.
- Zamknę go tutaj, ale nie przekraczaj kręgu.- powiedziała odsunęła się i z podłogi zaczął wypełzać demon ognia.
Chciał rzucić się na nich, ale zatrzymał się na niewidzialnej zasłonie.
- Naprawdę jesteś w tym dobra.- powiedziała magiczka z namysłem.
- Hawk tylko uważaj.
- Zostaw nas.- powiedziała i gdy dalijka wyszła spojrzała na demona.
Wszystko zaczynało już ją przerastać. Anders. Spisek i nadal ta głupia przepowiednia. Mogła spróbować. Zebrać swoją drużynę i ruszyć do Katowni ale…
- Chce znać prawdę.- powiedziała.
- Nie jestem demonem prawdy.- wysyczał demon rozglądając się na boku szukając słabego punku w kręgu, ale go nie znalazł. Zwrócił się, więc znów do magiczki patrząc na nią. Mógł czytać w jej myślach, cień, który ją ogarniał sprawiał, że była łatwą zdobywcza.
- Wiem, ale widzisz przyszłości. Chce wiedzieć….
- Czy jeśli weźmiesz ich ze sobą zginą.
Skinęła głową spuszczając wzrok.
- Musze to wiedzieć.
- Podaj mi rękę, a zobaczysz to, co ja, zobaczysz przyszłość. Zobaczysz, co stanie się jutro…- powiedział wyciągając dłoń i zatrzymując ją na krawędzi ograniczającego go kręgu Merrill.
- Jak inaczej zdołasz ich sama pokonać?- powiedział nie spuszczając z niej wzroku- Tak, powiedział ci to, „Nie zdołasz ich ochronić"
- To się stanie?- zapytała.
- Jestem demonem, nie daje nic za darmo. Dotknij mojej dłoni a zobaczysz wszystko. Wtedy nie popełnisz błędu, nie zginą przez ciebie.
- Nikt już nie zginie.- powiedziała.
Demon roześmiał się.
- Ty tak sądzisz, ale to ja widzę przyszłość.- jego ręka wisiała w powietrzu. Zrobiła krok w jego stronę. Musiała wiedzieć. Wyciągnęła dłoń. Od czarnych świecących niczym płonące węgielki szponów dzieliło ją zaledwie kilka centymetrów.
- Zobaczysz wszystko.- szepnął demon. Musiała wiedzieć.
Przysunęła dłoń i przerwała krąg. W tej samej chwili poczuła jak ktoś powala ją na ziemię.
- Co ty robisz?- usłyszała zirytowany głos elfa.
- Fenris… Coś ty zrobił!- powiedziała zrzucając go z siebie. Demon zniknął.
- Avannath przez chwilę myślałem, że nie żyjesz! A teraz, gdy tu przychodzę zawierasz pakty z demonami? Co się z tobą stało?
Spojrzała na niego. To był naprawdę Fenris. Na podłodze w kręgu pozostał jedynie wypalony ślad.
- Avannath on się budzi.- powiedziała Merrill wpadając do środka. Fenris spojrzał na nią z nienawiścią- Ja…
- Merrill niczemu nie jest winna.- powiedziała Hawk- Sama tego chciałam.- dodała i spojrzała mu w oczy. Brakło jej może kilku sekund a teraz już się nie dowie. Odwróciła się i ruszyła do uzdrowiciela. Merrill poszła za nią. Pozostali zostali w powieszeniu obok.
- Avannath…- szepnął.
Uśmiechnęła się widząc znów jego piwne oczy.
- Anders, posłuchaj mnie. Musisz spróbować wyleczyć ta ranę. Nie damy radę z Merrill.
Podniósł rękę, ale była słaba. Znów poczuła ból w sercu. To on zawsze ich leczył. Stawiał wszystkich na nogi. A teraz oni nie potrafili mu pomóc.
- Przekaże ci część moje energii.- powiedziała.
- Nie, to nic nie da. To nie energia- mówił słabym głosem- to magia, którą została zadana. Magia krwi, bardzo silna. Justice mówi, że to robota demona. On musiał mieć kogoś, jak i ja Justica.
Zacisnęła dłonie na myśl o duchu pustki, przez którego znalazł się w niebezpieczeństwie.
- Anders musisz spróbować.
- Hawk, Nielsen, to, co powiedział…
- Nie mów o tym, to już nie ważne. Wszystkim się już zajęłam- skłamała- Spróbuj, proszę.- powiedziała i złapała jego rękę nasuwając ją na wciąż świeżą ranę na jego boku.
Wziął głęboki oddech starając się wezwać magię, czuła jak wyślizgiwała się mu z rąk. Zamrugała by nie pozwolić wypłynąć łzą. Pomogła mu, trzymając dłoń nad jego starała się ją kontrolować.
- Avannath nie dam rady…
- Spróbuj!- powiedział ostrzej niż zamierzała.
W pokoju obok nastała cisza. Merrill siedziała a z jej oczu spływały już łzy położyła rękę na dłoni Hawk wspierając ich oboje.
Nie, to nie była słabość. Teraz też to poczuła magia, która zrobiła tą ranę wciąż w nim była, nie pozwalała kontrolować zielonej mgiełki, która rozpraszała się jak tylko zdołali ją złapać. Zamknął oczy osłabiony.
- Anders…
- Nie dam rady Hawk.
Nie nalegała widząc jak osłabł. Zasłoniła twarz ręką.
- Dobrze. – powiedziała- Spróbujemy później.
Merrill patrzyła na nią zmartwiona i położyła dłoń na czole uzdrowiciela, po chwili znów rozległ się spokojny oddech śpiącego.
- Co się stanie, jeśli zabije Justica w pustce?- zapytała patrząc na dalijkę.
- Ja.. Nie wiem, Avannath ich połączenie nie jest naturalne. Nie wiem czy…- powiedziała patrząc na uzdrowiciela- Nie zabiła byś ich obojgu.
- Chce z nim porozmawiać. W Pustce.
- Jest teraz wstrząśnięta nie wiem czy to jest dobry pomysł. Pustka…
- Dam sobie radę! Możesz to zrobić? Opiekunka potrafi a ty miałaś być jej następczynią musisz wiedzieć jak to zrobić.
- Myślę, że sobie poradzę.- powiedziała po namyśle.
- Co się dzieję?- zapytała Avelina wchodząc.
- Avannath chce iść do pustki.
- Hawk nie powinnaś. Pamiętasz jak to się ostatnio skończyło.
- Wiem, co robie Avelino.- powiedziała chłodno. Jej wzrok i elfa się spotkały.
- Po co chcesz tam iść?- zapytał.
Odwróciła wzrok.
- Avannath- powiedział klękając oboźnej- Nie zachowuj się lekkomyślnie. To w niczym nie pomoże.
- Nie chce go zabić. Musze z nim porozmawiać. Nielsen dowiedział się czegoś…- zaczęła, ale zawahała się patrząc na nich wszystkich. Nie, to nie była ich walka. Nie byli magami. Varric nawet nie miał zdania na temat magów i templariuszy. Avelina była kapitanem straży miejskiej. Gdyby wzięła ją ze sobą nigdy nie mogłaby wrócić. Spojrzała w oczy elfa, był ostatnią osobną, która powinna stanąć po stronie magów. Była sama.
- Avannath co się dzieję?- zapytał widząc jej spojrzenie.
- Muszę coś sprawdzić.- zakończyła- Sama.- podkreśliła widząc, że Fenris chce coś jeszcze powiedzieć.
- Będziesz mogła ją wyciągnąć jak cos pójdzie nie tak?- zapytał patrząc na Merrill. Elfka skinęła głową.
-To Justice, nie skrzywdzi jej. Nawet, jeśli zginęłaby w pustce wróci tutaj. - dodała Merrill.
Hawk spojrzała na uzdrowiciela przypominając sobie jego słowa. Nie, to nie do końca była prawda, ale on teraz nie mógł już nic zrobić.
- Dobrze.-powiedział- Cokolwiek chcesz zrobić.
Merrill wskazał jej fotel obok łóżka. Usiadła na nim.
- Weź go za rękę.- powiedziała- W ten sposób szybciej znajdziesz Justica.
Położyła rękę na nieruchomej dłoni uzdrowiciela i starając się opanować ból w piersi jaki sprawiał jej teraz dotyk jego bezwładnej dłoni. Zamknęła oczy wsłuchując się w słowa Merrill. Poczuła jak otacza ją magia wyrywając jej umysł z ciała.
Fiolet, róż i żółć. Wszystko tonęło w tych kolorach. Wstała. Rozmazane ruiny i piasek pod stopami. Była w Pustce. Rozejrzała się, ale nigdzie nie widziała żadnych demonów. Nie szukała ich. Przyszła tylko po jednego. Ruszyła powoli piaskiem kierując się na plaże z krwawą wodą. Twierdza i krew. Potrząsnęła głową odganiając wizję.
- Co tu robisz?- usłyszała głos.
Przed nią stał Anders, promieniował białym światłem. Nie, to nie był on. To był Justice.
Na jej dłoni pojawiła się kula ognia, ale powstrzymała się przypominając sobie słowa Merrill.
- Zabijesz nas obydwu.- powiedział duch patrząc na nią.
- Jak mogłeś to zrobić?- powiedziała a w ogniu pojawiły się fioletowe iskry- Justice, co ty sobie w ogóle wyobrażał? Chciałeś go zabić?
- Zasłużyli na to.- powiedział duch patrząc niepewnie na ogień na jej dłoni.
- A Anders? Czy on sobie na to zasłużył?
Duch nie odpowiedział.
- TO JEST TA TWOJA SPRAWIEDLIWOŚĆ!- krzyczła.
- Wolisz zemstę?- zapytał- Gdybyś w to nie wierzyła nie starałabyś się wyegzekwować jej na własną rękę.
- To przez ciebie zginie!
- Chyba, że pokonasz maga, który to zrobił.
- Co?- zawahała się.
- To mag krwi. Ma w sobie potężnego demona. To jego czar nie pozwala mu się wyleczyć.
- Czy… jeśli demon zginie?
- Tak. To ten sam demon, o którym mówił Nielsen. Ten sam, który jutro zabije wicehrabiego i komtur będzie mogła użyć Prawa Likwidacji.
Nie słuchała go już. Kamień spadł jej z serca. Jeśli tylko istniała szansa nie mogła się już wahać.
- Co to za demon? Zdołam go pokonać?- zapytała- Justice!- dodała gdy nie odpowiadał.
- Dlaczego pytasz? Czy nie wiesz?- powiedział ze złością- Masz w sobie więcej mocy niż ja i Anders razem, choć ja jestem duchem pustki.
- Wiec dorwę go, a po wszystkim przyjdę po ciebie.
- Czekaj, głupia apostatko! Nie cofnę tego, co zrobiłem, ale mogę ci pomóc.
- Jak?- zapytała ironiczny uśmiech niemal pojawił się na jej twarzy.
- Pójdę z tobą.
- O co ci chodzi?- zapytała po chwili.
- Nie zapominaj, że jestem demonem. Mogę czytać wasze myśli, poza tym tylko ja wiem, kim naprawdę jesteś i co planujesz zrobić.
- Nie potrzebuje cię.
- Jak go znajdziesz?- zapytał- Będzie tam pełno ludzi. Templariuszy, straży. Jestem duchem pustki od razu zauważę podobnego sobie.
- Jeśli myślisz, że pozwolę ci wejść do swojego ciała jak Anders…
- Nie. Zostawię z tobą tylko cześć mojej świadomości. Będę twoimi oczami. Odejdę, gdy taka będzie twoja wola. Musze iść z tobą, jeśli masz mieć szansę w tym, co chcesz zrobić i nie mówię tylko o demonie. Stawką jest życiem wszystkich magów. Nie tylko w Kręgu ale też ukrywających się apostatów.
- Jutro przed południem- powiedziała a on skinął głową- Do tej pory nie chce cię widzieć!
Otworzyła oczy. Merrill nadal była obok niej.
- Avannath?- zapytała Fenris.
- W wszystko w porządku- odpowiedziała. Spojrzała na uzdrowiciela. Więc była nadzieja, musiała tylko… Spojrzała na nich wszystkich. Wstała i wyszła znów na pokład. Sebastiana już nie było. Anders, Spisek. Wszystkie drogi prowadziły do twierdzy.
- Niech więc tak będzie…- pomyślała patrząc na fale. To będzie koniec Revenge.
- Co chcesz teraz zrobić?- zapytał efl podchodząc- Nie możemy zostać w Kirkwall.
- Nie, odpłyniemy jutro.
- Avannath widzę że coś się dzieję.
Spojrzała na niego.
- Nie. Już po wszystkim.- powiedziała uspokajająco- Jeśli nawet będą nas szukać nie zdołają znaleźć nas na Syrenie. Jutro wszystko się skończy.
- Dlaczego więc nie widze tego, gdy na ciebie patrzę.
- To przez Andersa.- powiedziała.
- Jest twardy i tak długo panował nad tym duchem.
- Wiem. Uda mu się.- powiedziała pewnie. Teraz wszystko zależało od niej. Położył rękę na jej dłoni, którą opierała na barierce. Zaskoczyło ją to. Pustka, duch i twierdza. Jego dotyk zupełnie nie pasował do tego co teraz czuła, co miało się stać.
- Avannath, nie chce cię stracić.
- Nie stracisz.- powiedziała patrząc mu w oczy. Jej powieka nawet nie zadrżała.
Fenris uśmiechnął się i objął ją. Zaplotła ręce na jego szyi wtulając się w jego ramię. Nie miał racji, potrafiła kłamać. Albo tylko wtedy, gdy nie miała innego wyboru.
Wróciła z nim do mesy gdzie wszyscy siedzieli już przy stole. Usiadła obok nie mówiąc ani słowa. Fenris nie pytał o demona. Nie pytał o Pustkę. Pomyślał że zachowuje się tak przez Andersa. Po części miał rację. I co zrozumiała teraz, ponad wszystko, ufał jej.
- Wszystko w porządku?- zapytał Varric. Skinęła głową.- Uda mu się Hawk.
- Wiem.
- Avannath, jeśli chcesz odpłynąć jutro, ranek będzie najlepszy. W południe wicehrabia podpisuje tą ustawę komtur tam będzie, więc…
- Nie nie będzie jej tam.- pomyślała.
- Odpłyniemy rano.- postanowiła.
- Myślicie, że Revenge się pojawi?- spytała Avelina.- Hawk spojrzała na nią.
- Mam nadzieję.- powiedziała Merrill.
- To skrytobójca- powiedział elf obejmując ją- Który boi się wyjść z własnego cienia. Gdyby naprawdę zależało mu na tym już by się ujawnił.
- Masz rację.- potwierdziła zamyślona.
- Chce zostać sama. - powiedziała i ruszała do drzwi.
Fenris niezdecydowanie spojrzał za nią.
- Zostaw ją.- powiedział Varric- Dopóki uzdrowiciel nie stanie na nogi, nie zdołasz jej pocieszyć.
Merrill skinęła głową.
- Rano przesłuchiwali mnie templariusze.- powiedział zirytowana strażniczka- Mnie, kapitana straży miejskiej!
- U mnie też byli- rzucił Fenris- Przestraszyli Mirabel.
- Kogo?
- Nieważne- powiedział chcąc wstać, ale Varric go zatrzymał.
- Wierz mi elfie ona potrzebuje teraz samotności.
Poszła do uzdrowiciela u usiadła obok. Położyła rękę na jego próbując mu przesłać, choć część swojej energii.
- Nie rób tego.- usłyszała głos w swojej głowie.
- Miałeś się nie pokazywać do południa!- pomyślała.
- Nie rób tego. W ten sposób mu nie pomożesz. Żeby wygrać tą bitwę potrzebujesz całej swojej mocy.
- Chce tylko pokonać tego demona. Nie zależy mi na przeżyciu.
- Nie mówiłem o przeżyciu.- powiedział Justice. Spojrzała na swoja dłoń. Wydawała się taka słaba.
- Dobra a teraz wynoś się.
Uczucie obecności zniknęło. Spojrzała czy wszyscy siedzieli w pokoju obok i zbliżyła się do maga.
- Anders…- szepnęła- Kiedy się obudzisz, Krąg będzie już bezpieczny. Komtur nie powoła się na Prawo Likwidacji. Nie będzie mieć powodu. Dostanę tego maga który ci to zrobił. Dostane a wtedy…- spojrzała na niego. Nie. Później już nic nie będzie.– Przepraszam.
Wstała idąc do pustej kabiny obok. I wyjrzała przez bulaj. Morze było teraz czarne. Przypominało jej Pustkę. Ale teraz była to już tylko ciemność. Nie bała się. Podjęła już decyzję. Jedynym jej problemem było teraz oszukanie ich wszystkich. Jak na stwórce miała tego dokonać? Usiadła zmęczona na fotelu, a do jej głowy przychodziły coraz to bardziej szalone pomysły.
Drzwi uchyliły siei stanął w nich krasnolud.
- Jak się czujesz Hawk?
- Bywało lepiej.- powiedziała, ale mimo że chciała, uśmiech nie pojawił się na jej twarzy.
- Elf powiedział, że mam cię pilnować dopóki nie wróci. Poszedł po… sama wiesz.
Uśmiechnęła się.
- Merrill pojedzie z nami.- mówił dalej- Poszła z Aveliną przytargać tu to swoje lustro. A Izabela kończy załadunek.- O czym myślisz Hawk?- zapytał po chwili, gdy nic ni powiedziała.
- Czy to ma jakieś znaczenie?
- Zależało ci na tej ustawie. Nie chcesz wiedzieć jak to się skończy?
- Boisz się, że nie będziesz mógł opisać tego wydarzenia z moim udziałem?
- Trochę, zawsze jak coś się działo wpadałaś w sam środek zamieszania.
Uśmiechnęła się kwaśno. Coś w tym było.
- Innym razem Varric. Jedziesz z nami?
- Nie wiem. Lubię Kirkwall. Trochę się z nim zżyłem.
- Ja też. Będę wiec za tobą tęsknić.
- Nie oceniaj mnie tak szybko Hawk, jeszcze nie podjąłem decyzji. Na tyłek Andrasty, o czym będę pisał, jeśli ciebie już tu nie będzie?
- Znajdziesz sobie nowego bohatera.
- Tak, jasne.- odpowiedział niezadowolony.- Gdyby tylko ten duch tak nie narozrabiał.
- Nie- powiedziała. Już nie było by tak samo. – Ustawa.- dodała, gdy popatrzył na nią zamyślony i skinął głowa.
- Masz rację.
- Varric, jak Fenris wróci…
- Wiesz że i tak najpierw przyjdzie do ciebie.
- Wiem ale powiedz mu, że chce być sama. Powiedz mu, że porozmawiamy jutro.
- W porządku.
- Varric ty tez już idź.- powiedziała.
Krasnolud skinął głowa i ruszył do drzwi.
- Dziękuje.
- W porządku Hawk. Rozumiem cię.- po namyśle dodał- Zawsze do usług bohaterko.
Uśmiechnęła się lekko.
Fenris spełnił jej prośbę i nie pojawił się całą noc. Nie wiedziała, co mu powiedzieć. Nie chciała się żegnać. Nie chciała by potem wspominał ostatnia chwile, gdy się widzieli. Drzwi uchyliły się i pojawił się w nich mały brązowy pyszczek. Uśmiechnęła się, ale tak szybko jak się pojawił uśmiech znikł. Świnka podbiegła do niej i zaczęła ryć jej stopy. Wzięła ją na ręce i położyła sobie na kolanach. Świnka zapiszczała i położyła się na przymykając z przyjemności oczy pod jej dotykiem.
Patrzyła na nią i czuła znów ból w sercu.
- Nie mogę zrobić inaczej.- powiedziała do zwierzątka. Zasnęła z nią na kolanach.
ﻰ
Wcześnie rano przejrzała szafki Izabeli i znalazła to, czego szukała. Wyszła na pokład. Wokół panowała mgła. Dalijka siedziała na pokładzie. Widział w jej oczach, że cieszy się na zbliżający się rejs.
- Merrill, mogłabyś sprawić żeby ta mgła się utrzymała?- zapytała Hawk.
Elfka skinęła głowa. Poszła do uzdrowiciela.
- Nic ci nie będzie.- pomyślała siedząc obok. Nie mogło być inaczej.
Popatrzyła przez okno jak słońce wynurza się zza horyzontu, ale zaraz niebo przysłoniła mgła. Fenris usiadł obok niej. Nie chciała tego. Położył jej dłoń na ręce nie mówiąc nic. Patrzyła na Andersa ale czuła tylko jego dotyk. Po raz ostatni...
- Avannath, Sebastian przyszedł się pożegnać, potem odpływamy.- powiedziała piratka stając w drzwiach.
- W porządku.- powiedziała i nie patrząc na elfa powiedziała- Fenris, musisz mi dać trochę czasu, to nie jest dla mnie łatwe.
- Wiem.- powiedział ale nie odchodził patrząc na nią zamyślony.
- Proszę.- dodała patrząc mu w oczy.
- Będę na górze- powiedział po chwili poddając się- Jak byś czegoś potrzebowała.
- Wiem.- powiedziała i uśmiechnęła się- Dziękuje.
Patrzyła za nim jak wychodzi. Minął się w drzwiach z templariuszem. Sebastian usiadł obok niej ale ona wciąż patrzyła w drzwi gdzie znikł elf.
- Przepraszam.- powiedział Sebastian- Nie mogłem przyjść wcześniej.
Zamrugała i spojrzała na niego.
- Cieszę się, że ci się udało.
ﻰ
- Chyba przesadziłaś z tą mgłą Stokrotko- powiedział krasnolud- Nie widzę własnego nosa. Najpewniej rozbijemy się nawet nie wychodząc z doków.
- To tylko wyzwanie dla Izabeli.
- Wyzwanie? Swój ostatni statek rozbiła na rafach w biały dzień.
- To był pomysł Avannath- broniła się.
- Hej rycerzyku- zwrócił się do templariusza, który właśnie wyszedł z pod pokładu- Nie musisz paradować tu w całej swojej zbroi w tej mgle i tak nikt cię nie zobaczy.
- Wystarczy trochę wiatru i mgła zniknie, a dzięki temu- postukał się po chełmie- każdy zobaczy tylko templariusza, jakich wielu w Kirkwall. Nawet w oddziale nie możemy się rozpoznać.
- A to dobre- uśmiechnęła się krasnolud- Nawet ciebie mi będzie brakowało.- i spojrzał w stronę Kirkwall, ale choć wytężał wszystkie siły nie zobaczył nic prócz mlecznej mgły.
Templariusz pomachał elfce na pożegnanie, która uśmiechnęła się i patrzyła jak jego postać znika w białych obłokach.
- Może rzeczywiście przesadziłam z ta mgłą.- powiedziała.
- Nie kuśmy losu.- mruknął Fenris i zawołał do Izabeli, która właśnie wychodziła spod pokładu.
- Co jest?- zapytała.
- Lepiej już odpływamy.
- Wiem. Nie ma, na co czekać.- powiedział, ale jej myśli krążyły gdzie indziej- Avannath znów zamknęła się w swojej kabinie.
- Mówiłem wam dopóki Anders nie wyzdrowieje nic jej nie pocieszy, nawet TY elfie.
- Uważaj krasnoludzie- ostrzegł Fenris- mam z tobą rachunek do wyrównania, a niedługo znajdziemy się na pełnym morzu.
- Ech nie da się z wami żartować…- powiedział słysząc szelest spuszczanych żagli i rozkazy Izabeli. Syrena odbiła od brzegu.
Po chwili znaleźli się na morzu, a gruba mgła wskazywała jedynie miejsce gdzie znajdywało Kirkwall.
Słońce zaczęło przebijać się przez chmury, a Fenris stał przy brzegu z pochmurnym spojrzeniem.
- Przejdzie jej.- powiedział Varric.
- Nie próbuj mnie pocieszać.- powiedział chłodno.
- Dobra dobra- krasnolud popatrzył na rozciągające się przed nimi morze i spojrzał na żagle, na których opierał się wiatr.- Nigdy bym nie pomyślała, że morze jest takie piękne.- powiedział i zobaczył na drugą stronę gdzie też była tylko granatowa woda. Była też za dziobem i rufa.- Chodź z drugiej strony –dodał- Jesteśmy na małej łupce sterownej prze największą amatorkę trunków, jaką znam. Może jednak trzeba było zostać na lądzie…
- Izabela dobrze sobie radzi.- powiedziała Merrill- choć…
- Co?
- Zdążyła już ze swoimi ludźmi wypić jedną baryłkę piwa.
- Jak to?- przestraszył się krasnolud, ale po namyśle dodał- Jak tak dalej pójdzie nic nam nie zostanie!
- Dziwnie się czuje opuszczając Kirkwall- powiedział Merrill podchodząc- Czuje jakbym zostawiła tam coś drogiego.
- Masz przecież to swoje demoniczne lustro.- powiedział Fenris.
- Ono nie jest demoniczne. Szkoda, że Avannath mi wtedy nie pomogła…- powiedziała zasmucona.
Elf prychnął.
- Wiem, że ci się to niepodobna, ale jest to dla mnie ważne. Avannath to rozumiała. A teraz przez ciebie..
- Tak, i nie licz już na jej pomoc!- rzucił.
Merrill spojrzała na krasnoluda, ale ten tylko wzruszył ramionami.
- I jak się wam podoba żegluga?- zapytała podchodząc Izabela- Naprawdę kamień spadł mi z serca, gdy Kirkwall zniknęło za horyzontem.
- A ja go lubiłam.- powiedziała elfka.
- Avannath nadal…?- zapytała.
Krasnolud skinął głową. Izabela zachmurzyła się i ruszyła pod pokład.
- Hawk, nie możesz tam siedzieć cały dzień!- powiedziała waląc do drzwi.
- Zostaw mnie.- dobiegł ją głos magiczki.
Piratka złapała za klamkę, ale poczuła lekki dreszcz na skórze.
- Jak możesz zamykać drzwi magią przede mną, na moim własnym statku?
- Chce być sama!
- Jesteś od rana, przez całą noc też, koniec na tym! Wyłaź z stamtąd albo Merrill użyje tej swojej demonicznej magii i wywali drzwi razem z futryna.
- Powiedziałam już chce być sama!
- Idź, chociaż do Andersa.
- Później.
- O co jej chodzi- pomyślała piratka i wyszła zła na pokład. Słońce świeciło już w zenicie.
- O tej porze wicehrabia podpisuje już ustawę.- powiedziała Merrill.
- Mam nadzieję. Dziwie się, że Hawk mimo wszystko nie chciała zostać by zobaczyć wynik. To nie w jej stylu.
- Ale wiesz jak ceni przyjaźń z uzdrowicielem.
- Tym bardziej powinna zostać.- powiedziała Izabela- Wiedziała, że jemu tez na tym zależy. I zatrzymała się zamyślona.
- O co chodzi?- spytała Varric.
Fenris ruszył pod pokład.
- Avannath?- stanął pod jej drzwiami.
- Zostaw mnie.
- Otwórz chce z tobą porozmawiać.
- Avannath wyjdź na świeże powietrze to ci dobrze zrobi.- dołączył się Varric.
Izabela i Merrill stanęły z tyłu.
- Aaa już wiem.- dodał krasnolud- Zamknęłaś się tam z bimbrem Izabeli i zatapiasz smutki!
- Odejdź.
- Wiesz co, to już może powinienem zostać w Kirkwall, jeśli taka z ciebie bohaterka. Anders leży ledwie żywy, a ty zapijasz się w najlepsze!
- Już mówiłam chce być sama!
Elf i krasnolud spojrzeli po sobie.
- Czy.. ona teraz nie powinna nas już wysyłać do wszystkich diabłów?- zapytał krasnolud.
- Coś tu jest nie tak.- powiedział Fenris jego linie lyrium zalśniły i kopniakiem wywarzył drzwi.
Sebastian niemal podskoczył na łóżku, gdy obok niego upadły z hukiem drzwi wyrwane z futryny.
- Cholera- zaklął.
- Co ty robisz?- zapytała Izabela.
Fenris podszedł do niego i złapał go za szaty przyciskając do ściany.
- Nic nie mogłem zrobić- odpowiedział kobiecy głos. Głos Hawk- Zmusiła mnie. Pu…- z jego ust wyrwało się kilka nieartykułowanych głosek.
- Elfie udusisz go!- powiedział Varric widząc, że templariusz łapie z trudem oddech.
- Dlaczego mówisz jej głosem?- zapytała piratka.
- Rzuciła na mnie jakieś zaklęcie i powiedziała, że poczuje gniew Reve… Jej gniew, jeśli nie zrobię tego co mi powie.
- Ale ty wyszedłeś przecież przed tym jak wyruszyliśmy.
- To… - powiedziała starając się odsunąć jak najbardziej od bezlitosnych oczy elfa- To nie byłem ja.
Fenris puścił go i odwrócił się do przestraszonej Izabeli.
- Zawracaj statek, Już!- rozkazał.
Piratka skinęła głowa i zniknęła w przejściu.
- Dlaczego została?- zapytała Merrill.
- Nic, wam nie powiedziała? Mówiła, że weźmie kilku z was ze sobą, przecież… to samobójstwo, jeśli poszła tam sama. Czekaj!- powiedział szybko, gdy elf znów ruszył w jego stronę- Porozmawiajcie z uzdrowicielem! To on wie wszystko!
- Avannath kazała mi go utrzymywać w stanie snu by mógł zregenerować siły, przed kolejna próba uleczenia.
- Nie.- powiedział elf- Zrobiła to po to by nam nic nie powiedział. Ściągniesz to zaklęcie.
Merrill skinęła głową i ruszyła do pokoju rannego. Położyła mu dłoń na jego czole i uzdrowiciel poruszył się.
- Anders!- powiedział Fenris pochylając się nad nim- Do cholery obudź się!
- Czego chcesz?- powiedział otwierając oczy- Gdzie jest Avannath?
- Ty nam powiedz!
- Co?
- Nie ma jej.- powiedział Merrill- Zeszła na statku w zbroi Sebastiana.
- Jak to zeszła…?
- Jesteśmy na pełnym morzu, dziś rano opuściliśmy Kirkwall.
Oczy uzdrowiciela zrobiły się ogromne.
- Revenge, spisek… Stwórco powiedzie mi, że jest na pokładzie!
Merrill pokręciła głową. Andres spojrzał na Sebastiana.
- Nie miałem wyboru.-powiedział- Groziła mi. Mówiła, że weźmie z sobą tych z was, którzy zostali w Kirkwall, a ja mam tylko oszukać resztę.
- W Kirkwall pozostała tylko Avelina.- powiedziała Merrill i spojrzała na elfa.
Fenris zamknął oczy i znów spojrzał na uzdrowiciela.
- Mów!
- Nielsen dowiedział się o spisku na wicehrabiego. Mag krwi ma go zabić i wszystkich, którzy będą na placu. Komtur powoła się przez to na Prawo Likwidacji i zabije magów w Kirkwall. Hawk będzie chciała temu zapobiec.
- Revenge też na to nie pozwoli- powiedziała Merrill- On zawsze bronił magów. Pojawi się i powstrzyma ich. A Avannath mu pomoże. Nie będzie sama.
- Myślisz że obroni ją jakiś głupi samozwańczy mściciel!- warknął elf- Że zdoła ją obronić na środku Katowni pełnej templariuszy!
Uzdrowiciel zacisnął dłonie. Sebastian spuścił wzrok.
- Hawk mu pomagała.- powiedział Fenris patrząc na Sebastiana i Andersa- A wy wiedzieliście o tym. To wasza wina!
- Nie.- zaprzeczył templariusz.
Anders spojrzał na niego i powiedział cicho.
- To ona jest Revenge.
Varric, elf i dalijka zamarli.
- Na Stwórcę…- powiedziała krasnolud patrząc jak elf staje tyłem do nich, a jego dłonie zaciskają się pięcie..- Kiedy to ma się wydarzyć?- zapytał
- Dziś w samo południe, musimy zawrócić…
Fenris wyszedł trzaskając drzwiami tak, że niemal wyrwały się z zawiasów.
- Co.. się stało?
- Do Kirkwall mamy dwie godziny drogi.- powiedział krasnolud patrząc na swoje dłonie, po policzkach Merrill zaczęły płynąć łzy- Słońce stoi w zenicie.
- Nie, Fenris mi tez na niej zależy, ale nie dam rady szybciej!- rozległ się głos Izabeli z pokładu.
- Avannath coś ty zrobiła…- szepnął uzdrowiciel nim znów pochłonęły go ciemności.
