Rozdział 2 „Just shot me"
Czy zdarza
wam się czuć, że świat się zatrzymuje i macie wrażenie, iż
opuszczacie swoje ciało? Możecie wtedy obserwować zdarzenia, jakby
w zwolnionym tempie. Słyszycie bicie serca i swój oddech jakby były
ustawione na najwyższe basy.
Ja właśnie się tak czułam.
Świat
wokół mnie był rozmazany, wiedziałam, że ludzie coś robią i
mówią, ale ja nic nie słyszałam. Nic, poza słowami, które miały
zmienić moje życie na zawsze „Usako, chcę poprosić Saori o
rękę".
Najwyraźniej musiałam wyraźnie zblednąć. Gdyż
Mamoru złapał mnie za łokieć i obrócił w swoją stronę.
-
Nee, Usako dobrze się czujesz? - spytał patrząc mi w oczy. Przez
chwilę nie unosiłam wzroku, wiedziałam co się stanie jeśli to
zrobię: spotkam się z najpiękniejszymi, niebieskimi oczami na
całej planecie
- Usa? - potrząsnął mną. Wówczas zerknęłam
na jego twarz. Uśmiechnęłam się lekko.
- Przepraszam, po
prostu... - zaczęłam, 'Boże muszę coś wymyślić' - ..jestem
głodna... śniadania nie jadłam - skłamałam.
Mój przyjaciel
uśmiechnął się na to.
- No to
pomóż mi wybrać najpiękniejszy pierścionek na świecie –
rzekł, obejmując moje ramiona - a potem pójdziemy uczcić ten
wspaniały dzień. - dokończył.
Spojrzałam na niego i serce
jeszcze bardziej ścisnęło mi się w piersi. Jego twarz była
rozpromieniona, emanował wielkim szczęściem i taka miłość
płynęła z jego oczu. 'Szkoda, że nie jest ona dla mnie' -
pomyślałam smutno. Jednak jako prawdziwa przyjaciółka nie mogłam
się nie cieszyć. Mamo-chan był dla mnie zbyt ważny, zbyt go
kochałam, aby nie cieszyć się jego radością.
Wykorzystałam
więc całą siłę jaką miałam w sobie i uśmiechnęłam do niego,
włożyłam w to wszystko. Wszystko po to, aby nie zauważył jak
mnie zranił.
- Oczywiście.
Czarnowłosy
pociągnął mnie w stronę stoiska Tiffan'ego. Westchnęłam do
siebie. 'Dobijcie mnie' - pomyślałam. Czy życie chciało mnie
za coś ukarać?
- Tiffany? - wyszeptałam. Mój towarzysz
obrócił się w moją stronę i uśmiechnął się szerzej.
-
Yhm, wiesz, to ty mnie zainspirowałaś – rzekł - No wiesz, ty i
twoja miłość do „Śniadania u Tiffan'ego" - przyznał.
Zamknęłam mu w oczy 'teraz to już nienawiść' -
pomyślałam.
Stanęliśmy
przed szklanymi gablotkami, wyściełanymi granatowym aksamitem. Siłą
woli starałam się nie patrzeć na ich zawartości, jednak w końcu
- powoli przekręciłam głowę.
- Och... - wydałam z siebie
westchnienie zachwytu. Klejnoty leżące przede mną były po prostu
bajeczne, nie wiedziałam gdzie podziać oczy.
Mój towarzysz już
zaczął rozmawiać z ekspedientką. -Usako- przywołał mnie nagle.
Spojrzałam w jego stronę. Był jak dziecko, które otrzymało
wielkie opakowanie słodyczy.
Podeszłam do niego.
- Widzisz
coś co ci się podoba? - spytał.
Znów spojrzał w gablotki,
rozglądałam się przez chwilę, aż nagle coś przykłuło moją
uwagę.
Był to przepiękny pierścionek z białego złota, nie
miał szczególnie wielkiego brylantu, ale wokół ozdabiało go coś
w rodzaju pętelek, w których znajdowały się małe kryształki,
mieniące się różnymi kolorami. Już chciałam go wskazać, kiedy
nagle sobie cos uświadomiłam.
'Jeśli
pokażę Mamoru ten pierścionek i mu się spodoba, to... zawszę
będę go widzieć na palcu Saori... zawsze będzie mi przypominał o
tym, czego ja nie mogę mieć' - pomyślałam smutno.
- Podoba
ci się ten? - usłyszałam nagle i spojrzałam na Mamo-chan. Jego
głowa była zaledwie parę centymetrów od mojej. Szybko spojrzałam
w innym stronę.
- Nie, po prostu wydał mi się dziwny - rzekłam
na odczepne. - O ten jest śliczny - wskazałam złoty pierścionek
ze sporym brylantem, na obręczy był jakiś wzorek.
Mamo-chan
kiwnął głową, aby ekspedientka go podała, co posłusznie
uczyniła. Chłopak wziął pierścionek i zrobił coś, co mnie
zaskoczyło, a zarazem spowodowało, że moje serce zaczęło bić
szybciej.
Ujął moją dłoń i na palec zaręczynowy nałożył
wskazany przeze mnie pierścionek.
moje serce waliło jak
młotem.
Mamo-chan przez dłuższą chwilę obserwował moją
dłoń, przekrzywiając głowę raz w lewo raz w prawo.
- Ma Pani
bardzo zgrabne palce, pięknie na Pani wygląda, zresztą taka piękna
narzeczona, to na niej wszystko musi ładnie wyglądać - podlizywała
się kobieta.
Uśmiechnęłam się na to, miło słyszeć, że
ktoś widzi we mnie jego narzeczoną.
- O nie! To tylko moja
przyjaciółka, nie narzeczona - poprawił ją szybko. Moje serce
znów zaczęło krwawić. Ekspedientka spojrzała się na mnie ze
współczuciem. 'Czyżby to było takie oczywiste?'
- Podoba
mi się, na Sari będzie wyglądał idealnie - dodał Mamoru,
ściągnął pierścionek z mojego palca - Proszę go bardzo
elegancko zapakować - rzekł.
Spuściłam głowę i stanęłam z
tyłu. Kobieta dość szybko uwinęła się z pakunkiem. Uradowany
Mamoru nawet nie zwrócił uwagi na jego kosmiczną cenę. Rzuciłam
zrezygnowane spojrzenie w tamtą stronę. Czarnowłosy właśnie
płacił.
Obróciłam się w stronę działu z restauracjami i
powoli zaczęłam tam iść. Mój przyjaciel podbiegł do mnie.
-
Ależ jestem szczęśliwy - rzekł obejmując mnie jedną ręką.
Rzuciłam w jego stronę krótkie spojrzenie.
- Chodźmy jeść -
odpowiedziałam zrezygnowana.
Wróciłam do domu i położyłam
klucze na pobliskiej szafce. Zamknęłam oczy i westchnęłam
zmęczona. Nagle poczułam coś ciepłego przy stopach. Zerknęłam
na dół i uśmiechnęłam się lekko. Moja czarna kotka zaczęła
się do mnie łasić.
- Witaj Luno - przywitałam ją, futrzak
spojrzał na mnie i miauknął, po czym wskoczył na moje kolana. To
była nasza tradycja. Drapałam ją po pleckach, a ona kładła swoje
łapki na moim ramieniu i mruczała. Działało to bardzo kojąco.
-
Wiesz Kochanie, miałam straszny dzień - powiedziałam. Ona jakby
mnie rozumiejąc odezwała się. Poszłam z nią do salonu, po drodze
ściągając buty. Rozejrzałam się wokół.
Moje mieszkanko nie
było jakoś specjalnie niesamowite. Na pewno nie mogło się równać
z penthousem Mamoru 'I od niedawna Saori' - pomyślałam. Moje m2
składało się z: niewielkiego salonu połączonego z aneksem
kuchennym - na prawo od wejścia, natomiast po lewo, trochę na skos
mieściły się dwie pary drzwi - jedne do łazienki, a drugie do
sypialni. Te drugie były czteroskrzydłowe, ze szkła. Najbardziej w
swoim mieszkanku uwielbiałam wielkie okna naprzeciw wejścia.
Wszystko utrzymane było w odcieniach brązu, czy to bardziej
zbliżonego do mokki, czy czekolady. Meble miałam wenge, kanapka i
pufa stojąca naprzeciw okien - w kolorze beżowym. Ściany też
nawiązywały do tej tematyki, choć jedną wytapetowałam ciemną
tapetą.
Opadłam na kanapę i położyłam sobie sierściucha na
kolanach.
- Wiesz czego chciał ode mnie Mamo... Mamoru? -
poprawiłam się, uświadamiając sobie, że nie powinnam tak nazywać
cudzego narzeczonego - On poprosił mnie, abym pomogła mu wybrać
pierścionek dla Saori - żaliłam się jej, podniosła głowę i
spojrzała na mnie.
- Miau
- No też tak twierdzę - poparłam,
udając że ze mną rozmawia. Zamknęłam oczy i głośno
westchnęłam.
Siedziałam tak przez chwilę. W mieszkaniu dało
się tylko słyszeć mruczenie kotki. Otworzyłam oczy i spojrzałam
w okno.
- Luno, czemu? - spytałam, a w moich oczach
pojawiły się łzy. - Czemu to musi tak być?
- Miau - odezwała się znów kotka.
Odchyliłam głowę do tyłu. - Nawet nie chcę myśleć o tym ślubie. Chyba umrę tego dnia - przyznałam.
-
Miau
Znów zapanowała cisza. Nie wiem ile czasu tak siedziałam,
ale w końcu jakoś zebrałam w sobie siły i poczłapałam w stronę
łazienki. Tam nastawiłam wodę i rozebrałam się. Rozglądałam
się wokół za płynem do kąpieli. Kiedy go znalazłam, wlałam
znacznie za dużo i wsunęłam nogę do ciepłej wody. Ogarnęło
mnie ciepło i przez chwilę zapomniałam o całym świecie.
Nie
trwało długo zanim woda stała się chłodna. Wówczas bardzo
niechętnie wyszłam z wanny. Ledwie zdążyłam się opatulić
ręcznikiem, gdy zadzwonił telefon. Szybko pobiegłam do pokoju i
podniosłam słuchawkę.
- Moshi moshi? - spytałam
- Ohayo,
Usagi-chan - usłyszałam zadowolony głos Saori. Zagryzłam wargę.
-
Saori - przywitałam się grzecznie.
- Och, Usagi-chan nawet nie
wiesz jak bardzo jestem szczęśliwa – kontynuowała - Jestem ci
tak bardzo, bardzo wdzięczna. On jest po prostu śliczny.
Spojrzałam
w bok.
-
Nie wiem o czym mówisz - skłamałam.
- Och Usagi-chan, wiem, że
wiesz! Mówię o pierścionku - rzekła i nagle zaczęła szeptać
konspiracyjnie - Wiem, że Mamori nie ma gustu co do biżuterii i to
Tiffany, czyli twoja specjalność.
Wywróciłam oczyma. Doskonale
wiedziałam, co musiało poprzedzić ten telefon. Saori nazywała
Mamoru - 'Mamori' tylko i wyłącznie wtedy, gdy spędzili trochę
czasu w łóżku. Czasami jednak żałowałam, że mówiliśmy sobie
wszystko.
- Och Usagi, jaka jestem szczęśliwa - usłyszałam
nagle w słuchawce.
- Cieszę się - wymusiłam z siebie.
- Och
Usagi-chan, Mamori był taki wspaniały, tak pięknie to zrobił, a
potem... - rzekła -rozmarzona. Ja natomiast zastanawiałam się czy
robi to specjalnie.
- Ach
proszę, nie mów nikomu. Postanowiliśmy zrobić uroczysty obiad i
wtedy wszystkim chcemy powiedzieć - pouczyła mnie.
- Oczywiście,
to wasza sprawa. Będę milczeć jak grób - powiedziałam 'Po jaką
cholerę miałabym komukolwiek o tym mówić?'- pomyślałam za
to
- Słuchaj, Saori-chan, wyskoczyłam z wanny, by odebrać,
jestem w ręczniku i trochę mi zimno... - starałam się wyjaśnić
jej subtelnie, że byłoby milo, gdyby ta rozmowa się skończyła.
-
Och, przepraszam. Chciałam się z tobą podzielić moją radością
- zaznaczyła po raz setny. Ścisnęłam słuchawkę.
-Tak, słyszę
jak emanujesz. Słuchaj pogadamy na kolacji, papa - rzekłam i się
rozłączyłam. Przez chwilę patrzyłam na telefon, po czym cisnęłam
nim w kanapę.
