Rozdział 5„Morning hangover"

AN: Witajcie przedstawiam Wam kolejną odsłonę "Zakochanej przyjaźni". Mam nadzieję, że spełni Wasze oczekawiania- PAMIĘTAJCIE KOMENTUJCIE!

Jednocześnie zapraszam Was na moje nowe maleństwo na .pl
Pozdrawiam WASZA MISAKO

Pierwszy pocałunek był długi, jednak żadne z nas nie ruszało ustami. Kiedy zaczęło brakować nam powietrza rozdzieliliśmy się, głęboko oddychając. W tym momencie miałam jeszcze siły, aby przypomnieć mu o Saori, że przecież ją kocha. Jednak jego następn esłowa spowodowały, że nigdy nie wypowiedziałam tych słów.

- Byłaś tu dla mnie cały czas. A ja nie widziałem ciebie i tego, co do ciebie czuję. Jak mogłem być taki ślepy? -spytał i nie czekając na moją odpowiedzieć znów mnie pocałował. Tym razem nie był to pojedynczy całus, a raczej seria namiętnych pocałunków, do których szybko dołączyły pieszczoty. W trakcie jakoś staneliśmy, a nasze ubrania znalazły się na podłodze kabiny. To, co skrywałam w sobie od tak dawna, co gasiłam za każdym razem, gdy go widziałam, nagle wypłynęło na powierzchnię i już nic nie byłam w stanie tego powstrzymać.
Nie wiem, jakim cudem od ściany prysznica skończyliśmy w łóżku pod pościelą. Byłam tak przepełniona szczęściem, pożądaniem i spełnieniem, że nie zwracałam uwagi na nasze otoczenie. Pamiętam jednak dwie rzeczy. To, iż kiedy w końcu po długim i namiętnym kochaniu się doszliśmy do granic rozkoszy, podążyliśmy tą ścieżką razem. I to, że przed zaśnięciem wypowiedział słowa, które zmienią naszą przyjaźń na zawsze.
Leżąc naga w jego ramionach, szczęśliwa i spełniona wyszeptałam, jak sądziłam do śpiącego Mamo-chan.

- Kocham cię, kocham cię od zawsze. Jesteś mężczyzną moich marzeń.

Gdybym tylko wiedziała, że on nie śpi…

Jak to zawsze bywaw takich sytuacjach, ranek nastał zbyt szybko. Kiedy otworzyłam oczy, od razu tego pożałowałam. Wczorajsze wino spowodowało u mnie „lekkiego" kaca. Przyłożyłam dłoń do czoła i jakby w przyspieszonych obrotach wróciło do mnie to, co się wczoraj stało. Obróciłam się, jednak jedynym okupantem łóżka byłam ja. Wstałam i owinęłam się pościelą. Przeszłam do salonu. Nie było w nim nikogo prócz mojej czarnej kotki, która słysząc mnie podniosła głowę, jednak widząc, że nie mam nic do jedzenia, wróciła do swej śpiącej pozycji na kanapie. 'Czyżbym śniła?' -zwątpiłam przez chwilę.
Poszłam do łazienki. W niej jednak znajdowały się dowody na to, że nie był to sen. Na umywalce leżały granatowe dresy, a na podłodze za koszem na ubrania był jeszcze wilgotny szalik Mamoru. Sięgnęłam po niego, po czym wróciłam do salonu i opadłam na fotel. Przez dłuższą chwilę przyglądałam się temu skrawkowi materiału. O ironio, był to prezent od mnie. Westchnęła głęboko i oparłam się o oparcie. Zagryzłam wargę.
Jeśli jest tu jego szalik oznacza to, że i Mamo-chan mi się nie śnił. Co oznaczało zatem, że nie jestem nudystką i to, że obudziłam się naga z pewnym i wspomnieniami… to oznaczało.
- Spałam z Mamo-chan - powiedziałam na głos, jakbym chciała siebie też przekonać.
Luna zamiałaczała, nie zwracałam jednak teraz na nią uwagi. Przyłożyłam dłoń do ust.
Nie ma możliwości, aby wczorajsza noc była tylko wytworem mojej fantazji.
Nagle przypomniałam sobie z przerażeniem, co powiedziałam tuż przed zaśnięciem.

- Rety - wyszeptałam. To, że Mamo-chan niebyło tu rano, mogło oznaczać tylko jedną rzecz. Usłyszał mój szept. Nie spał. A teraz odszedł zapewne z żalem, iż owa noc w ogóle zaszła.
-

Mamoru pov.
Byłem zdruzgotany, kłótnia z Saori pozostawiła mnie w takiej rozterce, iż udałem się w jedyne miejsce, w którym wiedziałem, że znajdę pocieszenie. Jakoś tak się złożyło, że po drodze trafiłem do kilku barów i zanim dotarłem do Usagi, byłem już porządnie wstawiony.
Usako, jak to moja Usako, od razu zaczęła mi pomagać. Ja jednak nie miałem ochoty na nic, nawet by zdjąć ubrania i wykąpać się w ciepłej wodzie, więc po prostu wczołgałem się do kabiny i usiadłem w strumieniu ciepłej wody. Wówczas cały ból uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Zacząłem płakać. Nigdy mi się to chyba nie zdarzyło. I w takim żałosnym, rozpłakanym, kompromitującym stanie znalazła mnie Usako. A ja zacząłem jej skomleć, jak dziecko.
Nie byłem pewien, czego od niej oczekuję, ale wiedziałem, ze ona sprawi, iż poczuję się lepiej. Zawsze to potrafiła. I się nie pomyliłem. Mój złotowłosy anioł przytulił mnie i nie pytając o nic zaczął pocieszać. Nie wspominała nawet o Saori. Czekała aż sam zechcę o niej mówić. Zapewniała mnie, że po prostu tu jest. I jakoś w trakcie tych zapewnień uświadomiłem sobie, że Usako zawsze przy mnie była. Zawsze.
Normalnie bym jej podziękował i powiedział, że ja też przy niej jestem i zawsze może na mnie liczyć. Jednak tego wieczora nie do końca byłem sobą. I nie chodziło tu tylko o alkohol. Spojrzałem w jej oczy i uświadomiłem sobie pierwszy raz w życiu, jaka ona jest piękna. I przez sekundę, maleńką sekundę, zastanowiłem się jakby to było mieć ją. I jako, że nie byłem sobą, a alkohol powodował, że robiłem rzeczy, których normalnie nie robię... Ba, o których nawet tak nie myślę… Pocałowałem ją, najpierw raz. I puściłem. Jednak tym pocałunkiem uświadomiłem sobie jak bardzo jej pragnę. Toteż pocałowałem ją ponownie i tym razem nie puściłem. Nie wiem jak to się stało, ale na całowaniu nie poprzestaliśmy i zanim sobie w pełni uświadomiłem, co robię, pożądanie przejęło władzę nad całym mym ciałem i nie byłem już w stanie nic zrobić.
Dopiero, kiedy oboje doszliśmy i leżała na moim ramieniu, zamknąłem oczy i uświadomiłem sobie, co uczyniłem. I wtedy ona to wyszeptała. Tuż przed zaśnięciem.
- Kocham cię, kocham cię od zawsze. Jesteś mężczyzną moich marzeń.

Byłem tak zszokowany tym wyznaniem, że zapomniałem jak się oddycha. Nie wiem ile tak leżałem. Wiedziałem jednak jedno, nie mogłem tu być, kiedy się obudzi. Upewniłem się, więc, że śpi i najciszej jak potrafiłem wstałem, zebrałem moje mokre ubrania i przeszedłem do salonu, aby się ubrać.
Czarna kotka, Usako obudziła się na mój widok. Już chciała wyrazić swoje niezadowolenie, kiedy ją złapałem i zaniosłem do kuchni. Sięgnąłem po saszetkę z jedzeniem i zapchałem ją kocim żarcie. Wszystko po to, aby nie miauczała i nie obudziła swej właścicielki.
Potem szybko się ubrałem i wyszedłem.
Przez długi czas włóczyłem się bez celu. Nie wiedziałem, co ze sobą począć. Dzisiejsza noc zapewne nie była moją najlepszą.
Najpierw pokłóciłem się z Saori. Potem przeszedłem chyba z 10 km do Usagi, abyskończyć w jej łóżku.
- Reeety.. - powiedziałem siadając na ławce, którą właśnie mijałem. -Przespałem się z Usagi, moją Usagi - rzekłem na głos, jako że nie do końca mogłem w to uwierzyć.
Zasłoniłem dłońmi twarz. Znałem Usagi od maleńkości. Stanowiła dla mnie cały świat, była moją rodziną. Traktowałem ją jak siostrę… a teraz się z nią przespałem.
Jak mogłem do tego dopuścić? Doprowadzić się do takiego stanu, w którym nie mogłem zapanować nad sobą...
Nagle przypomniałem sobie jej słowa: 'Kocham cię, kocham cię od zawsze. Jesteś mężczyzną moich marzeń.'
'O niee!' - pomyślałem. 'Ona cały czas? Cały czas mnie kochała inaczej' -uświadomiłem sobie. Nagle do głowy wróciły mi te wszystkie chwile, w których jej opowiadałem o mojej miłości do Saori, o naszym współżyciu, jak praktycznie zmusiłem ją, by pomogła mi wybrać pierścionek dla Saori i to u Tiffany'ego, jej ukochanego Tiffany'ego. Jak przez miesiące pomagała nam ślub organizować.
'Nieee..." - powiedziałem sobie w duchu. Jeśli ona mnie kocha, to ja praktycznie każdego dnia ją raniłem. Teraz nie było takie dziwne, dlaczego od czasu zaręczyn zaczęła mnie unikać…
'Usako'

- Mamo-chan - usłyszałem nagle. Spojrzałem w bok z przerażeniem, że ujrzę stojącą tam, smutną Usagi. Zobaczyłem jednak Saori. Na jej widok wstałem z ławki. Miała czerwone oczy i nos. Włosy były mokre.
- Saori - jąkałem 'O nie, zupełnie o niej zapomniałem. O tym, że ją…'- nie mogłem nawet w myślach tego wypowiedzieć.
- Mamori - wyszeptała, a po jej policzkach popłynęły łzy. - Kochanie! -krzyknęła i rzuciła mi się w ramiona. - Kochanie, wybacz. Ja nie miałam namyśli niczego z tego, co powiedziałam. Wybacz mi, kocham cię. Kocham cię nad życie. Nie chcę cię stracić. Wybacz - mówiła przez łzy, wtulając się w moją klatkę piersiową.
- Saori - wyszeptałem i zamknąłem oczy. Jedna kłótnia, a ja od razu zrobiłem coś takiego. Otworzyłem oczy i mocno ją przytuliłem. Podniosłem głowę i spojrzałem w Księżyc, wyłaniający się z chmur. Jednej nocy, skrzywdziłem dwie kobiety, które kocham.

Staliśmy tak z Saori skąpani w świetle Luny. Później wróciliśmy do domu, do naszego łóżka. Zaczęła mnie całować. A ja z przyzwyczajenia odpowiadałem tym samym. Potem się kochaliśmy. Po raz pierwszy jednak me myśli nie były skupione na niej. Czułem się przez to paskudnie. Jednak jakkolwiek się starałem, gdy zamykałem powieki, widziałem złotowłosą kobietę, którą wiem, że straciłem na zawsze.

Rozdział 5„Morning hangover"

AN: Witajcie przedstawiam Wam kolejną odsłonę "Zakochanej przyjaźni". Mam nadzieję, że spełni Wasze oczekawiania- PAMIĘTAJCIE KOMENTUJCIE!

Jednocześnie zapraszam Was na moje nowe maleństwo na .pl
Pozdrawiam WASZA MISAKO

Pierwszy pocałunek był długi, jednak żadne z nas nie ruszało ustami. Kiedy zaczęło brakować nam powietrza rozdzieliliśmy się, głęboko oddychając. W tym momencie miałam jeszcze siły, aby przypomnieć mu o Saori, że przecież ją kocha. Jednak jego następn esłowa spowodowały, że nigdy nie wypowiedziałam tych słów.

- Byłaś tu dla mnie cały czas. A ja nie widziałem ciebie i tego, co do ciebie czuję. Jak mogłem być taki ślepy? -spytał i nie czekając na moją odpowiedzieć znów mnie pocałował. Tym razem nie był to pojedynczy całus, a raczej seria namiętnych pocałunków, do których szybko dołączyły pieszczoty. W trakcie jakoś staneliśmy, a nasze ubrania znalazły się na podłodze kabiny. To, co skrywałam w sobie od tak dawna, co gasiłam za każdym razem, gdy go widziałam, nagle wypłynęło na powierzchnię i już nic nie byłam w stanie tego powstrzymać.
Nie wiem, jakim cudem od ściany prysznica skończyliśmy w łóżku pod pościelą. Byłam tak przepełniona szczęściem, pożądaniem i spełnieniem, że nie zwracałam uwagi na nasze otoczenie. Pamiętam jednak dwie rzeczy. To, iż kiedy w końcu po długim i namiętnym kochaniu się doszliśmy do granic rozkoszy, podążyliśmy tą ścieżką razem. I to, że przed zaśnięciem wypowiedział słowa, które zmienią naszą przyjaźń na zawsze.
Leżąc naga w jego ramionach, szczęśliwa i spełniona wyszeptałam, jak sądziłam do śpiącego Mamo-chan.

- Kocham cię, kocham cię od zawsze. Jesteś mężczyzną moich marzeń.

Gdybym tylko wiedziała, że on nie śpi…

Jak to zawsze bywaw takich sytuacjach, ranek nastał zbyt szybko. Kiedy otworzyłam oczy, od razu tego pożałowałam. Wczorajsze wino spowodowało u mnie „lekkiego" kaca. Przyłożyłam dłoń do czoła i jakby w przyspieszonych obrotach wróciło do mnie to, co się wczoraj stało. Obróciłam się, jednak jedynym okupantem łóżka byłam ja. Wstałam i owinęłam się pościelą. Przeszłam do salonu. Nie było w nim nikogo prócz mojej czarnej kotki, która słysząc mnie podniosła głowę, jednak widząc, że nie mam nic do jedzenia, wróciła do swej śpiącej pozycji na kanapie. 'Czyżbym śniła?' -zwątpiłam przez chwilę.
Poszłam do łazienki. W niej jednak znajdowały się dowody na to, że nie był to sen. Na umywalce leżały granatowe dresy, a na podłodze za koszem na ubrania był jeszcze wilgotny szalik Mamoru. Sięgnęłam po niego, po czym wróciłam do salonu i opadłam na fotel. Przez dłuższą chwilę przyglądałam się temu skrawkowi materiału. O ironio, był to prezent od mnie. Westchnęła głęboko i oparłam się o oparcie. Zagryzłam wargę.
Jeśli jest tu jego szalik oznacza to, że i Mamo-chan mi się nie śnił. Co oznaczało zatem, że nie jestem nudystką i to, że obudziłam się naga z pewnym i wspomnieniami… to oznaczało.
- Spałam z Mamo-chan - powiedziałam na głos, jakbym chciała siebie też przekonać.
Luna zamiałaczała, nie zwracałam jednak teraz na nią uwagi. Przyłożyłam dłoń do ust.
Nie ma możliwości, aby wczorajsza noc była tylko wytworem mojej fantazji.
Nagle przypomniałam sobie z przerażeniem, co powiedziałam tuż przed zaśnięciem.

- Rety - wyszeptałam. To, że Mamo-chan niebyło tu rano, mogło oznaczać tylko jedną rzecz. Usłyszał mój szept. Nie spał. A teraz odszedł zapewne z żalem, iż owa noc w ogóle zaszła.
-

Mamoru pov.
Byłem zdruzgotany, kłótnia z Saori pozostawiła mnie w takiej rozterce, iż udałem się w jedyne miejsce, w którym wiedziałem, że znajdę pocieszenie. Jakoś tak się złożyło, że po drodze trafiłem do kilku barów i zanim dotarłem do Usagi, byłem już porządnie wstawiony.
Usako, jak to moja Usako, od razu zaczęła mi pomagać. Ja jednak nie miałem ochoty na nic, nawet by zdjąć ubrania i wykąpać się w ciepłej wodzie, więc po prostu wczołgałem się do kabiny i usiadłem w strumieniu ciepłej wody. Wówczas cały ból uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Zacząłem płakać. Nigdy mi się to chyba nie zdarzyło. I w takim żałosnym, rozpłakanym, kompromitującym stanie znalazła mnie Usako. A ja zacząłem jej skomleć, jak dziecko.
Nie byłem pewien, czego od niej oczekuję, ale wiedziałem, ze ona sprawi, iż poczuję się lepiej. Zawsze to potrafiła. I się nie pomyliłem. Mój złotowłosy anioł przytulił mnie i nie pytając o nic zaczął pocieszać. Nie wspominała nawet o Saori. Czekała aż sam zechcę o niej mówić. Zapewniała mnie, że po prostu tu jest. I jakoś w trakcie tych zapewnień uświadomiłem sobie, że Usako zawsze przy mnie była. Zawsze.
Normalnie bym jej podziękował i powiedział, że ja też przy niej jestem i zawsze może na mnie liczyć. Jednak tego wieczora nie do końca byłem sobą. I nie chodziło tu tylko o alkohol. Spojrzałem w jej oczy i uświadomiłem sobie pierwszy raz w życiu, jaka ona jest piękna. I przez sekundę, maleńką sekundę, zastanowiłem się jakby to było mieć ją. I jako, że nie byłem sobą, a alkohol powodował, że robiłem rzeczy, których normalnie nie robię... Ba, o których nawet tak nie myślę… Pocałowałem ją, najpierw raz. I puściłem. Jednak tym pocałunkiem uświadomiłem sobie jak bardzo jej pragnę. Toteż pocałowałem ją ponownie i tym razem nie puściłem. Nie wiem jak to się stało, ale na całowaniu nie poprzestaliśmy i zanim sobie w pełni uświadomiłem, co robię, pożądanie przejęło władzę nad całym mym ciałem i nie byłem już w stanie nic zrobić.
Dopiero, kiedy oboje doszliśmy i leżała na moim ramieniu, zamknąłem oczy i uświadomiłem sobie, co uczyniłem. I wtedy ona to wyszeptała. Tuż przed zaśnięciem.
- Kocham cię, kocham cię od zawsze. Jesteś mężczyzną moich marzeń.

Byłem tak zszokowany tym wyznaniem, że zapomniałem jak się oddycha. Nie wiem ile tak leżałem. Wiedziałem jednak jedno, nie mogłem tu być, kiedy się obudzi. Upewniłem się, więc, że śpi i najciszej jak potrafiłem wstałem, zebrałem moje mokre ubrania i przeszedłem do salonu, aby się ubrać.
Czarna kotka, Usako obudziła się na mój widok. Już chciała wyrazić swoje niezadowolenie, kiedy ją złapałem i zaniosłem do kuchni. Sięgnąłem po saszetkę z jedzeniem i zapchałem ją kocim żarcie. Wszystko po to, aby nie miauczała i nie obudziła swej właścicielki.
Potem szybko się ubrałem i wyszedłem.
Przez długi czas włóczyłem się bez celu. Nie wiedziałem, co ze sobą począć. Dzisiejsza noc zapewne nie była moją najlepszą.
Najpierw pokłóciłem się z Saori. Potem przeszedłem chyba z 10 km do Usagi, abyskończyć w jej łóżku.
- Reeety.. - powiedziałem siadając na ławce, którą właśnie mijałem. -Przespałem się z Usagi, moją Usagi - rzekłem na głos, jako że nie do końca mogłem w to uwierzyć.
Zasłoniłem dłońmi twarz. Znałem Usagi od maleńkości. Stanowiła dla mnie cały świat, była moją rodziną. Traktowałem ją jak siostrę… a teraz się z nią przespałem.
Jak mogłem do tego dopuścić? Doprowadzić się do takiego stanu, w którym nie mogłem zapanować nad sobą...
Nagle przypomniałem sobie jej słowa: 'Kocham cię, kocham cię od zawsze. Jesteś mężczyzną moich marzeń.'
'O niee!' - pomyślałem. 'Ona cały czas? Cały czas mnie kochała inaczej' -uświadomiłem sobie. Nagle do głowy wróciły mi te wszystkie chwile, w których jej opowiadałem o mojej miłości do Saori, o naszym współżyciu, jak praktycznie zmusiłem ją, by pomogła mi wybrać pierścionek dla Saori i to u Tiffany'ego, jej ukochanego Tiffany'ego. Jak przez miesiące pomagała nam ślub organizować.
'Nieee..." - powiedziałem sobie w duchu. Jeśli ona mnie kocha, to ja praktycznie każdego dnia ją raniłem. Teraz nie było takie dziwne, dlaczego od czasu zaręczyn zaczęła mnie unikać…
'Usako'

- Mamo-chan - usłyszałem nagle. Spojrzałem w bok z przerażeniem, że ujrzę stojącą tam, smutną Usagi. Zobaczyłem jednak Saori. Na jej widok wstałem z ławki. Miała czerwone oczy i nos. Włosy były mokre.
- Saori - jąkałem 'O nie, zupełnie o niej zapomniałem. O tym, że ją…'- nie mogłem nawet w myślach tego wypowiedzieć.
- Mamori - wyszeptała, a po jej policzkach popłynęły łzy. - Kochanie! -krzyknęła i rzuciła mi się w ramiona. - Kochanie, wybacz. Ja nie miałam namyśli niczego z tego, co powiedziałam. Wybacz mi, kocham cię. Kocham cię nad życie. Nie chcę cię stracić. Wybacz - mówiła przez łzy, wtulając się w moją klatkę piersiową.
- Saori - wyszeptałem i zamknąłem oczy. Jedna kłótnia, a ja od razu zrobiłem coś takiego. Otworzyłem oczy i mocno ją przytuliłem. Podniosłem głowę i spojrzałem w Księżyc, wyłaniający się z chmur. Jednej nocy, skrzywdziłem dwie kobiety, które kocham.

Staliśmy tak z Saori skąpani w świetle Luny. Później wróciliśmy do domu, do naszego łóżka. Zaczęła mnie całować. A ja z przyzwyczajenia odpowiadałem tym samym. Potem się kochaliśmy. Po raz pierwszy jednak me myśli nie były skupione na niej. Czułem się przez to paskudnie. Jednak jakkolwiek się starałem, gdy zamykałem powieki, widziałem złotowłosą kobietę, którą wiem, że straciłem na zawsze.