Rozdział 6 "Konsekwencje"
Usagi pov.
Całą sobotę siedziałam w fotelu, wpatrując się w szalik leżący na stole.
Przez głowę przechodziło mi ze sto tysięcy myśli na minutę. Przez wiele lat zastanawiałam się jakby to było spędzić noc z Mamoru. Teraz, kiedy tego doświadczyłam… nie wiedziałam czy ta wiedza była warta swej ceny. Doskonale wiedziałam, co nastąpi.
Saori i Mamoru nigdy się nie kłócili, ten incydent był, więc do przewidzenia. Zapewne, kiedy teraz się spotkają, rzucą się sobie w ramiona przepraszając się nawzajem i zapewniając, że nic z rzeczy, które opuściły ich usta nie jest prawdą. Apotem... Saori znów będzie jego… Sari.
Zamknęłam oczy na myśl o tym. Zrobiło mi się mdło.
Zapewne, gdyby moje kanaliki łzowe produkowały jeszcze jakieś łzy teraz by one poleciały. Jednak przez ostatnie godziny przeszłam taką huśtawkę nastrojów, że chyba wszystkie je wypłakałam.
Najprawdopodobniej wtedy właśnie zasnęłam, gdyż następną rzecz, jaką pamiętam to sygnał automatycznej sekretarki i rozweselony głos Minako.
- Ohayo, Usago-chan ! Śpiochu wiem, że tam jesteś i leżysz w ciepłym łóżeczku, ale za godzinę masz być w Crown Cafe. Wiedziałam, że w niedzielę nie będzie ci się chciało wstawać, więc dzwonię, jako twoja osobista pogodynka… nie, zaraz..., miałam na myśli budzik. OJ, NIEWAŻNE. Meritum sprawy jest takie, że masz wstać i być w Crown. Pamiętaj nie ma wymówek! See you!Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii - dało się słyszeć w całym mieszkaniu.
Jęknęłam głośno. Doskonale wiedziałam, że z tego się nie wywinę. Dałam radę uciekać przed Mamoru, ale przed tą grupą nawet na końcu świata się nie schowam. Wiedziałam, że będzie tam i Mamoru. Spojrzałam znów na szalik. 'Prędzej czy później będę musiała stawić, mu czoła'
- Miau – usłyszałam nagle moją kotkę. Spojrzałam na nią, a ona znów miauknęła, tym razem wyraźniej dało się w jej głosie wyczuć pretensje. W tym momencie uświadomiłam sobie, że nie dałam jej od piątku jeść.
- Jejku, Luno, wybacz - rzekłam i owinęłam pościel wokół siebie, po czymposzłam nakarmić futrzaka.
Zgodnie z planem pojawiłam się w Crown. Byli tam już prawie wszyscy: Minako, Mako, Rei, Michiru, Haruka,Setsuna, Hotaru, Naru, Motoki. Te comiesięczne spotkania stały się naszym rytuałem. Tak dla pewności, aby nie stracić ze sobą kontaktu. I tylko naprawdę ekstremalne okoliczności mogły z nich zwolnić.
- Ohayo, Usagi-chan! - krzyknęła Minako, kiedy mnie zauważyła. Przykleiłam uśmiech i podeszłam do loży.
- Ohayo, Minna - przywitałam ich radośnie - Gdzie pozostali? - spytałam zgodnie z rutyną.
- Ami ma usprawiedliwienie. Był jakiś straszny wypadek i musi operować jakieś dziecko, ale powiedziała, że jeśli pójdzie jej szybko, to może wpadnie.
Pokiwałam głową, okey to było właśnie ekstremalne usprawiedliwienie. Usiadłam na wolnym miejscu.
- Mamoru-san i Saori-san się lekko spóźnią - poinformował mnie Motoki i wywrócił znacząco oczyma - No wiesz, on ma wolne, więc te dwa gołąbki… -zaczął.
- Tak czy siak, spóźnią się - przerwała mu Rei.
- Michiru, słyszałam, że nagrywasz nową płytę … - zaczęła jakiś temat Mako. Wszyscy spojrzeli na nią, wykorzystałam to, aby rzucić Rei wdzięczne spojrzenie. Ta uśmiechnęła się do mnie.
Jakieś 20 minut później pojawili się narzeczeni. Z zewnątrz wyglądali na najbardziej zakochaną parę, jaką w życiu widziałam. Nie miałam jednak odwagi przyjrzeć im się, kiedy podeszli.
- Ohayo, Minna - przywitała się radośnie Saori.
'Okey, była radosna, czyli nic nie wie.' - pomyślałam. Bałam się spotkania z nią, nie wiedziałam, co powiedział jej Mamoru.
Mój przyjaciel usadowił swoją narzeczoną, po czym, ku memu zaskoczeniu, z wróciłsię do mnie. Byłam tak zdziwiona, że aż podskoczyłam na dźwięk jego głosu.
- Usako, czy mogę z tobą pomówić? - spytał neutralnie - Chodzi o ślub. – dodał widząc zaciekawione miny grupy. Ja zaś spojrzałam na niego zszokowana.
- Czy coś nie tak, kochanie? - spytała zaniepokojona Saori.
- Nie Sari - skrzywiłam się. Od razu wiedziałam, że uprawiali sex. – Tylko Usako, jako druhna musi coś zrobić, powiedzmy - za plecami panny młodej -odpowiedział jej z żartem w głosie.
Ja natomiast popatrzyłam na niego, jakby urosła mu druga głowa. 'Czy musiał używać akurat takich słów?. Rzuciłam okiem na przyjaciół. Mieli zaciekawione miny, nie było w nich widać nuty podejrzeń. No może prócz Rei. Jednak ją zignorowałam i poszłam za swoim przyjacielem, a może już ex-przyjacielem?
Stanęliśmy w drugim końcu sali tak, żeby nikt nas tu nie słyszał i niekoniecznie widzieli nas znajomi z loży.
Stanęłam tyłem do niego.
- Usagi - zaczął. A ja przygryzłam wargę. Nigdy nie nazywał mnie Usagi, zawsze była Usako lub Usa. - Ty i ja musimy o czymś pomówić.
- Chyba tak - wyszeptam, miał racje.
I to było chyba na tyle z naszej strony, bo potem oboje zamilkliśmy. Stalibyśmy chyba tak po wieczność, gdyby nie jakiś dzieciak, który przebiegł między nami.
- Powiem jej, kocham ją, zasługuje na prawdę - wyznał nagle.
Zamknęłam oczy. 'A więc miałam rację, niestety'.
- Nie powinieneś - odpowiedziałam po chwili milczenia.
- Co?
- Jeśli ją… kochasz, nie powinieneś. Zranisz ją. Ona też cię kocha. Nawet nie wiesz jak boli odtrącenie - rzekłam przepełniona smutkiem.
- Usagi… - odrzekł. Wiedziałam, że wie, iż mówię o sobie.
Obróciłam się i spojrzałam na niego. - -Popełniliśmy błąd. Jesteśmy ludźmi, zdarza się. Musimy teraz ponieść konsekwencje. Ale Saori, ona cię kocha i nie zasługuje na cierpienie. To zostanie między nami. Jak… kiedyś. Tak jak niegdyś były rzeczy, o których wiedzieliśmy tylko my. Tak i to będzie naszym sekretem, o którym już nigdy nie będziemy mówić - nie wiedziałam skąd biorę te słowa, jednak wiedziałam, że przy każdym z nich gasłam i traciłam część siebie.
- Usagi, uważasz, że będziemy potrafili tak udawać? Będziemy musieli żyć w ciągłym kłamstwie - mówił nie przekonany - Powinienem jej po… - upierał się przy swoim.
- Nie! To dotyczy również mnie i nie pozwalam ci - próbowałam innych argumentów. - Przecież ją kochasz, chyba nie chcesz jej stracić! – podniosłam głos, ale nie na tyle, by nas słyszano. Po policzkach jakimś cudem popłynęły mi łzy. Zdziwiłam się, że jeszcze je mam.
- A nasza przyjaźń? - spytał zrozpaczony. Widziałam, co czuje, widziałam, że czuje się winny. Znałam go na tyle dobrze, iż mogłam przypuszczać, co chciałby zrobić. Jest szczery, więc powiedziałby Saori prawdę, czym zniszczyłby ich związek, a nasza przyjaźń nigdy nie byłaby już tak sama, bo na zawsze zostałaby skażona.
Spojrzałam w bok i westchnęłam.
- Doskonale wiemy ,że nigdy nie będzie tak, jak dawniej - wyszeptałam to, o czym oboje myśleliśmy. Skąd wzięła się we mnie ta nowa odwaga?
Mamoru oparł się o pobliską ścianę i westchnął smutno. Znaleźliśmy się w patowej sytuacji i oboje byliśmy tego świadomi.
Staliśmy chwilę w milczeniu.
- Ten nowy projekt, on nie jest realizowany w Tokyo - zaczęłam nagle.
- Usako? - zapytał Mamoru niepewnie, chyba z przerażeniem.
- Miałam zamiar nadzorować go osobiście dopiero po waszym ślubie, ale jeśli pojadę wcześniej, to nawet lepiej - kontynuowałam nie patrząc na niego.
- Chyba żartujesz, chcesz opuścić Tokyo? - spytał mnie takim tonem, w którym dało się słyszeć całkowity brak akceptacji.
- Na jakiś czas…
- A ślub? - spytał Mamoru. Spojrzałam na niego. Doskonale wiedziałam, czemu pyta. Byłam dla niego jedyną rodziną.
- Nie będzie mnie na nim - powiedziałam prostolinijnie.
Mamoru już otwierał buzię by coś powiedzieć, ale ją zamknął. Potrząsnął głową, jakby chciał zapobiec łzom. - Jesteś moją rodziną - stwierdził nie patrząc na mnie, ale na sufit.
Wyprostowałam się i powiedziałam chyba najtrudniejsze słowa, jakie przyszło mi mówić w życiu.
- Już nie jesteśmy rodziną
Mamoru patrzył na mnie przerażony. Wyglądał jak dziecko, zagubione i samotne. Jak ten chłopczyk, którego poznałam dawno temu.
Kiedyś myślałam, że brak miłości Mamoru łamał mi serce. Jednak to ten widok, właśnie ten widok złamał mi duszę i serce tak naprawdę.
