No... pojawił się 4 rozdział. No, także... Ale jest! Liczy się, prawda? :3
Bety wciąż nie ma i raczej nie będzie. W rozdziale znajduje się opis seksu, ostrzegam od razu.
Alec spojrzał niepewnie na klucze w swojej dłoni i westchnął ponownie, przenosząc swój wzrok na drzwi naprzeciwko siebie. Choć klucze miał już dobre 3 tygodnie, do dziś z nich nie korzystał. Fakt, że tak trudno było mu się przełamać zaskakiwał jego samego. Nie był pewien, czy Magnus chciał się danego dnia z nim zobaczyć, więc zawsze do niego dzwonił, gdy chciał go zobaczyć, upewniając się, że nie będzie mu przeszkadzać. W końcu jest Wysokim Czarownikiem Brooklynu, miał dość napięty grafik. Ale dzisiaj Alec częściowo się przełamał, pokonując pierwsze drzwi szybko i sprawnie, upewniając się, że klucze działają. Ale dopiero teraz przypomniał sobie tysiące powodów, dla których lepiej by było, gdyby powiadomił mężczyznę o swoich odwiedzinach. Tylko... była godzina 6 rano. Magnus na pewno spał, a Lightwood nie chciał go budzić. Ale tak bardzo chciał go zobaczyć! Usłyszeć jego głos, poczuć jego obecność tuż obok. Chyba mógł być choć raz strasznie egoistyczny, prawda? Magnus powtarzał mu codziennie, że może wpadać do niego o każdej porze dnia i nocy, ma się nie przejmować niczym, po prostu otworzyć sobie drzwi i wejść. Przecież właśnie po to były te klucze, prawda?
Alec zacisnął palce na zimnej stali i podszedł do drzwi zdecydowanie, pokonując ostatnie trzy schodki. Miał pozwolenie, Magnus wręcz chciał, aby korzystał z tego przywileju, jakim go obdarował. Więc nie zamierzał się już dłużej zastanawiać. Otworzył cicho mieszkanie i wszedł do środka, rozglądając się dookoła. W lofcie panowała cisza i spokój, oczywistym więc było, że czarownik jeszcze spał, a pewnie wraz z nim spał jego kot, Prezes Miau. Alec uśmiechnął się pod nosem, ściągając buty, odkładając je pod ścianą i skierował się do kuchni, chcąc zrobić dla mężczyzny coś miłego. Może nie był szczególnie dobrym kucharzem, ale jajecznice na bekonie potrafił zrobić. Podobno naprawdę pyszną. Miał tylko nadzieje, że czarownik posiada jakieś składniki w domu. Zajrzał do lodówki z nadzieją i nie zawiódł się. Z szerokim uśmiechem na twarzy zaczął przygotowywać śniadanie.
Nie zajęło mu to zbyt dużo czasu, zdążył nawet przygotować kawę. Był naprawdę zadowolony, że Magnus zainwestował w ekspres, specjalnie dla niego. Nie musiał zastanawiać się nad tym, czy kofeinowy napój, który trzymał, był kradziony. Był człowiekiem uczciwym, dlatego tak bardzo nie podobało mu się, że wszystko co pił u Magnusa i jadł było kradzione. Może nie wszystko, ale większość. Chłopak uśmiechnął się, kładąc dwa talerze jajecznicy i kubki kawy na tacę, zastanawiając się, czy czarownik będzie zadowolony, gdy przyniesie to mu do sypialni. Ale będzie musiał go obudzić..
Zmarkotniał, wzdychając ciężko, już żałując tego pomysłu. Odsunął od siebie tace, przeklinając się w duchu za swoją głupotę. Mógł pomyśleć o tym wcześniej, zanim wziął się do roboty.
Czując czyjeś dłonie na swoich biodrach zadziałał instynktownie. Chwycił napastnika za nadgarstek, odwracając się z zamiarem powalenia go na ziemie, ale w ułamku sekundy to właśnie czarnowłosy wylądował na podłodze, z rękoma unieruchomionymi nad jego głową i przygnieciony przez czyjeś ciało. Spojrzał w złoto-zielone, kocie oczy i zarumienił się mocno, uświadamiając sobie kilka rzeczy.
Po pierwsze, było mu wstyd za to, że chciał zaatakować Magnusa. Sam do końca jeszcze nie rozumiał, dlaczego właściwie to zrobił, ale czarownik nie miał mu za złe. Ba! On się z niego śmiał! Widział to w jego oczach, rozbawienie tą sytuacją.
Po drugie, był nakryty ciałem półnagiego maga. Bardzo, bardzo seksownego, podniecającego maga, który nie krył się z zainteresowaniem względem chłopaka. I był więcej niż chętny pozostać w takiej pozycji, tak samo jak Alec.
-Następnym razem, gdy zaproszę cię na kolację, zostaniesz na śniadanie, skoro jesteś taki chętny do
przygotowania go dla mnie o godzinie 6 rano... - niski, zachrypnięty jeszcze od snu głos mężczyzny sprawił, że Alec zadrżał na całym ciele, a szczególnie w tym jednym miejscu. Uśmiechnął się psotnie, chcąc się z nim chwilę podrażnić, nim całkowicie mu ulegnie.
-Będziesz musiał mnie albo do tego zmusić albo czymś przekonać. - powiedział cicho, próbując nie dać po sobie poznać, jak bardzo kręci go to wszystko. Te słowa były jak słodka obietnica i Alec wiedział, że szybko da się nią uwieźć.
Magnus zaśmiał się cicho, po czym w końcu pocałował delikatnie chłopaka, przymykając oczy. Zamruczał, gdy Nocny Łowca z taką wielką ochotą oddał pieszczotę, rozchylając usta zapraszająco. Ale mężczyzna nie dał się aż tak ponieść emocją. Mają przed sobą cały dzień, a takich rzeczy zdecydowanie nie robi się na podłodze. I chłopak tak bardzo się starał ze śniadaniem... nie chciał mu robić przykrości, choć podejrzewał, że Alec by co najwyżej machnął ręką, pogrążony w tych wszystkich emocjach, które mógł u niego wzbudzić.
-Dzień dobry, Alec... - zamruczał mag, odsuwając się nieznacznie, spoglądając w te piękne, niebieskie oczy. Chłopak uśmiechnął się delikatnie, tak słodko, tak jak tylko uśmiechał się do niego.
-Dzień dobry...
-Paryż. Miasto zakochanych, beretów, wina, artystów i oczywiście wieży Eiffela. I miłości. - powiedział wesoło Magnus, rozkładając ręce i kręcąc się wokół swojej osi na środku ulicy. Alec spojrzał na niego rozbawiony. Czarownik w pasiastej marynarskiej bluzie, w skórzanych spodniach i z francuskim beretem na głowie kręcącym się na środku ulicy był zabawnym widokiem.
-Chodź, kretynie... - mruknął łapiąc go za rękę i pociągnął na chodnik. - jeszcze by cię coś przejechało, co wtedy?
-Jestem niezniszczalny! - zawołał mężczyzna uśmiechając się szeroko do wszystkich.
-Taa... i pijany. - zauważył Alec, kręcąc głową. Nigdy więcej nie pozwoli mu opróżnić przy obiedzie więcej niż trzy butelki wina. A może raczej będzie go trzymał z dala od czarodziejskiego wina. Podejrzewał, że nie było tak słabe jak te Przyziemnych. Po za tym, nie wiedział jakim cudem mężczyzna tyle zmieścił i kiedy to zrobił. W końcu baaardzo okrężną drogą wrócili do hotelu, jednego z najlepszych i najdroższych. Ale chłopak nie miał prawa marudzić, w końcu to Magnus za to płacił. Nie Alec. Alec korzystał.
-Uh... dobre było to wino. - odezwał się nagle mężczyzna, przeciągając się. Weszli do windy i Alec nacisnął guzik najwyższego piętra. Spojrzał na czarownika i uniósł nieco brwi.
-Już wytrzeźwiałeś? - spytał dając się przyciągnąć bliżej siebie. Magnus zamruczał cicho i pocałował delikatnie chłopaka, obejmując go jednym ramieniem w pasie. Po chwili jednak odsunął się i uśmiechnął szeroko.
-Tak. Już tak. - potwierdził i wyszedł z windy, gdy tylko otworzyły się jej drzwi. Ciągnął za sobą rozbawionego Aleca, który patrzy na niego z niedowierzaniem. Kochanek chyba nigdy go nie przestanie zadziwiać. Gdy mężczyzna pstryknięciem palca otworzył drzwi ich apartamentu, wywrócił oczami.
-Naprawdę nie potrafisz zrobić nic bez pomocy magi? - spytał, wchodząc do środka jako pierwszy i rzucił kurtkę na fotel. Ściągnął buty i zostawił je na środku pokoju, wiedząc że Magnusowi nie będzie to przeszkadzać. Pewnie zrobi to samo co on.
-Ja ci z chęcią mogę pokazać co potrafię zrobić bez pomocy magii... - zamruczał oblizując się sugestywnie i idąc za nim jak kot, który szykował się do skoku na myszkę. Alec spojrzał na niego przez ramie i uśmiechnął się szeroko, dając się porwać w ramiona. Tym samym momencie mężczyzna włączył pstryknięciem palca radio, z którego poleciała jakaś spokojna francuska piosenka. Alec nie znał za bardzo francuskiego, a teraz bardzo tego żałował, bo chciałby wiedzieć o czym Magnus śpiewa wraz z piosenkarką. Czarownik objął go jedną ręką w pasie, drugą chwycił jego dłoń i zaczął prowadzić go na środku salonu. Alec zamknął oczy, opierając głowę na jego ramieniu, co pozwoliło mężczyźnie śpiewać mu wprost do ucha. I chłopak musiał przyznać, że podobało mu się to. Było tak spokojnie. Uśmiechnął się, nie mogąc uwierzyć we własne szczęście. To było jak sen i bał się, że w każdej chwili zniknie. Nie był przyzwyczajony do tego, że nie musi wszędzie nosić broni, że nie musi się obawiać ataku demonów. Nie znaczy, że w Paryżu ich nie było. Były, niektóre widział na własne oczy pierwszy raz w życiu. Ale póki nie zbliżał się do nich za bardzo, nie miały powodu, aby go atakować. Więc nie prowokował ich, bo to by była najgłupsza rzecz, jaką mógłby zrobić. Było tak, jakby wszyscy sobie zrobili wakacje od wszystkiego.
-Gdy miłość będzie zraszać moje poranki, gdy moje ciało drży pod Twoimi rękami... Nie obchodzą mnie problemy, ponieważ mnie kochasz, mój kochany... - zamruczał cicho Magnus po angielsku, a Alec podniósł głowę, aby zapytać, czy to właśnie jest tekst piosenki. Nie zdążył, bo wystarczyło jedno spojrzenie w jego oczy i utonął w nich, gubiąc myśli i słowa. Poddał się magii chwili i pozwolił aby mężczyzna połączył ich ust w delikatnym pocałunku, zatrzymując się. Chłopak przymknął oczy i pozwolił mu pogłębić pocałunek, pozwolił wsunąć w swoje usta jego język, który już rozgościł się w nich, zapraszając język niebieskookiego do zabawy. I Alec dołączył, sprawiając, że delikatny i spokojny pocałunek zamienił się w namiętny i pełen pasji. Objął go za szyje, podnosząc się nieco na palcach. Poczuł dłoń mężczyzny na swoim biodrze, w miejscu gdzie podniosła się koszula, głaskał kciukiem jego wystającą kość. Drugą położył na policzku. Palce delikatnie kreśliły różne znaki na jego skórze, aż w końcu wsunęły się we włosy na karku, chwytając go delikatnie, ale zdecydowanie. Aby nie mógł się odsunąć, choć po tym jak chłopak ciągnął jego bluzkę czarownik domyślił się, że już brakuje mu powietrza. A o to mu właśnie chodziło. W końcu przerwał pocałunek, czując jak chłopak zaczyna osuwać się na nogach. Z zadowolonym uśmiechem objął go mocno w pasie, aby nie upadł i spojrzał na jego zarumienioną twarz, błyszczące oczy i rozchylone, wilgotne wargi. Alec oddychał ciężko, patrząc na niego z pożądaniem, które też czuł na swoim udzie. Czarownik pogłaskał go po policzki, chłonąc ten cudowny widok. I nagle stało się coś, czego się po prostu nie spodziewał. Alec chwycił go za przód bluzy i przyciągnął go do siebie, całując namiętnie. Po chwili ruszył tyłem w stronę sypialni, a Magnus ruszył za nim, starając się nie rozłączać ich ust. Za bardzo mu się to podobało. Chłopak uderzył plecami o drzwi i jęknął cicho, gdy mężczyzna na niego wpadł. Ich ciała dzieliły już tylko ubrania, co najwyraźniej obojgu przeszkadzało, bo Alec szybko został pozbawiony swojej bluzy i wcale nie narzekał. Co więcej uśmiechnął się zadowolony i odchylił głowę do tyłu, gdy Magnus zaatakował ustami jego szyje. Wsunął jedną dłoń w jego włosy, zrzucając z nich beret, i zamruczał głośno ocierając się o niego. Czuł na swoim ciele jego dłonie i usta. Powodował, że miał problem z utrzymaniem się na nogach, więc cieszył się, że mężczyzna podtrzymuje go, przyciskając go do drzwi. Magnus chwycił go za udo i zarzucił sobie jego nogę na biodro, ocierając się o niego mocno i zdecydowanie, wydobywając z gardła ukochanego głośny, przeciągły jęk zaskoczenia. Spojrzeli sobie w oczy, oddychając tym samym, słodkim powietrzem. W oczach kochanków widzieli swoje odbicie, uczucie i pożądanie, wszystko, czego chcieli właśnie w tym momencie ujrzeć. To wszystko przerodziło się u mężczyzny w dziką żądze, gdy chłopak kiwnął lekko głową, zgadzając się na to, co było już nieuchronne. Już tak długo z tym czekali, podsycając coraz bardziej ogień między nimi. I jeśli teraz niczego nie zrobią, spalą się w jego płomieniach. Wiedzieli o tym i wiedzieli jak temu zapobiec. Usta Aleca znów były celem Magnusa, który całował go z pasją, przyciągając chłopaka jak najbliżej siebie. Niebieskooki jedną ręką podnosił mu bluzę, drugą starał się otworzyć drzwi do sypialnie. Poczuł jak traci podporę i leci do tyłu. Przygotował się na upadek, ale Magnus w ostatnim momencie podniósł go i obrócił się, łapiąc równowagę. Pokój wypełnił ich cichy śmiech, gdy tak kręcąc się przemieszczali się w stronę łóżka. I w końcu do niego dotarli, Alec wylądował na pościeli, oddychając ciężko i uśmiechając się do znajdującego się nad nim Magnusa. Przejechał palcami po jego policzku, zastanawiając się, dlaczego mężczyzna już go nie całuję, nie dotyka... tylko patrzył na niego jak na najpiękniejszy obrazek, jaki w życiu widział. I może i bym mu to nie przeszkadzało, nawet pewnie byłby zachwycony taką uwagą, ale wolał aby czarownik wykorzystywał swoje dłonie i usta i całe ciało do ugaszenia pożaru, jaki rozchodził się po jego ciele.
-Alec...? - usłyszał cichy głos mężczyzny i zrozumiał, dlaczego przerwał. Tym słowem staram mu się przekazać, że nawet jeśli do młody zainicjował tą sytuacje, może ją teraz przerwać. Że czarownik pragnie go w tym momencie bardziej niż czegokolwiek na świecie, niż powietrza. Bo to Alec był jego powietrzem i to jego potrzebował. I chłopak zrozumiał ten przekaz, pokiwał lekko głową, patrząc mu w oczy.
-Ja też... - szepnął i przyciągał go do kolejnego pocałunku, podnosząc jednocześnie jego bluzkę, snując palcami po jego ciele. Nie chciał tego przerywać, nie teraz, nie w tym momencie. I miał nadzieje, że nie stchórzy, bo czuł, że Magnus naprawdę się nie powstrzyma. A to powinno być wspaniałe przeżycie dla nich obu. W końcu tyle na to czekali. I Alec nie zamierzał czekać ani chwili dłuższej. Ściągnął z niego bluzę i rzucił ją gdzieś na podłogę, jednocześnie jedną dłonią zjechał po jego torsie w dół, łapiąc jego pasek i szybko go odpinając. Czarownik zamruczał zadowolony, dotykając z namaszczeniem ciała kochanka, chcąc znaleźć wszystkie czułe miejsca, które powodowały, że chłopak tak rozkosznie mruczał i drżał pod nim. Lubił to, więc często to wykorzystywał. Najczęściej aby zapewnić przychylność chłopaka dla swoich pomysłów, do których nie raz Alec nie był przekonany. Ale gdy tak mruczał, zgadzał się na wszystko. Na przykład ostatnio obiecał – na Anioła, oczywiście – że w 800 urodziny Magnusa będzie cały dzień chodził w prześwitującym stroju pokojówki. Co prawda, dostało mu się później, Alec chodził cały dzień obrażony, ale potem chyba mu przyszło do głowy, że Magnus w ciągu roku o tym zapomni. Albo wciąż nie dowierzał, że mogą być tak długo razem. W końcu był Nocnym Łowcą, oni żyją daną chwilę, nie planują tego co ma być za rok. Chyba że chodziło o plany bojowe. Na pewno nie chodziło o urodziny. Ale obiecał, a Magnus zamierzał mu o tym co jakiś czas przypominać.
Czarownik w końcu porzucił myśli o chłopaku w kuszącym stroju, bo pod sobą miał jeszcze wspanialszy widok niż swoje wyobrażenia o tym. I nieco zabawny, gdyż chłopak męczył się ze spodniami Magnusa. Robił przy tym tak zabawną minę, że mężczyzna nie potrafił się opanować. Zaśmiał się cicho, chwytając jego dłonie. Alec spojrzał na niego zaskoczony i wyraźnie urażony jego wesołością. Nie rozumiał z czego mężczyzna może się teraz śmiać. W takim momencie... chyba że z Aleca. No bo z czego innego?
-Wybacz... - szepnął cicho czarownik i pocałował delikatnie chłopca. - Mamy całą noc, Alec. Nie musisz się tak gorączkować... wszystkim się zajmę, a Ty masz korzystać. - powiedział poważnie, uśmiechając się lekko. Niebieskooki jednak prychnął głośno, urażony.
-Mam leżeć pod Tobą biernie jak niedoświadczona dziewica...
-Przecież nią jesteś. - wtrącił mężczyzna coraz bardziej rozbawiony, ale chłopak tym razem zignorował jego złośliwy komentarz.
-...i nie dbać o Ciebie? To powinno być dla nas obu przyjemne, chcę Ci sprawić przyjemność. - powiedział zdecydowanie, patrząc na niego z buntowniczą miną. Magnus zaczął chichotać, opierając głowę o jego klatkę piersiową, starając się uspokoić. Ale naprawdę było to trudne. Alec potrafił go rozbawić nawet w takim momencie.
-Alec, uwierz mi, sprawisz mi niesamowitą rozkosz, nawet nic nie robiąc. - powiedział po kilku chwilach, spokojnym tonem i uniósł głową. Widząc urazę w jego oczach, westchnął cicho, kręcąc głową. - Wcale nie wiesz jak, co? - spytał w końcu, na co Alec zrumienił się mocno i odwrócił wzrok. Jego usta zacisnęły się w cienką linie, wyrażającą wściekłość. Magnus już dawno się tego nauczył. - Wszystkiego Cię nauczę, Alec... Musisz mi jedynie teraz zaufać i dać się poprowadzić, a następnym razem będzie tylko lepiej. - obiecał, całując go delikatnie. Nie chciał, aby chłopak nagle stracił ochotę lub napięcie opadło. Nie teraz, nie dziś. Dlatego rozpiął spodnie chłopaka, nie czekając na jego odpowiedz. Chłopak i tak był teraz zajęty pocałunkami. Mężczyzna rozebrał całkiem kochanka i zamruczał cicho, dotykając jego penisa. Uwielbiał mieć go pod sobą nagiego, choć właściwie Alec zawsze tchórzył i przerywał, gdy miało już dość do tego właściwego zbliżenia. Frustrowało to Magnusa niezmiernie, podniecał się, a potem musiał iść do łazienki, aby samemu sobie ulżyć. Ale nie naciskał na niego. Nie chciał, aby Alec robił to pod presją lub przymusem. Tak jak chłopak powiedział, dla nich oby musi być to przyjemne. Cieszył się, że przez ich mały przerywnik, niebieskooki nie zdążył ochłonąć, a jego penis nadal był twardy. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że mógłby zrobić mu dobrze, a potem znów go podniecić. Problem polegał na tym, że dopóki nie umyłby ust, Alec nie pozwoliłby się pocałować. Magnus nie do końca rozumiał, dlaczego chłopak tego nie lubił. Lightwood twierdził, że smak spermy jest ohydny i on nie chce jej czuć nigdy więcej. Chociaż może jeszcze się przełamie, w końcu ciężko było go w ogóle przekonać do jakichkolwiek zbliżeń.
Alec oddawał każdy pocałunek, wzdychając cicho, gdy palce Magnusa dotykały jego skóry. Zadziwiające że ktoś mógł być tak czuł, gdy dotykał jego blizn, wyblakłych i czarnych Znaków. Magnus twierdził, że to dodaje mu tego czegoś, czegoś niebezpiecznego. Przypominało mu, że gdyby tylko Alec chciał, mógłby spróbować go zabić. I na pewno by mu się udało, w końcu czarownik nie spodziewałby się tego ataku, a Alec był wyszkolonym Nocnym Łowcą. Może do najmądrzejszych nie należał – tak, tak właśnie powiedział – ale jednak był wyszkolonym zabójcą demonów. Dałby radę. Ale Alec nie chciał go zabijać i raczej nigdy nie zachce. W końcu... kochał go. Kochał tego świra, jego wady, brokat, błyskotki, śmieszne ciuchy... Kochał w nim wszystko i nie potrafiłby kiedykolwiek tego zniszczyć. No może kilka koszulek, no ale... To tak na marginesie.
Magnus w końcu pozbył się wszystkich ciuchów, które mogły im dłużej przeszkadzać. Przejechał językiem po torsie chłopaka, wyrywając z jego gardła jęk zadowolenia. Tak bardzo chciał go jeszcze trochę podręczyć... Tylko trochę. Ale obawiał się, że zabawa mogłaby się skończyć, zanim właściwie się zaczęła.
Alec pisnął cicho, zaskoczony, gdy cicho wypowiedzianym zaklęciem nawilżył go odpowiednio. Miał czasu na tradycyjne przygotowanie kochanka, poza tym uważał, że nie potrzebowali czegoś takiego. Zaklęcie wystarczyło, było dużo bardziej skuteczne niż palce i lubrykant. Jeśli Alec kiedyś będzie miał ochotę, to doprowadzi go wtedy palcami do szaleństwa. Teraz chciał po prostu już być w nim.
Usadowił się na kolanach, siadając na złączonych stopach i założył sobie nogi chłopaka na udach, przysuwając go bliżej i unosząc jego biodra. Spojrzał na zawstydzonego chłopaka, masując delikatnie jego uda.
-Musisz się rozluźnić... - szepnął cicho, patrząc mu w oczy. Alec pokiwał lekko głową, świadomy tego, że będzie boleć. Że musi być rozluźniony i spokojny, wpuścić go w siebie. Wtedy jak najmniej poczuje bólu. Zamknął oczy, oddychając ciężko i równomiernie.
-Zrób to szybko. - powiedział nagle, gdy mag zaczął napierać na jego wejście swoim penisem. - Nie wahaj się, tylko to zrób. - jego głos był spokojny, poważny. Naprawdę chciał, aby Magnus już po prostu w niego wszedł. Czuł, że gdy mężczyzna będzie robił to powoli, po prostu stchórzy i odepchnie go, przerywając to szybko. Nie chciał tego.
Magnus pokiwał lekko głową, rozumiejąc to co chciał mu powiedzieć.
-Dobrze... Alec, wdech, wydech... - szeptał spokojnie polecenia, skupiając uwagę na tym w jakim tempie ma oddychać. - I wydech... Wdech... - szepnął cicho i wszedł w niego jednym ruchem, wyrywając z jego gardła głośny krzyk bólu. Zacisnął dłonie na jego udach, przymykając oczy. Boże, jakie cudowne uczucie! - ...i wydech.. - szepnął, próbując nie ruszać się dłuższą chwilę. Spojrzał na Aleca, który ukrył twarz w poduszce i próbował ukryć wyraz bólu. I możliwe że łez również. Czarownik poczuł ukucie winy, pochylając się nieco nad chłopakiem, ostrożnie, nie chcąc wywołać w nim żadnego ruchu.
-Alec... - zamruczał, głaszcząc go lekko po głowie jedną dłonią, drugą chwycił jego penisa, chcąc dać mu trochę przyjemności. - Alec, spójrz na mnie... Kotek... - mówił do niego, starając się odciągnąć go od bólu. Odwrócił jego twarz w swoją stronę i spojrzał mu w oczy. - Kochasz mnie? - spytał cicho, z lekkim uśmiechem.
Chłopak pokiwał głową, drżąc cały i łapiąc powietrze przez rozchylone usta. Kochał tego mężczyznę, jak nikogo innego. Od dawna go kochał, ale tak nie dawno to zrozumiał.
-Ja ciebie też kocham, Alec... Jesteś taki cudowny, piękny... Uwielbiam twoje oczy i twój uśmiech. - mężczyzna przejechał palcami po jego ustach, po czym zjechał nimi na jego szyje i w dół, tuż nad jego serce. - Jestem szczęściarzem, jeśli to serce bije tylko dla mnie...
-Przecież wiesz, że tak... - powiedział czarnowłosy, chwytając jego dłoń i całując go delikatnie. Magnus czuł, jak mięśnie chłopaka, tak bardzo zaciskające się na nim od momentu wtargnięcia, zaczynają się rozluźniać, umożliwiając mu ruch. Miał nadzieje, że chłopak naprawdę był już przyzwyczajony, że jest gotowy. Ale wolał jeszcze chwilę poczekać. Jeszcze tylko chwilę, powtarzał sobie, patrząc jak chłopak powoli się uspokaja.
I właśnie gdy w końcu mu się to udało, Magnus wycofał się i znów pchnął, wchodząc w niego cały. Alec wygiął się lekko, znów jęcząc, ale w jego głosie dało się słyszeć zadowolenie. Żałował, że nie mógł użyć żadnego zaklęcia, aby mu ulżyć. Alec już dawno mu powiedział, że nie życzy sobie aby mężczyzna to robił. Zwłaszcza za pierwszym razem. Chciał wszystko przeżyć na własnej skórze, mieć własne doświadczenia. Chciał aby wszystko było prawdziwe. Więc musiał się powstrzymać, choć wiedział, że mimo wszystko chłopak nie będzie czuł jedynie przyjemności. Ale zamierzał mu jej dać jak najwięcej.
Wyprostował się ponownie, poruszając się powoli, ale każde pchnięcie było mocne i zdecydowane. Patrzył z fascynacją na ciało Aleca, na jego twarz, chłonąc każdą okazaną emocje. Chciał wiedzieć wszystko co chłopak czuje, mieć pewność, że jest zadowolony. I wiedział, że chłopak jest rozdarty między bólem a przyjemnością.
Ale Alec nie zamierzał narzekać. Nigdy by się do tego nie przyznał, ale udało mu się przestudiować parę informacji na temat seksu dwóch facetów. I wiedział, ze będzie boleć. I był na to gotowy. Nie przypuszczał, że uda mu się odczuwać za pierwszym razem tyle przyjemności, ale każde pchnięcie było coraz szybsze, coraz mocniejsze i oh! Alec już nie był wstanie myśleć ani o bólu, ani o przyjemności. Nie był wstanie robić nic, tylko krzyczeć imię kochanka i błagając go o więcej.
I dostawał. Magnus zamierzał stanąć na wysokości zadania i sprawić, że Alec uzależni się wręcz od seksu z nim. Że będzie sam się o niego domagać. A czarownik był mistrzem w uzależnianiu od siebie pod wieloma względami.
Podciągnął chłopaka do góry, wbijając się w jego uległe usta, uciszając jęk zaskoczenia. Chwycił go za biodra, unosząc i upuszczając go na swojego penisa. Czuł, jak Alec obejmuje go za szyje, rujnując mu całkowicie fryzurę, ale Magnus nie miał mu tego za złe. Czuł, że ta pozycja nie jest jednak tak wygodna i odpowiednia, więc chłopak znów wylądował na pościeli, tym razem przygnieciony ciałem swojego kochanka.
Ich pierwszy stosunek może nie można było zaliczyć do najdłuższych, ale czarownik się tego spodziewał. Alec doszedł jako pierwszy, brudząc ich swoją spermą. Magnus obserwował go uważnie i wystarczyło mu jeszcze kilka szybkich pchnięć, aby wypełnić młodego kochanka swoim nasieniem. Cholera, celibat jednak mocno na niego wpływał. Choć z drugiej strony, może to i dobrze? Nie chciał aby Alec poczuł się niekomfortowo lub pomyślał, że nie dał rady zaspokoić czarownika.
Mag wyszedł delikatnie z drżącego ciała i ułożył się tuż obok, przyciągając chłopaka do siebie mocno. Alec wciąż przeżywał swój orgazm, swój pierwszy raz. Był taki piękny, gdy oddychał przez rozchylone usta, cały zarumieniony z mokrymi włosami przyklejonymi do twarzy, że Magnus czuł, że mógłby znów się z nim kochać, ale szybko się opanował. Przecież dopiero zaczęli swoje wakacje, będzie jeszcze mnóstwo okazji. Na przykład rano.
Pogłaskał chłopaka delikatnie po policzku, co wywołało u Nocnego Łowcy leniwy uśmiech zadowolenia.
-Wiesz, że rano będziesz cokolwiek obolały? - spytał wesoło mężczyzna, czyszcząc ich jednym zaklęciem. Nie chciał iść teraz do łazienki, podejrzewał że Alec jest tego samego zdania.
-Jakoś to przeżyję... Wymasujesz mnie, będę leżał cały dzień w łóżku, a ty będziesz mi usługiwać. - powiedział chłopak cicho, śmiejąc się lekko. Magnus wywrócił oczami, rozbawiony.
-Oczywiście, mój książę... - zamruczał, przymykając oczy. - Wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko...
-Tak jak ja dla ciebie. - powiedział chłopak od razu, chwytając jego wolną dłoń. - Wiesz... nie spodziewałem się, że to będzie... takie przyjemne. Nie za pierwszym razem. - przyznał szczerze, rumieniąc się lekko.
-Kochałeś się z Wysokim Czarownikiem Brooklynu, czegoś oczekiwał? - spytał, czując się mile połechtany jego słowami. - Śpij teraz... Przyda ci się sen.. - zamruczał cicho, całując go delikatnie, zamykając oczy. Sam zasypiał, czując się ukołysany ciepłem chłopaka, który leżał w jego ramionach.
-Magnus...? - nie mogłem w to uwierzyć. To było niemożliwe. Ale przecież widziałem go. Czułem jego dotyk! Więc... musiał być prawdziwy. Nie widziałem innej możliwości. Powoli przejechałem palcem po jego policzku, patrząc mu uważnie w oczy. Czułem, jak moje znów napełniają się łzami. A on milczał. Patrzył jedynie tymi swoimi kocimi oczami, chłonąc mój widok. Po chwili jednak wybuchnął śmiechem, odsuwając się ode mnie.
-O cholera, nie mogę! - powiedział, kręcąc głową. Zamrugałem zaskoczony, siadając powoli. Co go tak bawiło? Co się tu działo, do cholery?!
-Mag... - zacząłem, ale urwałem, widząc jak rysy mężczyzny zmieniają się. Nieznacznie, ale różnica dla mnie była widoczna. Gdy na mnie spojrzał, widziałem już tylko złoto i uśmiech psychopaty. I nie wiedziałem, czy właśnie nie gram w jakieś komedii. To był zabójca. To on Go zabił! On...!
Rzuciłem się na niego, krzycząc głośno. Nie mogłem się powstrzymać. Tak długo się mną bawił... Miał na swoich dłoniach krew. Jego krew. A ja chciałem Go pomścić. I ukarać zabójce za bawienia się mną i moimi uczuciami. Zawładnęła mną wściekłość, czysta złość i chęć mordu. Miałem wrażenie, że wszystko poza jego postacią znika.
Nie mogłem jednak go dosięgnąć, jakby dzieliła nas niewidzialna ściana, od której się odbijałem.
-Lepiej, dużo lepiej... - zamruczał mężczyzna, poprawiając długie czarne włosy. - Jestem jego ojcem. Możesz mówić mi tato lub... Lucyfer, tak po prostu. - powiedział zadowolony z siebie, patrząc na mnie z kpiną i rozbawieniem. Aż znieruchomiałem, słysząc go.
Tak, Alec. Właśnie chciałeś dać dupy Lucyferowi. Diabłu. I Ty niby jesteś sługą Raziela? Serio?
-Nie obwiniaj się, Nocny Łowco. Każdy mi w końcu ulega, nie ważne jak bardzo kocha kogoś innego. Nawet jeśli jest to mój syn. - wzruszył ramionami, przyglądając się swoim paznokciom.
Zasłoniłem usta, czując jak ponownie jest mi niedobrze, gdy uświadomiłem sobie co to oznacza.
Nie tylko umawiałem się z Podziemnym. Umawiałem się z synem samego Diabła. Moim teściem mógł być Diabeł.
...rodzice to by mnie chyba powiesili na krzyżu, gdyby się o tym dowiedzieli.
-Zabiłeś własnego syna... - szepnąłem cicho, nie mogąc znieść tej ciszy. - Tak po prostu... Podszedłeś i zabiłeś go... Jak mogłeś?
-Jestem diabłem, kociaczku... - zamruczał cicho, uśmiechając się do mnie niemalże zalotnie. - Nie mam sumienia, nie pamiętasz? Jestem pewny, że znasz moją historię.
-Masz sumienie. Byłeś przecież aniołem! Archaniołem!
-Byłem aniołem. I miałem sumienie. Tak gwoli ścisłości. - ponownie wzruszył ramionami, wstając z łóżka z gracją i przechadzając się po pokoju powoli. - Poza tym... nie zabiłem go tak po prostu. - powiedział cicho, odwracając się w moim kierunku. - To w końcu mój syn. Musiałem się naprawdę się namyślić co może go skutecznie zabić.
-Jesteś okrutny... - szepnąłem, zasłaniając uszy dłońmi, nie chcąc tego słyszeć. Nie chciałem wiedzieć takich szczegółów.
-Poza tym, ponownie muszę uświadomić ci coś ważnego, Magnus nie był moim jedynym synem. Nie jest jedynym moim potomkiem, choć muszę przyznać, że był najpotężniejszy jak do tej pory.
-Więc czemu to zrobiłeś? - spojrzałem na niego zaskoczony. Skoro był tak potężny... Czemu go zabił?
-Bo był waszym najsilniejszym ogniwem. I dobrze o tym wiesz. Kilka minut po tym wojna się zakończyła. A zabiłem go, bo nie chciał do mnie dołączyć. Skoro tak, nikt go nie będzie miał.
-A dlaczego trzymasz mnie tutaj? - zapytałem szybko, przyglądając mu się uważnie. Im dłużej to robiłem, tym bardziej byłem świadomy jego piękna i podobieństwa do syna.
Gdyby nie ten przerażający uśmiech można by pomyśleć, że naprawdę jest aniołem.
-Dlaczego? Bo jesteś zabawny jak miotasz się w szale i rozwalasz wszystko, co napotkasz. - powiedział cicho, rozbawionym głosem. Zmarszczyłem nieco brwi, przypominając sobie jego wcześniejsze słowa. Nie... nie dlatego mnie tu trzyma. Chodziło o coś innego. Pilnował mnie dla kogoś. Tylko kto mógłby zmusić Diabła do czegoś takiego?
Zamilkłem, podciągając kolana pod brodę, patrząc na niego. Dlaczego miałem wrażenie, że ukrywa przede mną coś naprawdę ważnego? Coś... jakiś element układanki, którego wciąż i wciąż mi brakuje. Nie rozumiałem jego postępowania. Tego, że tak się mną bawi. Może... chciał tym ukarać Jego. Tylko... On już nie żyje. Jaka to niby była kara?
Jest moim wrogiem. Zawsze będzie przede mną coś ukrywać.
Lucyfer spojrzał w końcu na mnie i podszedł do łóżka, przechylając nieco głowę.
-To co? Chcesz się pieprzyć czy nie? Bo jeśli nie, to ja już pójdę. Mam kilka spraw do załatwienia i nie mam czasu na twoje humory. Męczące to jest. - pokręcił lekko głową, ściągając koszulkę i odsłaniając swój umięśniony tors. Bez pępka, jakże by inaczej. Zamknąłem oczy, wzdychając i pokiwałem głową.
-W sumie czemu nie? I tak nie mam komu być wierny... - powiedziałem cicho, prostując nogi i pozbywając się swojej bluzki. Spojrzałem na Lucyfera i ujrzałem znów Jego. Zamrugałem szybko, a gdy iluzja nie zniknęła, poderwałem się, rzucając mu się na szyje. Całowałem go namiętnie, wsuwając dłonie we włosy i przyciągając go jak najbliżej siebie.
I choć wiedziałem, że to nie On, było mi łatwiej. Nie czułem do siebie obrzydzenia, gdy całował moją skórę i dawałam mi przyjemność. Dawkował ją ostrożnie, doprowadzając mnie do szaleństwa, a ja uważałem, że jest mi dobrze.
Bo było dobrze.
Od dawna tak bardzo nie oderwałem się od rzeczywistości.
Jego dłonie były inne, dawały inną przyjemność, chorą przyjemność. Nie było zbyt dużo czułych gestów, po prostu pieprzyliśmy się.
Skoro Jego już nie ma, nie musiałem się powstrzymywać.
Skoro Lucyfer poszedł mi na rękę, przybierając Jego postać – lub sprawiając, że mój umysł przesyłał mi taką informacje – nie czułem się z tym źle. Nie było w tym żadnego uczucia, jedynie cielesne wyzwolenie.
