Jakoś zupełnie zapomniałam, że zaczęłam umieszczać tutaj to opowiadanie. Postaram się to nadrobić i co jakiś czas wrzucać po dwa, trzy rozdziały

...

-Dobra dasz radę. Nie pozwolisz by jakieś dzieciaki wszystko zepsuły - powiedział głośno Daiki chcąc dodać sobie odwagi. Wielokrotnie już bywał w przedszkolu, jednak zawsze z jakąś pogadanką na temat bezpieczeństwa, lecz nigdy w roli asystenta.

Budynek znajdował się przylegle do parku, do którego często chodził, jednak nigdy nie był jeszcze w środku. Szklane drzwi, przed którymi czekał były jedynym widocznym wejściem do budynku. Pozostałe znajdowały się za płotem, który oddzielał park od terenu przedszkola. Tylko w czasie przyprowadzania i odprowadzania dzieci można było wejść do budynku.

Kiedy drzwi się rozsunęły zauważył idącą korytarzem niską blondynkę, która bardzie przypominała licealistkę niż pracownicę.

Może nie będzie tak źle - pomyślał.

-Dzień dobry. Pan, w jakiej sprawie? - zapytała nieśmiało.

-Dzień dobry. Nazywam się Daiki Aomine i zostałem tutaj wysłany przez agenta Williama Smitha- odpowiedział i zauważył zdziwioną minę dziewczyny, która widocznie musiała o niczym nie wiedzieć. Kiedy zaczął się zastanawiać czy jednak nie pomylił miejsc i chciał zacząć się tłumaczyć usłyszał kroki zmierzające w ich stronę.

-Jak przypuszczam Pan od agenta Smitha? - zapytała starsza kobieta

-Tak dokładnie

-Pani dyrektor- dziewczyna chciała coś powiedzieć, lecz nie zdążyła.

- Spokojnie Maddy, wracaj do grupy. Pan wybaczy uprzedziłam wszystkie wychowawczynie o pańskiej wizycie, lecz zapomniałam o praktykantkach. Proszę za mną - mimo iż kobieta wyglądała na blisko 70 lat to była energiczna jak nastolatka -Angelika McGregor. Od 15 lat jestem dyrektorką tego przedszkola. Jak Pan zauważył wejście tutaj jest możliwe tylko przez główne drzwi, które z reguły są zamknięte. Żeby wejść potrzebna jest karta magnetyczna, którą Pan naturalnie dostanie. Obecnie mamy 164 podopiecznych, 96 dziewczynek i 68 chłopców, którzy są rozdzieleni są na osiem oddziałów po dwa dla każdego wieku. Każda grupa liczy około 20 dzieci. Oprócz zwykłych zajęć mamy także zajęcia komputerowe, muzyczne, plastyczne, sportowe a także z języka obcego wybranego przez rodziców. Mają oni do wyboru francuski, hiszpański lub niemiecki. Raz w tygodniu najstarsza grupa 6-latki mają tzw. zajęcia terenowe, gdzie wychodzą poza teren przedszkola. Chodzą na basen, do kina, muzea lub zwiedzanie pobliskich obiektów. Zajęcia poranne odbywają się od 8 do 13 a popołudniowe do 17 - opowiadała żywiołowo kobieta. Daiki szedł za nią próbując zapamiętać jak najwięcej informacji, lecz stwierdził, że nie jest wstanie wszystkiego zapamiętać.

- Zapraszam do mojego gabinetu-uśmiechnęła się - rozumiem, że nie jest Pan zadowolony z przymusowego pobytu tutaj, ale nie taki diabeł straszny Miał już Pan kiedyś kontakt z taką grupą dzieci? - wskazała mu miejsce by usiadł

-Tylko wizyty z okazji dnia policjanta u znajomych, którzy prowadzą przedszkole.

-Rozumiem, czyli ma Pan już za sobą spotkania z taką grupa - powiedziała zadowolona - często organizowali takie dni?

-Bardzo często był dzień wizyt, tak, co 2 tygodnie dla każdej z grup, ale że było nas trochę to wypadało raz na jakieś dwa miesiące.

-Ciekawy pomysł. Dzieci pewnie były z tego powodu zadowolone. Kogo oprócz policjanta zapraszają? - zapytał szukając czegoś w komputerze.

-Jest lekarz, dziennikarz, prezenter telewizyjny, cukiernik, trenerka i trener koszykówki, polityk, kierowca rajdowy, zawodowy kucharz, informatyk, prokurator, pilot samolotów, profesjonalny gracz w shoju i jeszcze inni. Lista jest dosyć długa.

-To jest, w czym wybierać - uśmiechnęła się i podała mu wydrukowany wcześniej dokument - oto harmonogram Panie -zamyśliła się nad nazwiskiem.

-Daiki Aomine - przedstawił się, zganiając się, że przedstawił się tylko młodej praktykantce a jej już nie.

-Daiki Aomine? Skąd Pan jest? Japonia? - dopytywała.

-Zgada się - potwierdził zastanawiając się nad ciekawym spojrzeniem, które skierowała kobieta w jego stronę.

-W takim razie harmonogram nieaktualny. Chciałam Pana umieścić w pierwszej grupie pięciolatków, bo jest ona najspokojniejsza, ale jak tak to trafi Pan do sześciolatków, jako osobisty opiekun naszych dwóch diabełków.

Grupa w sali, do której wszedł za dyrektorką liczyła obecnie 17 dzieci. Podopieczni bardzo zaciekawiły się nowo przybyłym gościem. Wychowawczyni natomiast wyglądała na bardzo zdziwioną, wiedziała, bowiem że asystenta miała dostać inna grupa.

-Oto Pan Daiki Aomine, który będzie od dzisiaj pomagać Pani Jessi i Camile w opiece nad wami. Macie go słuchać- powiedziała McGregor.

Nim zdążył cokolwiek powiedzieć został otoczony przez dzieci, które zaczęły mu zadawać mnóstwo pytań.

-Ale Pan wysoki. Ile Pan ma wzrostu? - powiedział jeden z chłopców.

-A długo Pan z nami będzie? - zapytał dziewczynka.

-A ma Pan broń?

-nauczy nas Pan strzelać?

Dzieci nawzajem przekrzykiwały się miedzy sobą, próbując zadać jak najwięcej pytań. Jednak nim Aomine zdążył odpowiedzieć na jedno z pytań to został zapytany o trzy inne rzeczy. Kątem oka zauważył, że wychowawczyni rozmawia po cichu z dyrektorką, wyraźnie zdziwiona wizytą gościa. Ta jednak spokojnie coś tłumaczy, na co Jessi wyraźnie się zadowoliła. Kiedy starsza pani wyszła, przedszkolanka klasnęła trzy razy w ręce, zwracając uwagę dzieci i nakazała usiąść w kółku.

-Teraz każdy powie jak ma na imię, żeby Pan Daiki mógł was zapamiętać i jakieś jedno zdanie o sobie - powiedziała.

-A będzie można jeszcze zadać jakieś pytanie? - zapytała blondynka, co zaraz poparły inne dzieci.

-Jeśli Pan Daiki nie ma nic przeciwko

-Po jednym - powiedział siadając na dywanie wśród dzieci.

-Dobrze zaczynamy.

Dzieci po kolei się przedstawiały i zadawały pytania, na które Aomine spokojnie odpowiadał. Od normalne przez dziwniejsze do zupełnie dziwnych. Kiedy usłyszał pytanie skąd jest nie spodziewał się, że odpowiedź wywoła tyle zamieszania.

-A umie Pan japoński? - zapytała dziewczynka, która zadało poprzednie pytanie.

-To mój ojczysty język - odpowiedział i dodał już po japońsku - Nazywam się Aomine Daiki. Miło was poznać.

-To będzie Pan jedynym, który dogada się z Hiro i Nobu - powiedział chłopiec, który miał przedstawiać się, jako następny.

-Z kim?

Nim dzieci zdążyły odpowiedzieć na pytanie Aomine odezwała się przedszkolanka.

-Hiro i Nobu to bracia bliźniacy, którzy należą do tej grupy. Mają, jeśli dobrze pamiętam dziadka z Japonii i uczą się oni tego języka. Często też między sobą w nim rozmawiają. Dzisiaj są na szczepieniu, ale jutro powinni już być. Wracamy do kolejki. Michael teraz twoja kolej.

Aomine zrozumiał wreszcie słowa dyrektorki, dlaczego wysłała go do tej a nie innej grupy.

Wychodząc z budynku był zmęczony. Dzisiaj jednak był to jego pierwszy dzień. Był krócej niż powinien być i został potraktowany bardziej, jako obserwator niż wychowawca, wiec wiedział, że wszystko się zacznie dopiero jutro. Grupa wydawała się spokojna, wszystkie obecne dzieci były miłe i słuchały jego poleceń, niestety nie wiedział, jacy będą jego najważniejsi podopieczni, a jedynie oni byli dzisiaj nieobecni. Od Camile, która prowadziła zajęcia popołudniu dowiedział się, że ogólnie są oni grzeczni, tylko czasami mówią do siebie po japońsku żeby wprowadzić w zakłopotanie innych. Pouczyła go także, aby nie próbował zwracać się do nich po imionach, bo podobno i tak ich nie odróżni a oni zaczną się między sobą kłócić, który jak ma na imię. Dwa diabełki tak ich podsumowała.

Usłyszał nagle dzwonek swojego telefonu. Nim go znalazł zaczął zastanawiać się, kto tym razem dzwoni. Codziennie dostawał tylko jeden telefon i przypadek podobno sprawiał, że za każdym razem od kogoś innego. Widniejące na wyświetlaczu nazwisko nie poprawiło mu humoru.

-Dobry - odezwał się.

-Dzień dobry Daiki. Jak samopoczucie po dniu spędzonym z dziećmi? - zapytał z troską Akashi. Mimo iż Aomine znał go tak długo to nigdy nie był wstanie rozgryźć jego charakteru. Raz był miły a na drugi dzień to zachowywał się jak władca świata. Nigdy nie potrafił rozróżnić jego humorów.

-Nie było tak źle - odpowiedział z grymasem.

-Jednak w twoim głosie słychać trochę goryczy Daiki. Coś się stało?

I teraz myśl czy to udawana czy realna troska, pomyślał Aomine. Uczucie, które ciągle mu ostatnio towarzyszyło nagle wróciło i nie chcąc by Akashi czegoś się domyśli postanowił się rozłączyć.

-Nic. Wybacz Akashi muszę kończyć wypadły nam dziś dodatkowe zajęcia. Muszę kończyć. Na razie - powiedział i rozłączył się.

O jego wątpliwościach wiedział tylko Kuroko, który obiecał, że nic nie powie reszcie. Rozejrzał się szukając znany mu już samochód, lecz go nie zobaczył.

Popadam już paranoje stwierdził.

Następnego dnia pojawił się w przedszkolu dużo wcześniej, jak jeszcze nie było zajęć a dzieci były dopiero przyprowadzane przez opiekunów. Dla części rodziców, głównie matek, widok wysokiego faceta, który przychodzi do przedszkola i to nie po to, aby odprowadzić dziecko był niepokojący. Nim zdążył wejść do odpowiedniej sali, aby uchronić się od ciekawskich spojrzeń zobaczył przed sobą Maxa i Johnego. Jego grupa liczyła 6 chłopców i 13 dziewczynek, więc z imionami chłopców nie było problemu, gorzej, że imion dziewczynek w ogóle nie pamiętał.

-Dzień dobry Panie Daiki - powiedzieli chórem - możemy mieć do Pana pytanie?

-Dzień dobry - odpowiedział i ukucnął - słucham. O co chodzi.

-Bo w piątek idziemy na basen i czy idzie Pan z nami? Bo my ciągle musimy chodzić do babskiej przebieralni, bo Panie nie chcą nas samych puścić do męskiej i czy tak to będziemy mogli pójść z Panem? - przejęcie na twarzy Maxa i przytakująca głowa Johnego pokazywała, że traktują oni tą sprawę bardzo poważnie.

-Na basen idę, ale z szatnią to zobaczymy. Trzeba zapytać Panią Jessi i Camile - pogłaskał jednego i drugiego po głowie, wstał i wszedł do sali gdzie już zebrała się duża grupka jego podopiecznych. Rozglądając się zauważył słynną dwójkę, o której zdążył już dużo usłyszeć. Siedzieli na podłodze i rozmawiali z Michaelem i Peterem. Ciemne czerwone włosy pasowały do przezwiska diabełki. Przyglądając się chwile nie potrafił znaleźć choćby jednej różnicy między nimi. Kiedy podeszła do niego Camile by omówić plan na dzisiejszy dzień pozostali chłopcy usiedli na dywanie w wspólnie o czymś dyskutowali. Nie musiał zgadywać, o czym mówią, bo co chwilę któryś wskazywał na niego. Skupił się jednakby słuchać planu dnia.

- Czy możemy iść z Panem Daikim na basen? - zapytał Michael przerywając Camile.

- Wszyscy idziemy na basen, wiec nie rozumiem

- Już tłumaczę - przerwał jej Aomine - chłopcy chcą iść ze mną do szatni, a nie jak zwykle z dziewczynkami do damskiej - dokończył żałując, że nie powiedział jej tego od razu.

-Aha - widząc zakłopotanie na twarzy kobiety, zaczął jeszcze bardziej żałować - musimy to przedyskutować. Pożyjemy zobaczymy. Dobrze wszyscy już są. Zaczniemy dziś od ćwiczeń. Wszyscy ustawiamy się w kółko.

-Ale ćwiczenia są nudne - będąc wcześniej uprzedzony nie zdziwił się słysząc japoński.

-A ja uważam, że ćwiczenia nie są nudne - odpowiedział już po angielsku.

-Czemu nudne? -zapytała przedszkolanka, lecz szybko zrozumiała, o co chodzi - a czemu to nasi chłopcy uważają, że ćwiczenia są nudne? – zwróciła się do braci.

- My chcieliśmy sprawdzić czy Pan to rozumie - odpowiedział znów po japońsku drugi z braci.

-Rozumiem, ale nikt inny nie. A jako iż jesteśmy w Ameryce to mówimy po angielsku -odpowiedział im - chcieli sprawdzić czy rozumiem po japońsku - wytłumaczył.

- Teraz już nie będziecie mieli tak łatwo - podsumowała Camile.

Pozostałą część dnia głównie spędził z swoją niezatapialną szóstką, jak ich zaczął nazywać. Mimo starań często był upominamy przez Petera, Michaela, Johnego i Maxa, Z przyzwyczajenia odpowiadał na pytania Hiro i Nobu po japońsku, co niestety nie podobało się reszcie, ale diabełki jakoś się tym nie przejmowali tylko uśmiechali się.

Był tak zmęczony, że w trakcie leżakowania sam położył się na chwilę na podłodze. Nawet nie zauważył, kiedy mu się przysnęło. Kiedy się ocknął nie wiedział, czemu czuł dziwny ciężar na klatce, ramionach, barkach. Otwierając oczy nie wiedział czy śpi czy ma zwidy. Szóstka jego podopiecznych spała ze swoimi kocykami i poduszkami obok niego.

-Miła drzemka? - usłyszał szept nad swoją głową.

-Przyjemna, ale nawet nie zauważyłem, kiedy oni - odpowiedział Camile.

-Ja też nie, ale się przestraszyłam jak ich na początku nie zauważyłam. Niech jeszcze odpoczywają i ty także.

Kończąc czuł się wykończony i obolały. Drzemka, choć dodała mu trochę energii to spanie w tak niewygodnej pozycji nie było przyjemne. Rozmasowując sobie kark spieszył się na autobus. Zajęcia w przedszkolu zajmowały mu czas do południa, następnie miał szkolenia.

Napięty rozkład dnia sprawiał, że na nic tak nie czekał jak na niedziele. Kiedy wreszcie przyszła to pierwszych jej punktem było spanie do południa, które mogłoby trwać jeszcze dłużej, ale żołądek też miał coś do powiedzenia. Trzeba było wstać i udać się do sklepu, bo w środku tygodnia nawet nie miał czasu na uzupełnienie zapasów. Mimo niechęci głód wygrał. Wychodząc przeklinał pogodę, bo znów zaczęło padać. Deszcz kropił, kiedy obładowany wychodził ze sklepu. Nie przejmował się niczym. Chociaż dziwne ukłucia w okolicach serca męczyły go dużo częściej ignorował to. W tym momencie stało się to nie do zniesienia, więc przystanął na chwilę. Stał na sklepowym parkingu próbując skupić myśli na czymś innym. To nieładnie podsłuchiwać czyjeś rozmowy, lecz słuchał chwilę dyskusji na temat jakiegoś meczu chyba baseballu, którą prowadziło dwóch facetów, a raczej jeden wysoki blondyn, który cały czas gadał a drugi tylko stał i potakiwał. Mówił tak głośno, że podsłuchiwać nie trudno nawet z kilku metrów. Niestety wróciła żona gaduły i pogoniła męża, bo spóźnią się do jej mamy. Biedny gościu pomyślał. Drugi się z nim pożegnał i odszedł pewnie w stronę swojego samochodu.

-A Taiga pamiętaj, że idziesz ze mną w sobotę na mecz - zawołał jeszcze zanim kolega, po czym wsiadł do samochodu.

Czuł się jakby wskoczył do basenu z lodowatą wodą. Odwrócił się i spojrzał na niego. Kagami coś odpowiedział kumplowi, pomachał mu i jego żonie jak odjeżdżali i chciał odejść. Nagle jednak się odwrócił i ich spojrzenia się spotkały.