I nagle ich spojrzenia się spotkały. Niby nic wielkiego, ale 10 lat, jakie minęły od ostatniego wydawały się nie mieć końca. Tylko z oczu można było wyczytać inne uczucia. Dla Aomine to było jak spełnienie marzeń zobaczyć znów tego, którego tak bardzo pragnął. Niestety wyraz twarzy drugiego wcale nie pokazywały podobnych emocji. Stali tak dłuższą chwilę w deszczu jak w jakimś filmie dopóki Kagami nie poprawił kaptura i się nie odwrócił mając zamiar odejść.
-Taiga - zawołał za nim ciemnoskóry i ruszył w jego stronę zapomniał jednak o swoich torbach. Nie zdążył zrobić kroku, kiedy dwie z siatek rozdarły się i wszystko rozsypało się na ziemi. Zaczął w pośpiechu wszystko zbierać nie wiedząc, co ma z tym zrobić. W panice rozglądał się, lecz nie widział nigdzie wysokiej postaci. Już chciał zostawić to wszystko i bieg go szukać.
-Idiota- usłyszał nad sobą. W tym czasie jego porozrzucane zakupy były wkładane do jakiejś kolorowej torby.
-Cześć - odezwał się czerwieniąc się jak jakiś nastolatek. W odpowiedzi otrzymał tylko prychnięcie. Dwóch dorosłych facetów zbierających zakupy to musiał być ciekawy widok. Przez cały czas jednak Kagami się nie odezwał.
-Nie zamierzasz się do mnie odzywać? - nie wytrzymał - ej mowie do ciebie.
Nie otrzymał jednak odpowiedzi. Kiedy skończyli zaczęło jeszcze bardziej padać. Starszy zabrał część zakupów i ruszył w stronę zaparkowanych samochodów. Aomine już chciał coś powiedzieć.
-Nie ma sensu żebyś wracał na piechotę - odszedł i nawet się nie odwrócił. Ruszył, więc za nim. Wcale się nie zdziwił, kiedy doszli do znanej mu bardzo dobrze niebieskiej furgonetki. Wrzucił zakupy na tylne siedzenie i usiadł na miejscu pasażera.
Zmienił się. Wydoroślał. Nie patrzył teraz na chłopca, widział teraz mężczyznę. Jego rysy nabrały poważniejszy charakter, włosy miał nieco dłuższe i przekuł prawe ucho. Lewego nie wiedział, więc nie wiedział czy tylko jedno czy obydwa.
Kagami wyjechał z parkingu nawet nie pytając o drogę. Kiedy chciał mu ją wytłumaczyć usłyszał.
-Green street 18 mieszkanie 7. Naprzeciwko twojego mieszkania mieszka mój kumpel. Ma on szwagra, co pracuje w FBI, więc wiedział, kto się tam wprowadza i dlaczego.
-Czyli wiedziałeś, że tu jestem i nie wpadłeś się, chociaż przywitać - czuł się urażony. Kiedy się ostatni raz widzieli trochę się pokłócili, ale myślał, że jednak coś dla niego znaczył.
-Powiedzieliśmy już sobie chyba wszystko, więc nie było sensu - otrzymał w odpowiedzi. Te słowa zabolały. Liczył się z tym, że bardziej tęsknił za Taigą niż ten za nim, ale nie myślał, iż stał mu się całkowicie obojętny.
-Czyli mógłbym już w ogóle dla ciebie nie istnieć? - zapytał już ze złością.
Kagami wydawał się być zszokowanym tym pytanie, bo nie zauważył świateł i musiał gwałtownie hamować. Nic jednak nie odpowiedział. Złość, którą poczuł na początku Aomine teraz zamieniła się w wielki ból. On nie tęsknił, przestał go już całkowicie obchodzić. Usunął go ze swojego życia tak jakby nigdy go tam nie było. Żałował, że nie potrafił tego samego.
-Co robiłeś przez tyle czasu? -zapytał chcąc zabić czymś ciszę i własne myśli - oprócz grania w kosza. Bardzo dobrze ci szło, widziałem wszystkie twoje mecze.
-Serio oglądałeś? - był w wielkim szoku po tym, co usłyszał.
-No wszystkie, jak nie miałem czasu to szukałem powtórek w internecie. Co sobie zrobiłeś, że odszedłeś?
-Ja nic, czy wyglądam jakbym sobie coś zrobił? - odpowiedział po chwili.
-No niby nie, ale zrezygnowałeś z powodu kontuzji? Tak? - pogubił się. Aomine wiedział, że Kagami zbyt kochał koszykówkę by zrezygnować z jakiegoś błahego powodu. Za bardzo cieszył się z gry, a im przeciwnik był silniejszy tym bardziej sprawiało mu to przyjemność. Takiego go zapamiętał i takie odniósł wrażenie jak oglądał go w telewizji.
-Tak, tak kontuzja. Rozwaliłem sobie kolano, tak kolano. Ale teraz jest już dobrze, nie była tak wielka jak myślano na początku. Co u reszty? Jak się miewa na przykład Kuroko? - cała jego wypowiedź była bardzo nerwowa. Tak jakby się denerwował.
-Kuroko z Satsuki prowadzą własne przedszkole. Niedawno zostali rodzicami - zaniepokoi się jego ostatnią wypowiedzią. Była zbyt nerwowa- mają siebie nawzajem i są szczęśliwi. Wiesz mógłbyś się do niego odezwać. W końcu przyjaźniliście się w liceum. Po tym jak wyjechałeś nikomu nie dałeś znaku życia. Wszyscy się martwili.
-Nie miałem czasu, a potem to już tak jakoś wyszło -zaparkował pod jego blokiem - jakoś trudno mi uwierzyć, że ty się martwiłeś.
-Naprawdę tak uważasz!
-A było inaczej? -brzmiało to jak kpina.
-Było. Oczywiście, że było. Wyjechałeś, zostawiłeś mnie nie wyjaśniając nawet, dlaczego. Myślisz, że jak się wtedy czułem. Zrobiłeś, co chciałeś nie pytając mnie o zdanie. Nawet sobie nie wyobrażasz jak to wtedy bolało. Jak bardzo chciałem żebyś wrócił. Żebyś wrócił do mnie.
-Skoro tak bardzo ci zależało to czemuś do mnie nie przyleciał - wrzasnął w jego stronę.
Aomine zatkało. On chciał żeby przyleciał za nim.
-Chciałeś żebym przyleciał do Ameryki? - zapytał po chwili. Kagami westchnął.
-Teraz i tak to nie mam sensu - chciał zakończyć tą bezsensowną rozmowę.
-Dla mnie ma. Skoro chciałeś ze mną być to, czemu wyjechałeś?
-Bo musiałem wrócić.
-To trzeba było mi powiedzieć, że chce żebym leciał z tobą. Od razu bym się spakował i wsiadł do samolotu. Ale nie trzeba było zrobić po swojemu - puściły mu nerwy. Kagami wyglądał chwile się zastanawiał nad odpowiedzią.
-Naprawdę byś ze mną poleciał? -zapytał zdziwiony.
-A, co w tym dziwnego?
-Nie wyglądałeś na takiego, któremu by naprawdę zależało - stwierdził po chwili.
Zabrakło mu słów. Jak on mógł myśleć, że mu nie zależało.
-Tak myślisz?
-Raczej nigdy nie pokazałeś żeby było inaczej. Miałem dosyć bycia jedyną stroną, której zależy i która traktuje to poważnie - oparł głowę o kierownice - miałem wtedy nadzieje, że pokażesz, że jest inaczej, ale tak się nie stało. Było minęło. Nie ma teraz sensu tego roztrząsać.
Deszcz bębnił w szyby i dach a oni siedzieli nie wiedząc, co ma powiedzieć jeden drugiemu. W końcu Aomine nie mogąc znieść panują ciszy odezwał się.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo cierpiałem po twoim wyjeździe - odrzekł spoglądając na czubki swoich butów - miałem dosyć wszystkiego. Nic nie było wstanie zapełnić pustki, jaką za sobą zostawiłeś. Nic. Mimo że się starałem i to bardzo. Zresztą nie tylko ja. Inni się sporo namęczyli ze mną, aby wyciągnąć mnie z dola. Ale wiesz w pewnym sensie nic to nie dało. Chcesz wiedzieć, dlaczego. Bo cię kocham. Kochałem wtedy i kocham teraz. Przez te wszystkie lata nie potrafiłem przestać. Zapomnieć, zastąpić cię kimś innym. Nie potrafiłem. Rozumiesz?!
Odwrócił się w jego stronę. Kagami był w wielkim szoku po tym, co usłyszał. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Oparł się o kierownice spoglądając na widok przed sobą.
-Szkoda, że słyszę to po raz pierwszy - powiedział spokojnie.
-Co pierwszy raz? - zdziwił się Aomine wpatrując się w niego.
-Dziś pierwszy raz powiedziałeś mi mnie kochałeś. Mimo że blisko trzy lata byliśmy razem to nie usłyszałem tego ani razu.
-Bo to raczej było oczywiste. Nie musiałem tego mówić.
-Dla mnie nie było -odwrócił się oburzony w jego stronę - skąd miałem wiedzieć, co czujesz jak nawet nie wiedziałem, na czym stoję. Nasz związek, chociaż trudno to można było nazwać związkiem w niczym nie przypominał takiego normalnego.
-Wiesz jesteśmy facetami, więc - próbował wtrącić.
-Nie przerywaj mi. Może i tak, ale było wiele bardziej normalnym. Tatsuya i Murasakibara, Midorima i Takao czy Kise i Kasamatsu. Wszyscy tworzyli pary i to było widać. Wśród znajomych się z tym nie kryli. Było widać, że ich związki tworzyło coś więcej niż kosz i seks. A u nas tylko z tego się składał. A tak i seks był za każdym razem, kiedy ty miałeś na to ochotę, bo ja raczej rzadko miałem coś do powiedzenia. Więc nie mów mi, że miałem zgadnąć, co czujesz skoro to było raczej niemożliwe.
-To, co chciałeś żebyśmy zwracali uwagę jak baby na uczucia, czułości i te pierdoły. To nie było ważne.
-Skąd wieszczy dla mnie było.
-To trzeba było mi powiedzieć.
-To trzeba było się domyślić. Skoro ja miałem się czegoś domyślić to ty też mogłeś.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zaczął dzwonić jego telefon. Nie odebrał. Spojrzał tylko na wyświetlacz.
-Wysiadaj- powiedział.
-Ale czemu? - odrzekł Aomine.
-Nie mam czasu się z tobą kłócić.
-Ja ci mówi, że cię kocham a ty mnie wywalasz.
Kagami westchnął
-Kiedyś sam mówiłem tobie te słowa i oczekiwałem ich od ciebie. Lecz nie potrafiłem tyle czekać. Minęło tyle, że teraz mam własne życie. Nie zamierzam nic w nim zmienia. A teraz wybacz, ale się spieszę.
Mówiąc ostatnie zdanie już nawet na niego nie spojrzał. Aomine potulnie wysiadł z samochodu. Zabrał swoje zakupy i obserwował jak Kagami odjeżdża swoim niebieskim autkiem. Stał tam tak długo aż prześladujący go samochód nie zniknął za zakrętem. Chwila minęła zanim dotarł do swojego mieszkania. Chcąc odgonić myśli zabrał się za rozpakowywanie zakupów. Zdał sobie sprawę, że brakuje mu części kupionych produktów. Domyślił się, że musiał coś pogubić w trakcie rozdarcia siatek albo zostawić u Taigi. Miał jednak nadzieje, że było to ta druga opcja. Dawała mu możliwość ponownego spotkania z nim. Jednak nie wiedział czy chce się chce się z nim zobaczyć. Nie był wstanie tyle czekać. To zdane nie dawało mu spokoju. On go nie kochał. Nie zależało mu. Minęło już jednak 10 lat jak się ostatnio widzieli. Tyle się mogło zmienić. Zdał sobie nagle sprawę, że mogło się zmienić bardzo dużo. Może miał od kilku lat wspaniałą żonę i synka bardzo podobnego do niego a którego uczył jeździć na rowerze. Może pani Kagami jest w ciąży i oboje cieszą się, że niedługo będą mieć córeczkę. Mają wspaniały domek z ogródkiem i basenem, gdzie spędzają wspólnie słoneczne niedziele. Nigdy nie pomyślał, że mógł tutaj rozpocząć swoje życie tak, że dla niego niebyło w nim miejsca.
Nie mógł go winić, że chciał być szczęśliwy. Cały czas winił Kagamiego o to, co się stało i nie zdawał sobie sprawę, że było tutaj dużo jego własnej winy. Prawda jednak bolała. Trzeba było jednak żyć dalej. Serce można złamać i zdeptać, ale ciągle musi ono bić.
