Betowała cudowna Rasp. - za co Ci dziękuję :) Jeszcze tylko dwa rozdziały do końca... Kolejny pojawi się za dwa tygodnie, zobaczymy kiedy ostatni - może przyspieszę?;)


Piąty raz, gdy Draco Malfoy dotknął Hermionę Granger,, miał miejsce, gdy zobaczył ją dwa miesiące później. Widział ją wtedy na polu walki, jednak nie była bezpieczna. Nie byli zamknięci w pokoju, sami, gdzie mógłby chwycić ją za ramiona i wytrząsnąć z niej tę jej głupotę. Nie byli w zabezpieczonym domu, gdzie mógłby ją zamknąć, co uniemożliwiłoby jej ucieczkę od niego; gdzie mógłby krzyczeć na nią i zmusić do stawienia czoła temu, co pierwotnie spowodowało u niej tak bezmyślne posunięcie.

Ale nie, w zamian spostrzegł ją otoczoną przez śmierć i magię; z plamą krwi zdobiącą jej bok, powodującą tym samym, że koszulka, którą miała założoną była mokra i kleją sama potknęła się i upadła na kolana; natychmiast pochyliła się nad nią zakapturzona, obleczona w czerń postać. Jednak już chwilę później ten sam śmierciożerca, który dźgnął ją mugolskim nożem, leżał martwy na ziemi, z twarzą schowaną pod groteskową maską oraz oczami, w których odbijała się zieleń.

Marcus Flint podciągnął krwawiącą kobietę do pozycji stojącej, podtrzymując ją ramieniem. Drugą dłonią sięgnął do tylnej kieszeni jej spodni. Gdy Draco był kilkanaście kroków za nimi, zatrzymał się w połowie ruchu, obserwując jak Flint wyciąga z niej świstoklika, owiniętego w jakąś szmatkę; następnie chwycił dłoń Hermiony, zamknął ją wokół przedmiotu, po czym ponownie pomógł się jej wyprostować i wypuścił z ramion. Moment później ponownie złapał ją w ramiona, ratując przed ponownym upadkiem. Wyrwał szmatkę z ręki dziewczyny, powodując tym samym, że jej skóra dotknęła przedmiotu, który był wewnątrz. Granger natychmiast aportowała się, a Marcus wyrzucił tkaninę na ziemię i odwrócił się, wracając do walki.

Draco ponownie zobaczył Hermionę w momencie, gdy pozostali członkowie Zakonu wrócili do kryjówki, a kobieta sztywno kierowała się w stronę łazienki. Podążył za nią ignorując szelmowskie uśmieszki, które były posyłane w jego kierunku.

— Założę się o knuta, że rzuci na niego Expulsosa, zanim w ogóle zdąży się odezwać — wymruczał cicho Ron, wskazując subtelnie głową na Malfoya, powodując tym samym, że Harry parsknął cichym śmiechem.

— Podbijam do sykla , że pierwszy rzuci na nią zaklęcie rozbrajające, a gdy tylko się do niej zbliży, ta uderzy go, dokładnie tak samo, jak zrobiła to na trzecim roku — wyliczał, a Ron wydął wargi, głęboko rozważając opcje. Draco w międzyczasie otworzył drzwi i wślizgnął się do łazienki.

Zakładali się o ich uroczą dziewczynę… Podczas swoich najlepszych dni była nieprzewidywalna, a zapędzona w kozi róg mogła pokazać prawdziwe pazury i być bardzo paskudna. Ale, jak już było mówione, Draco był tak samo przebiegły i nieprzyjemny — a powiedzmy sobie szczerze, czy kiedykolwiek był przyparty do muru? Na co dzień potrafił być dużo bardziej nieznośny, niż Hermiona podczas swoich gorszych dni, nawet wtedy, gdy cierpiała przez tą tajemniczą rzecz, która jakby powodowała, że wszystkie kobiety szalały...

— Wchodzę w to, ale podbijam stawkę do galeona o to, że zaczeka aż będzie nieuzbrojona pod prysznicem, zanim zrobi swój ruch. — Mężczyźni odwrócili się i spojrzeli na niedbale opierającego się o ścianę Blaise'a, który wycedził wcześniejsze słowa.

— Dlaczego miałby to zrobić, skoro wie, że to tylko bardziej ją wkurzy? — zapytał Harry, na co Blaise tylko parsknął.

— Błagam cię, Potter… Jeżeli o to chodzi, to Draco dalej jest Ślizgonem. Ochrona siebie, lub raczej instynkt samozachowawczy, mój drogi przyjacielu, jest naszą dewizą. Granger na pewno nie wyskoczy naga spod prysznica, by domagać się różdżki, prawda?

— Stary, on ma racje, wiesz? — wymruczał Ron, a Harry odburknął mu coś w odpowiedzi, kierując swój wzrok ponownie w stronę schodów.

— Ile zajmie czasu przekonanie jej, że on wcale nie robi tego z powodu litości? — zapytał Potter z uniesioną brwią, na co Blaise ściągnął usta w wąską linię, samemu spoglądając na drzwi łazienki.

— Piętnaście minut — odpowiedział w końcu, na co Harry tylko zamrugał.

— Piętnaście minut? — powtórzył Potter, a Zabini uniósł i swoją brew, gdy usłyszeli nagłe głośny krzyk dochodzący z piętra.

— Piętnaście minut i spoliczkowanie za jego próby — dodał po chwili, po czym Harry wysunął w jego kierunku swoją dłoń.

— Umowa stoi.

— Liczysz, że mu uwierzy? — zapytał Blaise, gdy ich trójka ruszyła w stronę kuchni; Ron tylko zarechotał.

— Nigdy w życiu — zdołał wykrztusić, na co Harry prychnął siadając do stołu, by napić się tak wyczekiwanego kubka herbaty.


Draco oparł swoją dłoń o drzwi łazienki, nasłuchując szelestu zdejmowanych ubrań. Gdy usłyszał lecącą wodę, oblizał kącik swoich ust i otworzył drzwi, wślizgując się do środka. Cicho zamknął je za sobą i zakluczył, nie spuszczając oka z drżących, wątłych konturów postaci zza prysznicowej zasłony. Widział, że opierała dłonie o ścianę, a głowę miała pochyloną pod strumieniem wody; dźwięk płynącej wody nie zagłuszył jej płaczu, który próbowała stłumić.

Te łzy wszystko zmieniły; zmieniły jego podejście, jego plan, jego potrzebę pretensji, potrzebę wiedzy i zmuszenia jej do uwierzenia mu. Tę samą reakcję wywoła leżąca na podłodze i poplamiona krwią koszulka Hermiony, w którą to wpatrywał się dłuższy moment, po czym pomału przeszedł przez łazienkę. Podniósł smukły kawałek drewna, który leżał na pobliskiej szafce, a następnie usiadł na zamkniętej toalecie i zanim się odezwał, kręcił przez chwilę różdżką pomiędzy palcami.

— Dlaczego cię dźgnął? — zapytał, przez co Hermiona potknęła się w wannie.

— Wynoś się! — krzyknęła, na co Draco tylko uniósł brew.

— Nie — odparł, przez co wściekła twarz kobiety wyjrzała zza zasłony.

— Nie? — wysyczała; Draco zamruczał coś i przekrzywił lekko głowę, wznawiając zabawę jej różdżką.

— Dlaczego cię dźgnął? — powtórzył. Hermiona skrzywiła się, gdy drewno w jego dłoni rozpoznała jako swoją różdżkę, po czym zniknęła ponownie za zasłoną.

— Granger, odsunę tę szmatę — ostrzegł ją, gdy mu nie odpowiedziała. Długo nie trwało, aż usłyszał jej niewyraźne mruczenie, gdy opadała na kolana. — Co?

Hermiona praktycznie wyszeptała odpowiedź:

— Powiedział, że nie użyje magii na brudnej szlamie, że byłaby to strata energii, magii, i że nie zasługuję na honorową śmierć, którą mieli moi polegli przyjaciele, że zasługuję by umrzeć w błocie, z twarzą w dół, dupą uniesioną, i… — urwała, ale Draco z łatwością uzupełnił sobie to co powiedział jej ten śmierciożerca. Milczał, gdy cień za kurtyną przesunął się, a w powietrzu uniósł się zapach szamponu. Gdy minęło pięć minut wstał i sięgnął ręcznik.

— No dalej — ponaglił, na co Hermiona się zaśmiała, chociaż bardziej brzmiało to jak szloch, niż humor.

— Dlaczego? — wyszeptała, a Malfoy wyciągnął ramię i szarpnął zasłoną.

Trzymając ręcznik przed sobą, jego oczy nie opuszczały jej twarzy, gdy ta zasłaniała się rękami. Chwilę później poczuł jej palce muskające jego i odwrócił się do niej plecami, kiedy przestał słyszeć szum lecącej wody. Minutę później ponownie stanął z nią twarzą w twarz. Była ubrana w nędzne szaty, które widział kiedyś na Potterze; wpatrywała się w swoje stopy, włosy miała mokre i poplątane, twarz bladą, na której malował się strach i wymęczenie. Łapiąc ją za nadgarstek, wyprowadził z łazienki i zaprowadził do pokoju, który wiedział, że do niej należy.

Hermionę nie było łatwo wyprowadzić z równowagi, ale kiedy bez słowa podążyła za nim i bez kłótni usiadła na krawędzi łóżka, Draco przygryzł swoją wargę, postanawiając usiąść obok niej. Prostym czarem rozczesał jej włosy, które teraz powoli schły; gdy spuściła głowę, zaczął palcami rozczesywać luźne loki. To było tak łatwe — leżenie na jej łóżku i pociągnięcie, by się na nim położyła; by owinęła swoje ciało wokół niego, a on w zamian objął ją ramionami.

Trwali tak w ciszy, Hermiona plecami wtulała się w Dracona, jej delikatne krągłości idealnie wpasowywały się w umięśnione ciało. I kiedy jego dłoń powędrowała do supła, który związywał jej szatę, nawet nie zareagowała, aby go zatrzymać. Proste bawełniane majtki i pasujący, obcisły top. Malfoy uśmiechnął się lekko szarpiąc krawędź topu, dzięki czemu bez problemu znalazł ranę, nawet jeżeli skóra zabliźniła się przez magię oraz eliksiry. Jej ciało było posiniaczone, a Draco lekkim dotykiem badał każdego krwiaka.

— To był Theodore Nott — wyszeptała, pozwalając opuszkom jego dłoni muskać powoli swój bok.

— Lepiej on, niż ty, Granger . Lepiej jego twarz na dole, niż twój tyłek w powietrzu — powiedział płasko, powodując tym samym, że Hermiona odwróciła się i zaczęła mu się przypatrywać.

— Dlaczego?

— Proszę cię, Granger — kogo jeszcze dla rozrywki bym denerwował? Kto jeszcze odważyłby się rzucić we mnie kubkiem? — wymamrotał, na co ta tylko pokręciła głową i zamknęła oczy.

— I ludzie mówią, żeś nigdy nie zwariował. Wiem lepiej — dalej jesteś szalony — wyszeptała, powodując, że Draco lekko parsknął śmiechem.

— Nigdy nie powiedziałem, że jestem poczytalny, Granger — to ogromne nieporozumienie. Gdybym był przy zdrowych zmysłach, nie ma mowy, że byłbym w stanie wykonać chociaż połowę z misji, które wykonujemy.

— Jestem taka zmęczona — wyszeptała otwierając oczy, gdy poczuła jak przestaje gładzić jej żebra i dłonią unosi jej podbródek.

— Zmęczona czym? — zapytał i Hermiona bezradnie wskazała dookoła nich.

— Wojną. Posiadaniem wszystkich odpowiedzi. Śmiercią przyjaciół. Jestem strasznie zmęczona byciem ciągle przestraszoną i budzeniem się w połowie nocy, zastanawiając się, czy właśnie tego dnia przegramy. Jestem zmęczona zastanawianiem się, czy zginę.

— Nie zginiesz, Granger. Nie ty. Ty, Potter i Weasley — będziecie uważani za bohaterów tej wojny, gdy tylko to wszystko się zakończy. Następne pokolenia, uczniowie Hogwartu, będą czytali o Złotym Trio w Historii Hogwartu.

— O tobie też przeczytają, Draco — wyszeptała, a on tylko cicho się roześmiał.

— Może.

— A czym ty jesteś zmęczony? — spytała; po chwili drgnęła wystraszona, gdy usłyszała odgłos zrzuconych, ciężkich butów; to Draco je zsunął.

Podniósł się by podciągnąć kołdrę i okryć ich nią, po czym ułożył się za nią ponownie. Położył zrogowaciałą dłoń na jej boku, po czym znowu wsunął pod top, który miała na sobie. Tam zatrzymała jego rękę, nie pozwalając jej iść dalej.

— Jestem zmęczony nieporozumieniami, Granger. Niedomówieniami — odpowiedział w końcu. — Zmęczony ludźmi patrzącymi na mnie i zastanawiającymi się, kiedy się od nich odwrócę i ucieknę do tatusia. Stawianiem czoła wojnie. Boję się, że umrę, nie znając o niej całej prawdy. Jestem po prostu zmęczony.

Jego ramie było ciężkie obejmując ją w talii; zamilkł na chwilę, a Hermiona tylko wyczekiwała tego momentu, by móc mu odpowiedzieć.

— Dlaczego tutaj jesteś? W sensie, tutaj ze mną? — wyszeptała. Draco dalej się nie odzywał, co skłoniło ją do myślenia, iż zasnął.

— Ponieważ uratowałaś mnie — odezwał się w końcu. — Ponieważ wszyscy musieliśmy dorosnąć i nauczyć się rozróżniać dobro od zła. Ponieważ, gdy życie jest niewiadomą, jesteś jedyną niezmiennością, na której mogę polegać. Jesteś jedyną osobą, na którą mogę liczyć nie tylko do wypicia wspólnie herbaty, ale również do szturchnięcia mnie w żebra i wysyczenia obraźliwych słów, gdy uważasz, że zaczynam ponownie być durniem.

— Wiem, że mogę na ciebie liczyć. Że idąc walczyć, jestem przygotowany na wszystko, wiem dokładnie z czym mam do czynienia i co muszę zrobić, ponieważ po prostu ty tak mówisz, bo przeszukałaś wszystko, by mi pomóc. Wiem, że walczysz nie tylko dla Harry'ego, ale również o prawo nazywania siebie czarownicą, oraz że jesteś przerażająco potężna. I wiem, że trwało prawie rok zanim w końcu mi zaufałaś, ale wiem też, że gdy zrobiłaś to raz, jest to zaufanie na całe życie. I nigdy nie zrobię nic, co mogłoby spowodować, że zdradzę to zaufanie.

Jego dłoń wyślizgnęła się pod spód jej topu, zatrzymując się na jej żebrach. I kiedy umieścił swój kciuk pomiędzy jej piersiami, to ledwo nim poruszył — tylko tyle, by gładzenie tego kawałka ciała przyniosło jej swego rodzaju komfort i chociaż odrobinę relaksu. Unosząc się lekko na łokciu spojrzał na nią; oczy miała zamknięte, ale mógł dojrzeć niewypuszczone łzy na jej rzęsach, dlatego też uniósł dłoń i strącił je kciukiem.

— Ponieważ nawet gdy w ogóle nie zawahałaś się dziś użyć Klątwy Zabijającej na Nocie, w głębi serca już za niego płakałaś. Wydaje się, że twoje ręce są splamione krwią, ale jesteś tak samo niewinna teraz, jak byłaś mając jedenaście lat.

Dalej nie otwierała oczu, nawet gdy poczuła jego oddech na swojej twarzy, jednak nie mogła powstrzymać się od cichego jęku zaskoczenia, gdy usta delikatnie musnęły jej wargi. Jeden raz, po prostu dotknięcie skóry ze skórą, po czym Malfoy ponownie się położył i przyciągnął ją w swoje ramiona. Gładził długimi, eleganckimi palcami jej bok, biodro i udo, a w międzyczasie ukrył swoją twarz w burzy włosów, głęboko wdychając jej zapach.

Dalej był z nią, gdy obudziła się następnego ranka. Przytulał ją, jego dłoń pod jej bluzką trzymała jej pierś, a poranna erekcja wbijała się w jej lędźwie. Dalej lekko zaspana zastanawiała się, dlaczego czuła się tak na miejscu leżąc z nim tutaj, a nigdy nie czuła się podobnie z Ronem czy Harrym. Obaj mężczyźni byli bezpieczni tej nocy, a Draco był ciepłem i zmysłowością. Nawet za cenę swojego życia nie mogłaby się od niego odsunąć.