Sherlock zastanawiał się jakaż to ciemnota umysłowa napadła go, by z własnej nieprzymuszonej woli nakładać sobie jarzmo na kark oraz kajdany na ręce i nogi, które teraz wlekły się za nim wydając jazgot nieziemski niemal nieustannie. Mycrofta musiał znosić, bo była to jedna z tych istot, które świat narzuca na ludzi, nie bacząc na ich poglądy i upodobania - znaczy rodzinę. Sophie była zupełnie inną parą kaloszy.
Od samego początku, gdy tylko zauważył, że jego brat odnosi się do tej kobiecej manifestacji szatana z nietypowym dla Holmesów sentymentem, powinien wiedzieć, że będzie to katalizator jego osobistego piekła. Od pierwszego dnia Amerykanka wniosła w jego życie chaos, którego nie mógł ogarnąć nawet jego genialny umysł i do dziś dnia jej obecność jątrzyła się niczym czyrak na jego codzienności. Detektyw musiał przeprowadzić niemałą batalię między swym rozsądkiem, a osobistymi odczuciami, nim zdecydował się włączyć Norton w śledztwo, pomimo iż osoba trzecia była niezbędna. O zgrozo okazało się, że jego nawiedzona sąsiadka i tak była lepszym wyborem niż Molly, czy Graham. Towarzystwa pierwszej z opcji nie zniósłby dłużej niż przez sześćdziesiąt dwie minuty, nie mówiąc, że potem musiałby ją utopić, aby się jej pozbyć, a inspektor wyskoczyłby za burtę, kiedy tylko dowiedziałby się, jaki to rejs go czeka. I tak oto Sherlock został skazany ma Sophie.
Brunet dotknął ostrożnie oklejonego nosa, który spuchł obficie i wyglądał teraz niczym wyjątkowo dorodny kartofel. A wszystko to przez babę. Przez babę dzieje się wszystko co na tym świecie złe i upierdliwe. Wygnanie z raju, wojna trojańska, tyfus na początku XX wieku w USA. Sherlock był pewny, że Hitler był taki mściwy, bo kiedyś jakiś Żyd odbił mu dziewczynę. Jego własne, osobiste nieszczęście truchtało za nim poprzez labirynt wąskich korytarzy pod pokładem, podskakując na każdy niespodziewany dźwięk. Gdyby tylko tak głośno przy tym nie oddychała prawie mógłby ją znieść.
Po tym jak Sophie zawlokła go do ambulatorium, gdzie opatrzono mu nos, detektyw zmusił ją, by towarzyszyła mu podczas śledztwa i to wręcz nieustannie z wyjątkiem przerw na siusiu. Jeden telefon od „zatroskanego" Mycrofta, to o jeden za dużo. Sherlock wiedział, że tekst o „braku umiejętności upilnowania jednej małej Amerykanki" miał mu wjechać na ambicję, co nie zmieniało faktu, że wjechał mu i to jak jasna cholera. Dlatego też właśnie w tym momencie brunet popatrzył się na towarzyszącą mu dziewczynę wielce wymownym wzrokiem nakazującym zamilknąć i przestać oddychać, jeśli nie na wieki, to choć na najbliższy czas.
Sherlock wiedział, że na statku dzieje się coś podejrzanego i nie sądził, żeby miało to coś wspólnego z jakimkolwiek wampirem. Była w to raczej wplątana piegowata krupierka od Black Jacka, którą właśnie śledzili, a która weszła do pomieszczenia na poziomie kotłowni, w którym prowadziła z kimś ożywioną wymianę zdań. Sama jej obecność w takim miejscu wskazywała, że była w coś zamieszana, pozostawało jednak pytanie w co.
Sophie przycisnęła się do detektywa również chcąc usłyszeć co mówią osoby w pokoju i wysunąć własne wnioski, a nie być skazaną na wysłuchiwanie jego dedukcyjnych przechwałek. Niestety nie przewidziała, że rura za którą trzymał się Holmes wcale nie była tak luksusowa i niezawodna, jak powinna być na takiej łajbie. Innymi słowy kolanko przy rurze puściło i jedyny na świecie doradczy detektyw wylądował na podłodze z dziewczyną w gotyckim gorsecie na plecach. Zdarzenie takie oczywiście nie mogło ujść uwadze krupierki i trzech towarzyszących jej drabów, którzy niemal niezwłocznie ruszyli do ataku. Ku wielkiej uldze Sophie zostawili ją póki co w spokoju, skupiając swoją uwagę na Sherlocku. Amerykanka z niedowierzaniem patrzyła jak jej chuderlawy sąsiad unika ciosów jednego draba jednocześnie posyłając drugiego na glebę pięknym prawym sierpowym. Sophie była tak zaabsorbowana, że dopiero w ostatniej chwili zauważyła trzeciego faceta, który właśnie miał przyłożyć jej w tył głowy rurką. Dziewczyna zamknęła oczy szykując się na ból. Jej uszu dobiegł dźwięk metalu stykającego się z ciałem, ale wbrew wszystkiemu nic nie poczuła. Z każdą chwilą coraz mniej rozumiała. Otworzyła jedno oko, tylko po to, by już kompletnie nic nie rozumieć. Jej agresor leżał nieprzytomny na podłodze z kluczem francuskim nad głową, którą to broń obuchową dzierżyła rozdygotana blond włosa krupierka, która niby powinna stać po ciemnej stronie mocy.
- Co do…? - Sophie nie zdołała wyrazić swego zdziwienia, bo w tym momencie poczuła na szyi coś jakby ugryzienie mrówki z czym musiała mieć coś wspólnego czerwona plama, którą zauważyła kątem oka, a co było ostatnim co zarejestrowała, bo straciła przytomność.
Sophie obudziło mlaskanie. Było to tym bardziej niespodziewane, że było to jej własne mlaskanie. Nic w tym jednak dziwnego, bo gdyby miała jakąkolwiek kontrolę nad własnym ciałem, które teraz działało na autopilocie, to nie tylko mlaskałaby, ale mieliłaby jęzorem po jamie ustnej ile by się dało, bo czuła jakby miała w niej starego trampka, i to takiego, który należał do Hulka. Dziewczyna zmusiła się, aby otworzyć jedno oko. W nikłym świetle udało jej się dostrzec leżącego nieopodal Holmesa.
- Sherlock, Sherlock - powtórzyła mając nadzieję, że brunet nie był tak martwy jak wydawał się być. Pewnie jej słowa miały by większy efekt, gdyby jej głos nie był tak donośny jak popiskiwanie myszy. - Holmes!
Ostatnia próba była nieco głośniejsza, bo opatrunek na nosie detektywa zdawał się zmarszczyć.
- Nie mam zamiaru rozmawiać, dopóki nie przestaniesz krzyczeć - wymamrotał na półżywo.
- Przepraszam - odpowiedziała, doskonale rozumiejąc jego ból. - Będę lepsza, jak tylko ogolę język.
Sherlock zdawał się dochodzić do siebie szybciej niż ona i spróbował się podnieć co poskutkowało stęknięciem i przyłożeniem głową w blaszaną podłogę.
- Boli cię czaszka? - dziewczynie pękała ona już od samego widoku niepowodzenia detektywa.
- Od kostek w górę - mruknął próbując ponownie się podnieść. - To co zostanie pozostawiam nauce. Tylko nie pozwól, by Molly się do mnie dobrała.
- Nie martw się. Twoje zwłoki będą ze mną bezpieczne - Sophie nie chcąc być gorsza, również usiadła, co wywołało w jej brzuchu coś na kształt nadchodzącego tsunami. - Chyba jedno z nas powinno chuchnąć w lusterko.
- Dobrze, ale zrób to po cichu - Sherlock zamrugał kilka razy, próbując przypomnieć sobie czemu czuje się tak paskudnie i czemu jest zamknięty w jakimś ponurym pomieszczeniu z wielkimi kajdanami przymocowanymi do ścian, zwłaszcza w takim towarzystwie. - Myślisz, że umarliśmy i trafiliśmy do lochu Mycrofta?
- Możliwe. Czekaj, czemu Crofti miałby mieć loch?
- Każdy ma swoje perwersje, a taka jakoś dziwnie do niego pasuje.
- Ale dlaczego niby mnie zamknął razem z tobą? - zapiszczała zatrwożona. Jej pisk zdawał się pobudzić coś leżącego po drugiej stronie Holmesa, co zdawało się mieć człowieczy kształt. - Tej, to nie znam. Serio, nie dość, że Crofti lubi klimaty sado-maso , to jeszcze mu trójkąty w głowie?
W genialną, choć chwilowo zaćmioną głowę Sherlocka wdarła się wizja jego brata w czarnym lateksowym wdzianku z pejczem w ręku, co dość poważnie zryło mu psychikę. Nie bacząc na obolały nos przyłożył sobie w twarz kilka razy, próbując zmusić się do normalnego myślenia.
- Ta blondynka, to krupierka z kasyna - objaśnił po chwili, gdy tylko zaczął kojarzyć fakty.
- Żyje? - Sophie wątpiła w to i choć jak każda normalna kobieta odczuwała niejaką niechęć do przedstawicielek tej samej płci, które były dużo ładniejsze niż ona, to nie życzyła tego nikomu. No, może czasami z wyjątkiem obecnego bruneta.
-Tak, ale jest w strasznym stanie - odparł Sherlock, po tym jak doczołgał się do nieprzytomnej kobiety i zbadał jej puls.
- Spróbujemy ją obudzić?
- Po co? Nie potrzebna mi kolejna histeryczka. Z resztą obudzenie się nie zrobiło nam nic dobrego.
- Wcale nie histeryzuje! - jej święte oburzenie było jednak krótkotrwałe, bo zaczęła właśnie kojarzyć co się stało, a co za tym idzie histeryzować. - Do diabła, no to po nas…
Sherlock uszczypnął Sophie, która doznawała ataku paniki i zaczęła się dusić.
- Nie mamy czasu na twoje idiotyzmy. Trafiliśmy na szajkę przemytników, a ci zapewne zechcą się nas pozbyć, gdy tylko zabijemy do portu. Musimy się stąd jak najszybciej wydostać, a zwarzywszy, że jedyne wyjście to klapa w suficie, do której nie mamy szans dosięgnąć, nie będzie to łatwe.
Dziewczyna nie narzekała, kiedy detektyw postawił ją na nogi i zaczął dobierać się do stojącej w kącie szafy. Nie wiedziała jedynie co mogła zrobić. Sherlock nie dał się jej jednak nudzić. Bandyci zabrali im niemal wszystko, łącznie z zestawem wytrychów jaki Holmes nosił zawsze ze sobą, tak na wszelki wypadek. Polecił jej zatem sprawdzić, czy blondynka nie ma we włosach wsuwek. Jak przystało na szczęście Sophie, krupierka ich nie miała. Zostało im zatem ostatnie wyjście, obalenie szafy i modlenie się by upadek wyłamał drzwiczki. Przy masie profanacji, zgrzytów i stęknięć udało im się przewrócić masywny obiekt, który był tak ciężki, jakby zamknięta w nim była armia piechoty. Okazało się, że w środku były całe zastępy żeliwnych łańcuchów i kłódek.
Sophie jęknęła i zaczęła rwać sobie włosy z głowy.
- Co, do ciężkiej cholery, nakłoniło mnie, by zgodzić się ci pomóc?! Przecież od samego początku wiadomo było, że skończy się to jakąś wielką katastrofą. A teraz voila! Jesteśmy zamknięci w jakiejś krypcie i do pełni szczęścia brakuje nam już tylko wampira. Nie mam pojęcia czemu irlandzka mafia szmugluje sprzęt do sado-maso na nawiedzonym statku, co szczerze powiedziawszy ni chu chu mnie nie interesuje! Co nie zmienia faktu, że to wszystko to twoja wina! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!
Sherlock nie raczył jej odpowiedzieć. Właściwie, to próbował wygłuszyć jej wrzaski i w spokoju opukiwać ścianę, chcąc znaleźć słabszy punkt. Norton miała już tego wszystkiego dość. Musiała się na czymś wyżyć. Kopnęła zatem ścianę. Jedyne czego nie przewidziała, to że stopa jej w niej utknie. Jak zwykle to bywa jej wkurw totalny wywołał na twarzy detektywa szeroki uśmiech.
- Znalazłaś słaby punkt.
- No shit, Sherlock! Pomóż mi się stąd wydostać.
- Dobrze wiedzieć, że amerykański brak ogłady na coś się jednak czasem przydaje.
Sophie nie miała mu okazji powiedzieć, gdzie może sobie wsadzić tę całą brytyjską arystokratyczną kulturę osobistą, bo Holmes złapał ją w pasie i zaczął ciągnąć. Zdwojonym wysiłkiem udało się im ją uwolnić, tworząc przy tym w ścianie małą dziurę. Sherlock nie czekając poszedł wybrać odpowiedni łańcuch, który będzie na tyle poręczny, by móc nim uderzać. Dziewczyna zaś przyklękła i przyłożyła oko do otworu, próbując zobaczyć co jest w przyległym pomieszczeniu.
- Sherlock, tam się chyba coś rusza - zagadnęła.
- Rusza? - zapytał, dając sobie spokój z łańcuchami, z których każdy był za ciężki, by precyzyjnie się nim posługiwać. - Sądzisz, że trzymają tam kogoś jeszcze?
- Może to porywacze albo handlarze żywym towarem?
- Porywacze nie potrzebowaliby tak wielkiego statku, a handlarze ludzi zaopatrują się w mniej rozwiniętych krajach. Tam trudniej ich wytropić.
Choć raz w życiu Sophie cieszyła się, że z Holmesa taka gaduła, bo gdyby sekundę wcześniej skończył swój wywód i przyłożyłby oko do otworu najpewniej by już go nie miał. W dziurze pojawiła się duża łapa zakończona ostrymi pazurami. Kobieta złapała się Holmesa jednocześnie próbując się za nim schować.
- Nie mówcie mi, że mają tu na statku wilkołaki! - błagała niemal przez łzy.
- Nie bądź głupia - skarcił ją mężczyzna, próbując uwolnić się z uścisku. - To wygląda jak przednie odnóże gryzonia.
- Gryzonia?
- Najpewniej ogromnego szczura.
Sophie wrzasnęła jak tylko kobiety to potrafią, o mało nie wchodząc mu na plecy.
- Co ty wyprawiasz?! Przecież nie boisz się myszy.
- Szczur to nie mysz. Zwłaszcza taki wielkości cielaka!
Zwierze pragnąc zaprezentować się swemu obiadowi w całej krasie przesadziło przez dziurę część pyska, chcąc wygryźć sobie drogę do świeżego mięska.
- Co my teraz zrobi…? - Sophie zamilkła, kiedy z boku otworu zaczęła powstawać druga dziura, a potem trzecia. - Jest ich więcej!
- Szczury żyją w stadach, a przewożenie pojedynczych osobników byłoby mniej opłacalne. A teraz przestań panikować i pomóż mi postawić tę szafę.
Norton nawet nie próbowała się mu odgadywać. Postawienie pustego mebla nie było aż tak trudne, ale za to władowanie na niego kobiety, która za nic nie chciała się obudzić, stanowiło nie lada wyzwanie.
- Czemu ta idiotka wciąż śpi?! - zawarczała, próbując wciągnąć ją za ręce na szafę.
- Wszyscy dostaliśmy taką samą dawkę anestetyku - starał się wyjaśnić, pchając przy tym dziewczynę w górę i próbując nie patrzyć jej pod spódnicę. - A ona nie dość, że jest od nas dużo lżejsza, to wątpię, by zjadła tak pokaźną kolację.
- Czy ty właśnie nazwałeś mnie grubą?! - kobieta nie mogła wybaczyć takiej zniewagi przez co puściła blondynkę, która pośladkami wylądowała detektywowi na twarzy w tym na poobijanym nosie. - Przepraszam.
Po okazaniu skruchy w końcu udało im się wtargać kobietę na szafę, na którą po trudach wgramolił się również Sherlock. Zrobił to niemal w ostatniej chwili, bo gigantyczny szczur wygryzł właśnie na tyle wielki otwór, że udało mu się przez niego przecisnąć.
Gdyby Sophie nie musiała wraz z brunetem trzymać nieprzytomnej kobiety pewnie sama by zemdlała. To było prawdziwe bydle, do którego zaraz dołączyły cztery podobne bydlaki. Były szare, ohydne i rozmiaru owczarka niemieckiego. Okrążyły szafę i przyglądały się im w zaciekawieniu. Dziewczyna zaczynała już mieć nadzieję, że może nie były wcale tak wredne na jakie wyglądały, póki jeden nie uderzył bokiem w szafę.
- Na szczęście nie są głodne. Inaczej od razu by do nas wskoczyły.
- A tak próbują nas tylko obalić! - Sophie naprawdę miała ochotę go walnąć.
- Próbuje tylko zauważyć, że mogło być gorzej. Czy ty w ogóle wiesz, że patrzymy na legendarny gatunek sumatrzańskiego szczura? Do tej pory była to jedynie legenda.
- Jak dla mnie równie dobrze mógłby to być jebany jednorożec!
Sherlock swoim zwyczajem zignorował jej komentarz.
- Tilly Briggs często pływa w rejsy po Indonezji. Przypuszczam, że Irlandczycy dogadali się z Holendrami, do których należała niegdyś Sumatra i transportują zwierzęta do Amsterdamu jedynie zahaczając o Londyn. Stamtąd odbierają je prywatni kolekcjonerzy.
Holmes chciał pewnie powiedzieć cos więcej, ale przerwało mu „Satisfaction" Rolling Stones'ów wydobywające się z biustu Sophie.
- Oni nie zabrali ci telefonu?! Zaraz, skoro masz zasięg to znaczy, że zbliżamy się do portu i że jeśli nie szczury to Irlandczycy nas załatwią.
Teraz to Sophie nawet nie raczyła mu odpowiedzieć. Wyjęła ze stanika komórkę i omal się nie rozpłakała widząc numer Johna.
„Jak tam Sop…?"
- John, nie mam czasu. Jestem z tym idiotą na rejsie zakochanych na Tilly Briggs, gdzie właśnie chcą zjeść nas gigantyczne szczury. Zadzwoń do Mycrofa i powiedz mu, że ma wezwać wojsko czy co tam ma akurat pod ręk…
Telefon wypadł Sophie z dłoni i nie dość, że roztrzaskał się o podłogę, to szczury rzuciły się na niego jak psy na szynkę. Przerośnięte gryzonie były jednak ostatnim zmartwieniem dziewczyny, bo przez otwarty w suficie właz spoglądał na nią poparzony wampir.
John Hamish Watson był lekarzem, weteranem wojny w Afganistanie i współlokatorem jedynego na świecie doradczego detektywa, który toczył otwartą wojnę z ich sąsiadką, zarabiającą na życie głownie poprzez wysadzanie najróżniejszych obiektów w powietrze. Innymi słowy John widział, słyszał i doświadczył wielu dziwnych rzeczy, ale to, że Sophie i Sherlock byli na rejsie dla zakochany przeciążyło mu system do tego stopnia, że dopiero po pięciu minutach dotarło do niego, że jego przyjaciele byli w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Po telefonie do Mycrofta spakowanie się zajęło mu kolejnych dziesięć minut i już po chwili był w drodze na lotnisko. Może głupio to przyznać, ale przypomniał sobie o Sarze dopiero kiedy siedział w taksówce. Gdy zadzwonił do Sophie w Nowej Zelandii była dopiero szósta rano i jego, cóż teraz to już pewnie ex-dziewczyna, smacznie jeszcze spała. Wszystko to wydarzyło się praktycznie dobę temu i teraz John siedząc już w swoim fotelu na Baker Street 221b i wpatrując się w obandażowany nos Holmesa próbował to jakoś przetrawić.
- Czyli ten niby wampir znalazł was bo podkochiwał się w blond krupierce?
- Tak - Sherlockowi wyraźnie nie podobało się, że został uratowany dzięki sentymentom. - Matildsowie nie chcieli ujawniać, że ich syn, który tak uwielbia morze, że mieszka na statku cierpi na wyjątkowo silny przypadek porfirii. Bali się, że stracą klientów, bo chorzy często bywają niezrównoważeni.
- A pech chciał, że wybranka serca dziedzica fortuny była kuzynką przestępców, którzy gdy tylko wyczuli okazję wykorzystali ją w pełni.
- Jednemu okazowi udało się raz uciec. Pogryzł kilka osób przez co dostały gorączki i innych objawów spotykanej na Sumatrze choroby tropikalnej. Bandyci nie przejęli się jednak zbytnio, bo od McAvoya, który był ordynansem chłopaka, wiedzieli, że ze względu na syna Matildsowie nie będą się w to zagłębiać.
John wziął łyk herbaty, czując schodzące z niego napięcie.
- Ale nie wzięli pod uwagę pewnego nudzącego się detektywa i jego młodej małżonki. Właściwie mówiąc o Sophie, to gdzie ona jest? Wszystko u niej dobrze?
- Ta kobieta jest bardziej irytująca niż Mycroft i ma uścisk niczym imadło. To taki ludzki karaluch, nawet bomba atomowa jej nie wykończy.
Watson przysunął się na brzeg krzesła i uśmiechnął się widząc zdenerwowanie Sherlocka na same jej wspomnienie.
- Przyznaj się. Coraz bardziej ją lubisz.
- Nigdy w życiu! - oburzył się detektyw, który jakby na samą myśl o takiej niedorzeczności został rażony piorunem. Wstał i w drodze do okna chwycił skrzypce. - Jeśli musisz wiedzieć, to poszła spać.
Baker Street wypełniły dźwięki 2 walca Szostakowicza, które idealnie współgrały z krzykami za ściany.
- Holmes, jak śmiałeś podrzucić mi szczura?! Zatłukę cię!
Słowo wyjaśnienie ode mnie i cioci Wikipedii:
Porfirie wrodzone, związane z genetycznym niedoborem enzymów biorących udział w syntezie hemu, powodują patologiczne nagromadzenie porfiryny we krwi i tkankach. Nadmiar porfiryn wywołuje rozmaite objawy chorobowe, np. zaniki naskórka wskutek nadmiernej ekspozycji na światło słoneczne, czerwonawe zabarwienie zębów i paznokci, martwicę tkanki łącznej, w tym obkurczanie dziąseł, co się wiąże z obnażeniem szyjek zębów, czasem wyjątkowo szybko rosnące i obfite owłosienie, anemię, a także alergię na allicynę, związek występujący w czosnku.
Symptomy choroby skłoniły niektórych naukowców, w tym biochemika Davida Dolphina do wysunięcia w r. 1985 hipotezy na temat źródeł opowieści o wampirach. David Dolphin powiązał legendarnego Drakulę z chorymi na porfirię. Teza o chorobie postaci historycznej (Wład Palownik), od której wywodzi się legenda o wampirze Drakuli, nie została jednak dotąd udokumentowana. Wrodzona porfiria erytropoetyczna, na której opisie głównie opierał się Dolphin, występuje bardzo rzadko, stąd pojawiają się wątpliwości czy na jej podstawie mogła powstać tak powszechnie występująca legenda.
Jednym z najbardziej znanych porfiryków był król Ludwik II Bawarski, który cierpiał na paranoję, bezsenność, światłowstręt (przed śmiercią nie opuszczał zamku) oraz depresję.
