Wspólna praca łączy
Przez kilka kolejnych dni unikałem Johna i odpuściłem sobie zajęcia dodatkowe, na które nadal, mimo moich szczerych niechęci, musiałem uczęszczać. Moja wizyta w jego domu sprawiła, że nie potrafiłem go traktować tak jak kiedyś. Coś jakby we mnie miękło, gdy zaczynałem z nim rozmawiać. Choć jąkał się i był nieśmiały, spostrzegłem, że był niezwykle inteligentny. Z pewnością mogłem stwierdzić, że przewyższał swoim intelektem Victora, który, nawet jeśli nie sprawiał takiego wrażenia, był wyjątkowo wykształcony. Pozory zawsze potrafią zmylić ludzi, a on był tego idealnym przykładem. Choć chłopak stanowił moje przeciwieństwo, łączyły nas pewne zainteresowania, między innymi to, że nie miał przyjaciół tak jak ja.
Przysiadłem na ziemi, opierając plecy o mur i zaciągając się papierosem. Powinienem być teraz na sali gimnastycznej i grać w jakąś durną grę z jajowatą piłką. Nie pamiętałem nazwy. Zbędna informacja, którą usunąłem. Uniosłem głowę i przymknąłem powieki, czując jak delikatny podmuch wiatru, owiał mi twarz. Znajdowałem się na dachu szkoły, w miejscu, w którym nikt nie mógł mnie znaleźć. Z wyjątkiem jednej osoby, której głowa właśnie pojawiła się w drzwiach.
- Trochę ruchu by ci nie zaszkodziło, Holmes.
Victor zamknął za sobą drzwi, a ja skrzywiłem się lekko, gdy te zajęczały przeciągle. Obserwowałem, jak przyjaciel przysiadł obok mnie i wyciągnął dłoń w moją stronę. Uniosłem brwi i udałem, że nie wiem, o co mu chodziło. W międzyczasie zaciągnąłem się z przyjemnością papierosem i wypuściłem dym w jego twarz, na co ten zmrużył oczy.
- Kutas – mruknął i sięgnął do kieszeni mojej kurtki, by wyjąć papierosa.
Zamknąłem oczy i cieszyłem się ciszą panującą wokół nas. Od naszego spotkania w knajpie, z której odebrał mnie Lestrade minął tydzień, a ja dotąd nie potrafiłem wyjaśnić mojej reakcji na bliskość Victora. Fakt, że był gejem, wiedziałem już od jakiegoś czasu. Nigdy nie przejawiał zainteresowania dziewczynami, a poza tym widziałem, w jaki sposób patrzył na chłopaków. Ukrywał to, kim był, nie chcąc rozpowiadać tego po szkole, ponieważ poskutkowałoby to tylko przeróżnymi plotkami w miasteczku. Jeden jedyny raz zdobył się na odwagę, by zbliżyć się do chłopaka, który przykuł jego uwagę. Miałem złe przeczucia co do niego i od razu ostrzegłem Victora, podsuwając mu informacje, które udało mi się wydedukować z chłopaka, ale ten mnie nie posłuchał. Skończyło się na podbitym oku. Od tego czasu nie zbliżył się do nikogo.
Natomiast jeśli chodziło o mnie, sam do końca nie wiedziałem, gdzie powinienem siebie umiejscowić. Nie zwracałem uwagi na ciała odtłuszczone przez „diety cud" cheerleaderek ani wyrzeźbione sterydami szkolnych sportowców. Próbując wyjaśnić, co ze mną było nie tak, zdecydowałem się zrobić mały research wśród ludzi, by chociaż sprawdzić, jakie osoby podobają mi się bardziej lub co mnie w nich pociąga (nienawidziłem tego określenia). Wyniki były takie, jakich się spodziewałem. Nie byłem homoseksualny (sprawdzone i potwierdzone), heteroseksualny (sprawdzone i potwierdzone) ani biseksualny. Wtedy dotarło do mnie, że najwyraźniej byłem aseksualny i nie pociągała mnie żadna płeć. Było mi to na rękę. Miłość była ostatnią rzeczą, której bym potrzebował, a przede wszystkim bardzo niebezpieczną słabością ludzi.
- Wilkes robi dzisiaj imprezę – odezwał się Victor, a ja skrzywiłem się, otwierając oczy. – Idziemy – dodał stanowczo i uniósł palec, widząc moją minę. – Zapłaciłem już Davidowi za towar dla nas obu.
- Moja noga nie przekroczy progu domu tego idioty – burknąłem i rzuciłem niedopałek na ziemię. – Wiesz, że go nienawidzę.
- Ty nienawidzisz wszystkich i wszyscy dla ciebie to idioci, dlatego co za różnica? Raz, William, chociaż raz, mógłbyś zrobić wyjątek.
- Nie mam zamiaru przebywać w jednym pomieszczeniu z Sebastianem.
Victor wywrócił oczami.
- On też nienawidzi wszystkich – odparł i zaczesał włosy do tyłu, które natychmiast po wyprostowaniu skręciły się i opadły na czoło. – Widzisz? Macie wspólny punkt.
- Nie porównuj mnie do Sebastiana Wilkesa – warknąłem.
- Och, zapomniałem, że nasza księżniczka jest jedyna w swoim rodzaju. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu i dał mi kuksańca w bok. Podniósł się z ziemi i otrzepał spodnie, wyciągając rękę w moją stronę. Zignorowałem jego gest i wstałem, czując, jak dłoń Victora wślizgnęła się ponownie do mojej kieszeni, sięgając po papierosy.
- Wyluzuj, Willy – mruknął, uśmiechając się, gdy ujrzał moje poirytowane spojrzenie. – Oddam ci wszystkie jeszcze dzisiaj. Obiecuję.
- Zaraz po tym, jak obciągniesz Wilkesowi? – zapytałem, uśmiechając się najmilej, jak potrafiłem. Wtedy twarz Victora zmieniła wyraz. Jego uśmiech zamarł mu na ustach. Spojrzał na mnie zraniony i rzucił paczkę papierosów na ziemię.
- Przegiąłeś – warknął cicho.
- Victor…
- Przegiąłeś – powtórzył. Przekląłem w duchu, wiedząc, że trafiłem w jego czuły punkt. – Pierdol się.
Patrzyłem, jak odwrócił się i po chwili znikł za drzwiami, trzaskając głośno, na co ja westchnąłem głęboko, spoglądając ku górze. Dlaczego wszystko musiało być takie skomplikowane?
Na lekcję chemii dotarłem spóźniony i wszedłem do sali, czując na sobie spojrzenie nauczyciela. Nie odezwał się i byłem mu za to wdzięczny. Była to jedyna osoba z całego grona pedagogicznego, z którą potrafiłem się porozumieć. Widział moje zainteresowanie chemią i to, z jaką łatwością zapamiętywałem poszczególne wzory i wiązania chemiczne.
Na dzisiaj przygotowana była praca w grupach. Gdy spostrzegłem puste miejsce obok Johna, nie musiałem długo zastanawiać się, do kogo zostałem przydzielony. Rzuciłem torbę na stół i opadłem na siedzenie, biorąc do ręki kartkę z tematem naszego eksperymentu.
- Burza w probówce – przeczytałem na głos i uniosłem brwi. – Kwas siarkowy, alkohol etylowy kryształki nadmanganianu (VII) potasu to wszystko, co potrzebujemy. Probówka – zażądałem i wyciągnąłem dłoń w stronę Johna.
Chwilę zajęło mu przetworzenie w głowie moich informacji i w końcu wyprostował się, unosząc brwi.
- Och… Och, jasne, tak, jasne – wybąkał i wyciągnął dłoń, by chwycić probówkę i podał mi ją, a ja położyłem ją naprzeciwko siebie. Czułem kątem oka, jak obserwował mnie, gdy przygotowywałem potrzebne substancje.– Interesujesz się chemią? Ty?
Uniosłem brwi, nie odrywając wzroku od substancji.
- Nie wpadłoby mi do głowy, że taki ktoś jak ty mógłby być… - urwał, co mnie zirytowało.
- Mógłby być jaki?
Chwyciłem probówkę i do stężonego kwasu siarkowego ostrożnie wlałem denaturat.
- No… Mądry.
Uniosłem głowę znad eksperymentu i spojrzałem na Johna.
- Zatem uważałeś, że jestem zakolczykowanym ćpunem snującym się po szkole, najlepiej z papierosem między zębami i słuchającym zespołów heavy metalowych typu Zgwałcili mi tatę lub Rzygające Posągi?*
John spojrzał na mnie, szybko potrząsając głową, by temu zaprzeczyć, ale roześmiał się głośno, co przykuło uwagę kilku uczniów.
- Zgwałcili mi tatę, serio? – zapytał, chichocząc.
Moje kąciki ust uniosły się ku górze i wbrew sobie dołączyłem do niego, śmiejąc się pod nosem. Obaj zwróciliśmy na siebie uwagę całej klasy, ale żaden z nas tym się nie przejął.
- Przestań – mruknął John. – Punkowi nie przystaje tak chichotać. Punkowi w ogóle nie przystaje chichotanie.
Uśmiechnąłem się szerzej i zerknąłem na chłopaka, przyglądając mu się przez parę dobrych chwil. Patrzyłem, jak uśmiech powoli znikał z jego twarzy, podczas gdy ten zagłębił się z powrotem w kartkę z instrukcją wykonania naszego eksperymentu, co mi się nie podobało. Chciałem zobaczyć jego roześmianą twarz raz jeszcze. Oderwałem od niego wzrok, dopiero gdy nauczyciel przystanął obok mnie, przyglądając się postępowi naszego eksperymentu.
- Po raz pierwszy widzę, by denaturat wywoływał wydzielanie się endorfin, panie Holmes – odezwał się, na co ja uniosłem prawy kącik ust, a nauczyciel oddalił się, podchodząc do sąsiedniego stolika.
- Endorfin? – John uniósł brwi.
- To hormony…
- Szczęścia, tak, wiem. Nie tylko ty jesteś tutaj Panem Wszystkowiedzącym.
Ujrzałem na twarzy chłopaka przelotny uśmiech i odwróciłem wzrok, wracając do eksperymentu. Zacisnąłem usta, by moje kąciki ust zdradliwie się nie podniosły, choć w duchu czułem, że uśmiech rozlał się po całym moim ciele, jakby rozświetlając je malutkimi iskrami. Powoli i z precyzją umieściłem cztery kryształki nadmanganianu potasu w probówce. Poczułem, jak John nachylił się w moją stronę i wpatrzył w eksperyment, który po trzech sekundach zaczął błyskać drobnymi ognikami. Poczułem wypływającą ze mnie dumę i uśmiechnąłem się szeroko, unosząc probówkę ku górze.
John wpisał na kartce w rubrykę Obserwacje swoje spostrzeżenia, lecz ja i tak wyrwałem mu długopis z ręki, poprawiając kilka zdań i dodając co nieco od siebie. Zerknąłem na pismo chłopaka. Po jego sposobie można dowiedzieć się wiele istotnych rzeczy na temat danej osoby. U Johna pismo było średnie (potrafił przystosować się do sytuacji), duże odstępy (cenił sobie wolność lub być może nie lubił czuć się przytłoczony), pochylenie pisma w prawą stronę (był otwarty na nowe doświadczenia), nieco zaokrąglone i połączone ze sobą (styl lekarski; był kreatywny oraz systematyczny). Na moment oderwałem się od rzeczywistości, by dodać te informacje do Pałacu Umysłu i zachować je na potem.
Nauczyciel wpisał nam obojgu A+**, na co twarz Johna rozświetliła się w promiennym uśmiechu, a on spojrzał na mnie z wdzięcznością. Zadzwonił dzwonek, więc chwyciłem swoją torbę i wyszedłem z sali, sięgając ręką do kieszeni spodni, by wyjąć miętową gumę balonową i wrzuciłem jedną do ust. Skierowałem się do wyjścia i odetchnąłem głęboko, czując się w końcu wolny.
- Sherlock!
Zatrzymałem się w połowie drogi do parkingu i poczekałem aż znajoma blond głowa pojawi się obok mnie.
- John – odpowiedziałem mu neutralnym tonem i westchnąłem, spoglądając na szczekającego na rowerzystę psa po drugiej stronie ulicy. Chciałem już wrócić do domu.
- Ja… - odchrząknął i oblizał dolną wargę. – Nie jestem zły, że opuściłeś kilka… w zasadzie aż trzy zajęcia z redagowania gazetki, ale… - Spojrzał na mnie, poprawiając książkę znów przyciśniętą do piersi. – To nie fair z twojej strony.
Odwróciłem wzrok i ruszyłem do przodu w stronę parkingu.
- Byłem zajęty.
Usłyszałem dźwięk przychodzącego sms-a, więc wyjąłem telefon z kieszeni.
Oddam ci kluczyki u Wilkesa. Potrzebowałem podwózki. Pilne. Wyjaśnię potem. Kutasie. – V
Zacisnąłem usta, wciskając telefon z powrotem do kieszeni i zerknąłem na parking. Rzeczywiście Victor pożyczył mój motocykl. Niech go szlag. Choć z drugiej strony przynajmniej miałem pewność, że ten nie obraził się na tyle, by chcieć usłyszeć ode mnie przeprosiny. Nie zniósłbym tego. Zawróciłem więc, niemalże wpadając na Johna i zacmokałem poirytowany.
- Wracasz pieszo?
- Jak widać – burknąłem, nawet nie odwracając się za siebie.
- Możemy pójść razem – zaoferował John i podbiegł do mnie, próbując dorównać tempu, które nadałem.
- Nie rozmawiam, kiedy myślę.
- Och… Okay.
Zmarszczyłem brwi i spojrzałem przelotnie na Johna, który zdawał się być niewzruszony tym, że mógłbym całą drogę iść i milczeć. Zarzuciłem na siebie kurtkę i wsadziłem dłonie do kieszeni, robiąc balona z gumy. Nie mogłem zrozumieć, po co John chciał mi towarzyszyć, skoro dałem mu jasno do zrozumienia, że nie chcę mieć kompani.
- Wybierasz się na przyjęcie do Sebastiana Wilkesa? – odezwał się po upływie niecałych dziesięciu minut.
- To idiota.
- Czy dla ciebie wszyscy nimi nie są?
Uniosłem kącik ust.
- Oczywiście.
- Z wyjątkiem ciebie.
- Oczywiście.
Roześmiał się i poczułem na sobie jego wzrok.
- To samolubne z twojej strony.
- Wyrażanie swojego zdania? Nie sądzę. – Odwzajemniłem spojrzenie.
John przyjrzał mi się badawczo i otworzył usta, by coś powiedzieć, ale po chwili rozmyślił się i odwrócił głowę, milcząc. Westchnąłem z irytacją.
- Co?
Łypnął na mnie wzrokiem i przygryzł dolną wargę.
- Jesteś… - urwał i zmarszczył brwi. – Nadzwyczajny.
Poczułem, jakby silny podmuch wiatru zatrzasnął drzwi mojego Pałacu, powodując uruchamianie się alarmu, który zaczął wyć w moich uszach, rozświetlając wnętrze na czerwono.
- To nie to, co zazwyczaj mówią ludzie – mruknąłem i spojrzałem na Johna uważnie.
- A co zazwyczaj mówią?
- Odwal się.
Po raz kolejny mogłem oglądać, jak chłopak wybuchnął śmiechem, podczas gdy jego policzki pokryły rumieńce. Odwzajemnił moje spojrzenie, szeroko się uśmiechając, na co ja mimowolnie zrobiłem to samo, czując tajemniczo przyjemne iskry wewnątrz mnie. Po chwili John spuścił wzrok, a ja nie rozumiałem, dlaczego za każdym razem, gdy śmiał się w moim towarzystwie to czuł się zawstydzony. Zauważyłem, jak podniósł rękę i poprawił sobie włosy, które według mnie, w ogóle tego nie potrzebowały.
- Więc… - odezwał się cicho. – Wybierasz się do Sebastiana?
- Nie planowałem tego – westchnąłem.
- Och, tak… Okay… Tak. Ale… Ja myślałem… Myślałem, żeby pójść.
Uniosłem brwi i parsknąłem.
- Sebastian rzeczywiście musi być zdesperowany – mruknąłem.
- Przypuszczam, że mógłbym tam pójść i myślałem, że…
- Że będę tam i wprowadzę w życie w towarzyskie, którego w ogóle nie masz? – Byłem rozbawiony.
- Ja… - John przełknął nerwowo ślinę. - Nigdy jeszcze nie byłem na tego typu… imprezach. Oczywiście najpierw musiałbym porozmawiać wcześniej z ojcem, ale gdyby nie miał nic przeciwko to… - Uśmiechnął się nieśmiało. – No wiesz.
Wpatrzyłem się w niego i zmrużyłem oczy, przystając, gdy znaleźliśmy się pod jego domem.
- Ty naprawdę chcesz tam pójść – stwierdziłem i wyprostowałem się, górując nad Johnem. – I chciałbyś wybrać się tam ze mną.
Uniosłem kącik ust, gdy policzki Johna przybrały szkarłatny kolor. Przez długi czas spoglądał w bok, oblizując nerwowo dolną wargę. Powoli odwrócił się i spojrzał mi prosto w oczy. Na jego twarzy igrał lekki uśmiech.
- Tak.
Tym razem to ja uciekłem wzrokiem w inną stronę, nie ze strachu, ale ponieważ nie rozumiałem, dlaczego John wybrał sobie akurat mnie do rozpoczęcia swoich interakcji społecznych. Ignorowałem go przez większość czasu, krytykowałem i byłem opryskliwy, a on mimo to zachował swój miły i uprzejmy sposób bycia, znosząc, z najwyraźniejszą przyjemnością, moją obecność. Uśmiechnąłem się chytrze i spojrzałem na niego, unosząc podbródek.
- Pod jednym warunkiem – odparłem, a ja ujrzałem w oczach Johna nadzieję. - Ja sprawię, że przez jeden wieczór całkowicie zapomnisz o swoim malutkim i nudnym życiu, a ty – Zbliżyłem się, patrząc w dół na chłopaka spod przymrużonych powiek. – dokończysz za nas artykuł w gazetce szkolnej.
- Och… - John zwiesił głowę, poprawiając torbę na ramieniu. Przez moment wydawało mi się, że dostrzegłem cień rozczarowania przebiegający mu przez twarz, ale po chwili uniósł głowę i uśmiechnął się szeroko. – Jasne. Okay. Tak.
Cofnąłem się, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów.
- Zatem do zobaczenia wieczorem, John. Radzę ci uprzedzić ojca, by nie wysilał się, czekając na ciebie.
Mrugnąłem do niego, wkładając papierosa między zęby i odwróciłem się, ruszając drogą przed siebie. Dopiero na końcu ulicy dotarło do mnie, że mimowolnie i po raz pierwszy odprowadziłem Johna do domu, nie zdając sobie jeszcze sprawy, że nie był to ostatni raz.
* Zgwałcili mi tatę – nazwa zespołu została zapożyczona od zespołu o takiej samej nazwie. Tak, taki naprawdę istnieje.
Rzygające Posągi – nazwa pochodzi o wiersza Bruno Jasieńskiego o tym samym tytule
** W USA istnieje inny system oceniania:
A - ocena wysoka;
B - ocena powyżej średniej;
C - ocena średnia;
D - ocena dostateczna;
F - ocena niedostateczna.
