Przyjaciel w potrzebie
Kilka dni po imprezie u Sebastiana zajrzałem do Victora. Po tym, jak dowiedziałem, że nawet jego ojciec kazał mu zostać kilka dni w domu, czułem, że musiał być w naprawdę złym stanie. Chłopak za wszelką cenę nie chciał dać się zawieść do szpitala. Nienawidził ich równie mocno jak ja. Pod względem lekarzy i opieki lekarskiej byliśmy sobie równi – nie mogliśmy tego znieść. Tym razem jednak dowiedziałem się, że ojciec Victora zadzwonił po pogotowie, a przyczyną tego były liczne obrażenia wewnętrzne, między innymi potłuczone żebra oraz krwotoki zewnętrzne syna.
Gdy zapukałem do drzwi, pan Trevor wpuścił mnie bez słowa do środka, nie racząc nawet na mnie spojrzeć. Odprowadziłem go wzrokiem, widząc, jak skierował się do kuchni. Policzyłem do trzech i usłyszałem dźwięk otwieranej puszki. W ciszy skierowałem się schodami ku górze. Od zawsze dość sceptycznie podchodziłem do przesiadywania w obcym domu, nawet jeśli był to dom Victora. Wolałem swoje własne zacisze, w którym czułem się najbezpieczniej. Być może dlatego, że stanowiło to dla mnie jedyny azyl.
Wparowałem do pokoju przyjaciela, nie pukając, dlatego zostałem powitany jego zaskoczonym spojrzeniem, które prędko przerodziło się w ulgę. Chłopak uniósł się na poduszkach z trudnością, krzywiąc się nieznacznie i wbił we mnie zaintrygowane spojrzenie. Opadłem na wytarty, granatowy fotel i rozprostowałem nogi w ciszy. Nie odezwałem się, tylko spojrzałem na Victora, taksując go wzrokiem od góry do dołu. Byłem ciekaw, co tak naprawdę wydarzyło się u Sebastiana Wilkesa, że ten skończył w taki sposób.
- To niepokojące, że obudziła się w tobie troska o moje zdrowie – odezwał się Victor, a ja wzdrygnąłem się na dźwięk jego głosu, łypiąc na niego.
- Nawet będąc pępkiem świata, byłbyś ostatnią, o którą bym się martwił – odparłem.
- Tak czy inaczej i tak byłbyś bardziej wzruszony niż ojciec.
Spojrzałem na niego uważnie.
- Tracisz czas na myślenie, że wasze relacje ulegną poprawie.
Victor odwrócił wzrok, wzruszając ramionami. Obserwowałem, jak poprawiał swój bandaż owinięty wokół żeber, milcząc przez większość czasu. Zerknąłem na stolik nocny, gdy zawibrował telefon chłopaka, jednak ten nie raczył nawet po niego sięgnąć.
- David załatwił ci lewy towar, prawda? – spytałem, wracając myślami do nocy z przed kilku dni. – Ten chłopak, któremu płaciłeś za narkotyki był znajomym Wilkesa. – Spojrzałem na przyjaciela. – Nie mając o tym pojęcia, wziąłeś za dużą dawkę, a Sebastian to wykorzystał. Zacząłeś się do niego dobierać, co mocno połechtało jego ego – prychnąłem. – Wykorzystał dobry moment, by cię poniżyć. To było tak oczywiste, Victor.
Chłopak zacisnął pięści tak, że pobielały mu knykcie i wbił we mnie wściekłe spojrzenie.
- Odwal się – warknął. – Sam zrobiłeś z siebie pośmiewisko, przyprowadzając ze sobą tą ciotę.
Uniosłem brwi wbrew sobie, lecz przemilczałem jego uwagę. Za nic w życiu nie mogłem powiedzieć mu, że John spędził u mnie resztę nocy po nieudanym wieczorze u Sebastiana. Odwróciłem wzrok, udając, że tykający zegar na ścianie przykuł moją uwagę.
- Na cholerę go tam przyprowadziłeś? – spytał Victor.
- Miałem swój powód – mruknąłem, na co tamten prychnął.
- Oczywiście. Dlaczego miałbyś dzielić się nim z najlepszym przyjacielem?
Spojrzałem z powrotem na chłopaka, unosząc wysoko brwi.
- Z kim?
Victor zaśmiał się gorzko.
- Och, jasne. – Spojrzał na mnie, kręcąc głową. – Jak na twój genialny mózg, nadal nie zdążyłeś przetworzyć informacji, że tak naprawdę masz tylko mnie?
Nawet jeśli na moje usta cisnęło się mnóstwo słów zaprzeczenia, zdecydowałem się to przemilczeć. Zirytowany wywróciłem jedynie oczami.
- A więc zgadzasz się ze mną – stwierdził Victor. – Dobrze wiedzieć, że chociaż raz w życiu nie próbujesz grać nadąsanej primadonny.
Nie patrząc na chłopaka, wiedziałem, że ten wyszczerzył się szeroko zadowolony z siebie. Prychnąłem na jego słowa, które były tylko potwierdzeniem, że niepotrzebnie traciłem swój czas, wlokąc się tutaj.
- Po co przyprowadzałeś Watsona?
Zesztywniałem, słysząc to pytanie, sam nie wiedząc nawet dlaczego. Nie chciałem rozmawiać o Johnie. Nie z Victorem.
- Spędziłeś z nim w ciągu ostatnich paru tygodni więcej czasu, niż ze mną w ciągu dwóch miesięcy, Sherlock.
- Przestać robić z siebie zazdrosną żonę, Victor – odciąłem się. – Tworzysz żałośniejszy obraz samego siebie niż ten, który już reprezentujesz.
Nagle poczułem, jak coś miękkiego wylądowało na mojej twarzy. Chwyciłem poduszkę, zanim ta zsunęła się na podłogę i ujrzałem szczerzącego się Victora.
- Kutas z ciebie, Holmes – odezwał się i zsunął z posłania. Przeszedł obok mnie, a ja zdążyłem dostrzec siniaki zdobiące jego brzuch. Przez moment zastanawiałem się, czy Mycroft dałby radę chociaż trochę załagodzić wyrok sądu, gdybym zamordował Sebastiana za to, co zrobił. Cóż, mój brat jest wszechmogący, więc może powinienem rozważyć tę opcję?
Victor przysiadł się na krześle obok mnie, włączając komputer i zalogował się na portalu społecznościowym.
- W ciągu trzech dni stałem się szkolnym pośmiewiskiem. Spójrz.
Zmarszczyłem brwi, zerkając chłopakowi przez ramię. Wpatrzyłem się w ekran i zerwałem z fotela, stając za plecami przyjaciela.
- Ile wyświetleń? – spytałem jedynie, wyszarpując Victorowi myszkę z ręki.
- Wystarczająco – mruknął, ale nie wiedząc, czemu, uśmiechnął się.
Spojrzałem na zdjęcie Victora leżącego w łazience, a nad nim pastwiącego się Wilkesa wraz z Moranem. Co ciekawe, teraz miałem już nawet gotowy plan zamordowania ich obu. Zmrużyłem oczy, przekrzywiając głowę.
- Wiesz, co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? – Victor usiadł wygodniej na krześle i spojrzał na mnie, uśmiechając się szerzej. – To zdjęcie opublikował twój nowy przydupas.
Powoli skierowałem wzrok na chłopaka, marszcząc brwi.
Kto… Och.
Och…
- Kabelki już stykają? – zapytał złośliwie.
To nie mógł być…
Victor zjechał kursorem w dół i moim oczom ukazało się zdjęcie Johna.
Opublikowano trzy dni temu o 09.24 z profilu: John H. Watson.
Podpis: Ktoś chyba wdepnął w niezłe bagno. : ))
Wyprostowałem się, wciągając powietrze do płuc.
- Więc… - Victor zerknął na mnie, opierając podbródek na zaciśniętej pięści. – Co zamierzamy z tym zrobić?
Witam wszystkich po dłuuugiej przerwie i z góry przepraszam za nieobecność, lecz, jak wspomniałam już w paru wcześniejszych komentarzach, moje ukochane liceum wstrzymuje mnie przed publikowaniem mojej amatorszczyzny na AO3. ;)
A więc gwoli ścisłości:
* Mimo iż deklarowałam się dodać po tej przerwie następną część "Apokalipsy", zdecydowałam się jednak kontynuować "Ostatnią klasę" (co wcale nie wyklucza, że zaprzestanę pisania tego drugiego!).
* Nie obiecuję, kiedy dodam kolejną część, lecz, uwierzcie mi, postaram się zrobić to w miarę szybko. Na pewno zanim Święty Mikołaj obdaruje Was prezentami. ;)
* Rozdział króciutki, następnym razem postaram się wyskrobać trochę więcej.
* Przede wszystkim dziękuję za wszystkie kudoski i komentarze! Dają mi dużą motywację do dalszego pisania.
Pozdrawiam
