Rozwiązywanie problemów
Czułem, jak bardzo zmęczony byłem całą tą sytuacją, w którą Victor wplątał Johna. Irytujący był dla mnie fakt, że wszelkie wskazówki, kto był sprawcą tego całego zamieszania, świeciły teraz jak neon w mojej głowie. Victor nigdy nie krył swojego negatywnego nastawienia, co do osoby Johna. Po incydencie na przyjęciu u Sebastiana nie kiwnął palcem, by mu podziękować, a w tej sytuacji nawet ja byłbym do tego bardziej przychylny. Teraz wszystko nabierało sensu.
Kazałem Johnowi pozostać w domu, gdy ten wysunął pomysł towarzyszenia mi, tłumacząc, że jemu również należą się wyjaśnienia. Nie dziwiłem mu się, lecz wiedziałem, że jego obecność tylko pogorszyłaby sprawę. Istotną rzeczą w tym całym zamieszaniu było dla mnie wyjaśnienie: po co? Co miał na celu Victor, ośmieszając siebie na portalu społecznościowym i jednocześnie robiąc z Johna osobę, która do tego doprowadziła? To brzmiało aż nazbyt absurdalnie, by mogło zdarzyć się naprawdę. Victor należał do osób inteligentnych, lecz do osiągnięcia sprytu brakowało mu doprawdy wiele. Miałem kilka myśli, które mogłyby wyjaśniać, co skłoniło go do takiego postępowania, aczkolwiek tylko jedna stała na najwyższym miejscu na podium. Podejrzewałem, że Victor poczuł się zagrożony i na dodatek zazdrosny. To drugie było raczej czystą obserwacją, a więc faktem, którego ten nie musiał potwierdzać. Po prostu byłem o tym przekonany.
Pod domem Victora znalazłem się w błyskawicznym tempie i zaczekałem aż stary Trevor wpuści mnie do środka. Skinąłem mu głową na powitanie, gdy ten łypnął na mnie, marszcząc brwi i bez słowa skierowałem się w stronę schodów prowadzących do pokoju przyjaciela. Nie bawiłem się w pukanie, tylko bez słowa wparowałem do środka, przystając jedynie w progu. Victor uniósł głowę znad książki i dostrzegłem wyraz zaskoczenia na jego twarzy, gdy ten mnie ujrzał. Powoli zamknął lekturę, odkładając ją na stolik nocny i usiadł prosto, rzucając mi zaintrygowane spojrzenie. Nie odzywałem się przez długi czas, zastanawiając się, jak ktoś taki mógł tak łatwo sobie ze mnie zadrwić.
- To trochę niekomfortowe. – Głos Victora wyrwał mnie z zamyślenia.
Nie przerywając kontaktu wzrokowego, ruszyłem się, by zamknąć drzwi i zrobiłem kilka kroków do przodu, przystając na środku pokoju. Odwróciłem wzrok i usiadłem na krześle, włączając jego komputer. Czułem na sobie wzrok chłopaka, lecz zignorowałem go, wpisując hasło, by zalogować się na jego profilu.
- Nie mam zamiaru przeprowadzać z tobą wywiadu ani wypytywać cię krok po kroku jak i po co, ponieważ obaj zdajemy sobie sprawę, że nadal masz to zdjęcie zapisane na dysku – odezwałem się.
Usłyszałem ruch kołdry i po chwili Victor stanął u mego boku.
- Jakie zdjęcie? – zapytał ostro. – O czym ty mówisz?
- Daruj sobie, Victor – westchnąłem. – Nie rób z siebie większego idioty. Kto ci pomógł?
Victor wyrwał mi z dłoni myszkę, na co ja sapnąłem niezadowolony i spojrzałem na niego z poirytowaniem.
- Nie wiem…
- Na litość boską – przerwałem mu. – Patrząc przez pryzmat lat na naszą znajomość, naprawdę myślisz, że jestem tak ślepy? – warknąłem, chwytając myszkę z powrotem w moją dłoń. – Daruj sobie i powiedz mi – kto ci pomógł?
Victor zacisnął usta, świdrując mnie wściekłym spojrzeniem i widziałem, jak zawahał się nad odpowiedzią. Cofnął się, wślizgując dłoń we włosy, lecz milczał. Westchnąłem, wywracając oczami.
- Wiesz, że prędzej czy później dowiem się wszystkiego. To tylko kwestia czasu. – Wbiłem w niego wzrok, wstrzymując się na obecną chwilę z grzebaniem w jego komputerze. – Powiesz mi albo dasz mi ciekawe zajęcie na kilka godzin, wybór należy do ciebie.
Victor splótł ramiona na piersi, unosząc podbródek.
- Oprócz faktu, że według ciebie John stanowi zagrożenie, czy jest coś jeszcze, co sprawiło, że wymyśliłeś tak absurdalny plan? – indagowałem.
- Zagrożony? – Victor uniósł brwi i zaniósł się krótkim śmiechem. – Miałbym czuć się zagrożony ze strony pluszowego misia w sweterku? – prychnął. - Kompletnie ci odbiło, Holmes. Nie widzisz, co on z tobą robi?
Zmarszczyłem brwi, kierując wzrok na monitor.
- On tobą najzwyczajniej w świecie manipuluje. Od początku roku szkolnego…
- Jedynym manipulatorem i kompletnym idiotą jesteś ty – odparłem spokojnie i już miałem kliknąć na ikonkę dysku, gdy chłopak po raz kolejny wyrwał mi myszkę z ręki.
Huk, który nastąpił chwilę później, sprawił, że spojrzałem zszokowany na Victora przez jego nagły wybuch. Myszka rozbiła się o ścianę w chwili, gdy chłopak ją w nią rzucił, a on sam wbił we mnie wściekłe spojrzenie.
- Mam go po prostu dosyć, jasne? – warknął. – Mam dosyć Watsona i jego pałętania się non stop gdzieś wokół ciebie.
W końcu. Pomimo satysfakcji, że Victorowi w końcu puściły nerwy, udało mi się zachować kamienną twarz. Nie odwróciłem nawet wzroku, wpatrując się w niego i czekając na ciąg dalszy.
- Lata za tobą, jak pies gończy, myśląc, że w końcu uda mu się otrzymać od swojego pana wymarzoną kość! – Victor uśmiechnął się ironicznie. – Jedynym idiotą jesteś tutaj ty.
Wtedy uśmiechnąłem się do niego, wstając.
- Miałem zatem rację – odparłem.
- Zawsze, do cholery, masz.
Zrobiłem krok do przodu, stając przed Victorem. Obserwowałem, jak złość nadal rozsadzała go od środka, ale gdy stanąłem bliżej zauważyłem, jak wbił opuszki palców w ramiona i zacisnął szczękę. Stracił pewność siebie.
- Jesteś o niego zazdrosny – powiedziałem. – I jak wspomniałem wcześniej czujesz się zagrożony.
Victor milczał, wbijając we mnie twarde spojrzenie.
- Boisz się, że John zajmie twoje miejsce – kontynuowałem. – Zdajesz sobie sprawę, że jego obecność wcale mi nie przeszkadza i widzisz w nim szkodnika, którego trzeba za wszelką cenę usunąć. Darzysz go nienawiścią od samego początku, myśląc, że John ukartował sobie to wszystko i tylko czyha na moment, by się ciebie pozbyć. To idiotyczne. – Skrzywiłem się.
- Nie masz już dla mnie w ogóle czasu! – wybuchnął Victor, co sprawiło, że zmarszczyłem brwi z absurdu tego stwierdzenia.
- Nie jestem twoją własnością, która za zadanie ma spędzać z tobą dnie i noce – warknąłem poirytowany jego zachowaniem.
- Odkąd Watson pojawił się na twojej drodze nic nie jest takie samo.
- Bezpodstawna zazdrość, którą w sobie dusisz, uroiła ci w głowie…
- Nie jestem zazdrosny! – Victor zacisnął pięści na mojej kurtce i popchnął mnie do tyłu, przyciskając do ściany. – Nie o niego.
- Zaprzeczasz oczywistym faktom – odparłem, nie próbując się bronić i tylko spojrzałem mu w oczy.
Czułem na twarzy szybki oddech Victora, gdy ten wpatrywał się we mnie teraz już zdecydowanie wkurzony. Bronił się na wszelkie możliwe sposoby, by nie musieć przyznać się na głos do tej jednej rzeczy, to jest zazdrości, która sięgnęła już u mnie apogeum irytacji. Uniosłem ręce do góry, dając mu do zrozumienia, że żadna szarpanina nie ma sensu, poza tym chłopak wiedział, że i tak nie miałby ze mną szans. Miałem wrażenie, że nasza wymiana spojrzeń trwała w nieskończoność, dopóki w koncu szybki oddech Victora powoli się ustabilizował, a ramiona poluźniły ucisk wokół mnie. Chłopak cofnął się, odwracając wzrok i zmierzwił swoje blond loki, siadając ciężko na łóżku. Obserwowałem go, myśląc, że zacznie coś mówić, lecz najwyraźniej dalej brnął w swoje, po cichu jednak przyznając mi rację.
- Kto ci pomógł? – spytałem.
Zrobiłem krok do przodu i poprawiłem swoją kurtkę, którą uprzednio szarpnął chłopak. Wbiłem w niego wzrok i wsunąłem ręce do kieszeni, czekając cierpliwie.
- Nie znasz go – mruknął Victor.
- Znam wszystkich ze szkoły.
- Jego nie znasz. – Łypnął na mnie. – Moriarty. Rzadko pojawia się w szkole, ale w jakiś sposób zna każdego z osobna nawet lepiej niż ty.
Zmrużyłem oczy na te słowa, czując jak podrażniły moje ego. Moriarty. Rzeczywiście nie miałem bladego pojęcia o istnieniu takiego człowieka. Na dodatek już mi się nie podobał.
- Był na imprezie u Sebastiana, ale byłeś zbyt zajęty swoim przydupasem, żeby go zauważyć.
- Przypominam ci, że John pomógł ci wyjść stamtąd żywy, gdy Wilkes zrobił sobie z ciebie główną atrakcję wieczoru.
- Nie prosiłem go o to – warknął Victor, ponownie rzucając mi wściekłe spojrzenie.
- Nikt nigdy nie musiałby prosić go o pomoc – odrzekłem od razu, broniąc Johna ku swojemu zaskoczeniu. – Pomógłby nawet największemu wrogowi.
- Chylę zatem czoła przed tak cholernie wielkim, chodzącym miłosierdziem.
Uśmiechnąłem się na jego sarkastyczny ton i pokręciłem głową, kierując się w stronę drzwi. Nie miałem tutaj już czego szukać. Otworzyłem drzwi i wtedy zawahałem się, przystając w progu. Spojrzałem na Victora przez ramię.
- Nie waż się już nigdy tknąć Johna w żaden sposób.
Victor odwzajemnił moje spojrzenie w milczeniu. Słowa, które wypłynęły z moich ust brzmiały śmiertelnie poważnie, co było jednoznaczne z tym, by chłopak traktował to jako ostrzeżenie. Wtedy ten powoli wstał, marszcząc brwi. Jego mina mówiła, że chciał dodać od siebie coś jeszcze, lecz nie wiedział, jak ubrać to w odpowiednie słowa. Przełknął nerwowo ślinę i oblizał dolną wargę.
- Wiesz, dlaczego to zrobiłem?
Spojrzałem na niego, nie rozumiejąc.
- Wszystko zostało już powiedziane – odparłem. – Zrobiłeś to, bo jesteś o niego zazdrosny z przyczyn… żadnych.
Spojrzenie Victora złagodniało. Zwiesił ramiona wzdłuż swojego ciała, wzdychając niemalże bezgłośnie.
- Wiesz, dlaczego mógłbym być zazdrosny? – zapytał niezwykle cicho, na co ja zmarszczyłem brwi.
Smutek, który dostrzegłem w jego oczach zbił mnie z tropu. Odwróciłem się, by stanąć z nim twarzą w twarz i w milczeniu próbowałem wywnioskować, co miał na myśli.
- To oczywiste – odezwałem się po chwili. – Bałeś się o zajęcie twojego miejsca.
Victor zacisnął usta i zwiesił głowę, a ja dostrzegłem cień uśmiechu, który przebiegł przez jego twarz.
- Myliłem się – mruknął. – Jednak nie zawsze potrafisz mieć rację.
Po tych słowach odwrócił się i nie odezwał więcej. Obserwowałem, jak podszedł do ściany, o którą rzucił myszkę i ignorując moją obecność, zaczął zbierać popękane kawałki plastiku z podłogi. Odczekałem jeszcze kilka sekund i w pełnej niezrozumienia ciszy opuściłem jego pokój, zamykając za sobą drzwi. Chwilę później stałem już na ganku z papierosem w ręce. Sprawa została wyjaśniona, a ja mogłem mieć tylko nadzieję, że Victor zostawi Johna w spokoju.
W drodze do domu moje myśli zaprzątała jednak jeszcze jedna rzecz – kim był tajemniczy osobnik o nazwisku Moriarty?
