Rozdział późno bo późno ale jest. I mam nadzieję, że ktoś to jednak czyta.
Rozdział 2 - jesteśmy na planie filmowym czyli jak skutecznie zacząć karierę w telewizji.
Na górze dżem
Na dole bułka
Newt woli dżem
A ja kocham ten
Angielski chleb. - by poet.
Thomas był na swoim planie filmowym. I się z tego nie cieszył. Bo tak jakby nie mieli masła orzechowego, i wygodnych krzesełek, i ładnych krzesełek, ani przystojnych blondynów za kamerami. No bo skąd by tu wzięli jakiegoś przystojnego Norwega na przykład? No niby mogliby jakiegoś zatrudnić ale kto by się zgodził pracować za taką kasę?! No Thomas by się zgodził. Bo piniędzy potrzebował. No dobra nie potrzebował. Po prostu rodzice kazali mu znaleźć jakieś zajęcia pozaszkolne i akurat napatoczył się na casting. I to koniec historii.
Dobra bo odchodzimy od tematu.
Thomas właśnie schodził z planu gdy ktoś zatarasował mu drogę. Jego manager.
O nie. To nie tak, że Thomas go nie lubił, on po prostu twierdził, że Antonio (bo tak zwał się manager) nie poznał się na jego talencie aktorskim.
-Thomas załatwiłem ci spotkanie z wywiadem!
-Dobra w czym problem?- Bo przecie to nie możliwe żeby Antonio załatwił coś bez interesującego.
-No wiesz. W szkole. Takiej małej.
#zmianaosobytakfajnażeoluju
Newt hasał do szkoły. Oczywiście z zapasem bułek z dżemem. Truskawkowym.
W drodze do budynku skakał. Tak normalnie podskakiwał. Aż w końcu zgodnie z przysłowiem "Gdyby kózka nie skakała..." Tak. Newt złamał nogę. I nie dotarł do szkoły. Jakiś miły pan zawiózł go do szpitala skąd dopiero zadzwonił do matki.
Był zły. Bardzo zły. Właśnie dziś w szkole miało być spotkanie z Thomasem.
TYM Thomasem. Z Teen Wolfa.
A on jak ostatnia sierota złamał nogę i nie dość, że kilka tygodni będzie siedział w domu bo mu matka nie pozwoli wyjść to jeszcze nie spotka znowu swojego (prawie) ulubionego aktora! Nie zdobędzie autografu. Nie porozmawia. Nic nie zrobi. To wszystko wina Kamyczków i Gałązek. Zwalmy to na naturę. A nie na hasanie Newta. Ale co się stało to się nie odstanie a Newt będzie się teraz obżerał tonami dżemu. I może jeszcze napisze komuś, że go nie będzie.
#zmianaosobytakfajnażeoluju
Thomas się denerwował.
Chociaż nie. Denerwował to mało powiedziane. On wręcz rzygał z nerwów. A to co innego. Przecie to niemożliwe aby wymioty były objawami zdenerwowania. On po prostu...zjadł za dużo masła orzechowego! Dokładnie. Przynajmniej taką wersję utrzymywał przed wszystkimi. Przecież wszechzajebisty i doskonały Thomas się nie przyzna. No ale cóż musi zacząć się zbierać bo nie zdąży. Niekoniecznie się śpieszył ale za coś mu płacili. A płacili za godziny zatem logicznym jest, że im szybciej tam pójdzie tym szybciej osoby odpowiedzialne za to spotkanie go stamtąd zabiorą w obawie o jego zdrowie psychiczne. Bo jeszcze potnie się chlebem czy czymś takim. A tego nie chcieli.
No ok. Bo po raz kolejny schodzimy z tematu mam wrażenie.
Thomas swoim miłym głosem opowiadał o swojej miłej pracy i miłym życiu i tak dalej, i dalej.
-Czy ktoś ma jakieś pytania?- to właśnie ta część spotkania w której wszyscy na sali podnoszą ręce w górę. Nie, tak się nie stało.
-Nikt? Zatem ogłaszam koniec spotkania. Gdy będziecie wychodzić z sali będę rozdawać autografy chętnym!- krzyknął Thomas za wybiegającą grupą. I już gdzieś w głębi pojawiła się nadzieja, że nikt nie podejdzie i będzie miał święty spokój a tu taki peszek.
-Dla kogo?- spytał siląc się na spokój.
-Newt. To dla kolegi. Debil złamał sobie nogę idąc.- odpowiedział. Taaak. Znając życie to jeszcze chodzi o tego debila dżemożercę.
-Tak w ogóle to ja jestem Alby. Tak wiem, że cię to nie obchodzi i wiem, że nie masz po tym żadnych innych planów dlatego porywam cię i idziemy do Newta oglądać film.- powiedział na jednym wdechu chłopak a Thomas jako ten inteligentny po prostu...zemdlał. Więc Alby wziął go na barana i poszedł w stronę domu Newta. Przynajmniej blondyn się ucieszy, że ktoś go odwiedził.
Na górze dżem
Na dole bułka
Kapitan Ameryka jest zajebisty
A Iron Man kocha tosty - by poet
Newt miał nadzieję na spokojne popołudnie zapełnione bułkami i Teen Wolfem. Bo miał zaległe odcinki. I naprawdę chciał mieć spokój. Znaczy chciał spotkać się z Thomasem (nie zapominajmy to jest TEN Thomas!) ale nie wyszło. Więc napisał tylko do swojego super-ekstra-fantastycznego kolegi że go nie będzie i ma wziąć dla niego autograf. I swój upragniony spokój nawet miał aż do chwili gdy zadzwonił dzwonek w drzwiach. I zanim zdążył cokolwiek pomyśleć jego matka już otwierała drzwi.
-Synu mój kochany to Alby!- krzyknęła tylko i wróciła do czarodziejskiej króliczej nory. Tak mieli czarodziejską króliczą norę w kuchni. Bo mogli. A wracając do gości...
-Jestem na górze Alby!- Dobra trzeba przyznać. Nie tak to miało zabrzmieć. Ale nic już teraz nie poradzi. Zatem Newt czekał u siebie w pokoju na tego murzyna. Bo chciał obejrzeć film. Najlepiej w towarzystwie. Gdy w końcu nadeszła ta chwalebna chwila w której Alby się wtoczył blondyn prawie dostał krwotoku. Z nosa. Jego Alby przyniósł mu na plecach Thomasa! Tego z Teen Wolfa!Tylko był nieprzytomny. Ale to nic takiego przecie. Alby usadził na kanapie aktora a potem sam walnął się po lewej stronie Newta.
-Obejrzyjmy film!-wspaniały pomysł nawiedził głowę osoby ze złamaną nogą.
-Sso sie zieje?-zapytał ledwo obudzony Thomas. Bo mógł.
-Wiem!-wykrzyknął Newt włączając laptopa który stał na stoliku. Włączył film.
Na ekranie pojawił się napis.
Kapitan Ameryka : Pierwsze starcie.
O tak. Ten wieczór zapowiadał się wyczepiście wręcz. Jeszcze tylko popcornu brakowało choć Alby wątpił czy Newt nie ma jakiejś miski schowanej w biurku. Na pewno miał dżem. I bułki. Bułki z dżemem to przecież świętość.
Ciąg dalszy nastąpi...
