Let's dance!
- Ja też cię kocham – rozległo się w pomieszczeniu zaraz po zniknięciu Johna.
Agent Ellison nadal nie mógł uwierzyć w to co widzi, nawet w najgorszych koszmarach nie podejrzewał, że w siedzibie Zeira Corp. może powstać maszyna czasu.
Sarah ciągle stała wpatrzona w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą był jej syn.
- John – wyszeptała – coś ty zrobił… - po jej policzku spłynęła łza.
- Sarah! Musimy uciekać! Zaraz będzie tu policja! – krzyknął Ellison.
Sarah zdawała się tego nie słyszeć.
- Sarah! Szybko! – krzyknął ponownie, chwytając ją za ramię.
Nagle, dokładnie w tym samym miejscu gdzie John i Catherine Weaver przenieśli się w przyszłość, pojawiła się jakby niebieska kula. Wraz z rozbłyskiem, podobnym do pioruna, przybyła jakaś postać. Dziewczyna. Ubrana była w granatowy, sprany i jednocześnie brudny kombinezon. Wyglądał zupełnie jak te, które noszą mechanicy. W pasie przewiązany był grubą, czarną szarfą, a od góry rozpięty. Spod spodu widać było szary materiał T-shirtu. Na nogach miała czarne, wysokie, sfatygowane glany, zawiązane do połowy wysokości.
Jej długie, brązowe włosy związane były w koński ogon. Na nadgarstku miała coś co przypominało dziwny zegarek, a na plecach wypchany plecak.
Tajemnicza dziewczyna spojrzała dużymi, brązowymi oczami na Sarę i Ellisona.
- Wyglądasz dokładanie jak na zdjęciu, Saro Connor.
- Co? …Cameron? – zapytała zszokowana Sara.
- Nie sądzę – usłyszała w odpowiedzi.
- Kim ty do cholery jesteś? Jakim cudem się tu znalazłaś, przecież…
- Później! – przerwała jej dziewczyna. – Wytłumaczę wam wszystko później. Teraz musicie uciekać!
- Ale… - wtrącił się Ellison.
- Nie. Nie ma żadnego "ale", zabierzcie stąd Cameron w bezpieczne miejsce. Coś tu zaraz wyleci w powietrze. – oznajmiła zawadiacko.
- Nigdzie się stąd nie ruszymy, dopóki nam nie powiesz kim jesteś i co tu robisz! – zdenerwowała się Sara.
- Już mówiłam, że wszystko wam wyjaśnię, ale nie teraz! Spotkamy się później w domu agenta Ellisona. Idźcie! Ja się wszystkim zajmę. – Powiedziała zdejmując plecak. – Upewnię się że nic co nie powinno, nie zostanie tu znalezione. – uśmiechnęła się.
Ellison postanowił przejść do działania. Chwycił Cameron za ramiona i sugestywnie spojrzał na Sarę. Kobieta, nie mając w tej chwili większego wyboru, wzięła terminatorkę za nogi i z trudem wynieśli ją z pomieszczenia.
- Gdzie teraz? – zapytała Sarah.
- W prawo, tam jest druga winda, tylko dla personelu. Dojedziemy nią na parking.
Chwilę później Sarah i Ellison wyjeżdżali już z podziemnego parkingu. Cameron była schowana w bagażniku samochodu.
Po kilku minutach budynkiem wstrząsnęła eksplozja. W pobliżu słychać było policyjne syreny…
A/N: Wiem, inspirowałam się tu trochę stylem Dai (sorry! Wybacz!) ale to tak na lepszy początek, żeby dobrze zacząć. ;) Potem już nie będę tego robić i postaram się jakoś sama sobie radzić. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
