Trzynastka
Sarah i Ellison bez przeszkód dotarli do jego domu. Zaparkowali z tyłu i wnieśli Cameron do środka. Ułożyli ją na kanapie.
- No i co teraz? – zapytał Ellison.
- Nic. Nie mamy wyboru. Czekamy na tą tajemniczą pannę. – Sarah usiadła na krześle, obok stołu. – Lepiej dla niej, żeby dotrzymała słowa i tu przyszła, wierz mi. Inaczej ją znajdę i zmuszę do mówienia.
- Czy ty trochę nie przesadzasz? W końcu ona jest po naszej stronie… - powiedział, poprawiając krawat.
- Tego nie możemy być pewni. Niczego nie możemy być pewni… Teraz wiem tylko jedno. Mój syn zniknął, a ta dziewczyna jest obecnie jedyną osobą, która może coś o nim wiedzieć. Dowiem się co.
W jej głosie było tyle determinacji, że Ellison nie śmiał się nawet sprzeciwiać, ani jej uspokajać. W końcu wkurzona matka to potężna broń. A zdeterminowana Sarah jest lepsza od załamanej Sary.
- Savannah! – wykrzyknął nagle. – Muszę ją odebrać ze szkoły!
- …musisz też porozmawiać z policją i spróbować wyjaśnić wiele rzeczy związanych z tym wybuchem – dodała Sarah.
- Wiem – odpowiedział. – Nie martw się. Wszystkim się zajmę.
- Co im powiesz?
- Coś wymyślę. Teraz jadę po Savannę. Zostań tu i się nie wychylaj. Jesteś przecież poszukiwana. – Ellison zaczął iść w stronę drzwi. Zanim jednak dotknął ręką klamki to zatrzymał się na chwilę i odwrócił – Wtedy… To nie ja cię wydałem policji. Wierz mi… Zrobię co mogę, żeby pomóc. – Z tymi słowami wyszedł, zostawiając Sarę samą.
Kobieta zamyśliła się. Po chwili podeszła do Cameron.
- No i co powiesz na to wszystko, blaszanko?
Twarz terminatorki pozostała nieruchoma a oczy puste. Obecnie protektorka Johna była całkowicie bezużyteczna.
Sarah westchnęła.
W tym momencie drzwi mieszkania się otwarły i stanęła w nich tajemnicza dziewczyna z przyszłości.
- Tęskniłaś? – zapytała z uśmiechem.
- Mów! – zażądała Sarah, podchodząc do niej szybko.
- Co mam mówić?
- Nie udawaj głupiej! – zdenerwowała się.
- Spokojnie. Wiem, że nerwowa z ciebie kobieta. Postaram się wszystko wyjaśnić.
- Siadaj. – Sarah wskazała jej krzesło, a sama usiadła po przeciwnej stronie niedużego, okrągłego stołu. – Po kolei. Kim jesteś?
- Mów mi Trzynastka. Od razu zaznaczam, że nie mam trzynastu lat, bez przesady, aż tak młodo nie wyglądam – dziewczyna uśmiechnęła się, położyła plecak na ziemi i usiadła na krześle.
- Trzynastka? Co to ma być? Żart?
- Nie. To mój pseudonim w przyszłości, bo miałam kiedyś bardzo dużo szczęścia. W piątek trzynastego, podobno - zasmuciła się lekko. - Mojego imienia nie musisz znać.
- …dobrze, niech ci będzie. Wszystko mi jedno. Mów skąd się tu wzięłaś?
- Z przyszłości oczywiście.
- Nie bądź taka cwana. Dobrze wiesz o co mi chodzi. Jakim cudem przeniosłaś się w czasie razem z ubraniami i plecakiem?
- Dzięki temu – dziewczyna wskazała na dziwny zegarek na jej ręce – To czaso-skoczek.
- Co to znaczy? – Zapytała zdziwiona Sarah.
- To najnowsze osiągnięcie naszych inżynierów. Mieliśmy drobną pomoc, ale to w tej chwili nieważne.
- Udało wam się skonstruować wehikuł, który przenosi nie tylko tkankę organiczną?
- Wiem, że jeden człowiek wysłany w przeszłość, zbudował maszynę czasu w banku. Nic więc dziwnego, że nam w przyszłości udało się coś znacznie lepszego – powiedziała z dumą.
- W takim razie czemu nie przyniosłaś ze sobą broni? Tylko ten plecak? Czemu przybyłaś sama? – Pytała zaciekawiona Sarah.
- Ten wehikuł to dopiero prototyp. Na razie może przenieść tylko jedną osobę. Nie można też zabrać ze sobą zbyt wiele. Wszystko, łącznie z człowiekiem, nie może przekraczać wagi 100 kg. No i rzeczy trzeba mieć blisko, przy sobie, np. w plecaku. – Wyjaśniła dziewczyna.
- Niezbyt doskonały ten wasz skoczek… - lekko zakpiła Sarah.
- Idealny nie jest, ale to już duży postęp! – Broniła się Trzynastka. – Najważniejsze jest to, że wehikuł też przenosi się w czasie. W każdej chwili mogę więc wrócić…
- Wrócić do przyszłości? – Przerwała jej Sarah.
- Tak, ale zasilania starczy tylko na 3 skoki… teraz już na dwa – uśmiechnęła się smutno.
- Dobrze, ale czemu właśnie ty? Czemu ty przybyłaś?
- A co? Nie pasuję ci? – lekko zdenerwowała się dziewczyna.
- Nie lepiej gdyby przybył jakiś żołnierz? – Sarah ją zignorowała
- Zgłosiłam się na ochotnika. Poradzę sobie – odpowiedziała z pewnością w głosie. - Zresztą lepiej żeby skakała kobieta. Jestem lżejsza niż mężczyzna i spokojnie mogłam zabrać ze sobą bombę i termit, żeby posprzątać w Zeira Corp. – Dodała zawadiacko.
– Poza tym – kontynuowała – ja, mogę zrobić coś czego zwykły żołnierz by nie potrafił… i na pewno by nie chciał.
- Co takiego? – Zainteresowała się Sarah.
- Naprawić Cameron…
