Furgonetka
Agent Ellison wyszedł z domu i zaczął iść w stronę samochodu, zaparkowanego z tyłu.
Niedaleko stała zielona furgonetka . Z boku był napis: „Usługi ogrodnicze". Nie przejął się tym jednak, w okolicy było kilka przydomowych ogródków, to nic nadzwyczajnego. Miał teraz inne problemy na głowie.
Wsiadł do samochodu i odjechał w kierunku szkoły, żeby odebrać Savannę.
Podczas jazdy włączył radio i ustawił lokalną stację. Usłyszał wiadomość: "Dziś w centrum miasta doszło do potężnego wybuchu, budynek jednej z dużych firm poważnie ucierpiał. Kilkanaście zastępów straży pożarnej jest już na miejscu katastrofy. Świadkowie twierdzą, że w budynek uderzyła jakaś awionetka. Na chwilę obecną policja nie ustaliła kto jest za to odpowiedzialny, ale z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, że rozważany jest atak terrorystyczny. Z powodu katastrofy miasto jest zakorkowane. Prosimy wszystkich mieszkańców LA o omijanie centrum i korzystanie, w miarę możliwości, z komunikacji miejskiej. A teraz wiadomości sportowe…" Ellison wyłączył radio.
'Dobrze, że policja tak myśli, jeden kłopot mniej… na razie…' - pomyślał, a następnie skręcił w boczną ulicę, aby ominąć korki.
Wjechał do dzielnic podmiejskich, nie chciał tędy przejeżdżać ale to była najkrótsza droga do szkoły. Po obu stronach ulicy stały stare, wysokie budynki z powybijanymi szybami, ta część miasta wyglądała na niezamieszkałą. Zatrzymał się na światłach.
Nagle w tył jego samochodu coś uderzyło.
- Co jest do cholery? - krzyknął i wysiadł z auta. Zobaczył tą samą furgonetkę, która stała niedaleko jego domu. Chwycił za broń, ale nagle ktoś wystrzelił w jego stronę z paralizatora. Po chwili upadł na ziemię nieprzytomny.
Kilka minut później doszedł do siebie. Leżał związany, z tyłu furgonetki, na głowie miał jakiś worek. Słyszał jak jeden z porywaczy rozmawiał z kimś przez telefon: "Mamy go. Za około 10 minut będziemy na miejscu".
Po pewnym czasie samochód zatrzymał się. Drzwi od przedziału pasażerskiego otworzyły się, po chwili odsunęły się także te boczne.
- Kim jesteście? Czego ode mnie chcecie? - krzyczał Ellison.
Nikt mu jednak nie odpowiedział. Poczuł jak został szarpnięty, wyciągnięto go z furgonetki i prowadzono w nieznanym kierunku. Doszedł do jakiegoś miejsca i zorientował się, że zjeżdża windą w dół. Przeszedł jeszcze kilkanaście metrów. Potem został wprowadzony do jakiegoś pokoju i posadzony na krześle. Kiedy zdjęto mu worek z głowy, to natychmiast zmrużył oczy. Mocne światło świeciło prosto w jego stronę. Nie mógł przesłonić twarzy rękoma, ani rozejrzeć się po pomieszczeniu.
Po chwili usłyszał głos, prawdopodobnie przepuszczony przez syntezator, aby nie można było go rozpoznać.
- Agencie Ellison…
- Czego do cholery chcecie i skąd znacie moje nazwisko? – przerwał.
Chwilę późnej, usłyszał ponownie - Wiemy o panu bardzo dużo, agencie Ellison, sprowadziliśmy pana tutaj aby zadać panu kilka pytań.
- Jeśli wiecie o mnie wszystko, to po co mnie tu ściągaliście?
- Proszę sobie nie żartować i odpowiadać na pytania. Kim była dziewczyna, która chwilę po waszym odjeździe z siedziby Zeira Corp., wyszła tylnym wyjściem z budynku?
- Nie wiem o czym mówicie. Tam nie było żadnej dziewczyny!
- Agencie Ellison, jeśli tak będzie pan odpowiadał na pytania to zastosujemy bardziej drastyczne środki przesłuchania…
- Ale ja nic nie wiem! - krzyknął.
- Nie pozostawia nam pan innego wyjścia - usłyszał w odpowiedzi. Kilka sekund później poczuł ukłucie w kark.
Po chwili zaczęło mu się kręcić w głowie, miał przed oczami rozmazany obraz.
- Agencie Ellison, kim była tajemnicza dziewczyna, co pan o niej wie?
- Brunetka… ładna… długie włosy… wybuch… - odpowiedział niewyraźnie mężczyzna. Coraz bardziej kręciło mu się w głowie.
- Jak się tam zjawiła?
- Światło... jasność… - wymamrotał.
- Co to znaczy? – padło kolejne pytanie.
- Kula ze światła…niebieski piorun… Gdzie ja jestem?
- Jak ma na imię, jak do niej mówicie?
- Nie wiem, nie znam imienia.
- Jak ma na imię? - krzyknął głos.
- Nie wiem… Co ja tu robię? – Ellison zapytał ponownie, a po chwili stracił przytomność.
Kiedy się ocknął to myślał, że miał zły sen. Światło lampy jednak nadal niemiłosiernie świeciło w jego stronę, szybko wyprowadzając go z tego błędu.
- Agencie Ellison, proszę posłuchać - odezwał się głos. - Mamy dla pana propozycję nie do odrzucenia. Będzie pan dla nas pracował. Pana zadaniem jest informowanie nas o wszystkim czego się pan dowie o tej tajemniczej dziewczynie oraz o dalszych poczynaniach Sary Connor. Powie nam pan też jeśli do gry wejdzie ktoś nowy… albo pojawi się John Connor.
- Mam wam donosić? - spytał drwiącym głosem.
- Panie Ellison. Nie wiem czy pan zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Mogliśmy pana już dawno zlikwidować. Położenie w jakim się pan obecnie znajduje tylko dowodzi tego, że my mówimy prawdę. Jeśli chce pan wyjść z tego wszystkiego cało, to musi pan wykonywać nasze polecenia. Rozumiemy się? – powiedział stanowczo głos.
- Tak.
- Proszę czekać. Skontaktujemy się z panem niedługo.
Do pokoju ktoś wszedł, Ellison poczuł ukłucie podobne do poprzedniego i znowu zaczął tracić przytomność.
Po pewnym czasie obudził się i otworzył oczy. Rozejrzał się dookoła. Siedział w swoim samochodzie. Auto stało na opuszczonym wysypisku śmieci…
W tym samym czasie w jego domu zadzwonił telefon.
Nikt nie odebrał. Po chwili włączyła się automatyczna sekretarka. Ktoś postanowił zostawić wiadomość: „Dzień dobry. Tu Margareth Green, nauczycielka Savanny Weaver. Dotychczas nikt się nie zgłosił po dziewczynkę, aby ją odebrać ze szkoły. Próbowałam się dodzwonić do pracy, na komórkę jej mamy oraz na pańską, ale żaden z numerów nie odpowiadał. Wszędzie zostawiłam wiadomości, do tej pory nikt jednak nie oddzwonił ani nie przyjechał. Następnym numerem jaki mi podano, jest właśnie ten numer. Bardzo proszę o szybki kontakt".
Wiadomość usłyszały Sarah i Trzynastka.
- Mówiłaś, że Ellison pojechał po Savannę – zdziwiła się Trzynastka.
- Bo pojechał – odpowiedziała Sarah. – Skoro tam nie dotarł to znaczy, że coś się stało…
