Savannah też ważna

- Savannah? – zapytała zaskoczona Sarah. – A co ona ma z tym wszystkim wspólnego?

- Savannah Weaver skonstruuje w przyszłości broń, która przyczyni się do znacznego sukcesu Ruchu Oporu. Kiedyś, być może, dzięki temu wynalazkowi ludzie wygrają wojnę z maszynami – powiedziała Cameron wstając z kanapy.

Kobieta nie bardzo wiedziała co ma na to odpowiedzieć. Trzynastka natomiast wyglądała na dość poirytowaną, że Cameron tak po prostu zdradziła tą tajemnicę.

- Czemu to powiedziałaś? – zapytała terminatorkę.

- Nie widzę powodu, żeby to ukrywać.

- A więc jednak macie przede mną tajemnicę? Pewnie nie tylko to ukrywacie, co? - wtrąciła się Sarah.

Ani Cameron ani Trzynastka nic nie odpowiedziały. Dziewczyna wbiła tylko wzrok w ziemię i w końcu zaczęła mówić. – Agent Ellison też jest ważny. Bez niego Savannah może nigdy nie skonstruować tej broni.

- Jak to? – zdziwiła się Sarah. – On raczej nie wygląda na typa, który mógłby skonstruować cokolwiek.

- Nie chodzi o to, że on jej pomógł. No przynajmniej nie dosłownie, ale przyczynił się do powstania broni. – Trzynastka podniosła wzrok.

- Przestań owijać w bawełnę tylko mów co i jak! – zażądała kobieta.

Dziewczyna westchnęła. - No dobrze. Niech będzie. - Usiadła znowu na kanapie.

- Agentowi Ellisonowi można ufać. W przyszłości był doradcą Ruchu Oporu. Nie walczył, bo był już na to za stary ale miał spora wiedzę. Wszyscy nazywali go 'Agentem E.' – uśmiechnęła się. - Wychował Savannę, był dla niej kimś w rodzaju ojca. Dzięki temu, że tamta maszyna, właściwie to dwie – John Henry i T-1001, przeniosły się w przyszłość. Savannah nie wychowała się w ich otoczeniu. Nie sądzę jednak, że kiedykolwiek miała. One prędzej czy później i tak by zniknęły. Przeszłość to nie miejsce dla nich... - przerwała na chwilę.

- Po co o tym w ogóle mówisz? – Sarah niecierpliwiła się.

- Chciałaś wiedzieć co i jak więc wyjaśniam. Cierpliwości. Savannah wychowała się wśród ludzi ale znała się na maszynach. Chyba miała to we krwi. Kiedy wybuchła wojna, to agent Ellison zadbał o to żeby przeżyli. Potem przystąpili do Ruchu Oporu. Savannah coś tam naprawiała i konstruowała dziwne rodzaje broni. Łączyła ze sobą różne modele raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Umiała też świetnie strzelać. Agent E. ją nauczył.

- Nadal nie rozumiem po co mi to mówisz. – Sarah przerwała po raz kolejny.

- Mówię to po to żebyś zrozumiała jak to było – znowu poirytowała się Trzynastka. - Chcesz wiedzieć to słuchaj.

Sarah była zaskoczona. Jak ona śmie tak do niej mówić? Tym razem postanowiła się jednak nie odzywać. Lepszy słowotok Trzynastki niż jej sekrety.

- Savannah - kontynuowała dziewczyna – była bardzo miłą i wesołą osobą. Nigdy jednak nie uważała, że zdolna jest do jakichś 'wielkich rzeczy'. W przyszłości chyba wszyscy mamy dość niskie poczucie własnej wartości – zasmuciła się na chwilę. – No ale nieważne. Kiedyś… wszystko się zmieniło… do bazy wdarł się terminator… Zanim udało się go powstrzymać to zabił wielu ludzi… Jednym z nich był agent Ellison. Zginął, tak po prostu. Jak wielu innych. Od tamtej pory Savannah stała się jakby inną osobą. Totalnie się załamała. Zamknęła się w sobie, nie chciała z nikim rozmawiać, a jeśli już się odzywała to była wulgarna i opryskliwa. Po kilku dniach zniknęła. Nie wiedzieliśmy co się z nią stało, ale byliśmy pewni że już nie wróci. Wróciła jednak po paru miesiącach. Całkiem odmieniona. Pełna zapału do walki. Bardzo chciała zemścić się na maszynach. Zamknęła się w prowizorycznym laboratorium, które zrobiliśmy. Nikt nie miał tam wstępu oprócz dwóch chłopaków, którzy znali się na komputerach. Pomagali jej w czymś. Po kilku tygodniach Savannah ogłosiła, że wszystko gotowe. Wymyśliła coś co pomoże nam wygrać wojnę. Bardzo silny impuls elektromagnetyczny, który bezpowrotnie niszczy wszystkie maszyny w promieniu kilku kilometrów.

- Agent Ellison jest ważny – nagle przerwała jej Cameron – miałaś rację. Jego śmierć pomoże Savannie wynaleźć nową broń. Teraz rozumiem.

Trzynastka nie skomentowała tego. Sarah natomiast postanowiła skierować rozmowę na nieco inne tory.

- Po co chcesz teraz się z nim skontaktować? Z tego co mówisz jasno wynika przecież, że on sam da sobie radę – zwróciła się do dziewczyny.

- Tak, ale chcemy, żeby tym razem było trochę inaczej.

- Co to znaczy?

- Każdy zasługuje na druga szansę. Savanny nie musi wychowywać tylko Agent Ellison.

- Co? Nic nie rozumiem.

- Ja też nie wiem nic więcej. Naprawdę.

- Nie kłamiesz? Sarah zapytała z niedowierzaniem.

- Nie. Nie wiem o kogo chodzi. Nie wiem kto inny mógłby pomóc w wychowaniu Savanny. Wiem tylko, że muszę się skontaktować z agentem Ellisonem i oddać mu list.

- Jaki list?

- List z przyszłości. On ma wszystko wyjaśnić. No i od razu mówię, że nie mam pojęcia co w nim jest. Nie czytam cudzej korespondencji.

- A ty nie wiesz o tym nic więcej? – tym razem Sarah zwróciła się do Cameron.

- Nie. Na temat Savanny mam bardzo ograniczone dane.

- Nie kłamiesz? – Sarah tak do końca nie wierzyła ani Cameron, ani Trzynastce.

- Nie.

No oczywiście. Takiej odpowiedzi się spodziewała. Pomimo zapewnień obu dziewczyn była jednak pewna, że one jeszcze niejedno ukrywają. Nie tylko na ten temat.

- A wiesz od kogo ten list? – zapytała nagle Trzynastkę.

- Tak. Od T-1001. Tobie bardziej znanej jako Catherine Weaver.

- Co? – wykrzyknęła Sarah. – Maszyny piszą listy ?

- Po tym wszystkim co widziałaś naprawdę cię to dziwi?

- Pisanie listów to u ludzi jeden ze środków przekazywania informacji – dodała Cameron.

Sarah spojrzała się na nią tak jakby nagle terminatorce wyrosła co najmniej druga głowa.

- Nieważne. Nawet nie zamierzam tego komentować. Jest już całkiem ciemno. To był bardzo długi dzień. Tu nikt nas nie znajdzie. Idę spać. Porozmawiamy rano. – Sarah podniosła z podłogi swoją kurtkę leżącą obok szala, zapewne zostawiła je tam Cameron. Położyła się na materacu, obok kładąc swojego Glocka, przykryła się kurtką i po chwili zasnęła.

- No skoro tak to ja też idę spać. Jestem zmęczona a to był naprawdę długi dzień. – powiedziała Trzynastka i położyła się na kanapie.

- Masz słownik? – zapytała Cameron.

- Co? – zdziwiła się dziewczyna.

- Ja nie sypiam. Zwykle czytam wtedy słownik.

- Wygląda to na super zabawę, ale wiesz? Akurat nie mam słownika – odpowiedziała sarkastycznie i przekręciła się na bok, tyłem do terminatorki.

- Szkoda. – Cameron odwróciła się w stronę drzwi i ułożyła ręce wzdłuż ciała.

Miała chyba zamiar stać tak całą noc.


Tymczasem…

Ellison w firmie składał wyjaśnienia. W sumie to niewiele tego było. Mówił, że nic nie wie, nie ma pojęcia co się stało i że to był dla niego szok. Przychylał się do wersji policji, że był to jakiś rodzaj sabotażu konkurencji. Mówił też, że Weaver wyjechała dziś rano w pilnych interesach i podczas wybuchu na pewno nie było jej w firmie. Policjanci nie wyglądali na całkowicie przekonanych, ale chyba mu uwierzyli. Kiedy myślał, że już po wszystkim to czekała go niemiła niespodzianka. Agent Auldridge. Pojawił się nie wiadomo skąd i postanowił go przesłuchać. Ellison nadal trzymał się wersji, że nic nie wie. Kiedy zapytano go o Sarę Connor to zrobił zdziwioną minę i dodał, że nie miał nawet pojęcia, że ona uciekła z więzienia. Powiedział, że będzie miał oczy otwarte. Był jednak pewien, że Agent FBI mu nie uwierzył.

Kiedy wrócił do domu była już noc. Po Savannę postanowił iść oczywiście dopiero rano. Zastanawiał się też co będzie dalej. Wiedział, że ktoś musi się nią zaopiekować. Kto? On oczywiście, nie było nikogo innego. Nie mógł przecież zostawić małej na przysłowiowym lodzie. Jutro pojedzie do jej domu po kilka rzeczy. Zabierze dziewczynkę do siebie. Wynajmie jakąś opiekunkę czy coś... Sam przecież nie ma pojęcia jak zająć się dzieckiem. Tylko jak to wyjaśnić w świetle prawa? Co powiedzieć sąsiadom? Jego szefowa wyjechała i zostawiła mu pod opieką dziecko? Czemu? Bo jest jej współpracownikiem i byłem agentem FBI? Z nim mała będzie bezpieczna? Kto w to uwierzy! Postanowił dziś już o tym nie myśleć. Był zbyt zmęczony. Poszedł więc spać.


Trzynastka natomiast spać nie mogła. Tu było za miękko i za cicho. Nie była do tego przyzwyczajona. Postanowiła pójść do lodówki i napić się czegoś. Kiedy wstała to zauważyła, że drzwi do magazynu są otwarte. Do ciemnego pomieszczenia wpadało światło rzucane przez jedną z lamp, które były tu i ówdzie – na całym terenie magazynów. Wyszła na zewnątrz, była piękna, jasna noc – pełnia. Zobaczyła Cameron. Księżycowa poświata oświetlała jej oko, umieszczone w metalowej czaszce, tworząc dość upiorny obraz. Terminatorka rozprostowywała i zginała lewą dłoń, obserwując trzy gołębie siedzące na gzymsie pobliskiego budynku. Trzynastka podeszła do niej.

- Co ty robisz? Wszystko w porządku?

- Tak – odpowiedziała, odwracając się w jej stronę. - Okłamałaś ją.

- Co? – zapytała zszokowana Trzynastka. Co jak co, ale Cameron umiała zaskakiwać.

- Sarę. Nie powiedziałaś jej całej prawdy.

- Ty też nie – odparła, znacząco unosząc brew.

Cameron najwyraźniej postanowiła jednak tego nie komentować. Ciekawiło ją za to co innego. – Dlaczego powiedziałaś jej, że nie znałaś dobrze Johna. To nieprawda.

- A ty skąd wiesz?

- Wiem. Tak wynika z moich danych.

- Wpisał ci to? A to dupek! No nie wierzę! – zaczęła krzyczeć Trzynastka. – A Sarah nie musi wszystkiego wiedzieć. No i… - Nie dokończyła jednak, bo przerwał jej odgłos grzmotu.

- Co to? Zanosi się na burzę? - Trzynastka spojrzała w niebo. Nie widzę chmur.

Po chwili do grzmotu dołączył piorun. Niebieski piorun. Niedaleko nich. W linii prostej około pół kilometra. Za budynkami wyraźnie widać było poświatę.

- To nie burza. – powiedziała Cameron.

- Nie... nie chcesz chyba powiedzieć, że ktoś właśnie przybywa z przyszłości?

- Nie przybywa. Ktoś właśnie przybył z przyszłości…


Do wszystkich którzy myślą, że z przyszłości przybył John - nie, to nie on. Sorry! To by było zbyt proste.