Oncoming "Storm"
Cameron i Trzynastka dobiegły na miejsce w którym zauważyły niebieską poświatę i ukryły się za kontenerem na śmieci. Zobaczyły dwóch mężczyzn. Walczyli ze sobą. Jeden z nich miał na sobie długi, wojskowy płaszcz a drugi granatowa kurtkę. Obaj byli około trzydziestki, wysocy i dość dobrze zbudowani. Mężczyzna w płaszczu przegrywał. Upadł na ziemię a jego przeciwnik rzucił się na niego i chciał go uderzyć. Nie miał jednak na to szansy bo leżący kopnął go kolanem w podbrzusze i zrzucił z siebie. Kiedy wstał to Trzynastka mogła mu się przyjrzeć. Miał brązowe, krótkie włosy oraz zielone oczy, typ przystojniaka.
- Jack – wyszeptała dziewczyna.
Mężczyzna zidentyfikowany przez nią jako 'Jack' znowu jednak przegrywał, właśnie dostał od swojego przeciwnika kopniaka w brzuch a potem w głowę. Po raz kolejny leżał na ziemi, niestety tym razem upadł niefortunnie, bo uderzył głową o beton i na chwilę go chyba zamroczyło. Wróg wykorzystał ten moment aby rozejrzeć się za czymś twardym. W pobliżu wypatrzył kamień. Miał zapewne zamiar uderzyć nim Jacka.
- Szybko, pomóż mu! Pomóż Jackowi! – krzyknęła Trzynastka do Cameron.
- Czemu? – zapytała terminatorka.
- Jak to czemu? Bo to jeden z nas. Znam go! To żołnierz Ruchu Oporu.
- Ja go nie znam. Nie mam danych o żadnym z tych mężczyzn.
- Nie masz bo John nie wgrywał ci na pewno danych o każdym żołnierzu, no bo niby po co? Zresztą te dane szybko się zmieniają. Tego drugiego gościa ja też nie znam ale nieważne, skoro Jack tu jest to znaczy, że John go wysłał. Musimy się dowiedzieć po co, a jak zginie to na pewno się nie dowiemy – przekonywała Trzynastka. – Rusz się i pomóż mu! Nie chcesz wiedzieć co ma do powiedzenia? Może John ma dla nas jakąś ważną wiadomość?
To chyba przekonało Cameron bo wyszła zza śmietnika i poszła w stronę mężczyzn. Kiedy przeciwnik Jacka uniósł do góry kamień, by go nim uderzyć to Cameron podbiegła i chwyciła go za rękę. Ścisnęła na tyle mocno, że kamień wypadł i uderzył o ziemię. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale terminatorka nie dała mu na to szansy bo złapała go za szyję. Zacisnęła dłoń, dało się słyszeć charakterystyczne chrupnięcie...
Mężczyzna padł na ziemię martwy.
Trzynastka podeszła bliżej – Szybko poszło, nie miał z tobą szans...
Jack nadal leżał na ziemi, wyglądał na bardzo zaskoczonego ale zaraz odnalazł się w sytuacji i zaczął uśmiechać.
- Dzięki za pomoc, piękna – powiedział wstając. Po chwili, kiedy doszedł do siebie, spojrzał na twarz Cameron. – Wow. Kto cię tak urządził, kotku?
- Kotku? – powtórzyła terminatorka, jakby próbowała zrozumieć dlaczego tajemniczy przybysz użył właśnie tego słowa.
Trzynastka natomiast doskonale to wiedziała. – Przestań Jack – powiedziała i podeszła do nich.
- No co? Staram się tylko być miły.
- Nie musisz. Mów lepiej co tu u licha robisz i kim był ten facet? – wskazała na leżące na ziemi zwłoki.
- To jeden z Szarych – odparł Jack.
- Co? Skąd on się tu wziął?
- Przygotowywałem się właśnie do skoku – zaczął – kiedy zaatakowali nas Szarzy. Było też z nimi kilka blaszaków. Dostałem rozkaz, żeby natychmiast przenieść się w przeszłość. Musiałem szybko zabrać stamtąd czaso-skoczka, bo gdyby dostał się w ich ręce… – przerwał na chwilę - … to wolę nawet nie myśleć… – kontynuował. – To był jedyny sposób. Nie miałem nawet czasu, żeby coś ze sobą zabrać! Szybko wszystko włączyłem i wtedy jeden z nich się na mnie rzucił! Chciałem go odepchnąć, ale było już za późno. Czaso-skoczek zadziałał i przeniosło nas obu! – Jack spojrzał na swój dziwny, duży, elektroniczny zegarek. Był jakby lekko stopiony i pokryty częściowo czymś w rodzaju sadzy. Ręka Jacka wokół zegarka wyglądała na delikatnie poparzoną. - Cholera jasna! Niech to szlag! – krzyczał mężczyzna. – Popsuł się! Teraz to tylko złom!
- Pokaż – powiedziała Trzynastka. Wzięła Jacka za rękę i uważnie przyjrzała się zegarkowi. – Racja, jest nieźle zniszczony. Musiało dojść do jakiegoś spięcia, pewnie dlatego, że wy obaj ważyliście więcej niż 100 kg, czaso-skoczek się przeciążył… Masz szczęście, że w ogóle tu dotarłeś.
- Umiesz to naprawić? – z nadzieją w głosie zapytał Jack.
- Nie ma szans. Nie mam odpowiednich części a tu, w przeszłości, ich jeszcze nawet nie wynaleziono – odpowiedziała z rezygnacją Trzynastka.
- Cholera… i co teraz?
- Nic. Jakby co mamy jeszcze mojego czaso-skoczka i dwa skoki.
- Zawsze mogą się przydać – uśmiechnął się Jack.
- Skąd wiedziałeś gdzie jesteśmy? – wtrąciła się Cameron. – Sarah mówiła, że nikt nie zna tego miejsca.
- Zawsze czujna, co kotku? – zwrócił się do niej mężczyzna.
- Ech… - westchnęła Trzynastka. 'On jest niereformowalny' – pomyślała.
- Nie wiedziałem gdzie jesteście. Czaso-skoczek był ustawiony tak, żeby odnaleźć w przeszłości innego czaso-skoczka i tam mnie przenieść.
- Mojego czaso-skoczka – Trzynastka spojrzała na nadgarstek.
- Jasne. Tylko tak mogłem was odnaleźć.
- Sprytne – dodała dziewczyna.
- Kto cię wysłał? – dopytywała dalej Cameron.
- John oczywiście.
- Co z nim? – zapytała nagle Trzynastka. – Był tam kiedy zaatakowali was Szarzy?
- Nie. Spokojnie, słonko. Nic mu nie jest. Nie było go tam.
- To dobrze… i nie mów do mnie „słonko"! – poirytowała się Trzynastka.
- Czemu? Tylko John może tak do ciebie mówić? – zapytał Jack unosząc znacząco brew.
- On tak do mnie nie mówi.
- A chciałabyś żeby mówił? – Jack wiedział, że zadając to pytanie stąpa po cienkim lodzie. Miał rację. Trzynastka nieźle się zdenerwowała.
- Zamknij się Jack!
- Bo co? – prowokował dalej.
- A żeby cię…
- Po co John cię tu przysłał? – ich kłótnię przerwała nagle Cameron, która miała jeszcze kilka pytań.
- Po to żebym pomagał Trzynastce.
- W czym? – pytała dalej.
- Tak ogólnie, we wszystkim.
- Nie potrzebuję pomocy – fuknęła dziewczyna, splotła ręce na piersi i odwróciła się do nich bokiem.
- No ale męskie ramię na którym będziecie się mogły oprzeć zawsze się wam przyda. Wam wszystkim – zawadiacko uśmiechnął się Jack.
- Jakoś wątpię – mruknęła Trzynastka nawet nie odwracając głowy.
- Czemu John wysłał właśnie ciebie? – Cameron nie dawała za wygraną. Najwyraźniej nie ufała nowemu przybyszowi.
- Co to, kotku? Przesłuchanie? – Jack podszedł do niej.
Terminatorka w ramach odpowiedzi błysnęła mu tylko oczami. Na czerwono… [bo autorka tak chce i już! :P]
- Wow. Jaka groźna – powiedział nadal uśmiechając się, ale na wszelki wypadek odsunął się szybko. – No dobra. John przysłał akurat mnie, bo jestem po prostu najlepszy.
- Ciekawe w czym? – Trzynastka powiedziała kpiącym tonem i odwróciła się w ich stronę.
- We wszystkim, słonko, we wszystkim. Mam zabójczą osobowość, jestem oszałamiająco przystojny, kiedy strzelam to zawsze trafiam do celu, jestem doskonałym żołnierzem i najlepszym pilotem jakiego w życiu widziałaś! – chwaląc się Jack podszedł do Trzynastki i objął ją ramieniem.
Dziewczyna zareagowała uderzając go mocno łokciem w brzuch.
- Ouch… to bolało słonko… - zgiął się lekko w pół i chwycił ręką za żołądek.
Trzynastka podeszła do Cameron i stanęła obok niej.
- Nie jesteś najlepszy w walce wręcz. Nie mogłeś sobie poradzić z tamtym mężczyzną – dodała terminatorka.
- Auć – odparł Jack. – To też było bolesne kotku. Zmówiłyście się, czy jak? Gdybym nie wiedział lepiej to bym pomyślał, że mnie nie lubicie.
A co do walki to pokonałbym gościa, ale po tym prawie nieudanym skoku kręciło mi się w głowie i byłem rozkojarzony.
- Tak, jasne, tak to sobie tłumacz – dogryzła mu Trzynastka.
- On też na pewno odczuwał skutki skoku w czasie, a mimo to radził sobie lepiej niż ty - przyłączyła się Cameron.
- Przestańcie dziewczyny, przecież i tak wiem, że kochacie mnie od pierwszego wejrzenia – mówił Jack z uśmiechem na ustach. Najwidoczniej był typem po którym wszystko 'spływało'. - A swoją drogą – kontynuował – kiedy tak stoicie obok siebie to wyglądacie praktycznie jak bliźniaczki… i… nawet nie chcecie wiedzieć jakie mam teraz kosmate myśli… czy chcecie? – dodał z nadzieją w głosie.
- Kosmate? – zapytała Cameron, która najwyraźniej nie rozumiała co Jack miał na myśli.
- Ech... – Trzynastka przewróciła oczami i rozłożyła ręce. – Daruj sobie… Mam dość tej dziwacznej rozmowy. Wypisuję się z tego. Pójdę obudzić Sarę i opowiedzieć jej wszystko. Wy pozbądźcie się gdzieś tego ciała – wskazała na zwłoki, które nadal leżały na ziemi, po czym ruszyła w stronę magazynu.
Cameron natomiast pochyliła się nad martwym mężczyzną z przyszłości. Podniosła go, przerzuciła sobie przez ramię i poszła w przeciwnym kierunku.
Jack stał przez chwilę jakby z jakiegoś nieznanego powodu go zamurowało. Obserwował ją, po chwili pomyślał: 'Wow… Ona to umie sobie radzić z mężczyznami. Ciekawe co by potrafiła zrobić z facetem, który oddycha? Oczywiście oprócz pozbawienia go życia… w efektowny sposób…'
- Hej, kotku! Poczekaj na mnie! – krzyknął i pobiegł za nią.
Chwilę później…
Trzynastka właśnie kończyła opowiadać Sarze o ostatnich wydarzeniach.
- … nie jest taki zły, ale radzę na niego uważać.
- Czemu? – zapytała Sarah siadając na kanapie, obok Trzynastki.
- Jack jest… specyficzny.
- Co to znaczy?
- Zobaczysz – dziewczyna uśmiechnęła się lekko. – Zastanawiam się tylko po co John wysłał właśnie jego i dlaczego w ogóle kogoś wysłał?
- Mówiłaś przecież… - Sarah chciała przypomnieć Trzynastce o wyjaśnieniach Jacka, tych o których zresztą dziewczyna sama przed chwilą jej opowiedziała, ale nie miała na to szansy bo Trzynastka jej przerwała.
- Wiem, wiem, ale mimo to coś mi tu nie pasuje.
- Nie ufasz mu?
- Nie wiem sama… - zamyśliła się. Chciała powiedzieć Sarze, że tak do końca to faktycznie mu nie ufa, ale szybko odrzuciła tą myśl. Jack często grał jej na nerwach, ale to jeszcze nie powód aby wątpić w jego lojalność. Nie chciała, żeby osobiste uprzedzenia przesłoniły jej prawdę. No i wolała nie denerwować bez potrzeby Sary. – Nie, nie, ufam. Jack jest jaki jest, ale to dobry żołnierz, oddany. Znam go już troszkę. Nie ma powodów, żeby mu nie ufać. John na pewno wiedział co robi kiedy go tu wysyłał.
Tylko mu nie mów tego, okej?
- Czego? Komu? Jackowi? – Sarah chyba pogubiła się w tych rozważaniach Trzynastki.
- Tak, Jackowi. Nie mów mu, że uważam go za dobrego żołnierza. On i tak ma już wysokie mniemanie o sobie.
- Dobrze, nie powiem.
Teraz Sarah była zaintrygowana. Jaki jest ten tajemniczy przybysz z przyszłości? Nie musiała długo czekać na odpowiedź, ponieważ oto w wejściu do magazynu stanął nie kto inny jak Jack.
- Hej słonko! Już jestem, tęskniłaś? – od razu zwrócił się do Trzynastki.
- 'Słonko?' – zdziwiła się Sarah.
- 'No i o wilku mowa' – pomyślała dziewczyna. – Nie pochlebiaj sobie Jack – tylko przyszedł a już ją denerwował. – Gdzie zgubiłeś Cam? – wstała z kanapy i podeszła do niego bliżej.
- Powiedziała mi, żebym tu przyszedł, a ona została upewnić się, że nikt nas nie widział. Zaraz wróci.
- Pozbyliście się ciała?
- Taa… schowaliśmy je dobrze, a żeby policja miała potem większą zagadkę to pozbawiliśmy gościa odcisków palców. Tak na wszelki wypadek… w końcu gdzieś tam na pewno żyje już jego małoletnia wersja.
- Jak to pozbawiliście go odcisków palców?
- Normalnie. Odciąłem je… razem z palcami. Pomyślą pewnie, że to jakieś porachunki gangsterów. A co ty się tak dopytujesz? Myślisz, że masz do czynienia z amatorem? Wszystko co robię, robię profesjonalnie – z uśmiechem skomentował Jack.
- Taa… nie wątpię.
- No, ale… – w tym momencie mężczyzna zauważył siedzącą na kanapie Sarę – co my tu gadamy po próżnicy? Odsuń się słonko – Jack ominął Trzynastkę i podszedł prosto do Sary.
Kobieta wstała.
- A ty kim jesteś kochanie? Chyba nie…
- Sarah Connor – przedstawiła się.
Jack natychmiast jej zasalutował – Jestem zaskoczony, że tak właśnie wygląda Sarah Connor. Miło mi poznać prawdziwą legendę. Jestem kapitan Jack Storm.
- Nie musisz mi salutować. Tu nie wojsko.
- Dobrze, więc inaczej: jestem zaszczycony – szybko przestał salutować i pocałował Sarę w rękę.
Tego kobieta się… nie spodziewała.
- Hej, czy ty nie przesadzasz, kapitanie? – wyrwała mu dłoń.
- Nie sądzę. Przesadziłbym gdybym powiedział, że: Johnny się nie chwalił, że jego matka to taka laska! Zamiast tego więc powiem: Piękna z ciebie kobieta, Saro Connor – uśmiechnął się szarmancko.
Sarah zignorowała go kompletnie, albo przynajmniej udawała że go ignoruje, i zwróciła się do Trzynastki – Już wiem co miałaś na myśli mówiąc „specyficzny".
- Rozmawiałyście o mnie? – ucieszył się Jack.
- Chciałbyś, ale to nie to co myślisz. Mówiłam tylko Sarze, że się pojawiłeś – odpowiedziała mu Trzynastka.
- A ty skąd wiesz co ja myślę? – mężczyzna podszedł do niej.
- Nieważne. Wolę nie wiedzieć…
W tej chwili w magazynie pojawiła się Cameron - Jestem. Nikt nas nie widział.
Kiedy Jack ją zobaczył to natychmiast 'porzucił' jej bliźniaczkę i podbiegł do terminatorki.
- Fajnie, że wróciłaś bo już zaczynałem za tobą tęsknić kotku.
- Ech… - westchnęła Trzynastka – Jack, nie przepuścisz nawet maszynie?
- Słonko, gdyby wszystkie maszyny Skynetu tak wyglądały to byłbym skłonny poddać się nawet bez walki – powiedział szczerząc zęby. W jego przypadku to naprawdę ciężko było wywnioskować czy tylko żartował, czy mówił szczerze. – A teraz siadajcie wszystkie, musimy ustalić kilka rzeczy.
Cameron podeszła do kanapy i usiadła bez słowa. Dlaczego postanowiła posłuchać Jacka chyba na zawsze pozostanie tajemnicą. Sarah także usiadła. Chciała wysłuchać co tajemniczy przybysz ma do powiedzenia. Trzynastka natomiast słuchać poleceń Jacka nie zamierzała, więc na znak małego protestu, nie usiadła tylko stanęła obok kanapy i oparła lewą rękę na biodrze. – Mów co masz mówić.
- Po pierwsze – zaczął Jack spacerując przed nimi tam i z powrotem, jakby robił im jakiś wykład – musimy skołować lewe dokumenty. Zawsze się przydadzą, nie możemy przecież chodzić po świecie anonimowo, bo nic nie uda nam się załatwić. Poza tym jak się nie ma dokumentów to łatwo wpaść, choćby podczas rutynowej kontroli drogowej, to by był dopiero wstyd…
- Wiemy o tym – przerwała mu Sarah – nie musisz nam mówić o rzeczach oczywistych. Myślałam, że masz coś ciekawszego do powiedzenia.
- Właśnie – poparła ją Trzynastka – i kto w ogóle mianował cię dowódcą?
- John, nie przerywaj mała, właśnie miałem przejść do najważniejszego.
- Mała? No i wątpię, że John naprawdę mianował cię szefem. Co ty sobie w ogóle…
- Daj spokój, teraz nie mamy na to czasu, potem się pokłócicie – powstrzymała ją Sarah. – A ty mów dalej – zwróciła się do Jacka.
- Niech wam będzie - mruknęła tylko pod nosem Trzynastka.
- Po drugie – kontynuował Jack – mieszkanie. To jest magazyn. Tu nie da się mieszkać. W tych czasach macie jeszcze porządne domy. Zamierzam skorzystać z okazji i pomieszkać w jednym z nich. Po trzecie - ubrania. Musimy coś kupić. Cammy nie może chodzić w tych podziurawionych szmatach. Ty słonko – tu zmierzył wzrokiem Trzynastkę od stóp do głów - w tym kombinezonie też nie wyglądasz najlepiej. Powinnaś chodzić w czymś… bardziej… podkreślającym kształty. Najlepiej w bikini – puścił jej oko.
- Co to jest 'bikini'? – zapytała szczerze zdziwiona dziewczyna.
- 'Oj mała, masz sporo do nadrobienia' - pomyślał Jack.
- Bikini to damski kostium plażowy, dwuczęściowy, skąpo okrywający ciało – wyjaśniła Cameron.
- Och… - Trzynastka starając się sobie to wyobrazić porównywała 'bikini' ze swoim kombinezonem.
- Plaża! – wykrzyknął nagle Jack. – Właśnie! Jesteśmy w LA! Tu są plaże. Muszę kiedyś na jakąś się wybrać.
- Ej! – Sarah postanowiła ich przywołać do porządku. - Czy możemy się skupić? Jack, wszystko pięknie, ale zapomniałeś chyba o jednym szczególe – nie mamy pieniędzy. Najpierw musimy je zdobyć.
- Mam coś na drobne wydatki – mężczyzna sięgnął do kieszeni płaszcza. Wyjął mały, czarny woreczek i rzucił go Trzynastce – Łap!
Dziewczyna złapała zawiniątko i wysypała jego zawartość na rękę.
- To…
- Diamenty – dokończyła za nią Sarah, która wstała aby lepiej się przyjrzeć. – Kilkanaście diamentów.
- Trzynastka zapomniała ich ze sobą zabrać – powiedział Jack.
- Mówiłeś, że to ty nie zdążyłeś nic ze sobą zabrać – do rozmowy przyłączyła się Cameron.
- Nawet lubię w tobie to, że jesteś taka czujna kotku, ale przy mnie nie musisz. Naprawdę. Diamenty, i tylko je, zdążyłem wziąć zanim zaatakowali nas Szarzy.
A nie – przypomniał sobie nagle – przepraszam, mam jeszcze to. – Z drugiej kieszeni wyjął złoty pierścionek z jakimś niebieskim kamieniem szlachetnym. Podszedł do Cameron i położył go w jej otwartej dłoni. Następnie nachylił się i wyszeptał jej do ucha – To specjalnie dla ciebie kotku, nie na sprzedaż. – A potem pocałował ją w nie zniszczony policzek.
- To było zbędne – terminatorka pozostała niewzruszona.
- Zależy jak dla kogo, zależy jak dla kogo… - uśmiechnął się szeroko Jack.
Trzynastka szybko schowała diamenty do kieszeni i chwyciła mężczyznę za rękaw, odciągając go na bok – Co ty wyprawiasz? Co to miało być? Podrywasz maszynę? Na serio?
- A czemu nie? U ciebie raczej szans nie mam a u niej to kto wie…
- Chyba żartujesz? Ona nie jest nawet nią, to jest to – cyborg!
- No i co? Będzie ciekawie, tego jeszcze nie próbowałem.
- Powiedz, że jednak żartujesz!
- Ja nigdy nie żartuję z takich spraw, nie bulwersuj się tak. Jestem tylko ciekawy świata – uniósł znacząco brwi.
- Niezła z ciebie świnia, wiesz?
- Kiedy tak mówisz to od razu czuję się jak w domu – uśmiechnął się słodko.
W odpowiedzi Trzynastka wymierzyła mu lekki cios pięścią w ramię.
- Ja ciebie też słonko, ja ciebie też – posłał jej w powietrzu całusa, odwrócił się i poszedł w stronę lodówki, którą wypatrzył już wcześniej. – Macie tu coś do żarcia dziewczyny? Umieram z głodu! – To było chyba jednak pytanie retoryczne, bo nie czekał na odpowiedź, tylko od razu zabrał się za przeglądanie zawartości lodówki.
Kiedy Trzynastka się odwróciła to stanęła oko w oko z Sarą - Oryginał z tego Jacka, Myślisz, że będą z nim kłopoty?
- Takie, że ciężko się będzie od niego opędzić to na pewno.
- Na razie chyba woli zając się blaszanką.
- Tobie też nie odpuści, wierz mi.
- Wtedy pokaże mu gdzie jego miejsce, nie lubię takich cwaniaczków jak on – powiedziała Sarah.
- Ale on lubi takie kobiety jak ty. Poza tym 'pokazywanie mu gdzie jego miejsce' może go chyba tylko nakręcić…
Sarah postanowiła zignorować ten komentarz.
- Już świta.
Trzynastka odwróciła się w stronę wejścia. Zobaczyła wschód słońca – taki jakiego nie widuję się w przyszłości.
- Racja. Wstaje piękny, nowy dzień… i na pewno będzie ciekawy…
