Znowu dość krótko ale uznałam, że to dobry moment aby przerwać.

Tym razem znowu mało Cam, ale za to jest 100% Cam w Cam - przynajmniej mam taką nadzieję.


No i co teraz?

Dwa dni później…

Ellison, pogrążony w myślach, siedział w samolocie do Barstow. Savannah została ze swoją opiekunką, a on leciał właśnie na poszukiwania jej prawdziwej matki. Cały czas rozmyślał o tym czy naprawdę ją odnajdzie i jaka będzie ta Weaver, prawdziwa Weaver, a nie maszyna która ją udawała. Czy będzie tak samo zimna i opanowana? Nie, na pewno nie, żaden człowiek nie może taki być. James cały czas nie mógł się pogodzić z tym, że tyle czasu dał się wodzić za nos. On - były agent FBI! Powinien był wiedzieć, że coś jest nie tak. Właściwie to od początku coś wiedział ale ignorował swoje przeczucie. Nie sądził przecież że istnieją maszyny które mogą podszywać się pod ludzi. To było kompletnie niedorzeczne. Tak samo jak list z przyszłości mówiący mu o Savannie i cała ta podróż. Musiał jednak sprawdzić czy Catherine Weaver naprawdę żyje. Nie mógł zmarnować szansy na zwrócenie Savannie jej matki.


Tymczasem…

Sarah była zła. Nie, zła to za mało powiedziane, była absolutnie wściekła. Danny Dyson, obecnie ich jedyny trop w sprawie Skynetu, zapadł się pod ziemię. Nie było go nigdzie, nikt nic nie wiedział. Zupełnie jakby zniknął z powierzchni tej planety. Sarah chciała więc skontaktować się z agentem Auldridge. W końcu to on pierwszy o nim wspomniał. Mógł więc wiedzieć więcej i po małej perswazji na pewno by się tą wiedzą z nimi podzielił. Niestety wczoraj wieczorem znaleziono jego zwłoki, w uliczce niedaleko jego domu. Jeden strzał w głowę, jakby egzekucja, żadnych śladów, robota profesjonalisty. Sarah nie mogła w to uwierzyć. Kto go zabił? A przede wszystkim po co? Dlaczego akurat teraz? Zupełnie jakby ktoś wiedział, że kobieta chce się z nim spotkać. Czyżby, tak jak podejrzewała, mężczyzna coś jednak wiedział i ktoś chciał aby milczał, aby jej nic nie powiedział? Nie, to przecież niemożliwe. Zresztą teraz już się tego nie dowiedzą. Wszystko szło nie tak jak powinno. Sarah była naprawdę wściekła. Nie zamierzała się jednak poddawać.

Przypadkiem spojrzała w kalendarz, jutro wypadała kolejna rocznica śmierci Miles'a Dysona. Kobieta nigdy by nie zapomniała tej daty. Dnia w którym, jak sądziła, pokonali Skynet. Nie myślała jednak że czas mijał aż tak szybko… tyle się zmieniło a groźba wojny z maszynami nie stała się ani odrobinę mniej realna.

- 'Cmentarz' – pomyślała nagle. – 'Chłopak powinien tam być, w końcu to rocznica śmierci jego ukochanego ojca. To nasza jedyna szansa'.

Następnego dnia więc ona i Cameron wybrały się na cmentarz, na grób Miles'a Dysona. Trzynastka i Jack zostali w domu. Nie było potrzeby aby robić tłum. Sarah i Cameron w zupełności by wystarczyły. Niestety, kilkugodzinna obserwacja nie przyniosła efektów. Danny się nie zjawił. Po jakimś czasie pojawiła się jednak jego matka – Tarissa. Sarah postanowiła z nią porozmawiać. Nie sadziła, że kobieta może coś wiedzieć ale musiała się upewnić. Ona i Cameron cicho więc do niej podeszły.

- Witaj Tarisso – czarnoskóra kobieta usłyszała za plecami.

- Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś się spotkamy – odpowiedziała nie ruszając się z miejsca. - Sarah Connor, wszędzie poznałabym ten głos. Czy ty zawsze będziesz wracała? – zapytała, odwracając się i spoglądając jej prosto w oczy.

- Będę dopóki one będą wracały – odparła Sarah wskazując na Cameron.

- Sarah Connor i maszyny. Czy to się kiedyś skończy? – powiedziała Tarissa i ze smutkiem spojrzała ma grób męża.

- Nie, nie skończy się dopóki ludzie sami będą chcieli swojej zagłady.

- Ludzie zawsze będą dążyć do samo destrukcji. Jesteście jedynym gatunkiem, który niszczy środowisko w którym żyje – wtrąciła Cameron.

- To czemu nam pomagasz skoro masz o nas takie zdanie? – Sarah spojrzała na terminatorkę.

- Bo John tego chce – niewzruszenie odparła Cameron.

- John. Tak, no jasne – bez przekonania skomentowała Sarah. – Nieważne. Tarisso – tu zwróciła się do kobiety – czy wiesz gdzie jest twój syn?

- Danny? Dlaczego o niego pytasz?

- Podejrzewam, że tym razem to on jest odpowiedzialny za zbudowanie Skynetu.

- Danny? Nie, to niemożliwe! – stanowczo powiedziała Tarissa.

- Nie jestem jeszcze tego pewna ale muszę to sprawdzić, wiesz gdzie on jest? Możesz mnie do niego zaprowadzić? Nie zamierzam go skrzywdzić, chcę z nim tylko porozmawiać – przekonywała ją Sarah.

- Nie. Nie wiem gdzie on jest – odparła zrezygnowana kobieta. – Jakiś czas temu wyjechał na studia, ale to nie było nic związanego z komputerami! – tłumaczyła. – Nie chciałam, żeby szedł w ślady ojca. Danny miał zostać prawnikiem. Zaczął studia, wszystko było dobrze, dzwonił do mnie często ale… - tu lekko załamał się jej głos. – Kika miesięcy temu przestał. Nie dostawałam od niego żadnych wiadomości. Wmawiałam sobie, że to nic, że jest zajęty nowym życiem i znajomymi ale kiedy mijały kolejne tygodnie zaczęłam go szukać. Na uczelni powiedzieli mi, że od jakiegoś czasu nie chodził na zajęcia, a w akademiku myśleli że jest w domu. Zgłosiłam zaginiecie na policji. To nic nie dało, nie znaleźli go, nie było żadnego śladu. Mój syn po prostu pewnego dnia zniknął… - ze smutkiem powiedziała kobieta. – To jakiś koszmar! Naprawdę myślisz, że to ma coś wspólnego z tymi maszynami? – zapytała z pogardą spoglądając na Cameron.

- Nie wiem – powiedziała zaskoczona Sarah. Tego nie spodziewała się usłyszeć. – Może to tylko przypadek, sprawdzę to, możesz być pewna.

- Czy jeśli się czegoś dowiesz to mnie zawiadomisz? Tu chodzi przecież o moje dziecko! – mówiła Tarissa z desperacją w głosie.

- Rozumiem, oczywiście, że cię powiadomię – zapewniła ją matka Johna. Doskonale przecież wiedziała co to znaczy nie wiedzieć gdzie dokładnie jest twój syn.

Potem się pożegnała i razem z Cameron wróciły do domu. Opowiedziały wszystko Trzynastce i Jackowi.

- Nie dobrze – całą sytuacje podsumował kapitan.

- Co ty nie powiesz – dodała Trzynastka. – No i co teraz? – zwróciła się do Sary.

- Nie wiem – odpowiedziała jej kobieta – Po prostu nie wiem…