To jest rozdział, który chciałam napisać od początku. To był mój drugi pomysł jaki miałam na to opowiadanie (i po części był już napisany), na jego podstawie dorobiłam całą resztę. Nie jest idealny ale czy coś na tym świecie jest?
To troszkę Jameron (szok, nie?) ale troszkę i nie. Niech żyją niedomówienia!
Enjoy!
"Trójkąty" są z natury skomplikowane
- Nie! – tylko tyle zdążyła krzyknąć Sarah zanim John Connor upadł na ziemię. Kobieta nie mogła uwierzyć w to co się stało. Cameron właśnie zastrzeliła jej syna. Maszyna zabiła jej dziecko, na jej oczach, tak jak w jej najgorszych koszmarach. W dodatku to ta maszyna. 'Znowu stała się zła!' – pomyślała Sarah.
- Coś ty, do cholery, zrobiła?! – kobieta zaczęła rozpaczliwie wrzeszczeć do niewzruszonej całą sytuacją terminatorki. Nie wiedziała co ma robić. Była w szoku.
- To nie jest… – Cameron chciała coś wyjaśnić ale Sarah jej przerwała.
- To mój syn!
- Saro to nie John, to maszyna – terminatorka powiedziała zdecydowanym głosem.
- Co?! – kobieta nie wierzyła w to co słyszy. Osoba leżąca w kałuży krwi to nie jej syn? 'Bzdura! Przecież przed chwilą z nim rozmawiałam. Brzmiał jak John… był taki ludzki…' - pomyślała.
– Odejdź od niego – powiedziała Cameron i szybkim ruchem odsunęła na bok zszokowaną Sarę. Podeszła ostrożnie do wroga trzymając wymierzoną w niego, gotową w każdej chwili do strzału, broń. Powoli przesuwała lufę w stronę głowy Johna, który leżał nieruchomo, wyglądał jakby był wyłączony lub po prostu martwy.
Nagle terminator otworzył oczy, oczy które świeciły na niebiesko, chwycił lufę shotguna i odchylił ją na bok. Cameron natychmiast nacisnęła na spust ale pocisk trafił w ziemię. John wyrywał jej broń i odrzucił na bok, chwycił ją za nogę i przewrócił, a sam wstał. Spojrzał na ranę postrzałową na swoim torsie. Wyglądało na to, że nie odniósł większych obrażeń. Potem popatrzył na podnoszącą się z ziemi Cameron. Na jego HUD'zie wyświetliło się:
TERMINATOR
KLASA: TOK 715
- Nie powinno cię tu być TOK 715* – powiedział terminator-John.
- Ale jestem – odparła Cameron. Nie zdążyła jednak nawet do końca wstać, kiedy została chwycona za jej nową, fioletowa kurtkę i rzucona na pobliskie drzewo. Terminator podbiegł do niej i zaczął wymierzać jej ciosy. Cameron blokowała tylko niektóre z nich, ten model był szybszy i zwinniejszy niż te z którymi do tej pory miała do czynienia.
- Saro! Uciekaj! – krzyknęła terminatorka i po chwili złamała pobliski znak drogowy, kiedy została na niego rzucona. John podszedł do niej, przycisnął ją do ziemi kolanem i zaczął uderzać w twarz.
'Tym razem nie pójdzie jej łatwo' - pomyślała Sara podnosząc z ziemi porzuconego shotguna. Wymierzyła w terminatora, po chwili jednak opuściła broń. 'Boże, a więc to prawda' – pomyślała. 'Skynet zbudował maszynę, która wygląda jak John' – w końcu powaga tej sytuacji zaczęła do niej docierać. - Muszę go zniszczyć – stwierdziła z determinacją. Nie było to jednak takie proste. Doskonale wiedziała że John to maszyna, widziała to ale strzelić do tej maszyny to już całkiem inna sprawa. No bo jak mogła strzelić do własnego syna? Nawet jeśli był to tylko cyborg z jego twarzą. Teraz chyba troszkę lepiej rozumiała tych, którzy w Cameron widzieli tylko niewinną dziewczynę, którą przecież nie była. Co innego terminatory takie jak wujek Bob. Kawał potężnego faceta, nie tak trudno do niego strzelić jeśli musisz ale te dwa blaszaki, które teraz obserwowała, to co innego, to coś zupełnie nowego. Ich niepozorny wygląd był dla Sary naprawdę przerażający. Jeśli było coś czego bała się nieustraszona Sarah Connor to na pewno była to myśl, że kiedyś wszystkie śmiercionośne maszyny będą tak… niewinne. Nikczemność posiada wiele masek, a najgroźniejszą z nich jest cnota. 'Szlag by ten Skynet' – pomyślała i ponownie wycelowała w Johna okładającego Cameron. Nie było jej jednak dane strzelić bo nagle, kilka metrów od Sary pojawił się niebieski rozbłysk i jakby uderzenie pioruna. Poświata oślepiła na chwilę kobietę a ze znikającego już światła wyszedł tajemniczy mężczyzna.
- Cam, odsuń się! – krzyknął nieznajomy do walczących terminatorów, jednocześnie wyciągając jakąś nieznaną broń. Maszyny odwróciły się w stronę mężczyzny. Terminator-John spojrzał na nieznajomego. W ułamku sekundy zidentyfikował przybysza.
IDENTYFIKACJA: JOHN CONNOR
NOWY NADRZĘDNA MISJA: ZLIKWIDOWAĆ JOHNA CONNORA
Terminator wstał, wyciągnął schowanego pod kurtką Glocka i namierzył Johna. Cameron dostrzegła co robi przeciwnik i chwilę przed naciśnięciem spustu kopnęła go w nogę próbując zmienić tor lotu pocisku. W tej samej chwili John oddał strzał ze swojej broni w kierunku maszyny. Ułamek sekundy później terminator i John upadli na ziemię.
- Cameron! Zabierz stąd ten złom i spróbuj wyciągnąć mu chipa – krzyknął leżący John.
Sara rzuciła shotguna i podbiegła do rannego mężczyzny.
- John to naprawdę ty? – spytała z nieufnością.
- Tak mamo – usłyszała w odpowiedzi.
Jedno spojrzenie w oczy syna udowodniło Sarze, że to rzeczywiście on. Wyglądał identycznie jak tamten terminator, miał tylko inne ubranie. Nie czyste i pochodzące z tej epoki, zapewne kradzione, ale sfatygowany mundur Ruchu Oporu, z czerwoną przepaską na ramieniu. To był prawdziwy John. 'Jak mogłam się wcześniej tak pomylić?' – pomyślała niedowierzająco. Chyba po prostu bardzo chciała jeszcze zobaczyć swoje dziecko. Dlatego tak łatwo dała się oszukać terminatorowi, naprawdę chciała mu wierzyć.
- Jesteś ranny? Pokaż, pomogę ci – kobieta otrząsnęła się ze swoich myśli i uklękła przy Johnie. Odchyliła jego kurtkę w miejscu gdzie była dziura. Pocisk przeszył prawe ramię na wylot ale nie była to poważna rana.
- To tylko draśnięcie mamo. Znikajmy stąd. Terminatory narobiły bałaganu, ktoś mógł to widzieć i wezwać policję. Pomóż mi wstać – poprosił ją syn, po czym wziął swoją broń. - Najnowszy model. Strzela wiązką energii. Żaden terminator nie ma szans – oznajmił z dumą, pokazując coś co przypominało mały karabin.
- Chodźmy do domu, tu niedaleko mieszkam – powiedziała Sarah i złapała syna pod zdrowe ramię. Razem, powoli poszli w stronę domu. John schował swoją broń do obszernej kieszeni kurtki.
Cameron chwyciła terminatora i przerzuciła go sobie przez ramię, po czym poszła w innym kierunku niż reszta.
- To nie będzie podejrzane, że Cameron niesie jakiegoś mężczyznę? – spytał zaciekawiony John.
- Blaszanka wniesie terminatora do domu tylnym wejściem, żeby nikt nic nie widział, i tak będzie na miejscu przed nami – opowiedziała Sarah.
Kilka minut później dotarli do domu. Drzwi otworzyła im Cameron.
- Kiedy dostałam się do jednostki centralnej to procesor sam się zniszczył – oznajmiła, jednocześnie pokazując im spalony chip.
- Odczytałam tylko model. TOK 745. Budowa endoszkieletu wskazuje na typ przeznaczony do infiltracji – kontynuowała.
- Taki jak ty – skomentowała Sarah.
- A z tobą wszystko w porządku, Cam? – wtrącił John..
- Nie mam żadnych poważnych uszkodzeń, jestem w 100% sprawna – odparła terminatorka. – Tylko moja nowa kurtka jest podarta – dodała po chwili.
Na te słowa John się roześmiał, a Sarah wolała to zdanie zignorować.
- Dobrze więc. Ja pomogę Johnowi dotrzeć do mojego pokoju, muszę go opatrzyć i powinien odpocząć. Cameron ty zajmij się tamtym… terminatorem. Spal go, nie chce go więcej widzieć – rozkazała Sarah.
W tym momencie z góry zbiegła Trzynastka.
– Co tu się dzieje? Usłyszałam jakieś hałasy. John? O mój Boże! Co ty tu robisz?! – wykrzyknęła z niedowierzaniem na widok młodego Connora.
- Cześć. Jak widać dostaje kulę w ramię – powiedział rozbawiony John. Jak na rannego miał dziś wyjątkowo dobry humor…
Później…
Trzynastka i Sarah były na parterze. Sarah krzątała się w kuchni przygotowując najprawdopodobniej jedyną potrawę którą potrafiła – smażąc naleśniki. Trzynastka siedziała na krześle przy niewielkim, okrągłym stole, popijając herbatę. Uwielbiała smak tego gorącego napoju i nadal nie mogła się nadziwić że tu – w przeszłości - jest on tak łatwo dostępny. Z czasem wiele się zmieni. Niestety.
- Zaglądałaś do Johna? – Sarah przerwała ciszę, przy okazji przerzucając naleśnika na drugą stronę.
- Tak, śpi. Lepiej niech odpoczywa – odpowiedziała dziewczyna i upiła łyk herbaty, po czym obie na nowo pogrążyły się we własnych myślach. Pojawienie się dwóch Johnów zdecydowanie zachwiało ich obecną rzeczywistością.
- Jak myślisz? Po co wysłali tu tego terminatora? – zapytała nagle Sarah.
- Nie wiem – odparła Trzynastka. – Może chcieli żeby zdobył twoje zaufanie? Albo żebyś go doprowadziła do Savanny? A może po prostu chciał cię odciągnąć od poszukiwań powstającego Skynetu? Albo chciał zdobyć mojego czaso-skoczka? Mógł to być też jakiś okrutny żart Skynetu, o ile to coś ma poczucie humoru… Nie mam pojęcia... teraz już się raczej tego nie dowiemy.
Sarah pokiwała potwierdzająco głową i pytała dalej - A jakim cudem John nas odnalazł? Skąd wiedział gdzie będziemy i kiedy? Jak mógł wskoczyć w dokładnie ten moment w czasie? – w całej tej sytuacji było jeszcze wiele rzeczy których nie rozumiała.
- A to akurat proste – uśmiechnęła się Trzynastka. – Miał czaso-skoczka więc ustawił go tak żeby maszyna odszukała innego czaso-skoczka i gotowe. Zwykle nie są aż tak dokładne, więc John mógł wylądować kilka metrów dalej ale widocznie miał szczęście, albo je dopracowali… nie jestem pewna bo dawno mnie nie było w przyszłości…
John tymczasem słyszał całą rozmowę z korytarza. Rana nadal go trochę bolała ale czuł się już znacznie lepiej. Pomimo nalegań matki nie miał zamiaru leżeć w łóżku. W końcu takie obrażenia w przyszłości to drobnostka.
Wcześniej tyle się działo, że nie miał nawet czasu porozmawiać z Cameron. Z jego Cameron, a nie z terminatorką która teraz pilnuje jego bezpieczeństwa. Chciał porozmawiać z tą Cameron którą poznał w przeszłości, tą z którą tyle przeżył i dla której skoczył w przyszłość. Jego protektorką i… po prostu z jego Cameron.
Wiedział że terminatorka spaliła już cyborga i teraz jest na górze. Postanowił więc skorzystać z nieuwagi Sary i Trzynastki aby do niej pójść i pomówić na osobności.
Nie mylił się. Cameron była w pokoju na piętrze. Stała nieruchomo, plecami do niego i patrzyła w okno. Obserwowała. Zatrzymał się cicho w drzwiach. Nie był pewien co w ogóle chce jej powiedzieć.
- Nie powinieneś jeszcze wstawać John. Jesteś ranny – zaskoczyła go odwracając się nagle.
- Skąd wiedziałaś, że tu jes… - urwał i przecząco pokręcił głową. – Zresztą nieważne. Cieszę się że cię widzę – uśmiechnął się lekko. - Dobrze wyglądasz. Jesteś znowu… sprawna. I nie chodzi mi tu o te uszkodzenia, które przed chwila odniosłaś… - uściślił.
- Wiem. Części z przyszłości oraz naprawiony chip pozwoliły mi osiągnąć 100% wydajności – odpowiedziała fachowo.
- Taka sama jak zawsze – chłopak uśmiechnął się ponownie i tym razem jego uśmiech był już pełny. Podszedł do niej i skrzyżował ręce na piersi. – Co tu robisz? – zapytał nieudolnie najwyraźniej próbując zacząć jakąś niewinną rozmowę. Czyżby wielki dowódca był nagle zdenerwowany będąc sam na sam z Cameron? 'Żałosne' – pomyślał. – Czemu tak stoisz? – dodał, starając się brzmieć beztrosko.
- Robiłam codzienny obchód. Stąd doskonale widać cały teren przed domem więc obserwuję – terminatorka wyjaśniła mu rzeczowo.
- No tak. Pełen profesjonalizm. Misja przede wszystkim, oczywiście… - zawahał się. – Wiesz Cam? Tęskniłem za tobą – przyznał po chwili.
- W przyszłości jest z tobą inna wersja mnie. Nie mogłeś tęsknić. Twoja ochrona to teraz jej misja.
John westchnął głęboko i przegarnął ręką włosy. Czyżby terminatorka robiła mu właśnie wymówki? – Tamta Cameron jest inna – zaczął wyjaśniać. – Nie skopiowałem jej twoich danych i wspomnień. Po prostu nie mogłem tego zrobić... Wyglądacie tak samo ale… - lekko spuścił wzrok - … ona nie jest tobą i… nigdy nie będzie. Ty jesteś jedna i… - zawahał się ponownie, jakby nie był pewien co chce i czy chce powiedzieć - … cieszę się że nic ci nie jest – skończył pośpiesznie.
- Dziękuję John – odparła Cameron i chłopak mógłby przysiąc że widział na jej ustach cień uśmiechu. Grymas zniknął jednak tak szybko, że nie był pewien czy go sobie tylko nie wyobraził.
- Dziękujesz? – zapytał zaskoczony.
- Tak. Zrobiłeś dla mnie coś miłego. Człowiek w takiej sytuacji by podziękował.
- Cameron… - John poczuł, że już dłużej nie może wytrzymać. Wyciągnął rękę i pogładził terminatorkę delikatnie po włosach, zatrzymując dłoń na jej policzku.
- Cameron czy mogłabyś… - rozległo się na korytarzu i w tym momencie do pokoju weszła Trzynastka. – Och… przepraszam – speszona dziewczyna wybiegła szybko.
- Allison! – John natychmiast zabrał rękę i chciał za nią biec ale Cameron chwyciła jego nadgarstek, zatrzymując go.
- Cameron, puść! – krzyknął.
- Nie powinieneś jeszcze biegać, John. Jesteś ranny.
- Cam. Teraz już mnie nie ochraniasz, nie musisz się o mnie dłużej martwić. Puść, muszę iść – zaczął ją przekonywać, próbując uwolnić rękę.
- Nie. Nie musisz za nią iść – terminatorka nadal uparcie trzymała jego nadgarstek.
- Cameron – chłopak spojrzał jej prosto w oczy. – Teraz masz ochraniać Allis. Jej dobro powinno być dla ciebie najważniejsze. Ona w tej chwili jest… - nie dokończył jednak. – Muszę po prostu do niej iść.
- Jej bezpieczeństwo nie jest zagrożone – terminatorka powiedziała pewnie.
John spuścił z niej wzrok. – Cam, liczy się nie tylko bezpieczeństwo fizyczne. Ważny jest też komfort psychiczny – spojrzał jej ponownie w oczy. - Teraz muszę do niej iść, naprawdę. Wrócę, obiecuję – uśmiechnął się miękko – i będę szedł powoli – dodał.
Cameron nie zdawała się być przekonana ale w końcu puściła jego rękę i John zaczął iść w stronę wyjścia.
- Dlaczego? – usłyszał nagle pytanie.
- Co dlaczego? – odwrócił się zdziwiony.
- Dlaczego kazałeś mi ją chronić? Jest dla ciebie ważna? – teraz to terminatorka patrzyła mu prosto w oczy.
- Obie jesteście. Uważaj na siebie – odparł i tak jak obiecał, wyszedł powoli.
Na zewnątrz było już całkiem ciemno. Jedynym źródłem światła były dwie lampy ogrodowe, zainstalowane z tylu domu. Trzynastka, pogrążona w myślach, siedziała na ławce nieopodal. Widok Johna i Cameron zabolał ją bardziej niż powinien. 'Idiotka ze mnie' – pomyślała. '… przecież on…' – ech…
John tymczasem cicho do niej podszedł i usiadł obok. Przez jakiś czas oboje milczeli.
- Przepraszam. Nie chciałam wam przeszkodzić – dziewczyna w końcu jako pierwsza postanowiła przerwać tą niekomfortową sytuację.
- Nie przeszkodziłaś. Ja tylko… a ty… to skomplikowane – chłopak westchnął głęboko.
- Wiem – Trzynastka skwitowała krótko.
Ponownie nastała niezręczna cisza i ponownie to pierwsza przerwała ją dziewczyna. John Connor dziś najwyraźniej nie należał do najodważniejszych z żołnierzy. 'Kobiety… i niektóre cyborgi mają czasem taki wpływ na faceta' – pomyślał, lekko zażenowany. 'Bywa'.
- Jak się czujesz? Lepiej? – usłyszał głos Trzynastki.
- Tak, tak, znacznie, dzięki – odparł pośpiesznie.
- Powinieneś niedługo wracać, prawda? – dziewczyna zapytała niepewnie, bawiąc się sznurem od szlafroka.
- Najlepiej jak najszybciej… - John potwierdził tylko to co oboje i tak wiedzieli. – W ogóle nie powinno mnie tu być – dodał - … ale jak się tylko dowiedziałem, że Skynet użył swojego starego wehikułu, żeby przerzucić tu tego terminatora to musiałem przybyć. Chciałem się wam pokazać i szybko udowodnić, że tamten John to nie ja. Nie myśląc więc wiele wziąłem czaso-skoczka i jestem. Miałem tylko nadzieje, że zdążę na czas...
- Zdążyłeś – potwierdziła Trzynastka. – Nie wiesz po co go tu wysłali?
- Niestety nie – przyznał John - … ale spróbuję się dowiedzieć… tyle że w przyszłości… i tak muszę już wracać, beze mnie sobie tam nie poradzą – uśmiechnął się przekornie.
- Zapewne - potwierdziła dziewczyna i ona także się delikatnie uśmiechnęła. - Ładnie tu, w przeszłości – Trzynastka chciała chociaż na chwilę zmienić temat i nie myśleć o tym co zaraz miało się wydarzyć.
John roześmiał się szczerze lecz jego uśmiech szybko zbladł. Widocznie nie był to dobry moment na zmianę tematu. – Wiem – powiedział. - … ale ja nie mogę tu zostać, już nie. Miałem swój czas żeby żyć w tym świecie, teraz twoja kolej. Ja mam kilka rzeczy do załatwienia, ty zresztą też, ale tutaj – dodał i spojrzał na nią swoimi jasnymi, zielonymi oczami które błyszczały w mroku.
- Musimy brać swoje przeznaczenie we własne ręce? – Trzynastka zapytała go jego własnymi słowami, ileż razy w przyszłości słyszała z jego ust to zdanie…
- Dokładnie. - John uśmiechnął się miękko. Wstał i wziął Trzynastkę za rękę. Pociągnął ją lekko i ona również wstała. Podniósł jej dłoń i pocałował jej wewnętrzną stronę.
- Wracam – zdecydował szybko, nie było sensu już dłużej czekać. Każda minuta spędzona w przeszłości sprawiała że coraz trudniej mu było odejść. - Bądź grzeczna Allis.
- Nie mów tak do mnie – dziewczyna zbuntowała się nagle i wyrwała mu swoją dłoń. – Tyle razy ci mówiłam żebyś tak mnie nie nazywał. Nikt już tak do mnie nie mówi, tylko ty, dlaczego?
- Bo to twoje imię, lubię je.
- Nie, nie. To już nie jest moje imię. Allison Young była słaba i tchórzliwa. Umarła tamtego dnia kiedy została porwana przez maszyny. Już jej nie ma. Wtedy narodziła się Trzynastka, ta która naprawiała ci przeprogramowane terminatory, zgodziła się jako pierwsza przetestować czaso-skoczka i ta która skoczyła w przeszłość żeby pomóc powstrzymać Skynet. Już nie jestem „Tchórzliwym Lwem"** który szukał odwagi – dziewczyna powiedziała jasno i stanowczo.
- Nigdy nie byłaś tchórzem Allison, a to co mówisz brzmi jak jakiś tekst z dramatu sci-fi – John starał się zażartować.
- Przestań, mówię serio. Już nie jestem Allison, która bez celu pałętała się w oddziale Kyle'a – Trzynastka spuściła wzrok. - Nie chce już nią być, zmieniłam się, teraz jestem zupełnie nową osobą – dodała i spojrzała na niego.
- Nie pałętałaś się bez celu…
- Właśnie że tak – przerwała mu szybko. - Dopóki ty się nie pojawiłeś – przyznała po chwili.
- Allison… - zaczął chłopak.
- John! – Trzynastka się zirytowała i tupnęła nogą. Czasem naprawdę uwielbiała zachowywać się jak dzieciak, którym już od pewnego czasu nie była.
- No dobrze już, dobrze, jesteś Trzynastką. Ocaloną od pewnej śmierci w piątek trzynastego. – przyznał jej w końcu rację. - Bądź więc grzeczna Trzynastko – uśmiechnął się szeroko.
- Zawsze jestem.
- Kłamczucha – John przewrócił oczami i roześmiał się.
- Ale i tak mnie lubisz.
- Lubię, lubię – nadal rozbawiony puścił jej oko, nagle jednak spoważniał. - Powiedz mojej mamie że ją przepraszam… za wszystko i dziękuję.
- Powiem – dziewczyna lekko posmutniała – … ale ona i tak wie.
John uśmiechnął się smutno. Odwrócił się i odszedł, nie spoglądając więcej za siebie
Za plecami usłyszał tylko - Uważaj na siebie…
John poszedł przed dom. Stanął tak aby Sarah go nie zobaczyła przez okno ale aby Cameron na pewno go dostrzegła. Chwilę później terminatorka do niego dołączyła
Chłopak*** do niej podszedł - Muszę już wracać – poinformował ją stanowczo.
- Rozumiem – przyznała. - Rozmawiałeś z Trzynastką?
- Tak. Wszystko w porządku… opiekuj się nią i moja mamą. Zrób to dla mnie, dobrze? – poprosił ją. - Nie chce żeby coś im się stało.
Cameron nie odpowiedziała. John zbliżył się do niej jeszcze bardziej. Teraz mógł jej dotknąć ale tego nie zrobił.
- Cam, proszę cię – powiedział cicho.
Terminatorka spojrzała wprost na niego, jej twarz nie zdradzała jednak żadnych emocji.
- Nie musisz mnie prosić John. Ich ochrona to moja teraźniejsza misja – powiedziała mu jakby go informowała o czymś o czym nie wiedział.
- Wiem ale poczuję się lepiej jeśli będę wiedział że ochraniasz je nie tylko dlatego, że musisz.
Cameron wyglądała jakby przez chwilę zastanawiała się nad jego słowami. Po kilku sekundach odpowiedziała. – Dobrze.
Na te słowa John nagle szybko przyciągnął ją do siebie i pocałował w czoło.
- Dzięki. Trzymaj się Cam – dodał na odchodne, odwrócił się i zaczął iść przed siebie. Po kilku krokach zatrzymał się jednak, jakby sobie nagle o czymś przypomniał, i szybko na nią spojrzał. – Całkiem zapomniałem – powiedział i zaczął wyjmować coś z kieszeni. Coś co wyglądało jak pendrive – Tu jest nagranie z naszego monitoringu w laboratorium. Jest na nim szpieg który infiltrował naszą bazę i ukradł nam jednego czaso-skoczka – wyjaśniał. - Zdemaskowaliśmy go i musiał się ratować ucieczką, dlatego jest na nagraniu, nie dbał już o to co się nagrywa bo i tak jego przykrywka została spalona – John odpowiadał właśnie na pytanie Cameron, zanim ta jeszcze zdążyła je zadać. Chyba naprawdę poznał już trochę sposób myślenia maszyn.
- Rozumiem. Co mam z tym zrobić? – terminatorka najwyraźniej chciała dalszych wyjaśnień.
- Użył czaso-skoczka – kontynuował Connor - … i gdzieś nam uciekł. Nie wiemy dokąd. Mógł się udać gdzie tylko chciał, mam jednak nadzieję że nie tam gdzie zdołał to urządzenie przekazać Skynetowi – wtrącił zdecydowanie niepocieszony -… no nie ważne zresztą, to już mój problem i się tym zajmę – stwierdził stanowczo. - Chodzi o to że ten czaso-skoczek był zaprogramowany tak jak mój, żeby przybyć do tego czasu i odnaleźć drugiego czaso-skoczka, tego którego ma Al… - John zawahał się ale szybko się poprawił - … to znaczy Trzynastka. Planowałem wysłać tu wam kogoś do pomocy – dodał widząc pytający wzrok Cameron. Tak, John Connor naprawdę rozumiał maszyny. - Nie mamy pewności – mówił dalej - … czy ten szpieg go zdążył przeprogramować, jeśli nie to istnieje prawdopodobieństwo że może się tu pojawić... Miej oczy otwarte Cam i uważaj na niego – poinformował ją poważnym tonem. - Jeśli się tu pokaże to być może będzie was chciał oszukać.
- Dobrze, zajmę się nim – potwierdziła terminatorka.
- Nie chciałbym być na jego miejscu – oznajmił John, nagle dość rozbawiony, i podał jej pendrive'a. – Na mnie już czas – dodał niewesoło i odsunął się kawałek.
- Cam? – przywołał jeszcze jej uwagę. - Dzięki za uratowanie mi dziś życia, jak zawsze zresztą… i wiesz co? Tym razem nie dawaj już nikomu swojego chipa, obiecujesz?
- Obiecuję – terminatorka stwierdziła pewnie.
John uśmiechnął się ale jego uśmiech nie sięgał jego oczu,*** skinął jej głową na pożegnanie i ustawił parametry w swoim czaso-skoczku. Chwilę później, wraz z niebieskim błyskiem, zniknął.
Zaraz potem z domu wybiegła Sarah.
- John? – krzyknęła z niepokojem w głosie.
- Wrócił do przyszłości – jej obawy potwierdziła Cameron – Tam jest teraz jego miejsce…
Przypisy:
* - John-terminator myślał, że jakimś cudem ma przed sobą tą Cam z przyszłości, tą która teraz chroni Johna. Nie mógł przecież wiedzieć, że w przeszłości jest jeszcze jedna wersja Cam, ta z poprzedniej linii czasowej ;)
** - postać z „Czarnoksiężnika z Krainy Oz", czyli ulubionej książki Johna.
*** - Aquma *wink wink* :P Tak! To było specjalnie.
Ineczka - dzięki za reviewa! Nawet nie wiesz jak podniósł mnie na duchu :) mała rzecz a cieszy.
Aquma - dzięki za info jak wstawiać linie! Już je naprawiłam.
Reszta - dziękuje za opinie i za to, że czytacie :*
