Jestem pewna, że inaczej wyobrażaliście sobie konfrontację Trzynastki i Cameron. Na pewno jest tu wiele rzeczy, których się nie spodziewaliście, a wielu które chcieliście, żeby były nie ma ale cóż... ja tak to widzę i już. Walki w kisielu niestety nie ma - sorry. ;)


Jack is back

Właśnie świtało kiedy kapitan Jack Storm wracał do domu. 'To była bardzo udana noc' – pomyślał ścierając ślad szminki (kolejny!) ze swojej szyi. 'Ciekawe czy moje dziewczyny ucieszą się, że już wróciłem?' – zapytał sam siebie i uśmiechnął się pod nosem. Nie miał nawet pojęcia co go czeka w domu…

Kiedy tam dotarł to najpierw zobaczył Sarę. Stała przy oknie, w salonie, i usilnie się w nie wpatrywała.

- Hej – przywitał się z nią Jack. – Co jest? Czemu już nie śpisz? – zapytał zaskoczony. Nie spodziewał się, że już wstała.

Kobieta jednak mu nie odpowiedziała. Sprawiała wrażenie nieobecnej, jakby w ogóle go nie słyszała. Co więcej, kapitan zauważył, że miała na sobie te same ubrania co wczoraj. 'To dopiero dziwne' – pomyślał. 'Czyżby się w ogóle nie kładła?'

- Saro, słyszysz mnie? – spróbował jeszcze raz. Żadnej reakcji. 'Umarła czy jak?"

- Saro – zapytał ponownie, tym razem podchodząc do niej i lekko dotykając jej ramienia.

- John? – kobieta odwróciła się nagle.

- Co? John? – zdziwił się kapitan. – Nie, to ja Jack. Johna tu przecież nie ma – wyjaśnił jej, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. 'Zwariowała?' – zastanawiał się w myślach.

- Jack, no tak, to ty – Sarah wyglądała jakby przyjęła to do wiadomości, a potem znowu stała się nieobecna.

- Co się dzieje? Zaczynasz mnie przerażać.

- Nic się nie dzieje, w tym właśnie problem – kobieta skwitowała krótko.

- Nie rozumiem.

- Nie rozumiesz bo cię tu nie było, jak zawsze ostatnio. Zresztą nieważne. Daj mi spokój, głowa mnie boli.

- Taa… najwyraźniej – kapitan mruknął pod nosem. – Wyjaśnisz mi o co chodzi? – zapytał już głośniej.

- Niech ci to wyjaśni blaszanka albo jej ksero, wygląda na to, że teraz dla wszystkich to one są ważniejsze niż ja! Nawet dla mojego syna – syknęła Sarah i poszła do kuchni, zapewne w poszukiwaniu jakiegoś środka na ból głowy.

- Że jak? – Jack był teraz bardziej skołowany niż kiedykolwiek.


Tymczasem…

Na piętrze, w pokoju Cameron, terminatorka rozmawiała z Trzynastką. Obie stały naprzeciw siebie.

- Powiedziałam Sarze, że John jej dziękuje za wszystko i ją przeprasza, tak jak chciał, ale nie wiem czy mnie słyszała. Wyglądała na bardzo zamyśloną. Chyba źle przyjęła to, że odszedł bez pożegnania z nią… no i że spędziła z nim tak mało czasu – powiedziała Trzynastka.

- John nie chciał spędzać z nią czasu. Wtedy im obojgu było by jeszcze trudniej się rozstać, a rozstanie było nieuniknione – pewnie odparła Cameron.

- Myślisz, że właśnie o to mu chodziło?

- Znam Johna, przeanalizowałam całą sytuację i tak właśnie uważam.

- Być może… - zamyśliła się dziewczyna. – Być może Sarah podświadomie też to wiedziała i dlatego nie pilnowała go kiedy spał, tylko była w kuchni.

- Być może. Tego nie jestem pewna – powiedziała Cameron. – Ja nie byłam dla niego miła – dodała. – Mogłam ale uznałam, że tak będzie lepiej.

- Dlaczego lepiej?

- Prościej.

- Dla kogo?

- Dla Johna – terminatorka oświadczyła jakby to było oczywiste. Nie musiała nic więcej dodawać. Trzynastka dobrze rozumiała co Cameron miała na myśli. 'Ja też nie…' – zaczęła ale urwała myśl. 'Wygląda na to, że wszystkie go w jakiś sposób zawsze chronimy…'. - Jak myślisz… - zawahała się lekko. Podeszła do idealnie równo pościelonego łóżka, na którym nikt nigdy nie sypiał. Usiadła i spojrzała na terminatorkę – Jak myślisz… - dziewczyna zaczęła jeszcze raz - … John mnie… polubił bo wcześniej lubił ciebie czy lubił ciebie bo kiedyś lubił mnie?

Terminatorka w odpowiedzi tylko lekko przekrzywiła głowę na bok, jakby nie rozumiejąc pytania. Nie można było się jej dziwić.

- Nieważne. Zapomnij. Podróże w czasie wszystko komplikują…

- Tak, podróże w czasie mogą komplikować wiele rzeczy – potwierdziła Cameron - … ale – kontynuowała – … John wie, że jesteśmy inne i że nie jesteśmy tą samą osobą.

- Pewnie masz rację – stwierdziła Trzynastka.

- Mam – krótko odparła terminatorka.

- Tak, ale to i tak trudne, no i skomplikowane… no wiesz, to że wyglądasz tak jak ja…

- Nie jestem tylko twoją kopią, jestem czymś zupełnie nowym – stwierdziła nagle Cameron.

- Nie to miałam na myśli – odparła dziewczyna. - Na pewno nie jesteś tylko kopią. W środku jesteś całkiem inna… i nie mówię tu o endoszkielecie.

- Zgadza się – potwierdziła terminatorka.

- Co by nie mówić to John ma chyba jednak pewien problem z dziewczynami o brązowych oczach i włosach – starała się zażartować Trzynastka. - To już trzecia identyczna w jego życiu.

- John najprawdopodobniej woli blondynki – niespodziewanie rzuciła Cameron.

- Co? – Trzynastka z zaskoczenia aż mrugnęła kilka razy.

- John najprawdopodobniej woli blondynki – powtórzyła terminatorka.

- Słyszałam ale skąd to wiesz?

- Jego dziewczyna była blondynką.

- Kto? Jego dziew… zaraz. Jak to była? A co się z nią stało? Rozstali się? – dopytywała zdziwiona Trzynastka.

- Nie, ona nie żyje.

- Co takiego? Cameron ty chyba nie… - podróżniczka w czasie aż bała się dokończyć to zdanie.

- Nie, nie zabiłam jej.

- A chciałaś? – dziewczyna zapytała szybciej niż zdążyła pomyśleć, że chyba jednak nie powinna.

- Jestem tylko maszyną. Nie mogę „chcieć" – odparła terminatorka.

- Ta... 'Nikt już chyba nie wierzy w tą gadkę o tylko maszynie, no chyba że Sarah' – pomyślała Trzynastka. – Czyli chciałaś… – dodała cicho i przełknęła ślinę. 'Nigdy nie wolno zapominać co ona może zrobić… a John ma więcej tajemnic niż sądziłam…' – zasępiła się.

- Musze iść – powiedziała nagle Cameron wytrącając dziewczynę z zamyślenia. – Mam coś do zrobienia – dodała i wyszła z pokoju wyjmując z kieszeni pendrive'a który dał jej John.

W tym właśnie momencie wszedł Jack.

- Hej River – przywitał się, widząc że dziewczyna, podobnie jak Sarah, już nie śpi albo w ogóle nie spała 'Dlaczego?' – zastanawiał się. – Wow słonko, musisz chyba poczytać trochę o kolorach czy coś – rzucił niespodziewanie widząc jej różowo-niebieski strój, którego nie zdążyła jeszcze zmienić, i żółte kapcie - … albo najlepiej sypiać nago – dodał z typowym dla niego, szelmowskim uśmiechem.

- Ciebie też miło widzieć Jack, jak zawsze – sarkastycznie odparła mu Trzynastka. – Chcesz czegoś czy jesteś po prostu uprzejmy?

- Chcę, możesz mi wyjaśnić co tu się dzieje? Na dole spotkałem Sarę ale gadała jak kompletna wariatka. Nie mów mi, że kiedyś była w psychiatryku jednak nie bez powodu!

- Przestań kretynie, to nie pora na żarty – postrofowała go dziewczyna.

- Rany… co z wami. Obie macie dziś te dni czy jak?

- John tu był – powiedziała stanowczo, od razu ucinając żarty Jacka.

- Jak to?! – wykrzyknął zdumiony kapitan…


Chwilę później…

Cameron przeanalizowała to co powiedział jej John; wzmiankę o szpiegu, którą znaleźli na chipie terminatora i historię Jacka. Nie trzeba było być super-cyborgiem z przyszłości, żeby odgadnąć że coś tu się nie zgadzało. O ile historia Johna i wzmianka o szpiegu się pokrywały, o tyle historia Jacka była już zupełnie inna. John powiedział, że miał zamiar wysłać kogoś w przeszłość ale tego nie zrobił, bo odkryli szpiega w swoich szeregach. Szpiega, który ukradł im czaso-skoczka i zniknął. Jack natomiast powiedział, że to John go tu wysłał i ledwo mu się udało tu dotrzeć, bo jakiś Szary próbował go powstrzymać. 'Czy to znaczy, że to Jack jest tym szpiegiem?'. Cameron musiała się upewnić zanim zacznie działać. Podłączyła więc pendrive'a do laptopa, który był w pokoju Trzynastki, i go odczytała. Na zapisie z kamery widać było laboratorium Ruchu Oporu, obecnie praktycznie opustoszałe. Krzątało się tam tylko dwóch ludzi w białych, stosunkowo, kitlach. Niestety był jakiś problem z dźwiękiem, właściwie to duży problem bo nie było nic słychać, tylko sporadyczne trzaski. Obraz też czasem miał zakłócenia, widać było że monitoring, pomimo iż z przyszłości, pozostawiał wiele do życzenia. Nagle do laboratorium ktoś wbiegł, jakiś mężczyzna, w ręku trzymał broń. Nie widać było jego twarzy, bo stał tyłem do kamery. Zamknął pomieszczenie na klucz i coś krzyczał, jeden z mężczyzn w kitlach podniósł ręce do góry a drugi niewiele myśląc rzucił się na napastnika. Ten strzelił mu w kolano, unieszkodliwiając go. 'Dlaczego go nie zabił? To było by efektywniejsze' – pomyślała Cameron. Tego się jednak już raczej nie dowiemy.

Potem tajemniczy mężczyzna, będący zapewne wspomnianym szpiegiem, zaczął nerwowo przeszukiwać laboratorium, widać było że się spieszył. Na blacie zobaczył przygotowany czarny woreczek, chwycił go i schował do kieszeni długiego płaszcza. Później w małej szafce, której zamek przestrzelił, odnalazł to czego najwyraźniej szukał – czaso-skoczka. W tym momencie drzwi do laboratorium zostały wyważone i do środka wbiegło kilku żołnierzy. Mężczyzna niewiele myśląc założył czaso-skoczka na rękę, widać było że nie ma innej możliwości aby stąd uciec. Wtedy jeden z żołnierzy rzucił się na niego, chcąc odebrać mu urządzenie. Podczas szamotaniny szpieg upuścił broń. Cameron rozpoznała w żołnierzu człowieka, który walczył z Jackiem zaraz po jego przybyciu. Człowieka, którego zabiła… W tej chwili szpieg w końcu odwrócił się do kamery. Potem obu mężczyzn ogarnęło niebieskie światło, a chwilę potem zniknęli.

- Jack – powiedziała Cameron. Tak, nie było już żadnych wątpliwości. Uroczy kapitan Jack Storm to tak naprawdę szpieg, o którym mówił John, zdrajca Ruchu Oporu.

- Zgadza się, to ja – terminatorka usłyszała od progu znajomy głos. – Ale nie powinnaś była tego widzieć, kotku. Naprawdę nie powinnaś była…


Next Time: co nieco o Ellisonie (lekko zapomnianym) oraz konfrontacja Jacka i Cam (ciekawe które z nich wyjdzie z niej cało?)

Aha, no i dziękuje Wam wszystkim za 100 reviewów! Mogę tylko powiedzieć - piszcie dalej! :*