Oh, you're gonna hate me for this...
Tym, którzy widzą w Cam tylko słodką i niewinną dziewczynę niestety NIE polecam tego rozdziału!
Wilki w owczych skórach
- Panie Ellison, panie Ellison – krzyczała Savannah wyrywając się na chwilę z objęć matki i biegnąc do byłego agenta FBI. – Zdradzę panu sekret – powiedziała cicho. – Chce pan?
- Skoro to sekret to jesteś pewna, że chcesz mi go zdradzać? – zapytał zaskoczony James.
Dziewczynka w odpowiedzi pokiwała głową – Powiem go tylko panu ale na ucho, bo to sekret.
- No dobrze – Ellison przykucnął tak aby Savannah mogła lepiej dosięgnąć.
- Ta mama która wróciła, to moja pierwsza mama, ta miła – dziewczynka wyszeptała z uśmiechem na ustach.
- Jak to „ta pierwsza"?
- Bo miałam dwie mamy. Ta pierwsza mnie przytulała i robiła kakao a ta druga… na początku się jej bałam i ona nie chciała mi robić kakao i nie umiała śpiewać – wyjaśniła Savannah. – Cieszę, że już wróciła pierwsza mama, mam nadzieję, że zostanie ze mną na zawsze – dodała i pobiegła z powrotem do matki. Prawdziwej matki, tej która teraz nie chciała jej już wypuścić z rąk, nawet na chwilę, tej która umie śpiewać i przytulać i robić kakao przed snem.
'No tak' – pomyślał James. 'Czemu mnie to w ogóle dziwi? Savannah to przecież mądre dziecko, oczywiście że zauważyła, że z jej mamusią jest coś nie tak. Dwie mamy… mała nawet nie wie jak blisko jest prawdy. Wygląda na to, że jest sprytniejsza ode mnie…' - Ellison westchnął głęboko.
Obserwując matkę i córkę, które wreszcie się spotkały w jego salonie, zastanawiał się co będzie dalej? Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że nie będzie łatwo. 'Weaver wróciła więc policja może w końcu odpuści ale co potem? Co z firmą? Czy Catherine będzie chciała stanąć na jej czele? Czy będzie miała siłę by nią zarządzać? Sama? Czy uda jej się to wszystko poskładać w całość? Czy jest na tyle opanowana? Ma tyle umiejętności co jej śmiercionośny i wyrafinowany sobowtór? A co z ludźmi z furgonetki? Wrócą jeszcze? Mówili przecież, że znowu się odezwą ale na razie milczą…'.
James w tej chwili nie znał odpowiedzi na te pytania i wiedział, że jedyny sposób aby je poznać to czekać. Na razie postanowił więc cieszyć się chwilą. Dziś oto, był przecież świadkiem niemalże cudu. Dziecko odzyskało utraconą matkę, a matka córkę której myślała, że już nie zobaczy. W taki dzień jak dziś nie wypadało się martwić.
- Jesteś zdrajcą – Cameron powiedziała ze stoickim spokojem i lekko, aczkolwiek sugestywnie zacisnęła prawą dłoń.
- Oj tam od razu zdrajcą – skomentował Jack, na jego ustach malował się beztroski uśmiech. Wyglądał jakby w ogóle nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji i z tego co może zaraz nastąpić. - Po co zaraz takie brutalne słowa, kotku? Ja nazwałbym to inaczej. Jestem po prostu… kreatywny. A jak wiesz, żeby przetrwać w przyszłości trzeba być bardzo… kreatywnym.
- Kiedy tu przybyłeś zabiłam nie tego człowieka co powinnam – terminatorka nagle jakby znowu zdała sobie z tego sprawę.
- Twój błąd, moje szczęście, jego pech, kotku. Bywa – podsumował krótko kapitan, nadal z tym samym beztroskim uśmiechem. Widać było, że to wszystko nie robiło na nim najmniejszego wrażenia.
- To nie był mój błąd, tylko Trzynastki – sprecyzowała Cameron.
- Zwał jak zwał ale fakty są takie, że nie musiałaś zabijać tego biedaka, mogłaś go tyko ogłuszyć.
- Tak było efektywniej.
- Właśnie za to lubię maszyny, wy zawsze robicie to co trzeba, żadnego wahania, zawsze efektywne – Jack wyraźnie podkreślił ostanie słowo.
- Zdradziłeś Ruch Oporu – terminatorka postanowiła przejść do rzeczy.
- Ruch Oporu… jak to podniośle brzmi! – lekko zdenerwował się kapitan. - A przecież jeszcze do niedawna to była tylko banda szaleńców i desperatów, którym wydawało się, że mają jakieś szanse w starciu z terminatorami.
- John ich zmienił – Cameron mówiła jakby była stuprocentowo pewna swoich racji i… zapewne tak właśnie było.
- Ach tak, owszem. John Connor, chłopak znikąd który zalazł za skórę samemu Skynetowi.
- Dlaczego go zdradziłeś?
- Zdradziłem? Czemu ciągle to powtarzasz, kotku? Nie mogłem go zdradzić, bo nigdy nie byłem po jego stronie – Jack uśmiechnął się szelmowsko. Wygląda na to, że właśnie znowu odzyskał dobry humor.
- Nie rozumiem.
- Nie byłem po jego stronie. Zostałem wysłany do Ruchu Oporu, żeby odwalić twoją robotę, Cammy. Ty zawiodłaś i to dwa razy, obie wersje ciebie, a ktoś musiał wypełnić zadanie, padło na mnie – objaśnił jej Storm.
- Zadanie?
- No nie udawaj, że nie wiesz. Zostałaś przeprogramowana ale pamięci chyba nie straciłaś, co? Szpiegowanie Johna, przekazywanie informacji o nim, jego planach i o całym Ruchu Oporu Skynetowi – to były twoje i moje zadnia. Noo… moja misja nie uwzględniała tylko uwodzenia Johna, dzięki Bogu!
- Uwodzenia? – powtórzyła Cameron i lekko przekrzywiła głowę na bok. - Nie rozumiem – twierdziła uparcie.
- Daj spokój kotku. Jasne, że rozumiesz. Twoja misja nadrzędna, w razie gdyby ta zakładająca podszywanie się pod Allison się nie powidła? Mówi ci to coś? – Jack pytając jednocześnie zaczął krążyć wokół terminatorki, jak drapieżnik który osacza swoja ofiarę. Wyglądał na bardzo pewnego siebie, zupełnie jakby to on był terminatorem, a Cameron tylko bezbronną dziewczyną. Co gorsza, doskonale widać było, że kapitan wiedział co robi.
- Nie rozumiem – terminatorka nadal była uparta ale z jakiegoś powodu nie robiła nic aby powstrzymać Jacka.
- Ech… Cam – westchnął mężczyzna. - Nie chciałem tego robić, naprawdę nie chciałem używać tego argumentu ale nie dajesz mi wyboru… „Jameron"! – wykrzyknął nagle.
- Co? – zapytała zaskoczona Cameron.
- Misja „Jameron", Cammy, przykro mi ale wiem o wszystkim.
- Skąd? Nie masz prawa o tym wiedzieć – terminatorka chyba w końcu postanowiła przestać udawać, że nie ma pojęcia o czym mowa i zagrać w otwarte karty.
- Ale wiem. Przysłał mnie Skynet, jestem Szarym i to nie byle jakim – dumnie powiedział kapitan. – Sądzisz więc, że nie wiedziałabym o czymś tak ważnym jak twoja nadrzędna misja?
- Nikt o niej nie wiedział, nawet John.
- Szczególnie John, prawda? - 'O ironio' – Jack dodał w myślach.
- Co teraz? – Cameron zapytała z jakby odrobiną rezygnacji i irytacji w głosie.
- Nic, zupełnie nic. Ja idę w swoją stronę a ty w swoją i zapominamy o tej rozmowie.
- Nie mogę cię zabić – teraz w głosie terminatorki zdecydowanie można już było wyczuć rezygnację. Czyżby była zawiedziona?
- No ba… takie masz przecież rozkazy Cam, nie możesz zabić sojusznika który zna twoją małą tajemnicę.
- Zamierzasz o wszystkim powiedzieć Sarze?
- O tym, że w razie gdybyś została zdemaskowana i przeprogramowana, tak żebyś nie mogła zabić Johna, to w zamian masz doprowadzić do jego upadku? A skąd! Jeszcze biedna Sarah się zdenerwuje – Jack skomentował sarkastycznie. – Ja zachowam twoją tajemnicę a ty moją, wszystko będzie po staremu i wszyscy będą szczęśliwi – dodał i uśmiechnął się diabelsko.
- Gdyby maszyny mogły nienawidzić to myślę, że właśnie teraz bym to czuła – Cameron rzuciła mu w odpowiedzi.
- Dobrze więc, że nie mogą – podsumował Jack i odwrócił się w stronę wyjścia.
- Masz rozkaz nas zlikwidować? – na odchodne zapytała go terminatorka.
- Gdybym chciał was zlikwidować to Sarah i Trzynastka już dawno byłyby martwe, a ty byłabyś tylko kupą złomu, kotku. A szkoda by było… taka strata – odparł kapitan nie odwracając się nawet. Był bardzo pewny siebie, być może zbyt pewny.
- Jakie więc masz rozkazy?
- Gdybym ci powiedział to nie było zabawy, prawda? – tym razem Jack odwrócił się lekko i puścił jej oko. - A nagranie z monitoringu proponuję zniszczyć – „poradził" jej i opuścił pokój, jakby cała ta rozmowa nigdy nie miała miejsca…
Później…
Cameron siedziała w salonie i beztrosko przeglądała jakiś magazyn. Wygodnie rozłożona na kanapie; z włosami związanym w kitkę; w prostej, białej bluzce na ramiączkach; jeansach i… różowych kapciach oraz paznokciach w tym samym odcieniu wyglądała jak zwyczajna, lekko znudzona nastolatka. W tej chwili naprawdę ciężko było ją odróżnić od człowieka. Tak ciężko, że…
Sarah właśnie zeszła z góry i zmierzała w stronę kuchni, a żeby tam dotrzeć musiała przejść przez salon…
- Trzynas… - zaczęła widząc dziewczynę ale jedno zerknięcie na jej bransoletkę szybko wybawiło ją od tego błędu. – Cameron? – wykrzyknęła. – Co ty do cholery wyprawiasz?
- Relaksuję się – terminatorka spojrzała na nią znad gazety.
- Co?
- Relaksuję się przeglądając ten kobiecy magazyn – uściśliła odkładając gazetę na kolana. - Piszą tu – kontynuowała - że ostatnio bardzo modne są różne odcienie blondu. Sądzisz, że powinnam przefarbować włosy? Było by mi do twarzy? – zapytała najbardziej szczerze i niewinnie jak tylko potrafiła.
A na dźwięk tego pytania oczy Sary przybrały wygląd dwóch sporych rozmiarowo talerzy. – Cc… co? – kobieta wyjąkała tak zaskoczona jakby właśnie zobaczyła co najmniej UFO i to w towarzystwie samego Skynetu.
- Czy sądzisz, że powinnam przefarbować włosy na kolor blond? Odcień… stalowy, sądzę, że by do mnie pasował.
'Nie wierzę, że ona właśnie mnie zapytała o coś takiego! Ona? TO! Ona to przecież nie ona… Cholera nawet ja? Chyba zaczynam wariować!' – Sarah naprawdę nie była pewna czy nie zaczyna de facto wariować i czy to wszystko tylko jej się nie śni. A jeśli to sen to chyba jakiś ponury… - Po co u licha chcesz przefarbować włosy? Co ci to da?
- Nie jest to konieczne dla mojej misji ale myślę, że… - Cameron zawahała się przez chwilę – wyglądałoby ładnie.
'No nie! Tego już za wiele!' – zdenerwowała się kobieta. - Co się z tobą do jasnej cholery ostatnio dzieje? Odkąd zostałaś naprawiona jesteś jakaś dziwna. Najpierw gadasz praktycznie jak typowa maszyna a teraz co? Znowu weszłaś w swoją fazę udawania człowieka?
- Nie. Stałam się inna ponieważ dostałam nową misje i porzuciłam wszystkie swoje dawne zadania oraz wytyczne z nimi związane. Misja chronienia ciebie i Trzynastki wymaga właśnie takiej postawy. Nie muszę udawać człowieka ani uczyć się waszych zachowań – wyjaśniła terminatorka.
- Więc co teraz robisz? Farbowanie włosów to chyba nie jest zachowanie typowe dla maszyny, prawda?
- To prawda.
- Po co więc się nad tym zastanawiasz?
- Nie jestem pewna – Cameron odparła szczerze.
- Jak to nie jesteś pewna? Znowu coś z tobą nie tak? Popsułaś się? Masz usterkę? – 'Jeśli tak to zaraz znowu może jej odbić i będzie chciała nas wszystkich zabić!' – Sarah natychmiast przyjęła postawę obronną.
- Nie mam żadnej usterki, jestem w 100% sprawna – zapewniała ją terminatorka.
- Więc co z tobą?
- Nic, wszystko jest w porządku, myślałam tylko o kolorze moich włosów. Gdyby był inny to od razu łatwiej by mnie było odróżnić od Trzynastki.
- Taa... zapewne tylko o to ci chodziło – Sarah jej nie wierzyła ale na razie postanowiła odpuścić. Skoro Cameron nie atakowała to znaczy, że nie jest popsuta i nie chce ich zabić, prawda? 'Chyba… oby tylko gadanie bzdur nie było pierwszą oznaką awarii'.
Kobieta miała już odchodzić kiedy na stoliku, na wprost terminatorki zauważyła coś błyszczącego. 'Pierścionek? Czy to czasem nie…?' – To pierścionek od Jacka?
- Tak.
- Dlaczego tu leży? – zainteresowała się, chociaż sama nie była pewna czemu. Czyżby zwykła, kobieca ciekawość?
- Zamierzam go sprzedać. Musze kupić kilka rzeczy, więcej amunicji i nową kurtkę.
- Mamy przecież jeszcze diamenty.
- Wiem ale uznałam, że sprzedam pierścionek.
- Nie jest ci już potrzebny? Mówiłaś przecież, że powinnaś nosić biżuterię „jak prawdziwa dziewczyna" – powiedziała Sarah cytując Cameron, ależ to zdanie kiedyś ją zirytowało…
- Kupię sobie inną – terminatorka wyjaśniła szybko.
- Aha… jak chcesz, wszystko mi jedno. Po co ja w ogóle pytam? Przecież mnie to w ogóle nie obchodzi... jakbym nie miła innych problemów – kobieta zaczęła mamrotać pod nosem. 'Ja tu chyba naprawdę zwariuję' – A gdzie Jack? – przypomniała sobie nagle.
- Nie wiem, on mnie nie interesuje.
- … - 'No i jeszcze ten... Tak. Ja tu naprawdę zwariuję' – Sarah potwierdziła sama sobie i oddaliła się w stronę kuchni zostawiając Cameron nad jej lekturą.
Wieczorem…
Sarah leżała w ubraniach na swoim łóżku. Rozmyślała o ostatnich wydarzeniach. John tu był ale nie miała nawet okazji z nim porozmawiać. Jacka, jak zwykle, znowu nie było. 'Co on tak znika? Może powinnam go śledzić? To już zaczyna być mocno podejrzane... No i jeszcze ta blaszanka zaczyna szwankować. Nie wspominając już o tym, że nadal nie zrobiliśmy żadnych postępów w sprawie Skynetu… Wszystko ma swoje granice! Jeszcze trochę i mnie chyba tu szlag jasny trafi!' – podsumowała kobieta i z irytacji rzuciła poduszką w ścianę. 'Jak jakaś nastolatka, a to i tak nie pomogło'. Cholera… „Misja chronienia ciebie i Trzynastki wymaga właśnie takiej postawy. Nie muszę udawać człowieka ani uczyć się waszych zachowań." – przypomniało jej się nagle. – 'Czy to znaczy, że misja chronienia Johna wymagała udawania człowieka i uczenia się naszych zachowań? Potem też?' – nagle ogarnęła ją niepokojąca myśl, nie miała jednak okazji aby ją kontynuować bo w tym momencie usłyszała przeraźliwy krzyk. Krzyk dobiegający z pokoju Trzynastki.
- O kur… - nie dokończyła nawet i pobiegła w stronę korytarza.
Tymczasem…
Jack rozmawiał właśnie z jakiejś budki telefonicznej, niedaleko centrum miasta.
- Tak – powiedział do słuchawki. – Nie, nie sądzę żeby to stanowiło jakiś problem. Nie, nie uważam, że konieczne jest… ale jak to? Co? Czemu? Przecież nie mieliśmy… Jesteście pewni, że musimy je zlikwidować? Ale.. nie, nie myślę że nie ma takiej potrzeby... Tak. Tak, oczywiście. Nie. Nie mam z tym żadnego problemu. Poradzę sobie… tak, sam. Jestem pewien. Dobrze, oczywiście, Tak jest sir! – zakończył kapitan i rozłączył się. – Szlag by to… - wymamrotał i spojrzał w niebo. Było już praktycznie ciemno ale mimo to widział formujące się potężne, czarne chmury. – No i pięknie, jeszcze zaraz będzie lało! Chyba zanosi się na burzę…
W tym samym czasie, w spokoju Trzynastki…
Dziewczyna siedziała na łóżku i oddychała ciężko, nad nią stała Cameron, a do pokoju wbiegła Sarah.
- Co się tu dzieje? Coś ty jej zrobiła?! – zaczęła krzyczeć na terminatorkę.
- Nic, to nie ja. Przyszłam tu bo usłyszałam krzyk.
- Tak, to prawda – potwierdziła Trzynastka. – To nie ona, właściwie to nic mi się nie stało, miałam tylko zły sen, przepraszam, że krzyknęłam.
- Zły sen? I o to tyle zamieszania?
- Tak ale to był bardzo, bardzo zły sen… - powiedziała dziewczyna, wyglądała na naprawdę przerażoną i tylko to powstrzymało Sarę przed dalszym wykładem o tym jak to w tym domu krzyczy się tylko na widok terminatora. – To było takie… - kontynuowała Trzynastka – … rzeczywiste. Zupełnie jakby to się działo, boję się, że… że wydarzy się… - dziewczyna spojrzała Sarze prosto w oczy. – Wydarzy się coś strasznego…
Czyżby Jack dostał rozkaz żeby jednak zabić "dziewczyny"? O tym następnym razem.
I nie martwcie się - w tym "szaleństwie" jest metoda, taką przynajmniej mam nadzieję...
