Ostatnio tak namieszałam, że wiele osób się zamotało więc chciałam co nieco wyjaśnić. Czasem zapominam, że nie znacie tego opowiadania tak dobrze jak ja, bo przecież jeszcze go nie napisałam, a Wy nie siedzicie w moje głowie (może to akurat dobrze) ale (!) niektórzy z Was chyba też troszkę zapomnieli, że to tylko WARIACJA na temat trzeciego sezonu serialu. Poza tym to MOJA szalona wizja, ja tak to widzę i tak to piszę - subiektywnie. Czemu więc jest akurat tak? Bo ja tak chcę i już. Czyż nie przekuje was mój miażdżący argument? Zresztą wszystko wkrótce się wyjaśni, chyba hehe

Zakochanym w wizji Cam jako niewinnej i słodkiej dziewczyny nie polecam także i tego chaptera!

Dodam jeszcze, że wbrew pozorom ja bardzo lubię Cam. Uważam, że to strasznie ciekawa postać. Tyle, że ja nie widzę jej jako słodkiego niewiniątka, tylko jako przebiegłą, cwaną i nieprzeniknioną bestyjkę.


Spowiedź Cameron

- Śniło mi się… – zaczęła Trzynastka – … śniło mi się, że wszyscy giniemy, tu w domu. Widziałam jak… leżałaś martwa Saro – dziewczyna mówiła patrząc wprost na kobietę. - Cameron też i… miała rozwaloną całą prawą stronę głowy… kiedy do niej podeszłam to zobaczyłam, że za nią leży John, nie wiem po co on tu znowu był ale był i.. miał całą zakrwawioną twarz i takie puste, martwe oczy… które na mnie patrzyły... A ja tylko tak stałam i nie mogłam wykrztusić nawet słowa… Wtedy ktoś mnie zawołał. Odwróciłam się i usłyszałam strzał… a potem zobaczyłam już tylko ciemność. Obudziłam się z krzykiem, to wszystko co pamiętam… - Trzynastka skończyła swoją opowieść i spuściła wzrok.

- To tylko sen – powiedziała jej Sarah. – Nic z tego się nie wydarzy.

- Mam nadzieję – dziewczyna powiedziała cicho. – Ale to było takie realistyczne…

- Sny to odbicia ludzkich leków – wtrąciła Cameron. – Nie są prawdziwe.

- Ta… dziękujemy za informację, chodząca encyklopedio ale ty akurat nie możesz nic o tym wiedzieć –uciszyła ją Sarah. – A ty… – tu kobieta zwróciła się do Trzynastki - … weź się w garść, to był tylko zwykły koszmar. Każdy je miewa ale trzeba żyć dalej – dodała i w pośpiechu opuściła pokój. – Mam ważniejsze sprawy na głowie niż to – wymamrotała jeszcze pod nosem.

- Rany… ale nerwowa! – skomentowała Trzynastka. – A przecież to nie moja wina, że coś mi się śniło i krzyknęłam, no przecież nie chciałam!

- Nieważne – nagle powiedziała Cameron. - Musimy porozmawiać.

- O czym? – zainteresowała się dziewczyna.

- O czymś innym, o czymś bardzo ważnym…


Tymczasem…

Jack właśnie wrócił do domu. Niestety nie udało mu się zdążyć przed deszczem i był całkiem przemoczony.

- Jack! No w końcu raczyłeś wrócić. Gdzie ty się ostatnio ciągle podziewasz? – od drzwi wejściowych od razu napadła go Sarah.

- Możemy o tym pogadać później? Jakbyś nie zauważyła teraz jestem trochę… mokry i chciałbym się przebrać.

- Dobrze, jak chcesz ale potem musimy porozmawiać.

- Tak, tak, wszystko jedno – mruknął kapitan i skierował się w stronę schodów prowadzących na piętro. Najwidoczniej nie był dziś w humorze ani do jego zwyczajowych żartów, ani do rozmowy.

Kiedy dotarł na górę to z komody, stojącej w korytarzu, wyjął kilka swoich rzeczy i od razu poszedł do łazienki. Zdjął mokrą kurtkę, którą miał na sobie i sięgnął po ręcznik. Wtedy na półeczce obok lustra zauważył brzoskwiniowy szampon do włosów. Szampon należący do Cameron, obok leżała… maszynka, której Sarah używała do golenia nóg; a na wieszaku obok, ręcznika wisiał niebieski szlafrok Trzynastki.

'Szlag by to. Czy nawet przedmioty muszą mi utrudniać?' – pomyślał Jack. Zostawił ręcznik i powili usiadł na brzegu wanny ukrywając twarz w dłoniach. W jego głowie kłębiło się tysiące pytań i wątpliwości, ale rozkaz to rozkaz, prawda?

"- Najlepiej będzie jak je zlikwidujesz.

- Ale jak to?

- Zlikwiduj je, wszystkie.

- Co? Czemu? Przecież nie mieliśmy…

- Ale to już za daleko zaszło, nie możemy więcej ryzykować.

- Jesteście pewni, że musimy je zlikwidować? Ale..

- Uważasz, że nie ma takiej potrzeby? Nadal?

- Nie, nie myślę że nie ma takiej potrzeby...

- Więc wykonaj zadanie, jesteś przecież żołnierzem.

- Tak. Tak, oczywiście.

- Co jest Jack? Czyżbym wyczuwał w twoim głosie wahanie? Masz z tym jakiś problem?

- Nie. Nie mam z tym żadnego problemu. Poradzę sobie…

- Sam? Dasz radę je zabić? Sarę Connor, tą dziewczynę z przyszłości i cyborga?

- Tak, sam.

- Jesteś pewien, że poradzisz sobie też z terminatorką?

- Jestem pewien.

- Więc nas nie zawiedź i zrób to!

- Dobrze, oczywiście,

- Wykonać!

- Tak jest sir!"

Kapitan nie mógł przestać myśleć o rozmowie telefonicznej, którą dziś odbył i o tym jaki dostał rozkaz.

'Szlag by to' – powtórzył. – 'Jak mam to zrobić? Trzynastka… z nią będzie najłatwiej… niczego się nie spodziewa' – pomyślał i ręką dotknął Glocka, który miał z tyłu, za pasem, jakby chcąc się upewnić czy broń nadal tam jest i czy to wszystko aby mu się tylko nie śni. – 'Sarah… tu może być problem ale chyba dam rade… jeśli ją wezmę z zaskoczenia, ona w końcu też nie spodziewa się ataku z mojej strony' – planował dalej. – 'Cameron… mam szczęście, że ona nie może mnie zabić… chyba… za szafą jest shotgun… nie. Prąd będzie lepszy, ciszej i mniej bałaganu, ale jak to zrobić? Rozlać wodę i ją zwabić a potem rzucić w to suszarkę? Głupie ale głupie plany często się sprawdzają… potem wyjmę jej chip i już po sprawie. To proste. Taa... bardzo proste…' – chyba sam sobie nie dowierzał. Spojrzał znowu na szlafrok Trzynastki i mógłby przysiąc, że słyszy jej głos. Nie wygłupiaj się Jack. 'Tak, nie wygłupiaj się…'. „Gdyby maszyny mogły nienawidzić to myślę, że właśnie teraz bym to czuła." –przypomniały mu się słowa Cameron. - „Jesteś zdrajcą"

– 'Tak, jestem ale czy mordercą? Zabijałem już ale… to nie to samo…' - ech… - 'Nie powinien był z nimi mieszkać. Niech to cholera…'.

Jeśli jesteś tchórzem i nie umiesz zabić patrząc komuś w oczy to działaj jak tchórz i strzelaj w plecy". – przypomniały mu się słowa jego przełożonego z armii Szarych.

- 'Wygląda na to, że jednak jestem tchórzem… Kapitan Jack Storm… kto by pomyślał…'.


- No to mów co masz do powiedzenia.

- Przeanalizowałam całą sytuację i uznałam, że ktoś powinien o tym wiedzieć, lepiej żebyś to była ty niż Sarah – zakomunikowała Cameron i usiadła na krześle, koło łóżka Trzynastki.

- Zaczynasz mnie przerażać, mów o co chodzi – domagała się dziewczyna.

- Moją pierwotną misją było podszywanie się pod ciebie, szpiegowanie przywódcy Ruchu Oporu i przekazywanie informacji o nim Skynetowi, a w końcu zabicie Johna Connora.

- Taaak, nie jest to specjalnie miłe ale przecież już od dawna o tym wiem, po co mi to mówisz? – zdziwiła się Trzynastka.

- To nie wszystko – kontynuowała Cameron.

- A co jeszcze?

- Miałam jeszcze jedną misję, nadrzędną. Tylko w razie przeprogramowania uruchamiały się jej "pierwotne" parametry. Nikt nie mógł o niej wiedzieć, bo była ukryta na moim chipie. Z pozoru obszar z tymi danymi wyglądał na uszkodzony, nie można było się do niego dostać. W istocie były to zaszyfrowane dane, których nie można było odczytać, zmodyfikować ani usunąć podczas ponownego adresowania zawartości chipa i wgrywania nowych parametrów misji. Skynet przewidział, że mogę zostać zdemaskowana, a moje zadanie zmienione zanim je wypełnię. W takim wypadku nie mogłabym zabić Johna więc zamiast tego miałam doprowadzić do jego upadku – wyznała Cameron.

- Że jak? – wykrzyknął jej sobowtór. – W jaki sposób?

- Skynet wiedział, że John ma słabość do tego ciała, do tego wyglądu, dlatego wybrał ciebie na wzór do zaprojektowania mnie.

Na te słowa dziewczyna lekko się zarumieniła. – Tak, no może. – 'Chociaż nie wiem czy to dotyczy tez TEGO Johna' – dodała w myślach. - Ale co to ma do rzeczy? Wybrali mnie na wzór ciała dla ciebie bo byłam blisko Johna i w ten sposób ty też mogłaś się do niego zbliżyć..

- Tak ale tylko przy pierwszej misji, dla drugiej misji to miało inne znaczenie… strategiczne – wyjaśniła terminatorka.

- Możesz mówić jaśniej? Nic nie kumam.

- W razie gdybym nie mogła zabić Johna to miałam go uwieść i w ten sposób doprowadzić do jego upadku. Żołnierze Ruchu Oporu na pewno nigdy nie zaakceptowali by, że ich dowódca jest zakochany w maszynie, w jednym z ich wrogów… Nigdy by mu tego nie wybaczyli, prędzej czy później przestali by go słuchać, odwrócili by się od niego, wybuchłby bunt i to byłby początek ich końca. Nie poradziliby sobie bez Johna.

Trzynastka spokojnie wysłuchała Cameron, była dziwnie opanowana jak na kogoś kto właśnie usłyszał tak szokującą informację. – Dlaczego mi o tym mówisz? – zapytała cicho.

- Bo mam problem i potrzebuję twojej pomocy.

- Ty? Mojej?

- Tak. Chodzi o to, że…

- Zaczekaj – dziewczyna jej przerwała. - Chwila, nie rozumiem tu czegoś. Skoro miałaś doprowadzić do upadku Johna to czy nie powinnaś być cały czas blisko niego?

- Takie miałam zdanie.

- Więc czemu przeniosłaś się w przeszłość i opuściłaś Johna?

- Nie opuściłam.

- Jak to nie, przecież… O mój Boże! – Trzynastka nagle jakby odgadła o co w tym wszystkim chodziło. – To nie on wysłał cię w przeszłość…

- Nie – przyznała Cameron. – Gdyby chciał to zrobić to mogłam go prosić, żeby wysłał kogoś innego, na pewno udało by mi się go przekonać ale to ja sama wysłałam się w przeszłość.

- I oszukałaś młodszą wersję Johna, że to on cię tu przysłał.

- Tak. Gdyby to naprawdę John mnie wysłał to nie szukałabym jego młodszej wersji aż tyle czasu, jak każdy inny terminator.

- Dlaczego to zrobiłaś?

- Bo starszy John był zbyt opanowany. Nie sądzę, że odkrył moja misję i na pewno miał do mnie słabość ale nie chciał ryzykować, bał się konsekwencji. Postanowił mnie odesłać do innej bazy Ruchu Opory, tak abym nie mogła się z nim więcej kontaktować. Uciekłam więc i przeniosłam się w przeszłość. Uważałam, że uwieść Johna jako nastolatka będzie znacznie łatwiej. Wtedy od początku mogłabym być przy nim i wpływać na postrzeganie jego osoby przez żołnierzy oraz na jego postępowanie.

- Podkopywałabyś jego autorytet, niezauważalnie…

- Tak.

- To był.. bardzo dobry plan.. i wyrafinowany.

- Zgadza się – krótko podsumowała Cameron.

- Byłaś, nie, jesteś więc zdrajcą.

- Nie do końca. Naprawdę walczyłam z innymi terminatorami i starałam się nie zabijać ludzi, nie przekazywałam też żadnych informacji Skynetowi. Byłam po waszej stronie.

- Ale zarazem oszukiwałaś Johna, przez cały czas! – słusznie zauważyła Trzynastka.

- Po to zostałam stworzona – terminatorka powiedziała tylko to co było oczywiste ale ostatnio wszyscy zdawali się jakby o tym zapominać.

- Dlaczego w takim razie oddałaś chip Johnowi Henry'emu i pozwoliłaś by przeniósł się z nim w przyszłość? W ten sposób naprawdę opuściłaś Johna.

- Tak, zrobiłam to. Nie sądziłam, że John skoczy po mój chip w przyszłość. Nawet chciałam, żeby tego nie robił. Pożegnałam się już z nim.

- Teraz to już nic nie rozumiem – Trzynastka pokręciła głową. – Takie postępowanie przecież kłóci się z twoją misją nadrzędną.

- Wiem.

- Więc czemu to zrobiłaś?

- Nie wiem.

- Jak możesz nie wiedzieć?

- Nie wiem

- No to widzę, że dużo wiesz – dziewczyna skomentowała sarkastycznie i przewróciła oczami.

- Po prosu uważałam, że muszę tak postąpić.

- Taa… to wiele wyjaśnia… - Cameron nic na to nie odpowiedziała, Trzynastka postanowiła więc wrócić do tematu głównego. – No to mów jaki masz ten problem?

- Odkryłam szpiega ale nie mogę go wyeliminować, bo nie pozwala mi na to mój program. Nie znaczy to jednak, że nie mogę działać na jego szkodę. Musisz mi pomóc.

- Jakiego szpiega? Gdzie? Jaki znowu program? Jaśniej proszę.

- Jeśli ktoś zna moją misję i jej kryptonim, ktoś wysłany przez Skynet to znaczy, że jest po mojej stronie, ma mi pomóc i nie mogę go wyeliminować.

- To dość głupie… - zauważyła dziewczyna.

- Ludzie pracujący dla Skynetu, Szarzy, bali się, że terminatory mogą się zwrócić przeciwko nim i ich zabić jak żołnierzy Ruchu Oporu. Nie ufali im, nam – Cameron poprawiła się szybko. – A Skynet z jakiegoś powodu, znanego tylko jemu, bardzo cenił sobie ich współpracę więc zagwarantował im bezpieczeństwo. Każdy nowszy model terminatora ma wgraną nadrzędną dyrektywę, której nie może obejść, ja także. Nie możemy zabijać ludzi stojących po naszej tronie – czyli Szarych, ale tylko wtedy kiedy się przed nami ujawnią – terminatorka zakończyła swoje przydługie wyjaśnienia.

- Wow, nieźle, nie miałam o tym pojęcia.

- Nikt o tym nie wie.

- Ech… - westchnęła dziewczyna i przegarnęła ręką włosy. – No dobra to co z tym szpiegiem?

- Mam nagranie, które go demaskuje. Kazał mi je zniszczyć, ale zapomniał chyba, że nie muszę go słuchać więc tego nie zrobiłam.

- Ok, ale kto jest tym szpiegiem? Znam go?

- Tak. To Jack. Jack Storm…


Chwilę później…

Zdenerwowana Trzynastka szybkim krokiem szła przez korytarz, za nią podążała Cameron.

- Musimy o tym natychmiast powiedzieć Sarze – mówiła dziewczyna.

- Nie sądzę, że to dobry pomysł.

- Musimy! To cholernie ważne! Nie możemy tego przed nią ukryć – tłumaczyła Trzynastka. – Zresztą ona nam się przyda, nie wiem czy same sobie poradzimy.

- Nie jestem pewna czy Sarah dobrze to przyjmie – stwierdziła Cameron.

- Na pewno źle, a jak ma to przyjąć? Ale wiedzieć musi. Boże… sama nie mogę w to uwierzyć, jak to wszystko jest możliwe?

- Przecież wyjaśniłam.

- Wiem. Nie musiałaś na to odpowiadać, to było pytanie retoryczne – Trzynastka po raz drugi dziś przewróciła oczami, po czym obie skierowały się na dół, do kuchni, tam gdzie była obecnie Sarah.


Jeszcze chwilę później…

- Ty szmato! – krzyknęła Sarah i uderzyła Cameron w twarz. Fakt, kobieta nie przyjęła dobrze całej tej historii. – Wiedziałam, że z tobą jest coś nie tak, że nie można ci ufać! Oszukałaś nas! Bóg mi świadkiem, że jak teraz z tobą skończę, to zostanie z ciebie tylko kupa złomu! – kobieta krzyczała dalej i z gołymi rękami, praktycznie chciała rzucić się na terminatorkę.

- Hej! Spokojnie – Trzynastka weszła między nie i odgrodziła Cameron od zdenerwowanej (co mało powiedziane) Sary. – Teraz na to nie pora, potem sobie wszystko wyjaśnicie, w tej chwili mamy chyba ważniejsze sprawy, no nie? A Cameron może nam pomóc.

- … dobrze, najpierw Jack – po krótkim zastanowieniu i małym ochłonięciu odpowiedziała Sarah. – Ale to nie znaczy, że to koniec – dodała patrząc na terminatorkę.


Jeszcze odrobinę później…

Kiedy Jack w nowym ubraniu, już całkiem suchy i zdeterminowany opuszczał w końcu łazienkę to zauważył, że nagle zgasło światło. Spróbował je zapalić – nic, żadnej reakcji. Na całym piętrze było zupełnie ciemno. Gdyby nie blask ulicznych latarni, który wpadał przez okno to w ogóle nic by nie widział, a nie miał pojęcia gdzie obecnie znajduje się latarka. 'Awaria?' - lekko zdziwiony (w końcu awaria prądu to nie było coś aż tak niezwykłego), postanowił zejść na dół. Tu zastał dokładnie taką samą sytuacje (trudno się dziwić skoro nie było prądu), w dodatku nigdzie nie było nawet żywego ducha. 'Gdzie one się podziały?' – zastanawiał się. 'Może są przed domem? Sprawdzają co się stało? Ale akurat przed domem? No może… nie wygląda to raczej na żaden atak, zobaczę' – postanowił i skierował się w stronę drzwi wejściowych. Kiedy przechodził przez salon to nagle zapaliła się latarka skierowana wprost na niego. Gdyby nie to, że Jack był doświadczonym żołnierzem, który nie jedno już w życiu widział, to na pewno zaskoczony aż by podskoczył do góry. Zamiast tego jednak, tylko powoli odwrócił się w stronę światła. Na fotelu, trzymając latarkę, siedziała Cameron.

- Rany, kotku! Wystraszyłaś mnie! W co ty się bawisz? – zapytał ją z beztroską w głosie, w głębi duszy czuł jednak, że coś jest nie tak.

- Jesteś zdrajcą Jack, powinieneś zostać ukarany – z niewzruszoną miną powiedziała terminatorka.

- Ukarany? Wow jak to brzmi… prawie perwersyjnie kiedy ty to mówisz – mężczyzna uśmiechnął się zawadiacko. 'Coś tu zdecydowanie nie gra' – pomyślał jednak i powoli zaczął sięgać po swoją broń.

- Powinieneś zginać Jack – dodarła Cameron.

- I co? Ty mnie zabijesz? – zapytał drwiąco.

- Nie – przyznała terminatorka.

- Ja mogę jednak spróbować – w tym momencie z kuchni wyszła Trzynastka, w ręku miała drugą latarkę i broń. Mierzyła prosto do Jacka.

- Co…? Powiedziałaś jej? – kapitan zwrócił się do Cameron.

- Nigdy nie mówiłam, że nie mogę – ta mu wyjaśniła.

- A niech cię! Trzynastka słonko, naprawdę byłabyś w stanie to zrobić?

- Ona może nie ale ja na pewno tak – z przeciwnej strony, z zaciemnionego rogu salonu wyszła Sarah. Mimo panującego mroku Jack dostrzegł, że w ręce miała shotguna, który połyskiwał w świetle latarek. – Nie lubię zdrajców. A teraz żadnych sztuczek i ręce do góry.

- Szlag… to zdecydowanie nie mój tydzień- skomentował mężczyzna i zabierając dłoń ze swojego Glocka, zrobił to co mówiła Sarah Connor. Wszakże tej kobiety lepiej było nie denerwować…


Przypis:

* - od kogoś to wzięłam. Od kogo? Aquma? Nie pamiętam, sorry. :P


To jeszcze nie koniec wyjaśnień, mam jednak nadzieję, że ten chapter co nieco rozjaśnił i że nie było aż tak źle.

Next Time: Jack uchyla rąbka tajemnicy na temat siebie i swoich przełożonych.

A do końca opowiadania już niedaleko.