Królowie życia

Jack siedział na fotelu, który wcześniej zajmowała Cameron. Dziewczyny włączyły prąd więc salon był już w pełni oświetlony. Glock kapitana, jakiś czas temu wypatrzony przez terminatorkę, leżał spokojnie na stoliku kawowym, a obok stała zdecydowanie już mniej spokojna Sarah. W reku nadal trzymała shotguna, w tej chwili jednak do nikogo z niego nie mierzyła, bez względu na to, że chciała…

- Jak mogłeś nas zdradzić Jack? – pierwsza odezwała się Trzynastka. Dziewczyna siedziała na kanapie, a obok leżała jej broń. Trzynastka nie patrzyła jednak ani na nią, ani na Jacka. Nadal nie mogła uwierzyć, że ktoś komu zaufała okazał się być zwykłym zdrajcą i oszustem.

- To wszystko nie takie proste… – zaczął kapitan i chyba po raz pierwszy od przybycia miał całkiem poważną minę. – Ty… – zwrócił się do dziewczyny – …trafiłaś na Kyle'a i Dereka, na właściwych ludzi. Zabrali cię do Ruchu Oporu… może i marnego ale zawsze. Potem pojawił się 'złoty chłopiec', zbawca ludzkości i zaczęliście się bawić w wojnę. Ja nie miałem tle szczęścia…

- No litości – przerwała mu Sarah. – Nie mów, że nam teraz sprzedasz jakąś tanią bajeczkę o tym jaki to byłeś nieszczęśliwy i nie miałeś wyboru, musiałeś przyłączyć się do Szarych. I tak w to nie uwierzymy.

- Nie zamierzam wam niczego sprzedawać – odparł Jack. - …ani się usprawiedliwiać… - dodał. - … ale naprawdę nie miałem wyboru. Nie żeby was to obchodziło – mruknął pod nosem.

- Za zdradę powinieneś zginąć – wtrąciła Cameron, stojąca obok Sary.

- No proszę i kto to mówi! – syknęła kobieta - … ale akurat w tym się zgadzamy. Wyjątkowo w tym i tylko w tym – sprecyzowała.

- Nie – zaprotestowała Trzynastka. – To znaczy tak, Jack zasługuje na karę ale… wyjaśnij nam przynajmniej czemu, Jack? – tu spojrzała na kapitana. – Czemu to zrobiłeś? Widziałam cię przecież w przyszłości, w Ruchu Oporu, walczyłeś po naszej stronie, niszczyłeś maszyny. Widziałam wtedy twoje oczy… to nie mogło być oszustwo. Byłeś zadowolony z tego co robisz…

- Może tak, a może nie – powiedział kapitan uśmiechając się smutno.

- Przestań, chociaż raz się nie zgrywaj.

- Ech... To naprawdę nie takie proste… W przyszłości przecież nie żyje się łatwo. Codziennie tylko strach, ukrywanie się, kanały i śmieci na obiad. Miałem już tego dość. Spotkałem Szarych, zobaczyłem jak żyją. Mieli zawsze suche miejsce do spania, jedzenie, broń… w tamtych czasach to… wszystko. Wszystko co się jeszcze liczy. Żyli praktycznie jak królowie. Byli królami, królami życia.

- A ty chciałeś też to mieć więc postanowiłeś stać się ich sługusem – z goryczą w głosie skomentowała Sarah.

- Postanowiłem przetrwać, to wszystko.

- I dlatego zabijałeś swoich? – kontynuowała kobieta.

- Czasy były ciężkie a ja, jak mówiłem, nie spotkałem Ruchu Oporu, tylko Szarych i postanowiłem to obrócić na swoją korzyść. Kiedy wejdziesz między wrony…

- Biedy Jack, mamy ci współczuć i wybaczyć? Bo „czasy były ciężkie'"? – Sarah nie dawała za wygraną.

- A co ty możesz o tym wiedzieć? Nie było cię tam! – wykrzyknął kapitan.

- Tam nie ale mnie też nie było łatwo, doskonale wiem co to znaczy ciągła ucieczka i życie w strachu! – teraz kobieta także krzyczała. - Mogłam to wszystko rzucić i udawać, że będzie dobrze, że mnie to nie dotyczy ale postanowiłam walczyć. Za ludzkość… i oto co dostaje w zamian. Ciebie. Obrzydliwego zdrajcę – w tym momencie Sarah naprawdę się zdenerwowała. Ze złości aż zaczerwieniły się jej policzki, a place nerwowo zacisnęły na kolbie shotguna.

Jack otworzył usta aby coś powiedzieć ale nie był w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Zamknął je więc i spojrzał na swoje buty, które nagle wydały mu się bardzo interesujące.

- Z zapisu kamer wynika, że przybyłeś do nas w pośpiechu, nie mając żadnego planu. Kiedy się tu jednak pojawiłeś, to byłeś bardzo pewny siebie i od początku wiedziałeś co robić, jak to możliwe? – niespodziewanie zainteresowała się Cameron.

- Jestem po prostu sprytny – kapitan uśmiechnął się zawadiacko.

- Przestań – zganiła go Trzynastka. – Powiedź nam jak było, co ci szkodzi?

- Nic mi nie szkodzi ale tak naprawdę to nie ma o czym mówić. Jak się tu znalazłem i was zobaczyłem to pomyślałem, że jestem w tarapatach ale potem Cam zabiła tego gościa i zrozumiałem, że wy przecież nie wiecie nic o mojej zdradzie… więc wymyśliłem szybko, że to John mnie tu przysłał i już.

- A więc cały czas udawałeś? - dziewczyna ze smutkiem w głosie bardziej stwierdziła fakt niż zapytała.

- Potem skontaktowałem się z Szarymi, którzy tu są - kontynuował Jack. – … i…

- Zaraz, zaraz – przerwała mu Sarah. – Tu są jacyś Szarzy?

- Szarzy są wszędzie, moja droga.

- Nie mów tak do mnie! – krzyknęła kobieta, oparła shotguna o stolik kawowy i szybkim krokiem podeszła do mężczyzny, ze złością łapiąc go za kołnierz koszuli – Nie masz do tego najmniejszego prawa!

- Dobra, no… co tak nerwowo? Rany… - kapitan wyrwał się z jej uścisku. – No więc jak mówiłem… - poprawił koszulę – skontaktowałem się z nimi i przejąłem misję bycia wtyczką w waszej drużynie.

- Jak to przejąłeś? – pytała dalej Sarah – Od kogo?
- Od Ellisona.

- Że co?

- Spokojnie, Ellison nie jest zdrajcą. Szarzy jacyś czas temu porwali go jednak i chcieli, żeby dla nich pracował. Kretyni… nie znają go. Przecież to było pewne, że taki honorowy facet nikogo nie zdradzi.

- A więc to oni za tym stali – zrozumiała kobieta. Teraz wszystkie elementy zaczynały do siebie pasować.

- … więc – Jack mówił dalej, jakby to była tylko drobnostka - … zająłem jego miejsce, dlatego mu odpuścili. Ja was szpiegowałem i myliłem tropy, żeby was trzymać z dala od Skynetu.

- To ty zabiłeś tego agenta, który powiedział mi o młodym Dysonie? – zaciekawiona nowym odkryciem zapytała Sarah.

- Nie zamierzam odpowiadać na to pytanie…

- Dlaczego nas po prostu nie zabiłeś? – nagle odezwała się Trzynastka. – Po co to wszystko? To całe udawanie?

- Nie wiem – odparł Jack. – Taki miałem rozkaz, nie pytałem o powody.

- Jak dobry, potulny żołnierz – sarkastycznie skomentowała matka Johna.

- Teraz chciałeś nas jednak zabić – wtrąciła się Cameron.

- Ale nie dałyśmy ci na to szansy – dodała Trzynastka.

- Nie. To ja wam dałem szansę żebyście mnie powstrzymały…

Nie wiedzieć czemu ale te słowa wyjątkowo zezłościły Sarę, chwyciła pistolet Trzynastki i wycelowała prosto w Jacka. – Mam już dość tej twojej paplaniny, to do niczego nie prowadzi! – wykrzyknęła kobieta.

- Wolisz więc po prostu strzelić mi w łeb?

- To jedna z możliwości…

- Saro… - zaczęła Trzynastka.

- Nawet nie próbuj – kobieta szybko ją uciszyła.

- Na twoim miejscu bym tego nie robił…

- A niby to czemu?

- Bo… - zawahał się Jack - … bo mogę was doprowadzić do powstającego Skynetu, tego prawdziwego…

- Dlaczego miałybyśmy ci wierzyć? Powiesz wszystko, żeby ratować swój tyłek – oskarżyła go Sarah.

- Nie… to całkiem nie tak…

- Jasne, nagle zrozumiałeś swój błąd i postanowiłeś przejść na nasza stronę i odkupić swoje winy?

- Coś w tym stylu.. może brzmi banalnie ale to prawda – przyznał mężczyzna.

- Ta, akurat – zakpiła Sarah. Ciągle nie spuszczała kapitana z celownika.

- Daj mi szansę, każdy zasługuje na drugą szanse czy coś tam, nie?

- Nie zawsze – kobieta pokręciła głową.

- Dobra, posłuchaj… wiem, nie jestem idealny i zrobiłem wiele bardzo-nie-fajnych rzeczy ale odkąd tu przybyłem i z wami zamieszkałem to wszystko się zmieniło… Polubiłem was i zacząłem zastanawiać się nad sobą, nad tym, że może nie powinienem… że może gram w złej drużynie. Kiedy dostałem rozkaz zabicia was to naprawdę nie chciałem tego robić…

- A teraz chcesz nam pomóc? Serio? – w rozmowę wtrąciła się w końcu Trzynastka.

- Mogę spróbować, beze mnie nigdy nie znajdziecie Skynetu.

- Skąd mamy pewność że nas nie oszukasz? – zapytała Sarah.

- Nie macie, będziecie musiały mi po prostu zaufać.

- To się nie stanie, już nie – poinformowała go matka Johna.

- Mów co wiesz o Skynecie – nagle odezwała się, jak dotąd bardzo milcząca, Cameron.

- A tobie kto pozwolił się wtrącać? – oburzyła się Sarah i opuszczając na chwilę broń zwróciła się w jej stronę.

- On może mieć wiedzę, która się nam bardzo przyda. Uważam, że powinnyśmy to wykorzystać – wyjaśniła terminatorka.

- Ach, ty tak uważasz, tak?

Widząc, że w powietrzu wisi kłótnia, kolejna kłótnia, Jack postanowił interweniować, tak jak robił to wiele razy kiedy jego relacje z dziewczynami były jeszcze o niebo lepsze - Dyson to dobry trop, no prawie… – zaczął.

- Co? – podziałało. Sarah zainteresowała się tematem i porzuciła 'gardło' Cameron. Gardło, na którym na pewno miała ochotę zacisnąć swoje ręce w morderczym uścisku… Gdyby tylko to było ludzkie gardło… Pomarzyć zawsze można. - Co masz na myśli? Tylko nie kłam bo… - w tym momencie kobieta znowu wycelowała w kapitana.

- Tak, tak, wiem. Nie zamierzam kłamać… chcę pomóc. Tak naprawdę to już od dawna o tym myślałem i to co się dziś stało pomogło mi tylko podjąć ostateczną decyzję…ale pewnie i tak mi nie uwierzycie… - Jack spuścił głowę, lekko zrezygnowany. Czyżby faktycznie mówił prawdę? Ot tak, po prostu? Nie. Takie rzeczy zdarzają się przecież tylko w bajkach ale… 'W tych szalonych czasach wszystko jest możliwe*… już nic mnie nie zdziwi' – pomyślała Sarah. - Mów – powiedziała i opuściła broń.

- Wiem gdzie powstaje Skynet, Szarzy w tym pomagają. Mogę was tam zaprowadzić. Oni wszyscy są pewni, że wy już nie żyjecie. Nie spodziewają się nas, możemy ich wziąć z zaskoczenia. Mamy szansę, być może uda się ich pokonać i rozwalić to wszystko. Teraz, póki jeszcze nie jest za późno i to cholerstwo nie zaczęło działać.

- Tam na pewno są jakieś zabezpieczenia – słusznie zauważyła Trzynastka.

- I strażnicy – dodała Cameron.

- Są – przyznał Jack. – Nie ukrywam, że to bardzo ryzykowne i wszyscy możemy zginąć… właściwie to misja prawie samobójcza ale to nasza jedyna szansa. Musimy coś przecież zrobić… Ostatnio prace postępowały bardzo szybko… prawdopodobnie już niedługo Skynet zostanie uruchomiony.

- A nie prowadzisz nas czasem w pułapkę? Nie mamy przecież co do tego pewności – skomentowała Sarah. Najwyraźniej nie uwierzyła w wzmiankę o szybkim włączeniu systemu komputerowego z własną wolą.

- Po co miałbym to robić? Miałem przecież rozkaz was zabić. Jakbym naprawdę od początku był na to zdecydowany, to bym po prostu to zrobił, a nie dał się wam złapać i bawił się teraz w te dyskusje.

- No nie wiem… - Sarah oczywiście nadal nie była zbyt ufna.

- Ja też mu nie ufam – odezwała się Trzynastka - …ale Jack to nasza jedyna szansa na powstrzymanie Skynetu, nie mamy przecież żadnego innego tropu, a nie możemy tak tu siedzieć i szukać wiatru w polu. Tym bardziej, że naprawdę możemy mieć już mało czasu…

Sarah zadawała się przez chwilę rozważać słowa dziewczyny – Myślę, że powinnyśmy same szukać Skynetu.

- A ja uważam, że jeśli Jack mówi prawdę to może być dla nas ogromna szansa, której nie należy marnować – powiedziała Cameron.

- No co ty nie powiesz, konserwo – Sarah przewróciła oczami. – No dobra – dodała jednak tak niespodziewanie, że chyba sama była zaskoczona tym co mówi - … to powiedz Jack jaki masz plan? Tak tylko teoretycznie...

Czyżby słowa kapitana i terminatorki ją jednak przekonały? A może była to zwykła obawa, że Skynet faktycznie może być już na ukończeniu? Sarah Connor chyba po prostu nie chciała tego ryzykować…

- Tak teoretycznie – zaczął mężczyzna - …to najprościej: powinniśmy się tam wkraść, w razie czego ktoś odwróci ich uwagę, a pozostali spróbują się w tym czasie dostać do laboratorium i wszystko rozwalić… ale oczywiście trzeba jeszcze dopracować szczegóły…

- Brzmi naprawdę łatwo – sarkastycznie skomentowała Trzynastka.

- Nie zapominajmy, że mamy ze sobą terminatora – dodała Sarah. - Gdyby zaistniała taka potrzeba, to Cameron może ściągnąć na siebie cały ogień i dać nam czas na ucieczkę – stwierdziła.

- No nie wiem - ostrożnie powiedział Jack - Jeśli by to zrobiła to mogłaby… zostać zniszczona.

- No cóż… to w końcu wojna – przypomniała im kobieta - …czasem trzeba ponosić pewne ofiary…


Przypis:

* - Tak, to jest nawiązanie do tytułu tego opowiadania. ;)