A/N: "Trochę" niestety to trwało ale oto jest! Ostatni rozdział tej historii (a nie mówiłam, że jednak to dokończę?)

Zapraszam do czytania i komentowania (please - bardzo chcę wiedzieć jak to wszystko wyszło...).


The end where we begin

Kiedy Sarah, Jack, Cameron i Trzynastka dotarli do domu to był nadal środek nocy. Na ich spokojnym osiedlu, wszyscy sąsiedzi smacznie spali i nikt nie podejrzewał nawet, że niedaleko stąd, najprawdopodobniej, właśnie rozegrały się wydarzenia decydujące o losach świata. Sarah, nie wzbudzając niczyich podejrzeń, powoli wjechała do garażu, po czym cała czwórka po cichu udała się do domu.

Jack od razu wygodnie rozsiadł się na kanapie w salonie, stwierdzając, że jest tak zmęczony, że chyba nie ruszy się stąd aż do momentu wyjazdu na lotnisko. Z wymarzonej podróży na Karaiby wszakże rezygnować nie zamierzał.

- Najpierw musimy cię trochę połatać, kapitanie, albo z twojej wycieczki nici – oznajmiła Sarah i nie czekając nawet na reakcję Jacka poszła do łazienki po apteczkę pierwszej pomocy.

- Dobra, to my pójdziemy na górę po moje narzędzia i spróbuję ocenić w jakim stanie jest Cam – stwierdziła Trzynastka i obie z terminatorką oddaliły się w stronę schodów.

W tym czasie Sarah wróciła z apteczką. – Pokaż no to kapitanie – wyjęła kilka opatrunków i usiadła na stoliku kawowym, naprzeciw Jacka.

- Daj spokój moja droga, to nic takiego. Jak sama mówiłaś kula przeszła na wylot, rana już praktycznie nie krwawi, nic mi nie jest – zaprotestował kapitan.

- Tak, miałeś dużo szczęścia – przyznała kobieta – ale – kontynuowała – to nie znaczy, że nie musimy zdezynfekować i opatrzyć rany, żeby nie wdało się jakieś zakażenie, więc przestań marudzić tylko mi to pokaż.

- Wow – szelmowsko, jak to miał w zwyczaju, uśmiechnął się Jack – nie sądziłem, że tak się o mnie martwisz.

- Nie przeginaj kapitanie…

Tymczasem na górze Trzynastka badała właśnie Cameron.

- Szlag by to! Nie wygląda to najlepiej, wszystko jest połamane – stwierdziła przyglądając się lewej dłoni terminatorki. – Sądzę, że trzeba wymienić całe ramię na nowe… a ja tu nie mam dla ciebie nowego ramienia…

- Wiem – krótko odparła Cameron. – Mój chip też jest uszkodzony, a w obecnych czasach nie istnieje tak zaawansowana technologia, która pozwoliłaby na jego naprawę.

- No to co sugerujesz w takim razie?

- Uważam, że w tej sytuacji najrozsądniej byłoby mnie zniszczyć.

- Co? – wykrzyknęła zaskoczona tą odpowiedzią dziewczyna.

- Fabryki Skynetu już nie ma – tłumaczyła jej terminatorka. - Jestem jedyną maszyną jaka przetrwała. To nierozsądne, żebym nadal istniała, to niesie ze sobą zbyt duże ryzyko. Wypełniłam moje zadanie. Terminator bez misji nie ma dłużej prawa bytu, a sama zniszczyć się nie mogę więc…

- Przestań Cam! – przerwała jej Trzynastka – gadasz głupoty. Nie możemy cię przecież tak po prostu rozwalić!

- Nie macie wyboru…

W tym czasie, na parterze, Sarah właśnie skończyła opatrywanie Jacka.

- Lekarzem nie jestem ale mam w tym pewną wprawę więc myślę, że to powinno wystarczyć. Zrobimy ci jeszcze jakiś prowizoryczny temblak. Przez jakiś czas musisz oszczędzać tą rękę – poinformowała kapitana, chowając pozostałe opatrunki do apteczki.

- Dzięki Saro.

- Nie musisz mi dziękować Jack. W końcu, jakby nie było, to dziś bardzo nam pomogłeś – odparła kobieta i chciała wstać ale kapitan ją zatrzymał, chwytając za jej dłoń.

- Naprawdę ci dziękuję – mężczyzna nagle spoważniał. – No wiesz, za to że mi jednak zaufałaś i dałaś szansę, żeby chociaż trochę się zrehabilitować.

- Nie ma za co – Sarah uśmiechnęła się lekko – w końcu byłoby tu bardzo nudno gdybym cię przedtem tak po prostu zastrzeliła, prawda?

Teraz to Jack się uśmiechnął, a Sarah z kolei spoważniała. – Chciałam jeszcze coś wiedzieć.

- Co? – zainteresował się kapitan.

- Niedawno zapytałam cię dlaczego nas nie zabiłeś wcześniej, kiedy jeszcze niczego nie podejrzewałyśmy. Wtedy nie chciałeś mi udzielić odpowiedzi ale dziś Dyson powiedział, że był wydany taki rozkaz ale to właśnie ty przekonałeś dowódcę, żeby nie…

- Dajmy temu spokój Saro… - Jack nie pozwolił jej kontynuować. – Teraz to wszystko nie ma już znaczenia.

- Boisz się?

- Słucham? – mężczyzna nie ukrywał w tym momencie swojego zdziwienia reakcją Sary.

- Boisz się – powtórzyła kobieta - że wyjdzie na jaw, że może jednak nigdy nie byłeś takim draniem jakim starałeś się być?

- Saro ja…

W tej chwili niestety rozmowę przerwała im Trzynastka, zbiegająca po schodach – Mamy problem z Cam, chodźcie ze mną! – krzyknęła i szybko wróciła na górę.

Sarah i Jack natomiast dopiero teraz zauważyli, że kapitan nadal trzymał kobietę za rękę, a jej najwyraźniej to nie przeszkadzało. Chwilowo zapanowała więc niezręczna cisza. Jack odchrząknął, a Sarah wyrwała mu swoją dłoń – Chodźmy zobaczyć co tam się dzieje z naszą konserwą.

- Tak, chodźmy – mężczyzna przytaknął i ruszył za Sarą.


Chwilę później…

Trzynastka wyjaśniła reszcie osób , zgromadzonych w jej pokoju, sytuację Cameron i co ta druga chce, aby zrobili w tej sprawie.

- No ty chyba żartujesz Cammy! – oburzył się Jack. - Nie możemy cię przecież zniszczyć, to byłoby straszne marnotrawstwo…

- Nie macie innego wyjścia, tak będzie najrozsądniej – terminatorka tłumaczyła nieugięcie.

- Nie zawsze to co najrozsądniejsze jest najlepsze – starała się jej wyjaśnić Trzynastka.

- Nie rozumiem – odparła Cameron i lekko przekrzywiła głowę na bok.

- Słuchaj Cam – zaczęła tłumaczyć dziewczyna. - Nie jesteś tylko zwykłym terminatorem, chyba nikt już w to nie wierzy. Nie możemy cię tak po prostu zniszczyć… zresztą… John nigdy by nam tego nie wybaczył.

- Johna tu nie ma – słusznie zauważyła terminatorka.

- Wiem Cameron ale…

- Czy jest jakieś inne wyjście z tej sytuacji? – niespodziewanie do rozmowy wtrąciła się, jak do tej pory bardzo zamyślona, Sarah. – Rozumiem, że nie jesteś w stanie jej naprawić, tak? – zwróciła się do Trzynastki.

- Niestety nie – ze smutkiem przyznała dziewczyna.

- Co innego możemy więc zrobić? Bo ona nie może tak sobie tu paradować z tą bezwładną ręką i dziurami po kulach, szczególnie jeśli ma uszkodzony chip, może być… niestabilna i znowu jej coś strzeli do głowy.

- No tak i coś trzeba na to poradzić, problem tylko w tym, że nie bardzo wiem co…

- Czaso-skoczek! – nagle wykrzyknął Jack.

- Co? - zapytała lekko wytrącona z tematu Sarah.

- Ach no tak! – zachwyciła się Trzynastka. - To przecież takie oczywiste! Czemu ja o tym wcześniej nie pomyślałam – dziwiła się sama sobie. Wyglądała na naprawdę zadowoloną z pomysłu Jacka.

- Zaraz, wy chyba nie chcecie… - w tym właśnie momencie Sarah zrozumiała co pozostali planują zrobić.

- Pomyśl moja droga, to idealne rozwiązanie – przekonywał kapitan. – Trzynastka przecież nadal ma czaso-skoczka i aż dwa skoki, a Cam, na szczęście, nie waży więcej niż 100 kg, możemy ją więc odesłać w przyszłość. Tam ją naprawią.

- Ona oszukała mojego syna, nie myślcie że o tym zapomniałam, a wy chcecie ją do niego z powrotem wysłać? – kobieta nie mogła w to uwierzyć. Zdecydowanie była oburzona takim rozwiązaniem całej tej sytuacji.

- Ech... no cóż... a co innego mamy zrobić? Wolisz ją zniszczyć? – ostrożnie zapytał mężczyzna.

- … Nie – ku zaskoczeniu wszystkich, po namyśle (ale zawsze), Sarah zaprzeczyła. - Dziś już dość osób zginęło i wierzcie mi lub nie ale nie chcę, żeby ona też marnie skończyła… mimo, że to maszyna i że za nią nie przepadam… Wołałabym jednak, żeby nie przebywała nigdzie w pobliżu mojego syna.

- Saro.. rozumiem, że dziś musiało być ci ciężko, ludzie zginęli, a wiem jak bardzo nie lubisz zabijać… - Jack starał się wczuć w położenie matki Johna, w końcu trochę zdążył już ją poznać.

- Wszystko w porządku – zapewniła go kobieta - nie musisz się o mnie martwic kapitanie. Nic mi nie jest. To nie byli niewinni ludzie, doskonale wiedzieli co robią i na co się piszą. Sami sobie wybrali taki los.

- To byli nasi wrogie, tak jak Skynet – poinformowała ich dodatkowo Cameron.

Zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć jeszcze coś więcej, Sarah niespodziewanie poprosiła Trzynastkę na bok. Obie wyszły więc z pokoju, na korytarz.

- Powiedz mi coś – zaczęła kobieta.

- Co takiego? – dziewczyna była bardzo zdziwiona tym nagłym zachowaniem Sary.

- Już od dawna chciałam zadać ci to pytanie ale chyba bałam się tego co mogę usłyszeć w odpowiedzi…

- Saro, zaczynasz mnie na serio przerażać, o co ci chodzi? – Trzynastka była w tym momencie naprawdę zaniepokojona.

- Czy on ją kocha? – kobieta wyszeptała tak cicho, że dziewczyna ledwo ją usłyszała.

Teraz Trzynastka już wszystko rozumiała, nie musiała już o nic więcej pytać. - Nie wiem – odparła szczerze.

- A czy… kochał ciebie?

Dziewczyna w odpowiedzi lekko się zasępiła – Na pewno mu na mnie zależało ale nie, nie sądzę, żeby kiedykolwiek naprawdę mnie kochał – przyznała ze smutkiem widocznym w jej ogromnych, brązowych oczach. Identycznych jak te należące do kogoś tak do niej podobnego, a jednocześnie tak innego.

- Dlaczego zdecydowałaś się przenieść w przeszłość? Tak naprawdę?

- Właśnie dlatego, w przyszłości nic więcej mnie nie czekało…

Sarah nie musiała dodatkowo tego komentować. Wszystko najistotniejsze zostało już powiedziane…


Tymczasem w pokoju…

- Nie martw się kotku, na Karaiby może z nami nie polecisz ale będzie dobrze, zginąć ci nie damy – Jack zapewniał Cameron.

- Nie mogę wrócić do przyszłości przy pomocy czaso-skoczka – terminatorka odparła beznamiętnie.

- A niby to czemu nie?

- Bo dziś zmieniliśmy przyszłość, ta przyszłość do której bym wróciła nie jest już tą przyszłością, z której przybyła Trzynastka. Stworzyliśmy nową linię czasową – wyjaśniła Cameron.

- Spoko – Jack uśmiechnął się szeroko – nasi inżynierowie są mądrzejsi niż przypuszczasz. Czaso-skoczek jest zaprogramowany tak, żeby zawsze wracał do domu, tam skąd wyruszył, ewentualnie tylko „później" lub „wcześniej", ale zawsze do tej samej linii czasowej.

- Nie rozumiem, podróż pomiędzy liniami czasowymi nie powinna być możliwa… nie powinnam z tej linii dostać się do innej…

- Wszystko jest możliwe kotku, trzeba tylko znaleźć na to odpowiedni sposób – kapitan puścił jej oko. – Nie ma problemu.

- No to jak? Odsyłamy cię do domu? – już od drzwi zapytała Trzynastka. Wyglądało na to, że humor zdążył się jej, mimo wszystko, nieco poprawić, czego nie można było powiedzieć o snującej się za nią jak cień Sarze.

- Dlaczego chcesz mi pomóc? – Cameron zwróciła się do dziewczyny. – Przeciecz to ja cię zabiłam.

Tak, to oświadczenie znowu skutecznie zepsuło ledwo co odzyskany humor Trzynastki.

- To… skomplikowane. Ty mnie nie zabiłaś, nikt mnie nie zabił, bo jak widzisz żyję. Próbowała mnie zabić inna terminatorka, która tylko wyglądała jak ty.

- Ale to ja zabiłam poprzednią Allison – Cameron nie dawała za wygraną. Zupełnie jakby chciała zniechęcić dziewczynę do pomocy.

- Tak ale tamta Allison to nie byłam ja, ja jestem Trzynastka i tym razem sprawy potoczyły się całkiem inaczej - dziewczyna, z jakiegoś powodu, także nie zamierzała się poddawać.

- Powinnaś mnie nienawidzić, a nie próbować mi pomóc – Cameron była ciężkim przeciwnikiem w tym boju.

- Cam no coś ty nagle taka samokrytyczna? – wtrącił się Jack.

Obie dziewczyny postanowiły go jednak zignorować. To była sprawa miedzy nimi, już dawno powinny były sobie wyjaśnić kilka rzeczy i chyba w końcu przyszedł na to odpowiedni moment.

- Pewnie faktycznie powinnam cię nienawidzić Cam ale nie czuję tego, może po prostu jestem głupia albo naiwna – smutno uśmiechnęła się dziewczyna – ale jeśli kogoś nienawidzę to jest to tylko Skynet a nie ty. Nie powinno się przecież nienawidzić broni tylko tego który pociąga za spust, prawda? A to Skynet wydawał ci rozkazy, nie decydowałaś o tym sama.

- Ja... – zawahała się Cameron. Czyżby nie wiedziała co powiedzieć? - I tak nie mogę wrócić do przyszłości.

- Co ty znowu wymyślasz, czemu tak się przed tym bronisz? – zirytował się Jack. On i Trzynastka (bo co do Sary to nadal nie ma pewności) naprawdę chcieli pomóc terminatorce ale ta była nieznośnie uparta, zupełnie jakby tej pomocy nie chciała.

- Nie chcę dłużej okłamywać Johna, jeśli tam wrócę to muszę mu powiedzieć całą prawdę. A on nigdy mi nie wybaczy i karze mnie zniszczyć – w końcu wydusiła z siebie Cameron.

Słysząc to Trzynastka parsknęła śmiechem – I dlatego wolisz zostać zniszczona tutaj? Chyba zwariowałaś! A już totalnie zwariowałaś jeśli myślisz, że John kiedykolwiek kazałby cię zniszczyć!

- Ale cały czas go okłamywałam, miałam doprowadzić do jego upadku…

- Naprawdę myślisz, że on o tym nie wie?

- Nie rozumiem – Cameron przekrzywiła lekko głowę na bok.

- Naprawdę ale to naprawdę myślisz że John niczego nie podejrzewał przez cały ten czas? I naprawdę sądzisz, że jak przeprogramowywał twój chip to nie znalazł tej ukrytej misji nadrzędnej? Przecież nie jest głupi, nie tak łatwo go oszukać – im więcej Trzynastka im wyjaśniała, tym większe nastawało w pokoju zdziwienie.

- Jak to? – Sarah już dłużej tego nie wytrzymała - wiec chcesz powiedzieć, że mój syn o wszystkim wiedział i mimo to nadal pozwolił się jej oszukiwać? – kobieta zupełnie nie mogła tego pojąć. - Dlaczego czegoś nie zrobił, dlaczego nie usunął tej misji?

- Powiedział mi, że boi się naruszyć integralność chipu… czy coś w tym stylu. Nie wiem, akurat na tym się nie znam – tłumaczyła Trzynastka - ale tak naprawdę to myślę, że po prostu nie chciał zbyt dużo zmieniać, żeby nie stracić Cam… bo przecież wszystko co było na chipie składało się na jej osobowość, ta misja także - dziewczyna powiedziała powoli.

- Nic z tego nie rozumiem – wbrew wszystkiemu, Sarah rozumiała ale po prostu ciężko było jej się z tym pogodzić.

- John uważał – kontynuowała Trzynastka - że prędzej czy później i tak wszystko się wyda i wtedy Cam dokona właściwego wyboru.

- To znaczy?

- To znaczy, że do wszystkiego się przyzna i poprosi go o wybaczenie. Bardzo w nią wierzył i jak widać chyba miał rację… - dziewczyna zakończyła z lekkim smutkiem w głosie.

- O Mój Boże… - Sarah najprawdopodobniej właśnie doznała małego załamania nerwowego. – Ja nie mogę – zaczęła – muszę wyjść na świeże powietrze – oznajmiła i szybkim krokiem opuściła pokój.

- A to cwaniak – krótko sprawę podsumował Jack.

- Jak John mógł we mnie wierzyć? Przecież jestem tylko maszyną – czyżby teraz to Cameron czegoś nie rozumiała?

- Jack mógłbyś nas na chwilę zostawić same? – Trzynastka zwróciła się do kapitana.

- A co macie ochotę na dziewczyńskie pogaduchy? – zażartował mężczyzna. Trzynastka pozostała jednak niewzruszona, a gdyby tylko spojrzenie mogło zabijać to uroczy kapitan pewnie już dawno skończyłby jako zimny trup.

- Ok rozumiem aluzję, już znikam – Jack (bardzo rozsądnie) postanowił wycofać się i zejść na dół.

Trzynastka z bardzo poważną miną podeszła do Cameron i położyła jej ręce na ramionach. Widać było, że żarty się skończyły – Posłuchaj mnie. Jesteś maszyną i to oczywiste, ten fakt nigdy się nie zmieni ale… żebyś mogła być dobrym infiltratorem, Skynet dał ci pewną swobodę decydowania i możliwość uczenia się większą niż innym terminatorom. Sprawił, że jesteś bardzo ludzka, być może popełnił błąd i jesteś zbyt ludzka, prawie jak człowiek. Chciał, żebyś była jego najlepszą bronią, a stałaś się jego największą porażką…

- Jestem porażką Skynetu? – Cameron zapytała z jakąś trudną do zdefiniowania niewinnością w oczach.

Trzynastka tylko się uśmiechnęła – Cam jak myślisz czemu tak często nosiłaś tą fioletową kurtkę i malowałaś paznokcie i robiłaś te wszystkie inne, dziwne rzeczy, które nie przystoją terminatorowi?

- Ja… - maszyna po raz kolejny się zawahała – nie wiem.

- To zapytam inaczej – jak myślisz, czemu oddałaś chip Johnowi Henremu i opuściłaś Johna mimo, że twoja misja nadrzędna wymagała, żebyś przy nim została?

- Bo… - terminatorka jakby się na chwilę zamyśliła – bo chciałam mu pomóc powstrzymać Skynet. John Henry mógł to zrobić, nie chciałam, żeby John musiał walczyć w wojnie.

- Chciałaś. No właśnie w tym problem Cam, rozumiesz? – starała się jej wyjaśnić dziewczyna. - Sprzeciwiłaś się rozkazom bo CHCIAŁAŚ, malowałaś paznokcie bo CHCIAŁAŚ. Jak tak o tym pomyśleć to trochę… przerażające, prawda?

Cameron nie odpowiedziała na to nic, bo co mogła powiedzieć?

- Po prostu… - Trzynastka uśmiechnęła się miękko – dopilnuj, żeby był szczęśliwy, dobrze?

- Szczęśliwy? – zdziwiła się terminatorka. - Mogę tylko dopilnować, żeby był bezpieczny.

- Na pewno coś wymyślisz – zapewniła ją dziewczyna i „nie wiedzieć czemu" miała dziwne przeczucie, że tym razem Cameron doskonale rozumiała o co chodzi.


Później, podczas wschodu słońca…

Kiedy Sarah zdoła już nieco ochłonąć i przyjąć pewne prawdy za fakty, wszyscy udali się na tył domu. Cameron miała na nadgarstku czaso-skoczka.

- Nie podoba mi się ten pomysł – mruknęła kobieta.

- Wiem ale dajmy już temu spokój, będzie co ma być – uspokajał ją Jack. – Jej miejsce zawsze było w przyszłości, tak chyba miało po prostu być.

- Być może ale i tak nie jestem tym zachwycona.

- Wiem, że martwisz się o Johna ale to mądry chłopak, da sobie radę. Zresztą przecież i tak ma tam przy sobie drugą Cam więc jeszcze jedna chyba mu nie zaszkodzi, co? – kapitan próbował rozluźnić atmosferę, takie teksty chyba jednak nie pomagały. Jack miał dziś naprawdę wielkie szczęście, że spojrzenie jednak nie może zabijać. - No wiesz Saro to, że ona wraca do przyszłości nie znaczy jeszcze, że wraca też do niego, w sensie no… - tu Trzynastka dała kapitanowi wyraźny znak, że jeśli ceni swoje życie to lepiej będzie dla niego jeśli się teraz po prostu zamknie - zresztą nieważne. To ja już może będę cicho… - Jack umiejętnie wycofał się z tej niezręcznej sytuacji. Następnie podszedł do stojącej nieopodal Cameron aby się z nią pożegnać. – No wiesz kotku, ostatnio rożnie między nami bywało ale tak ogólnie to życzę ci jak najlepiej, wierz mi. Szkoda tylko, że nie poleżymy razem na tej plaży – puścił jej oko i pocałował w policzek. Potem wrócił i stanął obok Sary.

- Trzymaj się Cam – teraz była kolej Trzynastki. – To dziwne ale będzie mi cię trochę brakowało, moja pokręcona bliźniaczko – zaśmiała się dziewczyna i przytuliła Cameron na pożegnanie.

Terminatorka, sprawną ręką, powoli i nieco niewprawnie odwzajemniła uścisk. – Dziękuję – powiedziała cicho.

Sarah oczywiście zbyt wylewna nie była – Znikaj zanim zmienię zdanie – rzuciła tylko Cameron na odchodne.

Gdyby ktoś obserwował tą scenę z oddali to chwilę później zobaczyłby niebieską poświatę, która szybko zniknęła, pozostawiając na placu, za domem, troje ludzi. Po czwartej z nich nie było już nawet śladu…


Rano…

- No i co teraz? – zapytała Trzynastka siedząc w kuchni, przy stole i sącząc herbatę. – Skynetu już nie ma, terminatorów nie ma, co będziemy teraz robić?

- Nie wiem jak ty ale ja zamierzam odpocząć na tych Karaibach, a potem się coś wymyśli – beztrosko odpowiedział jej Jack, opierający się o framugę drzwi.

- Nie mamy pewności czy to już ostateczny koniec Skynetu – nastrój oczywiście zepsuć musiała Sarah, siedząca kolo Trzynastki. – Ciągle istnieje ryzyko, że Skynet powstanie… znowu. Niebezpieczeństwo będzie zawsze, bo ludzie zawsze będą dążyć do postępu.. i destrukcji…

- Oj no dajże spokój Saro! – wykrzyknął Jack, podchodząc do kobiety. – Po co cały ten melodramatyzm?

- Sam mówiłeś, że powstanie Skynetu jest nieuniknione.

- Może mówiłem, a może nie. Jak będzie tego nie wie nikt, pożyjemy, zobaczymy. Nie ma się co zamartwiać na zapas. Zamiast tego powinniśmy się trochę rozluźnić – zaproponował unosząc znacząco brwi.

- Nie mogę się „rozluźnić" – nie zgodziła się Sarah. - Muszę dopilnować, żeby ten cholerny system komputerowy, nie znalazł innego sposobu aby powstać w tej nowej rzeczywistości. Musze spróbować ją ocalić – dla innych – wzniośle przemawiała kobieta. - Przeznaczeniem Johna jest walka z maszynami, już się z tym pogodziłam, a może moim przeznaczeniem jest zapobieganie powstawaniu Skynetu? Bez ustanku, jak długo będzie taka potrzeba albo dopóki starczy mi sił...

- No cóż może… ale to nie znaczy, że wcześniej nie możemy polecieć na Karaiby – Jack był w tym temacie nieugięty.

- A ty ciągle swoje – oburzyła się Sarah. – Proszę bardzo, leć sobie na te swoje Karaiby ale ja muszę zostać, żeby wszystkiego tu dopilnować.

- A nie przydałaby ci się w tym pomoc? – wypalił nagle Jack. Jego usta skrywały uśmiech, a w oczach tańczyły iskierki.

- Jak to? – kobieta kompletnie go nie zrozumiała.

- Najpierw Karaiby, a potem robota. Wrócimy i pomogę ci „wszystkiego tu dopilnować", co ty na to? – powtórzył kapitan, a Sarah dojrzała wspomniany blask w jego oczach.

- Ty?

- Oj no wiesz, bo zaraz się obrażę – powiedział rozbawiony mężczyzna - że niby bym się do tego nie nadawał?

- Nie to miałam na myśli – usprawiedliwiała się kobieta. - Po prostu jestem zaskoczona, że chciałbyś pomóc.

- A czemu nie? Nie mam przecież nic lepszego do roboty i kto powiedział, że nie lubię pomagać? – zaśmiał się Jack. - Hej słonko – zwrócił się w końcu do Trzynastki - a ty co chciałabyś robić po Karaibach?

- Hmm… - dziewczyna upiła kolejny łyk swojego gorącego napoju - No nie wiem, pomoc wam brzmi niezwykle kusząco – powiedziała sarkastycznie – ale kto wie, może na mnie czeka tu całkiem inne przeznaczanie?

- Co masz na myśli? – o dziwo, zainteresowała się Sarah.

- Nic, to tylko takie moje naiwne marzenia.

- No nie bądź taka, podziel się nimi z nami – nalegał kapitan.

- Zawsze chciałam zostać aktorką ale w tamtej rzeczywistości nigdy nie miałam na to szansy – wyjawiła w końcu Trzynastka.

- Aktorką mówisz? – Jackowi najwyraźniej podobał się ten pomysł.

- Oj nie śmiej się, no! – naburmuszyła się dziewczyna. - Wiem, że to głupie i pewnie nie wypada ale…

- Wcale nie takie głupie – zaprotestował mężczyzna. – Myślę, że byłabyś świetna w roli pewnego uroczego organizmu cybernetycznego – puścił do niej oko. - Musisz sobie tylko, słonko, wymyślić jakieś nowe imię, bo „Trzynastka" chyba nie bardzo pasuje. Czy może zamierzasz wrócić do „Allison"?

- Nie – dziewczyna odparła zupełnie poważnie. – „Allison" już dawno pozostawiłam za sobą ale „Trzynastkę" tak naprawdę też. Myślę, że to chyba odpowiedni moment aby zacząć wszystko od nowa… - mówiąc to, zauważyła leżące na blacie prospekty wycieczek, które niedawno przeglądał Jack. Na jednym z nich widniał napis „Summer time". – Summer – dziewczyna powtórzyła na głos - To brzmi całkiem ładnie…


Kilka miesięcy później…

James Ellison siedział w wygodnym fotelu, w swoim salonie i popijał popołudniową kawę. Co jakiś czas zerkał przez okno na znajdującą się na podjedzie Savannę. Dziewczynka bawiła się kawałkiem sznurka, z jednym z kotów jego sąsiadki. Ostatnio przebywała tu dość często więc zdążyła się już zaprzyjaźnić ze zwierzakiem.

Jej matka przejęła schedę po fałszywej Catherine Weaver. Teraz to prawowita właścicielka stała na czele firmy. Odbudowała ją i całkowicie zmieniła jej profil – teraz Zeira Corporation zajmowała się pozyskiwaniem energii z odnawialnych źródeł.

James, szczerze mówiąc, na początku nie wierzył, że prawdziwa Weaver poradzi sobie w nowej roli i jej to odradzał. Kobieta była jednak bardzo zdeterminowana, aby dalej prowadzić firmę, którą stworzyła wspólnie z mężem. Szybko, ku zaskoczeniu Ellisona, okazało się, że była w roli szefowej naprawdę dobra. Przymusowy pobyt w chacie na pustkowiu bardzo ją zahartował i uczynił z niej naprawdę twardą zawodniczkę (co w tym interesie było niezwykle przydatne). James natomiast został jej osobistym doradcą – przecież nie mógł jej po tym wszystkim zostawić samej – i okazjonalnym (a nawet dość częstym) opiekunem Savanny. Niejednokrotnie odbierał dziewczynkę ze szkoły, a Catherine zabierała ją od niego po pracy i robiła jej ulubione kakao. Mała nie mogła być szczęśliwsza, że odzyskała prawdziwą matkę.

James z ulga przyznawał, że sprawy układają się nie najgorzej. O ludziach z furgonetki, jak dotąd, więcej nie słyszał, zresztą tak samo jak o Sarze Connor i terminatorach. Nie mógł powiedzieć, że go to martwiło, wręcz przeciwnie. Nie był pewien ale miał dziwne przeczucie, że teraz wszystko już się jakoś ułoży. Wreszcie. Na wszelki wypadek jednak nie wyrzucał listu od T-1001, z dokładną lokalizacja bunkra. Tak w razie czego


Tymczasem w przyszłości ktoś właśnie wrócił do domu. Blaszany drwal w końcu odnalazł swoje serce…

THE END


I jak? Co myślicie? Podzielcie się swoimi opiniami.

I did it! wow aż nie wierzę, że jednak dobrnęłam do końca tej historii ale udało się (jakoś hehe)! To była długa podróż (dla mnie) ale z mojego punktu widzenia - warto było. Mam nadzieje, że też tak sądzicie i to opowiadanie przyniosło Wam pewnego rodzaju zamkniecie, którego nie zaoferował nam (niestety) serial - może i nieco szalone ale jednak jakieś zamknięcie. Prawda? :)

Dziękuje WSZYSTKIM bardzo za wszystkie reviewy, komentarze, opinie i dyskusje! No i za to, że czytaliście i byliście ze mną, towarzyszyliście mi w tej podroży. Tym którzy nie dodawali opinii ale czytali też dziękuje (bo wiem, że tacy także byli).

Szczególne podziękowania dla Bartka za to, że dodał review do KAŻDEGO rozdziału :*

No i oczywiście dla Szarej Eminencji tego opowiadania (hehe) za pomoc techniczną i wsparcie - inaczej nie dałabym rady :* :* :*