Rozdział 2

Dwa dni później pracę Harry'ego Pottera – młodego aurora – przerwało nagłe stukanie do drzwi. Ron Weasley, który niedawno zaczął szkolenie, westchnął i ruszył do drzwi. Na widok człowieka, który stał na progu, wyrwało mu się przekleństwo.

- Ja już stąd idę, szefie, tylko wpadłem na chwilę…

- Zostań, Weasley. Czy Potter tu jest? – spytał Gawain Robards.

Harry odłożył papiery, które właśnie przeglądał.

- Jestem, szefie. O co chodzi?

Gawain potarł dłonią twarz, po czym usiadł na wolnym krześle. Chrząknął kilka razy, jakby nie wiedział, co powiedzieć.

- Obawiam się, że nie mam dobrych wieści. I nie chodzi tu o twoją żonę ani chrześniaka – dodał szybko, podnosząc dłoń, kiedy Harry zaczął wstawać z krzesła. – Nie wiem, jak to inaczej powiedzieć, więc powiem krótko… Grobowiec twoich rodziców w Dolinie Godryka został zbezczeszczony.

Ron otworzył usta, a potem rzucił się podtrzymać szwagra. Młody auror potrząsał głową, jakby próbując uporządkować myśli.

- Psiakrew! Co się stało? – zawołał Ron.

- Ktoś włamał się do grobu Jamesa i Lily Potterów. Trumna Lily została otwarta, a jej ciało zniknęło. Usunięto też jej imię i nazwisko z płyty nagrobnej.

- Kto mógł to zrobić?

- Nie mam pojęcia! – warknął sfrustrowany Robards. – To zakrawa na czyste szaleństwo! Normalnie przydzieliłbym do tego paru aurorów, ale wciąż brakuje nam ludzi. Myślę, że wy dwaj jesteście najodpowiedniejszymi osobami do tego zadania. – szef aurorów ruszył do wyjścia, ale zawahał się w drzwiach. – Potter? Masz pojęcie, kto mógł to zrobić?

Harry potrząsnął słabo głową.

- Przykro mi, Potter – rzucił Robards i wyszedł.

Ron zmiął czystą kartkę w kulkę i cisnął nią w zamykające się drzwi.

- Może ktoś, kto nie cierpiał twoich rodziców? – rzucił niby od niechcenia.

- Kto? – jego szwagier podniósł głowę i wbił w niego spojrzenie. – Wszyscy, którzy znali dobrze moich rodziców, nie żyją. Mógłbym jeszcze zrozumieć, gdyby chodziło o Jamesa – za młodu pewnie narobił sobie sporo wrogów.

- No tak, a twoją mamę wszyscy uważają za bohaterkę. Niemal świętą… Hej, a może komuś odbiło na jej punkcie? No wiesz, chciał ją mieć tylko dla siebie?

Młody auror wstał z krzesła i sięgnął po swój płaszcz.

- Nie mam cholernego pojęcia – rzucił przez ramię, zanim się zdeportował.

Harry Potter westchnął zniechęcony. Zdążył już odwiedzić cmentarz w Dolinie Godryka – i przekonać się na własne oczy, że Robards mówił prawdę – a także przejrzeć stare albumy w poszukiwaniu jakichkolwiek wskazówek.

Drzwi otworzyły się z trzaskiem i stanęła w nich jego żona, Ginny. Ściągnęła swoją szatę Harpii z Holyhead i szybko ruszyła w jego stronę, aby go uściskać.

- Och, Harry, właśnie się dowiedziałam… tak mi przykro. Czy ktoś z was się tym zajmuje? – powiedziała cicho.

- Robards zwalił tę robotę na Rona i mnie – mruknął ponuro.

- No cóż, może wam będzie łatwiej znaleźć winnego niż komuś, kto znał ich tylko z opowieści o Chłopcu-Który-Przeżył. Wszystkie gazety już o tym trąbią, ale nikt nie ma pojęcia, kto mógł to zrobić.

- Ja też nie – powiedział ze złością chłopak, stukając palcami o blat stołu.

Ginny postukała palcem o brodę w zamyśleniu, jednocześnie szykując jedzenie.

- A może to ktoś, kto był blisko związany z twoją matką? Jakaś przyjaciółka?

- Nic mi o takiej nie wiadomo… ale wiesz, to jest myśl! Poszukam…

- A może… - Ginny zawahała się nagle. – Wiesz, twoja mama była młoda i piękna. Czy nie miała… innych adoratorów poza twoim ojcem?

Harry już chciał odpowiedzieć „nie", ale w tym momencie przypomniał mu się Snape. Przyjaciel Lily z dzieciństwa, nieszczęśliwie w niej zakochany…

- Gin, jesteś geniuszem! Tak, był ktoś taki… - mężczyzna urwał, uświadomiwszy sobie pewien fakt. – Tyle, że on nie żyje…

- Jesteś pewien?

- Widziałem, jak umiera… wykrwawił się na śmierć…

Pani Potter zmarszczyła brwi. Te słowa przywodziły jej na myśl tylko jednego człowieka.

- Snape? Profesor Snape?

Harry skinął lekko głową.

- Wiesz, że wszystko, co zrobił, było dla niej? Dla mojej matki…?

Cdn.