Tydzień później Lily obudziły podniesione głosy. Severus kłócił się z jakimś mężczyzną. Ubrała się szybko. Żałowała, że nie ma swojej różdżki. Zeszła do jadalni. Sev i jakiś mężczyzna rozmawiali w przyległym pokoju. Drzwi były leciutko uchylone.
- Panie profesorze… zdaje sobie pan sprawę, że to oficjalne przesłuchanie?
Severus Snape skinął sztywno głową. Lily mogła dostrzec, że jego rozmówca miał na sobie szaty aurora.
- Dobrze – westchnięcie. – Trochę czasu zajęło mi ustalenie, czy pan żyje, a jest pan prawdopodobnie jedyną osobą, która może rzucić trochę światła na tę sprawę.
- Jaką sprawę? – zapytał lodowato Sev.
Mężczyzna chrząknął.
- Zbezczeszczono grób mojej matki…
- Co? - wybuchnął Severus. – Co takiego?
Lily zastanawiała się przez chwilę, kim była matka aurora.
- Przykro mi – powiedział cicho chłopak – ale to prawda. Pan jest jedynym żywym człowiekiem, który dobrze ją znał. Kto mógł to zrobić, panie profesorze?
- Nikt – powiedział Snape. – To znaczy, nie wyobrażam sobie nikogo, kto mógłby to zrobić.
- To znaczy? – auror powiedział nieco ostrzej. – Minęło prawie dwadzieścia lat… dziewiętnaście, dokładniej mówiąc.
Lily poczuła, że brak jej tchu. Dziewiętnaście lat. To nie mógł być zbieg okoliczności. Czyżby spała tak głęboko, że uznano ją za zmarłą…?
- Lily Evans Potter nie żyje od dziewiętnastu lat – powtórzył auror. – A pan jest jedyną osobą, która może mi pomóc.
- Idź do diabła, Potter – powiedział gwałtownie Severus.
- Panie profesorze…
- Idź stąd. Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać, Potter. A w szczególności nie o Lily.
Kolejne westchnięcie.
- W takim razie zapytam: kim jest „moja śpiąca królewna"?
Severus otworzył usta, po czym je zamknął. Lily widziała, jak wyraz jego twarzy się zmienia.
- Nikim. Co to za bzdury, Potter? – wybuchnął wreszcie.
Młody auror popatrzył na niego uważnie. Wyjął zza pazuchy fiolkę.
- Jeśli to bzdury, sądzę, że zgodzi się pan na użycie Veritaserum. Zmodyfikowanego tak, by żadne antidota na niego nie działały…
Snape popatrzył na chłopaka tak, jakby ten trzymał w ręku jadowitego węża. Zacisnął usta w wąską kreskę i nie odpowiedział.
- Odmawia pan?
Severus skinął sztywno głową.
- Obawiam się wobec tego, że muszę pana aresztować.
Snape cofnął się o pół kroku, dwa kroki, ale Harry był szybszy.
- Incarcerous!
Mistrz Eliksirów szarpnął się gwałtowanie, kiedy oplotły go szkarłatne liny. Lily zobaczyła w jego oczach… wściekłość? Widziała, jak zdołał oswobodzić jedną nogę i kopnął chłopaka… Uświadomiła sobie nagle, że ten chłopak był jej synem!
- Ron! – warknął jej dorosły syn.
Z cienia wyszedł drugi auror – rudowłosy mężczyzna w wieku stojącego obok Harry'ego… jej małego Harry'ego. Razem obezwładnili Severusa, który miotał się jak szalony. Kiedy rudzielec był już gotów do wyprowadzenia więźnia, jej syn powiedział:
- Ron, powiedz mojej żonie, że miała rację.
- Powiem – uśmiechnął się mężczyzna. – Ale zdawało mi się, że miałeś w to nie wciągać mojej siostry…?
Severus zapatrzył się na obu aurorów. Lily usłyszała, jak wymawia nazwisko Weasley.
- Owszem – uśmiechnął się jej syn, błyskając obrączką na palcu. – Ginny. Zajmij się nim, a ja przeszukam tę ruderę– szturchnął towarzysza.
Lily nie mogła rozsądnie myśleć. Jej dorosły syn aresztował Severusa! Co zrobi, kiedy ją zobaczy? Ukryła się w jakimś schowku, do którego nikt od dawna nie zaglądał. Jej mały Harry był żonaty! Jeśli rudzielcem był Ron Weasley – którego pamiętała jako niemowlę w ramionach matki – to Molly musiała być w ciąży z jego siostrą, kiedy ją ostatnio widziała… w 1981 roku.
Słyszała kroki młodego aurora. Jej syn był bardzo dokładny przy przeszukiwaniu. Wyglądało na to, że niczego nie zarekwirował – może aurorzy puszczą Seva wolno, kiedy zrozumieją, że jest niewinny? Kroki się przybliżyły.
Szarpnięcie za klamkę. Przerwa. Harry znowu szarpnął, i znowu. Wreszcie drzwi ustąpiły, a jej kryjówkę zalało światło… Jej syn zaświecił różdżkę. Kobieta zmusiła się do bezruchu. Widziała z bliska jego zielone oczy, jak odbicie swoich własnych. Nagle jego ręka wystrzeliła w przód.
Młody auror wyciągnął ją gwałtownie na zewnątrz. Nogi nie utrzymały jej ciężaru i Lily upadła gwałtownie na podłogę. W następnej chwili Harry celował w nią różdżką, a jego oczy zwęziły się groźnie.
- Co tam robiłaś?
- Usłyszałam, że Sev się z kimś kłóci. Przestraszyłam się…
Mężczyzna patrzył na nią podejrzliwie.
- Czy zgodzisz się na użycie Veritaserum?
Przygryzła wargę, myśląc o Severusie, który odmówił. Skinęła głową i pozwoliła, by auror – jej syn – umieścił kilka kropel na jej języku. Mężczyzna odczekał chwilę, aż eliksir zaczął działać, a następnie spytał.
- Nazwisko?
- Lily Evans Potter.
Brwi jej syna powędrowały do góry.
- Zdaje pani sobie sprawę z tego, że to niemożliwe? To oficjalne przesłuchanie, na razie w charakterze świadka, ale…
- Nazywam się Lily Evans Potter – powtórzyła bez śladu wahania.
- Jak może to pani udowodnić?
- Urodziłam się 31 marca 1960 roku. Moją siostrą jest Petunia Evans Dursley. Severusa – wskazała brodą pokój przy jadalni – znam od dzieciństwa.
Auror przyglądał jej się nieufnie.
- Wobec tego niech mi pani powie, jaki jest pani patronus?
- Łania.
- Pani męża?
- Jeleń.
- Kim jest Łapa?
- Syriusz Black, przyjaciel mojego męża i ojciec chrzestny mojego synka. Animag, czarny pies.
Rysy mężczyzny odrobinę złagodniały.
- Dlaczego przestała pani przyjaźnić się z Severusem?
- Nazwał mnie… szlamą – głos jej zadrżał na tamto wspomnienie, musiała zmusić się do wypowiedzenia tego okropnego słowa.
- W jakich okolicznościach? – auror nie spuszczał z niej wzroku.
- James… uznał, że fajnie byłoby użyć na Severusie jego własnego zaklęcia. Wylewitował Seva ponad wszystkimi, głową w dół, chciał- chciał go upokorzyć. Udało mu się to. Nie… nie rzuciłam się od razu ratować Seva, a jemu… puściły nerwy.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się. Opuścił różdżkę.
- Kto był prawdziwym strażnikiem tajemnicy w Dolinie Godryka?
- Peter. P-Peter musiał nas zdradzić – inaczej V-Voldemort by nie… - nie była w stanie dokończyć, zalała się łzami.
- Twierdziłaś, że słyszałaś moją rozmowę z Severusem?
- Tak, słyszałam.
- Czy wiesz wobec tego, kim jestem?
Lily zaniemówiła. Spodziewała się tego pytania. Przełknęła ślinę, splotła nerwowo palce. Młody auror nadal czekał.
- Harry… - wyszeptała. – Jesteś Harry James Potter, mój syn. Wybraniec. Masz dwadzieścia lat. Severus mówił, że to ty zakończyłeś wojnę. Wyglądasz dokładnie tak, jak mówił Sev… Tylko- tylko że ja pamiętam ciebie… jako dziecko!
Wyciągnęła rękę w jego stronę, ale zaraz ją cofnęła.
- Załóżmy, że mówisz prawdę… nawet profesor Snape nie byłby odporny na to Veritaserum… Co tu robisz?
- Severus mnie obudził. Mówił, że spałam przez tyle lat.
- Gdzie się obudziłaś?
- Tutaj, w jednym z pokojów. Severus musiał się mną zajmować przez dłuższy czas – wszystko było przygotowane: ubrania, osobiste drobiazgi...
- Jaka jest ostatnia rzecz przed obudzeniem, jaką pamiętasz?
Wargi Lily zadrżały, kiedy usłyszała to pytanie z ust syna.
- V-Voldemort zabił twojego ojca… Żądał, ż-żebym się odsunęła… - kobieta nie mogła dokończyć, rozpłakała się.
Jej dorosły syn poklepał ją nieporadnie po plecach.
- Czy pamiętasz to, co działo się jeszcze wcześniej?
- Tak. Nie mam żadnych luk w pamięci, poza tym snem – przełknęła ślinę. – Co grozi Severusowi? Czemu go aresztowałeś?
Jej syn popatrzył na nią przenikliwie.
- Na razie potrzymamy go czterdzieści osiem godzin, dowiemy się, jaka jest jego rola w tej całej sytuacji… Wiesz może, kim jest „moja śpiąca królewna"?
- Nie mam pojęcia – Lily potrząsnęła głową z frustracją, za dużo się działo, za dużo pytań, na które nie znała odpowiedzi.
- Jesteś na razie wolna. Dla twojego własnego dobra wolałbym, żebyś nie wychodziła z domu. Póki tego jakoś nie wyjaśnimy.
Cdn.
