Zapach Burzy ~ Chapter 2

- Piotrusiu! Piotrusiu! Gdzie jesteś? Piotr…

Pośród wysokich traw siedziała skulona postać Piotrusia Pana. Ktoś by powiedział, że to tylko mały chłopiec, ja jednak pragnęłam wierzyć, że to niezłomna postać, której serce szalało niczym statek podczas sztormu niemogący już zawrócić do portu, a do celu jeszcze daleka droga.

- Idź stąd, chcę być sam! – Wykrzyczał Piotruś.
- Ale wszyscy się o Ciebie martwimy, ja, Dzwoneczek..
- Nie słyszałaś? Masz iść… Nie chcę Cię widzieć, nie chcę nikogo widzieć. Jestem Piotrusiem Panem, który nie potrzebuje nikogo, i który nigdy nie stanie się dorosły!
- Piotrusiu, co za dziwne rzeczy wygadujesz… - powiedziała Wendy, próbując się uśmiechnąć.
- Głucha jesteś czy głupia? Ty, twoi bracia, wszyscy macie się wynosić z Nibylandii! Wracajcie do swojego głupiego świata i dorośnijcie tam. I kiedy ja będę się wiecznie bawił, latał, wy staniecie się nudnymi dorosłymi! - Piotruś Pan wstał rozgniewany i odleciał w dal.

Wendy poczuła, jak łzy napłynęły jej do oczu. Jeszcze nigdy Piotruś Pan nie zranił jej tak głęboko. Zrozumiała, że nadszedł czas powrotu do swojego świata. Choć nigdy nie chciała rozstawać się z Piotrusiem, wiedziała, że kiedyś zatęskni za rodzicami, za prawdziwym domem i za psią nianią. Nie spodziewała się jednak, że ta chwila nastanie tak szybko.

Kiedy Piotruś Pan przekroczył próg kryjówki, zobaczył Wendy z zaczerwienionymi, spuchniętymi oczyma, która przytulała każdego zagubionego chłopca z osobna.
-Wendy! Nie zostawiaj nas!
- Kto nam będzie opowiadał bajki na dobranoc jak odejdziesz?
- Nie chcemy tracić mamy!
- Chcemy każdego dnia być przytulani przez Wendy i chcemy słuchać bajek!

Zagubieni chłopcy stawali się coraz zagubieni. Dawno, dawno temu stracili kogoś bardzo ważnego, a teraz znów mieli zostać porzuceni.

Wiele chwil, ulotnych momentów w życie sprawia, że gubimy się gdzieś pomiędzy, bojąc się straty kogoś bliskiego…

- Jak tak bardzo jej potrzebujecie, to lećcie razem z nią! – Wrzasnął głos z oddali.

Nagle wszystkie oczy zwróciły się ku Piotrusiowi Panu, który stał przy wejściu opierając plecami o ścianę.

- Piotruś Pan wrócił! – Dało się słyszeć słowa pośród tłumu dzieci.

Przed gromadę wyszedł Michaś i zapytał Piotrusia:

- Piotrusiu, skoro chłopcy z nami lecą, to może…. i ty z nami polecisz. Do domu. Do naszych rodziców.

- Waszych rodziców też nie potrzebuję. Nikogo nie potrzebuję! Dzwoneczku! Spraw swoim pyłem, by odlecieli daleko, do swojego świata. Spraw, bym już nigdy nie musiał ich widzieć! – Po tych słowach, chłopiec wyleciał w pośpiechu, by nie wiedzieć przerażonych twarzy.

-To nie tak miało się potoczyć! Przecież ja nie chcę zostać sam. Zabawa w samotności nie jest zabawą. Nie zostawiajcie mnie!
-
Czyżbyś chciał opuścić Nibylandię? Piotrusiu, nie widzisz? Oni chcą dorosnąć. Chcą utracić dzieciństwo na zawsze. Już nigdy więcej nie będą Twoimi przyjaciółmi.
-
Czuję się zdradzony... Czy to dlatego odczuwam ten przygniatający w ból w klatce piersiowej?
-
Być może- rzekł głos w zadumie. -Oni już dawno Cię zdradzili. Oni nigdy nie mieli zamiaru zostać z Tobą w Nibylandii. Och Piotrusiu, czy Ty nigdy nie zauważyłeś, że chwile spędzone tutaj to była tylko ich przejściowa zachcianka. Twoja własna naiwność przyniesie Ci kiedyś zgubę.

Bitwa przegrana. W tej wojnie nikt nie wygrał. Wszyscy ponieśli straty. Fanfary zadrżały. Dźwięk przebił się przez ciszę stracenia. Czyżby ktoś załkał? Ach, serce boli, serce płacze… Pożegnanie bez słów.

Czujecie to? Zapach deszczu. Oplata zmysły, koi myśli, sprawia, że ulotna chwila umyka niepostrzeżenie w zapomnienie.