Od tłumacza: Jak zwykle dziękuję Shaunee Altmann, która cierpliwie, sprawnie i błyskawicznie broni Was przed nadmiernym kontaktem z moimi błędami.
Kilkoro czytelników pytało o częstotliwość aktualizacji. Jako że rozdziały są krótkie, postaram się to robić dwa razy w tygodniu, ale dużo zależy od ilości mojego wolnego czasu, więc Wam tego nie obiecam :) Polecam zapisanie się na alerty e-mailowe, to będziecie wiedzieli o aktualizacji jako pierwsi ;)
W związku z pewna konfuzją niektórych komentujących przypominam również, że jedynie tłumaczę to opowiadanie, a jego autorem w języku angielskim jest Count Westwest.
Rozdział 2 - Wzgarda i drwina migoczą w jej oczach
Wzgarda i drwina migoczą w jej oczach
Wiele hałasu o nic, Akt III, Scena I, tłum. Maciej Słomczyński
Po tygodniowym zawieszeniu Harry zameldował się w biurze Tonks. Siedziała za swoim biurkiem w Pokoju Przydziałów, gdzie aurorzy otrzymywali swoje zadania. Rozmawiała właśnie z aurorem zaledwie kilka lat starszym od niego, od czasu do czasu pociągając łyk z kubka z kawą. Zauważyła jego wejście i uśmiechnęła się do niego. Znali się odkąd została członkiem Zakonu. Była jedną z jego opiekunek w latach przed Ostatnią Bitwą. Gdy w tajemnicy przed wszystkimi wyszła za Remusa, wprowadziła się na Grimmauld Place.
- Dzień dobry, ciociu Doro - przywitał się z szerokim uśmiechem, wiedząc jak bardzo nie znosi tego imienia, a tym bardziej jak nazywa ją ciotką.
- Dzień dobry, Haruś, siadaj proszę - odparła, powodując, że uśmiech spełzł z jego twarzy. - Umówmy się może, że w tym biurze ty nazywasz mnie Tonks, a ja ciebie Potter. To nam oszczędzi żenujących sytuacji.
- W porządku, Tonks. Jestem gotów na moją karę.
Szybko przedstawiła go Bradowi i nachyliła się nad biurkiem.
- Wiem, że nie chcesz tego zadania i zapewniam cię, że nie będziesz miał łatwo. Na początku Ginny będzie wrogo nastawiona wobec ciebie, bo nie znosi być pod ochroną. Jeśli czytałeś jej akta, wiesz że potrafi sama o siebie zadbać - poczekała na jego potwierdzające skinięcie głową i kontynuowała: - Jej niechęć potrwa tylko kilka dni, bo długotrwała wrogość nie leży w jej naturze. Nie otwieraj przed nią drzwi, nie odsuwaj krzesła w restauracji, generalnie nie traktuj jej jak inwalidy, a może wreszcie cię polubi. Znam ją równie długo jak ciebie i mogę cię zapewnić, że gdy poprosi cię, żebyście przeszli na "ty", zobaczysz jaka potrafi być miła. Muszę cię też przestrzec przed jej wybuchowością. Potrafi się wściec w ułamku sekundy, a najlepsze co możesz wtedy zrobić to siedzieć cicho albo zmykać gdzie pieprz rośnie. Uwierz mi na słowo. Brad da ci kopię jej rozkładu zajęć i oprowadzi po kompleksie treningowym Harpii. Pokaże ci też, gdzie znajduje się mieszkanie w Londynie, które dzieli z koleżanką z drużyny i Norę, jej dom rodzinny, w których to miejscach spędza większość swojego wolnego czasu. Dzisiaj nie ma treningu, więc wszystko co na dziś zaplanowała to lunch ze swoimi braćmi, Fredem i Georgem w Dziurawym Kotle o 13.00. Masz być w Norze dziesięć minut wcześniej. To będzie chwila, kiedy przejmujesz pełną odpowiedzialność. Wszystko jasne jak na razie?
- Jaką drogą otrzymujemy jej rozkład zajęć i jak kontaktuje się ze mną, jeśli zdarzy się coś niespodziewanego?
Brad wyciągnął lusterko i wręczył je Harry'emu. Ten natychmiast rozpoznał lusterko dwukierunkowe. Podobne dostał od Syriusza.
- Sekretarka Harpii doręczy na twoje biurko rozkład treningów z dwutygodniowym wyprzedzeniem i powiadomi cię, jeśli zajdą jakieś zmiany. Na stadionie przedstawię cię facetowi, który odpowiada w drużynie za kwestie bezpieczeństwa. To emerytowany auror, a nazywa się Robert Summerby. Jest kompetentny w tym co robi i możesz na nim polegać. Zakładam, że wiesz jak używać lusterka? - Brad zerknął na Harry'ego, po potwierdzeniu kontynuował: - Panna Weasley z reguły powiadomi cię o planowanym wyjściu dzień wcześniej. Czasami spędzi gdzieś wieczór z koleżankami z drużyny albo innymi przyjaciółmi, ale nie zdarza się to zbyt często.
- Skąd mamy pewność, że będzie w pełni współpracować? - spytał Harry, zwracając się do Tonks.
- Kiedyś zgubiła kilku ochroniarzy i zniknęła na kilka godzin. Wtedy otrzymaliśmy zezwolenie Wizengamotu na nałożenie na nią, za zgodą Ministra, zaklęcia śledzącego. Zezwolenie jest podpisane i możemy nałożyć na nią to zaklęcie w dowolnej chwili. Ginny wie o tym i możesz postawić wszystkie swoje galeony, że będzie wolała współpracować niż znosić nałożone na nią zaklęcie śledzące - przerwała na moment, po chwili kontynuowała: - Jeszcze kilka szybkich uwag i możesz iść. Normalnie nie powinieneś siadać do posiłku z podopieczną, ale jeśli Ginny poprosi cię, żebyś usiadł do posiłku z jej rodziną, możesz przyjąć tę propozycję. W tym wypadku nie zostanie to uznane za niewłaściwe zachowanie. Chciałabym ci też przypomnieć, że każdy rodzaj romantycznego lub seksualnego związku z podopieczną jest uznawany za niewłaściwy... nie żeby to kogoś powstrzymało od starań - dodała, patrząc spode łba na Brada, który skulił się na swoim krześle. - Jeśli coś takiego się zdarzy, oczekuję, że zrezygnujesz z zadania albo że nikt się o tym nie dowie. Wszystko jasne, Potter?
- Jasne jak słońce, Tonks. Ale zapewniam cię, że nic takiego się nie zdarzy.
Tonks i Brad jedynie wywrócili oczami.
Ginny Weasley była zadowolona ze swojego życia. W swoim pierwszym roku profesjonalnej kariery quidditcha pobiła rekordy zdobytych punktów w jednym meczu oraz w sezonie i stała się jednym z najbardziej rozpoznawanych sportowców w Wielkiej Brytanii. Harpie zaoferowały jej nowy, długoterminowy kontrakt, który uczynił ją jednym z najlepiej opłacanych graczy w lidze. Podpisała również kilka kontraktów reklamowych, dzięki czemu weszła na najlepszą drogę do zostania niezależną, bogatą czarodziejką. Tego ranka jej agent wysłał jej ofertę od firmy "Szyści-Fiuu"* na roczny kontrakt reklamowy za 20 tys. galeonów. Rekomendował przyjęcie go. Przesłał też nową ofertę od "Playmaga"* na rozkładówkę, już trzecią. Tym razem oferowali 5 tys. za sesję. Agent doradzał odrzucenie jej i zwołanie konferencji prasowej, na której Ginny pokazałby się jako wzór do naśladowania dla młodych czarodziejek.
W trakcie śniadania, jedzonego z mamą i Ronem, który był w trakcie ostatniego roku treningu aurorów, odpowiedziała na listy, akceptując ofertę firmy od proszku Fiuu i odrzucając zarówno sesję, jak i pomysł konferencji prasowej.
Kiedy była małą dziewczynką marzyła o niezależności, ale choć miała za miesiąc skończyć dwadzieścia lat, wciąż nie mogła się zdecydować na porzucenie domowej kuchni swojej mamy. Choć dzieliła mieszkanie z Gaby, kilka nocy w tygodniu spędzała w Norze. Nie była jeszcze gotowa na całkowite odcięcie pępowiny.
- Słyszałem, że Potter ma być twoim nowym ochroniarzem - zagaił Ron między kolejnymi kęsami.
- Tak, zaczyna dzisiaj. Ma przyjść i zabrać mnie na lunch z bliźniakami. Znasz go?
- Niespecjalnie. On jest na służbie, a ja ciągle się szkolę, ale widziałem go parę razy. Wydaje się dość spokojnym i dającym się lubić gościem.
- Tonks powiedziała, że zaatakował członka rodziny królewskiej.
- Z tego co słyszałem od ludzi ze Służby Ochrony Ministerstwa, temu dupkowi już dawno należał się łomot. Oficjalnie wszyscy unoszą się gniewem, ale podobno nawet mugolski premier cieszył się z tego jak dziecko.
- Myślisz, że to bezpiecznie, by twoja siostra przebywała w pobliżu kogoś tak brutalnego? - spytała zmartwiona pani Weasley.
- Mamo, Tonks i tato znają Pottera od wielu lat. Jeśli pozwalają mu być w pobliżu Ginny, to jestem pewien, że wszystko będzie w porządku. To zdolny i potężny czarodziej, był też szkolony w mugolskich sztukach walki, tropieniu i maskowaniu. Powinien bez problemu trzymać świrów na dystans, a przecież o to w tym wszystkim chodzi.
- Tato zna go tak długo? - spytała zdziwiona Ginny. - Nic o tym nie wiedziałam.
- Tak. W ramach Zakonu Feniksa istniał wewnętrzny krąg, którego właściwie jedynym zadaniem było utrzymanie Pottera przy życiu do momentu, aż będzie mógł zabić Same-Wiecie-Kogo - odpowiedział Ron, wstając. - Chciałbym jeszcze pogadać, ale muszę lecieć - wyjaśnił. Pocałował mamę i siostrę na do widzenie i przez Fiuu udał się do Ministerstwa.
Ginny również wstała i uniosła grubą paczkę listów dostarczonych rano z biura Harpii.
- Muszę przeczytać i odpowiedzieć na listy od fanów. Część moich obowiązków zapisanych w kontrakcie - wywróciła oczami. - Będę w pokoju.
W pokoju Ginny usiadła przy stole, ustawionym przy oknie wychodzącym na ogród, otoczona swoimi dawnymi plakatami Harpii. Co ciekawe nie miała plakatu z samą sobą, choć w sklepiku klubowym sprzedawał się wyśmienicie, zapewniając jej stabilne wpływy z tantiem. Trudno jej było myśleć o sobie jako gwieździe.
Listy, które otrzymywała w zestawie, były najpierw przeczesywane przez ochronę Harpii, by upewnić się, że nie będzie tam świstoklików, zaklęć ani eliksirów. Potem jedna z sekretarek przeglądała listy, by odsiać te zawierające obraźliwe propozycje seksualnej natury lub groźby. Ginny nie lubiła o tym myśleć, ale zawsze kilka się trafiało. Na większość listów odpowiadała jednym zdaniem i załączała zdjęcie z autografem, ale zawsze wybierała kilka listów od młodych, kochających quidditcha czarodziejek, które otrzymywały pełną odpowiedź. Jeśli listy były od uczennic Hogwartu, dawała im nawet rady jak ominąć Filcha i Panią Norris.
Nim skończyła odpowiadać na listy, nadszedł czas, by szykować się do wyjścia na lunch. Gdy się ubierała, staranność z jaką dobierała ubrania uświadomiła jej, że nie może się doczekać poznania Harry'ego Pottera osobiście. Przez kilka dni po Bitwie o Hogwart myślała o nim nieustannie. Właściwie chyba trochę się w nim podkochiwała. Mimo, że była od niego tak daleko, że nawet nie zdołałaby opisać jego wyglądu, czuła się z nim dziwnie połączona. Kiedy zobaczyła jak płacze, wypełniło ją intensywne uczucie smutku, którego sama nie potrafiła wyjaśnić. Po bitwie wielbiono go jako bohatera i zbawcę, ale nikt nie wiedział, gdzie się podział. Usunął się w cień, tak jak przed bitwą i zdołała wypchnąć go ze swojego umysłu. Wróciła do Hogwartu, gdzie kontynuowała naukę i grę w quidditcha. Po mniej więcej roku w gazetach pojawiły się sensacyjne artykuły z wypowiedziami czarodziejek, które rzekomo poszły z nim na randki. Ukazało się nawet jedno ciemne i nieostre zdjęcie, ale ona poznała, że jest prawdziwe. Po tych artykułach Potter znów zniknął.
Gdy schodziła po schodach, Ginny robiła co w jej mocy, by wmówić sobie, że jest jedynie ciekawa Harry'ego Pottera. Jak wszyscy inni. Przypomniała sobie, że ten gość przychodzi, żeby się nią "opiekować" i jak nienawidziła tego, jak w dzieciństwie bracia łazili za nią krok w krok na polecenie rodziców. Kiedy usłyszała pukanie do drzwi, jej nastawienie przestało być pozytywne. Dlaczego niby jego miałaby traktować lepiej?
O Matko Merlina!
No dobra. Czyli Ginny Weasley jest ładna... poprawka... Ginny Weasley jest piękna. To nie ma znaczenia. Przecież jestem profesjonalistą... prawda?
Podszedłem do drzwi Nory, zapukałem, a ona mi otworzyła. Najpierw zwróciłem uwagę na jej włosy. Długie, jedwabiste, składające się z każdego możliwego odcienia czerwieni, dokładnie takie, jak je zapamiętałem. Potem dostrzegłem jej lśniące, brązowe oczy, wpatrujące się w moje zielone przez dłuższą chwilę. Wydawało mi się, że mają w sobie błyski złota i są absolutnie bezdenne. I jej prosty nos z jedynie odrobiną wypukłości na szczycie. Piegi rozlewały się z niego na policzków niezwykle pociągający sposób. A jej usta... lepiej nie idźmy w tę stronę.
A do tego jej ciało... dlaczego tak mi zaschło w ustach? Jest szczupła i dość niska, ale jej ciało ma doskonałe proporcje. Dżinsowa spódniczka kończyła się kilka centymetrów nad kolanami, a jej kształty powyżej pasa dokładnie obejmowała zielona koszulka. Jej piersi nie imponują rozmiarem, ale przy jej drobnej postaci wyglądają na zaskakująco pełne i kształtne.
Powiedziała mi oschle, że będzie gotowa za pięć minut i żebym usiadł. Odwróciła się i odeszła, kołysząc lekko biodrami, a jej idealnie uformowany tyłek podążał płynnie za ich ruchami. Nie byłem w stanie przełknąć śliny. Na szczęście na ratunek przyszła mi pani Weasley, oferując sok z dyni. Prowadziła ze mną grzecznościową rozmowę i zadała kilka pytań, ale nie pamiętam na jaki temat. Mój mózg całą swoją moc poświęcał innym sprawom... głównie kołyszącemu się lekko tyłeczkowi Ginny Weasley, ale też jej piegom... naprawdę... słowo... jest coś niesamowicie seksownego w tym, jak rozlewają się z jej nosa na policzki.
Po pięciu minutach zeszła na dół i mój problem z przełykaniem, który udało mi się w międzyczasie opanować, powrócił z pełną siłą. Wargi podkreśliła czerwoną szminką, co sprawiło, że znów zacząłem myśleć o jej ustach... choć tego nie chciałem. Profesjonalista nie myśli o wargach swojej podopiecznej... ani o tym, jak drobne są jej usta. Nie przebrała się, ale we włosy wsunęła kilka srebrnych spinek, podtrzymujących fryzurę. To dało mi idealny widok na jej kremową szyję... i nagle zacząłem rozumieć, co takiego widzą w niej wampiry.
- Wolałabym się teleportować, jeśli nie ma pan nic przeciwko - rzekła, patrząc na mnie ze złością.
Nie mogłem mówić, więc jedynie skinąłem głową i wyszliśmy z domu.
Cholera jasna!
Usłyszałam pukanie do drzwi i wiedziałam, że to musi być Potter. Nałożyłam na twarz długo ćwiczoną maskę niechęci, wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. A potem wszystko zwariowało. Nie mogłam przestać patrzeć w jego oczy... najpiękniejsze, najbardziej zielone oczy, jakie w życiu widziałam... przyciągały mnie i nagle znów... wszechogarniające uczucie déjà vu. Zauważyłam bliznę na jego czole. Czerwona błyskawica kontrastuje ostro z jego jasną karnacją. Bez wątpienia od niej zaczyna większość rozmów z nieznajomymi. Ma urocze włosy. Czerne, a choć wyglądają na miękkie, sterczą na wszystkie strony pod najdziwniejszymi kątami. Wyraźnie zarysowana szczęka, pokazująca siłę i determinację. Jest wyższy ode mnie o kilkanaście centymetrów, co znaczy, że kilku brakuje mu do metra osiemdziesięciu.
Nosił na sobie mugolskie ubrania, co mi nie przeszkadzało. Hermiona musiała mieć na to duży wpływ, ale jak większość młodych czarodziejek i czarodziejów nie przepadałam za czarodziejskimi szatami i niemal zawsze ubierałam się po mugolsku, ku ubolewaniu mojej mamy. Na nogach nosił czarne glany, z rodzaju tych używanych przez wojskowych, wyżej wyblakłe dżinsy, białą koszulkę i długi, czarny, skórzany mugolski płaszcz. Nie pozwalał on do końca ocenić ciała, ale z tego co widziałam, było ono szczupłe, lecz dobrze umięśnione. Jednym słowem Harry Potter to niezłe ciacho.
Kiedy zdołałam oderwać od niego oczy, powiedziałam mu oschle, że będę za pięć minut i żeby usiadł. Odwróciłam się, a moje zdradzieckie biodra zaczęły kołysać się same z siebie, zupełnie bez udziału mojej świadomości. Najwyraźniej zdecydował o tym sygnał z najbardziej atawistycznej części mojego mózgu, bo NIGDY nie kołyszę biodrami, gdy idę. Słuchajcie, nie jestem głupia. W sumie to nawet uważam się całkiem mądrą. Wiem, że mężczyźni lubią gapić się na mój tyłek, na moje piersi i na mnie jako taką. Czasami robią to w taki sposób, że mam ochotę iść pod prysznic, by zmyć z siebie ich oślizłe spojrzenia. Właśnie dlatego teraz czułam się tak dziwnie. Gdy moje biodra się kołysały, z całego serca pragnęłam, by Harry Potter patrzył na mój tyłek. Gdy dotarłam do łazienki, spojrzałam w lustro i powiedziałam ostro sama do siebie:
- Dobra, Ginewro. To auror i twój ochroniarz... więc przestań potrząsać mu dupą przed oczami!
- Mówiłaś coś kochanie? - zawołała moja mama z dołu.
- Nie, mamo!
Jednocześnie walczyłam z włosami, wypróbowując różne sposoby upięcia ich. Poprzestałam na parze srebrnych spinek, które trzymały moje włosy za uszami, by nie leciały mi do oczu. Nałożyłam szminkę i przyłapałam się na robieniu dzióbka do lustra. Poczułam obrzydzenie do samej siebie, ale nie na tyle, by zrezygnować ze szminki. Zanim zeszłam zaczęłam wściekać się na Pottera, że przez niego tak się zachowuję, więc nie miałam problemu, by warknąć na niego, że wolę się teleportować i wyjść z domu.
Ginny aportowała się za Dziurawy Kocioł i weszła do środka kołysząc biodrami, podczas gdy Harry następował jej na pięty. Po kilku krokach poczuła, jak ktoś uszczypnął ją w tyłek. Natychmiast jej temperament osiągnął punkt wrzenia i odwróciła się gwałtownie do Pottera. Ten spojrzał na nią zdumiony i absolutnie niewinny, co nieco zmieszało Ginny. Zaczął się odwracać, ale zerknęła jeszcze raz. Harry znów wydał jej się zdumiony i niewinny, więc ruszyła dalej. Po kilku krokach poczuła kolejne uszczypnięcie w tyłek.
Harry właśnie katalogował w myślach klientów pubu, więc policzek od wściekłej Ginny Weasley, który niemal skręcił mu kark, zaskoczył go całkowicie. Przed oczami mu zawirowało, ale zdołał zobaczyć jej kolano, trafiające z ogromną siła i precyzją prosto w jego krocze. Runął na ziemię niczym marionetka, której odcięto wszystkie sznurki. Zemdliło go i ostatkiem sił zwalczył potrzebę zwymiotowania. Jego nogi były bezużyteczne, a ból przenikał każdy nerw w organizmie. Gdzieś na skraju świadomości zarejestrował stojącą nad nim Ginny Weasley i dwóch ludzi, śmiejących się z jego prawej. Uniósł głowę i zorientował się, że Ginny wściekła się tak bardzo, że niemal promieniowała. Potem zdarzyło się coś, w co nigdy by nie uwierzył, gdyby nie ujrzał tego na własne oczy. Wściekła się jeszcze bardziej. Niczym bogini zemsty. Błyskawicznie podciągnęła spódniczkę z prawej strony i dobyła różdżki z najbardziej seksownego uchwytu, jaki w życiu widział.
Jedna część jego mózgu zapewniała go właśnie, że zaraz umrze i chciałby wiedzieć przynajmniej dlaczego. Jednak druga piała z zachwytu nad najgładszą, najlepiej ukształtowaną i najseksowniejszą nogą, jaką w życiu zobaczył. Zarejestrował dwa błyski światła i jego odruchy zadziałały. Jego podopieczna została zaatakowana. Natychmiast zerwał się na nogi i wyszarpnął różdżkę. Zrobił krok na przód i bezceremonialnie odepchnął Ginny, by zasłonić ją własnym ciałem. Rudowłosi bliźniacy, których dojrzał po wejściu do lokalu wrzeszczeli, pokryci smarkami. Dwa gigantyczne nietoperze wydobyły się z ich nozdrzy i zaczęły bombardować ich guanem. Nie miał jednak czasu na zastanawianie się nad tym surrealistycznym widokiem. Jedną z rzeczy, które nauczył się przez te wszystkie lata, było, że dopóki cel może się poruszać, stanowi zagrożenie, więc uniósł różdżkę i wypowiedział inkantację, jednak Ginny w ostatniej chwili odepchnęła jego rękę. Zaklęcie ogłuszające trafiło w krzesło, rozbijając je na drobne kawałki. Rudowłosi bliźniacy wybiegli z Dziurawego Kotła, wciąż ścigani przez gigantyczne nietoperze.
Harry szybko sprawdził w myślach lokalizację kolejnych ludzi, których zarejestrował, gdy weszli do lokalu. Wiedźma w przedniej narożnej loży. Czarnowłosy pijak na stołku przy barze. Młoda para przy stoliku po prawej w pobliżu środka sali. Szefowa lokalu. Blondwłosa kelnerka. Kot leżący na barze. Zadowolony, że nie widzi zagrożeń poczuł, że ktoś znów odciął mu sznurki i ponownie zwalił się na podłogę. Ginny uklękła przy nim i położyła mu dłoń na plecach.
- Przepraszam... strasznie przepraszam... - mówiła błagalnym tonem. - Te durne palanty... myślałam, że to pan... ale potem zobaczyłam ich różdżki pod stołem... to oni... nie pan... a ja pana uderzyła.
Ku przerażeniu Ginny, jej ochroniarz uniósł głowę i zobaczyła wyraźny czerwony odcisk swojej dłoni na jego twarzy. Jego piękne zielone oczy spojrzał na nią i z bólem dostrzegła tam skierowaną ku niej wściekłość.
- CHOLERA JASNA! - wrzasnął, znów opuszczając głowę. - Będę musiał napisać o tym raport. Zdaje sobie pani sprawę co to znaczy? Nigdy mi tego nie odpuszczą! Rozkleją go pewnie po wszystkich ścianach w Ministerstwie... a kiedy Syriusz się dowie... CHOLERA JASNA!
- Nie musi pan pisać, ja nie powiem ani słowa...
- Muszę. Wystrzeliłem zaklęcie na służbie - przerwał jej głośno ze złością - które zresztą dzięki pani nie trafiło w cel.
- Dlaczego wypalił pan zaklęcie? - spytała równie zła, choć zdawała sobie sprawę, że jego złość była w pełni uzasadniona. - Wiedział pan, że jestem tu, żeby zjeść lunch z moimi braćmi bliźniakami. RUDOWŁOSYMI bliźniakami. Mógł pan im zrobić krzywdę!
- Panno Weasley, w tej branży nie można czegoś zakładać, a ja i tak to zrobiłem. Mogli być na wielosokowym, pod Imperiusem albo nawet zupełnie INNYMI rudowłosymi bliźniakami. Nie uważa chyba pani, że pani rodzina ma monopol na rude włosy? - spytał sarkastycznie. - Musiałem zareagować błyskawicznie, a być może fakt, że zmiażdżyła pani moje klejnoty rodowe utrudnił mi racjonalne myślenie - poczuł kolejną falę mdłości i jęknął. - To już chyba koniec rodu Potterów.
- Pomogę panu. Musi pan usiąść - rzekła Ginny, wstając i pomagając mu podnieść się na nogi. Ujął niechętnie wyciągniętą rękę i podszedł do loży, która zapewniała dobry widok na oba wejścia do lokalu. Harry na moment oderwał wzrok od jej oczu i zorientował się, że schowała już różdżkę i zaklął w myślach, wiedząc, że przegapił ten moment.
- Dlaczego mnie pani uderzyła? - spytał, patrząc na nią ostro.
Ginny wierciła się niepewnie na krześle.
- Myślałam, że uszczypnął mnie pan w pośladek.
Harry gapił się na nią przez kilka sekund, wreszcie zamrugał kilka razy.
- Nigdy nie zrobiłbym czegoś tak prostackiego - zapewnił szczerze. Jego fantazje obejmowały raczej łapanie i zmysłowe pieszczoty.
- Przecież pana nie znam, prawda? - odwarknęła ze złością. Wiedziała, że jest wobec niego nie w porządku, ale coś w jej głowie wrzeszczało, że jednak go zna. Czuła się zmieszana, a przez to zła. Ich oczy znów się spotkały, ona zmarszczyła brwi i spojrzała na niego przenikliwie. - Spotkaliśmy się już kiedyś, panie Potter?
Harry poczuł panikę. Czy mogła go pamiętać? Czy powinien jej powiedzieć o Komnacie? Nie był pewien, więc postanowił podjąć decyzję później.
- Z pani akt wiem, że walczyła pani w Bitwie o Hogwart. Byłem tam, więc może tam mnie pani widziała.
- Tak, kto mógł przegapić pana wielkie wejście - powiedziała, uśmiechając się do niego promiennie, a Harry poczuł motyle w brzuchu. Spoważniała i kontynuowała: - Tamtego dnia nie znajdowałam się bliżej pana niż 20 metrów, ale i tak wydawał mi się pan znajomy.
Spojrzała na niego badawczo i wiedział, że oczekuje od niego odpowiedzi.
- Nie sądzę, by już kiedyś nam sobie przedstawiono.
Ginny zwróciłaby uwagę na wymijający charakter jego odpowiedzi, gdyby w tej dokładnie chwili bliźniacy nie postanowili wrócić przez tylne drzwi pubu, unosząc ręce w geście kapitulacji. Nerwowo i ostrożnie podeszli do loży, a Ginny spojrzała na nich wściekle. Wyczyścili się, ale ślady smarków wciąż widać było w ich włosach. Stanęli przed Harrym i Ginny i spojrzeli na nich pełni nadziei. Fred przemówił pierwszy:
- Przybywamy w pokoju.
- To był tylko żart, Ginny - kontynuował słabo George.
- Widzieliście, co narobiłam przez wasz mały żart - warknęła na nich.
- No, ale tak potrząsałaś przed nim tyłkiem...
Ginny niemal spadła z krzesła, ale otrząsnęła się, zarumieniła i spojrzała z wściekłością na Freda.
- Nieprawda!
- Nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek...
Ginny wstała zaciskając pięści, a bliźniacy zrobili krok w tył.
- Jeśli nie chcecie zapoznać się z upiorogackiem wycelowanym w wasze dupy, lepiej zamknijcie sie póki możecie!
Bliźniacy spojrzeli po sobie przerażeni.
- W dupy? - wyjąkali jednocześnie.
- Użyjcie wyobraźni! - wysyczała groźnie Ginny.
- Naprawdę potrafisz to zrobić? - spytał George, unosząc brew.
- A co, zgłaszasz się na ochotnika jako obiekt testów?
- Wiesz, drogi bracie, jak się nad tym zastanowię, to w jej kroku nie było nic niezwykłego - rzucił Fred, patrząc ostrzegawczo na brata.
- Jasne, zupełnie nic takiego. Chyba mamy jakieś pilne spotkanie, nieprawdaż, drogi bracie?
- O tak, bardzo pilne. Przepraszam, że musimy uciekać tak szybko, nasza ukochana siostro. I proszę przyjąć nasze przeprosiny, panie... - Fred urwał, patrząc na Harry'ego.
- Potter. Harry Potter - odparł Harry, patrząc na nich beznamiętnie.
Bliźniacy spojrzeli po sobie z przerażeniem, a ich jabłka Adama gwałtownie podskoczyły. Wymamrotali coś niezrozumiałego i niemal wybiegli z pubu.
Kompletnie zawstydzona Ginny usiadła z powrotem i spłonęła szkarłatnym rumieńcem. Zerknęła na Harry'ego, który uśmiechał się złośliwie. Szlag, zabiję moich braci. Obawiam się tylko, że może to trochę zepsuć atmosferę podczas rodzinnych obiadków.
- Proszę się nie martwić, panno Weasley. Uważam, że pani sposób chodzenia jest uroczy. Niezbyt sugestywny, a zarazem bardzo kobiecy.
Ginny musiała przyznać, że to świetny komentarz. Komplement, ale zarazem podkreślający, że kręciła przed nim zadkiem, a on zdawał sobie z tego sprawę. Uśmiechnęła się figlarnie. Nie mogła pozostać dłużna.
- Chyba wrócę do domu. Pewnie potrzebuje pan trochę czasu na napisanie raportów.
Z ogromną satysfakcją obserwowała, jak uśmieszek spełza z jego twarzy.
Ginny bawiła się swoim lusterkiem dwukierunkowym. Chciała sprawdzić co u Harry'ego, ale nie mogła zdobyć się na odwagę, by go wywołać. Po prostu nie była przyzwyczajona do tego, by zdobywać, a nie być zdobywaną. Od jej trzeciego roku w Hogwarcie, gdy Neville Longbottom zaprosił ją na Bal Bożonarodzeniowy, chłopcy i mężczyźni rywalizowali o jej uwagę. Nawet ci, którzy wpadli jej w oko, jak Michael Corner czy Dean Thomas, przyszli do niej, a nie na odwrót. Ale Harry Potter pociągał ją znacznie mocniej niż ktokolwiek wcześniej. Zupełnie jakby coś ją do tego zmuszało. I nie chodziło tylko o to, że był przystojny, ani o hipnotyczny wpływ, jaki wywierały na nią jego oczy. Już wcześniej czuła zauroczenie i pożądanie, a jednak tym razem to coś zupełnie innego.
Zdawała sobie sprawę, że mogłaby go zapytać o samopoczucie następnego dnia. Przecież mężczyźni regularnie dochodzili do siebie po kopniaku w jaja. Prawda? Poza tym siedziała w łóżku odziana jedynie w majtki i stary, rozciągnięty t-shirt Harpii, który miał tendencję do zsuwania się z jej wąskich ramion. Chciała poznać bliżej Harry'ego Pottera, ale jednocześnie pragnęła zachować godność. Duma Weasleyów nie pozwalała jej na nic innego. To on będzie musiał przyjść do niej. Ona ubierze się ładnie, będzie się uśmiechała, rozmawiała z nim, a nawet przestanie miażdżyć mu jaja, jeśli on będzie właściwie reagował na jej sygnały.
Nagła wibracja lusterka sprawiła, że niemal wyskoczyła z łóżka. Cholerny Merlinie, to on! Pospiesznie zerknęła na swoje odbicie, upewniając się, że jej włosy wyglądają odpowiednio, przygryzła lekko wargi, by pobudzić w nich krążenie krwi, a wolną ręką nieco uniosła swój biust. Potem uniosła różdżkę z szafki nocnej i dotknęła nią szkła.
- Panno Weasley... - Harry speszył się, widząc, że ona już jest w łóżku - może powinienem porozmawiać z panią jutro. Nie zdawałem sobie sprawy, że już się pani położyła.
- Nic się nie stało, panie Potter. O co chodzi? - spytała, uśmiechając się szczerze.
Harry przez chwilę zbierał myśli.
- Panno Weasley, chciałem jedynie przeprosić za to, co się dziś stało...
- Słucham? - przerwała mu z niedowierzaniem Ginny. - To ja powinnam przeprosić. Zachowałam się jak jakaś psychopatka i zrobiłam panu krzywdę, podczas gdy pan był kompletnie niewinny. Jest mi bardzo przykro i mam nadzieję, że mi pan wybaczy - zakończyła błagalnym szeptem.
- Oczywiście, że wybaczam, niemniej jednak w całej tej sytuacji nie zachowałem sie właściwie - odrzekł Harry ze skruchą. - Kiedy zobaczyłem rudowłosych bliźniaków założyłem, że to pani bracia i nie przyjrzałem im się dokładnie. Powinienem zobaczyć ich różdżki pod stołem. To niewybaczalne, że byli w stanie rzucić na panią klątwę, nawet jeśli chodzi tylko o zaklęcie podszczypujące. To równie dobrze mogło być coś znacznie poważniejszego. Zawiodłem. Mam nadzieję, że da mi pani szansę na zrehabilitowanie się za moją pomyłkę. Niezależnie od tego, co pani uważa, ma pani prawo być zła.
Ginny widziała wstyd w jego twarzy, a to sprawiło, że chciała go pocieszyć.
- Panie Potter, robi pan z igły widły. To był głupi figiel moich braci i nic ponad to. Może nie zaczęliśmy dziś najlepiej, ale jestem skłonna wystartować jutro od zera, jeśli pan się zgodzi.
- Byłoby wspaniale, panno Weasley.
- Harry, może przejdziemy na "ty"? - spytała, uśmiechając się promiennie, a koszulka zjechała jej z ramienia. Harry gapił się na jej obnażone ramię i dekolt, mrugając. Ginny uniosła rękę i poprawiła koszulkę. Wzrok Harry'ego wrócił do jej oczu i młody mężczyzna uśmiechnął się do niej.
- Będę zaszczycony, Ginny.
- Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Dobranoc, Harry.
- Dobranoc, Ginny.
Słowniczek:
Szyści-Fiuu - w oryginale nazwa firmy to "Kleen-floo". Kleen to angielskie słowo "czyścić" ("clean") zapisane z błędem ortograficznym.
Playmag - w oryginale "Playwizard", czyli czarodziejska wersja "Playboya".
W następnym rozdziale:
- raport Harry'ego staje się przebojem w Ministerstwie
- na scenę wkracza Narcyza Malfoy
