Od tłumacza: Podziękowania dla Shaunee Altman, mojej szybkiej i niezawodnej redaktorki. Zapraszam na jej profil, gdzie ostatnio pokazało się nowe tłumaczenie krótkiego i dość przewrotnego opowiadania ze świata HP.

Dzięki dla wszystkich, którzy dodali tę historię do ulubionych lub poświęcili chwilę, by zostawić mi komentarz. Wszystkie bardzo cenię i z uwagą czytam, mimo że nie na wszystkie odpowiadam.

Jak już zapewne zdążyliście się zorientować, tytułami rozdziałów są cytaty ze sztuk Szekspira. Niestety nie udało mi się znaleźć tłumaczenia Cymbalina, więc tym razem cytat otwierający rozdział jest przetłumaczony przeze mnie.


Rozdział 6 – Śmiałości, bądź mi przyjacielem

Śmiałości, bądź mi przyjacielem,
Uzbrój mnie w zuchwałość od stóp do głów

Cymbalin, Akt 1, Scena 6

Ginny położyła dłoń na kieszeni swoich błękitnych dżinsów, by upewnić się, że lusterko na pewno się tam znajduje. Przycisnęła je lekko, ale ono wciąż nie wibrowało. Powtarzała to przez cały poranek i z każdą godziną bez wibracji czuła, jak wzrasta w niej przerażenie. Co zrobi, jeśli on się nie odezwie? Jak długo powinna czekać? Czy powinna wykorzystać wyjście na Ulicę Pokątną jako wymówkę, by go zobaczyć? W końcu Harry wciąż był jej ochroniarzem. W czasie śniadania zażenowanie Ginny wróciło z nową siłą i niemal w ogóle nie unosiła głowy znad talerza. Jej rodzice i Ron na szczęście byli na tyle delikatni, by nie zadawać pytań, ale Ginny wiedziała, że w końcu będzie musiała na nie odpowiedzieć. Miała nadzieję, że Harry ułatwi jej te odpowiedzi, mówiąc jej, na czym stoją. Nawet odrzucenie byłoby lepsze, niż te męki niepewności, które cierpiała w tej chwili.

Przez cały poranek i wczesne popołudnie pani Weasley obserwowała córkę z coraz większym niepokojem. Ginny udawała, że czyta książkę na kanapie, ale jej zamglone oczy wyraźnie wskazywały, że jej myśli błądzą gdzieś daleko stąd. Jej córka stała się piękną i pewną siebie młodą kobietą i Molly bolało, gdy widziała ją taką osowiałą i nieszczęśliwą. Ginny zawsze się uśmiechała i była pełna życia. Radość i optymizm zdawały się wprost z niej promieniować. Jeśli ten Potter złamał serce jej córki, Molly będzie musiała zrobić mu krzywdę. Zaczęła przygotowywać obiad i wreszcie postanowił przerwać ciszę.

- Ładnie dziś wyglądasz, kochanie – powiedziała, starając się ją podnieść na duchu.

- Dzięki, mamo – odparła Ginny, unosząc głowę z wymuszonym uśmiechem.

Młoda czarodziejka zerknęła na zegarek. Jego wskazówki praktycznie stanęły w miejscu. Jak tak dalej pójdzie, czeka ją bardzo długi dzień. Poranek zaczęła pełna radosnego napięcia. Oczekiwała, że Harry odezwie się przez lusterko albo nawet pojawi się w Norze. Wykąpała się, starannie uczesała i nałożyła makijaż. Widok w lustrze ją usatysfakcjonował, choć jak zwykle martwiła się, że jest zbyt niska i za blada. Włożyła niebieskie dżinsy, białą koszulkę z krótkim rękawem i sandały. Pod to wszystko ubrała najbardziej śmiałą koronkową bieliznę jaką posiadała. Zanim dołączyła do Harpii, kupowała bieliznę ze swoją mamą, która preferowała majtki, które spokojnie mogły służyć za szorty, a w razie potrzeby być rozstawiane w formie namiotu. Kiedy jej koleżanki z drużyny zaczęły nabijać się z niej w szatni, poprosiła o pomoc najlepszą przyjaciółkę.

Musisz czuć się seksownie, jeśli chcesz wyglądać seksownie" powiedziała jej Luna, gdy wybrały się na wspólne zakupy. Bielizna Luny okazała się równie zaskakująca jak ona sama. Od razu wybrała coś, co wyglądało jak skrawki materiału, przytrzymywane przez kilka sznurków i, mimo protestów Ginny, zapewniła ją, że noszenie sznurka między pośladkami wcale nie jest niewygodne. Musiała się stanowczo postawić przy niektórych stanikach, które wybrała dla niej Luna i w końcu poprzestała na kilku ładnych koronkowych biustonoszach. Przyzwyczajenie się do stringów zajęło jej trochę czasu, ale Luna miała rację jeśli chodzi o czucie się seksowną i bycie seksowną.

Perspektywa, że Harry się do niej nie odezwie, nawet nie sprawdzi jak się czuje, raniła ją dogłębnie. Nie mogła znieść myśli o obiedzie w Norze i pytaniach, którym będzie musiała stawić czoła. Właśnie planowała ucieczkę z rodzinnego domu, kiedy usłyszała podekscytowany głos matki dobiegający z kuchni.

- Ginny, sowa do ciebie i to z paczką!

Ginny błyskawicznie zerwała się z kanapy i popędziła do kuchni. Zatrzymała się na moment przed drzwiami, by odzyskać nad sobą panowanie. Weszła do kuchni i zmarła na widok majestatycznej sowy śnieżnej o jasnożółtych ślepiach, która przycupnęła na parapecie okna. Sowa zwróciła głowę w jej stronę i, rozpoznając adresata wiadomości, podleciała do niej. Wystarczył sam widok lecącego z gracją zwierzęcia, by nieco poprawić jej humor. Ginny wyciągnęła rękę, na której wylądowała sowa. Pogłaskała z uczuciem jej pióra, a sowa zahukała z aprobatą, nim wyciągnęła do niej nogę. Przesyłka zawierała skurczoną paczuszkę i zwinięty kawałek pergaminu. Ginny wzięła oba przedmioty, a gdy tylko pudełko znalazło się w jej dłoni, zaklęcie rozproszyło się i przesyłka wróciła do oryginalnego rozmiaru.

Sowa wystartowała i wyleciała przez okno. Ginny z mocno bijącym sercem przeskanowała pergamin, by upewnić się, że to na pewno od Harry'ego. Usiłowała zdecydować się, czy najpierw otworzyć pudełko czy przeczytać list, gdy zbliżyła się do niej jej mama, wycierając ręce w fartuch.

- No dalej, otwórz pudełko – poleciła pani Weasley, wyraźnie zaciekawiona.

Ginny wzięła pudełko do rąk. Było długie, wąskie i nie ważyło zbyt wiele. Otworzyła je i zaparło jej dech w piersi. Wewnątrz znajdował się najpiękniejszy kwiat, jakiego widziała w życiu. Wyglądał na różę, ale nie przypominał żadnego rodzaju róży, jakie wcześniej widziała. Intensywność czerwieni wydawała się niemal nienaturalna, szerokie płatki były złożone w ekstrawaganckie kształty, a delikatny zapach wszechogarniający. Ginny dojrzała mała kartkę w pudełku. Wzięła ją do ręki i przeczytała.

Najdroższa Ginny,
ten kwiat to róża „Olimpijski Ogień" Tantau.* Jej kolor, piękno i aromat przypomina mi o Tobie. To, co mam Ci do powiedzenia, muszę przekazać osobiście, więc róża na razie będzie musiała Ci wystarczyć.
Harry

Rozpromieniona Ginny wyjęła różę z pudełka. Czuła, że nie będzie jej teraz łatwo przestać się uśmiechać. Zamknęła oczy i wciągnęła mocno oszołamiający zapach. Westchnęła zadowolona, nie otwierając oczu. Śmiech jej matki przywrócił ją do rzeczywistości. Otworzyła oczy i odkryła, że Molly uśmiecha się do niej.

- To może oznaczać dwie rzeczy, skarbie – odezwała się ze śmiechem pani Weasley. – Albo Harry to drań, albo chce ci powiedzieć, że cię kocha.

Ginny skoczyła ku matce i przytuliła ją mocno, uważając, by nie uszkodzić kwiatka. Szeroki uśmiech na jej twarzy sprawiał, że nie mogła mówić.

- Idź przeczytać list, skarbie – zachęciła ją pani Weasley. – Ja wstawię różę do wazonu.

Łzy zabłysły w oczach pani Weasley, gdy patrzyła, jak jej córka idzie w stronę kanapy. Mogło jej to zająć dłużej niż innym dziewczynom, ale jej dziecinka w końcu była zakochana.

Rudowłosa dziewczyna poszła do salonu, zdjęła sandały i usiadła po turecku na kanapie, przyciskając do piersi poduszkę. Ostrożnie otworzyła list i zaczęła czytać.

Najdroższa Ginny,
wczoraj nie zrozumiałem, że powinienem Ci powiedzieć, co do Ciebie czuję, nim było za późno. Chcę Ci powiedzieć o tym osobiście i mam nadzieję, że dasz mi na to szansę dziś, nieco później. Czuję się odpowiedzialny za wczorajsze wydarzenia i nie czułem się dobrze, nie mogąc rozmawiać z Tobą przez całą noc. Miałem nadzieję odezwać się do Ciebie z samego rana, ale niestety musiałem zameldować się w Biurze Aurorów, by napisać raport w sprawie tego incydentu po meczu po drodze na konferencję prasową. Potem sytuacja się pogorszyła. Gość, którego uderzyłem na stadionie, złożył na mnie formalną skargę, twierdząc, że nadużyłem wobec niego siły. Oczywiście nic mu się nie stało. Wszystkie urazy naprawiono od ręki jeszcze na stadionie, niemniej jednak będę musiał być obecny podczas przesłuchania po południu. Obiecuję, że skontaktuję się za pomocą lusterka, gdy tylko będzie po wszystkim. Proszę, odbierz, niezależnie od tego co o mnie myślisz, nawet tylko po to, by mi powiedzieć, że nie chcesz mnie już więcej widzieć. Być może moje pragnienia sprawiają, że sam się oszukuję, ale wiem, że nie jesteś okrutną osobą i nie pozwolisz mi brnąć w mój błąd.
Muszę Cię zobaczyć. Muszę Ci powiedzieć. Muszę wiedzieć.
Harry

Przez Ginny przebiegła fala uczuć: ulga, radość, gniew, czułość, ale ponad wszystko ciepło. Ciepło miłości, którą czuła dla Harry'ego i ciepło płynące z wiedzy, że on odwzajemnia to uczucie. Dostrzegła matkę, zbliżającą się z różą Tantau w wazonie i szeroki uśmiech powrócił na jej twarz. Pani Weasley postawiła kwiatka na środku stołu w salonie.

- Dobre wieści?

- Wspaniałe! Przyjdzie się ze mną zobaczyć! – wyznała Ginny, nie odrywając oczu od róży.


Minęła szósta wieczorem nim Harry zdołał wyrwać się z przesłuchania. Jego oskarżycielem okazał się czarodziej czystej krwi z dobrze sytuowanej rodziny, mający bogate akta jako pijak i chuligan. Na szczęście dzięki zeznaniom Summerby'ego i pozostałych pracowników ochrony stadionowej, oddalono wszystkie zarzuty. Jednak i tak wkurzało go, że musiał spędzić cały dzień pisząc raport, a potem udzielając wyjaśnień. Mimo irytacji czuł także zadowolenie, że to, o co walczył Zakon Feniksa, w tym jego rodzice i co próbował zbudować pan Weasley, powoli staje się rzeczywistością: czarodziejskie społeczeństwo, w którym rządzi prawo, a nie pochodzenie czy pieniądze.

Tonks czekała na niego przed salą. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Harry spytał niespokojnie:

- Udało ci się wysłać Hedwigę?

- Ciężko było znaleźć tę pieprzoną różę, ale tak, Hedwiga dostarczyła twoją wiadomość – Tonks zerknęła na niego z ciekawością i kontynuowała: - Nie wiedziałam, że jesteś takim koneserem róż. Był śliczna. Jesteś pełen niespodzianek.

Harry roześmiał się.

- Nie jestem… tym, jakkolwiek mnie nazwałaś. Grindelwalad miał kilka krzaków takich róż w Nurmengardzie i spodobały mi się. Uznałem, że będą idealne dla Ginny.

- Dalej nie mogę uwierzyć, że Syriusz i Dumbledore pozwolili ci szkolić się u tego walniętego sukinsyna – zauważyła Tonks, potrząsając głową, gdy ruszyli do Atrium.

- Ufali, że pozostanę wierny Światłości. Grindelwald nigdy nie próbował nauczyć mnie Czarnej Magii, ale przekazał mi wiele praktycznych informacji jak z nią walczyć Głupotą byłoby nie skorzystać z tej wiedzy.

- A co on z tego miał?

- Nigdy nie prosił o wybaczenie, bo wiedział, że jego zbrodni nie można wybaczyć. Wydaje mi się, że szukał odkupienia, ale ja mu go nie mogłem ofiarować. Odnalazł je sam, gdy wolał zginąć z rąk Voldemorta niż mu pomagać.

Jechali windą w ciszy. Gdy dotarli na poziom Atrium, odezwała się Tonks:

- Harry, nie chcę tego mówić, ale nie będę mogła długo ignorować tego, co dzieje się między tobą i Ginny. Będziesz musiał przestać być jej ochroniarzem. Tak naprawdę będzie najlepiej dla wszystkich.

Harry zatrzymał się i spojrzał na Tonks.

- Jeśli mi się poszczęści, jutro otrzymasz moje podanie o zmianę przydziału.

- I będę z tego powodu bardzo szczęśliwa – odpowiedziała szczerze Tonks. – Nie mam wątpliwości, że je jutro dostanę. Nie mogę ci nic obiecać, ale pogadam z Arturem i Shackleboltem, by odpuścili sobie ochronę, gdy będziesz z Ginny. Szkoda marnować moce przerobowe.

- Dzięki, Tonks.

Gdy Tonks odeszła, Harry przysiadł na skraju Fontanny Magicznego Braterstwa i wyciągnął lusterko dwukierunkowe. W nocy, w bezpiecznym mieszkaniu, łatwo było mu myśleć o wyznaniu Ginny swoich uczuć. Jednak teraz, gdy musiał to zrobić, okazało się to znacznie trudniejsze. Pomimo jego przekonania, graniczącego z pewnością, że Ginny również go kocha, gdzieś w mrocznych zakamarkach jego duszy czaiło się przekonanie, że nie jest godny takiego szczęścia. Zebrał w sobie cała odwagę i stuknął różdżką w urządzenie. Wypuścił wstrzymywany oddech dopiero, gdy uśmiechnięta twarz Ginny pojawiła się na wypolerowanym szkle.

- Gi… Ginny, dziękuję, że odebrałaś…

Na szczęście Ginny przerwała mu, nim zdążył z siebie zrobić głupka.

- Uwielbiam tę różę Harry. Jest przepiękna – powiedziała z promiennym uśmiechem.

- Zupełnie jak ty – odparł Harry i aż się skrzywił, słysząc jak banalnie to brzmi, ale taka była prawda. Ginny nie odpowiedziała, jedynie jej twarz przybrała uroczy odcień różu. – Chciałbym z tobą porozmawiać, mogę wpaść? Jesteś w Norze, prawda?

- Tak, Harry. Zapraszam.

- Pójdę tylko na punkt teleportacyjny i zaraz jestem.

Wpatrywali się w siebie jeszcze przez chwilę, wreszcie wyłączyli lusterka.

Harry ruszył pospiesznie w stronę punktu teleportacyjnego, a choć z każdym krokiem stawał się coraz bardziej nerwowy, nie zatrzymywał się. Na miejscu zakręcił się na pięcie, skupił się na swoim celu i poczuł znajome uczucie bycia przeciskanym przez gumową rurę. Teraz nie było już odwrotu. Wylądował na punkcie aportacyjnym za osłonami Nory, rozejrzał się i ruszył wydeptaną ścieżką ku wejściu. W oddali dojrzał, że Ginny wychodzi na werandę. Na dworze wciąż było jasno, ale Słońce zaczynało zniżać się nad horyzont. Ginny uniosła dłoń i osłoniła nią oczy przed blaskiem słonecznym, by móc go zobaczyć. Wiatr delikatnie rozwiewał jej włosy jaśniejące żywymi kolorami. Gdy Harry zaczął się zbliżać, zrobiła krok w jego stronę, ale zatrzymała się. Jej ręce i nogi zadrżały, jakby nie była pewna co powinna zrobić. Harry mógłby przysiąc, że znów chciała zerwać się do biegu… ale tym razem w jego stronę. Harry wszedł na werandę i stanął kilka kroków od Ginny. Wiedział, że musi przemówić pierwszy, więc rzekł pierwsze słowa, które przyszły mu do głowy:

- Ginny, wyglądasz dziś ślicznie.

Ginny uniosła brew i uśmiechnęła się figlarnie.

- Tylko dziś?

Jak mógłby jej nie kochać? Przychodzi do niej, gotów złożyć przed nią nagie serce, by mogła je porwać na strzępy, a ona i tak wywołuje u niego uśmiech.

- Dziś jesteś śliczna, wczoraj promieniejąca, wcześniej oszołamiająca, a jeszcze wcześniej zachwycająca. Każdego dnia, gdy przebywam w twoim towarzystwie, muszę znajdować nowy przymiotnik.

Przez moment Ginny odebrało mowę.

- Dobra odpowiedź – przyznała nieco oszołomiona. – Zechcesz wejść do środka?

Harry próbował wyglądać na pewnego siebie, choć trzęsły mu się kolana.

- Mamy ładną pogodę. Może się przejdziemy?

- Jasne, pokażę ci okolicę. Poczekaj, powiem mamie i zaraz wracam.

Ginny weszła do środka, a Harry zdjął szatę i położył ją na jednym z krzeseł stojących na werandzie. Wyjął różdżkę z szaty i włożył do tylnej kieszeni dżinsów. Po minucie Ginny wyszła z powrotem i wyciągnęła do niego rękę.

- Chodźmy – powiedziała.

Harry poczuł, jak jego dłoń błyskawicznie wilgotnieje. Dyskretnie wytarł ją o spodnie, nim ujął rękę Ginny. Ledwo zauważył, że jej dłoń również była wilgotna, bo czuł, jakby trzymał w dłoni żywy płomień. Przez pewien czas szli w milczeniu. Harry usiłował wymyślić, co mógłby powiedzieć, ale to Ginny przerwała ciszę. Opowiedziała mu o odgnomianiu, pokazała szopę jej ojca i opowiedziała o jego eksperymentach z mugolskimi artefaktami, pokazała mu komórkę na miotły i opowiedziała, jak wślizgiwała się do niej w wieku sześciu lat, by nauczyć się latać.

W miarę jak mówiła, oboje się rozluźniali. Na tyle, by wkrótce potem śmiać się na całe gardło z niektórych jej zabawnych historii. Harry cieszył się, że Ginny dorastała w tak przyjaznym domu, otoczona przez rodziców i braci, którzy ją kochali. Ruszyli wzdłuż linii drzew, trzymając się za ręce. Znów zapadła między nimi cisza.

- Gdzie teraz idziemy? – spytał Harry.

- Nad staw. Kiedyś to było moje ulubione miejsce w lecie – odpowiedziała, patrząc w ścieżkę.

- Już nie jest?

- Teraz, kiedy dorosłam, zorientowałam się, że to płytka, zamulona dziura – odpowiedziała z uśmiechem. – To już nie jest taka frajda.

Dojrzał staw tuż przed nimi. Nad jego brzegiem rósł stary dąb. Minęła już ósma wieczorem i zaczął zapadać zmierzch.

- Ginny, chciałem cię przeprosić za zeszły wieczór… - Ginny otworzyła usta, by zaprotestować, ale Harry uniósł dłoń, więc Ginny zamilkła. – Kiedy przydzielono mnie do opieki nad tobą, byłem wściekły. Poczułem się ukarany. Okazało się, że przeżyłem najlepszy tydzień mojego życia. Od chwili, gdy się poznaliśmy, zacząłem coś do ciebie czuć. Pragnąłem się z tobą widzieć, a gdy byliśmy osobno, czułem, jakby brakowało części mnie. Gdy mijały kolejne dni, czułem ból, gdy zostawiałem cię w domu i odchodziłem. Ból, który znikał dopiero, gdy widziałem się z tobą następnego dnia. Wtedy zrozumiałem.

Dotarli do stawu i Ginny puściła jego rękę. Podeszła do dębu i odwróciła się do niego, opierając plecami o pień. Jej brązowe źrenice wwiercały się w jego zielone oczy. Harry zbliżył się do niej wolno. W końcu dzieliło ich już tylko kilka centymetrów. Jej źrenice rozszerzyły się, sprawiając, że jej oczy pociemniały. Przygryzła usta, wbijając spojrzenie w jego wargi.

- Co zrozumiałeś, Harry?

Harry stał już w obliczu śmierci i nie ruszało go to. Z pewnością siebie stawał naprzeciwko armii zabójczych Śmierciożerców. A teraz stała przed nim drobna Ginny Weasley, jakimś sposobem wspanialsza i bardziej onieśmielająca niż jakikolwiek wróg, z którym się w życiu zmierzył. Zadrżał. Dwa słowa. Nawet on da sobie z tym radę. Dwa słowa.

- Że cię kocham, Ginny. Z całego serca… - Jeszcze nigdy Harry nie czuł się tak śmiały, tak lekkomyślny i tak zuchwały jak w tej chwili.

Radość i ekscytacja wybuchły w piersi Ginny. Rankiem miała nadzieję, że poprosi, żeby została jego dziewczyną, może się pocałują. Taka deklaracja miłości zdawała jej się nieprawdopodobną. Jej nadzieję podsycił kwiat po południu, ale wciąż nie pozwalała sobie popadać w przesadny optymizm. Teraz zaniemówiła.

Minęło kilka chwil i Harry zaczął się niepokoić.

- Zostaniesz moją dziewczyną? – spytał błagalnym tonem. W jego głosie pojawiły się nuty paniki.

- Tak, Harry – odpowiedziała z promiennym uśmiechem. – Zostanę twoją dziewczyną – nie sądziła, by można było znieść tak wiele szczęścia.

Harry nachylił się z oczami skupionymi na jej wargach. Powoli skracał dystans i zamknął oczy tuż przed tym, jak ich usta się zetknęły. Przepłynęła przez nich fala uczuć, niemal zbyt intensywna. Zawierały się w niej nie tylko głęboka miłość, ale też głęboka ulga i głębokie pożądanie. Ich usta złączyły się i rozdzieliły kilkakrotnie, delikatnie, nim Harry poczuł, że usta Ginny rozchylają się. Innego zaproszenia nie potrzebował. Objął ją i ich wargi zlały się w jedno. Pocałunek wyrażał miłość, nie pasję. Ich języki nie zwarły się w walce, a raczej delikatnie pieściły, ciesząc się swym ciepłym smakiem. To było wspanialsze uczucie niż wszystko, na co mieli nadzieję. Nic, co kiedykolwiek robili, nie wydawało im się takie właściwe, takie wspaniałe… nawet latanie.

Ich usta rozdzieliły się na moment potrzebny do złapania oddechu i spojrzenia sobie głęboko w oczy, a potem zwarły się ponownie. Ciepło rozlało się po ich ciałach, przylgnęli do siebie mocniej, a miejsce miłości zajęło pożądanie. Pocałunki stały się namiętniejsze. Po intensywnej minucie ich wargi rozdzieliły się, ale ich ciała nie. Oddychali płytko i gwałtownie. Ginny trzymała się Harry'ego i złożyła głowę na jego ramieniu. Zarejestrowała coś twardego, gdzieś poniżej jej pępka. Zamarła, gdy zrozumiała, co to jest. Jednak Harry dyskretnie odsunął od niej biodra, by dowód jego podniecenia nie naciskał na nią.

Ginny uśmiechnęła się w jego ramię. To jednak nie był koniec rodu Potterów. Wiedziała, że Harry zawsze będzie dżentelmenem. Że jej pragnienia i uczucia będą na pierwszym miejscu. Że nigdy nie będzie naciskał, by zrobiła coś, na co nie jest gotowa. Spojrzała w jego piękne zielone oczy i cieszyła się, że jest takim mężczyzną, jakim był. Oczekiwała, że Harry przez najbliższych kilka dni będzie stale, ale delikatnie naciskał na jej granice. W końcu pójdą na całość… chciała to zrobić. Nie dziś, moja miłości, ale już wkrótce…

- Kocham cię, Harry. Zawsze będę.

Pocałowali się… i jeszcze raz…


Minęła dziesiąta wieczór, nim Harry i Ginny wrócili do Nory. Ku zaskoczeniu Ginny w salonie trwała ożywiona rozmowa. Jeszcze bardziej zaskoczyła ją obecność wszystkich jej braci i ich partnerek. Stali w progu, trzymając się za ręce i obserwując całe zamieszanie. Co było do przewidzenia, to Hermiona zauważyła ich jako pierwsza. Ubiegła też pytanie Ginny.

- Nie oczekiwałaś chyba, że przegapimy rozstrzygnięcie wczorajszego dramatu? – spytała z szerokim uśmiechem.

- A więc to prawda. Mała Ginnuś i Harry wysysają sobie nawzajem twarze – powiedział George.

- Nasza mała siostra wygląda na porządnie wycałowaną – dodał Fred.

- W rzeczy samej, te czerwone i spuchnięte usta mówią wszystko.

Ginny odruchowo uniosła dłoń, by zakryć wargi, ale zorientowała się, że nikogo nie oszuka, więc odpuściła.

- Wygląda też na bardzo szczęśliwą – kontynuował George.

- Więc i my jesteśmy szczęśliwi! – powiedzieli jednocześnie.

- Gratulacje, Ginnuś. Wreszcie udało ci się złapać fraje… to znaczy faceta – zakończył Fred, patrząc ze współczuciem na Harry'ego.

- Zamknijcie się już obaj – poleciła Ginny ze śmiechem i zarumieniła się, słysząc wybuch śmiechu wokół. Bliźniacy mieli szczęście, że czuła się taka szczęśliwa, inaczej mogliby gorzko pożałować swoich słów.

- Harry – odezwał się Bill, nachylając się ku młodszemu mężczyźnie – zdajesz sobie sprawę, że jeśli skrzywdzisz Ginny, to ona skrzywdzi ciebie? Ginny nie wierzy w „przebaczyć i zapomnieć". My też nie – uniósł nóż i dźgnął nim w stronę braci. Nie była to najbardziej subtelna groźba.

Ginny spojrzała wściekle na Billa i miała zamiar coś mu odwarknąć, ale wtrącił się jej ojciec:

- Wystarczy! – rzekł, wsparty całym autorytetem, jaki daje siedzenie na szczycie stołu. – Jeśli będziecie grozić jej chłopakom, nigdy się jej nie pozbędziemy – dodał z humorem.

- Tato! – zawołała Ginny, udając oburzenie, ale niezdolna ukryć uśmiechu.

Tymczasem Harry cieszył się całą rozmową. Czuł się nawet nieco wdzięczny Billowi za jego opiekuńczość i nie mógł mieć mu jej za złe. Pani Weasley wstała i objęła Ginny. Przez moment wydawało się, że udusi córkę, ale na szczęście puściła ją we właściwym czasie. Potem nastąpiła kolej Harry'ego. Siła starszej kobiety kompletnie go zaskoczyła.

- Siadajcie, kochani, musicie być bardzo głodni – powiedziała pani Weasley, popychając ich w stronę stołu. – Zostawiłam wam ciepłe jedzenie.

Szczerze mówiąc to właśnie głód przegonił ich znad stawu. Zostawiono im dwa stojące obok siebie krzesła. Ginny zdecydowanie ujęła dłoń Harry'ego na te kilka kroków do stołu, jednocześnie patrząc stanowczo Billowi w oczy. Posiłek okazał się przyjemny, mimo że zgromadzeni na zmianę zasypywali ich pytaniami i żartowali z nich. Po posiłku przeszli do salonu, gdzie kobiety otoczyły Ginny w celu przeprowadzenia dokładniejszego i bardziej osobistego przesłuchania, po drugiej stronie pokoju Harry miał okazję lepiej zapoznać się z jej braćmi. Początkowo czuł się niezręcznie, rozmawiając z Billem.

- Harry, wielu facetów uganiało się za moją siostrą – powiedział Bill – więc jestem wobec niej bardzo opiekuńczy. Już samo to, że nie boisz się ponownie pokazać w tym domu wiele mi mówi na temat twojego charakteru i intencji wobec niej. Bliźniacy i Ron cię aprobują, więc i ja nie będę przeciwko – zakończył, wyciągając dłoń ku Harry'emu. Ten ją uścisnął i skończyli na ciekawej rozmowie o przygodach Billa w Egipcie.

Gdy dochodziła północ, goście zaczęli wychodzić z Nory i Harry zorientował się, że prędzej czy później on również będzie musiał wrócić do domu. Pożegnał się z panem Weasleyem, który czytał jakieś ministerialne sprawozdania na fotelu w salonie i panią Weasley, która robiła na drutach.

- Dodam cię do listy zatwierdzonych kontaktów naszego Fiuu. Dzięki temu będziesz mógł używać kominka, by kontaktować się z Ginny – powiedział pan Weasley, gdy wraz z Ginny wyszli go odprowadzić na ganek.

Podziękował mu i ruszył wraz z Ginny ciemną ścieżką.

- Chyba wolę teleportację – powiedział Harry, gdy nikt już nie mógł ich usłyszeć. – To daje nam okazję, by przespacerować się w ciemności, z daleka od wścibskich oczu.

- A co chciałbyś zrobić w ciemnościach? – spytała Ginny z uśmiechem.

Harry zatrzymał się, przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował. Ginny jęknęła, gdy dłonie Harry'ego przesunęły się po jej plecach i ramionach.

- Właśnie to – odparł delikatnie, z oczami zasnutymi mgłą.

- O cholera! To jeśli o mnie chodzi to Fiuu może iść się pieprzyć – uznała Ginny, której zabrakło tchu w piersi.

Po kilku kolejnych wspaniałych minutach oboje zrozumieli, że nie mogą tego już dłużej przeciągać.

- Jutro są moje urodziny… - zaczął Harry, ale Ginny natychmiast mu przerwała.

- O, nie! Nie wiedziałam! Nie mam dla ciebie żadnego prezentu – zawołała zmartwiona.

- Nieważne – odpowiedział, ujmując jej dłonie – o ile tylko umówisz się ze mną na jutro.

- Możemy pójść gdzie chcesz, ale jeśli nie masz konkretnych planów na wieczór, możemy udać się do Trismegistusa. Drużyna będzie tam świętować zwycięstwo. Lepiej ubierz dobre buty do tańca – powiedziała, unosząc prowokacyjnie brew.

Trismegistus był na szczycie listy modnych czarodziejskich klubów. Harry jękną.

- Obawiam się, że kiepski ze mnie tancerz… Chociaż potrafię tańczyć, jeśli muzyka jest wolna.

Ginny przytuliła się do niego, złożyła mu głowę na piersi i zakołysała do wtóru niesłyszalnej muzyki.

- To brzmi wspaniale. Jesteśmy umówieni.

Po chwili zachichotała.

- Co jest?

- Tonks zarobi niezłe pieniądze. Upewnij się, że kupi ci fajny prezent.

Pocałowali się na dobranoc i Harry deportował się.


Słowniczek:

Róża „Olimpijski Ogień" Tantau – Tantau to jedna z najsłynniejszych na świecie plantacji, zajmujących się przemysłową hodowlą róż. „Olimpijski Ogień" to jedna z uprawianych przez nich odmian. Jeśli chcecie zobaczyć jak wygląda, wygooglujcie „Tantau Olypic Fire Rose".


W następnym rozdziale:
- Harry i Ginny idą do klubu
- pojawia się Draco Malfoy