Od tłumacza: Podziękowania dla Shaunee Altman, mojej szybkiej i niezawodnej redaktorki.

Serdeczne dzięki wszystkim, którzy czytają, komentują i dodają tę historię do ulubionych. W dniach, kiedy wrzucam nowy rozdział, moje historie notują przeszło tysiąc odsłon. Tylko w styczniu udało Wam się wygenerować niemal 20 tys. odsłon, a "To oznacza wojnę" zebrało ich już w sumie prawie 85 tys! Jeśli utrzymacie to tempo, ta historia będzie miała więcej komentarzy niż "HP i Kryształ Dusz", która i tak jest już najczęściej komentowaną nie-slashową polskojęzyczną historią na tym portalu. Z kolei "To oznacza wojnę" jest najczęściej dodawaną do ulubionych w tej samej kategorii ;)

No dobra, starczy tego samochwalstwa, zapraszam do lektury siódmego rozdziału. Przypominam, że cała historia będzie ich miała dwanaście.


Rozdział 7 - Opar, co z westchnień uchodzi

Miłość to opar, co z westchnień uchodzi;
Rosnąc, w kochanków oczach płomień rodzi;
Cierpiąc kochanek w łez morze ją zmienia.
[...]

Romeo i Julia, Akt I, Scena 1, tłum. Maciej Słomczyński

Dzień urodzin Harry'ego zaczął się wspaniale. Wciąż zaspana Ginny zadzwoniła przez lusterko dwukierunkowe, by złożyć mu życzenia. Powiedziała, że go kocha i przesłała pocałunki, cały czas walcząc ze zbyt dużą koszulką, zsuwającą się jej z ramion. Zdecydowanie mógłby się przyzwyczaić do poranków z Ginny Weasley. Przygotował podanie o zmianę przydziału, podając jako powód romantyczny związek z podopieczną. Potem udał się na Grimmauld Place, by przekazać go Tonks. W związku ze swoimi urodzinami wziął dzień urlopu. Gdy dotarł na miejsce, okazało się, że starsza auror właśnie skończyła rozmowę z Ginny przez Fiuu.

- Wszystkiego najlepszego Harry – powiedziała wylewnie, całując go w policzek. – I gratulacje.

- A za co? – spytał Syriusz, wchodząc do pokoju. Podszedł do Harry'ego i uściskał chrześniaka.

- Harry i Ginny są oficjalnie razem. Tak się cieszę – oznajmiła podekscytowana Tonks.

- I zarobiłaś na tym niezłą sumkę – zauważył ze śmiechem Remus, który pojawił się w drzwiach. On również złożył Harry'emu życzenia.

- Wiesz przecież, że nie dlatego się cieszę – odparła oburzona Tonks.

- Ale na pewno ci to nie przeszkadza – stwierdził Harry z uśmiechem.

Tonks zerknęła na Harry'ego, by upewnić się, że żartuje i odpowiedziała uśmiechem.

- No jasne, galeony mi nigdy nie przeszkadzają. Ginny poprosiła, żebym była jej ochroniarzem, gdy będzie kupowała dla ciebie prezent i nalegała, żebym wydała na ciebie część kasy z zakładu.

- Przyniosłem ci dowód, żebyś mogła odebrać wygraną – rzekł Harry, wręczając jej podanie.

Tonks przejrzała szybko dokument.

- Nim to wszystko zostanie zatwierdzone i Shacklebolt przydzieli kogoś nowego, oficjalnie dalej pozostajesz jej ochroniarzem. Nie sądzę, by Kingsley i Artur mieli coś przeciwko wychodzeniu we dwójkę, bez dodatkowych aurorów. W międzyczasie używaj zdrowego rozsądku. Jasne?

- Jak słońce – zapewnił Harry.

- Nigdy nie spodziewałbym się, że wszystko może potoczyć się tak szybko – stwierdził ostrożnie Remus. – Przemyśl jeszcze raz radę, którą dałem ci tydzień temu.

Harry nie pomyślał o Komnacie nawet raz w ciągu ostatniego tygodnia. Najwyraźniej Ginny również. Ani razu nie powiedziała nic na temat ich wcześniejszej znajomości. Myśleli tylko o chwili obecnej i o przyszłości. To, co między nimi zaszło wiele lat temu, było wyjątkowe, ale był wówczas za młody, by to w pełni zrozumieć. Obawiał się, że ujawnienie prawdy sprawi, że Ginny poczuje, że ma u niego dług, co nie było prawdą.

- Będę musiał wymyślić jakiś sposób, by jej o tym powiedzieć – odpowiedział.

Gdy Harry wyszedł, Remus z Syriuszem spojrzeli po sobie niepewnie.

- Będziesz musiał mu powiedzieć – skonstatował ponuro Remus. – Zupełnie, jakby byli sobie przeznaczeni.

Syriusz wstał i zaczął nerwowo krążyć po pokoju.

- Pieprzony Dumbledore i jego wymazywanie pamięci! Nie powinienem był dać się na to namówić!


Harry po raz ostatni spojrzał na siebie w lustrze. Włosy, jak zwykle, były przypadkiem beznadziejnym, więc poddał się i jedynie skropił wodą kolońską twarz i szyję. Ubrał się w luźne spodnie koloru khaki, białą koszulę bez krawata, szarą tweedową marynarkę i czarne buty do garnituru. Pięć przed dziewiątą wieczór aportował się do mieszkania Gaby i Ginny i zapukał. Otworzyła mu Gaby. Miała na sobie niebieską suknię, podkreślającą jej niemałe atuty. Zresztą reszta też była niczego sobie.

- Wyglądasz znakomicie, Gaby – powiedział szczerze Harry. – Kim jest ten szczęściarz?

- Brad jest dziś na służbie, więc ruszam na polowanie – wyznała z błyskiem w błękitnych oczach. – Wszystkiego najlepszego, Harry – powiedziała, całując go w policzek.

- Dzięki. Chyba nie będziesz miała problemu z łupem w tej sukience – powiedział Harry dla podtrzymania rozmowy.

- A więc jednak cię pociągam – rzekła sugestywnie Gaby.

Harry musiał się uśmiechnąć na jej upór.

- Obawiam się, ze przyciąga mnie inny metal – odparował z humorem.

- A, tak. Miedź, jak przypuszczam.

Właśnie wtedy weszła Ginny i wszystkie myśli wyparowały z głowy Harry'ego. Jej ciało obejmowała czarna sukienka do kolan bez rękawów, podtrzymywana jedynie przez dwa cienkie paseczki, które pozostawiały jej szyję i ramiona kusząco odsłonięte. Po raz pierwszy dojrzał piegi, pokrywające jej barki i górną część klatki piersiowej. Wizerunku dopełniały czarne, jedwabne rajstopy i buty na wysokim obcasie. Zbliżyła się do Harry'ego z promiennym uśmiechem i dobrze ostatnio wyćwiczonym delikatnym kołysaniem bioder. Włosy związała w kok, lecz kilka kosmyków opadało po obu stronach jej twarzy. Delikatnie cmoknęła Harry'ego w usta.

- Wszystkiego najlepszego, Harry – powiedziała, wręczając mu zapakowany prezent. – Mam nadzieję, że ci się spodoba. Długo myślałam, co ci kupić, ale w końcu uznałam, że to najbardziej znacząca rzecz, którą mogę ci dać.

- Dziękuję, Ginny. Mam teraz otworzyć?

- Tak, proszę.

Harry szybko rozerwał papier i wyjął prezent. Był nim zalaminowany bilet z meczu harpii z Sokołami, wstawiony w ramkę. Na bilecie widniało zdjęcie Ginny wykonującej beczkę oraz data i miejsce meczu: 29 lipca 2001, Stadion w Holyhead, Walia.

- To dzień i miejsce, w którym w końcu zrozumiałam, że cię kocham – powiedziała Ginny i przełknęła ciężko ślinę.

Harry zaniemówił. Pochylił się, trzymając ręce przy sobie i całował ją powoli i czule, póki dziwne dźwięki wydawane przez Gaby nie przywróciły ich do rzeczywistości.

- Che bacio sottil! Che amore ardente!* – wydusiła Gaby, pomiędzy kolejnymi szlochami.

Widząc jej spływającą maskarę, Harry poczuł przypływ uczuć do Gaby. Uściskał ją delikatnie.

- I kto by pomyślał, że jesteś taką romantyczką? – powiedział ze śmiechem, do którego dołączyła Ginny.

- Jestem Włoszką, pamiętasz? – zaprotestowała. – Patrzcie co sobie przez was zrobiłam. Muszę jeszcze raz zrobić makijaż. Dajcie mi dwie minuty – poprosiła, wychodząc z pokoju.

Gdy zniknęła, odezwał się Harry:

- Ginny, twój prezent jest wspaniały. Bardziej, niż mogę wyrazić słowami.

- Cieszę się, że ci się podoba – odparła z uśmiechem.

- Wyglądasz dziś… anielsko – wyznał Harry z uczuciem.

Ginny zachichotała. Cóż za wspaniały dźwięk.

- Wciąż wymyślasz nowe przymiotniki?

- To całkiem łatwe… przynajmniej gdy jesteś w pobliżu.

Gaby wróciła do salonu. Harry pomniejszył prezent, włożył go sobie do kieszeni i cała trójka deportowała się do punktu teleportacyjnego koło Trismegistusa. Przeszli w stronę frontowych drzwi, przed którymi kłębiła się długa kolejka ludzi, oczekując aż wpuści ich do środka ponuro wyglądający bramkarz.

- Ale tłumy – jęknął Harry. – Trochę potrwa nim wejdziemy.

Ginny i Gaby roześmiały się.

- To jest ta chwila, kiedy opłaca się być sławnym i rozpoznawalnym – powiedziała Ginny

- A nie tylko sławnym – dodała Gaby, patrząc na Harry'ego z udawanym współczuciem.

Obie kobiety podeszły do drzwi. Harry ruszył za nimi. Kilka osób w kolejce rozpoznało Gaby i Ginny i wykrzykiwało ich imiona, wyciągając kawałki pergaminu z prośbą o autograf. Przy drzwiach stał paparazzo, którego ktoś z obsługi musiał powiadomić, że Harpie zrobiły na ten dzień rezerwację. Stanął przed nimi i przywitał się, jakby byli najlepszymi przyjaciółmi.

- Gaby, Ginny, świetnie wyglądacie! Jedno zdjęcie, proszę – dostrzegł Harry'ego i oczy mu zabłysły. – Ginny, czy to twój nowy chłopak?

Zanim Ginny zdołała odpowiedzieć, Harry odparł z naciskiem:

- Jestem ochroniarzem. Z drogi.

Na twarzy mężczyzny odbiło się wyraźne rozczarowanie. Zdjęcie z nowym chłopakiem mógłby sprzedać znacznie drożej.

Ginny przywykła do prasy spotykanej w miejscach publicznych, a drużyna poleciła im utrzymywanie dobrych kontaktów z mediami, jeśli to tylko możliwe.

- W porządku, Harry. Tylko dwa zdjęcia – powiedziała fotografowi.

- Proszę odsunąć się na bok – polecił Harry'emu paparazzo, a młody auror z radością posłuchał. Fotograf zrobił jedno zdjęcie Ginny, jedno Gaby i jedno wspólne. Potem odsunął się i dziewczyny podeszły do jedwabnego sznura, zagradzającego wejście obok bramkarza. Harry ruszył tuż za Ginny w trybie ochroniarza, skanując tłum w poszukiwaniu ewentualnych zagrożeń.

- Panno Gasparini, panno Weasley, witamy ponownie w Trismegistusie – powiedział bramkarz i odsunął linę, umożliwiając im przejście.

Wewnątrz było ciemno, głośno i tłoczno. Na suficie tańczyły światła. Harry nie mógł stwierdzić czy emitowało je urządzenie mugolskie czy magiczne Światła pulsowały wraz z elektronicznym rytmem, formując geometryczne kształty, dające niemal stroboskopowy efekt. Ginny i Gaby zmierzały ku jednemu z zakątków lokalu z pewnością siebie, którą może dać jedynie doskonała znajomość miejsca. Obeszli parkiet, na którym kilkanaście par wyginało się i podrygiwało w rytm muzyki. Dotarli do odgrodzonej sekcji. Harry rozpoznał Summerby'ego i kilku jego ludzi z ochrony stadionu, którzy pilnowali wejścia. Przepuścili ich, kiwając do nich głowami. Harry zorientował się, że musiała to być oficjalna impreza Harpii, inaczej nie byłoby tu klubowej ochrony.

W ich sekcji stało kilka stolików oraz dwóch kelnerów, tylko do ich dyspozycji. Wszystkie zawodniczki, sztab trenerski i niektórzy pracownicy biurowi* stawili się na przyjęciu. Przywitali się entuzjastycznie z obiema dziewczynami. Większość zawodniczek przyprowadziła ze sobą chłopaków lub małżonków. Ginny wzięła Harry'ego za rękę i zaczęła przedstawiać mu obecnych. Gweong Jones przedstawiła im swojego chłopaka, przystojnego trzydziestokilkuletniego mężczyzną, Roberta Cudwella. Uścisnął dłoń Ginny i pochwalił jej grę w ostatnim meczu. Potem zerknął z ciekawością na Harry'ego.

- To mój chłopak Harry Potter – powiedziała Ginny, patrząc na Harry'ego z lekką przyganą. Kilka dziewczyn zapiszczało z zaskoczeniem, ale i aprobatą.

- Ten Harry Potter? – spytał mężczyzna unosząc brwi.

- Owszem. Miło pana poznać – odpowiedział Harry, ściskając podaną mu dłoń.

- Wygląda pan tak młodo… i nie jest pan tak wysoki jak oczekiwałem – powiedział, jakby do siebie Cudwell. – Przepraszam… - zreflektował się.

- Nie ma sprawy, często to słyszę – odparł Harry ze śmiechem.

Gdy zakończyła się prezentacja, Ginny uśmiechnęła się do niego złośliwie.

- Dziewczęta, dzisiaj są urodziny Harry'ego – oznajmiła głośno. – Kilka z was, które pozostaną nienazwane, wyraziło przy mnie swoje pragnienie, by go pocałować. Teraz macie szansę. Tylko w policzek! – dodała ostrzegawczo i odsunęła się z drogi.

Jedenaście Harpii otoczyło Harry'ego. Gaby prowadziła szarżę.

- Już mi składałaś życzenia! – zaprotestował Harry.

- Zamknij się! – odpowiedziała Gaby, wciskając na jego policzek głośny, mokry pocałunek. Potem zapanował chaos. Harry był ciągany z jednej strony na drugą, poczuł nawet kilkakrotnie, że ktoś szczypie go w tyłek. Wyszedł z tego wygnieciony i nieco oszołomiony. Popatrzył oskarżycielsko na Ginny. Zakrywała usta, by nie roześmiać się na głos. Kilka jej koleżanek z drużyny nie miało takich skrupułów. Policzki Harry'ego pokrywała szminka, włosy były w jeszcze większym nieładzie, a koszula jakimś cudem została wyciągnięta ze spodni. Wyglądał, jakby potrącił go pociąg. Ginny zbliżyła się do niego z chytrym uśmieszkiem.

- To za to, że nie przyznałeś się do naszego związku przed wejściem.

- To nie tak! – zaprotestował. – Po prostu nie powiedziałem całej prawdy – wyjaśnił słabo.

- Nie przeszkadza mi, jeśli cały świat będzie wiedział, że jesteś moim chłopakiem.

- Mi też nie, ale większość życia spędziłem w ukryciu pod osłoną fałszywej tożsamości. Ukrywanie jej to dla mnie odruch – przyznał Harry z poczuciem winy.

Ginny poczuła smutek. Czarodziejski świat nie miał pojęcia przez co ten mężczyzna musiał przejść, by zapewnić im ich bezpieczne, beztroskie życia.

- Nie wiedziałam o tym, przepraszam. Może pójdziemy cię wyczyścić i zaczniemy naprawdę świętować twoje urodziny?

- Świetny pomysł – zgodził się Harry z uśmiechem.

Kiedy Harry wrócił z łazienki, Ginny rozmawiała z ożywieniem z kilkoma koleżankami z drużyny.

- Wróciłeś w samą porę – powiedziała mu. – Idziemy tańczyć!

Nie dała Harry'emu szansy na jakikolwiek sprzeciw. Złapała go za rękę i praktycznie zaciągnęła na parkiet. Kilka jej koleżanek robiło to samo ze swoimi chłopakami. Grupa przepchnęła się na środek parkietu i zaczęła tańczyć. Harry'ego nie zaskoczyło, że ktoś tak pełen życia jak Ginny okazał się znakomitym tancerzem. Z gracją poruszała swoimi rękami i biodrami do rytmu muzyki. Wkrótce oczy większości facetów w lokalu przylepiły się do jej kuszącego ciała. To sprawiło, że Ginny nie odrywająca swoich oczu od niego była tym bardziej wyjątkowa. Harry starał się dotrzymać jej tempa i radził sobie na tyle dobrze, że nie przyciągał szczególnej uwagi, nie licząc zazdrosnego męskiego wzroku od czasu do czasu. Harpie rządziły na parkiecie przez kolejnych dwadzieścia minut, ale po tym czasie niektóre dziewczyny zaczęły wracać do stolików.

- Usiądźmy na moment – zaproponowała Ginny, biorąc go za rękę.

Wrócili do stolików, gdzie okazało się, że Gaby i grupka innych dziewczyn opuszcza odgrodzony obszar w towarzystwie Summerby'ego.

- Idziemy do łazienki poprawić makijaż. Idziesz z nami, Ginny?

- Jasne – odpowiedziała i odwróciła się do Harry'ego. – Zaraz wracam.

- Odprowadzę was – odparł Harry.

- Nie ma potrzeby. Summerby idzie z nami – zauważyła Ginny, zerkając na starszego mężczyznę.

Harry nachylił się i powiedział jaj na ucho, by tylko ona mogła go słyszeć.

- Oficjalnie jestem tu jako twój ochroniarz, a nie twój chłopak. Proszę, zrozum.

Ginny spojrzała na niego. Zrozumiała, że ktoś taki jak Harry musi mieć mocne poczucie obowiązku.

- W porządku, rozumiem – zapewniła go z uśmiechem.

Podeszli do wejścia do damskiej łazienki i Harpie weszły do środka, zostawiając obu ochroniarzy przed wejściem. Rozmawiali o mało istotnych rzeczach. Wreszcie kobiety wyszły. Podążali właśnie z powrotem do stolików, gdy usłyszeli głos przeciągający samogłoski:

- Ginny. Ginny Weasley!

Ginny rozpoznała ten głos i odwróciła się zaskoczona. Reszta grupy, w tym Summerby, szła dalej. Harry zatrzymał się i staną za Ginny, lekko z boku. Blondyn ze szpiczastym nosem i dużą pewnością siebie właśnie się do niej zbliżał. Harry nauczył się, że oczy więcej mówią o prawdziwych intencjach człowieka niż jego słowa. Zerknął kątem oka na Ginny, by zdecydować jaką postawę powinien przyjąć. Ku swojemu zaskoczeniu w jej oczach ujrzał nieposkromioną nienawiść. Szlag! Natychmiast spiął się, gotowy do działania. Rozejrzał się szybko, w razie gdyby blondyn miał się okazać jedynie dywersją.

- Tak myślałem, że to ty. Co u…

Ginny przerwała mu stanowczo:

- Po pierwsze nie mów do mnie „Ginny", jakbyśmy byli starymi kumplami – powiedziała z niebezpieczną nutą w głosie. Słysząc ten ton jej bracia już zmykaliby w poszukiwaniu kryjówki. – Po drugie to, że uratowałam twoje żałosne dupsko nie znaczy, że zapomniałam, że próbowałeś mnie zgwałcić, Malfoy – wypluła to nazwisko.

Przez ogłuszające dudnienie muzyki Harry wyczuł za sobą jakiś ruch. Zrobił krok w bok i odwrócił się. Ujrzał Summerby'ego, który wzrokiem dał mu do zrozumienia, że ochrania ich tyły. Harry odwrócił się i skupił całą swoją uwagę na mężczyźnie przed nimi. Jego umysł zarejestrował co Ginny powiedziała, ale to nie był czas na uleganie emocjom. Usiłował ocenić ich taktyczne położenie. Wyglądało na to, że blondyn nie ma towarzyszy, więc mają przewagę 2:1. Jego własne bolesne doświadczenie przypomniało mu, że tak naprawdę 3:1. Droga do tylnego wyjścia była osłaniana przez jednego z ludzi Summerby'ego. Przedzieranie się do głównego wyjścia byłoby niepraktyczne i wymagałoby dużo wysiłku, ale dałoby się to zrobić. Jeśli ten facet spróbowałby ich zaatakować, byłby idiotą. Ale musiał się przygotować na taką indywidualność.

- Weasley… Chciałem cię tylko nastraszyć…

- Nawet nie próbuj mnie okłamywać! Wiem, że zgwałciłeś kilka dziewczyn w szkole, ale zbyt się wstydziły, by przeciwko tobie zeznawać – powiedziała, zwężając oczy. – Jeśli wiesz co dla ciebie dobre, to znikaj mi z oczu, zanim użyję mojej różdżki do odcięcia ci jaj, żebyś nie mógł już nigdy skrzywdzić żadnej dziewczyny.

Harry wiedział, że Ginny mówi w pełni poważnie. Przygotował się do zablokowania jej zaklęcia, bo nie mógł pozwolić, by weszła w taki konflikt z prawem. Ten Malfoy musiał jednak być idiotą, bo uśmiechnął się pogardliwie, nie zdając sobie sprawy, jak niewiele mu brakuje, by zostać eunuchem.

- Nie masz nawet różdżki – warknął, unosząc górną wargę.

Noga Ginny zesztywniała i Harry wiedział, że musi wkroczyć, nim zaklęcia zaczną fruwać. Zrobił krok w stronę Malfoya.

- Słyszałeś ją! Zmykaj! – rzucił lodowatym tonem.

Malfoy rzucił mu zniesmaczone spojrzenie.

- A ty kim jesteś?

- Jesteśmy ochroniarzami – odpowiedział mu Summerby, również robiąc krok naprzód.

- Nie rozmawiam z najemnikami. Macie pojęcie, kim jestem? – spytał, patrząc na Harry'ego z pogardą.

Harry poczuł, że cierpliwość mu się kończy.

- Musisz być synem znanego kryminalisty, Lucjusza Malfoya, który gnije w Azkabanie bez prawej ręki. Potknąłem się o ciało i nie trafiłem w głowę… a szkoda. Jesteś synem popychadła, który nigdy nie był nic wart.

Draco zrobił wielkie oczy.

- Kim jesteś? – spytał ponownie. Cała pewność siebie wyparowała z jego głosu.

Ginny stanęła u boku Harry'ego i wzięła go za rękę.

- To mój chłopak, Harry Potter – uśmiechnęła się szybko do młodego aurora i kontynuowała: - Oboje wiemy, że nie masz szans w walce ze mną, Malfoy. Jak myślisz, jakie masz szanse przeciwko Harry'emu?

- Więc bądź grzecznym chłopcem i zmykaj – polecił Harry z naciskiem.

Draco zrobił kilka kroków w tył. Gdy ocenił, że oddalił się na bezpieczny dystans, odwrócił się i umknął z podwiniętym pod siebie ogonem.

Harry wziął Ginny za rękę i wrócili do odgrodzonego obszaru. Wzięli po piwie kremowym z tacy podsunięte przez kelnera i usiedli przy jednym z dalszych stolików na ławie pod ścianą. Ginny oparła głowę na ramieniu Harry'ego i wydała z siebie zadowolone westchnięcie.

- Z reguły nie znoszę, jak facet próbuje mnie chronić, ale ty dokładnie wiedziałeś kiedy się włączyć. Dzięki, byłam gotowa naprawdę to zrobić, wiesz?

Harry zatrząsnął się od tłumionego śmiechu.

- Wiem. Jakaś część mnie chciała ci na to pozwolić – spoważniał. – Kiedy ten skurwiel usiłował cię zgwałcić?

- Dwa tygodnie przed Bitwą o Hogwart. Był szefem Brygady Inkwizycyjnej w szkole i kupował seks za obietnicę powstrzymania tortur. To był gwałt przez wymuszenie. Dlatego nikt nie chciał przeciwko niemu zeznawać. Mógł zawsze powiedzieć, że ofiary zgodziły się na seks z nim – powiedziała, pociągając łyk z butelki.

- Ale nic ci się nie stało? – spytał Harry, patrząc z niepokojem w jej oczy.

Ginny zobaczyła w jego spojrzeniu głęboką miłość i troskę i uśmiechnęła się do niego.

- Nic. To było okropne i przerażające, ale nic się nie stało. To już historia, jak każde inne złe wspomnienie. Miałam w życiu gorsze przeżycia. W pierwszej klasie… zostałam opętana przez dziennik, który zawierał fragment duszy Voldemorta… kilka osób zostało z mojego powodu skrzywdzonych.

Wciąż odczuwała wstyd na myśl o dzienniku, ale nie mogła skrywać tej części swojego życia przed Harrym.

- Chciałbym z tobą o tym porozmawiać – powiedział Harry z lekkim wahaniem.

- I zrobimy to, ale nie w twoje urodziny. Dziś świętujemy.

- Ale…

- Ginny, Ginny! Możecie tu podejść? – zawołał jeden z managerów drużyny.

- O nie! – powiedziała Ginny, wtulając się mocniej w Harry'ego. – Czas na zdjęcia i toasty.

Miała rację. Zrobiono zdjęcia drużyny, zdjęcia z gośćmi pracowników biurowych, zdjęcia z właścicielami i managerami Trismegistusa, nawet z kilkoma fanami z tłumu. Potem nastąpiła obowiązkowa seria toastów za sukces drużyny, za ich młodą gwiazdę, za mistrzostwo, a nawet urodzinowy dla Harry'ego. Harry i Ginny pili tylko piwo kremowe, ale ci, którzy przerzucili się na Ognistą Whisky, spili się kompletnie nim zdjęcia i toasty się skończyły. Elektroniczny rytm wciąż pulsował, a kolorowe światła weszły na nowy poziom intensywności. Niemal wszystkie Harpie ruszyły na parkiet. Ginny wyciągnęła Harry'ego i zaczęła tańczyć z niewiarygodną energią. Harry zorientował się, że ten show jest tylko dla niego. Jej oczy wwiercały się w niego, gdy poruszała ramionami, biodrami, pośladkami i nogami, zmysłowo i z gracją. Harry patrzył na nią jak urzeczony i nawet nie zauważył kiedy mijały kolejne minuty. Nagle światła przygasły, a z głośników popłynęła wolniejsza, bardziej romantyczna nuta. Niemal odruchowo przylgnęli do siebie. Oboje czekali na tę chwilę.

Harry położył prawą dłoń na jej biodrze, a lewą na jej plecach. Ginny złożyła głowę na jego ramieniu i zaczęli się łagodnie kołysać. Harry stopniowo zyskiwał coraz większą pewność siebie i przyciskał ją mocniej do swojego ciała. Jego ręce gładziły jej plecy, a potem jedna dłoń przesunęła się na jej ramiona i szyję, wciąż wilgotne od wysiłku, jakiego wymagał szybki taniec. Dopiero wtedy Harry uświadomił sobie, że związała włosy. Zapach perfum, które nałożyła na szyję i za uchem oraz jej włosów, doprowadzał go do szaleństwa. Po kilku pocałunkach przycisnął ją tak, że czuł jej biust przyciskający się do jego klatki piersiowej. Ginny uniosła głowę i zaczęła całować jego żuchwę, powoli zbliżając się ku ustom. Wkrótce całowali się namiętnie na środku parkietu, niepomni spojrzeń, które przyciągali. Harry całym wysiłkiem woli utrzymywał ręce we względnym spokoju i znów musiał odsunąć od niej swoje krocze. Muzyka znów się zmieniła i po lekkim pociągnięciu ze strony Ginny ruszyli z powrotem ku stolikom. Harry złapał dwa piwa kremowe, by ugasić ich pragnienie.

Siedzieli blisko siebie w najciemniejszym i najbardziej odosobnionym kącie, jaki udało im się znaleźć. Wkrótce całowali się, nie zwracając uwagi na otoczenie. Ręce Harry'ego zawędrowały na jej kolano, a potem na udo. Jedwabne rajstopy były wspaniałe i seksowne, ale jego zwierzęca część domagała się kontaktu z nagą skórą. Całował ramiona i szyję Ginny, wydobywając z niej rozkoszne dźwięki. Jego ręce zapoznawały się coraz lepiej z jej plecami i z łatwością wędrowały po materiale na jej bokach aż do bioder, ale zdołał utrzymać je z dala od jej wrażliwych, intymnych miejsc. Jej reakcja na jego dotyk coraz bardziej mu to utrudniała. Wydawane przez nią dźwięki, drgnięcia jej mięśni pod jego dotykiem, to wszystko nie tylko go zachęcało, ale też wywierało atawistyczny efekt na jego pierwotne instynkty. Chciał szanować ją ponad wszystko inne, chciał, by wiedziała, że kocha ją z całego serca, ale też pragnie jej bardziej niż jakiejkolwiek innej kobiety wcześniej. Wydawało się jednak niemożliwe, by osiągnąć te trzy cele na raz.

Głośne odchrząknięcie zaskoczyło oboje. Gaby zachichotała.

- Nie przeszkadzajcie sobie – powiedziała z szerokim uśmiechem. – Ginny, chciałam ci tylko powiedzieć, że wracam do domu… z kimś – dodała znacząco.

Pocałowała oboje w policzek na pożegnanie i wyszła, zostawiając Ginny w obliczu konieczności podjęcia decyzji. Ogień płonący w jej wnętrzu domagał się ugaszenia. Myślenie i śnienie o tym już dłużej nie wystarczy. Ten ogień płonął głęboko w jej wnętrzu i tylko dotyk głęboko w jej wnętrzu będzie to w stanie przytłumić. Potrzebowała Harry'ego… całego. Tylko on zaspokoi potrzebę, którą teraz czuła. Nie chciała jednak, by pomyślał sobie, że jest łatwą nimfomanką. Zapewne znajdzie siłę, by mu odmówić. Czy raczej odmówić sobie. Pytanie tylko czy powinna.

Będzie musiała podjąć decyzję. Już wkrótce.


- To był głupi pomysł! – wrzasnął Draco na matkę. – Mogłem zginąć!

- Draco, musieliśmy spróbować. Jestem pewna, że wiele dziewcząt w głębi duszy pragnie cię z całego serca, ale wydajesz się tak niedostępny, tak znacznie lepszy od nich, że godzą się z tym i żyją cicho w nieutulonym żalu.

Narcyza Malfoy wiedziała, że najłatwiej spacyfikować syna, apelując do jego ego.

- Masz oczywiście rację – odpowiedział nieco spokojniej – ale Weasleyetka uwielbia nurzać się w szlamowatej krwi. Weasleyowie nigdy nie porzucą swojego życia kochasi mugoli.

- Ale dowiedziałeś się czegoś wartościowego. Jesteś pewien, że to był Potter?

- A skąd miałby wiedzieć? – spojrzał na matkę, jakby to było głupie pytanie. – Niewielu osobom został przedstawiony. Wydawał mi się zbyt pospolity, by pokonać Czarnego Pana.

- Twój ojciec wspomniał przed procesem, że miał szczęście, że stracił tylko rękę, a nie głowę – Narcyza chodziła po salonie Dworu Malfoyów, pogrążona w myślach. – W sumie to dość szczęśliwy traf. Nasza zemsta stanie się bardziej kompletna. Za jednym zamachem uwolnimy twojego ojca, sprowadzimy Weasleyów do właściwego poziomu i pomścimy porażkę twojego ojca z Potterem. Potem będziesz mógł brać dziewczynę Weasleyów, póki jej nie zapłodnisz. Sam Lord Voldemort chciał jej energii życiowej, a teraz urodzi potężnego dziedzica z odświeżoną krwią dla Rodu Malfoyów. Upewnimy się potem, że nikt już z niej nie skorzysta.

Draco Malfoyowi ani trochę nie podobał się ten plan. To on miał wszystko stracić, gdyby coś się nie udało. Z jego punktu widzenia wykorzystanie Ginny Weasley nie było warte takiego ryzyka, ale nie wychowywano go, by podejmował decyzje. Został wychowany, by słuchać rozkazów. Jego ojciec kontrolował jego los nawet z Azkabanu.

- Na pewno dobrze to przemyślałaś? – spytał swoją matkę. Denerwowała go perspektywa ojca, który miałby znów przejąć kontrolę nad rodzinnym majątkiem Prędzej czy później odkryłby ubytek kilkuset tysięcy galeonów, które Draco przepuścił na kobiety i hazard.

- Mulciber i Rookwood odwalą brudną robotę. Nikt nas nie będzie podejrzewał. Spotkamy się z nimi tak szybko, jak to będzie możliwe.


- Odprowadzić cię do twojego mieszkania czy do Nory? – spytał Harry z nutą smutku w głosie.

Ginny przez moment zastanawiała się nad odpowiedzią. Perspektywa spędzenia nocy w mieszkaniu i wysłuchiwania jak Gaby bezwstydnie sobie dogadza, podczas gdy ona po raz kolejny odmówiła sobie tej cielesnej przyjemności, okazała się nie do zniesienia.

- Lepiej do Nory – odpowiedziała.

Harry objął ją i teleportował oboje do Nory. Stali w ciszy i patrzyli z żalem na dom majaczący w ciemności na końcu ścieżki. Żadne się nie ruszyło ani nie odezwało. Oboje toczyli własną wewnętrzną walkę.

W myślach Ginny zaciekle walczyły dwie siły. Po jednej stronie stała jej namiętność, domagając się zaspokojenia. Po drugiej nieśmiałość, doradzając jej, by poczekała. Co Harry sobie o niej pomyśli? Kochali się, wyznali to sobie otwarcie, na co mają czekać? Czekała już wystarczająco długo… czekała na niego przez lata. Nie wskoczyła do łóżka z pierwszym gościem, który się nawinął… zachowała cnotę wystarczająco długo… ale co on pomyśli? Jeszcze wczoraj myślała o „kilku dniach", ale po zaledwie jednej randce… jednej randce… była gotowa oddać mu się całkowicie. I jak to o niej świadczy?

- Chyba musimy się pożegnać – powiedziała, patrząc na niego.

Oboje znaleźli odpowiedź w swoich oczach. Była nią miłość. Harry pocałował ją namiętnie i wszystkie wątpliwości uleciały z jej głowy. Objął ją mocno i wyczuła, jaki jest twardy. Harry nie próbował tego zamaskować, ani się odsunąć. Wręcz przeciwnie, dłoń na jej plecach przyciskała ją jeszcze mocniej do dowodu jego podniecenia. Odchylił się na moment, by spojrzeć jej w oczy. Jego spojrzenie sprawiło, że poczuła się jednocześnie kochana i pożądana. To było wspaniałe połączenie.

Przemówił niskim, gardłowym tonem:

- Ginny, wiesz, że w każdej chwili możesz powiedzieć „nie", prawda? Cokolwiek postanowisz, uszanuję to.

- Tak – odpowiedziała bez tchu. – Wiem.

Nachylił się i pocałował ją za uchem, sprawiając, że Ginny zamknęła oczy i wygięła plecy w łuk z rozkoszy. Przesunął usta na jej szyję.

- Tak.

Jego dłonie zjechały po jej plecach na krągłości jej pośladków. Czy ona ma na sobie jakiekolwiek majtki? Gładził je, póki nie dotarł do końca rajstop, wówczas ścisnął stanowczo jej tyłek. Ginny przygryzła dolną wargę i westchnęła:

- Tak.

Jego prawa dłoń przesunęła się na jej płaski brzuch. Kontynuował pocałunki jej twarzy, jednocześnie jego dłoń wędrowała w górę, aż znalazła jej lewą pierś. Pogłaskał jej dolną część, a potem jego dłoń przykryła ją zupełnie, przyciskając się zdecydowanie do jej krągłości. Ginny jęknęła cicho:

- Tak.

Jego prawa ręka wróciła w dół i po krótkiej chwili wahania zjechała na jej udo. Dalej już bez wątpliwości zawędrowała na wewnętrzną stronę uda, a potem na jej krocze. Nawet przez sukienkę poczuł na dłoni ciepło jej pożądania. Ginny westchnęła, a jej oddech stał się krótki i urywny.

- Tak.

Teraz to ona położyła dłoń na jego muskularnym brzuchu. Naśladowała jego wcześniejszy ruch na udo, jego wewnętrzną część, aż do krocza.

- Tak – jęknęła z ustami przy jego ustach.

- Do mnie?

- Tak.


Słowniczek:

Che bacio sottil! Che amore ardente! (wł.) – Co za subtelny pocałunek! Co za żarliwa miłość!

Pracownicy biurowi – w oryginale executives. Oznacza to wszystkich pracowników związanych z drużyną, ale nie będących w sztabie trenerskim: managerów, skautów itd. W zawodowych drużynach amerykańskich to często rozbudowane, kilkudziesięcioosobowe zespołu.


W następnym rozdziale:

- chyba możecie się domyślić ;)
- Tonks odwiedzi rano Harry'ego
- Harry poznaje Lunę