Od tłumacza: Podziękowania dla Shaunee Altman, mojej szybkiej i niezawodnej redaktorki.
Dzięki dla wszystkich, którzy odwiedzają tę historię, dodają ją do ulubionych i komentują. Wierzcie, każdy komentarz mobilizuje mnie do pracy, nawet jeśli to tylko coś krótkiego.
Ten rozdział został dość mocno okrojony, ze względu na bardzo obrazowe przedstawienie seksu. Choć rozdział i tak jest „tylko dla dorosłych" to jednak najostrzejsze sceny zostały wyedytowane przez autora. Jeśli kogoś interesuje pełna wersja, razem z najgorętszymi szczegółami, zapraszam na countwestwest. livejournal. com (usuńcie spacje), gdzie znajduje się ona w języku angielskim.
Miałem duże problemy z tytułem tego rozdziału. W oryginale brzmi on „Lusty, Young and Cheerly Drawing Breath" co można przełożyć jako „Pożądliwy, młody i oddychający z radością", co dobrze pasuje do treści rozdziału. Niestety cytat ten, pochodzący z Aktu I, Sceny 3 „Ryszarda II" w przekładzie polskim Leopolda Ungiera brzmi „Idę do boju wesoły jak dziecię" co oczywiście ma sens w kontekście całego monologu, którego jest częścią, ale kompletnie nie nadaje się na tytuł rozdziału wyrwany z kontekstu. Dlatego tytułem rozdziału będzie tłumaczenie dosłowne, nie będzie też otwierającego rozdział cytatu, który po prostu nie pasuje do jego treści w wersji polskiej.
Rozdział 8 - Pożądliwy, młody i oddychający z radością
Harry i Ginny aportowali się do korytarza w jego mieszkaniu. Jakimś cudem udało im się jednocześnie całować, iść i pozbywać się ubrań. Prawdziwy majstersztyk koordynacji ruchowej. Buty poszły łatwo, tak samo jak tweedowa marynarka Harry'ego. Sukienkę Ginny zdjęli jednym ruchem ku górze, gdy tylko uniosła ramiona. Wtedy Ginny zaczęła się denerwować i zaplątała się przy guzikach jego koszuli. Harry uniósł ręce i umożliwił swojej dziewczynie zdjęcie mu jej przez głowę. Potem nerwowo rozpięła mu pasek i guzik od spodni. Jednocześnie on rozsunął rozporek. Grawitacja dokonała reszty i Harry wyszedł ze spodni po drodze do salonu. Kiedy przechodzili obok przełącznika, włączył światło. Harry błyskawicznie ściągnął skarpetki i został tylko w szarych bokserkach. Wyczuł, że Ginny zaczyna się naprawdę denerwować. Zatrzymał się, pocałował ją i zebrał cała siłę woli.
- Ginny, wciąż możesz powiedzieć „nie" – zapewnił ją z wahaniem.
Rozebrał ją już do czarnego, koronkowego, satynowego stanika i czarnych jedwabnych rajstop. Ginny spojrzała na niego z wdzięcznością i zrobiła krok w tył. Harry niemal dostał zawału, ale odetchnął z ulgą, gdy młoda czarodziejka sięgnęła do włosów, pociągnęła, potrząsnęła głową i jej rude pukle posypały się kaskadą w dół. Potem szybko pozbyła się uchwytu na różdżkę na nachyliła się, ściągając rajstopy. Wyprostowała się, ujawniając skąpe stringi.
Matko Merlina! Jeśli istniało ciało idealnie przystosowane do noszenia stringów, to jego dumnym posiadaczem była Ginny. Harry miał pewność, że miłość, którą do niej czuł, zaburzała jego percepcję i sprawiała, że wszystko co jej dotyczyło objawiało mu się jako piękniejsze niż w rzeczywistości, że jego oczy przegapiały drobne wady, bo przecież coś tak idealnego nie mogło istnieć. Nawet piegi rozlewające się na jej piersiach i ramionach wydawały się ozdobą, a nie niedoskonałością. Z otwartym podziwem powiódł po niej wzrokiem od stóp do głów. Zatrzymał się na jej oczach, a potem ponownie zachwycił prostym nosem, seksownym zagłębieniem nad górną wargą, pełnymi piersiami… potem dojrzał nowe cudo – poprzeczny pępek, otoczony krągłościami jej talii i bioder. Jego spojrzenie podążyło niżej, ku słodkiej obietnicy skrytej za cieniutkim skrawkiem materiału i wreszcie do jej szczupłych, wysportowanych nóg, zakończonych uroczymi stopami.
- Jesteś taka piękna – rzekł Harry z podziwem.
- Ty też – odpowiedziała, obejmując go mocno. Po chwili spędzonej na cieszeniu się swoją bliskością i ciepłem ciał, spojrzała na niego i wspięła się na palce. – To mój pierwszy raz – wyznała mu szeptem na ucho.
Ta wiadomość kompletnie zaskoczyła Harry'ego. Nie potrafił pojąć jakim cudem kobieta tak seksowna i pełna życia jak Ginny została dziewicą niemal do swoich dwudziestych urodzin. Spojrzał jej w oczy i usiłował wymyślić coś uspokajającego, co mógł jej powiedzieć, ale nie był w stanie nic wymyślić. Zamiast tego pocałował ją, delikatnie, ale z uczuciem, mając nadzieję, ze przekaże w ten sposób właściwy komunikat. Zebrał ich różdżki, wziął ją za rękę i powiódł do swojej sypialni. Gdy weszli, Harry włączył przyłóżkową lampkę, która spowiła pokój delikatnym światłem. Zatrzymali się przy wielkim łóżku twarzą do siebie, trzymając się za ręce. Harry objął ją i położył ręce na zapięciu jej stanika, pozwalając im tam zostać przez chwilę. Kiedy głowa Ginny nie ruszyła się z jego piersi, rozpiął je i pozwolił opaść biustonoszowi na ziemię…
…Jego dłonie powędrowały do jej talii i pociągnął za jeden ze sznurków jej stringów.
- Chcesz je sama zdjąć, czy mam to zrobić? – spytał Harry.
- A chciałbyś to zrobić? – spytała, nieco niepewnie.
Harry uśmiechnął się do niej szeroko i skinął głową.
- Bardzo chciałbym to zrobić.
Roześmiała się i uleciała z niej część napięcia.
- To zrób to.
Harry opadł na kolano i przyciągnął ją do siebie za biodra, aż jego twarz znalazła się obok jej ud. Jego dłonie pogładziły jej nagie pośladki i poczuł, jak na Ginny pojawia się gęsia skórka, podczas gdy ona ujęła w dłonie jego głowę. Złapał dwa sznurki po obu stronach jej bioder. Powoli pociągnął je w dół, wyciągając je z pomiędzy nóg, aż wreszcie swobodnie opadły na ziemię. Jego zmysły zaatakował ciężki zapach wanilii i aż jęknął z zachwytu. Potem dojrzał schludnie przystrzyżoną kępkę rudych włosów. Raj. Czasem rzeczywistość potrafi być lepsza niż fantazje…
…Nie padły żadne słowa, ale żadne nie były potrzebna. Ginny spojrzała na niego i złapała jego przedramię, a potem ponownie powoli zamknęła oczy. Dopiero wtedy Harry w pełni zrozumiał, co to znaczy. Ginny oddała mu coś, co może ofiarować tylko raz, a ten, który przyjął ten dar, nigdy nie będzie jej mógł go zwrócić. Wypełniła go fala czułości, gdy patrzył na jej piękną twarz. Nie był pewien, czy zasłużył na tak cenny dar, ale Ginny wybrała właśnie jego. Przyjmie go i nigdy nie przestanie doceniać.
- Harry, muszę skorzystać z łazienki.
- Jasne, nie krępuj się. Rzucisz mi mały ręcznik?
Ginny wstała i posłała mu całusa.
- Pewnie, kochanie.
Zaczęła wychodzić, a Harry podziwiał jej słodki tyłeczek, gdy nagle coś przykuło jego uwagę.
- Dołeczki Wenus! – zawołał. – Masz dołeczki Wenus!
Ginny zatrzymała się w drzwiach łazienki i spojrzała na niego pytająco. Harry pokazał palcem, żeby się odwróciła. Posłuchała i znów na niego spojrzała. Harry wskazał dwa razy na punkty tuż nad jej pośladkami.
- Aaa, więc tak to się nazywa?
Harry potaknął.
- I podobają ci się? – spytała.
- Na tobie tak – odpowiedział z szerokim uśmiechem.
Ginny roześmiała się i rzuciła mu mały ręcznik z wieszaka przy drzwiach. Gdy Harry usłyszał, że odkręciła wodę, wytarł się i położył na plecach, czekając na jej powrót. Wróciła po dwóch minutach i stanęła przy łóżku odziana jedynie w uśmiech.
- Czy to nie dziwne? Stoję tu kompletnie naga – rozłożyła ręce dla podkreślenia swoich słów – parzę na twoje… klejnoty – dodała, wskazując na jego krocze – i czuję się, jakby to było coś zupełnie naturalnego.
- Fakt. To dziwne uczucie – przyznał Harry.
Ginny położyła się na brzuchu, opierając brodę na dłoniach i popatrzyła na niego.
- Przecież byłeś już nagi z innymi kobietami, czemu to dla ciebie dziwne?
Harry uważnie spojrzał na swoją dziewczynę, ale nie wyczytał w jej twarzy śladów złości, ani oskarżenia.
- Tak, byłem z innymi kobietami, ale nigdy nie czułem się przy nich tak komfortowo będąc nagim. Na tym etapie najprawdopodobniej byłbym już owinięty ręcznikiem.
Przysunął się bliżej i położył na boku, przodem do niej. Zaczął masować jej ramiona, ugniatając mięśnie w jednoręcznym masażu.
- Zawsze możesz przyjść pracować jako masażysta Harpii, jeśli nie wyjdzie ci u aurorów – powiedziała Ginny, mrucząc z rozkoszy.
Harry stopniowo pracował nad kolejnymi partiami jej skóry, aż dotarł do krzyża. Pocałował jej kark i zaczął przesuwać się ustami w dół po kręgosłupie. Dotarł do jej dołeczków, podczas gdy dłoń masowała jej pośladki.
- Łaskocze! – zachichotała Ginny, unosząc głowę.
- Pupa? – spytał Harry z udawanym zaskoczeniem.
- Nie, głuptasie… dołeczki – wyjaśniła ze śmiechem. – Mojej pupie jest bardzo dobrze.
- A wygląda jeszcze lepiej – odpowiedział, przesuwając dłoń dalej w dół.
Ginny poczuła, jak twardnieje przy jej nodze i spojrzała na niego.
- Myślałam, że to ten moment, kiedy odwracasz się na plecy, zasypiasz i zaczynasz chrapać.
- Nie. To ten moment, kiedy znów się kochamy.
Odwróciła się na plecy i wyciągnęła do niego zapraszającą doń. Harry posłuchał.
- Zawsze udzielasz najlepszych odpowiedzi. Za to między innymi cię kocham – wyznała i zaczęła go namiętnie całować…
…Oboje opadli na łóżko kompletnie wyczerpani. Była tak padnięta, że nie zdołała wykrzesać z siebie nawet energii potrzebnej, by pójść do łazienki i się obmyć. Sięgnęła po ręcznik, leżący na szafce i zauważyła, ze Harry wciąż leży na plecach i oddycha ciężko. Najpierw ostrożnie wytarła jego przyrodzenie.
- Kocham cię, Harry – powiedziała, całując go w policzek.
Odwrócił się i wziął z jej rąk ręcznik. Odnalazł czyste miejsce i z uczuciem wytarł jej krocze. Ginny była zdumiona jak łatwe i naturalne się o wydawało – pozwolić Harry'emu, by wytarł jej najbardziej intymne miejsca. Jeszcze rano uznałaby, że taki rodzaj intymności jest nie do osiągnięcia. Między nimi przepływała magia. Czuła ją.
- Kocham cię, Ginny – odpowiedział, i cmoknął ją w usta. Ginny złożyła głowę na jego piersi i szybko zapadła w głęboki sen.
Tonks aportowała się do korytarza w mieszkaniu Harry'ego, zrobiła krok i niemal wyłożyła się jak długa, gdy potknęła się o parę butów beztrosko porzuconych na podłodze. Kawałek dalej zauważyła parę kosztownie wyglądających szpilek. Podążyła śladem porozrzucanych ubrań do salonu i odetchnęła z ulgę, widząc seksowny uchwyt na różdżkę, który kiedyś pokazała jej Ginny. Przynajmniej tu była. Chwilę temu w jej Fiuu pojawiła się spanikowana Gaby. Pani Weasley chciała rozmawiać z Ginny przez Fiuu, a kiedy Gaby po nią poszła, zorientowała się, że łózko jej koleżanki nie było w nocy używane. Podejrzewała, że Ginny jest z Harrym, ale nie wiedziała czy powinna mówić o tym pani Weasley, więc okłamała ją, mówiąc, że Ginny jest pod prysznicem i odezwie się do mamy jak skończy. Gaby nie wiedziała, jak skontaktować się z Harrym, więc udała się do Tonks.
W mieszkaniu panowała kompletna cisza. Tonks przeszła korytarzem do sypialni i dojrzała na wpół uchylone drzwi. Wsadziła do środka głowę i zanotowała ciężki zapach, który bez cienia wątpliwości świadczył, że uprawiano tu niedawno wilgotny, ostry seks. Czyżby to była wanilia? Postanowiła zaryzykować spojrzenie na łóżko.
- Kurwa!
Oboje spali kompletnie nadzy. Ginny wtulała się twarzą w jego klatkę piersiową z ręką przerzuconą przez jego ciało, a Harry leżał na plecach i miał imponującą poranną erekcję. Tonks poczuła, ze się rumieni, po raz pierwszy od dawna. Choć różnica w ich wieku nie była wielka, to odkąd Tonks zamieszkała z Remusem zaczęła odczuwać pewne macierzyńskie uczucia wobec Harry'ego. Widzieć go nago w tym wieku… to po prostu niewłaściwe. Odwróciła się. Planowała wyjść, zamknąć drzwi i zapukać, jakby nic nie wiedziała, ale zatrzymała się. To nie było w jej stylu. Uśmiechnęła się złośliwie.
Stanęła tuż przed łóżkiem. Zapłacą, że ją zawstydzili. Chociaż trzeba przyznać, że tworzyli uroczą parę.
- HARRY! GINNY!
Harry odepchnął Ginny i stoczył się z łóżka, po drodze chwytając swoją różdżkę. Po chwili stał w pełni przytomny, celując nią w Tonks. Ginny leżała na plecach, nie kryjąc niczego przed starszą kobietą. Tonks lubiła rudowłosą dziewczynę, ale uznała, że posiadanie takiego ciała powinno być zakazane. Ginny i Harry zorientowali się, że są nadzy i rzucili się, by okryć czymś najbardziej newralgiczne miejsca. Oboje chwycili za to samo przykrycie i zaczęli się szarpać, nim Harry, dżentelmen jak zwykle, pozwolił się przykryć kobiecie, a sam umknął do łazienki.
Tonks uśmiechnęła się triumfalnie i odezwała się szybko, by powstrzymać potok nieuchronnych inwektyw z ust Ginny:
- Mama cię szuka. Gaby nie będzie cię mogła już zbyt długo kryć.
Harry wychodził z łazienki owinięty ręcznikiem i wszystko usłyszał.
- Kurwa! – wrzasnęła Ginny. – Miałam iść z nią na Ulicę Pokątną o jedenastej. Która jest godzina?
- Jedenasta.
- Kurwa!
Ginny wstała, zakrywając się prześcieradłem i zrobiła krok, by podnieść swoje majtki.
- Au!
W jej nogach i kroczu znajdowały się mięśnie, których nigdy wcześniej nie używała i teraz płaciła za całonocny wysiłek.
Tonks popatrzyła na Ginny z otwartymi ustami. Przecież nie może być. Prawda?
- Harry, masz eliksir przeciwbólowy?
- Tak – odparł, zaskoczony tym pytaniem.
- Daj go Ginny.
Harry popędził do łazienki.
- Usiądź, ja zbiorę twoje rzeczy – powiedziała Tonks do Ginny.
Podała jej bieliznę i wyszła, by pozbierać resztę ubrań, porozrzucanych po całym mieszkaniu. Kiedy wróciła, znalazła Harry'ego i Ginny siedzących na brzegu łóżka. Dawał jej eliksir przeciwbólowy, obejmując z czułością ramieniem. Ginny promieniała i patrzyła na niego błyszczącymi oczami. Tonks poczuła się bardzo dumna ze swojego „przybranego syna".
- Harry, weź prysznic i przygotuj się do odeskortowania Ginny i pani Weasley na Ulicę Pokątną. Ja zabiorę Ginny do jej mieszkania. Możesz się teleportować? – spytała Ginny, która skinęła głową i wstała. Obie kobiety zniknęły.
Panią Weasley zaskoczyło, że jej córka postanowiła dostać się do Nory za pomocą Fiuu. Nienawidziła popiołu. Była gotowa nakrzyczeć na nią za spóźnienie. Harpie wiedziały, jak się zabawić, więc jej córka pewnie zarwała noc, może nawet wypiła za dużo. Jednak gdy tylko pani Weasley zobaczyła Ginny, wiedziała, że to coś innego. Chodziła nieco inaczej niż zwykle i wydawała się promieniować. Molly miała przeczucie. Potem przypomniała sobie pierwszą noc z Arturem i jak niewygodnie było jej chodzić następnego dnia. To był wystarczający powód, by uniknąć spaceru od granicy osłon.
Jej maleństwo zostało rozdziewiczone.
- Co za brutal! Zrobił ci krzywdę? – spytała z wściekłością, nim jej córka zdołała się zorientować.
- O czym ty mówisz, mamo? – spytała nerwowo Ginny. Podejrzewała, że wysiłek Gaby i Tonks, by ją kryć, pójdzie na marne.
- Obiecał przynajmniej, że się z tobą ożeni? – spytała pani Weasley, z miną mówiącą wyraźnie jakie będą konsekwencje, jeśli tego nie zrobił.
- ŻE CO?!
- Kazałam twojemu tacie obiecać, że mnie poślubi, nim mu się oddałam – wyjaśniła pani Weasley z dumą w głosie.
Ginny poczuła rozdrażnienie.
- Nie zmusiłam go, by mi cokolwiek obiecał – potem zastanowiła się nad usłyszanymi słowami. – Wzięliście ślub zaraz po twoich osiemnastych urodzinach. Kiedy dokładnie tato obiecał się z tobą ożenić? – spytała z ciekawością.
Pani Weasley zaczerwieniła się.
- Nie twoja sprawa, młoda damo!
Ginny postawiła na spokojniejszy ton.
- Mamo, mam prawie dwadzieścia lat. Jestem dorosła. Mogą być pytania, na które nie zechcę ci odpowiedzieć.
Molly spojrzała na córkę. Faktycznie była dorosła, zarabiała kupę pieniędzy i miała własne mieszkanie, ale dla niej pozostawała jej małą córeczką. Uściskała ją mocno.
- Chodź do kuchni. Dam ci coś na ból. Poczekaj tylko! Kiedy zobaczę tego brutala, powiem mu, co o tym myślę!
- Mamo! On nie był brutalny. Był słodki i delikatny – dodała z rozmarzonym uśmiechem. Jaj mama nie musiała wiedzieć, że później zrobiło się ostrzej… ani że absolutnie nie miała nic przeciwko temu.
- Nie czuj się zawiedziona, skarbie. Za pierwszym razem mężczyźni są zbyt niecierpliwi i… cóż… będzie lepiej…
- MAMO! Nie chcę o tym słuchać – powiedziała Ginny, zakrywając uszy i rumieniąc się. – Było wspaniale i nie wyobrażam sobie, by mogło być jeszcze lepiej.
- Nie musisz się go wstydzić – nalegała pani Weasley, mrugając. – Być może będziesz musiała mu pokazać jak… cię dotykać.
Oczy Ginny rozszerzyły się gwałtownie.
- MAMO PROSZĘ! Jestem zdecydowanie za stara na rozmowę uświadamiającą. Błagam cię, przestań. To nie był pierwszy raz Harry'ego i radzi sobie całkiem sprawnie – dodała, chcąc uśmierzyć obawy matki.
- Co za libertyn! Casanova jeden! Wiedziałam. Po prostu chciał zaliczyć kolejną ofiarę! – zawołała oburzona pani Weasley, machając rękami.
- Mamo, jeśli nie przestaniesz, wychodzę – powiedziała Ginny poważnie.
- Kochanie, po prostu nie chcę, by ktoś cię wykorzystał.
- Zapewniam cię, że z całą pewnością nie zostałam wykorzystana – rzekła z naciskiem. Przypomniała sobie ostatnią noc i poczuła podziw dla jego troski. – Dał mi mnóstwo okazji, bym go powstrzymała, gdybym chciała.
Pani Weasley przyjrzała się uważnie córce, usiłując ocenić, czy mówi prawdę. Nie potrafiła wykryć fałszu, ale zdawała sobie sprawę, że jej córka potrafi być uzdolnioną aktorką, gdy tylko zechce. Dotarły do kuchni i pani Weasley otworzyła szafkę z eliksirami.
- Wypiłam już eliksir przeciwbólowy, mamo.
- To dobrze. Dam ci coś na mięśnie dna miednicy. To przez nie jesteś taka obolała – wyjaśniła pani Weasley, dając córce eliksir. Popatrzyła na nią i z jej ust wyrwał się szloch. – Planowałam dać ci ten eliksir po twoim ślubie – wydusiła pomiędzy łkaniami. Wielkie łzy spływały jej po twarzy.
- Nie płacz mamo. Ciesz się. Było pięknie i wspaniale. Harry był delikatny i obje się kochamy.
Ginny przerwała i zaczęła myśleć o sobie i Harrym. Mimo że nie myślała o małżeństwie, wczorajsza noc była jak jego konsumpcja. Nie potrafiła sobie wyobrazić bycia z innym mężczyzną.
- Dalej idziemy na Ulicę Pokątną? – spytała.
- To nie było ważne – odparła pani Weasley, osuszając oczy skrajem fartucha. – Próbowałam się z tobą skontaktować, bo Luna przyjechała i chce się z tobą spotkać. Mówi, że dopiero co wróciła z Hyperborei, gdziekolwiek by to było. Chciała zjeść lunch z tobą i Hermioną o trzynastej w Dziurawym Kotle.
- Świetnie! Nie widziałam Luny od dawna – roześmiała się. – Uwielbiam słuchać o jej podróżach, zwłaszcza jeśli jest przy tym Hermiona. Luna doprowadza ją do szału – spojrzała na zegar na ścianie. – O ja, już piętnaście po dwunastej, lepiej dam znać Harry'emu.
Wyszła z kuchni, by mieć nieco prywatności i stuknęła różdżką lusterko dwukierunkowe.
- Cześć, kochanie – powiedziała, gdy pojawiła się twarz Harry'ego. – Zmiana planów. Zjemy lunch z przyjaciółką, którą chcę ci przedstawić, Luną Lovegood i Hermioną. Ron pewnie też tam będzie. Odbierz mnie z Nory z pół godziny.
Wymienili wyznania miłości, przesłali sobie pocałunki i rozłączyli się.
Kiedy Harry przybył do Nory natychmiast spostrzegł lodowate nastawienie pani Weasley. Gdyby wzrok mógł zabijać, padłby trupem. Tylko pełne nagany spojrzenia Ginny powstrzymały ją przed zaatakowaniem go.
Eliksir od matki zadziałał fantastycznie. Ginny czuła się na tyle dobrze, by chodzić bez większego dyskomfortu, więc ruszyli do punktu teleportacyjnego, trzymając się za ręce.
- Powiedziałaś jej? – spytał Harry z ciekawością.
- Nie. Sama wiedziała.
- Czyli teraz mnie nienawidzi?
- Nie – Ginny uśmiechnęła się. – Po prostu musi się przyzwyczaić, że jestem kobietą.
Aportowali się za Dziurawy Kocioł i weszli do środka. Luna, Hermiona i Ron już byli. Harry uznał, że to Ron wybierał stolik, bo mieli z niego świetny widok na oba wejścia. Rudzielec siedział też jak należało na krześle przy przejściu. Ginny i Luna wyściskały się entuzjastycznie, podczas gdy on witał się z Ronem i Hermioną.
- Luno, to mój chłopak, Harry Potter – powiedziała Ginny z dumą.
Harry wyciągnął rękę, ale Luna to zignorowała. Zamiast tego rzuciła mu się na szyję i pocałowała go w policzek, a potem zrobiła to samo z Ginny. Spojrzała na oboje z rozmarzeniem i westchnęła. Harry był zmieszany. Hermiona i Ron pękali ze śmiechu.
- Nigdy nie wiesz, czego można się spodziewać po Lunie – wyjaśnił wesoło Ron. Harry zauważył, że Ginny i Luna szepczą coś sobie do ucha.
- Tak, ona zawsze jest spontaniczna – dodała Hermiona.
Usiedli i zamówili kolejkę piwa kremowego.
- Mama powiedziała mi, że właśnie wróciłaś z Hyperborei* - zagaiła Ginny.
Hermiona parsknęła.
- Nie ma takiego miejsca jak Hyperborea, to mit – zaoponowała gorąco. – Nie powinnaś zachęcać jej do tych fantazji, Ginny.
Harry głośno odchrząknął.
- Nigdy nie byłem na Hyperborei, ale spotkałem się z przedstawicielami Hyperboreańczyków przed Bitwą o Hogwart. Jestem pewien, że Hyperborea istnieje – zapewnił Hermionę i zwrócił się do Luny: - Co tam robiłaś? Rzadko wpuszczają kogokolwiek na swoje ziemie.
Hermiona słuchała ich rozmowy z szeroko rozdziawionymi ustami.
- Oboje są walnięci – powiedziała do Rona.
Luna zignorowała ją.
- Jestem przyrodniczką i od wielu lat szukam rzadkiego gatunku Chrapaka Krętorogiego…
- Błagam, tylko nie znów ten Chrapak Krętorogi! – przerwała Hermiona, ukrywając twarz w dłoniach i wywracając oczami.
Luna kontynuowała, jakby nic nie usłyszała, a Ginny trzymała się pod boki i pękała ze śmiechu.
- Starałam się załatwić bezpieczne przejście na Ultimę Thule*. Uważam, że to ostatnie bezpieczne siedlisko Chrapaków.
- I udało ci się? – spytał Harry.
- Tak… - nastawienie Luny wobec Harry'ego uległo zmianie. Teraz patrzyła na niego z uwagą. – Udaję się tam w przyszłym miesiącu.
- To niesamowite – odparł szczerze Harry. – W historii na Utimę Thule dotarł co najwyżej tuzin czarodziejów. Mam nadzieję, ze znajdziesz tam to, czego szukasz.
- NIE MA Ultimy Thule – wtrąciła się sfrustrowana Hermiona. – To fantazja!
- Czy Hogwart istnieje? – spytał ją Harry.
- Oczywiście!
- A mugole go nie widzą.
Hermiona otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale nie mogła wymyślić żadnej riposty. Harry kontynuował:
- Są miejsca na świecie ukryte zarówno przed wzrokiem mugoli, jak i czarodziejów. Hyperborea i Ultima Thule to tylko dwa spośród nich. Luna ma niezwykłe szczęście i wygląda na to, że także niezwykły dar.
Hermiona zająknęła się, usiłując coś odpowiedzieć. Harry zorientował się, że szaro-srebrne oczy Luny wpatrują się w jego zielone. Był pewny, że usiłuje go wysondować Legilimencją. Natychmiast wzniósł swoje osłony Oklumencji, oczekując, że przyłapie Lunę na przeszukiwaniu jego umysłu, ale cokolwiek ona robiła, nie miało to nic wspólnego z Legilimencją. Pozostała trójka dostrzegła, że dzieje się coś dziwnego. Harry i Luna nie odrywali od siebie oczu.
- Co się dzieje, Harry? – spytała z troską Ginny.
- Powinieneś jej powiedzieć – odezwała się Luna rozmarzonym głosem. Jej oczy zdawały się wyskakiwać z orbit. – Jeśli jej nie powiesz, ja to zrobię. Jest moją przyjaciółką, zasługuje by wiedzieć.
Harry był zbyt zaskoczony, by odpowiedzieć cokolwiek. Poczuł, ze opada mu szczęka, tak jak wcześniej Hermionie.
- Co mi powiedzieć? – spytała z przerażeniem Ginny.
Zdolność mówienia opuściła Harry'ego. Jego umysł usiłował zrozumieć, skąd Luna to wie.
- To on jest chłopcem z Komnaty – wyjaśniła Luna przyjaciółce.
Gdy tylko Ginny usłyszała słowa Luny, w jej głowie pojawił się wyraźny obraz, który do tej pory zawsze umykał jej gdzieś rozmazany. To był chłopiec z okrągłymi okularami i intensywnie zielonymi oczami. Oczami Harry'ego. Pokrywała go krew. Umierał… przez nią.
Ginny zerwała się z krzesła z szeroko otwartymi ustami i oczami. Poczuła się ogromnie zmieszana. Były też inne rzeczy, które musiała sobie przypomnieć. Te wspomnienia walczyły, by wyrwać się na powierzchnię, atakowały jej umysł.
- Muszę iść – powiedziała kompletnie zagubiona Ginny, łapiąc się za głowę obiema rękami. – Muszę o tym pomyśleć. Ron, weź mnie do domu.
- Ginny – błagał Harry, wstając z miejsca. – Kiedy się spotkaliśmy, doradzono mi, bym ci nie mówił. Chciałem ci powiedzieć wczoraj w Trismegistusie, ale powiedziałaś, że to niewłaściwy moment. Ginny, miałem dwanaście lat. Nie sprawiłem, że zapomniałaś. To nie była moja decyzja – głos mu się załamywał. – Chciałem ci powiedzieć – zapewnił desperacko.
Ginny podeszła do niego i ujęła jego twarz w obie ręce. Pocałowała go mocno w usta.
- Kocham cię, Harry. Nic już nie może tego zmienić… ale muszę o tym pomyśleć.
Luna podniosła się i stanęła przed nimi.
- Nie złość się na niego, Ginny. Nie tylko tobie zmodyfikowano pamięć tamtego dnia.
Harry poczuł zawroty głowy.
Słowniczek:
Hyperborea – w mitologii greckiej kraina leżąca daleko na północy za siedzibą boga wiatru Boreasza. Jest to też nazwa jednej z krain w Epoce Hyborejskiej z historii o Conanie Barbarzyńcy autorstwa Roberta E. Howarda.
Ultima Thule – według starożytnych i średniowiecznych wyobrażeń to wyspa leżąca daleko na północy, ostatni skrawek lądu w tamtym kierunku. Pierwszy raz opisana w starożytności, utożsamiana najczęściej z Islandią.
W następnym rozdziale:
- co wymazano z pamięci naszym bohaterom?
- konfrontacja z panią Weasley i Syriuszem
Od tłumacza: Nieuchronnie zbliżamy się do końca tej historii, zostały już tylko cztery rozdziały. W związku z tym chciałbym się Was poradzić co do następnej historii, za którą się wezmę. Mam dwa typy i chciałbym, żebyście wypowiedzieli się (w komentarzach lub na priv) co byście woleli. Oczywiście zakładając, że autorki zgodzą się na przetłumaczenie.
Pierwszą jest "Need" napisane przez iluvfanfics (można znaleźć ją w moich ulubionych). Jest to alternatywna historia, zaczynająca się zaraz po wydarzeniach w Komnacie Tajemnic i ciągnąca się do Ostatniej Bitwy z epilogiem posthogwardzkim. Skupia się na relacjach Harry'ego i Ginny, którzy zostają przyjaciółmi, ale oboje to charaktery nieco silniejsze i trudniejsze niż w kanonie, więc ich przyjaźń usiana jest wybuchami, kłótniami, ale nie mogą bez siebie żyć.
Drugą jest trylogia "Bound", "Woven" i "Restored". Pierwsza toczy się w czasach Huncwotów, druga obejmuje czasy Harry'ego i spółki w Hogwarcie (ale z perspektywy pokolenia Huncwotów), trzecia epokę posthogwardzką. Całość opiera się na postaci dziewczyny, którą Lily i Huncwoci poznają w Hogwarcie i która na zawsze odmienia ich życie i losy całego czarodziejskiego świata. To jest projekt mniej więcej trzy razy większy od "Armii Dumbledore'a" i "Kryształu Dusz". Autorkę mam w ulubionych, więc możecie sobie przejrzeć te historie w jej profilu.
