Od tłumacza: Podziękowania dla Shaunee Altman, mojej szybkiej i niezawodnej redaktorki.
Z tego rozdziału usunięto około tysiąca słów (mniej więcej 1/7). Pełna wersja dostępna jest na countweswest. livejournal. com (usuńcie spacje).
Dzięki za wszystkie Wasze komentarze. Przytłaczająca większość z Was była za "Need", więc napisałem do autorki prośbę o pozwolenie na przetłumaczenie. Czekam teraz na odpowiedź.
Rozdział 9 - Kłamstwo Uwarunkowane i Kłamstwo Nagie
A stąd droga do Kłamstwa Uwarunkowanego i Kłamstwa Nagiego
Jak wam się podoba, Akt V, Scena 4, tłum. Maciej Słomczyński
Ginny zaczęła czuć się winna gdy tylko wraz z Ronem, Hermioną i Luną przestąpiła próg Nory. Harry wyglądał na tak zmieszanego, wstrząśniętego i wściekłego.
- Pieprzony Dumbledore i jego pieprzone błyski w oczach! - wrzasnął, przyciskając dłonie do skroni. - To on nam to zrobił!
Dopiero teraz zarejestrowała ten zaimek. "Nam". Zrozumiała, że jakiekolwiek wspomnienia zostały wymazane, nie chodziło tylko o Harry'ego albo o nią. Chodziło o "nich". Hermiona zaprowadziła ją do salonu i posadziła na sofie. Ledwo zdawała sobie sprawę, że jej bracia otaczają ją i patrzą na nią z troską.
Nie wiedziała co myśleć, poza jedną kwestią: kochała Harry'ego ciałem i duszą. Była na niego zła, oczywiście, ale miał rację: to nie on podjął tę decyzję. Miał tylko dwanaście lat, kiedy Dumbledore postanowił wymazać go z jej umysłu. A jednak powinien powiedzieć jej wszystko wcześniej... jak tylko zaczął coś do niej czuć. Zasłużył, by poczuć jej gniew, ale gdy przypomniała sobie rozpacz i zmieszanie w jego oczach, serce jej zmiękło. Harry nalegał, że jego obowiązkiem jest odprowadzenie jej do Nory, mimo że wyglądał, jakby lada moment miał zwymiotować. Jedynie zapewnienia Rona, Hermiony i Luny, że jej nie odstąpią na krok sprawiły, że odpuścił.
Jak ona mogła to zrobić? Jak mogła być tak bez serca, by zostawić ukochanego mężczyznę skrzywdzonego, zmieszanego i samotnego w chwili, gdy potrzebował jej najbardziej? Cholera jasna, pomyślała, czując jak po policzkach spływają jej łzy. Zakochała się w Harrym Potterze tego dnia w Komnacie. Teraz miała pewność, nawet jeśli nie pamiętała wszystkich szczegółów. Tak wiele elementów jej życia zaczęło nagle mieć sens. Uczucie braku kawałka duszy przez te wszystkie lata, tęsknota za czymś nieznanym i niezdefiniowanym, jej niezdolność do oddania się całkowicie innemu mężczyźnie, déjà vu gdy po raz pierwszy ujrzała Harry'ego, zachowywanie się jak zabujana nastolatka, nim wyznał jej miłość, łatwość z jaką mu się oddała...
- Ginny! - zawołała pani Weasley, zaalarmowana widokiem płaczącej córki. Zauważyła, że Harry nie wrócił z nimi. - Wiedziałam! Rzucił się, prawda?
Tylko obecność Luny i Hermiony zapobiegła pełnowymiarowej tyradzie przeciwko Harry'emu.
- Dumbledore majstrował przy mojej pamięci - powiedziała Ginny, wciąż nie do końca wiedząca co się dzieje, jakby te słowa miały wystarczyć za całe wyjaśnienie. Ku jej zaskoczeniu zapadła cisza, więc uniosła oczy. Jej matka zbladła. Ginny wstała, marszcząc brwi.
- Wiedzieliście, prawda? - spytała ze złością. - Pozwoliliście Dumbledore'owi wymazać Harry'ego z mojej głowy!
Oczy pani Weasley były wielkości spodków.
- Dumbledore powiedział, że możesz być w niebezpieczeństwie, że tak będzie najlepiej. Żałowałam, że nie wymazał ci całej tej historii, skarbie. Miałaś takie straszne koszmary tego lata. Nie chcieliśmy, żebyś cierpiała, albo znalazła się w niebezpieczeństwie...
- Zaklęcia pamięci są nielegalne bez wyroku sądowego i to nie bez przyczyny! - Ginny przestała powstrzymywać wściekłość. - MASZ POJĘCIE JAK CZĘSTO WYPŁAKIWAŁAM SOBIE W NOCY OCZY, BO NIE WIEDZIAŁAM CZEGO MI W ŻYCIU BRAKUJE? - z piersi wyrwał jej się szloch. Opadła na sofę i mówiła cicho, jakby do siebie: - Byłam popularna, miałam dobre oceny, byłam kapitanem quidditcha, później spłynęła do mnie kasa i faceci, ale nic, absolutnie nic nie mogło wypełnić tej wyrwy w mojej duszy... - zakończyła ponuro, kładąc dłoń na piersi.
- Ty i Harry odnaleźliście się nie bez powodu - wtrąciła Luna rozmarzonym głosem i westchnęła. - Może powinniście pomóc sobie przypomnieć.
Wyjrzała za okno, w stronę punktu teleportacyjnego.
- Luna ma rację - zgodziła się Hermiona, nie mogąc uwierzyć, że to mówi.
Nagle Ginny przestała odczuwać smutek. Gdzieś tam Harry potrzebował jej tak samo mocno, jak ona potrzebowała jego. Wstała i uśmiechnęła się do obu swoich przyjaciółek.
- Dokąd idziesz? – spytała ostro pani Weasley.
- Do mieszkania Harry'ego – odpowiedziała, czując jakby z serca spadł jej ogromny ciężar.
- Wiesz gdzie on mieszka? – spytał Ron z szeroko otwartymi oczami.
Ginny zignorowała brata. Zamiast tego stanęła przed matką, która właśnie miała coś powiedzieć.
- Nawet nie waż się mnie zatrzymywać! – powiedziała groźnym tonem.
Wyszła zdecydowanie z domu. Za nią podążyła Luna, przekładając różdżkę z kieszeni szaty za lewe ucho. Ginny natychmiast rozpoznała ten gest. Luna robiła to, gdy zbliżały się kłopoty. Podczas jazdy Ekspresem Hogwart miało to miejsce zawsze na chwilę przed tym, jak Malfoy i jego goryle składali im nieuniknioną wizytę. Ginny zatrzymała się i sięgnęła po różdżkę. Już dawno nauczyła się ufać instynktowi Luny.
- Coś nie tak? – spytała poważnie.
Ron wybiegł z wyciągniętą różdżką. Hermiona następowała mu na pięty.
- Co się dzieje, Ginny? – spytał Ron, omiatając różdżką najbliższą okolicę.
Ginny zignorowała go, zamiast tego wpatrywała się w Lunę, która pogrążyła się w zamyśleniu.
- Nie… nic takiego. Może gnębiwtrysk mnie zaatakował – odpowiedziała Luna, gwałtownie mrugając. – Obiecaliśmy Harry'emu, że się tobą zaopiekujemy.
Kadet aurorów i dwie czarodziejki odprowadziły Ginny do punktu teleportacyjnego i czekali, aż ona się skoncentruje. Nie zamierzała się rozszczepić, a że najlepiej pamiętała sypialnię, wybrała właśnie to pomieszczenie na swój cel podróży. Potem natężyła wolę, namyśliła się i deportowała.
Chwilę wcześniej, kilka metrów dalej zniknął Sebastian Rookwood, naznaczony Mrocznym Znakiem.
Sypialnia była pusta. Ginny zajrzała do łazienki i garderoby, ale nie znalazła śladu Harry'ego. Wyszła na korytarz.
- Harry? – zawołała cicho, przechodząc do salonu. Harry siedział na sofie. Oparł łokcie na kolanach, a dłońmi ściskał zwieszoną głowę.
- Harry? – zawołała jeszcze raz.
Harry gwałtownie wciągnął powietrze i zerwał się z miejsca. Staną przed nią wyraźnie zaskoczony. Ginny zauważyła czerwone oczy, mimo że policzki miał suche. Poczuła potrzebę pocieszenia go, tak jak po Bitwie o Hogwart. Odległość między nimi błyskawicznie zmalała do zera i objęli się tak ciasno, że trudno było powiedzieć, gdzie zaczyna się jedno a kończy drugie. Harry trzymał się jej jak tonący koła ratunkowego. Całowali się głęboko, z taką pasją, jakby nie widzieli się od lat.
Po minucie ruszyli do sypialni, zostawiając za sobą ślad porozrzucanych ubrań. Cyniczna osoba mogłaby powiedzieć, że to tylko dwójka napalonych dzieciaków, ale to nieprawda. Harry i Ginny potrzebowali oczyszczenia, które tylko seks może dać młodej parze. Seks, którym mówili „Wybaczam ci wszystko. Ciągle cię kocham". Zaczął się powoli i czule, bez gwałtownej potrzeby zeszłej nocy. Całowali się i badali swoje ciała niezmierzoną ilość czasu. W końcu Harry wszedł w nią, ale żadne z nich się nie ruszało, ciesząc się, że stanowią jedno, dosłownie i w przenośni…
Harry gładził jej plecy koniuszkami palców, a Ginny mruczała zadowolona i przesuwała palce po jego piersi.
- Czy zawsze będzie nam tak dobrze? – zastanawiała się na głos Ginny.
- Nie wiem. Wydaje mi się, że jak długo się kochamy, będzie dobrze. Nawet jeśli inaczej – odpowiedział z namysłem Harry.
Przez kilka minut leżeli w ciszy, pogrążeni w myślach. Właściwie nie miała nic przeciwko kolejnemu podejściu, ale przyszła tu po odpowiedzi. Oboje byli nadzy i odprężeni. Nie mieli dosłownie nic do ukrycia, więc teraz nadeszła najlepsza pora na zadanie pytań.
- Miałeś wtedy okulary – przerwała ciszę Ginny.
- Teraz noszę kontakty – wyjaśnił Harry, wskazując na oko. – Okulary są słabością na polu walki.
Ginny uśmiechnęła się i uniosła obie brwi.
- Uwielbiam twoje oczy – wyznała. - Chyba jeszcze ci tego nie mówiłam – przerwała na moment. – Chyba powinniśmy zacząć od tego ze powiesz mi, co pamiętasz. Dlaczego tam byłeś?
- Trenowałem z moim ojcem chrzestnym, gdy przybył do nas Dumbledore i powiedział, że jedenastoletnia dziewczynka została porwana i zginie, jeśli nie zostanie uratowana. Potrzebował wężoustego, by się do ciebie dostać – odpowiedział Harry, patrząc na ukochaną.
- Jesteś wężousty? – spytała zaskoczona.
- Tak, to jedna z moich mniej znanych umiejętności – odparł ponuro.
- Myślałam, że tylko Czarni Magowie są wężouści – stwierdziła Ginny spokojnie.
- Niektórzy wciąż tak myślą. Ministerstwo monitorowało mnie ściśle, nim twój ojciec doszedł do władzy – wyjaśnił Harry, obserwując ją uważnie. Wyglądało na to, że jego umiejętność rozmawiania z wężami nie poruszała jej specjalnie.
- Idioci – powiedziała tylko
Ciepło rozlało się w piersi Harry'ego. Nawet przez moment Ginny nie pomyślała, że mógłby być Czarny. Zamknął oczy, przywołał wspomnienia i skupił się na opowiadaniu historii. Powiedział jej jak otworzył tajne przejście za zlewem w łazience dziewcząt, o walce z profesorem Lockhartem i o otwarciu Komnaty.
Podbiegł do drobnej postaci leżącej na końcu korytarza wejściowego i błagał małą dziewczynkę z burzą rudych włosów, by nie umierała. Harry opadł na kolana i odłożył swoją różdżkę na bok. Złapał dziewczynę za ramiona i delikatnie uniósł jej tułów, aż opierała się o jego pierś. Przez jego głowę przemknęła dziwna myśl. Ta dziewczyna była bardzo ładna. Jednak myśl zniknęła, gdy tylko poczuł, jak upiornie zimna jest jej skóra. Ledwo oddychała. Umierała. Harry potrząsnął nią, nie wiedząc co innego mógłby zrobić. Z jej rąk wypadł dziennik w czarnej skórzanej oprawie.
- Obudź się! Obudź! – błagał desperacko.
Usłyszał okrutny śmiech i sięgnął po swoją różdżkę, ale już jej tam nie było. Rozejrzał się po Komnacie. Z cienia wyszedł młody mężczyzna w mundurku Hogwartu. Przez chwilę Harry poczuł się uradowany. Nieznajomy na pewno mu pomoże.
Starszy chłopak znów zaśmiał się okrutnie.
- Za kilka minut ona umrze, a ja zyskam nowe ciało.
- Kim jesteś? – spytał Harry ze złością, delikatnie kładąc dziewczynę i wstając.
- Jestem Tom Marvolo Riddle – rzekł pyszałkowato, jednocześnie kreśląc te litery w powietrzu. Spojrzał na nierozumiejącego Harry'ego i machnął różdżką. Litery ułożyły się w słowa „I am Lord Voldemort". A kim ty możesz być, chłopcze? – spytał, unosząc górną wargę.
Harry zmrużył oczy i spojrzał na Toma Riddle'a z nienawiścią.
- Jestem Harry Potter! – odpowiedział, unosząc dumnie brodę.
- O tak. Kiedy odzyskam moje ciało, odzyskam też całą moją wiedzę i wszystkie wspomnienia. To już niemal się dokonało. Jesteś synem Jamesa i Lily Potterów, prawda? – Riddle wyglądał, jakby usiłował coś sobie przypomnieć. – To ty jesteś chłopcem z przepowiedni! – zawołał z niepokojem.
Harry zamarł. O jakiej przepowiedni tu mowa? Musiał coś zrobić, cokolwiek, ale Tom był uzbrojony, a poza tym znacznie większy i silniejszy od niego. Musiał znaleźć jakiś sposób, by ocalić dziewczynkę. Powiedział pierwsze słowa, które przyszły mu na myśl:
- To weź mnie i daj jej odejść!
- Nieeee! – wrzasnął Riddle głosem małej dziewczynki ku niepomiernemu zdumieniu Harry'ego. Wydawał się z czymś walczyć, ale opanował się. – Nie jesteś tak wyjątkowy, jak ci się wydaje, Potter W przeciwieństwie do ciebie ta dziewczyna to potężna czarodziejka czystej krwi. Nie oszukuj się. To ochrona zapewniona przez twoją matkę mnie pokonała, nie ty. Zwykły chłopak półkrwi nigdy nie pokonałby Lorda Voldemorta – znów się zaśmiał. – Co za szczęście, że to ty przybyłeś jej na ratunek. Teraz nie będę już musiał cię szukać, by cię zabić! – zakończył, unosząc różdżkę i celując w Harry'ego.
Chłopiec chciał uciekać tak szybko, jak będzie w stanie, ale nie zamierzał dawać Tomowi tej satysfakcji. Stał twardo w miejscu, usiłując powstrzymać dygotanie kolan. Zauważył, że ramię Toma drży w niekontrolowany sposób, podczas gdy starszy chłopak usiłował wypowiedzieć klątwę.
- Niech cię szlag, dziewczyno! – wrzasnął.
Harry skorzystał z jego rozkojarzenia i pobiegł w jego stronę, usiłując powalić go na ziemię, by odzyskać swoją różdżkę. Przez moment wydawało mu się, że trafił w coś stałego, ale po chwili przeleciał na drugą stronę fantomu.
Riddle znów się zaśmiał.
- Jeszcze nie jestem w pełni cielesny, głupcze. Dziewczyna jest bardziej uparta niż przewidywałem, ale im mocniej walczy, tym szybciej umrze. Czuję jak słabnie. Wkrótce nic nie będzie mnie mogło powstrzymać – powiedział, odwracając się do gigantycznego posągu wyobrażającego Salazara Slytherina. – Otwórz się – polecił w języku węży
Harry odwrócił się ku rzeźbie, z niepokojem patrząc co wychynie z otworu. Wrzask dziewczynki sprawił, że spojrzał na ciało na ziemi, ale rudowłosa była jeszcze bardziej blada i nieruchoma niż wcześniej.
- Nie patrz mu w oczy… to bazyliszek! Zginiesz, jeśli spojrzysz mu w oczy.
Wysoki krzyk dziewczynki dobiegał od strony Riddle'a. Harry spojrzał na niego rozszerzonymi ze zdumienia oczami i otwartymi ustami. Riddle patrzył na niego błagalnie z desperacją. Z jego ust ponownie dobiegł głos dziewczynki:
- Zostaw mnie! Uciekaj i ocal się, ja mogę go powstrzymywać już tylko przez chwilę. Już… prawie… GIŃ MAŁA SUKO! – nagle wrzasnął Riddle swoim głosem, brzmiąc jak szaleniec. – Zabij chłopaka! – rozkazał w języku węży bazyliszkowi.
Serce Harry'ego wypełniło zdumienie i podziw. Spojrzał na drobną dziewczynkę na ziemi. Jakiś cudem wciąż walczyła. Nie mógł pozwolić, żeby dziewczyna była odważniejsza od niego. Jak długo nie przestawała oddychać, będzie walczył, by ją ocalić.
Nagle mrok w Komnacie się pogłębił. Harry wyczuł wiszące nad nim cielsko i usłyszał syk gada. Zerwał się do biegu, a głowa bazyliszka uderzyła w ziemię w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stał chłopak. Zawołał do bazyliszka w języku węży, by przestał, ale ten nie usłuchał.
- Bazyliszek słucha tylko prawowitego dziedzica Slytherina. Jest posłuszny tylko mi – wyjaśnił ze śmiechem Riddle.
Harry biegał wokół Komnaty, przy kilku okazjach ledwo unikając potwora.
- Potrzebuję pomocy, potrzebuję broni – pomyślał zdesperowany.
Ukrywał się za jednym z wielu filarów w komnacie, gdy poczuł mrowienie dłoni. Nagle w jego ręce pojawił się wielki miecz ze złotą rękojeścią ozdobioną na końcu rubinem. Potem usłyszał ptasią pieśń, która napełniła jego serce odwagą. Chwilę później usłyszał szarpaninę węża i trzepot skrzydeł. Harry wyjrzał zza filaru, by upewnić się, że bazyliszek patrzy w drugą stronę i ujrzał czerwonego ptaka atakującego pazurami ślepia gada. Ptak wzleciał do góry i znów rozległa się pieśń. Bazyliszek został oślepiony.
Harry wyszedł z kryjówki, ale zorientował się, że zabicie potwora, nawet oślepionego, nie będzie łatwym zadaniem.
- Zostaw ptaka! Zabij chłopca! – wrzasnął w języku węży Riddle.
Bazyliszek odwrócił się ku Harry'emu, a jego nozdrza rozszerzyły się. Zaczął pełznąć w jego stronę. Harry zaczął się cofać, ale potknął się i runął na ziemię. Miecz wypadł mu z ręki i potoczył się tuż poza jego zasięg. Harry szaleńczo po niego sięgnął, spuszczając wzrok ze zbliżającego się szybko bazyliszka. Złapał rękojeść w dwie ręce i obrócił się w momencie, gdy gigantyczny gad uderzył. Wyprostował ostrze, gdy bazyliszek otworzył paszczę. Przebiło ono podniebienie i wyszło na czubku głowy. Ręka Harry'ego utknęła w paszczy potwora. Wrzasnął, gdy jeden z kłów przebił jego ramię niemal na wylot. Użył całej swojej siły, by otworzyć paszczę na tyle, by odzyskać miecz, przy okazji wyłamując kieł.
Krew bazyliszka i jego samego pokrywała chłopaka, a z prawej ręki sterczał mu kieł węża. Mimo nieopisanego cierpienia uniósł miecz i ruszył ku Riddle'owi, który gapił się z niedowierzaniem na martwego gada. Z każdym krokiem Harry czuł się słabiej. Wreszcie jego nogi nie mogły utrzymać jego ciężaru i osunął się na ziemię kilka metrów od dziewczynki.
- Jad bazyliszka jest zabójczy. Będziesz martwy za niecałe pięć minut – oznajmił ze śmiechem Tom.
Harry poczołgał się ku dziewczynie, wciąż celując czubkiem miecza w Riddle'a. Czuł, jak umyka z niego życie. Dziennik oprawiony w czarną skórę leżał między nim a dziewczyną. Wyciągnął kieł z ramienia i skierował całą swoją wściekłość na notatnik. Wbił w niego kieł, a Riddle wrzasnął z bólu. Oczy Harry'ego rozszerzyły się z zaskoczenia, ale zrozumiał. Dźgnął dziennik ponownie, a Riddle znów wrzasnął. Ostatkiem sił Hary wepchnął kieł głębiej, wydobywając z dziennika fontannę atramentu. Im więcej się go wydobywało, tym słabszy stawał się Riddle, aż wreszcie zniknął z ciemnym rozbłyskiem.
Dziewczyna gwałtownie wciągnęła powietrze i uniosła się. Patrzyła mu w oczy przez dłuższą chwilę.
- Jesteś już bezpieczna – rzekł słabo Harry.
- W tym momencie moje wspomnienia stają się nieco wyraźne – rzekł Harry z namysłem. – Zawsze myślałem, że to z powodu działania trucizny, ale nie jestem już taki pewien.
- To nie z tego powodu – odpowiedziała Ginny. Po policzku spłynęła jej łza. – Zaczynam sobie przypominać. Widziałam to wszystko… oczami Toma. Byłeś tak nieprawdopodobnie odważny, szlachetny i altruistyczny.
Harry otarł jej łzę kciukiem.
- Nie tak jak ty.
- Ja dostałam się tam przez własną głupotę. Ty z własnej woli – Ginny położyła mu na ustach palec wskazujący, by uciąć protesty i spojrzała na niego, podczas gdy z oczu spływały jej kolejne łzy. – Wiesz o ile więcej odwagi do tego potrzeba? – pocałowała go i odpowiedziała na własne pytanie: - Pewnie nie wiesz. Szlachetność to część twojej natury.
Ginny uniosła się i zamarła zaskoczona tym, co zobaczyła. Chłopiec o najbardziej niesamowitych zielonych oczach, jakie kiedykolwiek widziała, klęczał obok niej pokryty krwią i brudem. Przed dłuższy czas wpatrywała się w te oczy.
- Jesteś już bezpieczna – zapewnił słabo.
Ginny rozejrzała się po pomieszczeniu. Przeklęty dziennik leżał na podłodze, pośrodku kałuży czarnego atramentu. Coś, co wyglądało na kieł, wystawało z okładki. Kawałek dalej gigantyczny żółty wąż z czubem na głowie leżał martwy. Wokół jego łba rozlewała się kałuża krwi. Zauważyła, że chłopak trzyma w prawej ręce zakrwawiony miecz. Jakimś cudem ten chłopak, tylko odrobinę większy od niej, zabił bazyliszka i zniszczył dziennik. Niesamowite. Miecz wysunął się z jego drżącej dłoni z metalicznym szczękiem. Wrzasnęła, widząc ciemną krew wypływającą obficie z jego ramienia.
- Jesteś ranny! Musimy cię zabrać do Skrzydła Szpitalnego! – zawołała niespokojnie Ginny.
Chłopiec o kruczoczarnych włosach nie zwracał uwagi na jej słowa.
- Uciekaj stąd. Dumbledore i Syriusz są na zewnątrz, zaprowadzą cię do wyjścia – wyszeptał.
- Nie! Nie idę bez ciebie – zaprotestowała stanowczo.
Chłopiec usiłował coś odpowiedzieć, ale nie zdołał. Miał trudności z oddychaniem. Łzy pociekły jej po policzkach, gdy zrozumiała, że on umiera na jej oczach. Nagle Komnatę wypełniła pieśń ptaka, która podniosła ją na duchu i wlała w jej serce nadzieję. Wspaniały czerwony ptak podleciał do nich i wylądował przy chłopcu, zbliżając swoją głowę do jego rany. W jego oku uformowała się łza.
- NIE! – zagrzmiał głos dyrektora, dochodzący z okolic wejścia do Komnaty. Ptak zniknął w rozbłysku płomienia. Mężczyzna z długimi, czarnymi włosami podbiegł do nich i złapał chłopaka w ramiona.
- Harry, co się stało? – spytał przerażony.
- Bazyliszek… ukąsił mnie…
Mężczyzna z czarnymi włosami wstał i z wściekłością wycelował różdżkę w dyrektora.
- Dlaczego odwołałeś feniksa? Łzy by go uzdrowiły! – ryknął.
- Przykro mi, Syriuszu – odparł spokojnie Dumbledore. – Harry musi umrzeć.
- NIEEEE! – zawyła Ginny, a z oczu popłynęły jej niepowstrzymane łzy. – Nie pozwólcie mu umrzeć, panie dyrektorze, proszę, nie pozwólcie mu umrzeć… to wszystko moja wina!
- To nie twoja wina, panno Weasley – odpowiedział Dumbledore irytująco spokojnym tonem.
Ginny zerwała się, zacisnęła pięści i zaczęła raz za razem okładać dyrektora, ale bez żadnego widocznego efektu. Starzec po prostu dalej rozmawiał z Syriuszem. Ginny poddała się i uklękła, by delikatnie wziąć Harry'ego w ramiona. Obserwował z niedowierzaniem obu rozmawiających mężczyzn, a w jego oczach widać było, że czuł się zdradzony. Ginny łkała i zagłuszała część rozmowy prowadzonej przez obu mężczyzn.
- Musisz mi zaufać, Syriuszu… Harry będzie martwy tylko przez chwilę… kiedy Voldemort zamordował jego rodziców… Horkruks… musi umrzeć…
Harry zaczął oddychać z coraz większym trudem. Oderwał oczy od obu mężczyzn, by spojrzeć na nią.
- Nie umieraj, Harry, błagam, nie umieraj – prosiła go desperacko. – Jak będę mogła żyć, jeśli ty umrzesz?
- Wwww… porząd… - wypuścił ostatni oddech i ze wspaniałych zielonych oczu zniknęło życie. Nieruchome, jakby zamarznięte, wpatrywały się w jej brązowe źrenice. Pojawił się mroczny rozbłysk i oślepiający jasny.
Harry nie żył.
Ginny trzymała jego ciało w ramionach, kołysząc się do przodu i do tyłu, a z jej oczu nieprzerwanie płynęły łzy.
- Tylko chwila – oznajmił z pewnością siebie Dumbledore. Syriusz był w szoku. Nawet nie drgnął.
Minuta minęła i Harry wciąż nie wykazywał oznak życia.
- Jeszcze jedna chwila – zapewnił dyrektor.
Pięć minut później Dumbledore otworzył usta, ale nie wyszedł spomiędzy nich żaden dźwięk. Resztki pewności siebie zniknęły z jego twarzy, zastąpione przez przerażenie. Harry wciąż nie ożywał. Syriusz padł na kolana, a serce Ginny pękło na miliard kawałków. Wydała z siebie wrzask, który do głębi przeszył dusze Syriusza i Dumbledore'a.
- Harry, musisz żyć – błagała, potrząsając martwym ciałem. – Proszę, wysłuchaj mnie. Musisz żyć! Jak mam żyć dalej, wiedząc, że to wszystko moja wina?
- Nie chciałem wrócić – wyznał Harry, patrząc z czułością na Ginny.
- Czemu?
- Byłem z moją mamą i moim tatą. Byłem taki szczęśliwy, że ich widzę. Mogłem ich dotknąć. Mama mnie pocałowała. Było wspaniale.
- Bardzo bym tego chciała, ale nie możesz zostać – powiedziała Lily Potter z pięknym uśmiechem. – Jeszcze przez wiele lat będzie ci ciężko. To nie będzie łatwa droga, ale będzie warto. Któregoś dnia poznasz kogoś wyjątkowego i ciemność zniknie.
- Niezależnie od tego co postanowisz – kontynuował James Potter, kładąc dłoń na ramieniu syna – kochamy cię i nie moglibyśmy być z ciebie bardziej dumni. Ale popatrz na tą małą dziewczynkę – dodał, wskazując na podłogę – jest załamana i będzie winiła siebie za twoją śmierć przez całe życie, jeśli teraz nie wrócisz.
Harry spojrzał w dół na rudowłosą dziewczynkę, która błagała, żeby wrócił do życia i jej ból szarpnął go za serce.
- Jest bardzo ładna, nie sądzisz, Harry? – spytała mama z chytrym uśmiechem.
- Mamo! Przecież to… dziewczyna – zaprotestował zażenowany Harry, choć w głębi duszy się zgadzał.
Jego ojciec parsknął śmiechem.
- Kochanie, chyba naszemu synowi został jeszcze rok lub dwa, nim zacznie patrzeć na dziewczyny w taki sposób. Nie naciskaj.
- Zobaczę was jeszcze? – spytał Harry, przestępując z nogi na nogę i usiłując pohamować łzy.
- Gdy nadejdzie czas i, mam nadzieję, doczekasz się wielu wnuków, tak, zobaczysz nas ponownie – odpowiedziała mama.
- Zawsze jesteśmy z tobą, Harry. Pamiętaj – dodał ojciec.
Harry pocałował mamę i tatę i wrócił.
- Twoja mama myślała, że jestem ładna? – spytała rozpromieniona Ginny.
Harry uśmiechnął się, widząc jej ekscytację.
- Tak. Wątpię, by wiele osób na świecie się z nią nie zgodziło.
Oślepiające światło otoczyło ciało Harry'ego. Ginny wstrzymała oddech, gdy towarzyszące mu ciepło wypełniło Komnatę. Intensywnie zielone oczy spojrzał w jej brązowe i Ginny poczuła, jak chłopak bierze wdech.
- Cześć! – powiedział Harry z uśmiechem.
Ginny przytuliła go z całej siły, chowając twarz w zagłębieniu między szyją i barkiem. Serce zadrżało jej radośnie, gdy odwzajemnił jej uścisk. Ogarnęło ją nowe, nieznane uczucie, które sprawiło, że poczuła coś dziwnego w brzuchu. Zbliżył się do nich czarnowłosy mężczyzna i kilkukrotnie bez powodzenia próbował ich rozdzielić. W końcu uściskał oboje. Ginny nie słuchała co mówi.
- Syriuszu – powiedział Dumbledore z wyrazem ulgi na twarzy – musimy porozmawiać.
- A żebyś, kurwa, wiedział! – warknął Syriusz, podnosząc się z kolan.
Dumbledore próbował odciągnąć Ginny od Harry'ego, ale nie poszczęściło mu się bardziej niż Syriuszowi. W końcu rzucił na oboje zaklęcia diagnostyczne.
- Są w zadziwiająco dobrym stanie, biorąc pod uwagę, przez co właśnie przeszli – powiedział do Syriusza, po czym zwrócił się do Harry'ego: - Syriusz będzie na ciebie czekał przed wejściem do Komnaty. Daj nam kilka minut, nim wyjdziecie. Zrozumiałeś?
- Tak, proszę pana – odparł Harry.
Gdy dwaj mężczyźni wyszli, Harry odezwał się do Ginny:
- Jestem Harry Potter. Jak ty się nazywasz?
Ginny odsunęła się lekko, by odpowiedzieć, ale gdy spojrzała w jego twarz opuściła ją zdolność do mówienia. Poczuła, jak na jej twarz bije rumieniec gorętszy niż kiedykolwiek wcześniej. Jakaś jej część chciała uciekać, ale przytulanie się do niego było wspaniałe.
Widząc, że nie doczeka się odpowiedzi, Harry przemówił ponownie.
- Byłaś niesamowita – rzekł głosem pełnym podziwu. – Jesteś niesamowicie dzielna… jak na dziewczynę.
Gdyby powiedział to któryś z jej braci, rozszarpałaby go na strzępy. Ale Harry Potter nie mógł w jej oczach zrobić nic złego. Był idealny.
Siedzieli przez minutę w niezręcznej ciszy. Ginny mogłaby przysiąc, że chłopak zarumienił się, gdy zerknął na nią, myśląc, że ona nie widzi. Opadły ją wątpliwości. Co taki przystojny chłopak mógł widzieć w kościstej, piegowatej dziewczynce jak ona? W końcu Harry znów się odezwał:
- Chyba czas już iść.
Wstał i wziął ją na ręce. Ginny czuła się wystarczająco dobrze by iść, ale nie protestowała, jedynie zarzuciła mu ręce na szyję. To było takie romantyczne, niczym jakaś baśń, którą czytała. Przystojny książę ubił gadzinę, zniszczył zło i porwał ją w ramiona. Tylko tym razem wszystko okazało się prawdą. Patrzyła na niego, gdy z pewnym wysiłkiem niósł ją ku wyjściu. Znów poczuła to nowe uczucie, które sprawiło, że poczuła coś dziwnego w brzuchu. Jednak teraz Ginny Weasley wiedział, że się zakochała.
- Nic dziwnego, że moje życie uczuciowe było jedną wielką porażką – podsumowała sarkastycznie Ginny. – Kto mógłby się równać z tobą?
- Byłaś tylko dzieckiem, Ginny. Nie mogłaś mnie kochać – zaoponował Harry.
- Mylisz się. Wiem co czułam – upierała się. – Tego dnia stało się coś jeszcze. Podczas gdy byłam z rodzicami w biurze Dumbledore'a, dostałam potwornych skurczy. Bałam się, bo nie wiedziałam co to jest. Miałam swój pierwszy okres. Tego dnia stałam się kobietą.
- To dziwne – rzekł zaskoczony Harry.
- Czemu?
- Gdy opuściliśmy Hogwart, zauważyłem, że moje pachy okropnie cuchną. Syriusz powiedział, że stają się mężczyzną i wkrótce będę miał włosy na jajach.
Ginny spojrzała na Harry'ego, a potem na jego genitalia.
- Ale ty nie masz włosów na jajach – zauważyła zmieszana.
- Tak się tylko mówi – odpowiedział Harry ze śmiechem.
Ginny roześmiała się razem z nim i zwalczyła potrzebę, by się na niego rzucić. Wciąż musieli dojść do kilku rzeczy.
- Czemu Dumbledore to zrobił? – spytała Ginny.
- W twoim przypadku widzę kilka powodów. I to nawet sensownych – widząc jej urażone spojrzenie, wyjaśnił: - Nie sądzę, by miał rację, ale mogę zrozumieć jego powody. Słyszałaś o Horkruksach, a Voldemort systematyczne mordował wszystkich, którzy mieli na ten temat jakąkolwiek wiedzę. Miałaś też kontakt ze mną, co dla Voldemorta było kolejnym dobrym pretekstem do mordowania ludzi. Chciał, żebym poczuł się izolowany i nie miał nikogo, kto mógł by mi pomóc lub mnie ukryć. A wreszcie słyszałaś, jak Riddle wspomina o przepowiedni… Pieprzony Dumbledore mi też wymazał tą część.
- Ale ja nic nie wiem o żadnej przepowiedni – przerwała mu zdumiona Ginny.
- Zanim się urodziłem została wygłoszona przepowiednia. W skrócie mówi ona, że będę miał moc, żeby pokonać Voldemorta i jeden z nas musi pokonać drugiego, by móc przeżyć. Właśnie dlatego Voldemort usiłował mnie zabić odkąd miałem rok. Dumbledore, stary paranoik, miał fioła na punkcie tego, kto wie o przepowiedni, łącznie ze mną. Jestem pewien, że bał się, że możesz o tym wspomnieć lub o to zapytać. Jestem pewien, że to jedna z przyczyn, dla których wymazał mi część wspomnień. Nawet ze mną rozmawiał o niej dopiero, gdy sam się o niej dowiedziałem.
- Dlaczego Dumbledore miałby utrzymywać coś tak ważnego przed tobą w tajemnicy?
- Z kretyńskich powodów. Dumbledore uwielbiał tajemnice, ale ponad wszystko uwielbiał mieć pełną kontrolę. Robił wiele podejrzanych, wręcz nieetycznych rzeczy, jak wymazywanie wspomnień dzieciom, bo uznawał, że to dla „większego dobra". Wiesz, że te błyski w jego oczach były w rzeczywistości zaklęciem sympatii?
- Naprawdę? – spytała Ginny, zachwycona tą drobną ploteczką.
- Naprawdę. Odkryłem to znacznie później, gdy nauczyłem się co nieco o wykrywaniu magii. Dumbledore stał niezłomnie po stronie Światłości i był wielkim człowiekiem, ale człowiekiem jak my wszyscy, więc miał swoje wady – Harry zamilkł na moment, by zebrać myśli. – Musimy odkryć zakończenie tej historii. Chcę wiedzieć, dlaczego wymazał mi z pamięci, że byłem Horkruksem i Syriusz jest mi winien wyjaśnienia. Chcesz iść ze mną?
- Za nic bym tego nie przegapiła, kochanie – zapewniła Ginny, wstając.
Młoda para ubrała się i wyruszyła na Grimmauld Place.
Gdy przybyli na miejsce było tuż po ósmej wieczór. Tak jak Harry oczekiwał, Syriusz wraz z Remusem i Tonks siedział w salonie omawiając dzień przy butelce wina. Tonks jako pierwsza dostrzegła stojącą w progu parę.
- Harry, Ginny, co za niespodzianka! – zerwała się z miejsca, by ich gorąco uściskać. – Wyglądacie wspaniale.
- Oj Harry, wiesz jak podrywać dziewczyny – rzekł Syriusz, zbliżając się z otwartymi ramionami. – A więc to jest niesławna Ginny Weasley.
- Niesławna? – spytała rozbawiona Ginny.
- Owszem. Tonks od dawna zabawiała nas historyjkami o masie złamanych serc, które pozostawiłaś po sobie w Biurze Aurorów – Syriusz uśmiechnął się złośliwie do Harry'ego. – Powiedziała nam też, że co prawda nie złamałaś Harry'emu serca, ale za to coś równie delikatnego – dodał, obejmując ją.
Ginny zarumieniła się i usiłowała wymyśleć jakieś przeprosiny, ale nie zdołała.
- Jeśli chodzi o Harry'ego, to myślę, że już za to odpokutowała – wtrąciła się Tonks z chytrym uśmiechem. – Nieprawdaż?
Ginny zarumieniła się jeszcze bardziej. Będzie musiała wziąć na Tonks rewanż za przyłapanie ich nago i za te komentarze.
Gdy zakończono przedstawianie i wymianę uprzejmości, odezwał się Syriusz:
- Chyba macie coś pilnego, skoro zjawiacie się tak niespodziewanie?
- Przyszliśmy po wyjaśnienia – odparł Harry, chwytając Ginny za rękę nad stołem.
- Wyjaśnienia? – spytał zdumiony Syriusz.
Harry nie należał do ludzi owijających w bawełnę. Przeszedł od razu do rzeczy.
- Spędziliśmy z Ginny większość popołudnia przypominając sobie wydarzenia w Komnacie Tajemnic. Chcemy wiedzieć dlaczego.
Syriusz zbladł. Przez dłuższą chwilę zbierał się w sobie, wreszcie przemówił:
- To… nie powinienem się na to zgadzać, ale wówczas argumenty Dumbledore'a brzmiały sensownie. Jego pieprzone iskierki w oczach zasuwały z pełną siłą. Chciał ci wymazać absolutnie całe wspomnienia Komnaty, tobie Ginny też, ale nie zgodziłem się na to. Nalegałem, by usunął tylko te elementy, które uznawał za „niebezpieczne", jak to określił. Nie macie pojęcia jaki byłem wściekły, gdy powiedział rodzicom Ginny, że postanowił rzucić na nią tylko lekkie zaklęcie, chociaż tak naprawdę chciał jej kompletnie wymazać tamten dzień z pamięci. To właśnie problem z kłamstwami. Zaczynają cię więzić. Musisz wymyślać kolejne kłamstwa, by nie dać przejrzeć starych.
Generalnie Harry trafił niemal w dziesiątkę rozważając powody wymazania pamięci u Ginny. Syriusz dodał tylko, że Ginny wydawała się mocno zauroczona Harrym i niewątpliwie pytałaby o niego, co Dumbledore uznał za „niebezpieczne". Przekonanie państwa Weasley o konieczności użycia tych zaklęć okazało się proste, nawet bez wspominania Horkruksów czy przepowiedni. Niemal stracili jedyną córkę i wciąż byli w szoku.
- Rozumiem dlaczego wymazał mi z pamięci Riddle'a wspominającego przepowiednię, ale po co resztę? – spytał Harry.
- Powiedział, że musisz mu w pełni ufać. Dostrzegł okazję do zniszczenia Horkruksa w tobie, więc zadziałał natychmiast, ale uważał, że jeśli będziesz pamiętał jak mało przejmował się twoją śmiercią, nie będziesz w stanie mu ufać…
- Miał to w dupie! – wtrąciła się wściekła Ginny. – Mówił, żeby pozwolić Harry'emu umrzeć, jakby był rzeczą, a nie człowiekiem.
- Masz rację – kontynuował Syriusz. – Przez wiele lat Harry był dla Dumbledore'a zasobem, który należy wykorzystać. Nie obchodziło go dobro Harry'ego, tylko jego misja. Dopiero w dwóch ostatnich latach swojego życia zaczął dostrzegać w nim człowieka. Przepraszam… mam nadzieję, że będziecie mi w stanie wybaczyć – zakończył, patrząc na oboje z niepokojem.
Ginny nie miała problemu z przebaczeniem Syriuszowi. W końcu to na rodziców była wściekła. Jednak zaskoczyło ją, jak łatwo wybaczył mu Harry. Nie miał w sobie ani odrobiny zawziętości. Może powinna wziąć z niego przykład?
- Mam dla ciebie wieści, Harry – powiedziała Tonks kilkadziesiąt minut później. – Zostałeś oficjalnie zwolniony z Misji Ginny. Papiery przyszły dzisiaj.
- Może i oficjalnie, ale prywatnie jego Misja Ginny wciąż trwa – stwierdziła zadowolona Ginny.
Harry cmoknął ją w usta.
- Najlepsza misja jaką w życiu dostałem.
- Jeszcze jedno – dodała Tonks. – Pozwoliłam sobie wziąć w twoim imieniu dwa tygodnie urlopu. Wydaje mi się, że w tej chwili masz coś lepszego do roboty niż chodzenie do pracy. Zaczyna się od jutra.
Ginny zerwała się z miejsca, by uściskać i podziękować Tonks, nim Harry zdołał się odezwać. Mogła nawet zapomnieć o swojej zemście.
- Upewnijcie się tylko, że spędzicie trochę czasu na słońcu. Oboje jesteście dość bladzi – dodała Tonks, z uśmieszkiem.
Z drugiej strony chyba jednak zemsta była wciąż aktualna.
W następnym rozdziale:
- urlop Harry'ego
- urodziny Ginny
- spisek Malfoyów nabiera tempa
