Od tłumacza: Podziękowania dla Shaunee Altman, mojej szybkiej i niezawodnej redaktorki.
Rozdział 11 – Bądź odtąd zażartą
…Bądź odtąd zażartą,
O wolo moja, albo wzgardy wartą!
Hamlet, Akt IV, Scena 4, tłum. Józef Paszkowski
Ginny ocknęła się w słabo oświetlonym pomieszczeniu. Leżała twarzą na zimnej kamiennej podłodze, z rękami związanymi na przodzie. Obok niej klęczał mężczyzna. Złapał ją pod brodą i obrócił brutalnie, by na nią spojrzeć.
- Przynajmniej dorwaliście właściwą osobą – głos Draco Malfoya ociekał pogardą, gdy podnosił się na nogi.
- Moja ręka – słabo odezwał się mężczyzna. – Jak długo całkiem nie odpadła, mogą ją uratować w Świętym Mungu. Pozwól mi się tam teleportować.
- Nie, głupcze! Zostaniesz przesłuchany! – warknął Malfoy.
- Ale… moja ręka… - spojrzał na kończynę, którą podtrzymywał zdrowym ramieniem.
Draco zignorował go i odwrócił się do Mulcibera.
- Potter to zrobił?
Mulciber przestąpił z nogi na nogę. Zerknął na Ginny i rozważył możliwe odpowiedzi.
- Nie, Pottera tam nie było. To ta suka.
Malfoy spojrzał na Ginny, wciąż nieco oszołomioną, a potem z powrotem na Mulcibera.
- Musisz sam uporać się z tym problemem. Nie możemy tu sprowadzić uzdrowiciela – powiedział, patrząc znacząco w kierunku rannego mężczyzny, który najwyraźniej był w szoku.
Mulciber skinął głową i wyciągnął różdżkę.
- Avada Kedavra!
Ginny patrzyła z przerażeniem jak zielone światło trafia w pierś rannego mężczyznę, który bez słowa zwalił się na podłogę.
- Zabierzcie go stąd! – polecił Malfoy.
Dwóch mężczyzn złapało ciało i wyciągnęli je z pomieszczenia. Ginny usiłowała wstać i dopiero wtedy zauważyła, że jej kostki przywiązane są do stalowej obręczy w podłodze. Malfoy chodził przed nią, jego czarne szaty powiewały za nim, a warga unosiła, ukazując zęby. Przerażało ją, że nikt nie stara się zamaskować swojej tożsamości. To oznaczało, że nie oczekują, by wyszła stąd żywa.
- Widzisz, Weasleyetko, naturalny porządek rzeczy zostanie wkrótce przywrócony. Malfoyowie na szczycie, a Weasleyowie w gównie – uniósł ją za ramiona i przycisnął ciężarem własnego ciała do ściany. – Skończymy sobie to, co nam przerwano w Hogwarcie – wyszeptał jej do ucha.
Pomimo strachu przenikającego jej ciało, Ginny zareagowała w jedyny znany jej sposób – oporem.
- I tylko o to ci chodzi? Jesteś tak żałosny, że kobiety nie dają ci nawet jak zapłacisz?
Draco uderzył ją mocno otwartą dłonią w twarz, ale Ginny nie dała po sobie poznać, że ją zabolało.
- Nie pochlebiaj sobie, Weasleyetko. Tu chodzi o znacznie więcej, ale owszem, przelecę cię, nim to wszystko się skończy. Z jakiegoś kretyńskiego powodu moja matka chce, żebyś wyprodukowała małego Malfoya. Najwyraźniej odniosła mylne wrażenie, że jesteś w jakiś sposób wyjątkowa.
Głowa Ginny zapulsowała od słów, które właśnie usłyszała. Mieli trzymać ją w niewoli jeszcze wiele miesięcy. Sam dotyk Malfoya ją mdlił. Pomysł, że będzie ją gwałcił, póki nie zajdzie z nim w ciążę był wręcz nie do zniesienia.
- Najpierw umrę, przysięgam! – wydusiła Ginny przez zaciśnięte zęby.
Malfoy przesunął lubieżnym spojrzeniem po jej idealnie zbudowanym ciele i zacisnął dłoń na jej lewej piersi z pogardliwym uśmiechem. Ginny szarpnęła za więzy i splunęła mu w twarz. Malfoy zrobił krok w tył i otarł ślinę z policzka. Podniecała go. Uwielbiał mieć władzę i upokarzać kobietę. Uderzył ją w twarz, obalając na ziemię. Niemal natychmiast na jej lewym oku pojawiła się opuchlizna.
- Dobrze, zostanie ci po tym ślad. Twój ojciec będzie bardziej chętny do negocjacji.
W uszach Ginny szumiało od ciosu, ale widziała jak zbliża się do niej z obleśnym uśmieszkiem. Szarpnęła się desperacko, mając ochotę wyć z frustracji. Zacisnęła mocno uda, przeklinając swój pomysł ubrania sukienki zamiast spodni. Malfoy nachylił się nad nią.
- Co ty sobie wyobrażasz, Draco? – spytała Narcyza Malfoy, która weszła do celi niosąc dwie maski Śmierciożerców.
- Jeśli mam ją zapłodnić, muszę ją pieprzyć. Czy nie tego chciałaś, matko? – spytał sarkastycznie.
- Przede wszystkim musimy zacząć negocjować z jej ojcem – warknęła w odpowiedzi. Zbliżyła się do Ginny i spojrzała na nią z aprobatą. – Pasuje jej to podbite oko. Dobra robota, Draco.
Malfoy odburknął coś i przestąpił z nogi na nogę, wciąż wkurzony, że mu przeszkodzono. Narcyza wyciągnęła różdżkę i skierowała w okolice łona Ginny.
Ginny poczuła ulgę, ale zaczęła się szarpać, gdy pani Malfoy zaczęła wypowiadać inkantację. Nie miał pojęcia co się dzieje. Pojawiła się feeria barw, które przepłynęły od jej łona do różdżki.
- Tak jak podejrzewałam, jest na eliksirze. Będzie miała okres za dwa lub trzy dni, ale menstruacja będzie miała miejsce dopiero za dwa tygodnie. Powiem ci, kiedy będzie na ciebie gotowa, jasna? – spytała, patrząc na Draco, który burknął coś cicho. – CZY TO JASNE? – spytała z naciskiem.
- Tak, matko. Nie musiałaś mi podawać tych wszystkich informacji – odparł Draco sfrustrowany.
- Nie trać z oczu większego celu. Kiedy będzie płodna, będziesz mógł ją pieprzyć do woli. Na razie ucisz ją. Idziemy skontaktować się z Ministerstwem.
Harry radośnie nucił sobie jakąś melodię podczas mycia zębów. Nagle usłyszał, jak Tonks krzyczy jego imię. Niecierpliwe walenie w drzwi jego pokoju zaniepokoiło go. Szybko wciągnął na siebie szlafrok i krzyknął, żeby wchodziła.
Kiedy zobaczył minę Tonks, poczuł, że krew odpływa mu z twarzy. O cokolwiek chodziło, było źle. Wypełniła go zgroza. Na jej twarzy malował się ból związany z tym, co chciała mu przekazać. Z oczami wypełnionymi współczuciem rzekła:
- Harry, chodzi o Ginny. Została porwana.
Słowa uderzyły w niego niczym głaz. Zamarł, niezdolny się poruszyć czy choćby wykrztusić słowa. Na twarzy odmalowało się cierpienie.
- Jak to się stało? – spytał wreszcie, robiąc krok w przód i chwytając Tonks za poły jej szaty. – Miała przejść przez Fiuu do swojego mieszkania. Połączenie Weasleyów jest zabezpieczone i nie słyszałem żadnego alarmu oznaczającego naruszenie osłon.
- Weasleyom skończył się proszek Fiuu, więc poszła piechotą do punktu teleportacyjnego…
- Coś jej się stało?
- Nie wiemy.
- Gdzie był jej pierdolony ochroniarz? Lepiej dla niego, żeby był trupem albo właśnie składali go do kupy w Świętym Mungu! – syknął.
- Ginny go nie wezwała. Spieszyła się. Nie poprosiła nawet żadnego z braci, by towarzyszył jej do punktu teleportacyjnego.
Czemu? Czemu teraz? Czemu ona? Setki pytań przelatywały przez głowę Harry'ego.
- Pojawiły się jakieś żądania od porywaczy? – spytał, wstrzymując oddech. Jeśli pojawiły się żądania, mają trochę czasu i Ginny nie zostanie zabita, przynajmniej nie od razu.
- Nie. Zostawili lusterko dwukierunkowe i instrukcje, by czekać na kontakt.
Harry wypuścił oddech.
- Muszę iść na miejsce zbrodni – rzucił, puszczając jej poły i ruszając do szafy z ubraniami.
- Harry! – zawołała Tonks. Obrócił się. – Jest tam mnóstwo krwi. Uważamy, że to jednego z porywaczy, ale nie skończyli badań przed moim wyjściem.
Harry w ciszy trawił wypowiedziane przez nią słowa. Miał kłopoty z myśleniem. Paraliżował go strach, jakiego nie czuł nigdy wcześniej. Właśnie w chwili, gdy myślał, że porzuca na zawsze ciemność, światło jego życia zostało mu odebrane. Stracił już tak wiele. Jego rodzice, przyjaciele jak Alastor Moody i Dumbledore. Ginny była jego jedyną szansą na prawdziwe szczęście. Jej utrata będzie nie do zniesienia. Sama myśl doprowadzała go do szaleństwa. Szarpnął za włosy, czując jak pogrąża się w rozpaczy. To była jego pieprzona wina. Nigdy nie powinien był się w niej zakochać. Powinien zostać w Norze, albo nalegać, żeby poszła z nim. Był żałosną porażką. Nie nadawał się na bycie aurorem ani nikim innym.
Tonks zorientowała się, że się rozkleja.
- HARRY, WEŹ SIĘ W GARŚĆ! – wrzasnęła bezlitośnie na całe gardło, choć w oczach miała łzy.
Po kilku sekundach Harry uniósł głowę. Zacisnął zęby i zmrużył oczy. W jego oczach pojawił się mroczny błysk. Tonks wiedziała, że Harry potrafi być altruistycznym i dobrym młodym człowiekiem. Harry, którego znała, był niezdolny do morderstwa, nawet jeśli potrafił zabić, by ocalić siebie i swoich bliskich. Ale była w nim inna strona, przerażająca. Widziała ją wcześniej tylko raz, kiedy zabijał wrogów bez litości i bez żalu w czasie bitwy o Hogwart. Strona, która czuła zawód, gdy przeciwnicy poddawali się. To właśnie ten Harry patrzył teraz na nią. Zadrżała na myśl o tym, do czego byłby zdolny w obronie Ginny.
Tonks miała rację, pomyślał Harry. Czas na załamanie nerwowe nadejdzie później, gdy Ginny będzie bezpieczna, a odpowiedzialni za to poniosą karę. Odwrócił się i zaczął wyciągać ubrania z szafy, układając je starannie na biurku. Czarne bokserki, czarne skarpety, czarne bojowe buty, czarne bojówki, czarna koszulka, czarna szata. Czarne jak noc.
Barwa jego zamiarów.
Harry cofnął się o krok i przywołał do ręki Miecz Gryffindora. Ocenił jego wagę, przyzwyczajając się do broni po trzech latach przerwy i machnął ostrzem z oszołamiającą szybkością. Ponownie ocenił jego wagę i odłożył na ubrania, skąd ostrze zniknęło.
- Na mroczne czyny mrokiem odpowiedzieć* – zacytował z ponurą determinacją wypisaną na twarzy, spoglądając na Tonks. – Daj mi chwilę na ubranie się.
Biuro Aurorów uruchomiło sztab kryzysowy w salonie Nory. Magiczny zespół zbierający dowody wciąż pracował przy punkcie teleportacyjny. Jak na razie wykluczyli, by krew mogła należeć do Ginny. Święty Mungo otrzymał polecenie raportowania na temat zgłaszających się pacjentów z poważnymi ranami. Inna grupa usiłowała wyśledzić świstoklik, ale bez powodzenia. Pozostało im oczekiwanie na kontakt od porywaczy, co sprawiło, że Harry przechadzał się niczym lew uwięziony w klatce po zatłoczonym salonie, w którym zgromadziła się cała rodzina Weasleyów.
- W najlepszym wypadku jest to po prostu porwanie dla okupu – tłumaczył Arturowi Shacklebolt swoim głębokim głosem.
- Ale nie mamy pieniędzy! – wykrztusiła szlochająca pani Weasley.
- Ja mam pieniądze, pani Weasley – wtrącił się Harry. – Możecie wziąć ile wam potrzeba. Miejmy nadzieję, że nic więcej nie będą chcieli.
- Harry, nie moglibyśmy… - zaczął pan Weasley, potrząsając głową i wykręcając palce.
- Mogą zażądać pieniędzy od drużyny – dodał Shacklebolt, nim Harry zdołał odpowiedzieć. – Szef ochrony Harpii został powiadomiony i wkrótce tu będzie.
- Już jest – poinformował Ron, delikatnie gładząc matkę po plecach. – Tonks wprowadza go w sprawę.
- Jakie są inne możliwości? – spytał pan Weasley.
- Sprawa polityczna. Ktoś może próbować zdestabilizować twój rząd. W takim przypadku powinieneś przeciągać wszystko tak długo, jak będziesz mógł – odpowiedział Shacklebolt. – W najgorszym wypadku jest to jakaś osobista vendetta przeciwko tobie albo Ginny.
Tonks i Summerby właśnie wchodzili do pokoju, gdy lusterko dwukierunkowe zaczęło wibrować. Zapadła grobowa cisza, słychać było tylko urządzenie podskakujące na stole.
- Wszyscy zwracajcie baczną uwagę. Każdy szczegół, który zauważycie, może mieć znaczenie – polecił Shacklebolt, po czym dotknął lusterka swoją różdżką.
Pojawiły się dwie postacie w białych maskach Śmierciożerców. Za nimi, wyraźnie widoczna, znajdowała się związana i zakneblowana Ginny. Jej zapuchnięte lewe oko sprawiło, że obecni wstrzymali oddech. Harry ledwo pohamował furię, ale jakimś cudem zdołał skupić się na obecnej sytuacji.
- Kim jesteś? – spytała niższa z dwóch zamaskowanych postaci, głuchym głosem zza maski, w który jednak można było rozpoznać kobietę.
- Jestem Kingsley Shacklebolt, Główny Auror…
- Nie rozmawiam ze służbą – przerwała mu kobieta. – Chcę rozmawiać z Ministrem Magii.
Harry i Summerby wymienili znaczące spojrzenia, gdy Shacklebolt wręczył panu Weasleyowi lusterko.
- Czego żądacie? – spytał Minister, usiłując bezskutecznie mówić stanowczym głosem.
- Wymiany więźniów. Chcę, żebyś wymienił dwunastu uwięzionych w Azkabanie na swoją córkę jutro, albo odeślę ci ją w kawałkach.
- To niemożliwe. Potrzebujemy więcej czasu, by Wizengamot wydał zgodę na amnestię – wydusił pan Weasley.
Niższa z zamaskowanych postaci odwróciła się do wyższej i skinęła głową. Ta obróciła się i brutalnie uderzyła Ginny w brzuch. Młoda kobieta osunęła się na ziemię.
Okrzyki oburzenia rozbrzmiały w Norze, ale nikt nie wrzeszczał głośniej w stronę lusterka niż Harry. Strach, który odczuwał wcześniej, teraz został zabarwiony okropnym poczuciem bezsilności i beznadziei. Sytuacja znalazła się poza jego kontrolą i nie mógł zrobić nic, by pomóc Ginny. Tonks, Shacklebolt i Summerby z wysiłkiem powstrzymali Harry'ego i braci Weasleyów, którzy wściekali się, ale nie mieli celu, który mogliby zaatakować. Harry nie doświadczył wcześniej nic, co doprowadzałoby go do szaleństwa bardziej, niż oglądanie, jak Ginny dzieje się krzywda. Dodatkowo zamaskowane postacie śmiały się z nich złowrogo.
- Przestańcie! Proszę, przestańcie! – zawołał ze łzami w oczach pan Weasley. – Jakich więźniów chcecie?
- Wysłaliśmy listę do Proroka Codziennego, razem z miejscem przekazania więźniów i dokładnymi instrukcjami – powiedziała wyższa postać męskim głosem. – Wypełnijcie je, albo dziewczyna będzie martwa.
W lusterku pojawiła się czerń. Po chwili pełnej oszołomienia ciszy, wszyscy zaczęli krzyczeć jedno przez drugie. Shacklebolt skinął głową i Tonks udała się do redakcji Proroka Codziennego, używając w tym celu proszku Fiuu, który zabrała z mieszkania Harry'ego.
- CISZA! – zagrzmiał Shacklebolt. Kiedy przywrócono spokój, kontynuował: - Ktoś zarejestrował coś, co mogłoby być pomocne?
- Kobieta powiedziała coś, co brzmiało znajomo – odezwał się Summerby.
- To prawda – poparł go Harry, wychodząc naprzód. – Kiedy kobieta powiedziała, że „nie rozmawia ze służącymi" przypominała mi tego dupka z klubu, Malfoya – zadrżał. – Ginny powiedziała, że próbował ją zgwałcić w Hogwarcie.
Ron zerwał się na równe nogi, jego czerwoną twarz wykrzywiała wściekłość.
- Jestem pewny, że ten skurwysyn jest w to zamieszany! Zawsze nienawidził naszej rodziny!
- Ron uspokój się – powiedziała Hermiona, łapiąc go za ramię. – Musimy pozostać racjonalni.
- Hermiona ma rację – dodał pan Weasley. – Poczekajmy na listę więźniów, których chcą.
Tonks zniknęła tylko na kilka minut, ale rozciągały się one w nieskończoność. Kiedy przyszła, poszła wprost do pana Weasleya i wręczyła mu pergamin.
- Powiedzieli, że wiadomość dostarczyła sowa, która natychmiast odleciała. Nie byli w stanie jej śledzić.
Pan Weasley zaczął czytać na głos:
- Bulstrode, Alecto Carrow, Crouch, Vincent Crabbe, Gregory Goyle, McNair, pieprzony Lucjusz Malfoy, Parkinson, Rowle, Warrington i Yaxley – przerwał i wręczył kartkę Shackleboltowi. – lista jest w porządku alfabetycznym. Wymiana ma się odbyć jutro o ósmej wieczorem w wąwozie tuż obok Hogsmeade.
Shacklebolt wbił oczy w podłogę i rozważał alternatywy. Cieszył się, że to nie on musi podjąć decyzję.
- Ewidentnie sprawa jest polityczna. Uwolnienie tych Śmierciożerców może doprowadzić do upadku twojego rządu, zwłaszcza że w całą sprawę zamieszany jest teraz Prorok. Co zamierzasz zrobić?
- Nie obchodzą mnie polityczne konsekwencje. Chcę tylko sprowadzić Ginny bezpiecznie do domu. Będziemy musieli ich uwolnić – odrzekł stanowczo pan Weasley.
- Myślisz, ze Wizengamot się zgodzi?
- Nie w dwadzieścia cztery godziny. Będę musiał wydać dekret. Dzięki temu Amelia Bones nie będzie musiała podpisywać żadnej amnestii. Będzie mogła zająć moje miejsce w Ministerstwie, gdy podam się do dymisji po awanturze, jaką wywoła Prorok.
- Przede wszystkim musimy przeszukać Dwór Malfoyów! – wtrącił się Ron.
- Nie tylko Malfoyów. Domy wszystkich Śmierciożerców, którzy mają zostać zwolnieni, należałoby przeszukać, nie tylko w poszukiwaniu Ginny, ale też jakichkolwiek wskazówek o miejscu jej pobytu – dodał Harry.
- Percy, idź natychmiast do domu Amelii Bones i przynieś niezbędne nakazy przeszukania – powiedział pan Weasley.
Gdy Percy wyszedł bez słowa, odezwała się Hermiona:
- Musimy być gotowi na jakąś nieczystą zagrywkę podczas wymiany jeńców. Wymiana odbędzie się mniej więcej pół godziny przed zachodem słońca. Specjalnie tak to ustawili, żeby zbić nas z tropu.
- Słusznie – zgodził się Shacklebolt. – Tym ludziom nie wolno ufać.
- Potrzebujemy Konia Trojańskiego… Ulissesa*, który wejdzie do środka i otworzy nam bramę od wewnątrz – powiedziała zamyślona Hermiona.
- Mionko, o czym ty do cholery mówisz? – spytał sfrustrowany Ron.
- To mugolska historia. Potrzebujemy wprowadzić kogoś z nas do ich kryjówki. Wówczas ta osoba otworzy nam drogę ze środka.
- Oszalałaś kompletnie? – spytał Ron ze złością. – Myślisz, że oni wpuszczą kogoś z nas?
Hermiona przewróciła oczami, ale to Harry się odezwał:
- Świetny pomysł, Hermiono. To pozwoli nam ponownie schwytać uwolnionych Śmierciożerców, nawet jeśli zrobią wszystko zgodnie z umową. Myślisz o Wielosokowym?
- Tak. Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów ma zapasy Wielosokowego gotowego do dodania ostatniego składnika. Musimy wybrać najlepszego kandydata do podmiany, kogoś, kto przyciągnie najmniej uwagi – wyjaśniła Hermiona.
- Mam! – zawołał Shacklebolt, który pospiesznie przeglądał listę. - Barty Crouch Junior! Został wydziedziczony, gdy zabił ojca. Jestem pewien, że jego rodzina nie jest w to zamieszana. Nie miał też zbyt wielu kontaktów z innymi na tej liście. Idź po jego akta – polecił Tonks. – Musimy zebrać jak najwięcej informacji na jego temat.
Tonks skinęła głową i natychmiast wyszła.
- Co jeśli odkryją zamianę? Mogą zabić Ginny! – rozpaczała pani Weasley, załamując ręce.
- Jest spore prawdopodobieństwo, że i tak ją zabiją. Ci ludzie nie mają poczucia honoru – odpowiedział pan Weasley, obejmując żonę.
- Wielosokowy to ryzyko – zauważył zamyślony Harry. – Kto będzie naszym Ulissesem?
Wszyscy bracia Weasleyowie od razu zgłosili się na ochotnika, a potem zaczęli kłócić się między sobą, kto będzie najlepszy i dlaczego. Ku zaskoczeniu Hermiony, Harry nie mieszał się do kłótni. Zamyślony masował dłonią szczękę.
- O czym myślisz, Harry?
- Chyba mam idealnego kandydata – odparł lakonicznie Harry.
Tej nocy nikt nie spał. Wszyscy brali udział w przeszukaniach domów Śmierciożerców, którzy mieli zostać wypuszczeni. Nawet Neville i Luna, którzy przybyli od razu po usłyszeniu złych wieści, zostali włączeni przez Hermionę do zespołu i wzięli udział w akcji.
- Jeśli będziemy musieli walczyć, Ginny chciałaby, żeby byli z nami Neville i Luna. Ufam im bez zastrzeżeń – wyjaśniła Shackleboltowi.
Wyglądało na to, że spodziewano się ich we wszystkich tych domach poza rezydencją Crouchów. Przeszukania nie ujawniły niczego użytecznego. Po pokonaniu Voldemorta Wizengamot nałożył masę ograniczeń na jego znanych sympatyków. Zakazano im ukrywania domów Zaklęciem Fideliusa oraz posiadania jakichkolwiek obiektów związanych z Czarną Magią. Nie znaleziono jednak nic, co powalałoby aurorom zabrać kogokolwiek na przesłuchanie. Szczególnie frustrująca okazała się wizyta w Dworze Malfoyów. Draco na zmianę prowokował ich i odgrywał niewinną ofiarę z pogardliwym uśmieszkiem na twarzy. Harry kilkakrotnie przytrzymywał Rona, by nie pobił Malfoya. Jednak na koniec to jego musiano przytrzymywać.
- Szkoda, Potter. Weasleyetka wygląda, jakby była niezła w łóżku. Pewnie będzie miała w tym dużo więcej doświadczenia, kiedy ją odzyskasz… jeśli ją odzyskasz – rzucił z pogardliwym uśmieszkiem.
Powstrzymanie Harry'ego przed zamordowaniem Draco tu i teraz wymagało połączonych wysiłków Shacklebolta, Rona i Brada Collinsa.
- Jeśli coś stanie się Ginny, wrócę i potnę cię powoli na małe kawałeczki… czy jesteś w to zamieszany czy nie – syknął Harry.
- Czy pan zamierza na to pozwolić, Główny Aurorze? – Draco gwałtownie cofnął się w tył, usiłując bezskutecznie zachować godność. – Ten człowiek właśnie wystosował wobec mnie groźby karalne.
- Ma pan oczywiście możliwość złożenia osobistej skargi w Ministerstwie – odparł z niechęcią Shacklebolt. – Jeśli pan to zrobi, pan Potter zostanie zawieszony w pełnieniu obowiązków i będzie miał wolną rękę w czasie śledztwa, które może potrwać wiele tygodni.
- To skandal! Moi prawnicy się tym zajmą – zapowiedział wyraźnie wstrząśnięty Malfoy.
Rankiem wszyscy bracia Ginny, pan Weasley, Hermiona, Kingsley, Tonks i Harry zasiedli przy stole, by zjeść śniadanie. Pani Weasley traktowała gotowanie jako sposób na uspokojenie nerwów. Stół uginał się pod ciężarem jedzenia, ale najwyraźniej nikt nie miał apetytu.
Hermiona pogrążyła się w lekturze porannego wydania Proroka, które zawierało artykuł na dwie kolumny na pierwszej stronie pod tytułem „Córka Ministra porwana". W podtytule redakcja pytała: „Artur Weasley nie potrafi chronić swojej własnej córki. Czy czarodziejska Wielka Brytania jest bezpieczna pod jego przewodnictwem?" Inny artykuł wymieniał nazwiska więźniów, którzy mają zostać zwolnieni, a następny opisywał nocne rajdy na domy Śmierciożerców, razem z wypowiedzią Draco Malfoya, który opisywał „nadużycia" wobec niego. Co gorsze Rita Skeeter we wstępniaku do wydania wyrażała oburzenie, że pan Weasley planuje uwolnić niebezpiecznych kryminalistów dla osobistych korzyści.
- Mówiłeś poważnie? – spytał Ron Harry'ego, gdy siedli przy stole. – O tym, że wrócisz zabić Malfoya? Jeśli tak, chcę iść z tobą.
- Mówiłem poważnie – potwierdził Harry. – On jest w to zamieszany. Zauważyłeś, że używał czasu teraźniejszego mówiąc o Ginny?
- Ktoś powinien był go śledzić! – powiedział Ron, waląc z frustracją pięścią w stół.
- Gdziekolwiek trzymają Ginny, to miejsce jest zapewne pod Fideliusem i dostają się tam przez Fiuu – zauważyła Hermiona. – Zeller czuwa pod Dworem Malfoyów, ale to nas raczej do niej nie zaprowadzi. Wygląda na to, że wszystko drobiazgowo zaplanowali.
Shacklebolt odepchnął talerz z ledwo ruszonym jedzeniem i położył na stole cztery fiolki wypełnione eliksirem.
- Mam tu czterogodzinną dawkę Eliksiru Słodkich Snów. Chcę, żebyście go wzięli i odpoczęli. Potrzebujemy was w pełnej gotowości, jeśli dojdzie do walki. Jeśli zajdzie coś, o czym powinniście wiedzieć, wybudzimy was za pomocą antidotum.
Harry bez słowa złapał eliksir i ruszył na piętro. Potrzebował kilku chwil na osobności. W pokoju Rona rozstawiono dla niego łóżko polowe. Harry usiadł na nim, mocno zaciskając dłoń na fiolce eliksiru. Przez jego głowę przeleciała cała masa okropnych cierpień, które Ginny może znosić w tej właśnie chwili. Zemdliło go na myśl, że ma sobie smacznie spać, podczas gdy ona jest w niebezpieczeństwie, ale jak na razie porywacze mieli pełną kontrolę nad sytuacją. Poczuł ciężar w żołądku, a jego głowę wypełniły myśli o krwawej zemście. Harry uniósł fiolkę i popatrzy na nią badawczo. Chciał być wypoczęty i gotowy, gdy nadejdzie chwila, by wyciągnąć różdżkę. Zamknął oczy, marząc, by Ginny mogła zaczerpnąć od niego siły potrzebnej, by wytrzymać, co wytrzymać musiała. Nie poddawaj się i walcz, kochanie. Idę po ciebie. Przełknął eliksir jednym łykiem i zapadł w sen bez snów.
Draco Malfoy wcześnie rano wszedł do kominka i udał się do Dworu Greengrassów, wykorzystując fakt, że jego matka lubiła dłużej pospać. Zszedł do lochów i zajrzał do celi, w której zamknięto kobiety Greengrassów. Narcyza Malfoy była dumna, że wplątanie rodziny Greengrassów w cała sprawę uczyniło jej zemstę bardziej kompletną. Ośmielili się spojrzeć z pogardą na rodzinę Malfoyów, kiedy ta znajdowała się w stanie upadku, więc Narcyza przysięgła, że za to zapłacą. Zmusiła Helenę Greengrass do patrzenia, jak raz za razem torturowała Cruciatusem jej córkę Astorię, która nie tak dawno niemal zaręczyła się z Draco. Teraz Astoria Greengrass leżała na podłodze jako warzywo, a jej załamana matka i siostra na to patrzyły. Los Astorii był jeszcze gorszy niż jej ojca, który został zabity chwilę po tym, jak uczynił Narcyzę Malfoy Strażnikiem Tajemnicy.
Draco ruszył do następnej celi. Wewnątrz na kamiennej podłodze siedziała poszarpana i poobijana Ginny Weasley, wyraźnie zmęczona, ale nie spała. Pomimo poleceń jej matki Draco był zdeterminowany, by wziąć ją przemocą. Nie potrafił wymyślić lepszej zemsty na Potterze, Ronie Weasleyu, a zwłaszcza na samej Ginny. Chciał upokorzyć ją za wszystkie te razy, kiedy okazywała mu swoją pogardę. Wszedł do celi i zamknął za sobą drzwi. Ruszył w jej stronę, pusząc się jak paw. Miał nad nią władzę i to poczucie podniecało go. Był Malfoyem, a to dawało mu prawo do brania wszystkiego, czego zapragnął. Rudowłosa zdrajczyni krwi była piękna, trudno zaprzeczyć. Mimo strachu Ginny podniosła się, by stanąć z nim twarzą w twarz. Zielona sukienka podkreślała jej krągłości, które Malfoy zmierzył lubieżnym spojrzeniem.
- Potrzebuję trochę twoich włosów, Weasleyetko – powiedział, podchodząc do niej.
Ginny poczuła ulgę, ciesząc się, że chce tylko tyle. Stanęła przed nim z uniesioną głową. Malfoy chwycił jej włosy i pochylił się, by wciągnąć jej zapach. Wziął głęboki wdech i wyszarpnął kilka pukli. Włożył je do kartonowego pudełka, które ulokował w kieszeni szaty.
- Masz co chciałeś. Teraz idź – powiedziała Ginny.
- Nie tylko tego chciałem – zaoponował Draco. Rozpiął pasek i pchnął ją na ścianę, przyciskając się do niej całym ciałem.
- Nie dotykaj mnie ty pieprzony bydlaku! – zawołała Ginny z odrazą.
Usiłowała kopnąć go w krocze, ale był na to gotowy. Złapał jej nogę i brutalnie rzucił ją na podłogę. Położy się na niej z nogą między jej udami. Był dla niej za silny i za ciężki. Jedną dłonią przytrzymywał jej ręce nad głową, a drugą rozpiął rozporek swoich spodni.
- Jeszcze będziesz wyć z rozkoszy, dziwko – tchnął jej do ucha.
Położył dłoń po wewnętrznej stronie jej nogi, na wysokości kolana i powoli zaczął przesuwać ja w górę. Ginny szarpała się coraz bardziej desperacko. Poczuła strach i wstyd, łzy zaczęły spływać z jej oczu. Szyderczy śmiech Draco rozbrzmiał w jej uszach, a jego dłoń poruszała się tylko kilka centymetrów od jej krocza.
Tylko jeden mężczyzna kiedykolwiek dotknął jej intymnych części ciała – Harry. Nie chciała, by to się zmieniło. Zniknął strach, zastąpiony furią.
- NIE DOTYKAJ MNIE, SKURWYSYNU!
Zupełnie jakby uderzył grom. Zabłysło jasne światło i ciało Draco zostało wyrzucone w powietrze. Boleśnie zderzył się z drewnianymi drzwiami po drugiej stronie celi i z jękiem osunął się na ziemię. Ginny wpatrywała się w niego wstrząśnięta. Ostatnie oznaki przypadkowej magii pojawiły się u niej dziesięć lat temu, a i wtedy matka patrzyła na nią ze zdumieniem, bo takie wypadki wśród dzieci w tym wieku były niesłychane. Ginny nagle uświadomiła obie, że przez jej ciało przepływa magia. Ale czuła to jakoś inaczej. Ten strumień zawsze był potężny, ale teraz w jakiś sposób ta moc jeszcze wzrosła. Nagle coś zrozumiała. Nie tylko jej magia przepływała przez jej ciało, ale także magia Harry'ego… czuła to. Z własnej woli podzielili się wszystkim: ciałem, duszą i miłością. Dali i wzięli od siebie rzeczy, których pragnęli i rzeczy, których nawet nie podejrzewali, bo gdy prawdziwie kochasz kogoś odwzajemnioną miłością, ta osoba żyje w tobie… staje się częścią ciebie.
Ginny jednak nie miała czasu na zastanawianie się nad mistycznymi aspektami miłości, bo Draco niepewnie wstawał z wyrazem przerażenia na twarzy. Zmarszczyła brwi i spojrzała na niego wściekle. Czas, żeby przypadkowa magia przestała być przypadkowa. Wstała i wskazała na Draco swoim palcem wskazującym, usiłując w nim skupić moc. Jej palec zaczął promieniować upiornym złotym światłem i Ginny zatraciła się w tym widoku. Draco z szeroko otwartymi ze strachu oczami wyszarpnął różdżkę. Zbyt późno dojrzała czerwone światło ogłuszacza.
Malfoy nerwowo zbliżył się do nieprzytomnej rudowłosej dziewczyny. Spodnie opuszczone do kolan utrudniały mu chodzenie. Kiedy Ginny padała, jej sukienka podjechała do góry, ukazując jej szczupłe, kształtne nogi. Widać też było odrobinę zielonego materiału jej fig. Nigdy nie znajdzie się w lepszej sytuacji, by wreszcie zgwałcić Ginny Weasley.
Jedynym problemem było żałośnie zwisające przyrodzenie.
Draco spojrzał na ciało Ginny i włożył rękę do majtek, by się pobudzić. Obrócił głowę, by zajrzeć pod jej sukienkę. Dopiero wtedy zorientował się, jak mało w gruncie rzeczy zakrywa jej bielizna. Po minucie wrzasnął sfrustrowany. Nie stawał mu. Nawet odrobinę. Jeśli nie było upokorzenia, przemocy, strachu, Draco nie był w stanie się podniecić. Zaklął głośno i podciągnął spodnie. Przed wyjściem kopnął Ginny w żebra.
Więźniów przetransportowano świstoklikiem do wąwozu koło Hogsmeade pięć minut przed ósmą. Dokładnie przestrzegano instrukcji porywaczy. Shacklebolt, Ron i Harry kierowali operację przekazania więźniów. Kilka metrów za nimi kilkunastu aurorów wspieranych przez braci Weasleyów, było gotowych wkroczyć do akcji, gdyby coś poszło nie tak. Inni patrolowali na miotłach okoliczne góry, by wykluczyć zasadzkę. Wszyscy byli w najwyższej gotowości.
Dziesięć osób odzianych w stroje Śmierciożerców pojawiło się dokładnie o ósmej na zachodnim krańcu wąwozu. Jeden z nich trzymał Ginny, celując różdżką w jej szyję. Inny, w którym Harry rozpoznał kobietę, która rozmawiała z nimi poprzedniego wieczoru, wzniósł tarczę przed Ginny i trzymającym ją Śmierciożercą. Tego z kolei rozpoznał jako osobę, która wczoraj uderzyła Ginny. Shacklebolt i Ron zbliżyli się do tej pary, która przesunęła się ku środkowi wąwozu. Kobieta wykonała serię ruchów różdżką, które Harry rozpoznał jako zaklęcia wykrywające osłony antyteleportacyjne i antyświstoklikowe.
- Zaczynajmy – powiedziała usatysfakcjonowana kobieta.
Harry przyprowadził Bulstrode'a i przekazał go Ronowi. Kobieta rzuciła na niego zaklęcie, po którym zaświecił na zielono, a potem wręczyła mu skrawek pergaminu, różdżkę i monetę. Drugi Śmierciożerca poprowadził więźnia ku pozostałym.
- Co robisz? – spytał Shacklebolt.
- Chyba nie sądziłeś, że wam zaufam? – zaśmiała się kobieta. – Szukam zaklęć śledzących i Eliksiru Wielosokowego.
- W takim razie pozwól nam najpierw sprawdzić Ginny! – wtrącił się Ron ze złością.
- Nie jesteś w sytuacji, w której możesz stawiać żądania! – wrzasnęła kobieta. – Przyprowadźcie Carrowa!
Shacklebolt przytrzymał Rona i wyszeptał mu coś wściekle do ucha, potem odwrócił się do Harry'ego i skinął głową. Potter przyprowadził Alecto Carrowa na środek wąwozu i starannie przyjrzał się Ginny. Nie reagowała na nic, a w jej oczach widniała pustka. Harry miał nadzieję, że to tylko Imperius albo jakiś eliksir oszołamiający.
Śmierciożerczyni powtórzyła z Carrowem tę samą procedurę co z Bulstrodem.
- Następny! – powiedziała, gdy skończyła.
Harry przyprowadził Barty'ego Croucha Juniora. Zanim kobieta rzuciła zaklęcie wykrywające, odezwał się Ron.
- Będziesz sprawdzała każdego po kolei? To trwa za długo! Pozwól nam sprawdzić Ginny, natychmiast!
- Główny Aurorze! – wrzasnęła piskliwie kobieta. – Uspokój tego chłopca albo koniec z naszym układem!
Shacklebolt odciągnął Rona na bok i zaczął mu coś wściekle klarować, potrząsając za ramiona. Wrócili na środek wąwozu i wymiana trwała dalej. Kobieta rzuciła zaklęcie, które wypadło pozytywnie i wręczyła Crouchowi eliksir.
Harry przyprowadzał jednego więźnia po drugim. W miarę upływu czasu był coraz bardziej pewny, że kobieta, którą trzyma wyższy Śmierciożerca to nie Ginny. Nie mógł jednak być pewien, póki tego nie sprawdzą. Śmierciożercy trzymali ich za jaja.
Harry wręczył wreszcie ostatniego Śmierciożercę, Yaxleya, Ronowi i stanął obok tarczy, za którą wyższy Śmierciożerca trzymał Ginny. Widział w błękitnych oczach mężczyzny, że ten się uśmiecha szyderczo. Harry mógłby przysiąc, że to oczy Draco Malfoya. Spojrzał na niego twardo. Przelał w to spojrzenie cała swoją furię, sprawiając, że zamaskowany mężczyzna przestąpił niepewnie z nogi na nogę, a z jego oczu zniknęła wesołość. Świstoklik został aktywowany i wszyscy więźniowie wraz ze Śmierciożercami zniknęli.
Gdy tylko opadła tarcza, Harry przyskoczył do Ginny, by zapobiec jej upadkowi na ziemię. Spojrzał jej w oczy i potrząsnął nią, ale była tylko pustą skorupą. Weasleyowie podbiegli ku nim razem z Głównym Uzdrowicielem Świętego Munga. Harry odstąpił, pewny, że młoda kobieta to nie Ginny. Kilka podstawowych zaklęć diagnostyczny i uzdrowiciel potrząsnął głową. Podano antidotum na Eliksir Wielosokowy. Harry'ego nie zaskoczyło, ze po kilku sekundach młoda kobieta zaczęła się zmieniać. Po minucie w tym miejscu leżała ładna, błękitnooka blondynka.
Wściekli Weasleyowie klęli na cały głos.
- Czy ktoś poznaje tę kobietę? – spytał Shacklebolt.
- Ja – odezwała się zdumiona Hermiona. – Była w Slytherinie w Hogwarcie. Nazywa się Astoria Greengrass.
- I co teraz?! – wrzasnął rozwścieczony Ron.
- Czekamy, aż Ulisses otworzy nam wrota – odparł spokojnie Harry.
Słowniczek
Na mroczne czyny mrokiem odpowiedzieć – cytat z Aktu III, sceny 2 sztuki Shakespeare'a „Miarka za miarkę", tłumaczenie moje. W oryginale brzmi to „Dark deeds, darkly answerd".
Koń Trojański – był pomysłem Odyseusza (inaczej Ulissesa), dzięki któremu zakończono wojnę trojańską w „Odysei" Homera. Grecy udali, że odpływają, pozostawiając na brzegu jako dar wielkiego drewnianego konia. Trojanie uznali go za okup i wciągnęli do miasta. Wewnątrz ukrywał się Odyseusz z towarzyszami, który w nocy otworzył bramy miasta Grekom, którzy po kryjomu wrócili.
W następnym rozdziale:
- kim jest Ulisses?
- czy uda się odbić Ginny?
