Występują literówki, sprawdzałam, no ale... :)


— Jesteście w sadzy — poinformował Hermionę Draco biorąc od niej Ralph'a.

— Jak i ty — odparła. Po kilku ruchach różdżką, rodzina Malfoy'ów była czysta. Hermiona poprawiła ubranie syna, a Draco jedynie westchnął, odwrócił się i odszedł zostawiając ją samą. Chłopak poprowadził ich do eleganckiego pokoju, gdzie czekali jego rodzice.

— Babcia! — wykrzyknął Ralph wijąc się w ramionach Draco. — Dziadek!

— Chodź tutaj i daj mi całusa — uśmiechnęła się Narcyza kiwając na wnuka. Hermiona nie spodziewała się, że pani Malfoy nie okaże chłodnej formalności.

— Wy dwoje, nie stójcie tak — powiedział Lucjusz poklepując Ralph'a po głowie, patrząc na Draco i Hermionę. Dziewczyna posłusznie zajęła miejsce, tak jak i chłopak. Teraz nawet Narcyza zauważyła, że coś jest nie tak. Uścisnęła wnuka ostatni raz i skierowała spojrzenie na psa leżącego na dywanie, który rozpraszał jego uwagę.

— Co się stało? — zapytał Lucjusz unosząc brwi.

Draco i Hermiona spojrzeli na siebie każde chcąc by drugie mówiło. Chłopak się poddał.

— Stało się coś dziwnego. Myślę, że wy dwoje wiecie, że jesteśmy małżeństwem. — Lucjusz uniósł brwi ponownie chcąc przyznać synu rację. — Cóż, my dwoje wstaliśmy dziś rano i nie wiedzieliśmy. Nie mamy żadnego pojęcia, że jesteśmy razem.

— Co? — zapytał pan Malfoy niedowierzając. Narcyza patrzyła raz na Draco raz na Hermionę. Dziewczyna pokiwała głową.

— Nie miałam pojęcia, gdzie jestem, dlaczego tam jestem i z kim w łóżku.

Lucjusz i Narcyza spojrzeli na siebie zanim wybuchli śmiechem.

— Gdybyście mogli zobaczyć swoje miny! — Lucjusz klapnął się w kolana.

— Dorośnijcie — powiedział Draco bardzo poważnie. On i Hermiona zarumienili się.

— Przepraszam kochanie, ale to zabawne! Musieliście być zszokowani — zachichotała Narcyza. — Nie jesteśmy jedynymi, którzy stracili pamięc.

— Nie straciliśmy całej pamięci, a tylko tą dotyczącą małżeństwa — wyjaśniła zirytowana Hermiona, chcąc by jej teściowie przestali się śmiac. Nie mogła powstrzymać jednak ulgi, jakiej doznała, gdy Malfoy'owie śmiali się z nich. — Nie pamiętamy Ralph'a. Jesteśmy na etapie nienawidzenia się.

— To poważne. — Draco zmarszczył brwi. — Po pierwsze, co to spowodowało? Nie wiemy, czy ktoś nas przeklął, spoił eliksirem, czy coś. I czy nasze wspomnienia w ogóle powrócą.

Lucjusz potrząsnął głową nadal chichotając.

— Draco, jeżeli to miało jakieś złe intencje, nie uważasz, że osoba, która to zrobiła, wpadłaby na coś innego? Kasowanie wspomnień z małżeństwa nie jest tym, co zrobiłby były Śmierciożerca, gdyby mógł zrobić coś gorszego.

Hermiona westchnęła. Lucjusz miał rację oczywiście.

— Więc jeżeli to nie Śmierciożerca, to kto?

Wszyscy spojrzeli na siebie.

— Nie wiem — powiedział Lucjusz. — Ale nie myślę, że to eliksir lub jakieś zaklęcie. Możliwe, że najlepszym rozwiązaniem jest pójście do Uzdrowiciela. Ten stan może nie jest rzadki, jak nam się wydaje.

— Miałam zamiar iśc do biblioteki i poszukać czegoś — powiedziała Hermiona. Lucjusz pokiwał twierdząco.

— Dobre miejsce, aby zacząc. Co robiliście ostatniej nocy, tak w ogóle? Czy mam rację, że nadal pamiętacie, że byliście małżeństwem?

Draco wzruszył ramionami.

— Nie pamiętam pamiętania mojego małżeństwa, ale Ginny Weasley, albo teraz Potter, powiedziała, że tak.

Hermiona zmarszczyła czoło.

— Byliśmy na piątej rocznicy ślubu Harry'ego i Ginny. Nie pamiętam tego lub raczej troszkę. Myślę, że pamiętam wszystko oprócz tego, że jestem zakochana w Mal… Draco. Pamiętam pracę, przyjaciół i teoretycznie wszystko oprócz mojego życia towarzyskiego.

— Jak to się mogło stać? — zapytał Draco swoich rodziców. — I nie chodzi mi tutaj o ten cały bałagan związany z utratą pamięci, ale jak mogłem poslubic kogoś takiego jak ona? Jest…

— Jak możesz mówic tak o swojej żonie? — Lucjusz był przerażony. Draco, wyraźnie oczekujący poparcia ze strony swoich rodziców, był zszokowany. — Jest matką twojego dziecka, Draco!

— Cóż, to nie tak, że tego nie wiem! Ja jej nawet nie lubię.

— Ona siedzi obok ciebie, kochanie, i wiemy, że to słyszy. Jesteś dorosłym, żonatym mężczyzną i nie mogę zmusic cię, żebyś ją przeprosił. Hermiono, wiem, że on jest moim synem, ale jak mogłaś poślubić kogoś tak okropnie grubiańskiego? — zapytała Narcyza, sprawiając że młody Malfoy się zarumienił.

— Chciałabym to wiedzieć — odpowiedziała Hermiona ze smutkiem. Była równie zaskoczona co Draco, że jego rodzice byli po jej stronie. To nie tak, że nie spodziewała się jego komentarza na jej temat. Spojrzała na chłopaka z sympatią. Mimo wszystko, ona i on nigdy nie byli dla siebie przyjemni. Myślała, że riposta Narcyzy będzie okrutna. Widocznie jej teściowie nie byli takimi ludźmi za jakich ich uważała. Wiedziała, że obydwoje spędzili czas w Azkabanie podczas wojny. Wyrok pani Malfoy został obniżony po oświadczeniu Harry'ego, że pomagała podczas finalnej bitwy. Natomiast Lucjusz spędził tam dużo czasu. Być może pobyt tam zmienił ich sposób myślenia.

— Po prostu potrzebujecie pomocy w przypomnieniu sobie — odparła zdecydowanie Narcyza. — Może coś pozwoli wam przypomnieć to sobie.

Hermiona parsknęła.

— Można by pomyśleć, że obudzenie się obok nieznajomego pomogłoby. Albo, jeżeli nie to, to zobaczenie Ralph'a.

Wszyscy dorośli zwrócili uwagę na chłopca, który chichotał i toczył mini wojnę ze szczeniakiem. Mimo sytuacji, Hermiona się zaśmiała. Ralph był uroczym chłopcem. Nie mogła uwierzyć, że był jej.

Tak jak i nie mogła uwierzyć, że była panią Malfoy. Draco Malfoy, czuły i kochający ojciec? Godne śmiechu. A jednak przypomniała sobie jak zakładał Ralph'owi spodnie, a potem się z nim bawił. Było oczywistym, że chłopiec uwielbia swojego ojca.

— Wiecie — zaczęła Narcyza patrząc na swojego wnuka. — Jeżeli wy dwoje potrzebujecie trochę czasu, ja i Lucjusz możemy na ten czas wziąć do siebie Ralph'a. A przynajmniej dopóki ten problem nie zostanie rozwiązany.

Hermiona spojrzała na Dracona, który uniósł brwi patrząc na nią.

— Dziękuję, pani Malfoy…

— Narcyza — poprawiła ją starsza kobieta. — Albo mamo, jak chcesz. Teraz ty jesteś panią Malfoy.

Hermiona skrzywiła się.

— Dobrze. Dziękuję, Narcyzo — zaczęła jeszcze raz — ale myślę, że lepiej będzie, jak Ralph zostanie z nami. Nie wiemy, czy kiedykolwiek rozwiążemy ten problem i to będzie trudne, jeżeli nie zostanie z nami. I tak jest źle, że go nie pamiętamy, a jeżeli będziemy się od niego oddalać i tworzyć nowe wspomnienia, może się to źle skończyć.

Narcyza pokiwała glową twierdząco.

— Masz rację, moja droga.

W tym momencie, Ralph podbiegł do Draco.

— Przepraszam — zagaił i czekał cierpliwie dopóki ojciec nie zwrócił na niego uwagi. — Tatusiu, pobawmy się — powiedział ciągnąc młodszego Malfoy'a za rękę.

— Jasne, Ralph — odpowiedział Draco. — Ale nie teraz. Zjedzmy najpierw lunch. Pamiętasz jaki byłeś głodny?

— Proszę, tatusiu, chcę się pobawić. — Ralph patrzył błagalnie na swojego ojca. Hermiona ukryła uśmiech, zastanawiając się, jak Draco odpowie synowi nie. Malfoy miał ochotę się poddac, ale jego żołądek przypomniał mu, że nic dziś nie jadł.

— Pobawimy się później, obiecuję. Zjedzmy najpierw lunch. Jestem głodny, ponieważ nie jadłem śniadania. Bądź grzecznym chłopcem i umyj się, bo pachniesz jak pies. — Draco neutralnie uświadomił syna, uśmiechając się.

Narcyza wpatrywała się w młodsze pokolenie Malfoy'ów, gdy skrzat domowy przybył, aby pomóc Ralph'owi w umyciu się.

— To straszna szkoda, że straciliście pamięc teraz. Pamiętam, że wspominaliście kilka miesięcy temu o powiększeniu rodziny. Zastanawiam się, jak to idzie?

Hermiona zarumieniła się i rzuciła spojrzenie na Dracona, który wydawał dziwne dźwięki, jakby się dławił.

— Umm… powiedzieliśmy tak?

— Tak, pamiętam, że wspominaliście o jednym lub dwójce dzieci.

— Mamo, nie sądzę, że stanie się to, zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy nie śpimy w jednej sypialni. — Draco był różowy na twarzy. — To znaczy, więcej dzieci to w tym momencie nie nasz główny cel.

— Hmm… — mruknęła Narcyza, lekko rozczarowana. — Rozumiem, ale…

— Cyziu, czy Ralph cię nie wołał? — zapytał Lucjusz brzmiąc niewinnie. Kobieta spojrzała na niego podejrzanie.

— Jestem pewna, że ja słyszałam — odezwała się Hermiona, wdzięczna, że wżeniła się w rodzinę Ślizgonów. Narcyza z gracją się podniosła.

— Lepiej zobaczę, czego chce, a potem zjemy lunch. Wyglądasz mizernie, mój drogi. — Ostatni komentarz skierowała do Dracona. Kiedy kobieta znalazła się poza zasięgiem swego słuchu, Lucjusz spojrzał na swojego syna.

— Mam nadzieję, że wiesz, iż twoja matka chce się po prostu dowiedzieć. Marzy o większej ilości wnuków.

Draco odetchnął z ulgą.

— Podejrzewałem oczywiście, ale z mamą nigdy nic nie wiadomo. — Spojrzał z ukosa na Hermionę. — Nie sądzisz, że powinniśmy zrobić test, żeby się upewnić?

Hermiona udała, że tego nie usłyszała. Tak daleka jak mogła siegnąc pamięcią, nigdy nie musiała obawiać się o zajście w ciążę. Ciąża była praktycznie rzeczą wielce odległą dla niej. Trudno jej było uwierzyć, że doświadczyła już czegoś takiego, ale absolutnie nie pamiętała. Ten plan nią wstrząsnął.

Obydwaj panowie Malfoy zauważyli jej dyskomfort.

— Mamy pójść na lunch? — zasugerował Draco.

— Oh! — wykrzyknęła Hermiona. — Jeżeli staraliśmy się o kolejne dziecko, to wątpię, abym mogła pic alkohol ostatniej nocy. Była tak zajęta myślenie o tym, że zapomniała, iż miała nie odzywac się na temat sugestii Draco dotyczącej testu. — Więc to jasne.

Młodszy Malfoy wyglądał, że przyniosło mu to ulgę.

— Masz rację. Dzięki Merlinie!

Lucjusz uniósł brwi.

— Wspaniałe rozumowanie. Przypuszczam, że będę tym, który przekaże Narcyzie wiadomośc. Idziemy?

Obiad przebiegł w miłej atmosferze, na ile oczywiście pozwalały okoliczności. Starali się unikac tematy utraconej pamięci i połowę posiłku spędzili dyskutując o bieżących sprawach, a drugą połowę dokuczali Ralph'owi.

Chłopiec bynajmniej nie zapomniał o obietnicy ojca, tak jak i sam Draco. Skierowali się na plac zabaw, który zbudowali Lucjusz i Narcyza specjalnie dla wnuka. Ślizgon wywrócił oczami, gdy go zobaczył — jego surowi rodzice zdawali zamienic się w kochających dziadków chcących zepsuc jego syna.

— Nie bawcie się zbyt długo, jest trochę zimno — ostrzegła ich Narcyza siadając razem z mężem i synową w małej altance niedaleko placu zabaw. — Może później spaść śnieg.

— Wszystko w porządku, matko, jesteśmy ciepło ubrani. Uważaj. — Draco ostrzegł Ralph'a, gdy ten zaczął się wspinac na ślizgawkę. Chłopiec pokiwał głową i skoncentrował na tym, co robi.

— Trzymaj się, trzymaj się — mówił do siebie ciągle. — Jest dobrze.

Draco ledwie udało się powstrzymać śmiech. Jak dużo razy musiał powtarzac synowi, żeby się trzymał? Złapał Ralph'a gdy ten się ześlizgnął i okręcił nim dookoła. Obydwaj krzyczeli radośnie. Draco, który nigdy nie czuł się komfortowo w towarzystwie dzieci, teraz był w swoim żywiole. Podczas zabawy z chłopcem ze złością zastanowił się, kto mógł mu zabrać wszystkie wspomnienia? Bawiąc się z Ralph'em czuł się tak naturalnie, że zastanawiał się, czy ten wspomnienia nie są ukryte gdzieś w jego podświadomości? Może gdyby spróbowali użyć myślodosiewni…

— Wyżej! — krzyczał Ralph, gdy Draco kręcił nim. — Wyyyyżej!

— Wyżej — zgodził się Ślizgon podrzucając chłopca w powietrze i łapiąc go.

— Tatusiu, to nie jest wysoko — powiedział surowo malec. — To jest śmiganie.

Draco wyglądał na ukaranego.

— Ok, zatem śmigaj! — Podrzucił chłopca w powietrze. Malec zaśmiał się.

Hermiona oglądała ich z pewnej odległości, uśmiechając się do siebie.

— Ostrożnie, niedawno jedliście — krzyknęła. Następnie odwróciła się do Lucjusza i Narcyzy. — Malfoy jest dobrym ojcem. — To było stwierdzenie, nie pytanie. Narcyza pokiwała głową.

— Jest. Draco założył własną firmę i ma elastyczny harmonogram, dodatkowo często woli pracować w domu, chyba że ma spotkanie, tak aby mógł jak najwięcej czasu spędzać z Ralph'em. Niestety czasami jego harmonogram ulega zmianom, ale dobre jest to, że ma regularne godziny pracy. Mam nadzieję, że jakoś to rozwiążecie — powiedziała. — Jeżeli macie jakieś pytania, Lucjusz i ja jesteśmy tutaj.

Hermiona miała tak dużo pytań, że nie wiedziała od czego zacząc.

— Dlaczego nazwaliśmy go Ralph? — zapytała zaciekawiona. — Malfoy uważa je za strasznie mugolskie. Kłóciliśmy się o nie?

— Nie jestem pewna, jak długo się o to spieraliście — zachichotała Narcyza. — Ale to z pewnością nie była łatwa decyzja. Draco chciał jedno z tradycyjnych imion Black'ów lub Malfoy'ów — drażnił cię jednym imion z konstelacji, preferował Herkulesa. Ty z drugiej strony, czytałaś i notowałaś wszystkie imiona. Uparłaś się na Raphaelu, to znaczy Bóg uzdrawia. Zdawało się, że pasuje, zwłaszcza że ty i Draco byliście ciągle zaangażowani w wojnę, uzdrawianie. Ty wybrałaś Raphael, a Draco Cepheus — co oznacza króla — na drugie imię.

— Raphael Cepheus. Skróciliśmy to do Ralph'a — uświadomiła sobie Hermiona. — Cóż, wygląda jak aniołek.

I jest traktowany jak król, pomyślała. Narcyza uśmiechnęła się.

— Tak, wygląda.

Hermiona wzięła głęboki oddech zanim zadała kolejne pytanie.

— Wiecie dlaczego Jeeves, skrzat domowy, jest tak elokwentny?

Lucjusz się zaśmiał.

— Moja droga, nigdy nie spotkałem nikogo z takimi poglądami na temat skrzatów, jak twoje. Właściwie to ty je edukujesz!

Jego żona rzuciła mu znaczące spojrzenie.

— Kiedy Lucjusz i ja przeprowadziliśmy się tutaj — zaczęła wyjaśniać — wzięliśmy skrzaty domowe ze sobą. Nie jesteś głupia i zdałaś sobie sprawę, że Malfoy Manor jest zbyt dużym domem, aby mógł funkcjonować bez nich. Więc razem z Draco zdecydowaliście się wziąć. Znalazłaś dwa młode skrzaty, które były chętne do pracy za niewielką pensję i gotowe do nauki, którą im dawałaś.

— Draco był zszokowany — zachichotał Lucjusz. — Zgodził się na to, żebyś płaciła i nauczała skrzaty, ale wątpił, czy takowe się znajdą. Muszę powiedzieć, że to miło słyszeć, jak Jeeves i Wooster mają właściwą dykcję, pojęcie o gramatyce, a nadal wiedzą gdzie jest ich miejsce.

Hermiona zjeżyła się na jego protekcjonalny ton, ale Narcyza zatrzymała ją potrząsając głową.

— To nigdy nie przestanie mnie zadziwiać — powiedziała Narcyza — że ty i Draco pochodzicie z tak różnych środowisk, a jednak potraficie się porozumieć. Kłócicie się czasami, ale w końcu dochodzicie do porozumienia.

Uczciwośc starszej kobiety spowodowała, że Hermiona odważyła się zadać kolejne pytanie.

— Pani Malfoy… Narcyzo — poprawiła się. — Jeżeli mogę… Co zmieniło wasze zdanie na mój temat? Co sprawiło, że mnie zaakceptowaliście? — Spojrzała na Lucjusza, który zdawał się nie słyszeć jej pytania. Zastanawiała się, czy kiedykolwiek zadała to pytanie kwestionujące ich stosunek do niej.

— Draco to zrobił — odpowiedziała delikatnie patrząc na syna. — Był w tobie tak zakochany. Trudno było nie dostrzec, jak bardzo był szczęśliwy, jakim ty go robiłaś. — Odwróciła się w stronę Hermiony. — Lucjusz i ja popełniliśmy wiele błędów w naszym życiu zwłaszcza odnosi się to do wychowania Dracona. Nie mogliśmy inaczej. Po spędzeniu czasu z tobą, wiedzieliśmy, że robimy dobrze tym razem.

Hermiona uśmiechnęła się, rumieniąc delikatnie.

— Dziękuję.

Narcyza spojrzała z powrotem na Draco.

— Jestem pewna, że wszystko wróci do normy — powiedziała optymistycznie. — Nie można kochać się tak bardzo i nie pamiętać tego. Ale jeżeli nigdy…

— Co jeżeli nigdy się w sobie już nie zakochamy? — zapytała Hermiona przerywając Narcyzie. — Albo pokochamy się, ale nie tak, jak wtedy.

— Niemożliwe. To tak jakby słońce zapomniało wzejść po kilku dniach deszczu.

— Twoja mama jest romantyczką — powiedziała Hermiona do Draco, podczas powrotu do Malfoy Manor. Chłopak zaśmiał się.

— Wygląda na szczęśliwszą niż kiedykolwiek, gdy ją pamiętam.

— Mamusiu, co znaczy romantyczny? — zapytał Ralph łapiąc ją za rękę. Hermiona spojrzała na Draco szukając odpowiedzi. Chłopak nie uczynił nic, aby jej pomóc. — To znaczy, że ona… lubi, kiedy ludzie są zakochani.

Draco uśmiechnął się do niej. Spojrzała na niego szukając jakiś śladów zaprzeczenia. Nie było.

— Chodź Ralph, przebierzemy cię w czyste ubrania, a potem będziesz mógł zjeść przekąskę przed obiadem, dobrze? — Hermiona delikatnie złapała go za rękę. — Ty i tata dużo się dzisiaj bawiliście.

— Bawiliśmy się w górę i w śmiganie — powiedział Ralph pozwalając zaprowadzić się do swojego pokoju. — A potem bawiliśmy się, że tatuś jest miotłą i siedziałem na jego plecach!

— I to ja potrzebuję przekąski — wymamrotał Draco pod nosem, co sprawiło, że Hermiona się zaśmiała. — Idę pod prysznic. — Gdy zostawił ich, dziewczyna zdała sobie sprawę, że to szansa, aby mogła spędzić trochę czasu z synem sama. Nie było potrzeby, aby wzywać Jeeves'a, poradzi sobie sama.

— Dobrze się bawiłeś? — zapytała.

— Tak. — Ralph pokiwał głową energicznie. Zaraz potem się zmartwił. — Czy ty się bawiłaś, mamusiu? Tatuś nie bawił się z tobą.

— Oczywiście, że tak. — Hermiona zaśmiała się nerwowo. — Czy on zazwyczaj bawi się ze mną?

— Nie w górę i śmiganie, ale przytula cię i całuje, a ty się bardzo uśmiechasz.

Ralph był dobrym obserwatorem, zauważyła. Ona i Draco muszą być ostrożni, aby go nie zmylić lub zdenerwować.

— Jesteś bardzo mądry, Ralph — odparła. — Powiedziałam tatusiowy, aby mnie nie przytulał, ponieważ jestem troszkę chora i nie chcę, aby on był.

— Ale ja mogę cię uściskać? — zapytał chłopiec z niepokojem.

— Tak, ponieważ jesteś mały — powiedziała Hermiona czując się trochę winna. — Nie jak twój tata, który jest dorosłym człowiekiem.

Ralph zachichotał.

— Mogę cię teraz przytulic, mamusiu?

— Oczywiście, kochanie. — Wzięła go w ramiona i przytuliła. Jego małe rączki złapały ją i pocałował w szyję. Hermiona trzymała go mocno, zastanawiając się, jak na Boga mogła zapomnieć tak idealnego malca.

Pół godziny później, gdy Ralph spał, Hermiona wyszła z jego pokoju do biblioteki. Zapatrzyła się na rozmiar pokoju i ilość książek. Zastanowiła się, czy przeczytała wszystkie książki, które się tutaj znajdowały, gdy tylko to pomieszczenie stało się także jej. Zajęło chwilę zanim dziewczyna mogła skupić się i znaleźć interesujące ją tomy. Wzięła je na sofę i zaczęła czytać. Draco znalazł ją kilka godzin później, nadal wertującą księgi.

— Tak myślałem, że tu będziesz — powiedział siadając na jednym z foteli.

— Miałam mały problem ze znalezieniem tego miejsca — przyznała patrząc na niego znad książki. Głowa zaczynała ją bolec, ponieważ przerwała studiowanie tomów. — Spałeś?

Skinął głową.

— Męczące jest bycie ojcem. Większość czasu zastanawiałem się, czy robię dobrze, czy nie.

— Myślę, że zawsze tak jest. — Uśmiechnęła się delikatnie. To było dziwne uczucie siedzieć i rozmawiać z Draco nie kłócąc się. Zastanowiła się, czy kiedykolwiek przywyknie. Draco uśmiechnął się i podniósł jedną z odrzuconych książek.

— Znalazłaś coś? — zapytał zmartwiony.

— Nic pomocnego — westchnęła. Dobrze było wiedzieć, że chłopak też się martwił: nikt nie zdawał się być zaniepokojony zanikiem pamięci dotyczącym małżeństwa. Wszyscy zdawali się być pozytywnie nastawieniu, że im się uda — po cudzie porozumienia Draco i Hermiony pierwszy raz, nikt nie był tak pewien, że będzie coś więcej. Była pewna, że Harry i Ginny powiedzieli reszcie Weasleyów o tym, ale nikt się nie odezwał, nawet Ron. — Jeżeli… Jeżeli niektóre partie naszych mózgów zostały naruszone tylko, istnieje możliwość, że same się zregenerują i pamięc nam wróci. Ale istnieje szansa, że to może się nigdy nie odbyć.

Draco zaklął.

— Ale wspomnienia nadal gdzieś tam są — powiedział przebiegając palcami po krześle i odchylając się na nim do tyłu. — Wiem o tym. Wiem o niektórych rzeczach, nie wiedząc, że wiem o nich.

— Wiem — odparła Hermiona. — Czuję to samo. Ale nie jestem pewna, czy te wspomnienia nie zostaną zatracone.

Zamilkli, obydwoje myśląc

— Próbowałem z myślodosiewnią — przyznał po chwili Draco. — Pomyślałem, że może to pomoże wydobyć wspomnienia. Ale nie działa. Po pierwsze, nie mogłem znaleźć wspomnień. Potem skupiłem się na Ralph'ie, wiedząc jak się z nim wcześniej bawiłem. To tak jakby pamięc była zakryta, schowana.

— We mgle? — zapytała Hermiona starając przypomnieć sobie opis Harry'ego na temat pamięci Slughorna.

— Niezupełnie jak mgła. Bardziej jak rozmycie. Trudno to właściwie opisać — powiedział Malfoy. — Wydaje się być nieostre, a gdy próbuję skoncentrować się na Ralph'ie, nie mogę.

Hermiona potarła podbródek zamyślona, decydując się na wypróbowanie tego.

— Interesujące.

— Zróbmy tak, jak powiedział mój ojciec i zobaczmy się z prywatnym Uzdrowicielem. Takim, który specjalizuje się w zaklęciach dotyczących pamięci.

— Uważam, że powinniśmy — zgodziła się. — Zanim będzie za późno.

— Mogę umówić spotkanie — zaoferował. — Kiedy będzie odpowiednio?

— Mamy jutro lunch w Burrow — przypomniała sobie — więc albo przed albo po.

Draco jęknął.

— Lunch w Burrow? To przypadkiem nie rudera Weasleyółw?

— To dom Weasleów, nie rudera! — czuła, że powracając na znane im tereny.

— Może być czymkolwiek, słyszałem, że nie mogą pozwolić sobie na inny dom. I z nazwą Burrow…

Hermiona wzięła głęboki oddech i postanowiła policzyć do dziesięciu.

— Chciałabym, żebym nie obrażał ludzi, którzy mogą nam pomóc. Byli na przyjęciu, mogą wiedzieć, co się stało.

— Mogą — podkreślił Draco. I dodał pod nosem: — Jedyna rzecz jaką wiedzą, to jak się rozmnażać.

— Merlinie, twoja mama miała rację, nie mam pojęcia, dlaczego za ciebie wyszłam — warknęła Hermiona. — Jestem skłonna znaleźć mugolskiego prawnika i wystąpić o rozwód.

Draco spojrzał na nią.

— Myślisz, że o tym nie myślałem? Gdyby nie Ralph… — przerwał sfrustrowany. Hermiona pokiwała głową. Atmosfera w bibliotece momentalnie się zmieniła.

— To nie fair dla niego — powiedziała cicho. — Jest mądry — dodała. — Zauważył, że coś jest nie tak między nami.

— Jest za mądry — powiedział Draco z dumą w głosie. — Malował w swoich kolorowankach, gdy sprawdzałem, co u niego.

— Mam nadzieję, że nie będzie zdenerwowany brakiem romantycznych uczuć między nami.

— Niezłe zagranie, Granger. — Uśmiechnął się Draco. — Dlaczego ma być zdenerwowany? Jeszcze się nawzajem nie zabiliśmy.

— Jeszcze się nie pocałowaliśmy, co jest raczej dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy małżeństwem. — Hermiona próbowała powiedzieć to bez jakichkolwiek emocji, ale rumieniec wykwitł na jej policzku. — Powiedziałam mu, że jestem chora i nie chcę, żebyś się zaraził, a on jest odporny, bo jest młody. Nie wiem, jak długo będzie w to wierzył.

— Jak podstępnie, Granger. — Draco parsknął. — Oszukiwać niewinnego chłopca.

Hermiona zarumieniła się, wychyliła i lekko uderzyła chłopaka w ramię. Czuła się wystarczająco winna. — Co ty byś mu powiedział? Chciałabym, abyśmy nie kłamali, ale musimy.

— Kłamać komu?

Draco i Hermiona odwrócili się w stronę drzwi i zobaczyli Ralph'a. Hermiona ostro spojrzała na Dracona zdając sobie sprawę, że nie zamknął drzwi, a ich syn błąkał się po domu. Na szczęście, wydawało się, że malec nie widział, jak uderzyła Malfoy'a.

— Gdzie Jeeves? — zapytała Hermiona.

— Na zewnątrz — odparł wskazując drzwi. Podszedł do swoich rodziców. — Kłamanie jest złe.

— Bardzo złe — zgodził się Draco. Skinął na syna, aby się zbliżył.

— Co tam masz, Ralph? — zapytała Hermiona, próbując odwrócić uwagę od kłamania. Wzięła kartkę papieru, którą trzymał.

— Narysowałem rysunek!

— Mówi się namalowałem — poprawiła go dziewczyna.

— Namalowałem — powtórzył chłopiec.

— Pokaż — powiedział Draco i spojrzał na kartkę. — Ralph, to jest cudowne! — Popatrzył z powrotem na rozpromienionego syna. Podał to Hermionie, która uśmiechnęła się, gdy zobaczyła.

— To ja i tatuś, gdy się bawiliśmy — wyjaśnił chłopiec. — Jest większy ode mnie, więc narysowałem go większego. — Wskazał na większą bazgrołę. — A to ja, kiedy tatuś trzymał mnie w powietrz.

— Podrzucał — powiedziała cicho Hermiona czując łzy pod powiekami. Spojrzała na Dracona, który też był poruszony.

— Tak, kiedy mnie podrzucał — powtórzył Ralph.

— Jest bardzo dobry. — Hermiona oddała rysunek Draconowi. — Napiszę datę, potem pomogę ci z twoim imieniem, oprawimy w ramkę, żeby tata mógł postawić sobie w biurze.

— Świetny pomysł — zgodził się Draco patrząc znów na rysunek. — Kiedy będę zmęczony, spojrzę na niego i przypomnę sobie, jak bawiliśmy. — Potargał czule Ralph'a po włosach. Hermiona patrzyła na nich obydwóch, gdy oglądali rysunek. Była pod wrażeniem, jak zwykle malowidło dziecka, stawało się dla jego rodziców bezcennym dziełem.