W pewnym momencie podczas, gdy rozmyślała nad Ralph'em, do pomieszczenia wkroczył Jeeves ogłosić obiad. Rodzina skierowała się do jadali, a Ralph na plecach ojca nie mógł przestać wesoło gaworzyć.
— Dobrze, wystarczy — oznajmił Draco, gdy zajęli miejsca. — To bardzo interesujące, ale odpadną mi uszy. Czas zjeść.
Przy stole było cicho z wyjątkiem odgłosów jedzenia, a Hermiona była wdzięczna, że Malfoy nie uciszał syna. Jego mówienie było lepsze od ciszy. O czym ona z Draconem zazwyczaj rozmawiała podczas posiłków? Odchrząknęła, aby przerwać chwilową ciszę.
— Wybieramy się jutro do Weasleyów na lunch.
— Domyślałem się.
Ralph podskoczył na swoim miejscu, niemal nie zrzucając talerza.
— Yay!
Draco napiął się, gdy zobaczył podekscytowanie syna na wieść o odwiedzeniu domu Weasleyów, ale nic nie mógł zrobić. Hermiona spojrzała na niego ostrzegawczo tak, że niemal mógł poczuć jego skutki, nawet jeżeli unikał jej wzroku. Zaległa cisza. Granger spojrzała na Ralph'a.
Po obiedzie, gdy malec brał kąpiel, Hermiona wróciła do biblioteki. Zrobiła niewielki postęp, ale to nie było to. Zmęczona potarła skronie, zastanawiając się, czy usunięcie wspomnień o ich miłości było zamierzone. Nie wiedziała, co osoba, która to zrobiła, chciała osiągnąć — na pewno miało wprowadzić chaos, ale nie wyglądało zbyt niebezpiecznie, chyba że ktoś chciał, aby nie pamiętali zupełnie nic. Na tę myśl zadrżała. Co jeżeli ona i Draco następnego ranka obudzą się i nie będą pamiętali jeszcze więcej? Co jeżeli zapomną o wszystkim? Jeżeli będą musieli odtwarzać jeden dzień w koło — przypomniała sobie o takim filmie, który oglądała z mugolskimi kuzynami. Niesamowicie romantyczne, ale nie chciała tego doświadczyć. Z zadumy wyrwało ją otwarcie drzwi i tupot małych stóp. Ralph wspiął się na sofę obok niej i spojrzał na książkę.
— Co to, mamusiu?
— Po prostu czytam o czymś. — Zamknęła tom i odłożyła na bok. Mimo że Ralph nie potrafił czytać, czuła się niekomfortowo. Przyciągnęła go do siebie i przytuliła. — Mmm, pachniesz bardzo ładnie.
— Pływałem w wannie!
— Naprawdę? – zapytała próbując nie zniszczyć tej chwili. — Kim chcesz być, gdy dorośniesz? Jakieś pomysły? — Nie mogła się powstrzymać, żeby nie zadać tego pytania.
— Będę taki jak ty i tatuś! Będę pracować w biu… — zmarszczył czoło koncentrując się.
— W biurze — pomogła mu. — Będziesz szefem, tak jak tata.
— Robimy miotły i latamy nimi po pokoju. — Uśmiechnął się do Hermiony, podniósł i zeskoczył z kanapy rozkładając ręce. — Ja latam!
Poderwała się do przodu, aby go złapać, żeby nie spadł. Wzięła go pod ramię i przysunęła do siebie.
— Ralph, musisz mi obiecać, że nie będziesz skakał z niczego dopóki nie ma tam mnie albo taty. — Chłopiec pokiwał głową. — Obiecujesz? Ja albo tata.
— Tak mamusiu. Chciałaś wcześniej, żebym obiecał. — Hermiona była nieco zaskoczona, ale prawdopodobnie wpadła na ten pomysł wcześniej. Zauważyła, jak uroczo Ralph pomija niektóre „r".
— To dobrze. Teraz możesz skoczyć jeszcze raz. — Chwyciła różdżkę i kiedy chłopiec skoczył, machnęła nią wypowiadając zaklęcie. Opadł lekko na dół, a potem w górę.
— Mamusiu! Mamusiu! —krzyknął. — Patrz na mnie!
Hermiona uśmiechnęła się, ale starała nie rozproszyć. Lewitowanie dziecka a lewitowanie piórka to nie to samo. Wiele osób wolało nie ryzykować, ale Wingardium Leviosa było pierwszym zaklęciem Hermiony i miało specjalne miejsce w jej sercu. Po latach była mistrzynią w rzucaniu go.
Utrzymała zaklęcie kilka minut, podczas których Ralph lewitował w powietrzu czasami poruszając rękoma. Kiedy poczuła się zmęczona, przerwała zaklęcie i złapała chłopca delikatnie. Jego ramiona owinęły się wokół jej szyi. Przytulił swój policzek do jej.
— Przeczytajmy dzisiaj Piotrusia Pana, mamusiu — powiedział uśmiechając się do niej.
— Dobrze — odpowiedziała wstając. — Ohh, jesteś coraz cięższy, Ralph. Rośniesz.
Uśmiechnął się ponownie, wyglądał na śpiącego.
— Zjadłem warzywka — wytłumaczył. — Tak jak kazałaś mi z tatą.
Hermiona potargała mu włosy.
— Dobry chłopiec. — Niosła go do jego pokoju, ale gdy byli już niedaleko, Ralph podniósł głowę z jej ramienia.
— Nie powiemy dobranoc tatusiowi? — zapytał marszcząc czoło delikatnie.
— Oh, no tak. — Hermiona zagryzła wargi i odwróciła się w kierunku sypialni, którą zajmował Draco. — Wybacz, jestem trochę śpiąca.
— Dobrze, mamusiu. Ja też zapominam wiele rzeczy.
Uśmiechnęła się. Kiedy dotarli pod pokój, zapukała i czekała na pozwolenie. Leżał w łóżku, czytając jedną z książek z biblioteki.
— Ralph chce powiedzieć ci dobranoc — powiedziała stawiając chłopca na łóżko. Draco uśmiechnął się i wyciągnął ręce do syna, który sennie wdrapał się do niego.
— Dobranoc, tatusiu. — Chłopiec ziewnął w ramionach Malfoy'a.
— Dobranoc, Ralph — odpowiedział Draco całując malca w blond włoski. — Zaniosę go — zwrócił się do Hermiony, która masowała swoje ramiona.
— Dzięki — wypowiedziała cicho, gdy Draco odrzucił koc i wstał. Hermiona poszła z nimi do pokoju chłopca i odrzuciła kołdrę, aby mógł go położyć.
— Piotruś Pan? — zapytał już przykryty.
— Oczywiście — odpowiedziała dziewczyna znajdując odpowiednią książkę. — Możesz iść Mal… Draco. Jest na wpół śpiący.
Mężczyzna pokiwał głową, wiedząc, że nie mogą się zapominać.
— Dobranoc, Hermiono.
Kobieta uśmiechnęła się i otworzyła książkę, aby zacząć. Kilka minut później Ralph już spał, śniąc zapewne o lataniu. Hermiona skierowała się do swojego pokoju oświetlając sobie drogę różdżką. Malfoy Manor był trochę przerażającym miejscem, ale czuła się jak w domu. Odrzuciła nakrycie i wślizgnęła się do łóżka, decydując się poczytać przed zaśnięciem. Znalazła jakąś gazetę i przeniosła do swojego pokoju. Było pouczające, choć także niepokojące czytać o rzeczach, których się nie pamięta.
Jej ostatnie wspomnienia dotyczyły Ralph'a i Dracona, z którym się kłóci, a który potem ją przeprasza. Wygląda na to, że kłócili się czasami, co wcale nie było zdziwieniem, ale mogła powiedzieć, że byli szczęśliwi.
Gazeta stała się trochę nudna, dlatego odłożyła ją, zgasiła światło i ułożyła wygodnie, czekając na sen. Nie nadchodził. To nie tak, że łóżko nie było wygodne; nie mogła znaleźc odpowiedniej pozycji. Była niemal trzecia w nocy, kiedy wreszcie się ułożyła.
Obudziła się niezadowolona. Zegarek na stoliku wskazywał siódmą rano i choć bardzo chciała jeszcze spać, wiedziała że to się nie uda. Zazwyczaj budziła się wcześnie. Westchnęła, podniosła z łóżka, wzięła ubrania naszykowane wieczorem i poszła do łazienki. Wpatrywała się w lustro, starając coś sobie przypomnieć. Nadal nic nie pamiętała o małżeństwie, ale nie zaniknęło nic więcej.
Szła do kuchni na śniadanie, kiedy usłyszała płacz Ralph'a, więc pospieszyła do jego pokoju.
— Co się stało?
Jeeves poprawiał łóżko, a Ralph stał przy oknie z rozczochranymi włosami i łzami spływającymi po policzkach. Jego wargi drżały; ściskał mocno swojego misia. Kiedy zobaczył Hermionę zaczął płakać.
— Co się dzieje? — Draco wpadł do pokoju za Hermioną patrząc na syna. Ralph próbował odpowiedzieć, ale nie był w stanie, dlatego jego rodzice spojrzeli na Jeeves'a.
— Zmoczył się do łóżka, panie — odpowiedział skrzat. — Wiedzą państwo, że się tego wstydzi.
— Przepraszam — szlochał malec podnosząc załzawione oczy na rodziców. Wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś więcej, ale zamiast tego przytulił głowę do misia i płakał dalej.
— Oh, Ralph — zaczęła Hermiona zastanawiając się, jak często się moczył. — Nie płacz. Masz tylko trzy lata, to się może zdarzyć.
Draco podniósł go, ignorując mokrą pidżamę.
— Wszystko w porządku, Ralph — powiedział Draco najbardziej delikatnym głosem. — Kiedy to się ostatnio zdarzyło?
Zajęło chwilę, zanim chłopiec mógł odpowiedzieć.
— Śro, śr…
— Środa. A dziś jest niedziela — powiedział Draco wycierając Ralph'owi twarz. — Więc było kilka dni, podczas których się nie zmoczyłeś. Więc wszystko w porządku, ok?
— Nie jestem dużym chłopcem — powiedział Ralph nadal nadąsany. — Powiedziałeś, że duzi chłopcy się nie moczą.
— Myliłem się. Każdemu zdarzają się wypadki. Nawet dużym chłopcom.
— Nawet tobie, tato?
Draco zawahał się.
— Czasami — skłamał. Hermiona nie miała serca, żeby zaprzeczyć, jak zazwyczaj robiła. — Co zazwyczaj ci mówimy po małych wypadkach?
— Nie powinienem płakać o coś, co mogę zmienić — powiedział posłusznie chłopiec wycierając nos wierzchem dłoni. — Powinienem pomóc Jeeves'owi poprawić łóżko.
— Możesz to zrobić?
Ralph pokiwał głową i wyślizgnął się z ramion Draco. Jeeves podał mu poduszkę i poszewkę.
— Proszę, załóż poszwę, paniczu Ralph.
Chłopiec z pewnymi trudnościami wykonywał zadanie, podczas gdy skrzat poprawił resztę łóżka.
— Skończyłem — oznajmił dumnie Ralph kładąc poduszkę na odpowiednie miejsce.
— Świetnie — oświadczył Draco oglądając pracę chłopca. — Teraz przebierz się i dołącz do nas na śniadaniu, dobrze?
— Dobrze.
— Pomogę ci — powiedziała Hermiona biorąc Ralph'a za rękę. Podeszli do szafy, aby wybrać odpowiednie ubranie, a Jeeves zatem czas przygotować śniadanie. Draco zamierzał poszukać Proroka. — Przepraszam, Ralph. To po części moja wina, zapomniałam zabrać cię do ubikacji zanim się położyłeś.
Kolejne mgliste wspomnienie tego, co zazwyczaj robiła bez żadnych konkretów. Przygryzła wnętrze policzka sfrustrowana.
— W porządku, mamusiu. Ja też zapomniałem. — Uśmiechnął się wyraźnie ucieszony, że nie była na niego zła.
Po śniadaniu Draco i Hermiona na przemian zajmowali się Ralph'em, tak aby drugie mogło zająć wszelkimi sprawami, którymi chcieli. O godzinie jedenastej zaczęli przygotowania do wyjścia do Weasleyów i po dwudziestu minutach Malfoy i Granger byli gotowi, jednak ich syn nie.
— Zachowuj się, ok? — pytała Hermiona wielokrotnie Dracona. Pomruczał i ponarzekał, ale obiecał — z uśmieszkiem — że nie zacznie nie sprowokowany. Kobieta nie była pewna. Ralph wbiegł do pokoju i zatrzymał się przed ojcem.
— Spójrzcie na moje buty!
— Bardzo ładne — skomentował niezręcznie Draco, nie wiedząc, czy kiedykolwiek widział już te buty. To nie były te same, które miał na sobie dzień wcześniej.
— Są specjalne. Bardzo szybkie. Mój kumpel mi je dał.
— Proszę?
— Mój kumpel dał mi jest, pamiętasz, tato?
— O, tak, pamiętam. Twój kumpel. — Odwrócił się do Hermiony i wymamrotał: — Jego kumpel? — Dziewczyna wzruszyła ramionami tak jak i Draco. — Chodźmy i miejmy to za sobą.
Złapał Ralph'a podczas gdy Hermiona brała garść proszku Fiuu.
— Nora — powiedziała dokładnie zanim wkroczyła w płomienie. Dotarła do celu podróży i wyszła z kominka lekko kaszląc.
— Hermiono! — zapiszczała Ginny łapiąc przyjaciółkę w ramiona. — Zastanawialiśmy się, czy dotrzesz tutaj żywa. Jak Draco?
Hermiona oddała uścisk.
— Oh, no wiesz, czasami człowiek, innymi razy… — Zniżyła głos, ponieważ mężczyzna wyszedł z Ralph'em z kominka — dureń.
Ginny zachichotała i odsunęła się, aby powitać resztę.
— Cześć, Draco — powiedziała zanim zwróciła uwagę na Ralph'a, który witał ją radośnie.
— Ciocia Ginny! Patrz na moje buty. Mój kumpel mi je dał!
— Witaj, Ginny — powiedział Draco stawiając syna. To dziwne patrzeć na tych ludzi i zdawać sobie sprawę, że jest się z nimi w dobrych stosunkach. Przypuszczał, że Hermiona czuła się tak samo podczas wizyty u jego rodziców.
— Chodź, Ralph, poszukajmy twojego kolesia — powiedziała rudowłosa biorąc chłopca za rękę. — Wszyscy są w ogrodzie — poinformowała Hermionę i Draco.
— W ogrodzie? — zapytał Malfoy niepewnie. — Jest dosyć zimno na dworze.
— Urok ogrzewania. Z tak dużą rodziną nigdy nie mieścimy się w środku. Nie martwcie się, mama i tata opanowali to do perfekcji.
Za chwilę pojawił się Ron i zobaczył nowoprzybyłych.
— Hermiono! — Uśmiechnął się. — Miło cię zobaczyć.
— Tu jest mój kumpel! — krzyknął Ralph. Podbiegł do Rona i wskazał na swoje obuwie. — Zobacz moje buty!
— Cześć, kumplu! — przywitał się Weasley, podnosząc rękę. — Przybij piątkę! — Ralph posłuchał go, a potem rudowłosy potargał włosy chłopca. — Masz buty! Świetnie!
— Pokażę wujkowi Harry'emu — powiedział Ralph biegnąc na zewnątrz. Draco i Hermiona wpatrywali się w Rona.
— Ty jesteś jego kumplem? — zapytała kobieta zaskoczona. Draco wyglądał na niezadowolonego. Weasley zaśmiał się.
— Naprawdę nie pamiętacie? Ginny coś o tym wspominała, ale nie uwierzyłem jej. — Rzucił okiem na swoją młodszą siostrę, która zirytowana rzucała mu zabijające spojrzenie. Do pomieszczenia wrócił Ralph.
— Dlaczego ty jesteś jego kumplem? — Kiedy Draco usłyszał o kumplu swojego syna, spodziewał się kogoś fajniejszego. Ron wyglądał na zażenowanego.
— Cóż, miałem dość ciągłego „wujku", więc zamiast tego kazałem mu nazywać się kolesiem.
Draco parsknął, a Ron się skrzywił.
— Hej, przynajmniej pamiętam dzieciaka — odpowiedział Ron obronnie.
— To prawdopodobnie ty byłeś pierwszym, który chciał, żebyśmy zapomnieli — oskarżył go Draco, dźgając palcem.
— Dlaczego miałbym to zrobić?
— Wszyscy wiedzą, że czułeś coś do Granger. — Gdy to mówił był całkiem zadowolony z tego, że Hermiona jest jego żoną, nie Rona. Mężczyzna zarumieni się.
— To było lata temu, Malfoy — warknął. — Jak zwykle odkopujesz przeszłość.
Hermiona także się zarumieniła i starała zmienić temat.
— Chodźmy na zewnątrz zobaczyć, czy reszta coś wie. — Skierowała się w stronę drzwi, a Draco pospieszył zaraz za nią. Nie chciał sam zostawać na terytorium wroga.
Kiedy wyszli na zewnątrz, Ralph bawił się z innymi dziećmi, a dorośli czekali na nich. Harry przytulił Hermionę, patrząc na nią uważnie, nie będąc pewnym, jak przywitać się z Draco, który patrzył na niego surowo. Pan i pani Weasley nie przejmowali się niczym i powitali ich tak jak zwykle. Kiedy zauważyła minę Malfoy'a, gdy go przytulała, odsunęła się od niego i energicznie klasnęła w dłonie.
— Dobrze — powiedziała. — Obiad na stole. — Wszyscy usiedli przy długim piknikowym stole. Ginny i Fleur usiadły razem z dziećmi przy małym stoliku, a reszta przy większym. — Powiedzcie na czym polega problem, a może będziemy mogli pomóc — dodała pani Weasley, gdy Draco nabrał trochę gulaszu.
— Zaczęło się wczorajszego ranka — zaczęła Hermiona postanawiając wyjaśnić. — Kiedy Mal… Draco i ja obudziliśmy się zupełnie nie wiedzieliśmy, że jesteśmy małżeństwem. To było…zaskakujące.
— To musiało by straszne, gdy dowiedzieliście się prawdy — powiedział Bill ze współczuciem oferując jej ziemniaki. — To znaczy, że macie inne wspomnienia.
Hermiona przytaknęła biorąc od niego talerz.
— Udałam się do Ginny, która powiedziała mi, że ja i Malfoy jesteśmy małżeństwem od czterech lat. I że mamy Ralph'a. Sęk w tym, że pamiętamy wszystko oprócz małżeństwa. Jasno pamiętam moją pracę. To tak jakbym nie pamiętała Draco i Ralph'a, a wszystko inne tak.
— Co masz na myśli? — zapytał Harry marszcząc czoło.
— Na przykład, pamiętam wyjazd do Francji ostatniego roku i zgodnie z moim pamiętnikiem, Draco i Ralph też tam byli. Pamiętam Francję, ale jakbym była tam sama — powiedziała Hermiona. — Ale Malfoy'owie… Nie pamiętam nawet spotkania z nimi po twoim zwycięstwie nad Voldemortem, Harry. Nie pamiętam wizyty u nich z albo bez Draco.
Wszyscy spojrzeli z oczekiwaniem na mężczyznę, a ten pokiwał twierdząco głową.
— Podobnie jak ja pamiętam rzeczy — powiedział szukając kurczaka.
— Przypuszczam, że nie pamiętacie, co wydarzyło się w wieczór wcześniej? — zapytał Ron.
— Nie bądź niemądry, Ron — westchnęła Hermiona dotykając czoła.
— Właśnie, Weasley. Pomyśl, jak głupio zabrzmiało twoje pytanie.
Ron skrzywił się jedynie.
— Chodziło mi o to, czy pamiętacie, co robiliście po przyjęcie Harry'ego i Ginny? Może jakieś przeczucie, pomysł?
Obydwoje potrząsnęli przecząco głowami.
— Jestem pewna — powiedziała Hermiona. — Ale nie jestem pewna tego w jaki sposób wiem o tym, że nic się nie wydarzyło.
— Nic nie działo się na przyjęciu? — zapytał Draco.
— Cóż, pokłóciliście się — odparł Bill spoglądając na wszystkich. — Ale to normalne zdarzenie.
Granger zmarszczyła brwi.
— Nie jesteśmy… szczęśliwi? — Czuła się zawstydzona pytając.
Inni pospieszyli, aby ich uspokoić.
— Ty i Draco jesteście najszczęśliwszą parą, jaką znam — powiedział szczerze Bill.
— Razem z Ralph'em wasza trójka tworzy perfekcyjną rodzinę — dodał pan Weasley.
— A wy dwoje jesteście bardzo zakochani — potwierdziła pani Weasley. Draco i Hermiona spoglądali na siebie niemrawo.
— Zakochani? — zaskrzeczał Malfoy. — Jak my się w sobie zakochaliśmy?
Hermiona, daleka od bycia znieważoną, zgodziła się z mężczyzną.
— Po spędzeniu trochę czasu z Malfoy'em, mogę powiedzieć, że nie jesteś aż taki zły. Ale ja nie… Nie kocham cię. W ogóle.
Draco potwierdził.
— Dokładnie. Z pewnością nie jesteś okropną matką, Granger i moi rodzice cię uwielbiają, ale…
— Ale — zgodziła się Hermiona. Wszyscy byli przez chwilę cicho, dopóki głos pana Weasleya nie zadzwonił głośno.
— George Weasley! Czego nam nie mówisz?
Wszyscy spojrzeli na niego.
— Co? — zapytał George przeżuwając swoje jedzenie powoli i wyglądając zbyt niewinnie.
— Jesteś zbyt cichy, mój drogi — powiedział surowo Artur. George otworzył usta, aby zaprzeczyć, ale uciszyła go matka.
— Wyglądasz, jakbyś myślał o czymś, co zrobiłeś lub zamierzasz zrobić. Coś kombinujesz — oznajmiła zadowolona, że potrafi rozpoznać reakcje syna.
— Ja? Kombinuję? Mamo, twój syn? Co pomyślałby Fred? — zapytał urażony mężczyzna i podniósł oczy ku niebu. — Tylko kontemplowałem kłótnię między Malfoy'ami.
— I do czego doszedłeś? — Pani Weasley uniosła znacząco brwi. George nie odzywał się, więc postanowiła mu zagrozić. — Powiem ciotce Muriel, gdzie znajduje się sklep. Bardzo chciała go odwiedzić.
Mężczyzna poddał się.
— Dobrze, dobrze. — Wziął głęboki oddech i spojrzał przepraszająco na Hermionę i Draco. — Ja to zrobiłem.
Wszyscy spojrzeli na niego oniemiali.
— Co? — Hermiona nie mogą uwierzyć. — George, dlaczego? Na Merlina… — Złapała Dracona za ramię, aby zatrzymać go przed zrobieniem czegoś głupiego takiego jak użycie zaklęcia zabijającego zanim Weasley się wytłumaczy.
— Nie chodziło mi o to — powiedział posępnie. — Myślałem, że robię wam przysługę.
— Usuwając nasze wspomnienia? — Głos kobiety był coraz głośniejszy. Jej uścisk na ramieniu Dracona stał się mocny, tak że jej mąż się skrzywił.
— Chciałem pomóc — odpowiedział obronnie. — Ty i Draco ciągle się kłóciliście, zresztą jak zawsze. No i był eliksir, nad którym pracowaliśmy z Lee, który sprawia, że ludzie zapominają o niektórych momentach z ich życia. Pomyślałem, że dam wam eliksir i zapomnicie o wszystkich kłótniach. Oczywiście, zadziałało i do końca wieczoru gruchaliście, jakby jutra miało nie być.
Hermiona była zniesmaczona i zła, żeby czymkolwiek się przejmować.
— Wymazałeś wspomnienia o naszym małżeństwie, idioto — warknęła kobieta, gdy Draco jej przerwał:
— Co znaczy, że zadziałało? Czy to twoim zdaniem działa?
— Nie miałem zamiaru wymazać wspomnień o małżeństwie — oznajmił George, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. — Razem z Lee testowaliśmy to na sobie i działało! Oczywiście, nie pamiętam o czym zapomniałem, ale to działa. Zastanawiałem się, dlaczego tak się nie stało w waszym przypadku. Na szczęście, mogę znaleźc antidotum.
Hermiona westchnęła zauważając, że odpowiedź była oczywista.
— To musiał być alkohol. Kiedy wypijesz eliksir nie powinieneś pic zupełnie alkoholu. Ale my piliśmy. To tłumaczy wszystko.
George klepnął się w czoło.
— Na brodę Merlina, Hermiono, masz rację! Genialne! — uśmiechnął się do niej. — Jesteś pewna, że nie chcesz dla nas pracować?
Kobieta w odpowiedzi uśmiechnęła się. Obok niej Draco warknął.
— Jak zamierzasz to naprawić, Weasley?
Uśmiech zszedł z twarzy George'a.
— Nie wiem. Nie wiem jeszcze. — Podkreślił patrząc jak Malfoy mruży oczy. — Zacznę pracować nad tym, jak tylko wrócę do domu. Chcesz mi pomóc, Hermiono?
Pani Malfoy zacisnęła usta.
— Z chęcią przypilnuję, abyś zrobił to dobrze tym razem. — Spojrzała na niego surowo. — Ale dzisiaj mamy spotkanie z Uzdrowicielem i muszę skończyć parę rzeczy do pracy na jutro.
George wyglądał na niezadowolonego.
— Zatem jutro?
Pani Weasley zmarszczyła czoło.
— George, jesteś pewien, że nie możesz zrobić sam tego antidotum?
— Po prostu mówię, że to zajmie trochę czasu — odparł na obronę. — Byłoby łatwiejsze, gdyby Hermiona pomogła. Co z tobą, Malfoy? — zapytał z nadzieją. Draco potrząsnął głową.
— Napraw to sam, Weasley. — Wściekle wbił nóż w kurczaka. — Napraw to szybko.
— Powiadom mnie o składnikach, jakich używasz — zaproponowała Hermiona. — To pomoże mi o tym pomyśleć.
— Ginny i ja mamy pomysł — powiedziała Fleur zostawiając stół z dziećmi i dołączając do dorosłych. Hermiona spojrzała na nią z nadzieją, podczas gdy Draco spoglądał nieufnie. — Myślę, że tego nie polubisz.
— Co to?
— Myślę, że to może nie działać — dodała Fleur przepraszająco; jej angielski akcent poprawił się w ciągu kilku lat. — Ale może warto spróbować. Powinniście się pocałować.
— Pocałować? — Draco był zszokowany, a Hermiona prychnęła z niedowierzania.
— To nie bajka — warknęła.
— Nie wiecie tego — powiedziała Ginny dołączając do nich. — To może pomóc wam sobie przypomnieć.
— Nie, nie zrobię tego — powiedziała Hermiona potrząsając głową.
— No dalej Hermiono, nie wstydź się, wy dwoje zawsze całujecie się na oczach wszystkich. To denerwuje Rona — powiedział do niej George.
— Co to jeden mały pocałunek między żoną a mężem? — zapytała cierpliwie Molly Weasley. — Już nie jesteście wstydliwymi nastolatkami.
— Ona nie jest moją żoną — warknął Draco, ale mimo wszystko odwrócił się do Hermiony.
— Możemy to zrobić gdzieś samotnie? — wyszeptała.
— Robicie z igły widły — powiedziała Ginny. — To tylko pocałunek a nie pieszczoty.
Hermiona zrobiła się bardziej czerwona niż wcześniej na słowo „pieszczoty".
— Dobrze — wymamrotała. Spojrzała na Dracona, który wyglądał na niezadowolonego tak jak ona. Ostrożnie, pochyliła się w kierunku mężczyzny i szybko pocałowała go w usta.
— Już nie jesteście chorzy!
Draco i Hermiona odwrócili się i zauważyli Ralph'a, który ich obserwował.
— Um, to prawda.
— Idź się pobaw z Lily — dodał Draco. — Jest sama.
Po uwadze syna, Hermiona jęknęła i oparła głowę o stół.
— To nie działa.
— O co chodzi z byciem chorym? — zapytał Harry zaciekawiony.
— Musiałam mu coś powiedzieć — mruknęła Hermiona. — Zapytał dlaczego nie przytulamy się z Draco. — Wstała wyglądając na sfrustrowaną. — Idę do środka.
Odeszła od stołu. Wszyscy spojrzeli na Malfoy'a, a on na nich.
— Nie pójdę za nią.
— Ja pójdę — zaoferował Ron. — Muszę skorzystać z ubikacji tak w ogóle.
Draco skrzywił się, ale nie odezwał ani słowem ani nie ruszył. Ron znalazł Hermionę siedzącą na sofie i wpatrującą się w kominek.
— To jest zbyt trudne — wyszeptała.
— Hermiono, wiem że w końcu sobie przypomnisz. Nigdy nie zapomnisz — powiedział pocieszająco. — To może nie być dziś, ani w tym tygodniu albo w końcu sobie przypomnisz. Albo nauczysz. Musisz to zrobić.
Mimo wszystko Hermiona zachichotała i wytarła łzy dłonią. Pochyliła się i uścisnęła Rona. Kiedy się odsunęła, uśmiechnął się do niej, a ona go odwzajemniła.i
— Więc, jesteś jego kumplem?
— Tak — odpowiedział dumnie Weasley. — A ty jesteś jego mamą.
— Hollywood i kablówka mają na ciebie zbyt duży wpływ — powiedziała Granger potrząsając głową. — Dlaczego kupiłeś mu buty?
— Na jego urodziny.
Hermiona jęknęła.
— Nawet nie wiem, kiedy są. To okropne. Zupełnie nie czuję się jak matka.
— Trzynasty listopada, kilka miesięcy temu. Były na niego trochę za duże, dlatego zaczął je nosić dopiero teraz. Ralph miał przyjęcie w waszym domu. To było tematyczne przyjęcie i był przebrany za Eskimosa. Draco był jednym z elfów świętego Mikołaja, a ty mugolskim podróżnikiem, przynajmniej tak powiedziałaś. Oh, kostium Lucjusza był najlepszy — powiedział Ron z szerokim uśmiechem. — Był pingwinem.
Szczęka jej opadła.
— Żartujesz! Pamiętałabym coś takiego!
Ron zaprzeczył ruchem głowy.
— Nie żartuję. Pokażę ci kiedyś zdjęcie — zaśmiał się. — To była prośba Ralph'a. Narcyza była misiem polarnym, ale po pewnym czasie zdjęła kostium.
Hermiona westchnęła.
— Wiesz, uduszę George'a jeżeli coś z tym nie zrobi. To musiało być przyjęcie stulecia, a ja go nie pamiętam.
— Naprawi to, Hermiono. George zawsze to robi.
Trwali przez pewien czas w ciszy dopóki kobieta nie prychnęła zirytowana.
— Wiesz co mnie denerwuje? — zapytała przyjaciela z groźną miną. — Malfoy. Zastanawiałam się, co ja takiego w nim widziałam i nie wiem. Nawet nie jest przystojny!
Ron uniósł brwi patrząc sceptycznie.
— Ginny dostałaby ataku, gdyby cię usłyszała.
— No dobrze, może jest trochę przystojny — zmieniła zdanie. — Ale w irytujący sposób. „Jestem od was lepszy". Co jest takiego śmiesznego? — zapytała, kiedy Ron zaczął się śmiac.
— Powiedziałaś to samo kilka lat temu — wyjaśnił. — Ginny i Fleur zawsze mówiły, że twierdzisz tak po prostu, dlatego, że doszłaś do wniosku, że jest atrakcyjny.
Policzki Hermiony zapłonęły.
— Wcale nie uważam, że jest atrakcyjny.
— Niedługo po tym — rok albo coś koło tego — oznajmiłaś, że za niego wychodzisz.
— To nie świadczy o niczym — mruknęła. — I tak wygląda jak arogancki dupek.
— Racja — zgodził się Ron. — Jaki jest twój następny krok?
— Spotykamy się z Uzdrowicielem za pół godziny. Zostawimy tutaj Ralph'a i zobaczymy, czy może nam pomóc. Na nic nie liczę.
— George coś wymyśli — zapewnił ją. — To może zająć lata, ale w końcu coś zrobi.
— Nie chcę, żeby zajęło to lata — jęknęła Hermiona. — Musze sobie przypomnieć w jaki sposób straciłam zdrowie psychiczne i poślubiłam Draco Cholerną Fretkę Malfoy'a.
— Czy on jest dla ciebie okropny? — zapytał Ron współczująco. — Zawsze z Harrym myśleliśmy, że jest dobrym mężem. Lepszym niż oczekiwaliśmy.
— W sumie nie jest zły — dodała. — Po prostu nie mogę znieść myśli o byciu jego żoną i… spaniu z nim! Zastanawiałam się nad wypiciem Eliksiru Miłosnego. Żeby przyspieszyć proces zakochiwania się w nim.
— Właśnie się nad tym zastanawiałem — odpowiedział Ron odchylając się i opierając o kanapę. — Potrzebujesz się w nim zakochać? To znaczy, eliksir wpłynął na twoje wspomnienia, nie uczucia. Może nie pamiętasz dlaczego, ale kochasz go.
— Też się nad tym zastanawiałam — odpowiedziała. — Ale wierz mi, jeżeli nadal go kocham, widziałabym o tym.
Siedzieli w ciszy dopóki Hermiona nie zapytała:
— Jak zareagowałeś, gdy ci powiedziałam?
— Nie mogłem. Naprawdę. Nie wiedziałem, ze to się zdarzy. Ty i Malfoy? Tak długo jak cię znam, nie podejrzewałem, że zakochasz się w tym dupku. To było najgorsze. Nie rozumiałem, dlaczego nie powiedziałaś nam wcześniej. Fakt, że zaręczyłaś się z Malfoy'em zszokował mnie, ale bardziej to, że umawiałaś się z nim wcześniej. — Ron uśmiechnął się i poklepał ją po dłoni. — Wkurzało mnie to, ale przeszedłem z tym do porządku dziennego. Powiedziałaś, że moja akceptacja cię zaskoczyła. Powiedziałem, żebyś mi zaufała. Nie byłem zadowolony, ale nie mogłem zrobić nic, żeby to zmienić. Najlepsi przyjaciele, pamiętasz?
— Wow. — Hermiona nadal była zaskoczona. Była dotknięta tym, co jej oznajmił. Przysunęła się i uściskała go. — Nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać. A Harry? Jak to przyjął?
— Był trochę wkurzony, że to Malfoy. Ginny była najbardziej oburzona, ponieważ nic nie podejrzewała. Myślę, że Voldemort powstający z grobu wywołałby u niej taką samą minę. — Ron zaśmiał się sam do siebie. — No ale, powiedziałaś, że bardzo nas przepraszasz za lekceważenie tego. Oczywiście, wszystko zostało wybaczone, zwłaszcza, że obiecałaś Ginny, że będzie mogła ci pomóc w wyborze sukienki, w której tak apropo wyglądałaś cudownie.
— Dziękuję. — Hermiona spojrzała na zegarek i westchnęła. — Mamy spotkanie z Uzdrowicielem niedługo. Mam nadzieję, że nie jest to zupełna strata czasu.
— Powodzenia — odpowiedział, poklepał ją po plecach i wyciągnął się na kanapie, z której zeszła. Jego nogi zwisały z sofy.
— Chyba się prześpię.
Hermiona uśmiechnęła się do niego jedynie.
— Do zobaczenia później.
