Uzdrowiciel Schlemm, jeden z najpopularniejszych w Wielkiej Brytanii, którego specjalizacją była ludzka psychika, nie był pomocny. Żadne z jego zaklęć lub eliksirów nie działały i dlatego Draco i Hermiona opuścili jego gabinet zirytowani i niezadowoleni. Kobieta kontrolując się bardzo próbowała nie nakrzyczeć na Ralph'a, który mówił cały czas podczas obiadu. Starał się nucić kilka rymowanek, których pani Weasley nauczyła dzieci, jednakże pomieszał słowa irytując swoich rodziców. Po położeniu go do łóżka, obydwoje z Hermioną rozeszli się do swoich pokoi bez słowa, zirytowani i sfrustrowani.
Nie ważne, jak bardzo zmęczona czuła się Hermiona, nie mogła usnąć. Była wstrząśnięta sytuacją i zmęczona próbowaniem różnych taktyk relaksu, których nauczyła się jeszcze w Hogwarcie. Żadne nie działały. Albo raczej działały, ale sen nie przychodził. Była niemal druga w nocy, gdy odrzuciła kołdrę i postanowiła zejść do kuchni. Nie zjadła wiele podczas obiadu i mimo że głód zazwyczaj nie przeszkadzał jej w zasypianiu, była zdesperowana, aby spróbować czegoś.
Kiedy wyszła z pokoju, zdała sobie sprawę, że nie wie, gdzie znajduje się kuchnia. Zatrzymała się przed sypialnią Dracona chętna, aby go zapytać, ale w środku było cicho i żadne światło nie sączyło się przez szpary w drzwiach, więc uznała, że śpi.
Hermiona postanowiła po prostu chodzić i szukać póki nie znajdzie pomieszczenia. Prawdopodobieństwo tego, że kuchnia znajduje się w prawym skrzydle było tak wielkie, że zdziwiła się swoją pamięcią. Szukała i w końcu znalazła odpowiednie pomieszczenie. Jeżeli to nie była kuchnia to ktokolwiek, kto był w środku, mógłby ją poinstruować.
Szybko zapukała i otworzyła drzwi. Podskoczyła, gdy ujrzała Malfoy'a siedzącego przy stole.
— Malfoy!
Odwrócił się tak, że patrzył centralnie na nią.
— Granger. Wejdź.
— Myślałam, że śpisz — przyznała wchodząc do środka i rozglądając się. — Czy to kuchnia? Myślałam, że będzie trochę większa.
Draco zaśmiał się krótko.
— Nie mogłem spać. I to jest nasza kuchnia. Skrzaty używają większej w piwnicy, która jest centralnie pod jadalnią.
— Jak w Hogwarcie pod Wielką Salą.
— Nigdy nie byłem w hogwardzkiej kuchni — przyznał się Draco. — Co cię tu sprowadza?
— Też nie mogłam spać — odpowiedziała. — Myślałam nad zrobieniem sobie gorącej czekolady. A ty?
— Przyszedłem po kubek kawy.
Hermiona uniosła brwi zaskoczona.
— Raczysz żartować.
Ponownie się zaśmiał.
— Tak, żartuję. Chciałem trochę ciastek.
Kobieta uśmiechnęła się do niego delikatnie. Próbował być zabawny, co wydawało jej się urocze.
— Więc chcesz może? Gorącej czekolady, mam na myśli.
Przytaknął, a Hermiona przywołała wszystkie składniki, których potrzebowała.
— Zastanawiałaś się, jak w ogóle się w sobie zakochaliśmy? —zapytał nagle Draco sprawiając, że podskoczyła.
— Co?
— Kiedy weszłaś podczas obiadu do środka reszta Weasleyów opowiedziała mi. — Patrzył wprost na stół, unikając kontaktu wzrokowego z Hermioną. Kobieta nie odzywała się przez jakiś czas. Chciała wiedzieć? Tak, ale czy to jej się spodoba? Kiedy skończyła przygotowywać czekoladę, postawiła kubki na stół i usiadła obok Dracona?
— Dobra, powiedz mi.
— To dzięki pracy — zaczął mieszając czekoladę. — Musiałem złożyć coś z firmy w twoim departamencie w Ministerstwie i stało się tak, że zostałaś przydzielona do mojej sprawy.
— Więc, umówiliśmy się?
Draco parsknął.
— Nie. Przynajmniej nie od razu. — Nie odzywał się przez chwilę. — Według nich to była tajemnica. Wiedzieli, że spotykamy się w pracy i na spotkaniach biznesowych, ale nie że na zwykłych… spotkaniach.
— Oh. — Hermiona pomieszała gwałtownie swój napój. — Zastanawiam się, jak zaproponowałeś wyjście i czemu się zgodziłam.
— Właściwie to musiałem pytać wiele razy zanim się zgodziłaś.
— Oh. — Nie mogła wpaść na żadną sensowną odpowiedź. Więc on wpadł pierwszy. Czy będzie tak samo drugim razem?
Mijały im minuty bez żadnego mówienia. Nie musiało minąć wiele czasu, gdy wypili czekoladę. Draco odchylił się do tyłu na krześle.
— Granger, dodałaś coś do tego? Jestem śpiący.
Hermiona potrząsnęła głową, ponieważ też zaczęła być senna.
— Nie, tylko zwykła gorąca czekolada.
Nie uzyskała odpowiedzi i kiedy spojrzała na Dracona ten już spał. Hermiona jęknęła i położyła głowę na stole.
— Świetnie.
Musiała umyć kubki, obudzić Malfoy'a i pójść do łóżka. Zamknęła oczy. Tylko na minutkę, obiecała sobie. Zaczęła się budzić kiedy skrzat domowy poklepał ją po ramieniu. Szybkie spojrzenie na zegar; wskazywał kilka minut po szóstej. Ona i Draco spali przez ponad cztery godziny.
— Dzień dobry, pani Hermiono — powiedział skrzat nieśmiało. — Ty, pani i pan Draco powinniście wrócić do łóżka. Możecie spać do siódmej.
Zajęło kilka minut zanim informacja dotarła do jej zaspanego mózgu. Kiedy wreszcie tak się stało, Hermiona wstała odpychając do tyłu krzesło.
— Dziękuję, Wooster — powiedziała uśmiechając się smutno. — Zrobimy tak.
Jedną ręką potarła szyję, drugą szturchnęła Dracona.
— Obudź się, Malfoy.
Podniósł głowę ze stołu i rozejrzał dookoła.
— Co?
— Usnęliśmy — wytłumaczyła Hermiona. — Wooster właśnie mnie obudził. Powinniśmy wrócić do swoich łóżek i przespać dopóki nie będziemy musieli wstać do pracy.
— Racja. — Draco pokiwał twierdząco głową i wstał. Wywrócił oczami i przeciągnął się. — Oh.
— Mój szyja jest sztywna — powiedziała Hermiona, gdy wyszli z kuchni. — Nie wierzę, że spaliśmy tak niemal cztery godziny.
— Byliśmy zmęczeni — odparł tłumiąc ziewnięcie. — Nie spałem dobrze wcześniejszej nocy.
— Ja także. — Hermiona westchnęła zatrzymując się pod drzwiami swojej sypialni. — Do zobaczenia na śniadaniu.
— Dobranoc. — Uśmiechnął się do niej Draco zanim skierował się do swojego pokoju. Patrzyła przez chwilę na jego plecy zanim otworzyła drzwi i wślizgnęła się do pomieszczenia; jej serce trzepotało. Skarciła się za to nim weszła do łóżka.
— Wcale nie atrakcyjny — powiedziała do siebie kładąc się na poduszki. — Ani odrobinę przystojny.
Westchnęła wpatrując się w sufit i czując głupio. Decydując, że to niemożliwe, zamknęła oczy i zasnęła. Niedługo potem została obudzona przez tego samego skrzata, co wcześniej.
— Pani, jest kwadrans po siódmej — odpowiedział z wahaniem. — Nie chce się pani spóźnić do pracy.
Hermiona jęknęła i przekręciła się, powstrzymując się przed nawrzeszczeniem na Woostera, aby zostawił ją samą. Zamiast tego, zmusiła się aby się podnieść.
— Obudziłeś już Malfoy'a?
— Nie, pani. Zrobię to niedługo. — Skłonił się lekko i zostawił samą w pokoju. Hermiona opadła z powrotem na łóżko. Jej praca nie zaczynała się przed wpół do dziewiątej, więc miała dużo czasu, aby się przygotować.
A potem przypomniała sobie o Ralph'ie. Niestety, ciągle musiała sobie o nim przypominać. Potrzebował trochę ich zainteresowania zanim z Draco wychodzili; czuła się źle, że widziała syna tylko podczas weekendów i przed wyjściem do pracy i po powrocie.
Chociaż była strasznie śpiąca, zmusiła się, aby wstać i przygotować do biura. Skierowała się do jadalni, w której był już Draco wyglądając na zirytowanego. Nie zajęło wiele czasu, zanim zorientowała się dlaczego.
— Dzień dobry, mamusiu! — Głos Ralph'a był głośny i nawet zbyt wesoły.
— Dzień dobry — odpowiedziała nachylając się, aby dać mu całusa. — Jesteś dziś bardzo radosny.
— Opowiedziałem tacie swój sen. Był o psie — wielkim! Jeżdżę na jego plecach…
— Jeździłem — warknął Draco. — Już ci mówiłem.
Ralph przestał mówic i spojrzał na ojca.
— Przepraszam, tato, zapomniałem.
— W porządku. — Draco zajął się na powrót swoim śniadaniem i w pomieszczeniu zaległa cisza. Ralph odsunął od siebie talerz, ale Jeeves'owi udało się go jeszcze namówić na owsiankę. Kilka minut później Draco wstał od stołu.
— Dobra, wychodzę. Do zobaczenia.
Hermiona spojrzała na niego zaskoczona.
— Nadal jest wcześnie.
Wzruszył ramionami i pomachał na pożegnanie. Ralph spojrzał na niego, a potem na Hermionę.
— Mamusiu, czy tata jest na mnie zły?
Hermiona westchnęła i nalała sobie trochę kawy.
— Nie, jest zły, ponieważ jest niewyspany.
— Oh. — Ralph głośno odłożył łyżkę i zamachał nogami.
— Cieszę się, że ty jesteś wyspany — powiedziała Hermiona.
— Tak. Miałem sen o wielkim psie… — Ralph mówił przez resztę czasu, podczas którego jego matka jadła śniadanie. Przerwała mu, gdy spostrzegła, że ma tylko dziesięć minut do wyjścia do pracy. Dała mu szybkiego całusa i popędziła do swojego pokoju, aby umyć zęby. Kiedy to zrobiła, weszła do kominka i udała się do pracy.
Było ulgą, gdy wreszcie była w Ministerstwie i nie musiała martwic się o Draco lub Ralph'a. Nawet jeżeli tutaj niektóre rzeczy przypominały jej o nich — zdjęcia syna i męża stały na biurku i wisiały na ścianach — a wręcz krzyczały do niej.
Harry i Ron przyszli do niej, aby zobaczyć, jak sobie radzi. To słodkie, ale Hermiona chciała, aby mieli bardziej pozytywne nowiny, na przykład o George'u, który skończył antidotum. Wiedziała, że nie mogła tego oczekiwać po tak krótkim czasie, ale była zmęczona tą sprawą.
Wpół do szóstej spakowała swoje rzeczy i powoli skierowała się do kominków. Była niemal godzinę później niż zwykle, ale nie spieszyła się do domu.
— Malfoy Manor — powiedziała z westchnieniem pozwalając się dostarczyć do domu. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyła po powrocie, był Ralph siedzący na podłodze naprzeciwko kominka.
— Mamusiu! — Podniósł się i podbiegł ściskając jej nogi. — Spóźniłaś się. Myślałem, że nie przyjdziesz.
Hermiona jęknęła cicho, rzucił torbę i schyliła się po syna. Zauważyła ślady łez na jego policzkach.
— Płakałeś? — zapytała odgarniając włoski z twarzy.
— Myślałem, że nie wrócisz — powiedział, a nowe łzy potoczyły się po policzkach.
— Miałam dużo pracy — wyjaśniła Hermiona. To było kłamstwem: nie miała wiele dziś do zrobienia, ale nie chciała wracać do domu.
— Tatuś też ma dużo pracy?
— Nie ma go jeszcze?
— Nie. Myślałem, że mnie zostawiliście — pociągnął nosem.
— Przepraszam — powiedziała Hermiona winna. Nie była dobrą matką. — Myślę, że zapomniałam poinformować cię. — Pocałowała go w czoła i uśmiechnęła. — Ralph, wiesz, że tata i ja nigdy cię nie zostawimy.
Pociągnął nosem i przytaknął.
— Ale tak pomyślałem.
— Czasami możemy zjawić się w domu później, ale zawsze wrócimy. Dobrze? — Objął ją małymi ramionkami za szyję i przytulił. — Tata i ja kochamy cię. — Tylko cię nie pamiętamy, pomyślała gorzko, wkurzona na George'a. Zastanowiła się, czy wie, jak bardzo zrujnował ich życie.
— Też cię kocham, mamo.
Przytrzymała go i usiadła razem z nim na kanapie.
— Więc co dzisiaj robiłeś?
— Narysowałem rysunek! — Przyniósł kartkę, którą upuścił, gdy biegł do niej. Z pewnością nie mógł się doczekać, aby pokazać jej swoje dzieło, że Hermiona poczuła się winna. Merlinie, była najgorszą matką na świecie. — To ty, ja i tata, gdy jemy razem. Ty i tata się uśmiechacie. Tata nie jest już zły.
Hermiona pochwaliła rysunek tak, jak tylko matka może to zrobić. Postanowiła porozmawiać z Draco — powinni spróbować bardziej się wysilić w związku z ich partnerstwem, aby Ralph nie zorientował się, że coś jest nie tak.
O siódmej dostali sowę od Draco, który poinformował ich, że będzie późno i żeby nie czekali. Ralph wyglądał na niepocieszonego i rzadko mówił podczas kolacji, chociaż Hermiona próbowała z nim rozmawiać. Kiedy okazało się, że Draco nie wróci przed zaśnięciem Ralph'a, chłopiec dał rysunek Hermionie.
— Pokaż tacie, gdy wróci — powiedział. Hermiona przytaknęła i pocałowała go w policzek.
— Pokażę. Dobrej nocy. — Przykryła go kołdrą i zaczęła czytac Piotrusia Pana dopóki chłopiec nie zasnął. Pół godziny później zjawił się Draco. Hermiona czekała na niego i podniosła się z siedzenia, gdy tylko go zobaczyła.
— Nie było cię na obiedzie — powiedziała wyraźnie zła.
— Byłem zajęty.
— Ralph czekał na ciebie.
— To nie zmienia tego, że byłem zajęty — powiedział Draco wyglądając na niezadowolonego. Hermiona spojrzała na niego ciekawa.
— Nie możesz się chować, Malfoy! Zmierz się z tym, jesteśmy w związku i musisz pomagać mi udawać, że wszystko jest dobrze. Nie możesz chować się w pracy. Musisz być tutaj zawsz, jak zwykle. Dla dobra Ralph'a.
— Wiesz Granger, nie jestem gotowy na dziecko. Nie jestem gotowy, aby przedłożyć jego potrzeby nad swoje i stawiać go na pierwszym miejscu — powiedział Draco chodząc po pokoju. — Ralph jest uroczy i słodki, ale nie czuję, jakby był moim synem.
— Ale on jest twoim synem. A ja jestem twoją żoną. Nie możesz chodzić…
— Gdybym mógł sprawić, żeby wszystko było tak jak kiedyś, zrobiłbym to. Ale póki nie mogę, musimy jakoś sobie z tym radzić.
Hermiona zacisnęła zęby.
— Nie możesz od tego uciekać i oczekiwać, że to naprawię, Malfoy.
— Czego ode mnie oczekujesz? — krzyknął Draco, odwracając się do niej. — Nie mogę nic z tym zrobić.
— Ja także, ale…
— Nie mów mi, co mam robić — spojrzał na nią na moment, a potem się odwrócił. Hermiona milczała podążając za nim i licząc do dwudziestu. Kiedy poczuła, że wystarczająco się uspokoiła, dla pewności policzyła jeszcze raz.
— Przyznaję, że też chciałam od tego uciec. Byłam prawie godzinę później w domu. Ralph był strasznie zmartwiony. Nie możemy bawić się z nim i być kochanymi rodzicami jednego dnia, a następnego być zmęczeni nim. Nie jest zabawką. I nawet jeżeli go nie pamiętasz, musisz coś do niego czuć. Dumę, a może nawet miłość.
— Rozumiem to, rozumiem, ok? Ale to w jaki sposób powinienem go traktować a w jaki nie, nie zmieni tego, co czuję. Tak, jest cudownym dzieciakiem, ale nie mogę spędzać z nim godzin i nie być zmęczonym. Czasami nawet nie mogę słuchać go bez bycia zirytowanym. — Otworzył drzwi swojej sypialni i zatrzymał się wpuszczając ją do środka zanim je zatrzasnął.
— Myślę, że to normalne, ale nie możemy być samolubni. Możemy cierpieć, ale nie możemy pozwolić, żeby był inaczej traktowany. Wiem, że to trudne — powiedziała dosadnie Hermiona. Zaczęła mówic, zanim Draco otworzył usta, aby się zgodzić — ale nie możemy się nad sobą użalać. Możemy tego nie pamiętać, ale jesteśmy jego rodzicami i bierzemy za niego odpowiedzialność.
— Chcę przerwy od tego wszystkiego.
Hermiona westchnęła przypominając sobie, jak czuła się wcześniej.
— Ja też. Czasami czuję, że sobie z tym poradzę, ale potem to mnie przytłacza. — Teraz, kiedy na siebie nie wrzeszczeli, poczuła się zmęczona. Nie chciała się z nim kłócić, ale tkwili w tym oboje. — Uważam, że obydwoje potrzebujemy czasem przerwy od tego wszystkiego. Powinniśmy zorganizować to tak, aby nie było w tym samym czasie. Narcyza powiedziała, że czasami pracowałeś w domu, aby spędzać czas z Ralph'em. Ale jestem pewna, że jeżeli chciałeś odpocząć, nie było problemu, żebyś poszedł do biura. Jedno z nas musi być po prostu w domu o porze, w której nas oczekuje, aby się nie martwił.
Draco oddychał spokojnie; pokiwał głową twierdząco.
— Masz rację.
— Mogę wziąć wolne od pracy — przyznała — ale myślę, że lepiej byłoby zostawić rzeczy takimi, jak normalnie. Może coś wróci nasze wspomnienia.
Nie dodała, że nie chce zrezygnować z czegoś, co było jej schronieniem.
— Normalne. — Draco zaśmiał się głucho. — Myślę, że nie mógłbym tego zrobić.
— Musisz to zrobić. — Hermiona przyłożyła dłoń do czoła. — Niemal zapomniałam! Ralph namalował to — pogrzebała w kieszeni w poszukiwaniu rysunku — i chciał, żebym ci dała.
Draco patrzył na niego przez dłuższą chwilę, a potem włożył do szuflady przy łóżku. Odwrócił się do Hermiony, która była zaskoczona widokiem jego oczu.
— Wiesz co widzę, kiedy wchodzę do biura? Całą ścianę rysunków Ralph'a. Myślę, że umieszczam tam każdy jego rysunek. Z jakiegoś powodu, gdy na nie spojrzę, czuję się winny, jakbym był oszustem. Ale masz rację — powtórzył. — Nie jestem nim naprawdę. Nawet jeżeli się tak czuję, nie mogę się tego pozbyć.
Hermiona uśmiechnęła się do niego i podeszła, aby klepnąć go w ramię pocieszająco.
— Dobranoc, Draco.
— Dobranoc. Mam nadzieję, że dziś lepiej będziemy spać.
— Myślę, że powinniśmy. Jestem naprawdę zmęczona.
— Ja też.
— Dobranoc.
— Dobranoc, Hermiono.
Nie ważne, jak bardzo była zmęczona, Hermiona nie mogła spać przez kilka godzin. Draco nie mówił wiele następnego dnia rano, ale patrząc na jego oczy i ogólną zrzędliwą prezencję, wywnioskowała, że on także źle spał.
Kiedy wyszła z kominka później tego samego dnia, była zadowolona, że nie zastała czekającego Ralph'a. Po zostawieniu swoich rzeczy, na palcach poszła do pokoju chłopca i znalazła jego i Draco leżących i rozmawiających.
— Pamiętasz, kiedy lecę… latałem na twojej miotle?
— Em, nie całkiem — odparł Draco trochę winny.
— Nie? Tato! Siedziałem przed tobą! Lecieliśmy wysoko, a wiatr świstał!
— No tak, to było zabawne. Powinniśmy to powtórzyć.
— Jasne! Teraz? — Hermiona stłumiła śmiech.
— Nie, nie teraz, Ralph — odpowiedział Draco także się śmiejąc. — Jestem zmęczony. Może w weekend.
— Jak długo zanim będzie weekend? Kiedy dostanę swoją miotłę? Mama pozwoli mi latać? Boi się latania — zapytał Ralph poważniejąc. — Zraniła się kiedyś?
Draco jęknął.
— Zbyt dużo pytań. Jestem zbyt zmęczony, żeby myśleć.
Hermiona zdecydowała się go uratować i pokazać, że już wróciła. Zapukała lekko w drzwi i otworzyła je.
— Cześć, chłopcy.
— Mamo! — Ralph podskoczył na łóżku niespokojnie. — Zgadnij, co dziś robiłem!
— Narysowałeś kolejny cudowny obrazek? — Zasugerowała kobieta.
— Nie, zrobiłem książkę obrazków — odpowiedział chłopiec dumnie. — To jest historia, ale jeszcze nie skończona.
— Hej, to cudownie. — Hermiona podeszła do niego i uściskała. Jego pierwsza książka! Odwróciła się do Draco. — A ty co robiłeś dzisiaj?
Leżał twarzą w poduszkach, więc jego głos był przytłumiony.
— Walczyłem, aby nie zasnąć.
Hermiona westchnęła.
— Ja też. Jesteśmy tak zmęczeni, że powinniśmy dziś spać.
Draco podniósł się na łokciach i spojrzał na nią.
— Zastanawiałem się nad wypiciem eliksiru — powiedział poważnie. — Gdyby to nie było takie ryzykowne.
Przytaknęła. Eliksir Nasenny działał na każdego inaczej — jedni potrzebują kilku kropelek, drudzy natomiast niemal połowę fiolki. Przedawkowanie może wywołać śpiączkę. Ponadto, po przyjęciu ich, po chwili człowiek zasypia.
— No cóż, na pewno będziemy tak śpiący, że zaśniemy zanim nasze głowy dotkną poduszek.
Draco uniósł brwi.
— Mimo wszystko nie sądzę, aby tak było.
Później, w nocy, Hermiona musiała przyznać, że mężczyzna miał rację. I jakby na złość, było tak też następnej i następnej nocy, że zaczęła się zastanawiać, czy to od wpływu eliksiru pamięci. Ona i Draco próbowali spać wieczorem, ale to nie przynosiło skutków. Obydwoje byli wyczerpani i zirytowani, ale starali się nie wyzywać na Ralph'ie — woleli krzyczeć na siebie, gdy spał — i udawało im się to, zwłaszcza Draco. Hermiona zdała sobie sprawę, że źle czynią, gdy pewnego dnia wróciła wcześniej z pracy i zobaczyła Jeeves'a próbującego przekonać Ralph'a do posprzątania zabawek i kąpieli.
— Twoja mama niedługo będzie w domu — powiedział skrzat, a Hermiona podejrzewała, iż wie, że jest za drzwiami i słucha. — Wiesz, że chce, abyś był wykąpany, gdy wraca do domu. — Ralph zignorował go i nadal się bawił. — Proszę paniczu, nie chcesz jej zdenerwować.
— Nie obchodzi mnie to — odpowiedział rozdrażniony chłopiec. — Teraz jest ciągle zła.
Hermiona przygryzła wargi czując się winna.
— Nie daj jej innego powodu — powiedział Jeeves rozsądnie.
— Bawię się.
— Będziesz mógł bawić się dalej po kąpieli. — Po kilku chwila Jeeves zaczął mówic ponownie z większym autorytetem w głosie. — Paniczu Ralph'ie, liczę do dziesięciu i jeżeli nie pozbierasz zabawek i nie pójdziesz do łazienki, powiadomię twoją mamę.
To był błąd, ponieważ Ralph rzucił ze złością zabawki.
— Nie chcę! Jesteś okropnym, aroganckim głupkiem! Jesteś samolubny, bez serca, który wie—wszystko…
Hermiona pchnęła drzwi i otworzyła je szybko, a Ralph zaprzestał swojej małej tyrady. Nie wiedziała, czy ma być zła, że używał takiego słownictwa w stosunku do Jeeves'a, czy czuć się winną, że ani ona ani Draco nie nauczyli go, że nie można tak mówic.
— Co się tu dzieje? — zapytała, nadal zastanawiając się, co ma zrobić. — Dlaczego krzyczysz na Jeeves'a?
Ralph nie odzywał się i zapatrzył na podłogę. Jeeves także był cicho i patrzył gdzieś w okolicach stóp Hermiony. Wydawał się być winny, że sprowadził na chłopca kłopoty.
— Panicz Ralph był gotowy na kąpiel.
— To nie powód, aby krzyczeć, Ralph. — Zmarszczyła brwi i zacisnęła usta. — Jeeves, może zrobisz sobie przerwę, albo zajmiesz się innymi obowiązkami, a ja pomogę Ralph'owi.
— NIE! — krzyknął nagle chłopiec. — Chcę Jeeves'a!
Hermiona poczuła się dotknięta, ale nie zdziwiła się, ponieważ też wolałaby towarzystwo skrzata niż wściekłej matki.
— Powinieneś pomyśleć o tym zanim zacząłeś go przezywać. — Ralph milczał, więc wzięła jego pidżamę i poprowadziła do łazienki, gdzie zaczął się dąsać. — Myślisz, że powinnam być na ciebie zła? — Ralph pociągnął nosem, ale nie odpowiedział. Hermiona westchnęła i pomogła mu czesać włoski. — Ja też nie wiem. Szczerze, to nie jestem.
— Nie jesteś? — zapytał niedowierzającym głosem.
— Nie. Jestem zbyt zmęczona, aby być zła. Ale jestem rozczarowana, że krzyczałeś na Jeeves'a. Jest dla ciebie miły, prawda?
— Tak.
— Więc i ty dla niego powinieneś być. Większość czasu jesteś i docenia się to. Nawet jeżeli jest tylko skrzatem, to musisz szanować go, tak jak i inne. Prawdę mówiąc, każdy zasługuje na szacunek. Rozumiesz mnie?
— Co to szacunek?
— To znaczy, że musisz traktować go jakby był ważny. Tak jak chcesz, żeby traktowano ciebie. Słuchasz go, gdy do ciebie mówi i nie krzyczysz. Nikt nie lubi, gdy się na niego patrzy. Teraz rozumiesz?
— Tak myślę.
— Nie widzisz taty ani mnie, żebyśmy na niego krzyczeli, prawda?
— Ale on nie mówi wam, żebyście przestali się bawić i poszli kąpać — zauważył Ralph.
— Cóż, ja nie mam trzech lat — odpowiedziała Hermiona biorąc mydło. — Inną rzeczą jest, czy wiesz, co oznaczają te rzeczy o których mówiłeś i czy słyszałeś mnie albo tatę, żebyśmy tak mówili?
— Słyszałem ciebie.
— Naprawdę przepraszam za to. Tata i ja nie powinniśmy byli się kłócić i mówic takich rzeczy. Nie jest miło, gdy mówimy słowa, które ranią innych. Właściwie to przeprosiłam tatę, a ty powinieneś przeprosić Jeeves'a. I chciałabym, żebyś nie mówił więcej takich rzeczy.
— Tata też cię przeprosił?
— Tak, przeprosił. — Hermiona nie powiedziała, że ich przeprosiny polegały na życzeniu sobie dobranoc. To mogłoby odwrócić uwagę od głównej rzeczy, jaką chciała przekazać chłopcu. — Więc przeprosisz Jeeves'a?
— Tak. — Wydawało się, że powrócił dobry humor Ralph'a, więc Hermiona umyła mu buzię i spłukała z niego pianę. Kiedy był suchy i ubrany, pozwoliła mu pobawić się zabawkami, a sama poszła wziąć prysznic myśląc, że jeżeli wykorzystała energię na Ralph'a to może uśnie dzisiejszej nocy szybciej.