Obudziła się następnego ranka i spostrzegła Draco patrzącego na nią.
— Co? — jęknęła nakładając na głowę poduszkę. Czuła, że jej twarz się rumieni. Włosy były jednym wielkim bałaganem; miała nadzieję, że się nie śliniła. Draco zabrał jej poduszkę.
— Dzień dobry, śpiochu.
Mruknęła i odgarnęła włosy z twarzy spoglądając na niego.
— Dzień dobry — odpowiedziała marszcząc czoło. Uśmiechnął się do niej, a ona do niego. — Co? — zapytała ponownie.
— Jesteś słodka rano — odpowiedział całując ją. Hermiona zignorowała negatywne znaczenie tych słów i oddała pocałunek, pamiętając o swojej ostatniej decyzji, gdy ręce Draco błądziły po jej ciele. Zesztywniała, gdy jego ręce znalazły się koło miejsca, apropo którego nie czuła się komfortowo. Draco znieruchomiał, ale Hermiona nie dała tego po sobie poznać odwracając się w stronę zegara.
— Musimy przygotować się do pracy — powiedziała dając mu ostatniego całusa i wyswobadzając z jego ramion. Mogła zobaczyć rozczarowanie w jego oczach i uśmiechnęła się przepraszająco. — Przepraszam, Draco, taka prawda. Zachowaj to na noc.
Z głośnym jękiem Malfoy wyszedł z łóżka.
— Dobrze. Mam nadzieję, że dziś będziesz miała dobry dzień. Bez stresów. To trochę niepokojące obserwowanie cię płaczącą ostatniego wieczora. Nigdy nie myślałem o tobie jako o płaczliwej osobie.
— Ale jestem. Zapytaj Rona albo Harry'ego, powiedzą ci. Dużo płaczę.
— To dobrze. — Draco poczuł ulgę. — To znaczy, cieszę się, że to normalne, bo nie wiem, jak mam postępować z płaczącą kobietą. Przez chwilę pomyślałem, że to może hormony.
Jego słowa zakłopotały Hermionę i zarumieniła się.
— Nie uważam tak.
— Tak, po prostu pomyślałem… nie ważne. — Odwrócił się w stronę łazienki, a Hermiona przytaknęła i popędziła do niej.
Kobieta rozpamiętywała ten kłopotliwy moment przez resztę poranka. Pamiętała nadal, co powiedziała jej Ginny pierwszego dnia: gdy zobaczysz Ralph'a, będziesz chciała mieć więcej dzieci. Wiedziała, że nie jest w ciąży, ale co jeśli Narcyza miała rację? Co jeśli planowali kolejne dzieci? Byli na to gotowi?
Zbeształa się w myśląc za zbyt duże zwracanie uwagi na to. Były inne rzeczy, które potrzebowały jej większej uwagi w biurze i było by najlepszym, aby się nimi zajęła. Udało jej się to dopóki sekretarka nie zapukała do drzwi.
— Przesyłka z biura pana Malfoy'a.
— Przyślij ją, proszę — odpowiedziała Hermiona podpisując ostatni dokument zanim spojrzała na przesyłkę. Bukiet kwiatów został wniesiony do środka, jednak dostarczyciel pozostawał w ukryciu. Kobieta zaśmiała się. — Draco, wiem, że to ty! Rozpoznaję twój zegarek.
Z zakłopotanym uśmiechem, mężczyzna wszedł do środka.
— Powinienem założyć go na drugą rękę. — Zamknął za sobą drzwi, a Hermiona podeszła, aby go przywitać.
— To miła niespodzianka — powiedziała dając mu delikatnego całusa. — Jesteś tutaj służbowo?
— W gruncie rzeczy tak. Byłoby kilka dokumentów do złożenia, więc zgłosiłem się na ochotnika. Lekko zboczyłem, aby zdobyć to. — Podniósł bukiet i położył na biurko. Draco objął ją w talii i przysunął bliżej do siebie. — Nie jesteś zbyt zajęta?
— Troszkę.
— Cóż, nudziłem się w biurze, więc pomyślałem, dlaczego nie złożyć ci wizyty? Żeby upewnić się, czy też się nie nudzisz.
— Nie nudziłam, ale przyszedłeś.
— Bezczelność — zadrwił przyciągając ją bliżej. Uśmiechnął się i pocałował ją. — Szczerze mówiąc, myślałem o tobie cały dzień i sposobie w jaki możemy zmusic naszego nieznośnego syna, żeby poszedł wcześniej spać, abyśmy mogli oddać się ciekawszym zajęciom.
Hermiona zarumieniła się.
— Nie jest nieznośny. — Odchyliła głowę do góry chcąc go pocałować. Drzwi nagle się otworzyły, a ona i Draco odsunęli się od siebie. Stanęła w nich Ginny nie wyglądając na zażenowaną.
— Oh, to miło z twojej strony, że wpadłeś, Draco! Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
Draco spojrzał na nią.
— Co masz na myśli?
Ginny zignorowała go i spojrzała na zarumienioną przyjaciółkę.
— Hermiono, musimy porozmawiać, kiedy wyjdzie.
— W zasadzie, to nie wychodzę — powiedział mężczyzna uparcie.
— Ginny — odezwała się wreszcie Hermiona. — Nie chcę być niegrzeczna, ale tak, przeszkadzasz i docenimy, jeżeli zapewnisz nam trochę prywatności.
Rudowłosa westchnęła.
— Dobrze. George powiedział, że on i Lee zrobili mały postęp w tworzeniu antidotum — przetestują go jutro. Jeżeli zadziała, odzyskacie wspomnienia już niedługo!
— To wspaniale, Gin. Szczerze mówiąc, nie miałam czasu, aby sama się tym zając — powiedziała Hermiona przygryzając wargi. — Nadal potrzebują pomocy?
— Nie wiem. — Ginny wzruszyła ramionami. — Myślę, że rozwiążą ten problem bez twojej pomocy. Merlin wie, że masz wiele na głowie.
— Jak zamierzają przetestować to antidotum? — zapytała Hermiona. Obok niej Draco wydał niecierpliwy odgłos, który zignorowała.
— Nie wiem dokładnie — odpowiedziała rudowłosa. — Jestem pewna, że coś wymyślą. Jeżeli chcesz, to ich zapytaj.
Hermiona spojrzała na Draco, który podszedł do okna i patrzył na pogodę na zewnątrz tyłem do niej.
— Może później do nich wpadnę — zdecydowała odwracając się do Ginny. — George jest w sklepie?
— Nad nim — potwierdziła. Rzuciła spojrzenie na Draco, który bębnił palcami w parapet. — Lepiej już pójdę.
Draco natychmiast poderwał się i odwrócił w stronę Hermiony.
— Zobaczymy się niedługo.
— Mógłbyś przynajmniej udawać, że będziesz tęsknił — uśmiechnęła się do niego figlarnie Ginny. Cofnęła się krok do tyłu. — Wy dwoje naprawdę dobrze wyglądacie razem — stwierdziła odwracając się do wyjścia. — Pa!
Kiedy Ginny zamknęła drzwi, Hermiona odwróciła się do Draco.
— Ze wszystkich bezczelnych rzeczy, powiedziała akurat to — szepnęła rumieniąc się. Podeszła do biurka i podniosła kwiaty. Przywołała wazon i niemal go upuściła, gdy poczuła ramiona mężczyzny na swojej talii. — Draco…
— Mogę się z nią zgodzić. — Jego głos był miękki i głęboki tak, że słowa ugrzęzły jej w gardle. Pocałował jej policzek, a potem ramię. Hermiona odstawiła wazon na biurko.
— Nie — powiedziała opierając mu się. Sięgnęła po kubek kawy i przystawiła do twarzy, gdy próbował pocałować ją w szyję. — Nie w moim biurze.
Draco zachichotał i posłusznie się od niej odsunął. Złożył na jej ustach skromnego całusa i rozejrzał po pomieszczeniu.
— Zastanawiam się, ile razy robiliśmy to tutaj — zadumał się. Hermiona zrobiła się purpurowa.
— W ogóle — odpowiedziała nie będąc jednak pewną.
— Twoja sekretarka zdaje się znać mnie dobrze — zaśmiał się z jej zażenowania. — Musiałem tu być często.
— Może z nią to tu robiłeś — odparła Hermiona odchodząc od niego i siadając na krześle. Zaśmiał się.
— Może. — Usiadł naprzeciwko niej. — Nie ma tego w twoim dzienniku?
— Nie.
— Co za szkoda. Zastanawiam się, jak często odwiedzałaś moje biuro…
Hermiona zarumieniła się ponownie.
— Nie ma sensu spekulować — powiedziała chcąc zmienić temat. — Ponownie, dlaczego tu jesteś? Jakieś dokumenty?
— Już je podrzuciłem piętro wyżej. Przyszedłem się z tobą zobaczyć.
— Żeby mnie podrażnić, abym czuła się niekomfortowo, prawda?
— To jest zabawne — zgodził się. Zaśmiał się, gdy na niego spojrzała. — Dobrze, tęskniłem, to wszystko.
Hermiona wyglądała na zakłopotaną.
— Ale widzieliśmy się…
— Tęskniłaś za mną? — Zawahała się. — Bądź szczera, Hermiono. Nie ważne, czy powiesz, że nie dopóki jesteś szczera. Nie mogę cię winić.
— Jeśli przez tęsknienie za tobą uważasz to, że nie mogłam się doczekać aż wrócę do domu i cię zobaczę, to myślę, że tak, tęskniłam. — Hermiona uśmiechnęła się nieśmiało i spojrzała na niego. Wyglądał na zadowolonego. — Ale to nie dzieje się za szybko?
— Nadal z tym walczysz — odpowiedział Draco rozpierając się na swoim krześle i wyciągając nogi przed siebie. — Za bardzo myślisz o zakochiwaniu się. Wszystko wyda się łatwiejsze, gdy zaakceptujesz to, że kochaliśmy się lata temu.
— Ciężko to zrobić.
— Tylko dlatego, że stale o tym myślisz. Uważam, że to łatwiejsze dla mnie niż dla ciebie — odparł zamyślony.
— Ponieważ nie myślisz o tym?
— Ponieważ zakochałem się w tobie pierwszy.
— Oh. — Hermiona wyglądała na zakłopotaną.
— Nie musiałem przechodzić od nienawidzenia cię do pokochania. Chyba podziwiałem cię zanim jeszcze przyszedłem do twojego biura tego feralnego dnia.
Byli cicho przez chwilę, dopóki nie odezwała się Hermiona.
— Chciałabym to pamiętać.
— Nie martw się, to nie tak romantyczne jak zakochanie od pierwszego wejrzenia. — Hermiona uważała, że zakochiwanie się w kimś i próba pokonania nienawiści i uprzedzeń było bardziej romantyczne niż miłość od pierwszego wejrzenia, ale nic nie powiedziała. Draco podniósł się. — Lepiej pójdę zanim zapytasz mnie, czy nie mama czegoś ciekawszego do roboty. Widzę, że jesteś zajęta. — Rzucił wzrokiem na dokumenty na biurku,
— Ty nie jesteś? — Hermiona także wstała czując się trochę rozczarowana, że wychodzi.
— Nie bardzo — odpowiedział. — Mówiłem, że się nudziłem. Prawdę mówiąc, pójdę chyba do domu i pobawię się z Ralph'em — zmęczę go, żeby szybko zasnął.
Zaśmiał się podstępnie. Zgodziła się z nim uśmiechając się.
— Zobaczymy się wieczorem. — Stanęła na palcach, aby go pocałować, a jego ręce automatycznie powędrowały na jej talię przyciągając bliżej.
— Wracaj do pracy — powiedział odsuwając ją lekko, ale nie wypuszczając z objęć. — Mogą pomyśleć, że specjalnie odkładasz pracę. — Pocałował ją ponownie zanim puścił i zostawił w pomieszczeniu samą myśląc o wieczorze.
Hermiona podeszła do biurka i usiadła na krześle, patrząc zamyślona na kwiaty zanim wróciła do pracy. Serce niemal boleśnie biło jej w klatce piersiowej — zastanowiła się, czy mogłaby udać arytmię i wyjść wcześniej. To ucieszyłoby Draco.
Ta myśl powodowała uśmiech na jej twarzy.
Gdy Hermiona obudziła się następnego ranka, czuła się tak jak wtedy, gdy pierwszy raz znalazła się z Draco w łóżku, minus ból głowy. Zarumieniła się, przypominając sobie ich nocne zajęcie.
Odwróciła się, aby spojrzeć na mężczyznę, który spał na brzuchu z jedną ręką położoną przy niej. Zrozumiał i, według Hermiony, był niemiłosiernie zadowolony odkrywając, że był jej pierwszym. To pomogło mu zrozumieć jej niechęć spania z nim i spróbował być taktowny i wziął sprawy w swoje ręce. W sumie była to jedna z najlepszych nocy Hermiony.
Spojrzała na zegar, który wskazywał wczesną godzinę. Dokuczliwe uczucie w środku powodowało, że zastanawiała się, czy nie zbyt szybko poszła z nim do łóżka, bo tak naprawdę znała go dopiero miesiąc. Kogo mogła poznać przez miesiąc, zastanowiła się. Draco powiedział jej, żeby o tym nie myślała i po prostu zaakceptowała, co próbowała zrobić. Czasami naprawdę robiła wszystko, ale miała wrażenie, że to nie jej życie.
— Żałujesz tego? — Miękki głos Dracona przerwał jej rozmyślania. Obudził się i obserwował szybko odgadując jej emocje. — Ostatniej nocy?
Hermiona odwróciła się do niego twarzą i uśmiechnęła.
— Nie — odpowiedziała szczerze. — Było dobrze.
— Ale?
Wyglądała na zakłopotaną.
— Nie mogę po prostu przestać myśleć, że…
— Ah — westchnął. — Myślenie.
Hermiona spojrzała na niego.
— Nie przyjmujemy tego tak samo.
— Wierz mi lub nie, ludzie ciągle to robią — powiedział, cień irytacji przemknął po jego twarzy. — To się nazywa uczucia. Po prostu pozwalasz zawładnąć tobą uczuciami.
— Więc jeżeli czuję, że chce skoczyć z klifu, powinnam to zrobić? — zapytała.
— Nie mówię, że powinnaś robić cos bez zupełnego myślenia o tym — odpowiedział Draco. — Po prostu zastanów się nad uczuciami, nie myślami, kiedy podejmujesz decyzje. Myśl i czuj, ale nie w jednej chwili, bo mogą się pomieszać. Jak myślisz, jesteś zbyt emocjonalna? Jak możesz czuć, skoro ciągle myślisz logicznie?
Hermiona patrzyła na niego.
— Dziękuję ci za radę, stolico mądrości. Muszę myśleć. Tak żyję.
— Jeśli myślisz, to pamiętasz. Jak uważasz, jak pięć lat temu mogłaś się we mnie zakochać, pamiętając o tych wszystkich rzeczach, które robiliśmy sobie nawzajem w szkole? Musisz zdecydować, co chcesz czuć. — Uśmiechnął się do niej. — Przysięgam ci, wtedy też z tym walczyłaś.
— Na pewno. — Zmarszczyła czoło. — Ginny zapytała mnie, czy nie czułabym się głupio, gdyby powróciły nasze wspomnienia, a ja będę nadal twierdzić, że cię nie kocham. — Westchnęła. — Przypuszczam, że byłoby.
— Wiem, że ja bym czuł. Czułbym się wręcz okropnie, że przysięgałem cię kochać na zawsze, a potem, gdyby działo się od nowa, nie mógłbym tego zrobić. — Brzmiał gorzko.
— Po prostu zajmuje mi to więcej czasu — powiedziała Hermiona rozdrażniona. — Co się z tobą stało, tak w ogóle? Dlaczego nie nienawidzisz mugolsko urodzonych?
Draco wzruszył ramionami.
— To twoja wina. Nikt, kto zna cię tak długo jak ja, nie może przejść obojętnie obok stwierdzenia, że mugole są gorsi. Żyjesz zupełnie inaczej niż ja, gdy wierzyłem w to gówno.
Hermiona uśmiechnęła się delikatnie zadowolona.
— Naprawdę?
— Na początku nienawidziłem cię za to. Ale potem zacząłem podziwiać. Nigdy nie myślałem o poślubieniu cię, oczywiście. — Przekręcił się i odgarnął włosy z twarzy. — A teraz, nawet, gdy moje wspomnienia mówią co innego, czuję się z tobą szczęśliwy. Kocham cię i nie chce przestać. Myślę, że gdybym tracił pamięc tysiące razy i tak zakochiwałbym się w tobie.
— Jesteś jak Narcyza — powiedziała Hermiona. — Ale czy to może nie sentyment? Nie możesz być tego pewien.
— To jest to, co czuję.
— Myślałam, że powiedziałeś, że to co myślisz.
— W takim razie, i to i to — odpowiedział zamotany. — Co oznacza, że mam prawdopodobnie rację. — Hermiona przewróciła oczami. Draco zmarszczył czoło. — Jaki jest twój problem dzisiaj? Dlaczego jesteś w tak kiepskim humorze? Myślałem, że podjęliśmy krok w dobrym kierunku, ale cofamy się.
Wzruszyła wymijająco ramionami.
— To, co robimy Draco. Ty i ja. Walczymy.
— To najgłupszy argument, jaki kiedykolwiek słyszałem. Następnym razem ja będę zrzędzić i powiem ci: „To co robimy, Hermiono. Walczymy". — Nie odzywała się, więc ciągnął dalej. — Szczerze, Hermiono, co jest nie tak?
— Tak jakbyś ty był w świetnym humorze dzisiaj. — Odbiła piłeczkę.
— Ty to zaczęłaś.
— Ty zacząłeś komentarzem: ah, myślenie.
— Więc twoją winą jest myślenie zatem — odparł mężczyzna sfrustrowany. — Powiedziałaś, że nie żałujesz ale. Szczerze, tak jakbyś próbowała.
— Uważasz to za takie proste, prawda? Wszystko, co mieliśmy zrobić, to chodzić na randki, całować się, tańczyć, uprawiać seks i wszystko będzie ok? Problem rozwiązany. Wracajmy do normalności.
— Nigdy tak nie powiedziałem.
— To po prostu… — Głos ugrzązł jej w gardle; chciała popłakać się zdenerwowana. — Wydajesz się to akceptować bardziej ode mnie. Dlaczego? Już ci to nie przeszkadza? Dlaczego ja tego nie mogę przyjąć? Przyznałam, że cię kocham i naprawdę tak uważam. Draco, przysięgam, nie chciałabym się tak czuć.
Draco westchnął, czując jak przechodzi mu zdenerwowanie, gdy zobaczył, jak ją to dotknęło.
— Nie przeszkadza mi — odpowiedział przysuwając się i łapiąc jej rękę, bojąc się, że mógłby ją przestraszyć biorąc w ramiona. — Boli mnie, że nie pamiętam ciebie, to wszystko. Wszyscy mówią, że szaleńczo się kochaliśmy — nawet moi rodzice — i tak się teraz czuję właśnie, nie chcę z tym walczyć. To się stało i tak, trudno uwierzyć w taką miłość po nie przepadaniu za tobą przez długi czas odkąd pamiętam, ale to… jest prawda. — Potarł kciukiem jej kostki. — Po prostu tak na to patrzę; byliśmy zakochani, czasowo zapomnieliśmy o naszym związku, ale nadal jesteśmy razem. Na to wygląda, ale tak nie jest; dla nas to tak, jakbyśmy nigdy nie byli razem. Ale byliśmy i tak to sobie tłumaczę.
Palce Hermiony zacisnęły się na jego; zaczerpnęła głęboki oddech.
— To ma sens — powiedziała cicho, jej oczy nadal wyrażały sfrustrowanie. — Ale dlaczego nie mogę tego zaakceptować takim jakie jest? — Zamknęła oczy, a łzy zaczęły płynąc. Draco wytarł jej policzki i przysunął bliżej obejmując ramionami.
— Nie wiem — odparł szczerze. — Może to po prostu tak do ciebie nie dociera i musisz wytłumaczyć sobie w inny sposób. Przepraszam, że byłem niecierpliwi i naciskałem na ciebie. I za mówienie, że się nie starasz. Wiem, że starasz.
Zaśmiała się.
— Czasami wszystko wydaje się okej. Innymi razy czuję, jakbym żyła kogoś życiem — przyznała. — To nie całkiem życie, jakie sobie wymarzyłam — jest lepsze — a ty nie jesteś osobą, którą spodziewałam się kochać.
— Też tak czasami czuję — przyznał Draco. — Zwłaszcza, kiedy Ralph jest obok. Zaakceptowałaś go bardziej niż ja. Nadal czuję się niezręcznie, gdy jest z nami.
— Ale jesteś dobrym ojcem. Spędzasz z nim dużo czasu. Uwielbia siedzieć na twoich ramionach. Kocha ciebie. Nie ta osobę, którą byłeś, ale którą jesteś teraz.
Uśmiechnął się do niej krzywo.
— Dzięki, to wiele dla mnie znaczy.
— Jaki był Lucjusz?
— Był świetny. Nie pamiętam zabawy w podrzucanie i świst — zaśmiał się — ale robiliśmy inne rzeczy razem. Lataliśmy, graliśmy w szachy, Eksplodującego Durnia, pokera, różne gry. Zawsze był zajęty, ale spędzał ze mną czas. Dlatego zawsze, gdy go zawiodłem, czułem się okropnie.
— Mnóstwo ludzi uważało, że wywierał na ciebie zbyt dużą presję.
— Wymagał ode mnie dużo, a ja nie zawodziłem. Był czas, gdy odsunęliśmy się od siebie — powiedział Draco. — Podczas wojny. Nie mógł mówic, co planowały Czarny Pan, a cały czas o tym myślał. Po wojnie znów się zbliżyliśmy.
— Co myślałeś o nim, gdy wspierał Voldemorta?
Przygryzł wnętrze policzka, lekko zirytowany jej pytaniem, ale starał się tego nie okazać.
— Byłoby hipokryzją mówic, że był zły, podczas gdy sam byłem sługą Czarnego Pana. Na początku byłem z niego dumny, choć Voldemort był uosobieniem zła. Ale jak mówiłem, uwielbiałem ojca. Zawsze chciałem go zadowolić. Ale kiedy chciałem coś zrobić, nie mogłem. Okazało się, że ojciec… pomylił się co do Czarnego Pana. On też to odkrył, ale tkwiliśmy w tym zbyt głęboko. Poczuliśmy ulgę, gdy Harry wygrał.
Hermiona nie odzywała się rozmyślając nad tym.
— Jest tak wiele rzeczy, których o tobie nie wiem — powiedziała w końcu. — Może to mój problem.
— Nie wierzysz mi. — To uderzyło w niego, jak gdyby dostał cios w brzuch. — Z dobrych powodów sądzę — dodał myśląc o mrocznym znaku na ramieniu.
— To nie tak — odpowiedziała pospiesznie. — Po prostu nie wiem o tobie wszystkiego. Jestem pewna, że zapytałam cię o wszystko zanim za ciebie wyszłam — dodała z uśmiechem.
— Prawda. — Zmarszczył czoło lekko. — Dlaczego nie czuję potrzeby wiedzy o tobie wszystkiego?
Hermiona wzruszyła ramionami.
— Nie ma co wiedzieć. Wiesz wszystko o wojnie i reszcie, co jest moją pracą, rozmawialiśmy na pierwszej randce o tym.
— Przypuszczam, że twoja teoria ma sens — podsumował po chwili rozmyślania. — Ale widzisz, że ja i moja rodzina nie jesteśmy tacy, jakich oczekiwałaś.
— Wiem. I nie poślubiłabym cię, gdybym miała wątpliwości. Wierzę ci, Draco — powiedziała nachylając się, aby go pocałować. — Po prostu jeszcze dobrze cię nie znam.
— Więc jak naprawimy ten problem? — Jego ramiona objęły ją mocniej, oddał jej pocałunek, czyniąc go bardziej zmysłowym.
— Nie wiem — odpowiedziała Hermiona na bezdechu odchylając się.
— Co?
Zachichotała.
— Problem. Zapytałeś, jak go naprawimy.
— Oh, rajca — zaśmiał się. — Nie mam pojęcia.
— Nie zastanawianie się nad tym poprawia mi humor — powiedziała. — Po prostu zapytam cię, gdy będę miała pytania.
— Dobrze. — Draco pocałował ją ponownie i spojrzał na zegarek. — Cholera. Musimy budzić się wcześniej, aby mieć na to wszystko czas.
— Trudno to zrobić, gdy chodzimy późno spać — wymruczała Hermiona z ustami przy jego szyi.
— Hermiono…
Ktoś zapukał go drzwi, zanim zostały bezceremonialnie otworzone. Draco jęknął podczas gdy Hermiona odsunęła się od niego.
— Dzień dobry, Ralph. Jesteś dziś wcześnie.
— Obudziłem się i nie mogłem zasnąć. Jest mi zimno. — Wspiął się na łóżko i położył między rodzicami. Hermiona dziękowała Merlinowi, że mieli czas, aby zamaskować wszelkie ślady ich wczorajszych zajęć. Uściskała Ralph'a pod kołdrą.
— Lepiej?
Ralph przytaknął, ale wyrwał się z jej uścisku.
— Ściskasz mnie.
Hermiona zaśmiała się i podniosła z łóżka kierując ku szafie.
— Zatem dobrze. Zastań tutaj, ja muszę przyszykować się do pracy. Możesz zasnąć jeśli chcesz.
— Jestem głodny. — Na udowodnienie jego słów, zaburczało mu w brzuchu. Draco zachichotał.
— To jest zabawne. — Przestał się śmiac, gdy poczuł na sobie zimne spojrzenie. Spojrzał na Hermionę, która kierowała się do łazienki, a potem na Ralph'a.
— Nie śmiej się ze mnie.
Draco uniósł brwi zdziwiony.
— Nie masz dziś humoru. Co się stało?
— Miałem okropny sen, a Jeeves powiedział, że nie mogę do was iśc. A chciałem! Dlaczego nie mogłem?
— Ponieważ spaliśmy — skłamał Draco wdzięczny, że jego syn nie potrafi czytac w myślach. — Nie możesz zawsze dostawać tego, czego chcesz, ale przepraszam za wczoraj.
Spojrzenie Ralph'a zmiękło i pociągnął nosem.
— Nadal jesteś głodny? — zapytał Draco.
— Nie.
— Dobrze, więc zaśnij. Jesteś prawdopodobnie zmęczony po ostatniej nocy. Nigdy więcej koszmarów. — Pocałował Ralph'a w czoło i usiadł, czekając na swoją kolej do łazienki. Gdy Hermiona wyszła z pomieszczenia, ostrożnie zszedł z łóżka. — Jest nieznośny, ponieważ śnił mu się koszmar, a Jeeves nie pozwolił mu nam przeszkadzać.
Hermiona zarumieniła się.
— Jeeves wie? — wyszeptała.
— Bądźmy wdzięczni, że wie, w innym wypadku Ralph by przyszedł. Myślę, że skrzaty wiedzą wszystko, co dzieje się w domu.
Spojrzała na łóżko.
— Spędza dziś czas u Molly. Mam nadzieję, że mu się spodoba.
— Nie jem dziś tu kolacji, pamiętasz? Mam spotkanie z tym gościem z Finlandii. Może ty i Ralph zjedzie w Norze?
— Może. — Uśmiechnęła si do niego skromnie. — Zobaczymy się na śniadaniu. Mam wielki apetyt, przez ciebie.
Draco zaśmiał się.
— Wiń mnie za wszystko, ale nie zawaham się tego zrobić też dzisiaj.
Przyciągnął ją do siebie i cmoknął głośno.
— Nie mogę się doczekać — wymamrotała Hermiona zanim odsunęła się od niego i podeszła do Ralph'a. Przygładziła mu włoski i delikatnie pocałowała w policzek, a następnie skierowała się śniadanie. Upewniła się, że Jeeves wie, aby przywieźć Ralph'a do Nory i powiedziała mu, że wpadnie później.
W biurze ciągle spoglądała na zegarek, zastanawiając się, jak radzi sobie Ralph. Nadal nie czuła się komfortowo razem z nim, gdy miał swoje humory. Wpół do piątej udała się do Nory nie mogąc się doczekać spotkania z nim.
— Cześć, Molly — powiedziała, gdy tylko pani Weasley otworzyła jej drzwi. — Jak leci?
— Wejdź, wejdź — odpowiedziała Molly odsuwając się, aby wpuścić ją do środka. — Wszystko w porządku, jest z Jamesem, bawią się z tyłu swoimi ciężarówkami.
— Mam nadzieję, że Ralph nie sprawiał kłopotów. Miał dzisiaj rano zły humor.
— Trochę nieznośny, ale kiedy przybył James, rozweselił się. Myślałam, że jest zmęczony. Wiesz, jakie są małe dzieci. Chyba nie musicie jeszcze iśc? Zrobiłam herbaty.
— Herbata byłaby cudowna — odpowiedziała Hermiona. Wyjrzała przez okno kuchenne, aby zobaczyć, jak bawią się chłopcy. — Gdzie Lily?
— Urządza przyjęcie z herbatką w dużym pokoju.
Hermiona potrząsnęła głową i usiadła przy stole, dziękując Molly za herbatę.
— Nie wiem, jak to robisz — przyznała. — Ale potrafisz sprawić, żeby były zadowolone i czuły się bezpiecznie.
Molly zachichotała.
— Trochę praktyki, moja droga. Merlin wie, że po bliźniakach z wszystkimi innymi dziećmi można dać sobie radę. Nie uwierzysz, jakie rzeczy wymyślali.
Jej oczy zrobiły się podejrzliwie wilgotne i Hermiona wiedziała, że pomyślała o Fredzie.
— Molly… — zaczęła łapiąc kobietę za rękę. Pani Weasley potrząsnęła głową.
— Jest dobrze, kochanie. Mogę o nim mówic. Myślałam o tym, co powiedziałaś. Matka nie może sprawdzić, żeby zawsze były bezpieczne. — Westchnęła. — To błogosławieństwo, że jest George. Mimo wszystko, nadal nie wierzę, że zabrał wam waszą pamięc w taki sposób! — Hermiona uśmiechnęła się widząc jak od smutku przechodzi do oburzenia. — Przesadził!
— Droga do piekła wybrukowana jest wszystkim tylko nie dobrymi intencjami — zacytowała Hermiona.
— To prawda. Przysięgam, byli irytując od małego. — Molly uraczyła Hermionę kilkoma anegdotkami o Fredzie i George'u, dając Ralph'owi i Jamesowi nacieszyć się herbatką Lily.
