Po tym jak Draco wrócił do domu ze spotkania biznesowego, a Ralph leżał w łóżku, Hermiona zadzwoniła do rodziców, aby przypomnieć im, że zjawią się u nich następnego dnia. Odłożyła słuchawkę, westchnęła i odwróciła się do męża.
— Chciałabym im tego nie mówic.
— Może pamięc nam wróci do jutra — powiedział Draco z nadzieją. — Jak idzie z antidotum?
Hermiona odwiedziła George'a dzień wcześniej podczas przerwy na lunch. Zmarszczyła brwi.
— Nie idzie. Ich pomysł nie wypalił. Ani George ani Lee nie pamiętają o czym zapomnieli.
— Co poszło nie tak?
— Prawdopodobnie nie dodali wystarczająco sproszkowanego rogu jednorożca — powiedziała. — Musi być silniejszy. Nie mam pojęcia, dlaczego czują potrzebę dodania żeńszenia. Prawdopodobnie ma działać na pamięc, ale nie za sprawą magiczną. Dałam im przepis, który mogą wypróbować. Nie jestem pewna, czy zadziała.
— Na pewno ma większą szansę niż ich — odparł Draco odwracając się od telewizora. To był nowy nabytek w ich sypialni i Hermiona nauczyła mężczyznę, jak go obsługiwać w kilka dni. Wyciągnął się na łóżku. — Im dłużej im to zajmuje, tym mniej prawdopodobne będziemy pamiętać.
Hermiona przytaknęła.
— Gdybyśmy tylko mogli sposób — powiedziała siadając koło niego.
— Może urodzenie dziecka — powiedział patrząc na nią złośliwie. — Powinienem sprawić, żebyś była znów w ciąży?
— To może zadziałać na mnie, ale co z tobą. — Hermiona uniosła brwi. — Czy ja powinnam spróbować cię zapłodnić także?
— Jak to zrobisz? — zaśmiał się. Rozejrzała się za różdżką.
— Zacznę od usunięcia niektórych rzeczy.
— Żartowałem — odpowiedział Draco obronnie obracając się na brzuch. Hermiona zaśmiała się.
— Ja też.
Zaczekał aż odłoży różdżkę, aby odwrócić się ponownie.
— To Jaś Fasola — powiedział spoglądając na telewizor. — Jest zabawny.
Hermiona uśmiechnęła się widząc jego entuzjazm i położyła się obok niego.
Draco obudził się w pustym łóżku w czwartkowy ranek. Zmarszczył czoło i usiadł. Drzwi łazienki były otworzone ukazując, że nikogo tam nie było.
— Jestem tutaj — powiedziała Hermiona z siedzenia przy oknie, gdzie pisała coś żywo.
— Praca? — zapytał Draco. Nie zdawał sobie sprawy, że była spóźniona.
— Nie — odpowiedziała odkładając długopis i skierowała się do łóżka. — Musiałam spisać kilka moich myśli. — Wzięła głęboki oddech. — Jestem zdenerwowana apropo spotkania z rodzicami. Czasem myślę, że nie powinnam im mówic. To znaczy, wszystko zmierza w dobrym kierunku, tak jak zanim zapomnieliśmy. — Draco pozostawał cicho, wiedząc że było jakieś „ale" w jej wypowiedzi. Hermiona westchnęła sfrustrowana. — Ale potem myślę o swojej obietnicy, aby nie powiadamiać ich o moim życiu. I wiem, że to dobra rzecz, że mówię.
Draco uśmiechnął się do niej pocieszająco — miał taką nadzieję przynajmniej, ponieważ nie był przyzwyczajony do dawania takich, więc nie miał pojęcia jak to się robi. Bez słowa usiadła obok niego, a on objął ją rękoma, delikatnie przekręcając jej głowę, aby ją pocałować.
— Będzie dobrze. Merlinie, Hermiono, stanęłaś twarzą w twarz Sama—Wiesz—Kim, prawda? Nie ma się czego bać. Spotkania moich rodziców?
— Którzy zmienili się w kochających, serdecznych ludzi — zauważyła.
— Ale nie zawsze tacy byli. Jestem pewny, że i twoi rodzice są kochani. — Skrzywił się lekko. — Nie pozwól, aby mój ojciec usłyszał, że nazywasz go „kochającym", tak apropo. Wątpię, czy przyjmie to jako komplement.
— Przyjąłby, ale nie okazałby pewnie. — Zaśmiała się. — Hej, zmieniasz temat. Rozmawialiśmy o moich rodzicach.
Draco zaśmiał się.
— Rozpraszam cię. Mogę pomyśleć o innych sposobach… — Pochylił się, aby ją pocałować. Pozwoliła mu na to zanim się odsunęła.
— Nie chcę, żebyś mnie rozpraszał, Draco. Chcę o tym porozmawiać. — Hermiona nie lubiła odbiegać od tematu, nad którym aktualnie myślała. Harry powiedział jej kiedyś, że gdy zaczyna myśleć o jednym, nie można odciągnąć jej od drugiego.
— Rozmawianie jest przereklamowane — wymruczał Draco próbując ponownie.
— Draco?
— Tak?
— Nie pomagasz — powiedziała trochę sfrustrowana.
— Nie wiem, jak ma ci pomóc, Hermiono! — warknął nagle zirytowany tym, że kobieta go odtrąca. — Wiesz przecież, że nie jestem dobry w doradzaniu ludziom, więc nie mam pojęcia, co mogę ci powiedzieć. Przepraszam za głupie rozpraszanie cię, myślałem że to może pomoże — dodał sarkastycznie.
— Wszystko, co mógłbyś zrobić, to słuchać! — załkała Hermiona. — Po prostu mnie słuchaj, to…
— Słuchać? — zapytał sarkastycznie. — Słuchać i patrzeć, gdy zaczynasz płakać, masz na myśli.
— Nie płaczę!
— Będziesz. Dziewczyny zawsze płaczą. Powiedziałaś, że jesteś płaczliwa. Idź popłakać z Ginny, spokojnie.
— Samolubny dupek. — W Hermionie zawrzało; wstała i zacisnęła dłonie. — Wszystko czego chcę, to żebyś słuchał i udowodnił, że mnie wspierasz, a nie zajmował się swoim porannym pociągiem.
Draco także wstał górując na nią.
— Próbowałem ci pomóc! — krzyknął zdenerwowany. — Nigdy bym nie pomyślał, że będziesz martwic się o rzeczy, które na pewno pójdą dobrze.
— Nawet jeżeli nie będzie źle, martwię się, mógłbyś okazać trochę współczucia — odkrzyknęła.
— No i cóż z tym? Nie potrafię być współczujący! Myślę, że to bez sensu martwic się o to i bycie głup…
— Nie jestem głupia, ty arogancki dupku! To ty jesteś samolubny i bezlitosny! — Przywołała swoje ubranie i skierowała się do łazienki. — Powiedz mi, kiedy będziesz chciał porozmawiać.
— Wtedy, gdy ty pomyślisz racjonalnie — odparł Draco. Chwycił swoje rzeczy i wyszedł z pokoju do innej łazienki. Nie mógł uwierzyć w to, że Hermiona obwiniała go za to, że chciał seksu. Naprawdę, szczerze próbował pomóc, a ona tak mu dziękowała. Co ona o nim myślała?
Atmosfera na śniadaniu była napięta. Ralph mówił ciągle radośnie o spotkaniu z dziadkami, podczas gdy jego rodzice spoglądali na siebie znad kubków kawy. Siedzieli przy stole, nie chcąc być oskarżonymi o uciekanie, dopóki Hermiona nie zdała sobie sprawy, że zostało jej dziesięć minut do wyjścia. Klnąc na swojego męża, skierowała się na górę, aby umyć zęby, a Draco dawał Ralph'owi dawał wykład na temat korzyści jakie dawało posiadanie własnej firmy.
Ich scysja trwała przez cały dzień. Podczas lunchu, Hermiona zawiadomiła Jeeves'a, aby przygotował Ralph'a, gdy wróci z pracy, aby od razu mogli udać się do jej rodziców. Nie chciała ryzykować wpadnięcia na Draco biorąc pod uwagę fakt, że wróci do domu zanim wyjdzie z przyjaciółmi. Gdyby Hermiona była szczera, przyznałaby, że gniew na Draco rozładował jej niepokój, ale tak nie było. Miała się spotkać tylko z rodzicami, nic więcej. Jak wielu rzeczy Granger obawiała się w życiu, ta sytuacja okazała się nie okazywała się być tak zła.
Przywitali ją ciepło, chociaż mogła wyczuć ich niepokój. Pani Granger zauważyła, że Hermiona nie chce rozmawiać w obecności Ralph'a. Zaprowadziła swoją córkę, aby pomogła jej w obiedzie.
— No dobrze, kochanie, o czym chciałaś porozmawiać?
Hermiona wzięła głęboki oddech.
— Prawie dwa miesiące temu, Draco i ja obudziliśmy się i my… — Przerwała i przełknęła ślinę, patrząc na troskę w oczach matki. — Nie pamiętaliśmy, że jesteśmy małżeństwem. Pamiętaliśmy się z czasów szkoły, ale nie kochania w sobie. Straciliśmy ta część.
Gdy Lucjusz i Narcyza wybuchli śmiechem, pani Granger wyglądała na zszokowaną.
— Ale wy nienawidziliście się w szkole!
— I obudziliśmy się nienawidząc się. Udałam się do domu Harry'ego i rozmawiałam z Ginny, a ona powiedziała mi, że byliśmy małżeństwem przez pięć lat. Myślałam, ze może się spiliśmy…—Hermiona zakasłała nagle, twarz miała rumianą. — Nie wiedziałam, co mam myśleć. Ginny powiedziała mi o Ralph'ie i Merlinie, czułam się okropnie nie pamiętając syna.
Na swoim koncie pani Granger miała zapomnienie o swojej córce na kilka miesięcy.
— Ale co się stało? Jak straciliście pamięc? — zapytała.
— Na przycięciu z okazji rocznicy Harry'ego i Ginny, Draco i ja pokłóciliśmy się o coś i George spoił nas eliksirem, który powinien spowodować zapomnienie o tym — wyjaśniła Hermiona. — Zareagował z alkoholem, który piliśmy i spowodował, że zapomnieliśmy o małżeństwie. — Skrzywiła się i potrząsnęła głową. — Nie wymyślił jeszcze antidotum. Draco i ja próbowaliśmy jakoś rozwiązać ten problem i dlatego nie powiedziałam ci wcześniej… ale nie chciałam cię wyrzucać z mojego życia znów.
— Oh, Hermiono. — Pani Granger przytuliła córkę. — Zrobiłaś to co uważałaś za najlepsze. — Hermiona przytuliła matkę czując łzy pod powiekami.
— To takie trudne, frustrujące — przyznała się cicho. — Trudno udawać, że wszystko jest w porządku, ale musimy, dla Ralph'a. Nie jestem pewna, czy on wie, że coś jest nie tak. Czasami czuje jakby to nie było prawdziwe. Jak mogłam mieć syna? Jak mogłam sprawić, żeby wyrósł na takiego chłopca, jakim jest? Ja? Nie jestem matką!
— Nie wszystkie kobiety rodzą się matkami — zauważyła pani Granger uśmiechając się. — Stałaś się jedną, gdy urodziłaś Ralph'a. Nauczyłaś się, jak by dobrą matką , co jest trudne do zrobienia.
Hermiona pozostała cicho, czując się mile podłechtana po słowach matki. Wiedziała, że były prawdziwe.
— Jak radziliście sobie z Draco? — zapytała zaciekawiona pani Granger. Hermiona zachichotała i odsunęła się od matki, aby wytrzeć łzy.
— Na początku było trudno. Nienawidziliśmy się. Wierzyliśmy, że musieliśmy być szaleni, aby się pobrać i najprawdopodobniej byliśmy krok od rozwodu… Nawet nie dzieliliśmy sypialni. Ale żadne z nas nie mogło dobrze spać, więc w końcu przeniosłam się do wspólnego pokoju i pomogło. — Nakreśliła matce resztę historii wahając się przy końcu, niepewna, jak opisać ich związek w tym momencie. — Zaakceptował to znacznie szybciej niż ja, ale jakoś sobie radzę. To trochę jak rollercoaster. — Potrząsnęła głową. — Pokłóciliśmy się dziś rano. To było okropne — przyznała zażenowana przypominając sobie, co powiedzieli. Pani Granger się zaśmiała.
— Zawsze się kłócicie, a ty zawsze to mówisz. Cieszę się, że nie wszystko się zmieniło. — Jej oczy skierowały się na zegar na ścianie. — Oh, kochanie, powinnyśmy poddac obiad. Ralph musi być głodny. Porozmawiamy po obiedzie.
Posiłek minął przyjemnie, pani Granger pomagała odpowiadać Hermionie na pytania, które zadawał pan Granger na temat jej życia, ponieważ nie wiedział jeszcze o jej utracie pamięci. Kobieta chciała zapytać, jak to było, gdy jej nie pamiętali, ale zdecydowała, że na to jeszcze przyjdzie czas, tak samo jak z Ralph'em i Draco. Jej rodzice uwielbiali jej syna i ku jej zaskoczeniu, zdawali się lubić Dracona bardziej niż się tego spodziewała. Zdawali się doceniać go jako człowieka, który zrobił rzecz nieoczekiwaną jaką było poślubienie ich córki, ale także danie wnuka.
— Rozmawialiście już z Draco o nauczaniu Ralph'a? — zapytała pani Granger, gdy razem z córką sprzątały po obiedzie.
— Myślę, że jeszcze nie — odpowiedziała Hermiona przeszukując pamięc. — Mieliśmy wiele na głowie.
— Cóż, musicie wkrótce zdecydować — rzekła starsza kobieta. — Ralph jest wystarczająco duży na przedszkole.
— Tak, to prawda. — Hermiona zmarszczyła czoło, niezadowolona, że nie zdecydowali z Draco o przyszłości syna. — Myślę, że będzie uczęszczał do przedszkola.
— Z tego co wiem, Draco chciał, aby był nauczany w domu, tak jak wiele czarodziejskich dzieci. Powiedział, że w przedszkolu trudno im zaakceptować, że ich rodzice są czarodziejami.
— Porozmawiam z nim o tym — obiecała Granger.
— Zrób to. Może zaczekaj aż będzie w dobrym humorze.
Hermiona zaśmiała się.
— Mogę czekać bardzo długo.
Draco nie był jeszcze w domu, gdy razem z Ralph'em wrócili. Nie spodziewała się go zastać, zwłaszcza że zaaranżował wszystkie jutrzejsze spotkania na popołudnie, tak więc mógł wrócić później. Hermiona pomogła Ralph'owi z kąpielom i przygotowała go do spania. Przeczytała mu Babbitty Rabbitty i jej Gdaczący Kikut1 i Czarodziej i Wściekły Granerk2. Gdy już spał, przygotowała dokumenty na spotkanie następnego dnia i poszła, aby przygotować się do spania będąc trochę senną.
Obudziła się kilka godzin później i zobaczyła światło sączące się przez szparę w drzwiach łazienki. Dźwięk wody uświadomił ją, że to zapewne Draco. Sięgneła po różdżkę i sprawdziła godzinę, była pierwsza nad ranem. Nie tak źle, pomyślała. Próbowała znowu usnąć, ale zorientowała się, że czeka na niego.
Po tym, co wydawało się trwać wieki, skończył w końcu brać prysznic. Kilka minut później Hermiona nadal przekręcała się na łóżku, próbując znaleźc odpowiednią pozycję. Światło zgasło, gdy tylko otworzyły się drzwi. Draco zatrzymał się.
— Hermiona?
— Mmm. — Nadal nie była pewna, czy dalej są na przyjaznym gruncie, czy nie.
— Obudziłem cię? — zapytał szeptem kierując się do łóżka.
— Obudziłam się, gdy byłeś pod prysznicem. Nie mogłam zasnąć.
Jedna strona łóżka obniżyła się, gdy się położył.
— Przepraszam.
— To nie twoja wina. — Przerwała, nadal śpiąca próbowała zgadnąć za co ją przeprasza; za obudzenie, czy za kłótnie rano. Zapytała go o to.
— Przypuszczam, że za obydwie rzeczy — odpowiedział po chwili.
— Ja też przepraszam — rzekła. Przytaknął. Leżeli w ciszy przez chwilę , zanim Hermiona zaczęła znowu. — Jak minęła kolacja?
— Było świetnie. Dobrze zobaczyć starych znajomych — odparł. — A twoja?
— Poszło nieźle. Lepiej niż myślałam początkowo. Moi rodzice zdają się cię uwielbiać.
— Tak jak moi ciebie — stwierdził z uśmiechem. — Śpijmy, Hermiono. Masz jutro rano spotkanie. — Przekręcił się i przysunął bliżej, a ona z radością przytuliła się do niego.
Była niedziela, gdy Hermiona przypomniała sobie o czym rozmawiała z matką po obiedzie. Podjęła temat, gdy ona i Draco szykowali się na obiad w Norze.
— Mama wspomniała coś o tym, że rozmawialiśmy do jakiej szkoły powinien pójść Ralph — powiedziała. — Przypuszczam, że nie pamiętasz, jaką decyzję podjęliśmy?
— Szkoła? — Odezwał się Draco ze zmarszczonym czołem nakładając buty. — Nie, nie pamiętam. Dlaczego musi iśc do szkoły?
— To dla jego dobra. — Hermiona spojrzała na niego rozdrażniona. Odwróciła się w stronę lustra rozczesując włosy. — Nie może nic nie umieć, gdy pójdzie do Hogwartu.
— Większość czarodziejskich dzieci uczy się w domu. — Spojrzał na swoje odbicie i wyszedł, aby zaczekać na nią przed drzwiami.
— I kto je uczy? — Przypominała sobie matkę, która mówiła to samo. Wzruszył ramionami.
— Jest mnóstwo możliwych nauczycieli.
— Będzie nauczony, ale nie będzie wiedział, jak zakolegować się z innymi — powiedziała Hermiona odkładając szczotkę i biorąc torebkę. — Dzieci muszą być ze swoimi rówieśnikami.
— Jest więcej dzieci, z którymi może się bawić. Hermiono, to niestandardowe — odparł otwierając jej drzwi, aby mogła wyjść. — To tradycja.
— Nie chcę, żeby było to robione, tak jak zazwyczaj — powiedziała ostro. — Chcę, żeby Ralph poszedł do szkoły tak jak ja. To kształtuje charakter.
— Może go kształtować w domu, tak jak ja.
— A niektóre cechy nie są pożądane
— Mimo wszystko miałem przyjaciół w Hogwarcie — odparł buntowniczo. — Nie miałaś przyjaciół przed Halloween, a potem było ich tylko dwóch.
Hermiona zatrzymała się przypominając sobie dwa pierwsze miesiące w Hogwarcie. Patrzyła na niego zraniona i wściekła nie wiedząc, co powiedzieć. Nie wiedziała, co w tym momencie, może być bardziej bolesne. Zagryzła zęby i zostawiła przeszłość za sobą, stając przed nim na korytarzu.
— Ralph, chodźmy — powiedziała wchodząc do pokoju syna. Była z siebie zadowolona; nie było złości w jej głosie, gdy to powiedziała. Ralph podbiegł do niej podekscytowany.
— Jestem głodny — zakomunikował.
— Jestem pewna, że będzie tam dużo jedzenia — odparła próbując się uśmiechnąć. Usta jej drżały, ale Ralph zdawał się tego nie zauważyć. Patrzył za nią, gdzie stał Draco.
— Jestem głodny, tato — powiedział do niego.
— Teraz wychodzimy, więc zjesz później — przemówił Draco roztargniony, patrząc na żonę. — Hermiono…
— Później — odparła zdenerwowana biorąc rękę Ralph'a i kierując się do kominka. Malec zdawał się być zszokowany wypowiedzią matki, ale trzymała jego rękę delikatnie, więc nic nie mówił. Draco podążył za nimi bez słowa czując się winny i nienawidząc tego uczucia. Mimo wszystko miał rację. Nie ma potrzeby, aby czuł się winny.
Gdy dotarli do Weasleyów, Hermiona momentalnie poszła z Ralph'em do miejsca, gdzie byli wszyscy. Draco wiedział, że będzie go unikała i ignorowała, co go irytowało. Skrzywił się i stanął w pewnej odległości od stołu, który był ulokowany pod drzewem.
— Pokłóciliście się? — zapytał Ron podchodząc od tyłu do Malfoy'a.
— Nie chce słuchać moich argumentów. Myśli, że zawsze ma rację.
Ron zachichotał.
— Zazwyczaj ma. O co poszło tym razem?
Draco potrząsnął głową.
— Rozwiążemy to.
Patrzył na Hermionę zły, że sprowokowała go do powiedzenia tak złośliwych słów.
— Obiad gotowy! — zawołała pani Weasley machając do nich. — Ron, Draco, dlaczego tu stoicie?
— Usiądę z dziećmi — zaoferowała Hermiona przygotowując się, aby razem z Ginny iśc do mniejszego stołu. Oprócz zmarszczenia brwi, Draco udawał, że jej nie słyszał. Zajął miejsce przy stole razem z resztą dorosłych, decydując się ignorować ją przez resztę posiłku.
— Lily, jak podoba ci się szkoła? — zapytała Hermiona kierując swoje pytanie do najmłodszej pociechy Ginny.
— Jest fajnie! — oparła Lily uśmiechając się uroczo.
— Co to szkoła? — zapytał Ralph.
Hermiona uśmiechnęła się złośliwie —wcale nie po to, aby Draco zobaczył jej twarz — i zaczęła wyjaśniać synowi co to szkoła i jak tam jest fajnie. Lily przytakiwała podekscytowana.
— Gotujemy! Robimy spaghetti z serem! Było pyszne. A moja koleżanka Susan była tak głodna, że chciała moje jedzenie. Była też głodna, ale podzieliłam się z nią, bo mama, tata i pani Annie powiedziała, że dzielenie się jest dobre i dostałam złotą gwiazdkę, a Susan srebrną, bo zapytała grzecznie.
— Brzmi cudownie, Lily — powiedziała Hermiona zauważając zainteresowanie Ralph'a. — Dużo się uczysz?
— Tak, ciociu Hermi. I byliśmy na wycieczce?
— Naprawdę? Gdzie?
Lily zaczęła długą i chaotyczną opowieść o wyprawie na farmę zwierząt. Ginny złapała ramię Hermiony i przyciągnęła ja bliżej tak, aby mogła szeptać jej do ucha.
— Co ty robisz? Draco wygląda jakby był gotowy zabić.
— Jestem po prostu ciekawa — odparła Hermiona niewinnym głosem nie oszukując Ginny. — Pomyślałam, że Ralph chciałby usłyszeć, jak fajna może być szkoła.
— Nie pamiętasz? Ty i Draco…
— Hermiono. — Draco przerwał Ginny zimnym głosem. — Możemy porozmawiać chwilę?
Hermiona odwróciła się do niego i skrzywiła.
— Teraz?
— Teraz — stwierdził Draco próbując powstrzymać furię. Chwycił ją za ramię i pociągnął. — W środku.
Patrząc na niego, Hermiona strząsnęła jego rękę i poszła do domu.
— O co chodzi?
— Doskonale wiesz o co. Robiłaś pranie mózgu Ralph'owi sugerując, że chce iśc do szkoły.
— Próbowanie zasugerowania mu, żeby robił co, co chce? Nie, jestem całkowicie pewna, że on tego chce. Słyszałeś Lily, szkoła jest fajna! Ralph będzie miał frajdę.
— O to właśnie chodzi. Na siłę próbujesz przekonać go, aby tam poszedł. Wiesz, że będzie zrozpaczony, gdy powiemy mu, że zostaje w domu.
— Nie zostanie w domu, pójdzie do szkoły.
— Ostatni raz, zostaje w domu. Jest niepełnoletnim czarodziejem! Co będzie, gdy straci panowanie nad mocą, a co jestem pewien się zdarzy?
— Oh, proszę, Malfoy — odparła. — Mugolsko urodzeni chodzili do szkoły przed Hogwartem przez lata. Nie uważasz, że gdyby Ministerstwo miało problem z takimi dziećmi poinformowałoby je, że używały czarów? Dobrze, zapytajmy Ralph'a.
— Wiesz, że wybierze szkołę, ponieważ nie słyszał o korzyściach płynących z nauczania domowego. Ponadto, jest za młody, żeby o sobie decydować.
— To pierwsza rzecz, którą powiedziałeś, a ma sens. Nie wie, co jest dla niego dobre, a my tak. A kiedy patrzysz w przeszłość i widzisz te wszystkie bzdury i czystokrwistych i Malfoy'ach, zobaczysz powód.
— Otwórz umysł, Hermiono. To nie nonsens. Merlinie, kłóciliśmy się o to przed miesiącami, nie wiesz jakie jest moje zdanie? — zaszydził.
— Oczywiście, że wiem! I po tym wszystkim, nadal twierdzę, że lepszym rozwiązaniem będzie wysłanie go do szkoły, aby mógł przebywać z innymi dziećmi.
Trwała cisza, gdyż obydwoje nie wiedzieli, jakie jeszcze argumenty mogą przytoczyć. Hermiona powtarzała sobie to zdanie w myślach nadal krzywiąc się w stronę męża. Skrzywienie nagle zniknęło z jej twarzy, a zastąpiła je dezorientacja.
— Powiedziałeś, że kłóciliśmy się o to przed miesiącami?
— Tak.
— Ale nie powinniśmy tego wiedzieć. — Spojrzała na Dracona, gdy to do niego dotarło.
— Pamiętam… — Zmarszczył czoło, mając problem z wyrażeniem tego, co pamięta. Hermiona zdecydowała się mu pomóc.
— Pamiętasz naszą pierwszą randkę?
— W The Black Cat, tak. I przedstawienie wcześniej.
— A co z tym, kiedy pierwszy raz powiedziałeś mi, że mnie kochasz?
— Byliśmy w twoim mieszkaniu i nagle poczułem potrzebę powiedzenia tego — ty niemal odwdzięczyłaś się tym samym — powiedział Draco. Hermiona przytaknęła.
— Tak. Też to pamiętam. Pamiętam wszystko; nasz ślub, dowiedzenie się o Ralph'ie, gdy się urodził, nawet tą kłótnie o jego wykształcenie.
— To o to kłóciliśmy się tego wieczora przed utratą pamięci.
— Zrobiliśmy koło — powiedziała Hermiona składając to wszystko razem. — Może to była ta przyczyna? Musieliśmy przypomnieć sobie tę kłótnię, o której zdawaliśmy się zapomnieć.
Draco wpatrywał się w nią przez chwilę.
— To to? Nieco rozczarowujące, nieprawdaż? Nie było żadnego bólu, rozbłysków światła… — złapał się za głowę nieco rozczarowany. — Nawet nie wiedziałem, że pamiętamy.
Hermiona zaśmiała się.
— Ja też. — Uśmiechnęła się do niego i nagle przytłoczyło ją mnóstwo emocji. Tak, zakochała się w Draco w ciągu tych kilku tygodni, ale to nie równało się z miłością, jaką budowali przez lata. Łzy popłynęły jej z oczu, gdy na niego spojrzała i wiedziała, że kocha go. Przeszedł przez pokój i przytulił ją.
— Hermiono — mruknął całując ją i chowając twarz w jej włosach. Trzymała go z twarzą przyciśniętą do jego klatki, łzy płynęły jej po policzkach i zastanawiała się, jak w ogóle mogła o tym zapomnieć. Po kilku minutach podniosła głowę i pocałowała go.
— Kocham cię — szepnęła.
— Całowanie!
Draco i Hermiona oderwali się od siebie i spojrzeli na Ginny i Ralph'a, którzy stali w drzwiach. Ginny spojrzała na nich przepraszająco.
— Chce siusiu.
— Dlaczego płaczesz, mamo? — zapytał zmartwiony Ralph podchodząc do rodziców. Kobieta wytarła policzki z łez.
— Płaczę, ponieważ jestem szczęśliwa.
— Naprawdę?
— Oczywiście! — Podniosła go i pocałowała w policzek, delektując się tym, jakie uczucia żywiła do tego malca. — Niedługo będziesz dużym chłopcem i nie będę mogła cię trzymać.
Ralph zachichotał i przekręcił się w jej ramionach.
— Bo jem dużo!
— Jesz tyle, ile dorastający chłopiec.
— Chodź no — powiedział Draco, biorąc Ralph'a od Hermiony. — Zabiorę cię do toalety.
Spojrzał na nią znacząco dając do zrozumienia, aby to ona powiedziała reszcie. Z westchnieniem starła resztę łez z twarzy.
— Ginny, stało się coś, gdy się kłóciliśmy. O to sprzeczaliśmy się w waszą rocznicę, prawda? — Gdy Ginny przytaknęła, Hermiona także pokiwała głową. — Cóż, to wydaje się być tą zapadnią, która uruchomiła to, że znów pamiętamy. Wszystko.
Ginny była zszokowana.
— Wszystko? Pamięc wróciła?
Hermiona uśmiechnęła się znów oczami pełnymi łez.
— Tak. Wszystko. Każdą pojedynczą, irytującą, cudowną, frustrującą i cudowną chwilę naszego związku.
To było wszystko. Gdy Hermiona leżała w łóżku później wieczorem w ramionach Dracona, które obejmowały ją i Ralph'a, zdała sobie sprawę, że jej małżeństwo miało bardzo trudny okres, ale przetrwali to. Wszystko wróciło do normalności.
— O czym myślisz? — zapytał Draco widząc jej uśmiech. Delikatnie dotknął palcem jej ust.
— O wszystkim — odparła i zachichotała. — O tym, jak ty i ja wiele przeszliśmy — przed ślubem i po. Gdybym wiedziała, powiedzmy, dziesięć lat temu, że zakocham się w tobie nie raz, a dwa… — Przerwała ze śmiechem.
— Nie wiedziałbym, co powiedzieć tez — dodał.
— To niezwykłe — wymruczała dotykając twarzy męża. — Myślę, że to nie były dwa razy.
— To trzy — zgodził się Draco, zamykając oczy i delektując się jej dotykiem. — Pierwszy raz, a potem drugi, gdy straciliśmy pamięc i znów, gdy przypomnieliśmy sobie i zorientowałam, jak cię kocham.
— Może to nie zakochiwanie się w sobie, ale uświadomienie sobie tego trzy razy. — Uśmiechnęła się ponownie. — Myślę, że nikt bardziej się o to nie martwił niż my, nie uważasz? Wszyscy byli pewni, że przypomnimy sobie.
— Uważam, że oni wiedzieli, że się kochamy. — Draco otworzył oczy i pocałował ją delikatnie. — Nawet gdy nie pamiętaliśmy. Ich wiara jest wzruszająca, ale irytująca.
— Narcyza miała rację. Nie wątpiła w to ani chwilę.
— Cóż, dużo wie o miłości będąc razem z moim ojcem przez trzydzieści lat. — Draco zachichotał. Uśmiech zszedł mu z twarzy, gdy przypomniał sobie Lucjusza dającego mu rady wcześniej — człowieka, który był żonaty z Narcyzą przez lata.
„Ma rację, wiesz o tym — powiedział Lucjusz. — Po byciu żonatym przez prawie trzydzieści lat, mogę powiedzieć, że nasze żony zawsze mają rację. Więc schowaj swoją dumę zanim udowodnią ci, że jesteś w błędzie i zgadzaj się na cokolwiek chcą."
Ale Draco, który miał za dużo dumy do schowania, wolał kompromisy. Albo zgadzał się na pewnego rodzaju kompromisy.
— Myślałem — zaczął patrząc uważnie na Hermionę. — Nie chcę kłótni w naszym małżeństwie znowu. Za bardzo cię kocham. — Zastanawiał się, czy nie przesadził ze słodyczą w głosie, ale uśmiech żony mówił co innego. — Myślałem o kompromisie. Ralph może iśc do szkoły — zaśmiał się, gdy Hermiona wstrzymała oddech. — Ale jeżeli nauczyciele powiedzą, że ujawnia tajemnice o świecie czarodziejów, albo gdy będzie zagrażał innym dzieciom, będzie miał nauczanie w domu.
— A potem, gdy podrośnie i będzie mógł kontrolować swoje moce, spróbujemy jeszcze raz wysłać go do szkoły.
Draco zacisnął usta nieprzygotowany na kontratak.
— Dobrze — zgodził się nie chcąc kłótni. Pocałował ją ponownie pieczętując umowę.
— Cóż, jestem zadowolona, że pamiętamy — powiedziała Hermiona po chwili. — Przysięgam, nigdy nie zapomnę, jak twój ojciec wyglądał jako pingwin.
Draco zaśmiał się.
— Nie wyglądał na zadowolonego, gdy mu o tym przypomniałem — powiedział śmiejąc się.
KONIEC
