GABRIEL

- Do broni! – krzyknął nagle Kellerman. Karabin od razu znalazł się w moich dłoniach. Ukryłam się za stertą śmieci. – Nadchodzi!

- Blaszak – szepnął przejęty Mike. Biedny dzieciak, chyba pierwszy raz widział terminatora.

Wychyliłam się ostrożnie. Widziałam zbliżającą się do nas sylwetkę.

- Nie strzelać. – Głos zabrzmiał bardzo łagodnie. – Proszę.

- W gotowości – rozkazał dowódca. – Kim jesteś?

- Nazywam się Gabriel i wiem, po co przyszliście.

Skądś znałam to imię. Nagle zadrżałam.

- A więc to prawda – szepnął Joe. – Zbudowała sobie syna.

- Chcemy rozmawiać z Keirą Snow – zabrzmiał Kellerman. – Nie będziemy gadać z blaszakiem.

- Mamy nie ma. – Padła odpowiedź.

- Wiesz, co po przyszliśmy?

- Po Chrisa Landa. Ale on chce zostać.

Joe poderwał się z ziemi i wyskoczył zza śmieci, mierząc w terminatora.

- Oddawaj mojego kumpla! Chyba, że chcesz mieć dziurę w czole! I przestań pierdolić!

- Cel! – Niechętnie wzięłam na muszkę Gabriela.

Patrzył na nas tak łagodnie, że mój palec cofnął się za spustu.

- Chris chce zostać z mamą i ze mną.

- Ty nie masz matki, pieprzona maszyno!

Joe strzelił, zanim Theo pchnął go na ziemię. Dzieciaki nie wytrzymały napięcia i posypały się kolejne strzały. Opuściłam broń, patrząc, jak kule dziurawią Gabriela. Nie atakował. A przecież mógł!

- Przestańcie! – wrzasnęłam.

Kilku chłopaków opamiętało się, ale niektórzy wciąż strzelali. Theo ruszył w ich stronę.

- Dosyć! – Ktoś odepchnął mnie, biegnąc w stronę Gabriela.

- Nie strzelać! – Dopiero głos Kellermana przywrócił ciszę.

Zobaczyłam, jak kobieta w długim płaszczu dopada ciała maszyny, kiedy ten osunął się na ziemię.

- Gabe! – krzyknęła. – Gabe!

- Systemy w normie. Zniszczenie ciała: 34%, czyli innymi słowy: nie martw się, mamo.

- Gabriel! – Przytuliła do siebie chłopaka. – Dlaczego nie walczyłeś? Dlaczego się nie broniłeś?!

- Ludzie są zbyt delikatni. Nie chciałem nikogo skrzywdzić, mamo.

- Trzeba było! – Odwróciła się w naszą stronę. Na jej twarzy malowała się wściekłość. – Kellerman, ty skurwysynie! Czego chcesz, do cholery?! Twoje pierdolone dzieciaki o mało nie zabiły mojego syna!

Miała pokiereszowaną twarz i mnóstwo siwych włosów, ale nie była stara. Było w niej coś pięknego.

- Szukam mojego żołnierza, Chrisa Landa – powiedział dowódca spokojnie.

- Jest tutaj. – Pomogła Gabrielowi wstać. – I chce zostać.

- Nie odejdę, dopóki on sam tego nie powie.

- Nie powiem. – Usłyszeliśmy nagle. Spomiędzy wraków samochodów wyszedł Chris o kuli. Miał zabandażowaną głowę i zakrwawione ubrania, ale jego oczy patrzyły bystro.

- Chris... – szepnęła Keira.

Chłopak podszedł do niej i dotknął przedziurawionego kulą policzka Gabriela.

- Wybacz – szepnął. – Nic nie mogłem zrobić.

- Nie jestem zła. – Jej głos załamał się.

- Zajmij się swoim synem. – Uśmiechnął się delikatnie. – Nie powinnaś mieć nas dwóch na głowie.

Kobieta patrzyła na niego.

- Wrócę – zapewnił ją, ruszając w naszą stronę. To już nie był ten sam chłopak. – Trzymajcie się.

- Odwiedź nas szybko – powiedział żywo Gabriel.

Przewiesiłam karabin przez ramię i jako pierwsza podeszłam do Landa. Bez słowa wsparł się na mnie. Co się z nim działo przez te osiem dni? Miałam nadzieję, że szybko mi opowie.

- Mam go cały czas – szepnął, kiedy Joe chwycił go z drugiej strony. – Twój kolczyk.

- Nie przyniósł ci szczęścia. – Spojrzałam na brudnawy bandaż na jego głowie.

- Przyniósł, Erico. Przyniósł.

***

Podróż bardzo mi się dłużyła. Był upał, więc jechałam z otwartymi oknami. Bałam się spotkania z Chrisem, bałam się Gabriela, bałam się tego, co wiedzieli. Byli w przyszłości dużo dłużej niż ja. Ostatnim razem błagałam, żeby nic mi nie mówili. Nie chciałam nic wiedzieć.

Do miasta wjechałam koło południa. Tutaj dopiero panowało gorąco.

Dostałam SMSa od Alex. Pytania proste, napisałam w niecałą godzinę:). Pozdrów ode mnie ekipę. Idę z Jimem na piwo. Potem wpadnę do De... Connorów:P. 3maj się.

- Uważaj, Alex – szepnęłam do siebie.

Zostawiłam samochód na parkingu i weszłam do nowoczesnego apartamentowca. Dozorca skinął mi głową na powitanie. Pojechałam windą na dziewiąte piętro. Stojąc przed drzwiami, zawahałam się. Dopiero po chwili zapukałam w umówiony sposób. Drzwi uchyliły się nieco.

- Erica? – Chris wpatrywał się we mnie zdumiony. – Wejdź.

Ściągnęłam adidasy i przeszłam po chłodnej podłodze do kuchni.

- Napijesz się czegoś? – zapytał, otwierając lodówkę.

- Czegokolwiek byle z lodem.

Rozejrzałam się. Keira urządziła mieszkanie naprawdę ślicznie. Chris podał mi szklankę soku.

- Co tutaj robisz?

Usiedliśmy na barowych stołkach. Przez otwarte okno wpadało świeże powietrze.

- Potrzebuję pomocy Gabriela. – Wypiłam napój do dna.

- Są jeszcze w szkole. – Zerknął na zegarek. – Będę za dwie godziny. Pomożesz mi z obiadem?

Uśmiechnęłam się.

- To już nie ten sam dupkowaty Chris Land, którego znałam.

- Dokładnie. – Też się uśmiechnął. – Od dawna nie.

Pokiwałam głową.

Wzięłam zimny prysznic. Kiedy wróciłam do kuchni, Chris stał przy kuchence.

- Ładnie pachnie.

- Ale na razie brzydko wygląda – odparł, krojąc pomidory.

- Tym się zajmujesz? Gotujesz? Sprzątasz?...

- Nie tylko. – Ruchem głowy wskazał otwartego iMaca stojącego na stoliku pod ścianą. – Piszę programy. Pomagam Keirze we wszystkim. Nadal nie może pogodzić się ze śmiercią ojca.

- A Gabe?

- Dzięki niemu ma więcej koleżanek. Ostatnio wygrał jakąś olimpiadę matematyczną.

- Więc jesteście jak bracia, co?

Chris obejrzał się i spojrzał mi prosto w oczy.

- Nie powiesz jej? – Kiwnęłam głową. – Gabriel to mój syn.

Wpatrywałam się w niego szeroko otwartymi oczami. Odłożył nóż.

- Nie miałem o tym pojęcia. Wcześniej nie widziałem nawet podobieństwa, ale kiedy zjawiłem się w tym czasie... po jej śmierci... Zrozumiałem wiele rzeczy. Keira z przyszłości wiele opowiadała mi o ojcu Gabriela. Ojcu jej prawdziwego dziecka, które straciła. Ona zawsze wiedziała, że to ja, a zrozumiałem to dopiero, kiedy spotkałem ją tutaj, jako nastolatkę... Wszystko zaczęło się układać w całość. – Podwinął rękaw, pokazując mi ślad po poparzeniu. – Terminator, który polował na Keirę w tym czasie. Dorwałem go krótko po tym, jak się cofnąłem w przeszłość. Gabriel ma taką samą bliznę. To Keira z przyszłości uszkodziła jego syntetyczną skórę, żeby miał pamiątkę po mnie, swoim ojcu.

- Gabe wie?

- Nie. Na razie Keira jest nim bardziej zafascynowana niż mną. – Uśmiechnął się blado.

- Nie wróciła mu cała pamięć?

- Niestety. Chcesz znowu spróbować?

Pokręciłam przecząco głową.

- A co u ciebie?

- Odnalazłam Johna. – Podparłam głowę ramieniem.

- No to masz dużo do roboty.

- Nie gotuję i nie sprzątam, więc nie.

Zaśmiał się cicho, wracając do gotowania. W mojej kieszeni zadzwonił telefon.

- Tak?

- Erica, wyjechałaś? – Głos Johna zabrzmiał jakoś dziwnie.

- Coś się stało?

- Nie mogę znaleźć Cameron.

- Jak to nie możesz jej znaleźć?

- Czekaj. – Na chwilę odstawił komórkę od ucha; usłyszałam jakieś pytanie. – Zadzwonię później.

Rozłączył się.

Rozmawiałam długo z Chrisem. Wreszcie skrzypnął zamek w drzwiach.

- Lasagne! – Keira od razu wpadła do kuchni. – Erica, cześć! Co za miła niespodzianka!

Wymieniłyśmy uściski.

- Wpadłaś na obiad? – Usłyszałam; obejrzałam się.

Gabriel uśmiechał się szeroko. Ciemna grzywka opadała na wesołe, brązowe oczy. Jak wcześniej mogłam nie zauważyć, jak bardzo jest podobny do Chrisa? Zawsze byłam pod wrażeniem, jak ludzkiego cyborga zbudowała Keira.

- Niezupełnie.

Zjedliśmy lasagne, po czym opowiedziałam, po co przyjechałam.

- Nie boisz się? – zapytał Gabriel, sadzając mnie na kanapie. Sam usiadł na podłodze naprzeciw.

- Ani trochę. To ty pogrzebiesz w mojej głowie, nie ja w twojej.

- Miła odmiana. – Otworzył klapkę w policzku; wyjęłam swój kabel i podłączyłam się do niego.

Siedzieliśmy, patrząc sobie prosto w oczy. Był w mojej głowie. Znał wszystkie moje sekrety.

- Chris, co to ma być?! – Dobiegł nas głos Keiry. – Mówiłam: „żadnej broni w łazience"?!

- Nie jest naładowana! – odkrzyknął z kuchni Chris.

- Broń to broń, kretynie!

- Nie jest naładowana! – powtórzył z naciskiem.

- Trzymaj ją w swoim pokoju!

- A co, kusi cię? Pamiętaj, kto ci sprząta i gotuje!

- Erica, powiedz mu coś! – Keira cisnęła pistolet na kanapę.

- Powiedz coś Keirze! – Usłyszałam. – Zresztą, pani mądralińska, Erica też ma broń!

- Jest policjantką, debilu! Musi mieć!

Gabriel roześmiał się łagodnie.

- Oni tak zawsze – powiedział. – Ale i tak się kochają – dodał szeptem.

- Słyszałam, Gabe! – Keira położyła książki na stoliku i osunęła się na drugą kanapę.

- Co powiedział? – Chris usiadł w fotelu z puszką mirindy.

- Nie twoja sprawa! – Rzuciła mu jakiś zeszyt; o mało nie wylał napoju. – Pomóż mi z zadaniem.

- A gdzie „proszę"?!

- Jesteście najdziwniejszą rodziną na świecie – skomentowałam z uśmiechem.

- Chyba tak. Dziewczyna-geniusz, mechaniczny chłopak i miłośnik broni palnej z przyszłości, który ma nierówno pod sufitem. – Keira roześmiała się wdzięcznie. – No ale, rodziny się nie wybiera.

- A szkoda – mruknął Chris. – Która strona?

Po chwili przestali się kłócić i zajęli się pracą domową. Mijały godziny, a Gabriel nadal przeglądał mój Mózg. Za oknami zrobiło się zupełnie ciemno. Nie czułam zmęczenia. Spojrzałam na Keirę. Zasnęła z głową na ramieniu Chrisa. On też spał. Uśmiechnęłam się.

- Radzisz sobie? – zapytał mnie cicho Gabriel; kiwnęłam głową. – Dasz nam znać, jak będziemy potrzebni?

- O to się nie martw.

- Nie martwię się. Jesteś czysta. – Odłączył kabel.

- Dzięki – szepnęłam.

- Zostań do rana. – „Zamknął" swój policzek i usiadł obok mnie. – Nie wszystko pamiętam, ale jeśli chcesz usłyszeć, co powiedział...

- Tak – wypaliłam od razu. – Mów.

- Mogę zmienić głos? – Kiwnęłam głową. – „Erico." – W moim oku pojawiła się łza. To był Jego głos. – „Bardzo za tobą tęsknię i z każdym dniem kocham cię coraz bardziej. Walczę o przyszłość tak, jak ty. Mam nadzieję, że mi wybaczyłaś. Chciałbym, żebyś wróciła... Tak bardzo, bardzo cię kocham. Przypilnuj, żebym znowu mógł ci to powiedzieć i wciąż powtarzać. Odmieniłaś moje życie na zawsze."

- Tak jak ty odmieniłeś moje – szepnęłam. – Dałeś mi marzenia. Chcę je spełnić.

- Na pewno ci się uda. – Gabriel dotknął mojego ramienia. Kiwnęłam głową.

W mojej kieszeni zadzwonił telefon. Odebrałam szybko, nie chcąc obudzić śpiących.

- Cameron się znalazła – powiedział John. – Jutro wracasz?

- Tak. – Mój głos się załamał; otarłam łzy. – Tak, do zobaczenia.

KONIEC CZĘŚCI CZWARTEJ