Loki leżał na kanapie w domu nieznajomego. Starszy pan zajmował się magiem chociaż nie miał pojęcia kto to jest. Kiedy czarodziej wreszcie się obudził mężczyzna zaczął zadawać paytania.
-Co robiłeś na pustyni?-zapytał i podał Lokiemu wodę.
-Spacerowałem-odparł z ironią. Wziął jednak wodę i zaczał ją łapczywie pić.
-Jeśli nie chcesz to nie mów. Ale powiedz jak masz na imię.
Mag zamyślił się. Przecież nie mogę u powiedzieć jak mam na imię tak naprawdę-pomyślał.
-Lucas-odpowiedział.
-No dobrze Lucas. Jeżeli chcesz możesz tu zostać. Pod warunkiem, że mi trochę pomożesz. Mogę ci nawet za tą pomoc płącić. Jak będziesz miał wystarczająco pieniędzy to będziesz mógł się stąd wyprowadzić. Zgadzasz się na taki układ? Ty pracujesz, ja ci płacę i nie zdaję pytań.
-Dlaczego chcesz mi pomóc?
-Niech akurat to zostanie moją tajemnicą. Zgadzasz się?
-No dobrze. Jak ty masz na imię?
-Allan Grant.
Potem staruszek wyszedł. Loki leżał tak do wieczora. Zastanawiał się dlaczego ten człowiek mu pomaga. Teraz jeszcze będzie musiał dla niego pracować. Ciekawe co będę musiał robić?-pomyślał po czym zasnął.
Obudził go dziwny dźwięk. Dopiero po chwili zorientował się, że to budzik. Było jeszcze wcześnie. Nawet bardzo bo tylko 5.50. Mag wstał i wyłączył natrętne urządzenie. Pewnie położył by się i spał dalej gdyby nie to, że do pokoju wszedł Allan.
-Wstawaj. Czas zjeść śniadanie a potem praca.
Loki kiwnął tylko głową. Poszli razem do kuchni. Allan zrobił jajecznice i kakao. Czarodziej po pierwszym łyku napoju stwierdził, że je lubi. Nawet bardzo. Za to jajecznica to już co innego. Stwierdził, że albo nie lubi jajek albo tej potrawy. Kiedy zjedli starszy pan zaprowadził go na dwór.
-Dzisiaj porąbiesz drewno i nakarmisz zwierzęta. Potem zobaczymy jak radzisz sobie z naprawą auta. I znajdziemy ci jeszcze jakieś ubrania.
-Dobrze-odpowiedział Loki.
Wziął siekierę i zaczął rąbać drewno. Najpierw szło mu to nie najlepiej. Czasem źle złapał siekierę i nie trafiał tam gdzie trzeba. Czasem źle położył drewno i zanim w nie uderzył to ono spadało z pieńka. Po setkach prób w końcu zaczęło mu to wychodzić.
-Nareszcie-mruknął.
Kiedy skończył ręce bolały go niemiłośernie. No ale zwierzęta czekają. Poszedł do Allana, który dał mu paszę. Mag zaczął ją roznosić. Niektóre zwierzęta go gryzły. Krowa nawet kopnęła. Ale kiedy wszedł do kurnika pomyślał, że może śmierć była by lepsza. Wyszedł z niego prawie cały w odchodach kur. Kiedy Allan go zobaczył wybuchnął śmiechem.
-Dobra najpierw poszukamy ci tych ubrań.
Poszli razem do domu. Loki odstawił kubełek po paszy i podszedł do szafy. Starszy pan wyciągnął z niej jakieś stare ciuchy i dał je czarodziejowi.
-Lepszych nie mam. Ale te powinny być dobre.
Loki szybko się w nie przebrał. Rzeczywiście były dobre. Potem poszli do samochodu. To akurat okazało się porażką. Mag okazał się w tym beznadziejny. Allan kazał mu iść po dwóch godzinach porażek. Czarodziej od razu poszedł spać.
W tym czasie Tony Stark pił w jakimś barze w towarzystwie jakieś dziewczyny. Nawet nie znał jej imienia. Na szczęście pojawił się Steve i go zabrał. To się nazywa pomoc.
