Mam nadzieję, że naprawdę uda mi się stworzyć "Symfonię" i że niedługo pojawią się kolejne smakowe miniaturki :P

Pamiętajcie, że komentarze karmią wena i tak dalej. ;)

Buziaki, misiaczki :*

Miłego czytania

kokosz


PERCABETH

SÓL

Słone są frytki, które jemy z jednego talerza. Nasze palce, oblepione kryształkami, spotykają się na talerzu. Chwyta moją rękę. Dłonie kleją nam się od tłuszczu i soli, ale nam to nie przeszkadza. Jesteśmy razem.

XxXxX

Słone są krople potu, które spływają mi po twarzy w czasie walki. Czuję zlepione włosy i wilgoć na czole i policzkach. Krople osiadają na rzęsach i wargach. Zlizuję je nerwowym gestem i potwór atakuje. Przerzucam sztylet z ręki do ręki, ale zanim wbijam go potworowi w serce, stwór rozpada się w pył. Widzę ciemny kształt z mieczem, który uśmiecha się do mnie zawadiacko.

XxXxX

Słona jest morska woda, którą łykam, gdy pływamy razem pod wodą w Atlantyku. Gdy się wynurzamy, prycham i wypluwam ją na odległość ponad dwóch metrów.

-Nie musisz połykać wody, żeby przeżyć. Nie jesteś rybą.

Ze śmiechem pakuję mu łokieć w żebra, a on ochlapuje mnie wodą. Ona też trafia mi do ust, ale ja tylko wybucham śmiechem i uciekam pod wodę.

XxXxX

Słona jest ambrozja, którą mnie karmi, gdy leżę ranna po bitwie. Chce mi się śmiać, bo na początku, to ja jego karmiłam.

-Ty też się ślinisz-uśmiecha się krzywo i kciukiem wyciera mi resztkę ambrozji z podbródka.

Pokazuję mu język.

XxXxX

Słone są jego wargi, gdy całujemy się w jego domku. Wplatam mu palce we włosy i bawię się ciemnymi kosmykami. Gdy się od siebie odsuwamy, przelotnie cmoka mnie w nos.

-Dobranoc, Mądralińska.

XxXxX

Słone są łzy żalu, bezsilności i bólu, które spływają po policzkach, kiedy go nie ma. Zaciskam dłonie w pięści i rzucam się na jego łóżko. Chowam głowę i rzucam się na łóżko. Chowam twarz w poduszkę, która nadal nim pachnie.