Siedzieli tak już godzinę w ciszy. Sakura zerkała na niego co jakiś czas niepewnie. On z nudów grał na telefonie w grę, ale po jakimś czasie rozładowała mu się.
- Świetnie - powiedział zirytowany chowając telefon do kieszeni.
- Przepraszam - szepnęła niepewnie Sakura, patrząc na niego smutna.
- Nie Twoja wina, że telefon mi się rozładował - mruknął patrząc na drzwi jakby chciał wzrokiem je otworzyć.
- Nie, ja.. Przepraszam za to, że musisz tu przeze mnie siedzieć. Gdyby nie ja nie wszedłbyś tu - powiedziała cicho, a Sasuke spojrzał na nią kątem oka.
- Racja, to Twoja wina - powiedział, a ta spuściła głowę - Choć z drugiej strony... Mogłem Cię olać i u nie wchodzić - dodał.
- Ale to zrobiłeś. Chciałeś pomóc. I dziękuje za to - powiedziała uśmiechając się delikatnie. Sasuke przyglądał jej się chwile, po czym wzrok przeniósł na drzwi. Między nimi znów zapanowała cisza. Trening cheerliderek skończył się i wyszli oni tylnymi drzwiami, więc nie przechodzili obok kantorka, w którym znajdował się Sasuke z Sakurą.
- Jesteś tu nowa - powiedział zamyślony, a ta spojrzała na niego zdziwiona tym, że zaczął rozmowę.
- Tak, przeprowadziłam się z Tokio. - powiedziała.
- Dlaczego? - zapytał patrząc na nią, a ta cicho westchnęła.
- Mój tata został tu wysłany, ma pomóc w schwytaniu tutejszych gangów. Akatsuki i Hebi o ile dobrze pamiętam - powiedziała, a Sasuke drgnął.
- Ma już jakąś poszlakę? - zapytał. Sakura spojrzała na niego zdziwiona.
- Nie, dopiero bada ich wcześniejsze wyskoki. Dlaczego pytasz? - zapytała.
- Ciekawość. Podobno to dwa najgroźniejsze gangi w mieście - powiedział wymijająco.
- Akatsuki owszem, ale co do Hebi nie byłabym tego taka pewna - powiedziała, a Sasuke spojrzał na nią uważnie.
- Dlaczego tak uważasz? - zapytał.
- Czytałam te akta, z ciekawości. Akatsuki zabiło sześciu ludzi, włamało się do trzech jubilerów i wiadomo, że handlują narkotykami. O Hebi nie ma nic takiego. Prawda, były rozróby. Ale tylko z Akatsuki. Nikogo nie zabili, nie włamali się nigdzie, o narkotykach też nic nie wiadomo... To jest tak jakby dobry gang próbujący powstrzymać Akatsuki. Tylko używający niekonwencjonalne metody, inne niż policja - powiedziała, a Sasuke uśmiechnął się delikatnie pod nosem, co bardzo zdziwiło Sakure.
- "Sprytna... Po przeczytaniu samych akt wywnioskowała takie coś. Zresztą to prawda" - pomyślał - Ciekawa hipoteza.. - powiedział, a Sakura uśmiechnęła się delikatnie.
- Dzięki, ale tata mi nie wierzy. Uważa, że Hebi niedługo uderzą. Czekają tylko na odpowiedni moment. Lub chcą najpierw pozbyć się Akatsuki, przejąć ich dostawców narkotyków i takie tam.. Zapewne ma racje - powiedziała cicho wzdychając.
- Możliwe - powiedział wzruszając ramionami - Czyli jest Was tylko troje. Ty, Twój tata i Twoja mama - dodał.
- Jest nas trzech... Ale moja mama nie żyje - powiedziała, a jej mina zrzedła.
- Nie chciałem... - powiedział przyglądając jej się w zamyśleniu. On sam nie miał rodziców. Wychowywali go rodzice jego najlepszego przyjaciela, Naruto.
- W porządku - powiedziała uśmiechając się do niego.
- A ta trzecia osoba to Twój brat, siostra - powiedział.
- Tak, siostra. Zresztą poznałeś ją już. - powiedziała, a ten spojrzał na nią podnosząc jedną brew do góry. - Ino Yamanaka - dodała widząc, że ten nie wie o kogo chodzi.
- Aa... Ta blondynka? Nie jesteście do siebie zbyt podobne. - powiedział.
- Tak, wiem. Ona jest ładniejsza, odważniejsza, bardziej wystrzałowa - westchnęła cicho.
- Właściwie nie o to mi chodziło. Wy kobiety i te wasze samokrytyki - westchnął, a Sakura mimowolnie zaśmiała się cicho.
- Jak Ty w ogóle masz na imię? - zapytał.
- Sakura. Sakura Haruno - powiedziała posyłając mu ciepły uśmiech.
- Sasuke Uchiha - przedstawił się.
- Tak wiem. W końcu jesteś popularny, kapitan szkolnej drużyny piłkarskiej, najprzystojniejszy chłopak w szkole. Kto by Cię nie znał - powiedziała.
- Przesadzasz... Wszyscy przesadzają. Jestem normalnym chłopakiem. - mruknął - "Nie licząc tego, że należę do gangu, ale to szczegół nie warty rozpamiętywania" - dodał w myślach.
- No raczej nie tak normalnym skoro prawie wszystkie dziewczyny za Tobą szaleją - powiedziała.
- Patrzą na sam wygląd. To powierzchowne idiotki, puste lale - powiedział skrzywiony.
- Myślałam, że mężczyźni takie lubią najbardziej - powiedziała rozbawiona.
- Jestem wyjątkiem - powiedział z nikłym uśmiecham na twarzy.
- Czyli jednak jesteś wyjątkowy - powiedziała cicho, a Sasuke spojrzał na nią z nutką zdziwienia. Ta zarumieniona odwróciła głowę.
- Mówiłaś, że nazywasz się Haruno, tak? - zapytał, a ta kiwnęła potakująco głową - Więc czemu Twoja siostra nazywa się Yamanaka? - zapytał, a ta cicho westchnęła.
- Długa historia - powiedziała.
- Mamy czas - powiedział.
- Tak, ale to.. - zaczęła niepewnie.
- ... osobiste - dokończył za nią - W porządku. Rozumiem - dodał. Sam nie wiedział dlaczego tak ją wypytuje. Może robi to z braku lepszego zajęcia. A może chce odgadnąć dlaczego jej oczy wtedy w sali gimnastycznej były tak obojętne. Jak jego. Nie wiedział tego. Nie rozumiał i na razie nie chciał rozumieć. Ale polubił ją co było rzadkim przypadkiem. Nie ufał jej, prawie w ogóle się nie znali. Ale budziła w nim dobre cechy. Uśmiechnął się co było niewyobrażalnym osiągnięciem. Zwykle robił to tylko w obecności przyjaciół.
- Ino nie widziałaś Sakury? Powinna wrócić już ze szkoły - powiedział Jack wchodząc do pokoju Ino.
- Nie widziałam jej - powiedziała krzywiąc się.
- Może poszła gdzieś z nowymi znajomymi - powiedział zamyślony Jack.
- Ta sierota nie ma znajomych - powiedziała złośliwie Ino.
- Nie mów tak o siostrze - skarcił ją Jack.
- Ona nie jest moją siostrą - powiedziała stanowczo. Jack zrezygnowany wyszedł z jej pokoju i poszedł do swojej sypialni, gdzie zamknął się na klucz. Wyjął małe pudełko z pod łóżka i otworzył je. Parę listów, naszyjnik i zdjęcie. Zdjęcie kobiety, która skradła mu serce. W życiu kochał tylko ją. I wiedział, że już nikogo tak jak jej nie pokocha.
- Ona robi się coraz bardziej podobna do Ciebie Sarabi - szepnął patrząc na zdjęcie pięknej różowowłosej kobiety, która z pięknym uśmiechem na ustach siedziała na huśtawce patrząc się w obiektyw.
Wokół panowała cisza. Sakura siedziała skulona w kącie. Było jej coraz zimniej od chłodnej ściany. Była zmęczona, śpiąca i głodna. Chciała już być w domu. Iść do wanny na godzinną kąpiel i położyć się do ciepłego łóżka. Sasuke przysypiał, ale budziło go co chwile szczękanie zębów Sakury. Było oczywiste, że jest jej zimno. Westchnął zrezygnowany. Nie miał nic do niej, ale był zmęczony i też chciał już wrócić do domu. Albo choćby chwile się tu przespać.
- Chodź tu - powiedział. Ta spojrzała na niego zdziwiona - No dalej - dodał zniecierpliwiony widząc, że ta nie rusza się z miejsca. Sakura wstała i podeszła do niego, a ten pociągnął ją tak, że siedziała między jego nogami głową opartą o jego klatkę piersiową. Momentalnie przeszła ją fala gorąca. Czuła jak policzki ją pieką, dziękowała za to, że było zbyt ciemno, aby mógł je zauważyć.
- Cieplej? - zapytał. Ta kiwnęła głową.
- Dziękuje - powiedziała cicho, przysypiając. Sasuke westchnął opierając brodę o jej głowę.
- Śpij już - mruknął.
- Dobranoc - szepnęła i momentalnie zasnęła wtulając się w niego mocniej. Sasuke zasnął zaraz po niej.
- Ino nie wychodź już z domu. Idę poszukać Sakury. Podzwonię po nauczycielach, może oni ją widzieli - powiedział Jack kiedy ta nie wracała. Bał się, że napadł ją któryś z gangów, lub jakiś inny psychopata.
- Jasne - powiedziała Ino i wróciła do rozmowy z Karin przez telefon. Wyszedł z domu i jeżdżąc po mieście dzwonił do nauczycieli Sakury. Żadnej jednak jej nie widział i nie wiedział, gdzie jest. Jack zrozpaczony zadzwonił do kolegi z pracy prosząc, aby ten wziął zdjęcie córek z jego biurka i rozesłał patrolom z poleceniem odszukania jego zielonookiej córeczki.
- Naruto? A Sasuke nie przyszedł z Tobą? - zapytała zdziwiona Kushina, jego matka kiedy ten wszedł do domu.
- Nie. Był z nami umówiony w centrum, ale nie przyszedł. Nie odbierał telefonu, więc uznałem, że jest już w domu - powiedział.
- Też nie mogę się do niego dodzwonić - powiedziała zmartwiona - Może zadzwonić po policję? - zapytała męża. Sasuke był dla niej jak rodzony syn.
- Nie ma takiej potrzeby. Sasuke już nie raz znikał z domu na noc, zawsze wracał. - powiedział Minato uspokajając żonę.
- Może masz rację.. - powiedziała nieprzekonana.
- Na pewno ma. Pewnie poznał jakąś ślicznotkę i noc spędza u niej. Gratuluje! Zostaniecie dziadkami! - krzyknął uradowany. Kushina uderzyła go ręczniczkiem kuchennym, a ten rozbawiony pobiegł na górę do swojego pokoju.
